Dodaj do ulubionych

slonsko tragedia

21.08.05, 13:23
I juzas sie pomijo fakt ize niy dopuszczony we plebiscycie opcji slonskyj ...

"Powstania śląskie: zryw narodowy czy wojna domowa?


Rozmawiali Aleksandra Klich, Józef Krzyk 19-08-2005 , ostatnia aktualizacja
19-08-2005 14:21

W przypadku powstań śląskich mamy do czynienia ze zjawiskiem w dużej mierze
zmitologizowanym, symbolicznym, które nie poddaje się racjonalnej analizie, a
raczej służy jako środek do bieżącej argumentacji politycznej, jako znak do
określenia swoich i obcych - mówi dr Bernard Linek z Instytutu Śląskiego w
Opolu w 85. rocznicę wybuchu II powstania śląskiego

Aleksandra Klich, Józef Krzyk: Dlaczego na Śląsku doszło do powstań?

Dr Bernard Linek: Żartobliwie mówiąc, to zawinił Gawriło Princip, gdyż to
wystrzelone przez niego w Sarajewie kule ruszyły machinę wojenną. A poważnie:
to był po prostu jeden z efektów wojny światowej, klęski Niemiec i nowego
ułożenia sytuacji politycznej w tej części Europy. Zupełnie nowa rzeczywistość
wymusiła na Górnym Śląsku zmiany, które miały charakter podobny do
zachodzących na innych obszarach Europy Środkowej.

Nowych rozwiązań poszukiwali nie tylko polskojęzyczni mieszkańcy Górnego
Śląska, ale i przedstawiciele innych narodowości. Jednak Górnoślązacy, którzy
czuli się Polakami byli w szczególnej sytuacji - po doświadczeniach
cesarskich, gdy byli często traktowani jako obywatele drugiej kategorii, a
organizacje polskie były przedmiotem państwowej dyskryminacji, mogli mieć
uzasadnione obawy, że powojenne Niemcy będą kontynuowały tę politykę. Stąd
m.in. ciążenie do państwa polskiego.

Ale to nie do końca tłumaczy, dlaczego na początku XX w. tak wielu Ślązaków
nagle zapragnęło związać się z Polską.

- Przede wszystkim nie było to zjawisko nagłe. Proces lgnięcia części
mieszkańców regionu w obręb nowoczesnego narodu polskiego i kultury polskiej
można odnotować już w drugiej połowie XIX w. Było to w jakieś mierze zjawisko
naturalne, gdyż na zasadach bliskości etnicznej organizowały się wówczas
wszystkie państwa Europy Środkowej.

Powtarzam jednak: to nie była sytuacja wyjątkowa. Procesowi wchodzenia w obręb
kultury polskiej części Górnoślązaków towarzyszył proces postępującej
asymilacji i wchodzenia w obręb kultury niemieckiej znacznie większej grupy
Górnoślązaków. Powodem były sukcesy tego państwa.

Czy powstania były zrywem narodowym - jak chcą jedni - czy też wojną domową -
jak mówią drudzy?

- Może to nawet była rewolucja społeczna? Obie przytoczone opinie są poprawne,
chociaż mogą dzielić swych zwolenników. Pewne, że kłopoty w zdefiniowaniu
tego, co stało się na Śląsku w latach 1919-1922, wynikają z emocji, jakie
towarzyszą dyskusjom na ten temat w Polsce. W Niemczech ta sprawa już dawno
zniknęła z dyskursu publicznego.

Skąd się biorą te emocje w Polsce?

- Dzieje się tak, bo wydarzenia te stanowiły przez dziesięciolecia
najpoważniejszy argument polityczno-historyczny przemawiający za
przynależnością regionu do Polski, podnoszony przez dziesięciolecia w różnej
formie. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem w dużej mierze zmitologizowanym,
symbolicznym, które nie poddaje się racjonalnej analizie, a raczej służy jako
środek do bieżącej argumentacji politycznej, jako znak do określenia swoich i
obcych, którym posługiwały się rozliczne siły polityczne, w Polsce i Niemczech.

A więc trochę racji mają obie strony: dla Niemców była to wojna domowa, ale
dla Ślązaków - zryw wolnościowy, który miał doprowadzić do przyłączenia do Polski?

