yoma
14.10.11, 12:39
a w Rosarium wychodzę na schizofreniczkę. Lecieć to, mogę wychodzić...
Było tak. Przyjaciele na ślubie wręczyli nam dechę adresową i zapowiedzieli, że to tylko pół prezentu, bo jeszcze coś przyjdzie pocztą, a nie można było od razu, bo musi dojrzeć. No dobra. Przyjaciel słynie z produkcji nalewek, pomyślałam sobie, że może likier różany (zwany w towarzystwie lakierem rurzanym, a dooooobry!)
Tego samego dnia, kiedy przyszły moje róże z Rosarium (do miasta jak Pan Bóg przykazał), zadzwonił także kurier, że jest na Wsi i że gdzie do cholery jesteśmy i czy może zostawić u sąsiadów. Może. Pytam przyjaciół, czy tam jest coś szybkopsujnego. Nie, nie ma, tylko że jest tego znowu tylko połowa, bo druga połowa nie wyszła.
Nieszybkopsujne, musiało dojrzeć, połowa nie wyszła... no może faktycznie lakier rurzany...
Pojechalim tego samego wieczora na Wieś z moimi różami, cobym była od rana już na miejscu i mogła się wziąć za polne roboty. Dymam do sąsiadów, kajam się za kłopot, dziękuję pięknie, pakę pobieram, patrzę... Rosarium...
...Karpatia, co ją sobie zapomniałam zamówić, ale przecież oni o tym nie wiedzieli, chyba że tu na to forum wleźli niecnie...
... a to drugie pół, co go nie było, to jak nic Pteracantha, bo o niej im mówiłam. I teraz czujecie schizofrenię, bo to przyszło na moje nazwisko. Jedna Yoma z jednym adresem i numerem telefonu żebrze w Rosarium o Pteracanthę i dostaje, druga Yoma z tym samym nazwiskiem, innym adresem i telefonem żebrze o Pteracanthę i nie dostaje, a jedna o drugiej niby nic nie wie. Jak nic schizofreniczka albo wyłudzaczka Pteracanth. Chrzanię, ucieszyłam się jak młode prosię w deszcz :)