Dodaj do ulubionych

Kaczyński się popsuł.

19.06.20, 17:43
Stanisław Skarżyński

Kaczyński się popsuł. Przez jego błąd Duda jest dla skrajnej prawicy tchórzem, co się boi LGBT

Kompromitująca nagonka na LGBT odebrała Dudzie ostatnich umiarkowanych wyborców, ale wycofywanie się z niej rakiem pod presją USA to kompromitacja w oczach radykalnej prawicy.

Choćby Rafał Trzaskowski w pokutnym worze i na kolanach tyłem poszedł do Częstochowy, nie mógłby liczyć na lepszy start kampanii prezydenckiej niż Jarosław Kaczyński wrzeszczący w Sejmie o „hołocie chamskiej”. I to tuż po tym, jak Elżbieta Witek w mądrości swej nieomal przysłowiowej dała kandydatowi Koalicji Obywatelskiej siedem dni na zebranie 100 tys. podpisów, choć Andrzej Duda miał na to dni pięćdziesiąt.

Pierwsze dwa tygodnie tej krótkiej kampanii wyborczej pokazują, że to było coś więcej niż dwa incydenty i brak pomysłu na odpowiedź na dobrze pomyślaną zmianę kandydata Koalicji Obywatelskiej. Problem jest dużo głębszy. Od 2015 r. obóz władzy nie był tak pogubiony, jak jest teraz, a Kaczyński wykrzykujący w parlamencie obelgi pod adresem opozycji to tylko świadectwo, że kryzys ma źródło w samym centrum tego układu.

Politycznie rzecz biorąc, od początku epidemii prezes sadzi kulfon za kulfonem, w efekcie czego cała polityka obozu władzy rozsypuje się jak domek z kart. To największy problem dla Andrzeja Dudy, który bez ręcznego sterowania z Nowogrodzkiej jest zupełnie bezradny.

Dudzie krzywa się nie zakrzywia
Kampania prezydencka Andrzeja Dudy wygląda jak antologia dowcipów o głupich politykach, którzy plotą, co im ślina na język przyniesie. Bo co z tego, że Duda dużo jeździ, spotyka się, uśmiecha pusto i buzia mu się nie zamyka, skoro z tego mielenia językiem nic kompletnie nie wynika.

Prezydent Duda opowiadał dyrdymały, od których zboże na polach więdło w promieniu kilometra, długo zanim tytuł mistrza pustosłowia potwierdził kompromitującym pseudorapem o „ostrym cieniu mgły”.

- Bo trzeba sobie powiedzieć, że u nas ta krzywa jeszcze się nie zakrzywiła – wypalił w wywiadzie dla Polskiego Radia 24 kwietnia, gdzie omawiał temat epidemii.

- Oglądaliśmy stan kwiatostanów kwitnących tutaj, jak widać, jabłoni – dyrdymalił cztery dni później pod Grójcem, gdzie spotkał się z sadownikami.

- Będą z powrotem miejsca pracy, nawet te, które zniknęły. Choć mam nadzieję, że zniknęło ich jak najmniej – usłyszeli z ust głowy państwa mieszkańcy w Maciejowicach, „słynnym miejscu, bo tutaj odbyła się jedna z bitew insurekcji kościuszkowskiej, ale to także dzisiaj ważne miejsce, w którym koncentruje się życie lokalne w tej części Mazowsza”.

Można tak wymieniać głupstwa przez Dudę wypowiadane, ale jedyny wniosek, do jakiego to prowadzi, jest taki, że najwyższy urząd w Rzeczypospolitej zajmuje człowiek o dość ograniczonych kompetencjach intelektualnych.

Nie jest to w sumie jakiś olbrzymi problem, bo intelektu przecież nikt od Andrzeja Dudy nigdy nie oczekiwał. Jego krytyków i jego wyborców wiele dzieli, ale są przecież zupełnie zgodni co do tego, że decyzje podejmuje Jarosław Kaczyński, a Duda może sobie tylko wybrać, czy podpis złoży w dzień i przed kamerami, czy pod osłoną nocy i możliwie jak najciszej.

