amarcord
25.07.14, 23:42
Cześć, kilka dni temu byłam na usg tarczycy. Jej objętość = 7,7 ml. Radiolog skierował mnie do lekarza z podejrzeniem niedoczynności - "pani tarczyca nie produkuje hormonów,ale na szczęście jest euthyrox". Biorąc pod uwagę to, co dzieje się z moim organizmem od pół roku (waga rośnie, wypryski skórne, ospałość, upośledzona pamięć itd.), nawet mnie to uspokoiło. Wezmę leki, będzie ok.
Dziś byłam u endokrynologa. Badania tarczycy wykazały niewielką nadwyżkę Anty-TPO. Pani doktor zawyrokowała, że to nic nie znaczy. A objętość tarczycy nie znaczy tym bardziej. I UWAGA: stwierdziła, że mam powiększoną tarczycę! Gdy zaskoczona zapytałam dlaczego? Odpowiedziała, że przy tarczycy sprawdza się rozmiar płatów: prawy 9/16/47 mm, lewy 12/15/47 mm. Nie rozumiem już nic. Przecież te płaty składają się na całą tarczycę, a ona mi na to, że rozmiar jest najważniejszy. I że to jedyny niepokojący objaw, jakiego sie doszukała. Powiedzcie, czy może mnie się coś zdaje, a ona ma rację? Gdzie szukać pomocy?
Może ktos zna dobrego endokrynologa w Łodzi? To jakieś szaleństwo. A ja chce to po prostu wyleczyć...