diabollo
25.04.21, 08:44
Kościół zasłużył na miano wielkiego narodowego dewelopera
Dominika Wielowieyska
Owieczki się buntują, więc biskupi szukają nowych źródeł dochodu. Stawiają na nieruchomości.
104
Komisja Majątkowa, śledztwa Wyborczej, Kościół, finanse Kościoła,nieruchomości
Tydzień temu w raporcie „Wolnej Soboty” oszacowaliśmy roczne przychody polskiego Kościoła na 17 mld zł. Oszacowaliśmy – bo biskupi nie widzą potrzeby rozliczania się z wydatków, choć są to często pieniądze budżetowe lub ofiary parafian. Biuro Episkopatu odpisało mi, że „nie ma nakazu, by poza wymogami prawa informacje o ofiarach upubliczniać lub czynić przedmiotem dyskusji”, choć wpływy z ofiar już przed pandemią systematycznie spadały. Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, po skandalach pedofilskich zmalała hojność wiernych, którzy przestają chodzić na msze albo się buntują: mają poczucie, że żąda się od nich pieniędzy, a jednocześnie hierarchia traktuje ich przedmiotowo, jako skarbonkę, a nie pełnoprawnych członków wspólnoty.
Skoro owieczki ociągają się z płaceniem, trzeba szukać innych źródeł dochodów. – Polityka Kościoła jest nastawiona na inwestowanie w nieruchomości i działalność gospodarczą – podkreślają moi rozmówcy.
Idzie nieźle, bo fundamenty pod nową politykę finansową Kościół zbudował już dawno temu. Dziś zasługuje na miano wielkiego narodowego dewelopera dzięki temu, że od 1989 r. ziemie zwracała Kościołowi Komisja Majątkowa. W 2011 r. wyszły na jaw jej liczne przekręty.
Rząd PO-PSL przygotował raport, z którego wynikało, że 12 członków komisji powoływanych przez MSWiA nie dbało o interes państwa. Pozostałych 12 mianował sekretarz Episkopatu. Przedstawiciele ministerstwa nie weryfikowali przedstawianych przez pełnomocników Kościoła wycen gruntów. I tak np. cystersi dostali w centrum Krakowa siedem działek wartych 24 mln zł, które – zdaniem miasta – nigdy do zakonników nie należały. – Nie zamierzamy puszczać w niepamięć milionów złotych, które nam wydarto – bulwersował się w 2010 r. prezydent Jacek Majchrowski. Ale miasto nie zdołało działek odzyskać mimo zaangażowania CBA.
Wyjątkowo uprzywilejowane położenie Kościoła w kwestii odzyskiwania majątku raziło tym bardziej, że społeczeństwo w latach 90. i po 2000 roku było bardzo zubożałe. Żadna instytucja ani osoba prywatna nie mogły liczyć na takie traktowanie.
W 2011 r. Komisję Majątkową zlikwidował rząd Tuska. Prokuratura postawiła zarzuty sześciu jej członkom oskarżonym o korupcję i działanie na szkodę skarbu państwa. Głównym oskarżonym był reprezentujący stronę kościelną były funkcjonariusz SB Marek P. W 2017 r. dostał rok i dwa miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Kolejny jego proces trwa.
– A komisje dotyczące innych Kościołów się uchowały, mimo że i tam były nieprawidłowości – broni Kościoła duchowny, który zgodził się ze mną porozmawiać. – A gdy po 2015 r. Mariusz Błaszczak był szefem MSWiA, to zaproponował Episkopatowi wznowienie prac Komisji Majątkowej. Episkopat odmówił, bo wiedział, ile złych emocji było z tym związanych – dodaje. Błaszczak nie odpowiedział na nasze pytania.
Dlaczego nie ma odpisu na Kościół
Po aferze z Komisją Majątkową rząd PO-PSL zaczął pracować nad zmianami w finansowaniu Kościołów i związków wyznaniowych. Planował likwidację Funduszu Kościelnego i chciał wprowadzić odpis podatkowy na Kościół w wysokości 0,3 proc. Kościół chciał 1 proc. Rząd był gotów zaproponować maksymalnie 0,5 proc. Rozwiązania miały być oparte na regulacjach dotyczących odpisu 1 proc. podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego. Idea: niech na Kościół płacą ci podatnicy, którzy chcą, a nie wszyscy obywatele, których część z Kościołem nie ma nic wspólnego.
Za ekipy PO-PSL dochodziło do nieoficjalnych spotkań na szczycie, które miały doprowadzić do jakiegoś konsensusu w relacjach państwo – Kościół: po jednej stronie premier Tusk i minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, po drugiej – przyszły przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, ówczesny przewodniczący KEP abp Józef Michalik i ówczesny sekretarz KEP, późniejszy prymas abp Wojciech Polak.
– Gądecki – milkliwy, twardy gracz polityczny i ultrafundamentalista, Michalik – jowialny, rozmowny, Polak – nowoczesny, otwarta głowa, gotowy na dialog – relacjonował „Wyborczej” spotkanie jeden z jego obserwatorów. Do rozmów doprowadził kard. Kazimierz Nycz, który uważał, że odpis podziała ozdrowieńczo na Kościół i zmobilizuje diecezje do ujawnienia dochodów. A to poprawi atmosferę wokół Kościoła. Kiedy finanse kurii lubelskiej odważnie ujawnił nieżyjący już abp Józef Życiński, to Nycz, wówczas biskup, mówił, że „finanse Kościoła nie powinny być i nie są żadną tajemnicą”. Pozostali hierarchowie byli niezadowoleni.
Platforma odpuściła, żeby nie ryzykować niezadowolenia Kościoła instytucjonalnego. Hierarchia uważała, że straci na zmianach, choć przez trzy lata miała dostawać wyrównanie, gdyby wpływy z odpisu były mniejsze niż te z Funduszu Kościelnego. Z symulacji rządowych wynikało, że może w pierwszym i drugim roku odpis nie zrekompensuje likwidacji Funduszu, ale w następnych latach zapewni Kościołowi jeszcze większe przychody.
– Z powodu nałożonej na nas procedury nadmiernego deficytu i kłopotów budżetowych minister finansów Jacek Rostowski wprowadził zasadę, że nie wolno wprowadzać zmian, które oznaczają większe koszty z budżetu. A z symulacji wynikało, że odpis podatkowy za jakiś czas będzie kosztował budżet więcej niż ówczesny Fundusz – tłumaczy dziś Boni.
CDN...