Prezes wybiera wroga
Prawdziwy problem polega na tym, że Prawu i Sprawiedliwości popsuł się Jarosław Kaczyński, co doskonale pokazuje kompromitująca próba nagonki na społeczność LGBT, z której Andrzej Duda próbuje się właśnie jakoś rakiem wycofać.

Nietrudno prześledzić, jak społeczność LGBT została wplątana w kampanię prezydencką. To, co skończyło się Andrzejem Dudą mówiącym o LGBT, że „próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia”, swój początek wzięło z datowanego na 9 czerwca listu Jarosława Kaczyńskiego do aktywu partyjnego.

Ten list jest świadectwem zupełnej zapaści intelektualnej prezesa i organizacji, która go pilnuje. Nie tylko w jednych zdaniach brakuje słów, w innych gubi się podmiot, ale cała jego treść źle świadczy o związkach prezesa z rzeczywistością. Gdy Kaczyński oskarża przeciwników, że sięgali „po socjotechnikę opartą o kłamstwo, po całkowite przeinaczanie znaczeń słów, po pomówienia, łamanie prawa, w pewnych okresach także przestępcze wykorzystywanie służb specjalnych”, to krytyczny czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy prezesowi się przypadkiem do listu do partii nie zaplątały notatki do spowiedzi.

List jednak nie jest dla krytycznego czytelnika, ale dla pisowskiego aktywu partyjnego, który szybko słowo prezesa przekuł w kampanię wyborczą Dudy.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kaczyński się popsuł. 19.06.20, 17:45
      Prezes pisze, że konieczne jest „przeciwdziałanie haniebnym i bezpodstawnym oskarżeniom rzucanym na nasz Naród od dziesięcioleci, jeśli chodzi o postawy Polaków w czasie drugiej wojny światowej” – i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w TVP pojawiają się kolejne fale antysemickich bredni o chciwych Żydach, co to ostatni kawałek karkówki by z grilla zasunęli polskim dzieciątkom niebożątkom – i to z podłości tylko, bo przecież karkówki nie jedzą! – gdyby rząd PiS Polski przed napaścią żydowską tak bohatersko nie bronił.

      To w liście prezesa są fundamenty tego homofobicznego szamba, które wylało się po raz kolejny z PiS z okazji kampanii wyborczej Andrzeja Dudy.

      Pisze prezes Kaczyński: „W naszej narodowej tradycji szczególną rolę ma i nadal powinna mieć rodzina tworzona przez kobietę, mężczyznę i ich dzieci, stanowiąca mocną podstawową komórkę naszej wspólnoty narodowej” (pisownia oryginalna, interpunkcja nie jest mocną stroną prezesa), a potem nazywa Rafała Trzaskowskiego „przedstawicielem skrajnej lewicy”, który „dał się poznać jako zagorzały zwolennik ideologii LGBT marzący o tym, by jako pierwszy udzielić ślubu parze homoseksualnej”.

      Chwilę później Andrzej Duda podpisuje homofobiczną deklarację wspierania rodziny przez prześladowanie gejów. I za Jackiem Żalkiem odmawia społeczności LGBT człowieczeństwa.

      Prezes się myli
      Problem w tym, że Jarosław Kaczyński się pomylił. Znów, bo wcześniej skompromitował się potraktowaniem warszawskich cmentarzy jak prywatnej własności, dał się wpuścić Jackowi Sasinowi w maliny głosowania korespondencyjnego i to w efekcie jego decyzji PiS stanęło murem za z dnia na dzień coraz bardziej skompromitowanym ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim.

      Jednak wpadka z atakiem na społeczność gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transseksualnych może być najdotkliwszym z jego błędów.

      Prezes PiS dość ewidentnie nie zarejestrował, że przez ostatnie kilka lat wiele się zmieniło w podejściu do osób LGBT – niekoniecznie w Polsce, ale przede wszystkim na świecie. Stosunek Polski do mniejszości seksualnych jest dziś tak samo zabytkowy jak sam prezes Kaczyński, bo nawet gdyby zalegalizować związki partnerskie, wciąż bylibyśmy w ogonie zachodnich społeczeństw, gdzie zakaz dyskryminacji, pełne prawa małżeńskie oraz prawo do adopcji dzieci szybko stają się takim standardem i społeczną normą jak prawo kobiet do głosowania.

      Efekt tego głębokiego sukcesu kampanii o prawa człowieka spowodował, że atak na społeczność LGBT okazał się dla PiS wizerunkową katastrofą. PiS boleśnie odkryło, że gdy jeszcze kilka lat temu można było bezkarnie szczuć na gejów i zbijać na tym kapitał polityczny, to teraz już nie można - o wypowiedziach Dudy jako kuriozum i aberracji pisały największe media na świecie, a głosy potępienia popłynęły z całego cywilizowanego świata, łącznie z interwencją ambasador Stanów Zjednoczonych.

      W efekcie Duda rakiem wycofuje się z błędu Kaczyńskiego – przekonuje, że „wierzy w różnorodność i równość”, i zaprosił do Pałacu Prezydenckiego Roberta Biedronia i jego mamę (odrzucili zaproszenie) oraz Bartosza Staszewskiego, który zaproszenie przyjął, by podczas rozmowy położyć przed nim zdjęcia ofiar homofobicznej nagonki w Polsce.

      Z relacji aktywisty na Facebooku wynika po pierwsze, że prezydent Duda mało czasu spędza na poszerzaniu swoich horyzontów – prezydent nie słyszał o rzucaniu kamieniami w Marsze Równości, społeczności LGBT, a ofiary homofobii potrzebują nie równych praw, ale psychologa.

      Po drugie, że łomot na świecie niewiele go nauczył – gdy prezydent podczas spotkania zachowywał się tak przyzwoicie, jak to ma w zwyczaju, Staszewski wyszedł bez podania mu ręki. I słusznie. Zdarzenie opisał nawet „The New York Times”.

      Duda traci skrajną prawicę
      Prawdziwy problem Dudy i PiS leży w tym, że paniczna reakcja na pogróżki Stanów Zjednoczonych i zapraszanie gejów do Pałacu Prezydenckiego zrujnują reputację Dudy w twardym prawicowym elektoracie, do którego gustu i smaku miała trafić ta homofobiczna nagonka.

      Narodowcy oczywiście tylko czekali na sygnały, że Duda się wycofuje. - Organizator lubelskiej parady środowisk LGBT i aktywista na rzecz ustanowienia tzw. małżeństw homoseksualnych będzie miał ekskluzywne spotkanie z prezydentem. Żaden z organizatorów pikiet przeciw ekspansji grup LGBT i broniących rodziny nigdy nie dostąpił takiego wyróżnienia – napisał natychmiast na Twitterze Krzysztof Bosak, kandydat narodowców.

      Później spotkaniu prezydenta z Bartoszem Staszewskim poświęcił jeszcze kilka tweetów, a krótkim komentarzem - „dobry polityk przemawia czynami” - zareagował na wiadomość o awanturze, jaką amerykańska ambasador zrobiła PiS za homofobiczne wycieczki.

      W ostatnich dwóch sondażach pracowni Kantar – przeprowadzonych już po kompromitacji PiS – Andrzej Duda miał 38 i 40 proc. wskazań, a Krzysztof Bosak podskoczył na 6-7 proc. Niemal identyczne są wyniki badania pracowni Pollster dla „Super Expressu”.

      Można pogratulować Jarosławowi Kaczyńskiemu pompowania wyniku Krzysztofa Bosaka. Tym bardziej że prześladowanie gejów to w umysłowości skrajnej prawicy sprawa zupełnie fundamentalna, więc w drugiej turze wielu z tych wyborców zostanie w domach.

      Ale to nie wszystko: Duda przez dehumanizujący atak na społeczność LGBT stracił szanse na poparcie umiarkowanego elektoratu – jeśli w ogóle jakieś miał. Jednocześnie nic nie zyskał wśród bardzo licznych grup, które mają w dobie pandemii naprawdę poważne zmartwienia, a którym PiS i Duda już nic nie mogą dać ani obiecać, bo w skarbie państwa są tylko pajęczyny.

      To jest naprawdę duże osiągnięcie - jedną kartą tyle przegrać. Andrzej Duda może za tę kompromitację podziękować prezesowi Kaczyńskiemu. A Trzaskowski powinien na Nowogrodzką wysłać kwiaty.

      wyborcza.pl/7,75968,26046452,kaczynski-sie-popsul-przez-jego-blad-duda-jest-dla-skrajnej.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka