rembert
14.02.06, 15:58
Postanowiłem sobie, że musimy w końcu gdzieś wyjść. Namówiłem Babcię by
zaopiekowała się Małą, a my – my poszliśmy do Opery. No cóż byłem chyba z 10
lat temu. Wybór padł na Wozzek’a, ze względu na nowość.
Jak się okazało (coś niby czytałem, ale nie miałem czasu się wgłębiać) jest
to opera niemiecka. Powiedziałbym, że bardzo niemiecka, ze względu na
mentalność. W skrócie można powiedzieć, że motywem jest historia biednego
faceta, który tyra na dwa etaty, żeby tylko zebrać pieniądze dla konkubiny i
swojego dziecka. Z przemęczenia ma różne wizje i jego stan psychiczny
stopniowo się pogarsza. Na koniec okazuje się, że konkubina go zdradza. Ten,
kompletnie tym załamany podcina jej gardło. Poza tym gardłem, to można
powiedzieć, że historia na czasie.
Nie jestem wstanie wypowiedzieć się co do jakości śpiewu, bo po prostu się
nie znam, imponowało mi tylko „wyciąganie” określonych kwestii – podziwiam.
Natomiast muszę przyznać, że samo przedstawienie jest lekko wyuzdane i może
nie raziłoby to dorosłego, gdyby nie fakt, że występują w nim dzieci. Dzieci,
które poubierane są jak dorośli, a dziewczynki mają pełny makijaż. No cóż
wyglądają jak takie małe pacynki. Doskonale tańczą i zapewne ich zaangażowane
w spektakl ma coś oznaczać. Być może to, że w głębi duszy nadal pozostajemy
dziećmi przywdziewając tylko stroje i maski dorosłości. Jednakże jest trochę
bulwersujące, gdy konkubina głównego bohatera gładzi przy małej dziewczynce
kilku facetów po torsach itp.
Poza tym, inscenizacja jest OK., bardzo mi się podobała gdyby nie ww.
angażowanie w spektakl dzieci.