Dodaj do ulubionych

Podwójny profit

17.04.11, 23:35
Podwójny profit
Cezary Michalski

Jarosław Kaczyński jest inteligentny, niestety inteligentniejszy od Stefana Niesiołowskiego. Tam, gdzie Niesiołowski potrafi się tylko pienić, Kaczyński wymyśla teorie i promuje pojęcia. Jedną z kluczowych teorii Kaczyńskiego jest teoria „podwójnego profitu”. Kaczyński stworzył ją w początkach lat 90. Beneficjentami „podwójnego profitu” mieli być postkomuniści, szczególnie w początkowym okresie transformacji. Ich pierwszy profit polegał na tym, że skorzystali materialnie z udziału w transformacji ustrojowej, do której wystartowali z kapitałem społecznym, znajomościami, uprzywilejowanym dostępem do informacji, czasami także z pieniędzmi czy własnością. Oczywiście nie dotyczy to całych trzech milionów członków PZPR, przytłaczająca większość ich znalazła się w III RP z takim samym kapitałem jak przytłaczająca większość bezpartyjnych. To znaczy z żadnym. Ale istotnie, część aparatu partii sekularnej (pojęcie „sekularna” nie pochodzi w tym wypadku od świeckości, jaką ta partia miałaby reprezentować albo o nią walczyć, ale od ś.p. Ireneusza Sekuły) wkroczyła w nową rzeczywistość na nieco lepszych warunkach. Drugi „profit” był polityczny i polegał na tym, że ci sami postkomuniści, którzy materialnie skorzystali z udziału w transformacji, politycznie korzystali z jej bezpardonowej krytyki. Dawało im to, zdaniem Kaczyńskiego, gigantyczną przewagę nad postsolidarnościową klasą polityczną.

Teoria „podwójnego profitu” jest w odniesieniu do Kwaśniewskiego i Millera trafna, ale co najwyżej w połowie. Bo w drugiej połowie Miller i Kwaśniewski zdecydowali się jednak ponosić odpowiedzialność za transformację, przyznawać się do niej, a nawet czasami płacić za to polityczną cenę. Tzw. pakiet Balcerowicza (jedni go lubią, drudzy nie, ale to on jest solą polskiej transformacji) został uchwalony w Sejmie kontraktowym głosami formacji kierowanej już wówczas przez Kwaśniewskiego i Millera. Okcydentalistyczna polityka zagraniczna III RP, której zwieńczeniem było wejście Polski do NATO i UE, a także rola Polski jako ambasadora NATO i UE na Wschodzie, również została przez liderów SLD w pełni podżyrowana, a w paru istotnych momentach była nawet przez nich bardzo lojalnie realizowana (na przykład realna pomoc Kwaśniewskiego dla „pomarańczowej rewolucji”, będąca przeciwieństwem całkowicie jałowego pohukiwania obu braci Kaczyńskich na temat „jagiellońskiego imperium”wink. Także wprowadzenie przez Leszka Millera podatku liniowego dla samozatrudnionych, jakkolwiek nie było zachowaniem specjalnie lewicowym, na pewno oznaczało wzięcie odpowiedzialności za transformację bez wypierania się tego.

Oczywiście postkomuniści mówili też czasami o „bezdomnych zamarzających na śmietnikach pod władzą solidaruchów”, tyle że nie czyni to z SLD formacji w jakikolwiek sposób wyjątkowej, gdyż każdy uczestnik demokratycznej walki o władzę radykalizuje swój język, kiedy jest w opozycji, a ukonserwatywnia swoją praktykę, kiedy władzę zdobędzie. Widełki pomiędzy radykalizacją dyskursu opozycyjnego a ukonserwatywnieniem praktyki władzy wyznacza panująca w danym społeczeństwie ideowa hegemonia, w Polsce po katastrofie PRL-u bardzo mocno przesunięta na prawo.

