Dodaj do ulubionych

Wybory prezydenckie

11.05.15, 07:18
Sensacja! Duda wygrał z Komorowskim! I aż 20 proc. Kukiza

wyborcza.pl/1,143644,17894212,Wybory_prezydenckie_2015__Wyniki_wyborow__Sensacja_.html
Trzech pierwszych kandydatów, hardcore prawicowy bierze ponad 88% głosów.

Napewno elektorat o poglądach lewicowych po prostu nie miał na kogo głosować.
Ale i tak powyższy fakt jest za klasykiem "porażający".

Kłaniam się nisko.
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Wybory prezydenckie 11.05.15, 07:21
      wyborcza.pl/1,143644,17894212,Wybory_prezydenckie_2015__Wyniki_wyborow__Sensacja_.html
      • podjadek57 Re: Wybory prezydenckie 11.05.15, 08:07
        Pan Adam Michnik:
        - Demokracja bywa okrutna dla tych, którzy o nią walczyli i którzy chcą ją pielęgnować. Rezultaty pierwszej tury wyborów prezydenckich wskazują, że Polska może się dostać w ręce ludzi nieodpowiedzialnych i niekompetentnych.
        Pamiętam epokę rządów Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Pamiętam wszechwładzę służb specjalnych, prowokacje policyjne, kamery montowane w gabinetach lekarskich. To był czas, kiedy Polska wydawała się państwem podejrzliwości i strachu. Dziś wiele wskazuje na to, że powrót tamtego czasu jest możliwy.
        Głosy oddane na Pawła Kukiza wskazują na to, że wielu z nas chce zamienić porządek demokratyczny na tłum obecny na koncercie rockowym. Paweł Kukiz ma tyle wspólnego z ewentualnym prezydentem RP, ile ja z Elvisem Presleyem. Koalicja Dudy i Kukiza oznaczać będzie rządy Kaczyńskiego z Macierewiczem, rządy absurdu i szczujni.
        To oczywiście jest czarny scenariusz polskiej przyszłości. Wierzę, że można temu jeszcze zapobiec. Dla tak ponurej przyszłości - szkoda Polski.


        Cały tekst: wyborcza.pl/relacje/1,126862,17893041,Wybory_prezydenckie_2015__Triumf_Andrzeja_Dudy__Bronislaw.html?wall=1#ixzz3Zo65XbdaXbda

        ---------------
        nie strasz, nie strasz bo sie... Smutne sad
    • diabollo Komorowski nic nie rozumie 12.05.15, 07:22
      Witold Mrozek

      Poniedziałek rano to naprawdę trudny czas. Wie o tym prawie każdy Polak. Dziś potwierdził tę smutną prawdę sam prezydent Bronisław Komorowski. Ponieważ niedzielne wybory nie poszły najlepiej, głowa państwa postanowiła zmienić konstytucję.

      Noc musiała być naprawdę ciężka, skoro prezydent zapowiedział referendum w sprawie wprowadzenia tzw. jednomandatowych okregów wyborczych. Zatwierdzić miałby je senat, który sam wybrany jest już w ramach JOW – więc PO ma w nim 61% mandatów. Mam nadzieję, że ten paniczny i efekciarski koncept zakończy swój żywot na etapie konferencji prasowej.

      Tymczasem po lewej stronie zaraz zacznie się dyskusja nad tym, jak by tu najlepiej zachować się 24 maja, skoro pierwszą turę oddaliśmy walkowerem. Czy znów zostać w domu, nie głosować na żadnego z dwóch konserwatystów, nie wchodzić między ostrza potężnych szermierzy?

      Niektórzy będą liczyć, że głowa państwa wykona ukłon w lewą stronę. Czy Bronisław Komorowski obieca nam prezydencki projekt ustawy o związkach partnerskich? A może powie coś o głodowych wynagrodzeniach i o prawie pracy, które dla milionów młodych pracowników praktycznie nie istnieje? O nędzy rynku mieszkaniowego – słowem o tym wszystkim, co sprawia, że społeczeństwu rośnie wkurw, a Kukizowi poparcie? I to wcale nie tylko ze strony głosujących dla beki maturzystów, ale i trzydziestolatków z trudem wiążących koniec z końcem.

      Oczywiście, marne szanse. Na razie zamiast próbować zawalczyć o tych, dla których po lewej stronie nie było wiarygodnego kandydata, prezydent poszedł na łatwiznę. Zamiast coś wymyślać, narzucić debacie inny kierunek, zmęczony Sarmata puścił szablę i dał się nieść ciżbie panów braci – konkurentów z pierwszej tury.

      Sztabowcy Komorowskiego myślą zapewne, że coś zrozumieli z niedzielnej porażki. Otóż nie zrozumieli nic.

      Prezydent – nie bez wsparcia swojego konkurenta, który też o JOW-ach wiele w wyborczy wieczór mówił – przekierował debatę na temat nie dość, że zastępczy, to kuriozalny.

      Wobec nagłego poparcia prezydenta dla JOW dylematy drugiej tury przechodzą do dalszy plan. JOW-y są znacznie gorsze niż ewentualne zwycięstwo Dudy. Znacznie gorsze niż reelekcja Komorowskiego. Są nieporównanie groźniejsze nawet niż powrót Jarosława Kaczyńskiego, którym pewnie też będzie się nas przez najbliższe dwa tygodnie straszyć. Jak napisał Jan Śpiewak, to krok w stronę „ukrainizacji” polskiego systemu wyborczego. Czyli jego oligarchizacji. Zwłaszcza w połączeniu z jeszcze większym uzależnieniem polityki od wielkiego i średniego biznesu – czyli zniesieniem finansowania partii z budżetu.

      Jedyny pożytek z pomysłu Komorowskiego byłby taki, gdyby prezydenckie poparcie ostatecznie skompromitowało JOW-y.

      Czy ci, którzy głosowali na złość Platformie, zrozumieją, że skoro uosabiający establishment prezydent tak łatwo poszedł na to ustępstwo, to nie w JOW-ach tkwi główny problem?

      I co dalej? Z potężnym opóźnieniem niektórzy komentatorzy orientują się, że ludzie mają dosyć dotychczasowych elit politycznych – że nie czują się reprezentowani. Tak, ordynację trzeba zmienić. Widać było to w ostatnich wyborach samorządowych. Listopadowe wyniki ruchów miejskich – np. w Krakowie – pokazały, że można zmobilizować wielką społeczną energię, oddolnie zebrać pieniądze na kampanię, zdobyć głosy, zdecydowanie przekroczyć próg wyborczy – i pozostać poza systemem przedstawicielskim. Najwyższy czas to naprawić. Ale nie siekierą.

      Jakieś pomysły? Obniżenie progu wyborczego, koniec z manipulacją granicami okręgów wyborczych w samorządach. Wreszcie – zmiana artykułu 444 kodeksu wyborczego. Stanowi on, że głosy na mandaty przelicza się metodą d'Hondta, która zdecydowanie faworyzuje duże komitety partyjne. Choć i tak nie tak bardzo, jak metoda Kukiza, po wprowadzeniu której muzyk byłby jedynym posłem ze swojej listy. Z rodzinnego okręgu w Łosiowie.

      Ordynację można ulepszyć bez zmieniania konstytucji w ramach wieczoru wyborczego, bez panicznych i efekciarskich zagrywek. Tyle tylko, że politycy musieliby dorosnąć do demokracji. I wyciągnąć wnioski z wczoraj.

      www.krytykapolityczna.pl/felietony/20150511/komorowski-nic-nie-rozumie
    • diabollo Kukiz? Będą następne niespodzianki 12.05.15, 07:35

      Kukiz? Będą następne niespodzianki. Bo nic tak nie spłyca wszystkiego jak niedostatek i strach

      Tomasz Piątek

      Komentatorzy są zaskoczeni sukcesem Dudy i Kukiza w pierwszej turze wyborów. Ja nie. Parę lat temu razem z moimi łódzkimi sąsiadami oglądałem rozmowę Kukiza z ówczesnym premierem Tuskiem w TVN. Kukiz, wtedy jeszcze bardzo grzeczny, zabiegał o ulgi dla swojej branży (winnice). "O czym ty pieprzysz!" - krzyczeli sąsiedzi - "Tu ludzie robią za 900 złotych!"


      Być może ci sami sąsiedzi teraz na niego zagłosowali. W czasach elektronicznej gonitwy newsów wyborca ma krótką pamięć. I nie zawsze rozumuje. Nic dziwnego: gdy zamiast obywatela jest podatnik, a wolny rynek zawsze ma rację, wtedy publiczna edukacja upada (bo tanie państwo, konieczne reformy, niezbędne cięcia, klasy wieloosobowe i zaganiani, źle opłacani nauczyciele). Komercjalizują się też media, również te publiczne: sprzedają łatwe głupstwa zamiast wyjaśniać trudne sprawy. Zwycięża prosta wyrazistość bez pokrycia.

      I tym razem zwyciężyła wyrazistość. Zwyciężył uśmiech Andrzeja Dudy, który obiecuje, że będzie lepiej, sprawiedliwiej i uczciwiej, bo patriotyczniej. Uśmiechnięty kandydat-android ma znak fabryczny PiS: wyszedł z fabryki prawdy, sprawiedliwości i polskości, więc ludziska mu wierzą.

      Kukiz z kolei wygląda jak sąsiad z bloku. Rozchełstany, zagoniony, z lekkim obłędem w oczach. Ale wszyscy mamy ten obłęd w oczach, bo wszyscy jesteśmy zagonieni. W pogoni za dodatkowym groszem, fuchą, drugą pensją. Albo w obronie tej pierwszej. W pracy trzeba się sprężać, bo szef wyrzuci. Zawsze znajdzie kogoś, kto będzie zapieprzał za jeszcze mniej. Lub mówi, że znajdzie, ale lepiej nie sprawdzać, czy kłamie. Szczególnie, gdy mamy kredyt mieszkaniowy na głowie, i jeszcze we frankach. Trzeba spłacać, choć może nigdy nie się spłaci. A spłacane przez nas mieszkanie jest w budynku, który zaczyna się rozpadać. Ten sąsiad podobny do Kukiza mówi, że deweloper spieprzył za granicę. Albo jest nie do ruszenia, bo ma kumpli polityków.

      Być może Kukiz usłyszał ten łódzki krzyk sprzed paru lat. I zaczął sam krzyczeć podobnie. Politycy! Wasze napieprzanie się między PiS-em a PO jest dla ludzi tak obojętne jak moje winnice!

      Kukiz i Duda, bo bida

      Wyrafinowani komentatorzy okazują niesmak, gdy mówi im się, że w polityce demokratycznej chodzi głównie o to, ile zarabiają ludzie. I gdy dodaje się, że wojny kulturowe są efektem kiepskich zarobków i braku bezpieczeństwa socjalnego. To takie spłycanie sprawy...

      Ale nic tak nie spłyca wszystkiego, jak niedostatek i strach. Gdy trzeba przeżyć za 40 złotych dziennie, wliczając w to koszty mieszkania, ubrania, jedzenia, a może jeszcze i osoby na utrzymaniu. Bogactwo doznań redukuje się do strachu i wściekłości. Inny człowiek jest potencjalnym zagrożeniem, obciążeniem, zawadą. Obcość wścieka podwójnie. Nie dość, że muszę walczyć o bochenek chleba z milionami rodaków, to jeszcze cudzoziemcy się zwalają. Obcy jeszcze tańsi niż ja: przez nich będę musiał żyć za mniej niż 40 zł. Czy jest ktoś słabszy, na kim mógłbym się wyżyć? Tak: imigrant właśnie. Albo gej, kobieta, innowierca, transseksualista. Policja takich nie broni lub słabo broni. Tak samo społeczeństwo, opinia publiczna, ludzie.