- Proszę mi wybaczyć, ale w tym zdaniu kryje się przynajmniej jedno
uproszczenie. Pomijając kwestię, że dla tych, którzy wówczas chcieli, by
region został w Niemczech, powstania to była przede wszystkim ukryta agresja
polska, na dodatek przedsięwzięta w sposób wiarołomny, po podpisaniu ustaleń
traktatowych i umów dwustronnych, które regulowały sposób jego rozwiązania, a
nie konflikt wewnętrzny.

Trudno mi przyjąć pogląd, że Górnoślązak to był zawsze Polak. Taka opinia
sugeruje, że Niemcy byli w dziejach regionu elementem obcym i napływowym.
Kryje się w tym kolejna kalka myślowa, wtłaczająca nasz region w kanon
polskiej historii narodowej, chociaż jego dzieje były przez stulecia inne i
stanowią również fragment czeskiej historii narodowej i niemieckiej historii
narodowej.

Ślązacy walczyli w powstaniach po obu stronach - polskiej i niemieckiej. Czy
to nie dowód na potwierdzenie tezy o wojnie domowej?

- Na pierwszy rzut oka można się z tym zgodzić. Jednak, jak już wspominałem,
koncentrowanie się w dyskusjach o powstaniach tylko na zbrojnej fazie
konfliktu polsko-niemieckiego, w istotny sposób upraszcza to, co się tutaj
zdarzyło. Zresztą o tym, jak konflikt się skończył i tak decydowano poza
Górnym Śląskiem. Tutejsze wydarzenia dostarczały co najwyżej argumentów w
dyskusjach mocarstw.

A w tym czasie sytuację kształtowała sprawa najważniejsza - klęska Niemiec.
Była to nie tylko klęska militarna, ale też upadek systemu Niemiec cesarskich,
państwa tylko w niewielkiej mierze demokratycznego i rządzonego w oparciu o
autorytet rodziny cesarskiej, co jednak nie znaczy, że wbrew woli
wystarczającej liczby obywateli. Przypomnę, że cesarstwo niemieckie okresu
1871-1914 było państwem niebywałego sukcesu cywilizacyjnego, które w wielu
dziedzinach objęło prym nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Niewielu
widziało potrzebę zmiany systemu przynoszącego takie efekty.

Abdykacja Wilhelma II pod koniec 1918 r. zmusiła wszystkich do szukania nowych
rozwiązań systemowych. Początkowo doprowadziła do władzy przeciwników
cesarstwa, którymi początkowo byli socjaldemokraci. To ich przedstawiciel Otto
Hörsing miał w 1919 r. również na Górnym Śląsku najwięcej do powiedzenia, a
faktyczną władzę w tym roku posiadały Rady Robotnicze i Żołnierskie, przy
pomocy których wprowadzano w życie lewicowy program społeczny: ośmiogodzinny
dzień pracy, wyborcze prawa kobiet, rozdział państwa od Kościoła.

Jednak na Górnym Śląsku szybko narastało niezadowolenie z nowych rządów.

Tak, manifestowano je w formie strajków i manifestacji, które wywołać już
mogły warunki aprowizacyjne, drożyzna i inflacja, pogarszające się
dramatycznie nawet w stosunku do czasów wojennych. Towarzyszyły im
pogarszające się warunki bezpieczeństwa: kradzieże i rabunki, także w biały dzień.

Doświadczenia powracających z wojny żołnierzy starały się wykorzystać nie
tylko bandy kryminalne, ale i bez mała wszystkie siły polityczne. Rząd w
Berlinie wysłał na Górny Śląsk dywizję wojska, siłą zbrojną dysponowały także
Rady, straże porządkowe rozbudowywały również zakłady przemysłowe (tutaj żołd
znalazły prawicowe freikorpsy) oraz władze samorządowe. Te ostatnie po
wyborach jesienią 1919 r. w niektórych miejscowościach były polskie.

Obserwuj wątek
    • szwager_ze_laband Re: slonsko tragedia 21.08.05, 13:25
      Powstania śląskie: zryw narodowy czy wojna domowa? (2)



      Obok tych jawnych oddziałów powstała tajna Polska Organizacja Wojskowa, która z
      jednej strony nastawiona była na obronę polskich instytucji i polityków
      lokalnych, a z drugiej coraz wyraźniej na oderwanie regionu i przyłączenie go do
      Polski. Chociaż w ogromnej mierze rekrutowała się ona z tutejszych mieszkańców,
      to wymykała się ona spod kontroli polskich polityków górnośląskich, z tej
      prostej przyczyny, że organizacyjnie, a później również ze względu na sprzęt i
      ludzi, coraz bardziej była zależna od Warszawy, czyli Piłsudskiego i
      piłsudczyków. To tutaj tkwiła geneza konfliktu w międzywojennej Polsce pomiędzy
      wojewodą Michałem Grażyńskim, związanym wtedy z POW, a lokalną chadecją śląską.

      A najpoważniejsza siła polityczna w regionie - niemiecka katolicka partia
      Zentrum miała swoje ramię zbrojne?

      - Nie. Ale była rzeczywiście najważniejsza. Posiadała własną koncepcję miejsca
      Górnego Śląska w powojennych Niemczech. Jej politycy głosili opinię, że Śląsk
      może być niezależny od władz w Berlinie, życzliwie spoglądali na postulaty
      niepodległości Górnego Śląska, długo stawiali na utworzenie na Śląsku kolejnego
      landu, niezależnego od Prus. Z czasem ten radykalizm Zentrum ulegał stępieniu. W
      końcu - już po podziale regionu w 1922 roku - ich działania przyniosły efekt w
      postaci powołania w ramach państwa pruskiego prowincji górnośląskiej.

      Myślę, że już ta krótka analiza pokazuje, że schemat "powstania dla Niemców to
      wojna domowa, a dla Polaków - zryw narodowy" jest ułomny. Sytuacja była znacznie
      bardziej skomplikowana.

      Przez całe dziesięciolecia powstania śląskie były jednym z ważniejszych powodów
      wzajemnych pretensji polsko-niemieckich i konfliktów. Oba kraje czuły się
      pokrzywdzone i przedstawiały się jako obiekt napaści.

      - Jeśli ten obraz zaczął dominować w obu państwach, to ze względu na sytuację w
      międzywojennej Polsce i Niemczech. W województwie śląskim tradycję powstań
      zawłaszczyła sobie sanacja śląska, która eksponowała potrzebę dalszej
      bezpardonowej walki z Niemcami i wpływami niemieckimi na polskim Górnym Śląsku.
      Trudno było się do niej odwoływać chadecji Wojciecha Korfantego, która długo
      szukała jakiegoś sposobu współżycia z mniejszością niemiecką i budowania ze
      wszystkich nacji nowej społeczności regionalnej. Po II wojnie światowej tradycję
      powstań śląskich przejęła lewica prosowiecka, która udrapowała je do roli
      powstania robotniczo-ludowego, nie zmieniając antyniemieckiego aspektu. Nie od
      rzeczy będzie przypomnienie roli Jerzego Ziętka (przed wojną jeszcze senatora) i
      jego środowiska powstańców, które promowało te wątki na Górnym Śląsku. To jego
      wizję wydarzeń tak plastycznie przedstawił w swych filmach śląskich Kazimierz
      Kutz i to ona odcisnęła się na zbiorowej pamięci polskiej.

      A jak to wyglądało w Niemczech?

      - Po 1922 r. partia katolicka w prowincji górnośląskiej miała kłopot ze
      znalezieniem właściwej tradycji, do której mogła się odwołać. Odpadało odwołanie
      się np. do Selbstschutzu, tajnej wojskowej organizacji niemieckiej powołanej po
      wycofaniu się z początkiem 1920 r. wojsk i wyższych władz niemieckich i objęciu
      władzy na obszarze plebiscytowym przez Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i
      Plebiscytową z francuskim generałem Le Rondem. To przede wszystkim członkowie
      tej organizacji, także uzależnionej od rządu w Berlinie, zbrojnie wystąpili
      przeciwko powstańcom w 1921 r. Tradycja ta była trudna do eksponowania dla
      partii politycznej, która starała się zasypać rowy nienawiści pomiędzy różnymi
      grupami językowymi. Jednak jeszcze w latach 20. do tradycji niemieckiej walki
      zbrojnej w powstaniach odwoływały się drobne ugrupowania prawicowe, które
      ostatecznie zostały wchłonięte przez NSDAP. To ta partia zbudowała ostateczne w
      latach 30. monumentalny pomnik na Górze św. Anny, ku chwale walczących zbrojnie
      przeciwników traktatu wersalskiego.

      Wracając do samych powstań - Marian Orzechowski, biograf Wojciecha Korfantego,
      przypomina pogląd dyktatora, że powstania były demonstracją siły tych Ślązaków,
      którzy chcieli być Polakami.

