Witajcie!
Cieszę się, że jest takie forum i że dzielicie się swoimi doświadczeniami, z których i ja, choć zaprawiona w bojach o diagnozę, mogę czerpać.
Walczyłam długo i uparcie kręcąc się w kółko. W końcu opadły mi skrzydełka i leczę depresję. Sił mi nie przybywa. To mój główny problem - brak siły, zmęczenie, ospałość, zaburzenia koncentracji i orientacji.
Z dolegliwości somatycznych: jelito nadwrażliwe, obfite i bolesne miesiączkowanie, zimne nogi i dłonie, częste przeziębienia i infekcje różnego rodzaju, częste oddawanie moczu, ciągle jestem głodna, trzęsą mi się ręce.
Zacznę od tego, że psychiatra stwierdziła, że coś jej się nie podoba obraz mojej choroby i poleciła skonsultować się z endokrynologiem. To był grudzień 2011 roku. Tak zaczęły się moje pielgrzymki w poszukiwaniu pomocy.
Mam 38 lat, waga: 47 kg
Moja tarczyca:
12.2011: obj. 8ml
02.2013: obj. 5,8 ml
Przeciwciała:
15.12.2011r.
anty-TPO 6,12 IU/ml max N. 34
anty-TG <10 IU/ml max N 115
Dla endokrynologów cyt. "jestem drobna, więc taka jest moja uroda. Nie ma przeciwciał, więc jest w porządku."
Uwierzyłam. Dobrze, że wpadłam na Wasze wpisy.
Rok leczenia u pewnej pani dr endo (krew się we mnie gotuje na samo wspomnienie, bo to był czas zmarnowany), która stwierdziła, że powinnam wrócić do antydepresantów, bo tu leży przyczyna mojego złego samopoczucia. Zlecała mi badania, na które wydałam fortunę,jednak bez jakiegoś sensownego wniosku.
TSH było na poziomie 4,009 N. 0,55-4,78 (12.2011r.). Stwierdziła, że trochę za wysokie. Miałam też niski kortyzol (dolna granica norm z krwi i moczu), więc włączyła mi najpierw hydrokortyzon 20 mg - na tym leku odczułam dużą poprawę żywotności. Potem doszedł Euthyrox 25mg (08-14.02.2012-1/2 tabl., 15-26.02. 1 tabl., 27.02-29.03 1/2 tabl.), na którym czułam się tragicznie: byłam nieprzytomna, ciągle spałam, kłuło mnie w klatce piersiowej, dlatego po konsultacji z nią zeszłam z pełnej dawki. Ostatecznie stwierdziła, że przeważający wpływ na mój niski poziom hormonów ma depresja i leczenie się skończyło.
Zrobiłam prywatnie rezonans głowy: zespół pustego siodła.
Pani doktor obiecywała, że położy mnie do szpitala na badania, żeby zbadać przysadkę. Z tego względu odstawiłam antydepresanty, bo wg niej wpływały na poziom hormonów, ciągle przesuwała jednak termin przyjęcia, bo wiosna, bo wakacje. Gdy w końcu w październiku 2012r. się dostałam, usłyszałam, że na nfz nie ma już leku do odpowiedniego badania, jest tylko odpłatny. Wypisałam się, wyryczałam w łazience. Wszystkie wizyty i badania odpłatne oczywiście. I cóż... pozbierałam i dalej szukałam pomocy.
Następny dr endo: pierwsza wizyta i dał od ręki skierowanie do szpitala na Banacha. Szybko oddzwonili z terminem. W listopadzie 2012 r. leżałam już na endokrynologii.
Trafiłam tam z podejrzeniem niedoczynności przysadki.
Do skierowania dołączyłam inne wyniki badań:
-gęstości kości, które wcześniej zrobiłam w trzech miejscach wyszła osteopenia i
- prathormonu: 98% normy.
Dzięki temu przyjrzano się kostnym sprawom i zbadano, m. in. poziom wit. D
11.2012r. Diagnoza: Negatywna obserwacja w kierunku niedoczynności przysadki w zakresie hormonów tropowych: ACTH i TSH. Osteomalacja w przebiegu hipowitaminozy Wit. D.
[Właśnie zauważyłam, że od tego czasu schudłam 10 kg (waga jest w karcie)]
Z badań szpitalnych:
TSH 2,54 (N. 0,27-4,2)
Ft 3 4,73 (13,1-6,8)
Ft4 14,64 (12-22)
Wit. 25-OH-D 15 (N>30)
DZM na wapń 3,4 (2,5-5,00)
Wapń w moczu 1,8 (brak norm)
Zalecenie: suplementacja Wit. D3 w dawce 1000 2 x dziennie (Vigantoletten).
Postraszono wycięciem przytarczyc, jeśli nie zajmę się wit. D. Przy jej niedoborze rośnie parathormon, a on jest związany z pracą przytarczyc.
Jak widzę z doświadczenia - dawka Vig. od czapy. Przyjmowałam ją, a nawet na czas letni nowa pani doktor endo zmniejszyła mi do 1.000 i mimo wyników wskazujących, że nadal nie dobiłam do normy, zaleciła mi kontynuację takiego leczenia.
Tej pani dr zawdzięczam metforminę, która faktycznie pomogła mi uregulować poziom glukozy.
No właśnie, dzięki forom wpadłam na trop zbadania pracy trzustki. Pomiary glukometrem pokazały duże spadki do 50 w ciągu dnia. Przyznam, że czasem nie miałam siły na przyrządzanie posiłków i jadłam byle co, nieregularnie i byle jak.
15.02.2012 krzywa glukozy: 81-94-75
26.11.2012 gluk. 72-68-71 Insulina 3,02-31,62-14,3
23.02.2013 gl. 79-87-66 Ins. brak pierwszego wyniku(błąd labu) - 52-23,20
C-peptyd
08.10.2012 0,81 N.0,9-7,1
23.02.2-13 5,72 N. 0,48-5,05
HbA1C - zawsze w połowie normy
Nie wszędzie podaję normy. Istotne dla mnie było to, że poziom glukozy mi spadał po jedzeniu i dlatego ciągle chodziłam głodna. Zrozumiałam też, że nie mogę robić długich przerw między posiłkami. Potem już wzięłam się za siebie i swoją dietę: może dlatego schudłam. Słodycze jadam czasem, ale dużo mniej.
Pani dr dała mi Metforminę w najniższej dawce 500mg. Brałam przez kilka miesięcy, ale skończyła się kasa, skończyły się prywatne wizyty, a w poradni diabetologicznej na nfz odradzili mi ten lek, ponieważ nie mam wysokich "cukrów".
Niewykorzystane pudełka leżą i nie wiem, czy wrócić do tego leku, czy nie. Hipoglikemie zdarzają mi się niestety nadal, choć rzadziej, jak się pilnuję. Po tym leku było lepiej.
Tarczyca wg niej była ok. Co jakiś czas badała mi poziom podstawowych hormonów i tak słodko mijał czas. Stwierdziłam, że skoro wszystko jest ok. endokrynologicznie, to muszę szukać gdzie indziej przyczyn swojego złego samopoczucia. Zajęłam się innym wątkiem.
Z powodu bolesnych miesiączek udało mi się dostać na badania na Oddział Endo w kolejnym Warszawskim szpitalu. Badania ogólnie mówiąc w normie, przyczyna czynnościowa. Ze względu na niskie poziomy glukozy i ciała ketonowe w moczu zalecono dietę, na miesiączki Exacyl i p/bólowe.
09.2013 badania szpitalne, m. in.
TSH 2,2 N. 0,35-4,94
ft4 1,1 N. 0,70-1,48
PTH 45,40 N.15-65 (ulga-spadł)
wit. D3 19,62 N. 30-100 Tutaj widać, jak budujący jest obraz przyjmowania Vig. w zalecanych dawkach po 2 tys., a potem 1 tys. Praktycznie po roku czasu nadal poniżej normy.
Jak przestałam do niej chodzić sama, choć z lękiem, zwiększyłam sobie dawkę do 3 tys.
Moje kłopoty zdrowotne wpłynęły, m. in. na zwolnienie się z pracy. Teraz jestem na świadczeniu rehabilitacyjnym, które mi się kończy, a ja nadal nie czuję się lepiej. Kto będzie chciał przyjąć do pracy takiego chuderlaka, który ciągle chodzi nieprzytomny, smutny, blady, ciągle sika, coś go boli, spóźnia się, bo zasypia, łapie wszelkie wirusy i bakterie, więc jest nieobecny i musi co chwila jeść

((.
Kiedy miałam komisję sprawdzającą zasadność zwolnienia w ZUS i rozmawiałam z panią doktor, ta zachęciła mnie, żeby jednak przyjrzeć się jeszcze raz, czy z tarczycą jest wszystko w porządku.
Zrobiłam badanie TSH i ft4 + wit. D.
Ostatnie wyniki badań z maja:
TSH 2,26 (0,27-4,2)
Ft4 1,37 (0,93-1,70)
D3 21,90 (n. od 30)
Ft3 nie badałam.
I tak nie mam do kogo iść z tymi wynikami

.
Mam też inne uroki w pakiecie, które zaczynam łączyć w całość, np. zwapnienie w nerce może wynikać z nieprawidłowej gospodarki wapniowej (zawsze wapń miałam w normie, bo organizm brał go sobie z kości).
Przyjmuję teraz Wellbutrin 300 na depresję i wit. D3 3 tys.
Dołączę Mg i na pewno zwiększę wit. D3 do 5 tysiaków.
Nie mogę odgrzebać wyników ferrytyny, ale zawsze miałam poniżej normy, więc pewnie przydałaby się suplementacja żelaza.
Wracając do tarczycy, piszecie, że p/ciała mogą pojawiać się i znikać. Skoro więc moja tarczyca się zmniejsza, to coś złego się dzieje.
Brałam Euth., ale prawdopodobnie za szybko zwiększyłam dawkę (pisałyście tutaj o tym) + nie toleruję nabiału, a w nim jest laktoza. Łączę te 2 fakty. Może więc Letrox???
Kochane, jak to widzicie? Co doradzicie z tymi hormonami/tarczycą? Jak żyć?