diabollo
22.11.14, 09:06
Idzie tsunami
Agnieszka Kublik
Wykształceni, rzutcy i przedsiębiorczy odchodzą od PO i idą do domu. A w tym samym czasie PiS przyciąga wartościami konserwatywnymi najmłodszych wyborców. Z prof. Januszem Czapińskim rozmawia Agnieszka Kublik
Prof. Janusz Czapiński - ur. w 1951 r., psycholog społeczny, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i prorektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Jest szefem badań panelowych "Diagnoza społeczna", projektu, który od 2000 r. analizuje warunki i jakość życia Polaków
Gdy w 2007 r. PO triumfowała w wyborach parlamentarnych - 6,7 mln głosów, co dało jej ponad 41 proc. głosów - wiadomo było, że to przede wszystkim dzięki mobilizacji młodych. Poparli PO, bo po dwóch latach IV RP spodobała im się wizja państwa bardziej tolerancyjnego, otwartego, mniej represyjnego. Często głosowali po raz pierwszy w życiu i wybrali PO, bo uznali, że stało się coś istotnego, na co się nie godzą: politycy naruszyli ich podstawowe wartości, jak wolność czy tolerancja.
Wybory samorządowe pokazują, że także teraz w nadchodzących wyborach parlamentarnych to młodzi mogą przesądzić o ich wyniku.
Są bardziej konserwatywni od rodziców, mniej podoba im się demokracja, za to coraz bardziej podoba im się Jarosław Kaczyński. Odnajdują w nim wartości, jakim hołdują: niepodległa, suwerenna Polska, chrześcijańska rodzina.
W wyborach samorządowych PiS wydał się najatrakcyjniejszą partią i młodym, tym, którzy głosowali po raz pierwszy, i najstarszym. Tylko 30-latkowie uznali, że lepsza jest PO. Kaczyński ma większe niż PO talenty mobilizacyjne. Zapewne zdoła utrzymać swój stary elektorat - słabiej wykształcony, z mniejszych miast, religijny. Jeśli zdoła przyciągnąć nowych - młodych, dobrze wykształconych, nieźle zarabiających z dużych miast - to kolejne wybory może wygrać.
W wyborach prezydenckich w 2010 r. Kaczyński dostał w pierwszej turze nieco ponad 6 mln głosów, a w drugiej - prawie 8 mln. W 2011 r. w wyborach prezydenckich PiS poparło ponad 4 mln Polaków. Kaczyński ma więc kogo mobilizować.
AGNIESZKA KUBLIK: Dlaczego lemingi z Wilanowa odwracają się od PO? Przecież mają piękne mieszkania...
PROF. JANUSZ CZAPIŃSKI: Mają rzeczywiście ładne mieszkania, dobry dojazd do pracy, ale nie mają dobrych szkół ani przedszkoli, do których mogliby posyłać swoje dzieci. Nie mają skwerów, ścieżek do biegania, świetlic, miejsc, w których mogliby się spotykać. Budować wspólnotę. Boją się o przyszłość własną i swoich dzieci. I nie czują, by państwo się o nich troszczyło.
Dlatego w Wilanowie, w swoim mateczniku, Platforma zaliczyła sromotny upadek. Jej dawni zwolennicy nie poszli do wyborów, bo wszystko im jedno, czy zablokują dojście PiS do władzy, czy nie. Albo poszli zagłosować na tych, którzy obiecują zmiany w ich codziennym życiu, czyli na ruchy miejskie.
Bo ludzi nie interesuje polityczny magiel, tylko ich własne codzienne życie.
Innymi słowy, to nie było zwykłe lenistwo wyborcze, to wysłanie konkretnego przekazu do polityków: nie chcemy już was i wszystko nam jedno, kto przyjdzie po was. Byleby dotrzymywali obietnic. Tylko tacy będą dla nas wiarygodni.
Czują się przez Platformę zdradzeni, bo nie dotrzymała obietnic?
- Najbardziej boli, jak się jest zaskakiwanym i krzywdzonym. Podwyższenie VAT do 23 proc. miało być tylko na dwa lata. No, ale jak widać, rząd kalkuluje, że jak już mamy to korzystne rozwiązanie dla budżetu, no to dlaczego nie pociągnąć tego dłużej? Inne przykłady to faktyczna likwidacja OFE, drastyczne ograniczenie wysokości przychodów z 50-procentowymi kosztami uzyskania czy - ogólnie - szukanie pieniędzy wszędzie, gdzie się da i nie da.
Dla wielu wyborców było istotne, że Platforma zgubiła busolę liberalną, z którą szła do władzy w 2007 r. Busolę, dzięki której zyskała ogromne poparcie w klasie średniej, także w grupie średnich i drobnych przedsiębiorców. Potem w ogóle straciła ich z horyzontu. Ratunkiem dla Platformy jest powrót do korzeni. Tylko mocny format, nierozmyty, pozwoli PO odzyskać tych, których straciła. No i wiarygodność, czyli dotrzymywanie słowa.
Choć gwarancji sukcesu nie ma - młodzi Polacy są coraz bardziej zorientowani na wartości niż na interesy i pieniądze.
Dlatego, choć często są antyklerykalni, nie poprą Palikota. Bo on był zbyt zmienny, zbyt często przesiadał się z jednego wehikułu na drugi. Młodzi nie akceptują ideowego narcyzmu.
Nieprzypadkowo najmłodsi podczas głosowania najczęściej wybierali PiS w koalicji z Gowinem i Ziobrą. Bo młodzi, którym nie jest wszystko jedno, odnajdują się na doskonale sformatowanej prawicy. Bo im nie jest wszystko jedno, czy Polska ma dobre notowania, czy złe. Nie jest wszystko jedno, czy w Polsce rządzą Polacy, czy w Polsce rządzi delegatura Brukseli. Nie jest wszystko jedno, czy podkreślamy dumę ze swojej historii, czy nie.
Młodych pociąga doskonale uporządkowany świat prawicowych wartości.
Bo to młodzi, którzy żyją w świecie zagrożeń przekreślających szanse racjonalnego myślenia o własnej przyszłości, w Europie, w której coraz więcej konfliktów kulturowych, w Polsce, do której złe wiatry ze wschodu przywiewają wojnę. Dla ludzi, którzy tracą poczucie bezpieczeństwa, prawicowy, często ksenofobiczny świat jest szalenie atrakcyjny.
Niepewność jutra sprawia, że ludzie zaczynają myśleć w kategoriach przywiązania do własnej grupy etnicznej i koncentrują się na swoich w większym stopniu niż w warunkach poczucia bezpieczeństwa i pewnego jutra. Swoi mniej zagrażają niż obcy, kimkolwiek byliby obcy. Stąd ten skręt na prawo. Polska nie jest wyjątkiem, tak dzieje się również w krajach zachodniej Europy.
CDN...