      - To w dużej mierze słuszny pogląd biografa Korfantego na temat III powstania z
      1921 r., które wybuchło po przegranym przez Polaków plebiscycie i było próbą
      podważenia go wysiłkiem zbrojnym. Przy czym plan Korfantego, prawdopodobnie za
      cichą zgodą Francuzów, zakładał tylko zajęcie obszaru po Odrę, co miało ułatwić
      dalsze dyplomatyczne przetargi. Nierealistyczne były plany niektórych wojskowych
      polskich (np. Grażyńskiego) postawienia wszystkiego na jedną kartę i zajęcia
      możliwe dużego terytorium.

      Dwa sierpniowe powstania miały inny charakter. Pierwsze, z 1919 r., nazwą tą
      zostało obdarzone trochę na wyrost, gdyż właściwie był to samorzutna reakcja
      niektórych organizacji POW na aresztowania i terror niemiecki, bez programu
      politycznego i właściwie bez dowództwa.

      Drugie, z 1920 r., było doskonale przeprowadzoną demonstracją wojskową, która
      przyniosła zakładane efekty. Przynajmniej jeśli chodzi o cele
      polityczno-wojskowe: wymuszono w końcu utworzenie dwunarodowej policji
      plebiscytowej (ustanowionej już w traktacie wersalskim) i zniszczono liczne
      bojówki niemieckie. Mam jednak wątpliwości co do realizacji celów
      propagandowych. Co prawda po przegranym plebiscycie w Prusach Wschodnich i w
      trakcie wojny polsko-sowieckiej pokazano polską siłę, jednak propaganda
      niemiecka w sposób jednostronny przedstawiła działania powstańców, wpisując je w
      stereotyp Polaka-burzyciela porządku publicznego. Od jesieni 1920 r. coraz
      wyraźniej było też widać, że większość społeczeństwa przechyla się na stronę
      niemiecką.

      Polscy badacze twierdzą, że Ślązacy stanowili tylko 10 proc. sił niemieckich i
      90 proc. sił polskich. Czy tak rzeczywiście było?

      - To nieporozumienie, które jednak dobrze oddaje popularny sposób myślenia o tym
      okresie na Śląsku. Po obu stronach konfliktu zbrojnego walczyli przede wszystkim
      rodowici mieszkańcy tych ziem. Obie strony konfliktu uzyskały różnorodne
      wsparcie ze swoich centrów: finansowe, w wyposażeniu wojskowym i w kadrach
      dowódczych. Jednak nie przekroczyło ono kilku bądź kilkunastu procent po obu
      stronach. Patrząc na to tylko przez ten pryzmat, to była to wojna domowa, w
      którą jednak bezpośrednio był zaangażowany niewielki procent mieszkańców. Sposób
      jej prowadzenie był na szczęście daleki od znanych nam obrazków bałkańskich,
      chociaż zdarzały się także akty terroru wobec ludności cywilnej. I to po obu
      stronach.

      Rozmawiali Aleksandra Klich, Józef Krzyk




      • ballest Re: slonsko tragedia 21.08.05, 19:27
        " Proszę mi wybaczyć, ale w tym zdaniu kryje się przynajmniej jedno
        uproszczenie. Pomijając kwestię, że dla tych, którzy wówczas chcieli, by
        region został w Niemczech, powstania to była przede wszystkim ukryta agresja
        polska, na dodatek przedsięwzięta w sposób wiarołomny, po podpisaniu ustaleń
        traktatowych i umów dwustronnych, które regulowały sposób jego rozwiązania, a
        nie konflikt wewnętrzny."

        Nareszcie pisze sie jawnie na ten temat, do tego zapomniano napisac, ze Niemcom
        nalezal sie Caly Gorny Slask bo plebiscyt byl wygrany!
        • szwager_ze_laband Re: slonsko tragedia 21.08.05, 20:35
          faktym je tysz ze i czynsc Slonzokow zaangazowanych w samodzielnosc Gornego
          slonska, w momyncie kedy widziaua widmo podziau tyj ziymi wolaua sie opowiedziec
          za Niymcami - fakt tyn niy zmiynio dlo mie faktu ize stworzynie Republiki
          Gornoslonskyj bouo jedynym wyjsciym, kere pozwolauo uniknonc wojny domowyj

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka