gaika
27.07.19, 10:40
- Im Kościół katolicki jest słabszy, im więcej afer, skandali, przestępstw pedofilskich, tym łatwiej wchodzi do niego pozornie ożywczy element zielonoświątkowy. Odpowiada on na najważniejsze pragnienia i potrzeby człowieka. Perspektywa cudu, uzdrowienia ciała albo relacji międzyludzkich przyciąga tłumy. Kto by tego nie chciał? - mówi ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Ks. prof. Andrzej Kobyliński – ur. w 1965 r., filozof, etyk, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; bada między innymi zagadnienia wolności religijnej, pentekostalizacji i świeckości państwa
Artur Nowak i Marcin Wójcik: Kim są zielonoświątkowcy?
Ks. Prof. Andrzej Kobyliński: To jeden z nurtów chrześcijańskich, który wyrósł z protestantyzmu. Jego wyznawcy uważają, że we wszystkim, co robią, działa Duch Święty; niektórzy wierzą nawet, że potrafią uzdrawiać, wskrzeszać zmarłych, przewidywać przyszłość, prorokować, wypędzać demony. W niektórych krajach zielonoświątkowcy są nazywani charyzmatykami, czyli obdarzonymi darami Ducha Świętego.
Dlaczego ksiądz profesor tak się na nich uwziął?
– Uwziąłem się?
Już kilka lat temu ukuł ksiądz termin „uzielonoświątkowienie”, przygotowuje ksiądz krytyczne opinie dla Episkopatu, wygłasza równie krytyczne konferencje na uniwersytetach.
– Zielonoświątkowcy mi nie przeszkadzają. Prawo do wolności religijnej uważam za podstawę praw człowieka. Przeszkadza mi jedynie, że w Polsce biskupi katoliccy, księża, zakonnicy, siostry zakonne, ludzie świeccy przejmują coraz częściej bezkrytycznie różne elementy synkretycznej religijności zielonoświątkowej, a zatracają tradycyjnego ducha katolickiego. Uzielonoświątkowienie – inaczej pentekostalizacja – polskiego katolicyzmu martwi mnie jako duchownego i filozofa.
Kiedy ksiądz profesor zmartwił się tym po raz pierwszy?
– Latem 1992 r. w domu rekolekcyjnym w Szelkowie koło Przasnysza odbywały się rekolekcje wakacyjne dla młodzieży. W trakcie jednego ze spotkań zastosowano wobec moich przyjaciół dziwne i niebezpieczne metody zielonoświątkowe. Niektórzy stracili przytomność, krzyczeli, mieli drgawki i wymioty. To był skutek specyficznej atmosfery modlitewnej stworzonej przez liderów prowadzących to nabożeństwo. Muzyka, śpiew, głoszone treści religijne...
Do Szelkowa zielonoświątkowe pomysły przywieźli ze sobą studenci z Torunia. Tam pojawiły się one za sprawą liderów zielonoświątkowych, którzy po 1989 roku zaczęli coraz częściej przyjeżdżać do Polski i przenikać do ruchu oazowego, grup Odnowy w Duchu Świętym i innych wspólnot katolickich.
Ktoś z władz kościelnych interweniował?
– Nikt niczego nie zgłosił do kurii. Ja sam tego zupełnie nie rozumiałem. Nie było internetu, dlatego weryfikacja pewnych spraw wymagała czasu.
Ale w latach 90. to przenikanie nowej religijności nie miało charakteru masowego. Tsunami nadeszło kilkanaście lat później.
Skąd to wszystko się wzięło?
– Od ponad 100 lat ruch zielonoświątkowy rozlewa się po całym świecie. Szacuje się, że obecnie jest 800 mln zielonoświątkowców. Ameryka Łacińska jeszcze nie tak dawno była cała katolicka, a teraz katolików jest tam o połowę mniej. Przejęli ich zielonoświątkowcy.
To nowa reformacja, bo wywraca do góry nogami stary porządek religijny, a jej skutki będą głębsze niż konsekwencje reformacji Lutra w XVI wieku.
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ten proces nie interesuje prawie nikogo w naszym kraju. Może od czasów Anatolija Kaszpirowskiego jesteśmy w jakiejś zbiorowej hipnozie religijnej?
Ale co w tym złego? Ateista czy antyklerykał powie: tradycyjny katolicyzm to takie same gusła, po prostu zmieniamy jedną hipnozę na inną.
– W Polsce w ostatnich kilkunastu latach doszło do połączenia globalnego ruchu zielonoświątkowego z naszymi lokalnymi nurtami narodowymi, konserwatywnymi, ale także liberalnymi. O ile w pierwszych latach zielonoświątkowcy w USA przywiązywali dużą wagę do pracy nad Pismem Świętym, o tyle synkretyczne formy religijne, które obecnie przenikają do naszego kraju z Afryki, Azji i Ameryki Południowej, łączą się z naszą pobożnością ludową, mesjanizmem oraz zabobonnym i irracjonalnym podejściem do religii.
Dlatego Polski nie czeka odpływ wiernych do zielonoświątkowców. U nas uzielonoświątkowienie polega na zmianie tradycyjnej religijności. Nasi katolicy nie tworzą nowych zborów zielonoświątkowych, ale przejmują różne elementy ich religijności. Kościołowi to może być na rękę, bo utrzymuje stan posiadania i pozycję społeczną, ale powstaje mieszanka wybuchowa.
Co to znaczy?
– Przenikanie religijności zielonoświątkowej do Kościoła katolickiego łączy się z programem duchowego przebudzenia naszego narodu.
Latem 2011 roku na łamach „Gościa Niedzielnego” ukazał się ciekawy wywiad z Lechem Dokowiczem, reżyserem i producentem filmowym, który stanowi ważny punkt odniesienia w polskich środowiskach charyzmatycznych. Zapytany o to, czego szukają od kilku lat w naszym kraju tacy ewangelizatorzy jak James Manjackal i Rufus Pereira z Indii, Antonello Cadeddu z Brazylii czy John Bashobora z Ugandy, którzy w ostatnich latach gromadzą na spotkaniach dziesiątki tysięcy ludzi, stwierdził: „Oni niczego nie szukają. Oni przynoszą. To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj. Według słów niektórych z nich Pan Bóg rozpoczyna reewangelizację świata na różnych kontynentach od pojedynczych krajów. Od Polski ma się rozpocząć reewangelizacja Europy. Ale jest to zadanie warunkowe. Aby Polska mogła się stać światłem dla naszego kontynentu, Polacy muszą najpierw powrócić do gorącej wiary naszych ojców. Dlatego Pan Bóg z krańców świata posyła do nas ludzi posługujących w Jego mocy, aby kładąc ręce, przebudzili i umocnili tych, którzy przygotują nasz kraj do tego zadania”.