Gość: Hermann
IP: *.dip.t-dialin.net
30.11.01, 00:23
Pochodzenie Słowian jako mit polityczny
Pochodzenie i najstarsze dzieje Słowian są problemem, który, choć na pozór
oderwany od życia, niespodziewanie ujawnia pewne polityczne mity: myślowe ciągi
subtelne i mgliste, przez nikogo chyba nie wypowiedziane do końca, ale może
właśnie z tego powodu wciąż wywierające wpływy na myślenie o naszym polskim
miejscu w świecie.
Każdego, kto usiłował dowiedzieć się czegoś o słowiańskich starożytnościach,
musi uderzyć i zirytować brak ładu, brak wyraźnych linii u autorów
interpretujących archeologiczne i pisane zabytki; tak jakby na rzeczywiste
ubóstwo źródeł dotyczących naszych narodowych, polskich i słowiańskich
początków, nakładały się jeszcze uporczywe, a może wręcz złośliwe tendencje,
aby zrozumienie owych szczupłych źródeł zagmatwać.
Źródłem tego zamętu jest mit autochtoniczności Słowian, a Polaków w
szczególności. (Słowa "mit" używam oczywiście w sensie fałszywej i wygodnej
zbitki pojęciowej, a nie w sensie religijnej opowieści.) Mit ów został
stworzony w okresie międzywojennym z jasnych pobudek patriotycznych, czy jak
kto woli, nacjonalistycznych, i chodziło w nim o to, aby dać odpór niemieckiej
propagandzie, która wszelkie źródła archeologiczne interpretowała jako
świadectwa odwiecznego pobytu na ziemiach nadodrzańskich i nadwiślańskich - ich
własnych pobratymców, Germanów. Oczywiście, ów pogląd miał wyraziste ostrze
polityczne: podbudowywał ideologiczne prawa nazistowskich Niemiec do ziem
obecnie należących do Polski, które wówczas były wschodnimi kresami państwa
niemieckiego albo strefą planowanej hitlerowskiej ekspansji na wschód.
Pogląd o autochtoniczności Słowian sprowadzał się do tezy, iż osadnictwo w
dorzeczu Odry i Wisły (obszar ten bywał przedłużany na wschód aż do Dniepru) ma
w dającej się stwierdzić przeszłości charakter ciągły, nie było zaburzane
poważniejszymi najazdami, a ewentualni przybysze byli tylko przejściowymi
gośćmi. Mimo tych sporadycznych wizyt sąsiadów, przez cały czas - przynajmniej
1700 lat przed Mieszkiem I - miał trwać na obecnych polskich
ziemiach "prasłowiański" substrat etniczny. Owi Prasłowianie mieli w końcu
przeobrazić się w Słowian, którzy stąd, znad Odry i Wisły rozeszli się w
okresie Wędrówek Ludów (w wiekach IV-VI n.e.) w trzy strony świata - na zachód
nad Łabę, na południe: do Czech, nad Dunaj i na Bałkany, oraz na wschód ku
późniejszej Rusi.
My, Polacy, mielibyśmy być w prostej linii potomstwem i spadkobiercami
rdzennej, autochtonicznej ludności dorzecza Odry i Wisły, a także tymi spośród
Słowian, którzy w przeciwieństwie do reszty swoich pobratymców, dochowali
wierności swojej starej ziemi i nie dali się skusić "obczyźnie" nad Dunajem,
Wełtawą czy Oką.
Owa wizja - a raczej mit właśnie - była uporczywie podtrzymywana i propagowana
przez cały okres PRL i dopiero pod koniec tej formacji, w latach 80-tych,
zaczęły się pojawiać pierwsze publikacje, stawiające naszą prehistorię z głowy
na nogi.
Tylko skrótowo naszkicuję stan rzeczy, który wydaje się najbardziej
prawdopodobny (i który zapewne jest po prostu prawdą...) - Słowianie na
większości swoich obecnych siedzib, w tym także nad Odrą i Wisłą są stosunkowo
późnymi przybyszami i zajęli te ziemie w ciągu V wieku n.e., a więc w końcowej
fazie Wędrówki Ludów. W starożytności Brązu i rzymskiej ich tu po prostu nie
było; i co więcej nie wchodzili w styczność z cywilizacją klasyczną (rzymsko-
grecką). Najstarsze uchwytne archeologicznie ślady Słowian pochodzą z Wołynia i
Podola z wieku IV n.e.; co do wcześniejszej epoki poszlakami są pokrewieństwa i
zapożyczenia językowe, wskazujące ma dorzecze środkowego Dniepru jako na
wcześniejszą siedzibę. Nasze ziemie w rzymskiej starożytności zamieszkiwali
Germanowie - na Pomorzu Goci, a na południe od nich ludy określane zbiorową
nazwą najpierw Lugiów a później Wandalów, których ślady określa się mianem
archeologicznej Kultury Przeworskiej. Jedynie Pojezierze Mazurskie zasiedlali
Bałtowie. Germanowie sięgali zresztą dużo dalej na wschód: Goci i Gepidowie,
którzy przewędrowali nasze (później) ziemie, szerokim łukiem okrążając
Wandalów, jako że oba te plemiona szczerze się nie lubiły, stworzyły
krótkotrwałe państwo nad Morzem Czarnym i Dnieprem. Germańskim narzeczem
mówiono na Krymie jeszcze czterysta lat temu! Przed Germanami południe Polski
było kolonizowane przez Celtów. Wcześniejsza od nich Kultura Łużycka, której
dziełem był około roku 737 p.n.e. Biskupin, także po słowiańsku (czy
prasłowiańsku) nie mówiła.
Jak powiedzieliśmy, mit polskiego autochtonizmu (którego początkowo głównym
orędownikiem był prof. Józef Kostrzewski, poznański archeolog i odkrywca
Biskupina) od samego powstania miał wyraźne ostrze patriotyczne i
antyniemieckie. Okazało się wkrótce, że znakomicie służy także innym
politycznym opcjom czy stylom myślenia.
Ale wcześniej należy zauważyć, iż ów mit wzbogacił się o pewien ważny aspekt.
Wydawałoby się bowiem, iż jeżeli pewien lud nieprzerwanie zamieszkuje przez
półtora tysiąca lat, a może dłużej, to samo terytorium, utrzymując się w
dodatku z rolnictwa, nie koczując i nie wędrując, to powinien stworzyć jakąś
trwałą kulturę materialną i duchową. A więc grody, miasta, ośrodki
rzemieślnicze; zapewne także powinien dorobić się własnego pisma (tym bardziej,
że miał piśmiennych sąsiadów), kultu bogów, tytulatury władców, a może nawet
spisanej historii. Oczywiście Słowianie żadnym takim dorobkiem pochwalić się
nie mogli. Historycy owładnięci mitem autochtonizmu mogli naginać fakty, i
wykopaliska w rodzaju Biskupina przypisywać Słowianom. W większości przypadków
jednak tego czynić się nie dało, czego skutek był taki, iż przybywało
wstydliwych faktów (że odkopano groby książąt ewidentnie germańskich, groty
strzał z runicznymi napisami, albo że wygasłych w V wieku dymarek
świętokrzyskich nie było komu rozpalić na nowo) - a wraz z nimi rosła
nieśmiałość w dziele naukowego, ale także np. literackiego penetrowania własnej
narodowej przeszłości. Prehistoria Polski zaczęła przypominać szafę pełną
trupów!
Jakby w odpowiedzi na takie krytyki (których, jak się wydaje, nikt jawnie nie
wytaczał) utrwalił się niejasny pogląd, iż tak rekonstruowani Słowianie (czy
Prasłowianie) byli przez całą swoją historię ludem pokojowo nastawionym,
łagodnym i poczciwym, godzącym się na koegzystencję na tym samym terytorium z
obcymi przybyszami, a w razie zagrożenia uciekającym zapewne w leśne głębiny...
W przeciwieństwie do wojowniczych i nieźle zorganizowanych, wykazujących
państwowotwórczy instynkt Germanów, Scytów, Hunów czy Awarów, Słowianie zdawali
się ludem bez historii i bez państwa. Jednakże te dwa jawne defekty okazały się
ich wielkim atutem w oczach dwóch dominujących nurtów politycznego myślenia w
Polsce lat niedawnych.
Słowianie bez historii, a w szczególności bez rozwiniętej religii, pozbawieni
wyższej kultury, nie tknięci kultem "pogańskich" bóstw, czynili wrażenie ludu,
który trwał przez tysiąclecia w dziecięcej niewinności, czekając na chrzest -
bo dopiero ów sakrament miał go wyrwać z prehistorycznego niebytu, a raczej na-
wpół-bytu. Ten aspekt mitu autochtonizmu był więc szczególnie miły katolickiej
opcji. Było to również w pełnej zgodzie z podręcznikową zbitką pojęciową, iż
historia Polski zaczęła się w roku 966 od chrztu Mieszka. A co było wcześniej?
Jakaś nieokreśloność, którą wprawił w polskie dzieje już pierwszy historyk,
Gall Anonim, pisząc te jakże ważkie słowa: "Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu
dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których
skaziły błędy bałwochwalstwa (...)". Oczywiste jest, że Kościołowi bardzo
pomocna była wizja Polski "stworzonej przez Kościół" - takiej, która od
początku jest chrześcijańska, która nie zaznała wcześniejszych, rdzennych a
więc "pogańskich" alternatyw kulturowych, i dosłownie wszys