kl-2
26.09.07, 18:49
Wyrok w kolorze nadziei
Andrzej Pieczyrak
www.wiadomosci24.pl/artykul/wyrok_w_kolorze_nadziei_44239-2,2007,9,24.html#artykul-narzedzia
Droga miejska, obok chodnik, a między nimi szpaler starych drzew,
które stanowią naturalny ekran ochronny dla idących chodnikiem
ludzi, dla okolicznych mieszkańców. Tak jeszcze dziś wygląda ulica
Rybnicka w Gliwicach. Co będzie jutro?
Zielona kropka
Przy ulicy Rybnickiej rosną szlachetne, szczepione jesiony, z
charakterystycznym, bulwiastym zgrubieniem pnia w miejscu zrostu
zraza i podkładki. Kuliste korony wciąż jeszcze noszą ślady
formowania zarzuconego wiele lat temu. Ostatnio na większości tych
drzew pojawiły się namalowane fluorescencyjną farbą zielone kropki.
Mało kto wie, co oznacza ten niepozorny znaczek. I trudno uwierzyć,
że ta mała kropka w kolorze nadziei oznacza - wyrok śmierci. Wyrok
wydany do spółki przez Wydział Środowiska Urzędu Miasta i
pracowników MZUK (Miejski Zakład Usług Komunalnych)...
Kropki, malowane dla niepoznaki od mniej widocznej strony pnia (od
jezdni, a nie od chodnika) i w tym usypiającym czujność sympatycznym
kolorze, nie budzą niczyich podejrzeń. Dopiero gdy do akcji wkracza
ekipa uzbrojona w piły spalinowe i tzw. zwyżki - nagle mieszkańcy
okolicznych domów widzą, co się dzieje. Wtedy jest już za późno na
cokolwiek. Od pilarza, który z dziwną satysfakcją wykonuje swoje
dzieło zniszczenia można usłyszeć tylko kilka grubych słów, zaś
interwencyjne telefony do Urzędu Miasta czy MZUK spotykają się tylko
z urzędniczą bezwzględnością: „Proszę Pani/Pana, taka jest decyzja,
podjęto ją już kilka miesięcy temu. O wycince zadecydowali fachowcy.
Pan/Pani się na tym nie zna”. Nie ma już miejsca na tłumaczenie,
nikt nie chce słuchać… Że drzewo rośnie długo, a piła spalinowa
kończy jego żywot w niespełna godzinę. Że właśnie znika z naszego
serdecznego krajobrazu drzewo, które towarzyszyło nam tutaj od
dzieciństwa. Że za naszego życia nie doczekamy już w tym samym
miejscu niczego równie rozłożystego i pięknego... I tak znikają
kolejno stare jesiony, buki, dęby, a mieszkańcom tłumaczy się, że
drzewa stanowią zagrożenie dla zdrowia, życia i mienia. Niektórzy
już uwierzyli i bardziej boją się spadającej gałęzi niż wypadku
samochodowego, mimo, że prawdopodobieństwo tego drugiego jest
niewspółmiernie, wielokrotnie większe! A jakoś nikt nie postuluje
usunięcia samochodów z naszego otoczenia.
Z historii Miasta-Ogrodu
W 1898 roku angielski urbanista Ebenezer Howard ogłosił swoją
teorię „Miasta-Ogrodu”. W myśl tej koncepcji miasto miało zapewnić
mieszkańcom wysoki standard życia i „przyjazne” warunki egzystencji.
W Gliwicach założenia tej teorii wprowadzali w życie przez ponad 20
lat, do wybuchu II wojny światowej, dwaj wizjonerzy - naczelny
architekt miejski Karl Schabik i główny ogrodnik miasta Richard
Riedel. Wzdłuż samych tylko ulic zasadzili ci dwaj panowie ponad 10
000 drzew, nie licząc nowych parków, skwerów, zadrzewionych
cmentarzy.
Efekty ich działań są widoczne do dzisiaj i to m.in. one decydują o
niezwykłym charakterze tego śląskiego miasta. Miasta, które zawsze
miało więcej zieleni niż familoków i fabrycznych kominów tradycyjnie
kojarzonych z tym regionem. Jeszcze w 1956 roku Mała Encyklopedia
PWN pisała o Gliwicach „30% powierzchni miasta zajmują parki,
zieleńce i ogrody”. Od tamtych czasów udział zieleni miejskiej
systematycznie maleje, mimo sztucznych zabiegów statystycznych
jakimi jest przyłączanie nowych zalesionych terenów w granice
administracyjne miasta.
Nowoczesność?
Mimo że w zjednoczonej Europie koncepcja „miasta-ogrodu” przeżywa
zasłużony renesans, w najnowszych planach zagospodarowania
przestrzennego Gliwic wymagane minimum terenów przeznaczonych pod
zieleń zorganizowaną to… zaledwie 5 %”. Zapewne ktoś doszedł do
wniosku, że drzewa niepotrzebnie zajmują przestrzeń miejską -
przestrzeń, którą można korzystnie sprzedać inwestorom, przeznaczyć
pod budowę TBS-ów lub wielko-powierzchniowych obiektów handlowych.
To nie wszystko. W Gliwicach prowadzi się wycinkę drzew na
niespotykaną skalę. W zeszłym roku wycięto kilkadziesiąt drzew
w „Szwajcarii gliwickiej” – jednym z obiektów rekreacyjnych
projektowanych jeszcze przez Riedla, usunięto także ponad czterysta
drzew na placu Grunwaldzkim. W tym roku już mamy zapowiedź kolejnych
aktów wandalizmu; jak mówi oficjalny komunikat MZUK, już ponad 500
drzew oznakowanych jest zieloną kropką. Do tego trzeba jeszcze
dodać, że tzw. nasadzenia zastępcze wykonywane są opieszale, nowe
sadzonki pozbawione należytej opieki częściej usychają niż się
ukorzeniają.
Intrygujące w tym wszystkim jest kilka pytań na które nikt nie chce
udzielić nam odpowiedzi.
- Dlaczego wycinane są stare dorodne i szlachetne drzewa, a suche i
chore często stoją latami, nietknięte?
- Dlaczego zamiast usuwać posusz w koronach starych drzew i
wykonywać zabiegi fitosanitarne, przeprowadza się tzw. ogławianie
drzew, które oszpeca je i prowadzi do szybszego zamierania?
- Czemu w miejscach wycinek oraz na stronach Urzędu Miasta pojawiają
się reklamy zachęcające do zakupu drewna kominkowego?
Dla kogo zasada zrównoważonego rozwoju?
W swojej oryginalnej postaci zasada ta została sformułowana przez
Hansa Carla von Carlovitza i odnosiła się właśnie do gospodarki
leśnej: „można wyciąć tylko tyle drzew, ile może w tym miejscu
urosnąć”. Dzisiaj rozumiemy te prawidła bardziej uniwersalnie: „Nie
odziedziczyliśmy Ziemi po naszych ojcach, tylko pożyczamy ją od
naszych dzieci”. Zasada zrównoważonego rozwoju to dzisiaj naczelna
reguła obowiązująca we wszystkich krajach Unii Europejskiej, wpisana
również w naszą konstytucję. Tylko zdaje się, że nasi włodarze, w
pogoni za źle rozumianą nowoczesnością, zdążyli o tym zapomnieć