yantichy
03.05.10, 11:40
Nie miewacie czasem wrażenia, że rynek zdominowały książki, które są wprawdzie
pięknie wydane, ale objętościowo i treściowo odpowiadają co najwyżej
jednemu-dwóm rozdziałom książek z lat dawniejszych? Mam na myśli głównie
pozycje dla dzieci od 5-6 lat w górę. Staram się teraz stworzyć dziecinną
bibliotekę. Część książek mam z własnego dzieciństwa, ale robię też rozeznanie
we współczesnych publikacjach - wiadomo, zmieniły się realia, nie wszystko
przetrwało próbę czasu. A poza tym świeżynki są fajne. Ale kupowanie ich
wymaga niemałych sum, a w zamian dostajemy króciutką opowiastkę. Cóż że bardzo
atrakcyjnie wydaną. Może jest to nadmierne uogólnienie, ale wydaje mi się, że
kiedyś (za moich czasów...), książki były obszerniejsze treściowo. Dość
przypomnieć Astrid Lindgren, Tove Jansson, Edith Nesbit, itd.