Zatem to, co w teorii „podwójnego profitu” prawdziwe, jest – jak to zwykle u Kaczyńskiego – intelektualnie kompletnie banalne. To natomiast, co w teorii „podwójnego profitu” politycznie użyteczne, jest – jak to zwykle u Kaczyńskiego – świadomie dozowanym kłamstwem. Bo Kaczyński w swojej teorii „podwójnego profitu” przykłady ponoszenia przez SLD współodpowiedzialności za transformację celowo przed swoimi zwolennikami ukrywa. Żeby wszystko było czarno-białe jak trzeba. Podobnie ukrywa przed wyznawcami swoich teorii fakt, że jeśli teoria „podwójnego profitu” definiuje praktykę polityczną jakiegoś polskiego polityka i jakiejś polskiej formacji w 100 procentach, dotyczy to wcale nie Millera, Kwaśniewskiego i SLD, ale Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u. Kaczyński zarówno dawał sobie prawo korzystania z pieniędzy „uwłaszczonej nomeklatury” (Tuderek inwestujący w „Telegraf”wink, jak też żył przez całe lata z dotacji budżetowych III RP i jeszcze z nich żyje (choć dotacje zostały zawieszone, akumulacja pierwotna budżetowych pieniędzy już w PiS-ie nastąpiła).

Korzystał też i korzysta ze wszystkich demokratycznych instytucji i procedur, jakie składają się na III RP. Umiejętne korzystanie z demokratycznych procedur już dwa razy pozwoliło mu współtworzyć rząd, raz w 1992 roku, raz w 2005. Poza tym zawsze przegrywał, czasami, jak w ostatnich prezydenckich wyborach, po bardzo wyrównanej walce. Ze swoich porażek czyni argument, że III RP jest niedemokratyczna, no bo skoro nie dała mu władzy na zawsze… Dużo jednak częściej i dużo boleśniej niż Kaczyński przegrywała w III RP Unia Wolności, a jednak jej liderzy nigdy nie dystansowali się wobec państwa, które może współtworzyli, ale którym przez większą część jego historii nie rządzili. Więc etycznie (w tym sensie, w jakim etyczne jest niewywracanie karcianego stolika, kiedy karty nie idą) od Jarosława Kaczyńskiego są lepsi, niezależnie od tego, jakich wyzwisk pod ich adresem używałby w swoich najnowszych felietonach Rafał Ziemkiewicz.

Jarosław Kaczyński w pełni korzysta również z panującego w dzisiejszej Polsce pluralizmu mediów i publicznej dyskusji. Kiedy mógł, korzystał z mediów publicznych, które obsadzał z taką samą determinacją, z jaką wcześniej obsadzało je SLD, a od niedawna czyni to PO razem z SLD i PSL. Korzysta bez żadnych ograniczeń ze wsparcia części mediów prywatnych i części mediów katolickich. „Rzeczpospolita” jest w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego nieco bardziej wyważona dopiero od momentu, kiedy przegrał wybory prezydenckie. Nieco mniej wyważony jest tygodnik „Uważam Rze”, w którym zarządzający całą tą menażerią zupełnie na zimno Paweł Lisicki pozwala się wyszaleć swoim ideowcom. O żadnym wyważeniu nie ma mowy w przypadku „Gazety Polskiej”, a media o. Tadeusza Rydzyka staną się w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego wyważone dopiero wówczas, kiedy o. Tadeusz Rydzyk znajdzie sobie innego prawicowego polityka do zawarcia z nim politycznego kontraktu. Nawet tak ponoć nielubiane przez siebie „media niemieckie” Kaczyński cytował bez oporu i afirmatywnie zawsze wtedy, kiedy dostarczały informacji niewygodnych dla jego politycznych przeciwników. Natomiast o ich „niemieckości” przypominał sobie dopiero wówczas, kiedy ukazywały się tam informacje niewygodne dla niego. Zatem także jego „nacjonalizm medialny” jest tylko sztuczką służącą do szantażowania dziennikarzy pracujących w tych mediach, żeby jako „folksdojcz” bali się Kaczyńskiego krytykować.

To zabawne, że Piotr Zaremba, pracując jeszcze jako „folksdojcz” w Axlu Springerze, wściekał się zawsze na ten subtelny szantaż Kaczyńskiego, ale dziś, jako „patriota” pracujący w Mecomie, wiele Kaczyńskiemu zapomniał i na jego zaczepki pod adresem innych „niemieckich” dziennikarzy nie reaguje (jak wiadomo „przemysł pogardy” jest tylko jeden, antypisowski i antyprawicowy). Mecom będący współwłaścicielem „Rzeczpospolitej” to co prawda multinational, ale z pewnym udziałem kapitału brytyjskiego, więc może dzisiaj Zaremba czuje się jak pilot Dywizjonu 303, podczas kiedy pracując w Axlu, czuł się jak pilot pikującego nad Warszawą Junkersa.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Podwójny profit 17.04.11, 23:36
      Jarosław Kaczyński ma swój udział w torcie III RP, zawsze go miał i zawsze mu jego udział w torcie smakował. Tak jak smakował wszystkim innym cukiernikom i degustatorom, którzy jednak w przeciwieństwie do Kaczyńskiego, kiedy ich udział w torcie się akurat zmniejszał, nie wychodzili pod cukiernię z transparentami „cukiernik do Moskwy”, „cukiernik-agent”, „cukiernik-zdrajca”, a ostatnio nawet „cukiernicy-mordercy”, „cukiernicy-ludobójcy”.



      Profit materialny z udziału w demokracji III RP Jarosław Kaczyński czerpie bez ograniczeń, od początków istnienia tego państwa. A profit polityczny z jej krytykowania, a nawet więcej niż krytykowania, odrzucania w całości? Otóż w zależności od nastroju prezesa, jego przybocznych, sympatyków – III RP to dla nich państwo niedemokratyczne, agenturalne, państwo totalitarnej cenzury, autorytarnego kłamstwa… itp. itd. Z kolei Rafałowi Ziemkiewiczowiczowi obecna dekada nagminnie myli się z dekadą lat 80. ubiegłego wieku (patrz Pełne gacie klasy panującej  – jego klasyczny, brutalny jak należy felieton na portalu Interia). Z tą jedynie różnicą, że Polska Jaruzelskiego musiała być krajem bez porównania większych swobód niż Polska Tuska, bo przeciwko Jaruzelskiemu Ziemkiewicz wtedy publicznie z taką intensywnością nie fikał, widać nie znajdował powodów.


      Ukrywając przed swoimi wyborcami czy czytelnikami fakt własnego uprzywilejowanego uczestniczenia w politycznym i medialnym ładzie III RP część polskiej prawicy – od Kaczyńskiego po Ziemkiewicza – zbiera wszystkie „odrzucone kamienie”, łowi wszystkich niezadowolonych z III RP, nieraz mających do niezadowolenia większe powody niż sami rybacy. Bo „ciemnogród” i „mohery” czasami naprawdę obrywały w czasie transformacji „po ryju”, podczas gdy liderzy polskiej prawicy politycznej i metapolitycznej – od Kaczyńskiego po Ziemkiewicza – zawsze z niebywałą sprawnością żerowali na polskiej transformacji, na demokratycznych swobodach III RP czy na pluralizmie medialnym.
      Porównując oba przypadki, trzeba zatem obiektywnie stwierdzić, że postkomuniści nie korzystali z „podwójnego profitu” nawet w połowie z takim rozmachem, jak Jarosław Kaczyński, który teorię „podwójnego profitu” stworzył, a także „antykomunistyczna” prawica, która jego teorię „podwójnego profitu” wyznaje, przytłoczona intelektualną sprawnością Prezesa.



      P.S. Przyznam, że do monotonii, z jaką zajmuję się ostatnio Jarosławem Kaczyńskim, zainspirował mnie Rafał Ziemkiewicz, który z podobną monotonią zajmuje się przeciwnikami Jarosława Kaczyńskiego. Chciałem się z Ziemkiewiczem „spróbować na rękę”, bo on z felietonu na felieton używa coraz słabszych argumentów i coraz mocniejszych słów, a ja już od podstawówki nie lubiłem sadystycznych klasowych osiłków. Tym bardziej, że Ziemkiewicz jest zwyczajnym klasowym okularnikiem, który na sadystycznego klasowego osiłka postanowił jedynie pozować w swoich dyktandach i wypracowaniach. Szczególnie od czasu, kiedy widząc wzrost czy wręcz puchnięcie charyzmy Jarosława Kaczyńskiego, także Ziemkiewicz zapragnął – że pozwolę sobie zacytować określenie Bronisława Łagowskiego – poegzaltować się trochę swoją własną egzaltacją.

      www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Podwojnyprofit/menuid-291.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka