sss9
07.03.07, 13:00
Ważne, by ten "nowy Śląsk" był krnąbrny, nieposłuszny, ambitny i przebojowy
Andrzej Wawrzyczek, Gliwice
Zacznę od tego, że ze Śląska nie wolno uciekać. Zamiast tego trzeba go
zmieniać. Najważniejszą rzeczą powinna być zaś zmiana mentalności samych
Ślązaków. Trzeba zerwać ze źle pojmowaną "tradycją", która skazuje nas w kraju
na pośmiewisko. Z przykrością przyznałem rację Irkowi Dudkowi, który pisał, że
"Ślązak idzie jak koń do roboty, swoją działkę wykonuje, nie myśląc nawet o
jej sensie". Tak, niestety, jest i to właśnie trzeba zmieniać.
Jak wiadomo, narząd nieużywany z czasem obumiera. Przez lata, w czasach PRL-u,
Ślązacy nigdy nie byli zmuszani do zbytniego wysiłku intelektualnego, co
skończyło się tym, że zdolność myślenia zupełnie u nich zanikła. Dobrze było
to widać w momencie, gdy zamykano kolejne kopalnie, a górnicy odchodzili z
pracy z pokaźnymi odprawami. Dostawiali pieniądze nie tylko po to, żeby lżej
było im rozstać się z kopalnią, ale też po to, żeby rozsądnie te pieniądze
zainwestowali, żeby założyli za nie własne firmy, dzięki którym mogliby
utrzymywać dalej swoje rodziny. Część z nich rzeczywiście tak zrobiła, ale
większość bezmyślnie roztrwoniła te gigantyczne sumy i wcale mnie to nie zdziwiło.
Jakże mogliby oni z powodzeniem prowadzić własne firmy, skoro nikt nigdy nie
zmuszał ich do jakiejkolwiek aktywności? W czasach PRL-u górnik miał
zapewnioną pracę, miał zapewnione mieszkanie, o wszystkie jego sprawy
troszczył się dział socjalny na kopalni, a on miał tylko, jak pisze Dudek,
chodzić "jak koń do roboty". I teraz nagle zmienił się ustrój, a od tego
górnika wymaga się aktywności i trzeźwego pomyślunku, do którego on zwyczajnie
nie jest zdolny. Jest on swego rodzaju "inwalidą społecznym", pozbawionym
jakichkolwiek horyzontów poznawczych i nieprzystosowanym do życia w
otaczającym go świecie. Podstawowym problemem nie jest więc to - nawiązując do
artykułu redaktora Kortko - że śląskie miasta zamierają wieczorami, że
budynków nie projektują nam Libeskind i Foster, że na ulicach leżą psie kupy
itd. Podstawowym problemem jest to, że na Śląsku wciąż mieszkają tysiące ludzi
nieprzystosowanych do wymagań, jakie rzuca im współczesny świat. Jeśli chcemy
być kiedyś dumni ze Śląska, to przede wszystkim musimy pomóc właśnie tym
ludziom. Jak to zrobić?
No właśnie, jak to zrobić? To jest podstawowa kwestia. Myślę, że bardzo
istotnym problemem jest tu typowo śląski konserwatyzm połączony z typowo
śląskim konformizmem. Śląskie osiedla robotnicze to matnia, z której niezwykle
ciężko jest się wyrwać. Z jednej strony trzeba bowiem wyłamać się z
wszechobecnego konserwatyzmu, który nakazuje młodym ludziom czerpanie wzoru ze
swoich rodziców czy dziadków, co kończy się tym, że i oni stają się takimi
samymi "inwalidami społecznymi", skazanymi na pozbawione perspektyw życie w
dzielnicy robotniczej. Z drugiej zaś strony muszą przetrwać jakoś silny
ostracyzm społeczny, związany z jawnym odrzuceniem tegoż konserwatyzmu.
Nie wystarczy więc podawać młodym Ślązakom nowe wzory do naśladowania, ale
trzeba także służyć im wsparciem w dążeniu do ich realizacji. Myślę, że
istotnym krokiem naprzód mogłoby być rozhermetyzowanie śląskich dzielnic
robotniczych, wpuszczenie do nich powiewu świeżości i nowości. Wymaga to
bardzo przemyślanych działań ze strony samorządów, które dziś bardzo chętnie
mówią o rewitalizowaniu terenów poprzemysłowych, ale zapominają o
rewitalizowaniu - że tak się wyrażę - "ludności poprzemysłowej". Tymczasem
potrzebne są intensywne działania właśnie w tej materii. Potrzebne są
instytucje oświatowe, które poszerzałyby horyzonty poznawcze młodych Ślązaków,
rozbudzały w nich ambicję i mobilizowały ich do aktywności. Akcje, które
pozwalałyby im wyjść poza dzielnicę i poznawać ten inny świat, który znajduje
się za pewną niewidzialną, nieprzekraczalną granicą.
Takich działań jednak się nie podejmuje (albo podejmuje się bardzo niewiele).
Zamiast tego promuje się tę właśnie, nieprzystającą do dzisiejszych warunków,
źle pojmowaną "tradycję", której internalizowanie zamyka Ślązaków pod kloszem
nieudolności, nieumiejętności i bezmyślności. Cały czas mam przed oczami
hasło, które kilka lat temu widziałem na ścianie jednego ze śląskich
gimnazjów, zlokalizowanego w takiej właśnie tradycyjnie śląskiej dzielnicy:
"Kopalnia musi być, aby Śląsk mógł być... i górnik musi być". To jest właśnie
ten konserwatyzm wymieszany z konformizmem - mieszanka zabójcza dla młodego,
ambitnego i chłonnego wiedzy umysłu. Tak mówić nie wolno!
Przeciwnie, trzeba młodym ludziom mówić, że kopalnia wcale nie musi być, ani
górnik nie musi być. Trzeba im mówić, że Śląsk może istnieć dzięki nowoczesnym
technologiom, dzięki nauce, dzięki kulturze, a nie tylko dzięki kominom i
szybom górniczym. Trzeba ich zachęcać do działania, do aktywności, do
poszukiwania ich własnej, niezależnej ścieżki w życiu, a jednocześnie skłaniać
ich rodziców czy dziadków, żeby też ich do tego zachęcali, żeby im to
umożliwiali, a w najgorszym razie, żeby przynajmniej im tego nie
uniemożliwiali. Żeby nie wpajali im na siłę tych wszystkich sloganów o
śląskiej tradycji, o kopalni-żywicielce, o tym, że ważna jest tylko uczciwa
praca fizyczna, a nie jakieś tam, nikomu niepotrzebne magisteria i doktoraty itd.
Zgadzam się z tym, co pisał jeden z czytelników, że "młode pokolenie stworzy
nowy Śląsk". Chcę jednak zwrócić uwagę, że najpierw trzeba to młode pokolenie
właściwie ukształtować, że trzeba pamiętać nie tylko o tym, żeby nasze miasta
i nasz region się rozwijały, ale przede wszystkim, żeby rozwijały się
równomiernie. Nie jest sztuką przekształcić nasze miasta na wzór
południowoamerykańskich metropolii, gdzie bajecznie bogate centrum otoczone
jest koszmarnie biednymi fawelami. Sztuką jest sprawić, żeby całe miasta
rozwijały się dynamicznie, żeby nie było ludzi zapomnianych, osamotnionych w
swoich problemach i słabościach, którzy zostali okaleczeni przez dawny system
i którzy nie potrafią sami dostosować się do wymogów nowego systemu. Sztuką
jest stworzyć jak najszerszy front ludzi aktywnych, którzy będą w stanie
zaradzić następnie tym problemom, które dostrzegamy w naszych miastach na co
dzień. Myślę, że wspólnie Ślązacy są w stanie tej sztuki dokonać i że warto
ten trud podjąć. Myślę, że warto wspólnie budować ten "nowy Śląsk".
Ważne jednak jest to, by ten "nowy Śląsk" był krnąbrny, nieposłuszny, ambitny
i przebojowy. Ważne, żeby mógł w pełni wyrwać się z okowów źle pojmowanej
"tradycji", która skazuje go na stagnację i "dupowatość", żeby mógł wyznaczać
nowe kierunki, wytyczać nowe ścieżki i śmiało nimi kroczyć. Śląsk musi
wreszcie zacząć myśleć samodzielnie, a wtedy będzie mógł pozbyć się swych
kompleksów, dumnie podnieść wzrok i z odwagą patrzeć w przyszłość.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35053,3949523.html
;)