      Sprawa jest bardzo prosta: Polak jak głodny i przestraszony, to zły. I nie tylko Polak. Nie jest przypadkiem, że akceptacja praw kobiet i mniejszości seksualnych w krajach zachodnich wzrosła w społeczeństwie dobrobytu. I nie jest przypadkiem, że w Polsce wygrywa katolicki fundamentalista Duda, który chce wsadzać do więzienia za in vitro. A sukcesy odnosi Kukiz, który też deklaruje swój fundamentalizm, a zgwałconym kobietom radzi rodzić i kochać.

      Ale zaraz, kto tu żyje za 40 złotych dziennie?

      Według danych GUS - 10 procent Polaków. 10 procent z nas zarabia płacę minimalną (albo i mniej...). Płaca minimalna to 1286 złotych netto, co po podziale na 30 dni daje 42 zł dziennie. Większość Polaków żyje za niewiele więcej. Najczęściej wypłacane wynagrodzenie wynosi niecałe 1600 złotych na rękę.

      Podkreślam: NAJCZĘŚCIEJ WYPŁACANE WYNAGRODZENIE!

      Te rozpaczliwie zarobki są nieproporcjonalne do naszego średniego tygodniowego czasu pracy - pod tym względem jesteśmy drudzy w UE - i jej wydajności. Według danych Eurostatu, nasza wydajność pracy jest o mniej niż jedną piątą niższa niż czeska. Ale średnio zarabiamy o niemal jedną trzecią mniej niż Czesi. Nasza wydajność pracy jest o ok. jedną czternastą niższa niż estońska. Ale zarabiamy o ponad jedną piątą mniej niż Estończycy.

      Nic dziwnego, że ludzie czują się oszukiwani przez (dobrze zarabiających) polityków.

      I nic dziwnego, że czują się bezsilni, skoro boją się walczyć o swoje zarobki w swoim miejscu pracy.

      CDN...
      • diabollo Re: Kukiz? Będą następne niespodzianki 12.05.15, 07:36
        Liberalni komentatorzy odpowiadają na to (jeśli w ogóle odpowiadają), że za komuny, mimo całego jej socjalu, bywało biedniej. Na mieszkanie czekało się 30 lat, a wiele dóbr było bardzo drogich (bo można je było kupić tylko za kosmicznie drogie dolary). Może. Ale nic tak nie wścieka, jak ciotka, która mówi, że za jej czasów było ciężej, a ona nie płakała (a płakała, płakała, dlatego właśnie komunę obaliła). Szczególnie, gdy ciotce dobrze się teraz wiedzie i patrzy na ubogich krewnych z góry.

        Kukiski i dudzki, języki zastępcze

        Ale zaraz, powiedzą znowu Państwo, przecież Duda mówi o Polsce i uczciwości, a Kukiz o JOW-ach i referendach. Jak się to ma do niskich zarobków? Ano ma.

        Gdy Polacy mówią o uczciwości, myślą nie tylko o tajemniczych złodziejskich spiskach, które rozkradły Polskę. Oczywiście, o tym też. Ale mimo wszechobecnej rzeczywistości wirtualno-medialnej, ludzi ciągle najbardziej uwiera rzeczywistość rzeczywista.

        Gdy wyborcy PiS mówią o uczciwości, to chcą, żeby im uczciwie płacić. Tak samo, gdy mówią o Polsce. Po latach zaborów, okupacji i wasalizacji Polski, Polacy przyzwyczaili się, że jak ktoś gnębi, to obcy. O swoich gnębicielach wręcz nie wypadało mówić, żeby nie być jak Jakub Szela, albo "ci chłopi, co łapali powstańców". Więc jeśli w wolnej Polsce też źle zarabiam, to znaczy, że wciąż niewolna - i winien musi być obcy ciemięzca, Niemiec albo Żyd. Jak się poskromi zagraniczny kapitał i zamaskowanych pseudo-Polaków, to będzie mnie stać na mieszkanie!

        Zresztą Kukiz flirtuje ze związkowcami i o niskich zarobkach mówi wprost. Choć też pokrętnie - bo mówi o nich w sposób akceptowalny dla człowieka aspirującego do klasy średniej.

        Taki człowiek nie tylko boi się walczyć z szefem o zarobki, nie mówiąc już o założeniu związku zawodowego w miejscu pracy. Taki człowiek się tego wstydzi. Bo i szef, i media wbili mu do głowy, że WSTYD BYĆ ROSZCZENIOWYM. I że szef oraz inni "bogaci" zasługują na szacunek, bo ODNIEŚLI SUKCES CIĘŻKĄ PRACĄ. Nie wypada już pytać, czy własną.

        Kukiz opowiada, że trzeba obniżyć "wysokie" podatki i inne koszty pracy, a wtedy płace wzrosną. Bredzi, bo w Polsce pozapłacowe koszty pracy (podatki, ZUS, etc., wszystko, co pracodawca płaci, a co nie trafia do kieszeni pracownika) są znacznie niższe niż średnia unijna (16,7 do 23,7 według Eurostatu). Głównym kosztem polskiej pracy jest płaca, już i tak bardzo niska. Jeżeli ktoś mówi, że trzeba w Polsce obniżyć koszty pracy, to mówi, że trzeba ludziom płacić jeszcze mniej.

        Gdyby Kukiz spełnił swoje obietnice, moi sąsiedzi z Łodzi pewnie krzyczeliby jeszcze głośniej: "O czym ty pieprzyłeś?! Co ty narobiłeś?!". Poniewczasie.

        Kneble, które eksplodują w twarz

        Warto to podkreślić: Kukiz narzeka na niskie zarobki w sposób, który najbardziej podoba się pracodawcom. I robi to ich językiem (gdy szef rozmawia z pracownikiem przyjaźnie, to zwykle tak: dałbym ci więcej, ale sam "upadam pod brzemieniem ZUS", "jestem okradany przez państwo" etc.). Taki "pracowniczy protest" to bardzo grzeczny protest. Szef nie wyrzuci, tylko pogłaszcze po główce. I powie: sam rozumiesz, że muszę ci płacić jeszcze mniej.

        Kukiz i Duda mówią o tych sprawach językiem zastępczym, nie proponują rozwiązań albo proponują rozwiązania przeciwskuteczne. Ale wciąż mówią. Prezydent Komorowski, politycy Platformy i mainstreamowe media o tych sprawach mówią znacznie rzadziej i niechętnie. Czasem tylko liberalny publicysta napisze, że nie jest tak źle, skoro pensja minimalna jakoś rośnie. A przedstawiciele pracodawców zaraz się zatroskają, czy nie rośnie zbyt szybko. Największą wściekłość budzą jednak kłócący się o inne, mniej zrozumiałe rzeczy politycy. Bo ich najbardziej widać, są telewizyjnymi celebrytami. Dlatego populistyczne baśnie o nowych sposobach kontrolowania i karania polityków są chętnie słuchane. Choćby były to sposoby przeciwskuteczne (JOW-y) albo nie do końca bezpieczne (demokracja bezpośrednia, referendalna, wiecowo-koncertowa).

        Takie baśnie będą się powtarzać. I tacy kandydaci, którzy wyrażają protest za pomocą baśni, bajek i bajdurzeń. W wyborach parlamentarnych był to Palikot, w eurowyborach Korwin, w tych - Kukiz, ale także i Duda.

        Ten protest - zrozumiały, ale niebezpieczny, bo nieprzemyślany - będzie narastać, dopóki w naszym systemie ludzie nie będą mogli normalnie walczyć o swój byt. Dopóki media mainstreamowe nie przestaną opowiadać swoich własnych baśni o "złej roszczeniowości" i "wspaniałych ludziach sukcesu, pracodawcach". Bo te baśnie to kneble. Kneble, które coraz mocniej eksplodują nam w twarz.

        Na przykład Kukizem.

        wyborcza.pl/1,75968,17900609,Kukiz__Beda_nastepne_niespodzianki__Bo_nic_tak_nie.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka