diabollo
08.05.19, 07:39
Magdalena Środa
Punktem odniesienia dla "Wiadomości" TVP jest nie propaganda totalitarna, lecz zapomniany program "Zrób to sam" Adama Słodowego.
Ze wstydem muszę wyznać, że dopiero w majowe święto pierwszy raz obejrzałam pisowskie „Wiadomości” TVP i uważam to za bardzo interesujące doświadczenie. Gdy przez wiele lat interesowałam się retoryką, nowomową i językiem propagandy, musiałam przebrnąć przez niemałą literaturę poświęconą tym tematom: przez książki o języku Trzeciej Rzeszy Victora Klemperera, o języku perswazji Charlesa Stevensona, o nowomowie Michała Głowińskiego. Tymczasem dzięki jednemu wydaniu „Wiadomości” zobaczyłam mały, ale jakże skuteczny warsztat domorosłej propagandy zbudowany bez obciążającej wiedzy teoretycznej, wyrafinowanych metod czy jakichkolwiek ograniczeń historycznych.
Mówić, że „Wiadomości” łamią zasady etyczne, to tak jak zarzucać czołgowi immoralizm. „Wiadomości” sytuują się poza dobrem i złem. Ich wydawcy z pewnością nie sięgają do wzorców reżimów totalitarnych, co im się niesłusznie zarzuca. Daleko im do siermiężnego modelu Gomułki z 1968 roku, do radosnej propagandy czasów Gierka, gdzie jedynym smutkiem był brak sznurka do snopowiązałek latem, i z pewnością nie mają nic wspólnego ze starymi ohydnymi wzorami nazistowskimi. Punktem odniesienia jest tu raczej nasz rodzimy zapomniany program „Zrób to sam” Adama Słodowego lub nieco późniejszy „Pomysłowy Dobromir”. Jacek Kurski musiał być miłośnikiem obydwu.
Przypominam, że Adam Słodowy w latach 1959-83 prowadził program, w którym na oczach widzów wytwarzał niezwykle użyteczne produkty. Z listwy, gwoździ, drutu, zakrętek od pasty do zębów, sklejki, gumy modelarskiej robił karmnik dla ptaków, podpórkę do trzymania książek lub kuszę krzyżacką. I miał przy tym tyle radości, ile zapewne mają dziś wydawcy „Wiadomości”, tworząc kompozycje swoich newsów. Z domowych produktów, czyli telewizyjnych archiwów, wytwarzają istne cuda.
Metoda jest prosta. Trzeba wszystkie dane (fakty i osoby) podzielić na dwie kupki: białą i czarną. W pierwszej znajdują się święci (Lech Kaczyński, Jan Olszewski) i giganci „dobrej zmiany”, suwerenności, polskości, swojskości, patriotyzmu etc. Kupka czarna to galeria potworów, wrogów, totalnej opozycji.
Na dwie kupki dzielone są również przymiotniki oceniające. Tu nie ma ocen pośrednich; wszyscy biali są wielcy, sprawczy, uczciwi, polscy; wszyscy czarni są obcy, zdradzieccy, słabi, przegrani.
Oczywiście w obrębie każdej z kupek tworzona jest hierarchia. Wśród białych najwyżej stoi Jarosław, potem jego brat, potem Morawiecki lub Olszewski, zależnie od okoliczności. Wśród czarnych Tusk zastąpił ostatnio Wałęsę, a Giertych jako „radykalny przeciwnik Unii Europejskiej” chwilowo wyparł Schetynę.
Fakty stanowią trzecią kupkę, którą dowolnie i twórczo dopasowuje się do postaci. Postacie z kolei twórczo i zmyślnie dopasowuje się do faktów, tworząc ich nowe fantastyczne kompilacje. Dzięki temu mamy nie tylko domorosłe podpórki dla władzy, ale też prawdziwe katapulty dla totalnej opozycji. Hulaj dusza, piekła nie ma! Historię robi się według wzorca „zrób to sam”, na chwałę partii. Ciemny lud to kupi.
Tylko dlaczego to tyle kosztuje?
wyborcza.pl/7,75968,24760801,zrob-sobie-propagande.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.6-L.1.glowka