Dodaj do ulubionych

p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum/

13.08.04, 07:46
Negatywna ocena dotyczyła portalu konińskiego www.konin.lm.pl, gdzie dzieje
się, jak pewno w wielu innych, małych portalikach, jak dla mnie, coś dziwnego.
Bo znam sytuacje gazet w małych miastach - banał o którym każdy wie - żyja z
reklam /chyba, że wydawcą jest jakiś bogacz, którego stać na to, by mieć
swoją gazetkę i wypisywać tam androny, jakie tylko.../
no więc gazety żyją z reklam i to jest głównym powodem tego, że są nudne jak
flaki z olejem, nie piszą prawdy, kłamią albo przemilczają, no i nawet
wazeliny im nie potrzeba, bo bez niej dostaną sie tam, gdzie trzeba, by
namówić firme czy coś tam na reklame czyli kasę.
To rozumiem.
Ale taki koniński portalik.
Toto zakładali jacys ludzie prywatni, teraz słyszę, że ktos ma ich w kieszeni
- no nie wiem - na pewno z reklam nie, bo ktoby się tam w takim czyms
reklamował. Wystarczy poczytać - chodza tam małolaty, które nie rozmawiają -
wrzeszczą, wyzywają się, wulgarnie nazywają z imienia i nazwiska osoby znane
w mieście i nie bardzo znane - wyzwiska, jakiwes intymne dramaty
przekształcane w obrzydliwe historyjki - no i to wszystko tam leży sobie i
nic.
Tylko ten, kto czyta te wyzwiska wzajemne albo głupawe wątki typu: "Która
d...a najłatwiej daje na V osiedlu?"
Takie rzeczy leżą.
Ale piszę ja w sytuacji, w jakiej jestem.
Straciłam wszelkie możliwe szanse na to, by żyć, choć bardzo się starałam o
to.
Wszystko, co mogłabym zrobić, to znależć adwokata w W-wie, który napisze akt
oskarżenia, sprawi, że rozprawa odbędzie się tu, a nie w Koninie, z którego
nie pochodzę ja, nie ja i nie mój tata był lat wiele biegłym sądowym, nie ja
jestem ze znanej, bogatej rodziny konińskiej z koneksjami, wpływami, sposobem
z dawnej epoki załatwiania coś za coś.
Gdyby ktoś widział , słyszal rozprawę przeciw mnie w Koninie, PRZECIW MNIE....
Ludzie...
TO nigdy nie zniknie.
TEGO nikt w ludziach, na prowincji zwłaszcza nie zabije.
Mój Boże - piszę nieubliżający nikomu tekst. Nikogo nie oskarżam z podawaniem
personaliów, adresów /a jak wspomniałam takie rzeczy sa na tym forum w
konińskim portalu na porządku dziennym i jak się nie czyta i nie jest sie
vipem, który pstryka i tekst znika, to całe lata może wisieć tekścina o tem,
że ta i ta zamieszkała tu i tu, to k...
To, co teraz piszę tutaj i tam na tym konińskim, choć tam znika zaraz, już
jest przedrukowane przez osobę K. - będzie włączone do sprawy przeciwko mnie.
A ja tylko chciałam żyć. Do wszystkich z rodziny K. pierwsza wyciągałam rękę.
Bo co ma jedno wspólnego z drugim - ja to ja, "rozwód" sfałszowany to
"rozwód" no i co ? I już nie można mnie lubić, choc tyle lat deklarowało się
sympatię do mnie ?
Długo wytrzymałam to wszystko.
Wszędzie, gdzie tylko mogłam prosiłam o pomoc.
ZA jedno ciepłe słowo od obcego człowieka, jedno, jedniusieńkie - dostawał
pełno łez - takich z wdzięczności.
K., jego rodzina są tam, i mój syn z rodziną też. Konin, to nie moje miasto
rodzinne, ale jestem z nim bardzo związana.
Wiem zapewne 1/10000000 tego, co o mnie opowiada K i rodzina, która opluła
mnie nie wysłuchawszy.
Albo znajomi, którym bardziej opłacało się stawać po stronie vip-a, niż
chorej baby, choc nikt im po niczyjej stronie stawać nie kazał. Chyba tylko
żądza pieniądza i koneksji.
A może komuś pomoże moja koncepcja "planu i światełka" ? Powiem im na
"Depresji".
Ale nie teraz, bo bardzo mnie boli.
Doczekałam świtu jednak.
To dobrze. Dobrze , że [isałam, a nie rozmyslałam, bo mózg, synapsy, neurony
- wszystko mi od tego obumiera już. Przepala się.
Moja doktor się martwi, że nie przychodzę i nie dzwonię do niej. Kazała mi
dzwonic na jej prywatny telefon. Nawet tego nie mogę. Nie mogę rozmawiać. Jak
udało się dziś do tej cioci zadzwonić ? Chyba chciałam bardzo, by zobaczyła,
że choc mnie odepchnęła, to doceniam to, że przeczytała, co napisałam,
obejrzała zdjęcia, zadzwoniła.
Tylko pisać tu mogę i jeszcze - to dziwne - z modeliny robic rózne rzeczy,
gliny - taką mialam , której nie trzeba wypalać - to robię. Nie trzeba przy
tym mysleć i palce mnie nie bolą. Nie wiem czemu.
Ale wczoraj nie byłam w stanie nawet podlać ogrodu.
To już jest najgorszy objaw.
Dziś odczekałam aż się ściemni i podlałam.
W ogóle nie mogę byc z ludźmi.
Nie wiem czemu.
Chyba to osaczenie, takie moje próby wychodzenia do naprawy sytuacji - co ja
nie robiłam. I to ze zdrowiem też. Nie siedziałam jak świeta krowa.
I już mnie ludzie ...nie wiem - boję się .
Ale pisać mogę.
/Leczę się w tym właśnie Centrum Profilaktyki. Wiem, że nawet przez telefon
rozmowa z moją Doktor mi pomaga - wspaniały Człowiek, wspaniały Lekarz, ale
nie mogę zadzwonić. Nie wiem czemu, Pani Doktor Tereniu. Nie wiem. Może
chodzi o to, że ja już wszystko zrobiłam, Pani dla mnie też, ale są
okoliczności, które nie pozwalają mi żyć i na które ani Pani, ani ja nie mamy
wpływu. Gdyby tego nie było - tak marzyłam - dawałabym radę uzbierać na
wakacje tyle, by robić w konia te jesienne - takie znikąd, ze środka uczucia
beznadziei. Takich, to już w ogóle ludzie nie rozumieją. - O co chodzi ? -
Ktoś ci przykrość zrobił?
- Torebkę zgubiłaś ?
- Nie
- No to on co ci chodzi głupia babo - czemu tak siedzisz, nic nie robisz,
czasem łzy tylko...

Ja już miałam na to pomysł. Zaczyna to mnie łapać, a ja łapię samolot i do
Słońca i do Morza i się, może i nie śmieję gromko, ale leciutko uśmiecham -
zrobiłam cię w konia deprecho głupia. Prawda? To prosty sposób.
Ale ja już chyba Morza nie zobaczę.
bardzo Panią serdecznie pozdrawiam
Ola
Obserwuj wątek
    • Gość: szalone_zero Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: 80.48.150.* 14.08.04, 18:25
      ciekawe czy doczekam kiedyś dnia, że będę w stanie to za jednym razem przeczytać
      dziś - bez szans :/
      • aidka Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 15.08.04, 02:39
        Przepraszam - powiedzmy , że nie leczę się w tym Centrum i że moja Pani Doktor
        nie ma tak na imię. Nie wiem...Taka jestem przestarszona wciąż, boję się,zrobic
        coś, co ktoś mogłby uznac za niestosowne. Może oprócz tajemnicy lekarskiej
        pacjenta też obowiązuje takt i dyskrecja. Nie powinnam była mówić tego, co
        powiedziała mi Pani Doktor. Chyba. Podtrzymuję, że miałam szczeście trafic w
        bardzo dobre ręce, ale nie wiadomo gdzie to jest. Zapomniałam.

        Do przedmówcy - znam Kochanie to. Znam. Ja też nie czytam teraz. Jak było lżej
        , starałam sie pomóc nawet, nie tylko czytać. Może nie radami, bo tyvh udzielać
        nie powinien chyba nawet psycholog, ale określeniem co JA zrobiłabym w takiej
        czy innej sytuacji, podaniem adresu lekarza etc.
        Teraz, z nikim nie rozmawiam, więc choc tu wypiszę się trochę.
        Ściskam Cie serdecznie.
        aidka
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 15.08.04, 05:50
      Pisz Aidko, potrzebujesz tego. Zadzwon tez do pani Doktor Tereni. Sama wiesz ze
      to Twoj przyjaciel. Masz ich wiecej niz myslisz. Dobrze ze zadzwonilas do
      Cioci. Podlewaj ten ogrodek, to naprawde wazne dla Ciebie, wychodzenie na
      powietrze jest bardzo wazne. To zawsze pomaga.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • aidka Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 17.08.04, 00:17
        Trudno mi mówić, rozmawiać.
        Napisałam SMS-a - prosiłam , by Doktor nie odpowiadała, bo to głupie z mej
        strony, ale nie mogłam zadzwonić.
        Pani Doktor ...odzdwoniła sama. Nie balam się odebrać, bo na komórce,to mi się
        wyświetliło kto dzwoni...
        Jest to bardzo, bardzo....
        To jest LEKARZ.
        Prawda?
        • nadja Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 19.08.04, 20:36


          O.,
          mysle o Tobie.
          Pisz do mnie.
          Czekam na mail.
          I nie daj sie,do cholery, nie daj...

          n
          • aidka i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? 20.08.04, 06:46
            Hej Kociaro,
            no sama widzisz, co się dzieje.
            ze snem się zrobilo tez coś, czego nie pojmuję - boję się zasnąć.
            Dr pytała czemu - no, że boję się przebudzeń., bo wtedy jest najgorzej tzn. juz
            w ogóle się boję, i nie chcę świata itd.
            ale też boję się zasypiania po ciemku i światło sztuczne nic nie daje.
            lecz, gdy świta,teraz po piątej - jak to szybko idzie, zaraz lato zabiorą -
            niedawno o czwartej już jasno miałam - dygresja - niewazne
            gdy świta, to też nie idę spać,choć zmordowana jestem - jakoś chyba chcę
            napatrzeć sie na poranek, kiedy nie jestem tak bardzo przestraszona jak zawsze
            po śnie
            nie wiem
            a moze mi o to idzie, ze te koszmary i zawsze teraz taka upocona się budze z
            płaczem, krzykami...
            no i mogłabym isć do pokoju m. i tam spać - wtedy ciemności sie nie boję.
            więc te ciemności, np., to jakas wymówka tylko.
            w ogóle bronię się przed snem, a jednoczesnie fatalnie się czuję - już kolejna
            doba i zero snu, biorę coś na sen troche licząc na to, że mnie zmorzy czy
            zechcę czy nie, ale bronię się...
            nie wiem.
            pierwsza rzecz, której nie rozumiem, bo tak nie miałam jeszcze.
            zawsze mówilam, ze wszystko zniosę, każde warunki, ale muszę się dobrze wyspać
            i mieć , gdzie porządnie umyć.
            może ja wiem, nadjo, że ja umrę i jednak jeszcze chcę miec trochę czasu,
            dlatego czuwam...?
            Właśnie m. wstaje do pracy...
            czekam na Ciebie
            znów nie sprawdzam tekstu, bo nie mam siły - pewno bezładny..
            a.
            • Gość: nadja Re: i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? IP: 81.210.123.* 20.08.04, 13:11

              Co moglabym zrobic....?


              n
              • aidka Re: i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? 21.08.04, 03:32
                Gość portalu: nadja napisał(a):

                >
                > Co moglabym zrobic....?
                >
                >
                > n

                och...
                mam wrażenie, że teraz, to już, gdyby nawet sytuacja się zmieniła fatalna
                gdyby mnie tu tak nie traktowano - wiadomo kto
                gdyby mnie w koninie tak nie traktowano - wiadomo kto
                gdybym miała cień poczucia bezpieczeństwa i mały kawałek miłości oddanej z tej
                , która ja daję, mam w sobie dla tylu ludzi
                i ta tęsknota
                wiesz
                no myslę, że to kolo nabrało już takiego rozpędu, że to, co dotąd mówiłam -
                niechby sytuacja zewnętrzna się poprawila, to poradę, wyjdę z tego
                to już nie jest aktualne chyba
                dnie mijają, a ja nie boję sie śmierci
                nie mówie już, że szkoda , że nie chcę umierać, że mam tyle pomysłów jeszcze i
                troche rzeczy do zrobienia
                no nie mówie już tego, bo to, co teraz, to jest tylko egzystencja i działanie
                nie na przetrwanie w ogóle, tylko na przetrwanie do Wielkiego Exodusu stąd w
                miare bez bólu
                dlatego piszę
                bo mniej mnie boli
                nie pójde spać
                znowu
                niech u Ciebie bedzie dobrze
                niech będzie dobrze u Ciebie wreszcie zawsze i zawsze
                moja dobra , kochana, mądra nadjo
                a.
                • nadja Re: i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? 21.08.04, 17:26

                  Takim ludziom jak my, chyba nie bywa dobrze.
                  Nie moze byc dobrze.
                  To przerazajace.
                  Napisalam Ci smsa.
                  Ja juz sie niczym cieszyc nie umiem.
                  Nie wiem czego chce
                  (a moze wiem...?)
                  Zadziwiajace.Dzis myslalam o Tobie
                  caly dzien. I o mnie.
                  I roznych ludzi zabijaja rozne rzeczy.
                  Banal, ale powiem Ci o co mi chodzi moze w mailu.
                  Przeraza mnie to. Czy to mozliwe, zeby nie bylo ratunku???


                  n
                  • aidka Re: i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? 22.08.04, 03:20
                    Jest dla Ciebie ratunek !!!!
                    Nie mysl jak ja.
                    Też napisałam Ci sms-a. Jest dla Ciebie ratunek. Przysięgam.
                    ściskam
                    a.
                    • nadja Re: i jeszcze sen.....o co mi chodzi ? 23.08.04, 10:50

                      Widzisz.
                      I to jest to.
                      Ja tak samo mysle o Tobie.
                      I co z tym zrobic???


                      n
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 17.08.04, 06:01
      Na pewno jest wspanialym lekarzem i czlowiekiem. Trzeba utrzymywac z Nia
      kontakt. Nie jest tak zle jak myslisz, jest wiele osob wokol dla ktorych jestes
      wazna i ktorzy chca Ci pomoc.
      Dzwon do Niej, codziennie. Czasami jest w nas bardzo silna niechec do zrobienia
      czegos, tak jak u Ciebie z telefonem do Pani Doktor. Miewam takie problemy ze
      soba rowniez ale za kazdym razem przelamuje ta niechec bo wiem ze to jest to
      wazne dla mnie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: as5 Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.elpos.net 20.08.04, 12:42
        moskaiq ciesze sie ze moge czytac Twoje posty.Sa dla mnie jak mantra,staram sie
        czerpac sile z tego co piszesz.Ogrom wyrozumialosci jaki okazujesz niczym
        ciepla fala usuwa zle mysli,przygnebienie,napawa wiara...wiara ze depresja nas
        nie pokona.Mam dla Ciebie wielki szacunek...
        Pozdrawiam:)
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 20.08.04, 16:20
      Dziekuje as5 za dobre slowa, sa na wage zlota przynosza radosc.

      Trzeba przelamac ten strach przed snem Aidko, strach jest zawsze przeciwko
      Tobie. Sprobuj przynajmniej polozyc sie i rozluznic to rowniez przynosi ulge.
      Jesli zasniesz to dobrze, jesli nie zasnies to przynajmniej dasz odpoczac
      cialu, ono wymaga odpoczynku.
      Sprobuj, zobaczysz Sama ze po przebudzeniu nie bedzie tak zle. Po tym jak
      wstaniesz idz na powietrze. Pomoze Ci bardzo.
      Nie mozna poddawac zycia Aidko, to tylko wielkie zmeczenie tak mowi przez
      Ciebie.
      Trzymaj sie i odpocznij choc troche i pisz bo masz wielu przyjaciol tutaj.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aidka powtarzam się z tym snem 21.08.04, 03:24
        jak w tytule - bo rano mi się zdawało, że wszystko się pozamykało i pokasowało
        - dopiero teraz napisałam drugi raz o tym snie, to już, skoro tyle pisałam - w
        sumie dobrze, bo czas mi zajęło, umieszczę tekst na ten sam i inne tematy
        nie wiem - tylko pisanie mi zostało, to piszę
        nawet o tych kłopotach z kotami napisałam i spróbuje to umieścić

        zanim zobazcylam, że jest jednak ten tekst z rana, napisałam :

        Pisalam dziś o świcie i choc ostrożnie teraz z tym beznadziejnym komputerem
        zamykającym programy, tracącym napisane teksty robię i kopiuję je - to i tak,
        jak dziś, tj. właściwie wczoraj koło 5 tej, po napisaniu tekstu zamknęło mi sie
        wszystko razem z kopią - beznadzieja ...
        tak potzrbuję nowego komputera
        może już nie na długo
        ale..
         
        Sądziłam, że dam radę dotrzec do Dr T. i nic...
        Znowu cała noc w plecy, choc bralam tabletki na sen
        po raz pierwszy nie rozumiem tego, co sie dzieje ze mną
        jestem umordowana, tyle nocy bez sekundy snu -źle się czuję z tym, biore
        tabletki na sen, a jednocześnie robię wszystko, by nie zasnąć
        nie wiem o co idzie - to skojarzenie z tym, że rano w depresji zawsze czułam
        się najgorzej, a najlepiej wieczorem - teraz może dlatego tak boję się zasnąć,
        bo boję sie stanu po przebudzeniu
        wmawiam sobie, że nie ide spać w nocy po zażyciu tabletki na sen, bo boję się
        ciemności i boję sie też zamykac oczy i próbowac spać przy sztucznym świetle
        ale zdalam sobie sprawę, że to bzdura - moge iść do drugiego pokoju, gdzie śpi
        ktoś - jest drugie łóżko poslane i z drugą osobą już się nie boję , ale nie idę
        skutek taki, że dzis zasnęłam w dzień znów - koszmary, upał, przedburze, ktore
        burzą nie zaowocowało - efekt - przebudzenie po południu spocona, z bólem głowy
        i rozpacznym lękiem
        nie wiem o co chodzi
        wszystko sie poprzekręcało
        dr mówiła, że ten brak snu bardzo zły jest w mojej sytuacji
        czytałam dziś - dopiero późno po obudzeniu, gdy wzięłam pare tabletek na
        uspokojenie, przeciwlękowych i jeszcze dwie od bólu głowy - dopiero mogłam
        odetchnąc i odddalić przerażenie - czytałam, ze czlowiek juz po 17-19 godzinach
        snu, może zachowywać się tak, jak ktoś z 0,5 promilem alkoholu we krwi
        zrzucam brak koncentracji na depresję ale ostro to chyba napędzam niespaniem
        i mnie się zdaje, że ja kłamię
        mówie , że nie moge spać
        a ja nie chcę spać, choć tak źle się czuję
        całe życie mówiłam, że nie jestem wymagająca i mogę wszędzie jechać, być na
        dłużej, bylem mogła sie dobrze wyspać i umyć - 2 rzeczy - braki innych do
        zniesienia..
        a tu...
        to czekanie na świt - tak długie i tak mnie to boli, że coraz dłużej czekam
        kiedy zaczełam z tym wariować kolo 3 jaśniało...
        ja od zawsze miałam ze snem kłopot - nawet, gdy bylam mała - tj. wtedy, gdy
        musialam zasypiać sama w domu, no to ze strachu nie mogłam i modliłam się, by
        matka czy Ś.P. Tata wrócił albo bym szybko zasnęła, by przestać się bać
        a teraz przychodzi świt - nie jest tak duszno jeszcze i jest już jasno, a ja i
        tak nie idę spać...
        może dlatego, że się szykuje do zabicia - mimo wszystko chce wykorzystać
        chwile, gdy czuje sie jako tako
        nie wiem
        nie rozumiem
        i znowu nie jem
        to to akurat nieważne
        chodziło mi tylko o to, ze póki nie będę silniejsza psychicznie i fizycznie nie
        dam rady się zabic, bo trudno jest to zorganizowac
        mówilam, jak mój brat wybil mi z głowy te próby tabletkowe - tyle się najadł
        tego, ja też pare razy - zwłaszcza w ub. roku - byłam  pewna , że koniec -
        żadnych warunków, by było jakies ratowanie
        najadlam sie ich, gdy byłam samiutka
        zapiłam tą whisky i ...
        męczę się dalej
        z tym gazem byloby najlepiej
        ale jak nie jest trujący...
        tylko moglibyśmy wybuchnąc - ja, inni i biedne koty moje
        tak to ja nie chcę
        w przyszlym tygodniu moge mieć do domu dostarczoną całą stertę  tabletek
        nakłamałam i mogę mieć 
        i nie wiem....
        bo jednak i tak nie bedzie tyle, ile wziął mój brat, a on przeżył.. 
        brać, znowu przeżyć, obudzić się, a tu jeszcze gorszy szajs, bo wszystko
        połknięte, ja żyję a za to np. nerki wysiadły i ból, ból, którego ja już tyle w
        życiu... 
        a może to, że ja nie jem i nie śpię sprawi, że na jego to nie zabiło, a mnie
        tak 
        bo to bedzie więcej, niż to, co miałam w ub. roku, tylko tamto zapiłam dla
        wzmocnienia alkoholem, a tego nie będę 
        no i jak zrobić
        bo tak bym chciala pozalatwiać tyle rzeczy - ten testament notarialnie
        potwiedzić, by mi go mąż nie podważał i nie zabrał tego, co po mnie zostanie
        ofiarowując to tamtej i jej obcemu potomstwu
        albo tym, którzy wsłuchali sie w mego męża, bo ma pieniądze i jest na miejscu w
        koninie - może gadać , ile chce, a mnie nikt nie pyta jak było, tylko skresla...
        po co ja im teraz  
        po co teraz... 
        nie chcę, by to, co mam wzięli ci, ktorzy mnie odepchnęli 
        tyle razy tak upokorzona, gdy wyciągałam rękę, pisalam, dzwoniłam 
        tak mi zależało na normalności 
        tak nie umiem tkwić w braku akceptacji i niesprawiedliwości 
        notariusz, listy - odeslać, albo spalic 
        rzeczy, przedmioty - wiem na czym komu szczególnie zależy - to pozapisywac ,
        popakować i ofiarowac im
        ale przede wszystkim móc pojechać stad 
        ja tu nie chcę umrzeć i nie chce być w W-wie pochowana
        to nie moje miasto 
        ja z tym nie mam nic wspolnego 
        umrzeć w koninie w moim domu albo ogrodzie, ale żeby nikogo nie było 
        albo na plazy 
        tylko w nocy może mnie policja znaleźć i zgarnąć, jak sobie będe zasypiać przy
        morzu ukochanym 
        nie ma siły 
        kompletnie nie jest możliwe, bym ten kawal roboty wykonala 
        gdy ja znów nie dałam rady do lekarza dojechać - chocby taksówką w obie strony 
        nie udało się 
        udalo mi sie mecz obejrzeć 
        to jeszcze nic - tak był tylko włączony tv na ten mecz, bo moi grali - pogoń
        szczecin /rodzinnne miasto/ z pyrlandczykami - lechem poznań 
        no więc to jeszcze nic, ze udało się obejrzeć, ale nawet okropnie zaangazować 
        do brata do szczecina sms-a wysłałam - też dziennikarz, ale nie wiedziałam czy
        na stadionie ogląda 
        i odpowiedzial, że tak 
        i potem jeszcze, jak ja, ucieszył się, że wygraliśmy i to 3 :1, choć graliśmy
        od końcówki II-giej połowy w 10-tkę 
        no i on się tak cieszył, że oglądałam, bo wie, że nic nie mogę i napisał po
        meczu, że przecież widzę jak jest zajeb......., wygraliśmy i w ogóle... 
        niedawno pytał czy olimpiadę oglądam 
        a ja mówię : - Robin, ja się teraz umyć nie mogę, a co dopiero olimpiadą
        zainteresować... 
        ale dziś się udalo z tym meczem... 
        i już mi znów od pisania palce spuchły 
        tylko ten kawalątek na calą dobę napisałam 
        i nie wiadomo co to jest 
        mial być zespól ciesni nadgarstków 
        ale to nie to 
        mam wyniki i nie mogę też do lekarza iść, by pokazać 
        nie żeby leczyć wielce, bo jak mam zdechnąć, to po co 
        ale, by móc jeszcze chwilę popisać, bo muszę napisać do róznych ludzi 
        i testament... 
        i jeszcze chcialam jakby nigdy nic o te koty zapytać tu na "weterynarii" albo
        "kotach" 
        jakby nigdy nic 
        ale bolą ręce 
        może krótko zapytam 
        póki chcę, bo te przeciwlękowe dzialają 
        tak duszno.. 
        Aleksandra Aida 
         
         
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 21.08.04, 05:23
      Dobrze ze udalo Ci sie zasnac na troche. Mysle ze najgorzej sie zasypia wtedy
      kiedy sie chce zasnac na sile. Mysle ze nie warto robic tego w taki sposob.
      Poloz i nie mysl o tym czy chcesz zasnac czy nie, po prostu Twoje cialo
      potrzebuje odpoczynku. odprezenia. Mysl o czyms radosnym, chocby o meczu ktory
      ogladalas. Sama zobaczysz jak nagle zabierze Cie sen. Piszesz ze jestes spocona
      po spaniu, mysle ze to nie jest problem. Zrobisz Sobie wanne albo prysznic a to
      Cie zrelaksuje i odswiezy.

      Piszesz ze chcesz sie zabic ale po co Aidko. To nie jest rozwiazanie naszych
      problemow. Tak jak Ci pisalem tez probowalem kiedys rozwiazac moje problemy w
      podobny sposob. Chcialem siebie zniszczyc. Dzisiaj rozumiem ze to nie siebie
      trzeba niszczysc tylko rozwiazac problem.
      Wiekszosc problemow mozna rozwiazac, a te ktore sa poza naszym zasiegiem trzeba
      zrozumiec i zapomiec.
      Co Ciebie gnebi ze chcesz sie zabic. Czy powodem jest nieudane malzenstwo,
      problemy z depresja?
      Jesli chodzi o depresje to mozna to pokonac, mi sie to udalo, Tobie sie uda
      rowniez, Sama to zobaczysz, tylko musisz w to uwierzyc.
      Jesli chodzi o nieudane malzenstwo, to zdarza sie i to bardzo czesto. Trzeba
      tamto zapomiec, wrocic do zycia. Nigdy nie wiadomo co ono moze jeszcze Ci
      zaoferowac. Mozesz odnalesc kogos z kim bedziesz szczesliwa.
      Nie mozna myslec o samobojstwie i planowac go. Jest to dzialanie przeciwko
      Tobie a nigdy nie mozna dzialac przeciwko sobie.
      Mysle ze warto o tym rozmawiac.

      Ja patrze Aidko na olipiade, lubie sport, zawsze lubilem. Kibicuje i Polsce i
      Australi a musze sie przyznac ze kibicuje i calej reszczie swiata. Lubie
      patrzec na to jak sie inni ciesza swoim sukcesem. Mysle Aidko ze radosc to
      najpiekniesza rzecz w nas.
      Serdeczne pozdrowienia, czekam na list.


      Antek

      • aidka No way out 22.08.04, 03:10
        Witaj,
        czy Twoja depresja to był raz ?
        Sytuacyjna sprawa czy bez zewnętrznych powodów?
        Dawno to było?
        Nie masz nawrotów?
        Powiem to, co juz mówiłam - wiem, że to miałeś, bo widzę co piszesz i wiem, że
        wiesz o czym piszesz.
        Wszystko co robisz, robileś, by wyjść z tego i by to nie wróciło, to są rzeczy
        podobne do moich sposobów.
        Na tutejszą skalę.
        Ale teraz ja nie mam szans przeżyć.
        Sytuacja zewnętrzna jest, nawet nie dramatyczna, tragiczna.
        Rozejscie się z mężem, to była sprawa sprzed lat 4.
        Cały czas wszystko sie wlecze - nie w sensie proceduralnym, ale innym - on nie
        dotrzymuje obietnic. Żadnych już od czasu, gdy jest z tą inną rozwódką.
        A tych obietnic była masa.
        Łącznie z tym, że bedziemy sie kontaktować - w tylu sprawach mial mi pomóc,
        dom nasz mial byc dla mnie w Koninie otwarty...
        Finanse, to ja jakoś bym przeżyła.
        Nie wiem jak.
        Chyba tak, że , gdyby tylko o finanse chodziło, ale miałabym wsparcie czy choc
        normalny kontakt z synem, mężem - który nie był tylko mężem dla mnie. BYł calą
        rodziną, ktorej nigdy nie miałam. Dlatego nie moge pojąć,jak on może mi to
        robić.
        Gdybym miała normalny z nim kontakt, wsparcie psychiczne, zaproszenie do
        naszego domu, bym sobie w ogrodzie posiedziała, który zakładalam, uwielbiam, bo
        tam siedzę jak myszka, gdy mi źle, nikt mnie nie widzi, a ja rozlewiska rzeki,
        bociany klekocą - maja gniazdo, zające pod płot przykicowywują, bażanty, kiedys
        sarenka, choc to miasto, ale taką działke wybrałam skrajną, że jesteśmy dalej
        od szosy, a pod nami już tylko łąki, rzeka, blisko lasek...I suka moja
        ukochana, której do W-wy mi nie pozwolił zabrać - ona tak umiała do mnie
        przyjśc i wielki łeb mi ramieniu polożyc i sobie płakałam w jej futro i gadałam
        do niej - pomagało.
        On, mąż, tam nie mieszka. Jest tam mój syn za to...Ja nie narzucałabym sie mu
        z moim smutkiem. Trwałabym w maskowanej depresji, której nie znoszę, ale tam
        akurat, wolałabym to, niż tutaj siedzieć, jak w więzieniu. Gdybym miała
        wsparcie psychiczne, mogłabym wyjsc z tego.
        Wtedy, gdybym mogła jakoś zorganizować pieniądze na ten laptop, pisałabym. Mam
        ten pomysł na książkę od dawna. Może bym tak zarabiała. W gazecie, tygodniku
        już nie dałabym rady - terminy, ustalenia, teksty na czas czy zlecone tematy..
        a ja nie wiem, kiedy i jak będę sie czuła. No i jeszcze teraz ten kanał cieśni
        nadgarstków - nie mogłabym pisac dla gazety także dlatego, że te ręce bardzo
        bolą.
        Ponadto w gazetach, to ja byłam uważana za tę z ostrym pazurem, którą sie
        wysyła na najgorsze pola bitew. To mnie trochę tez wykończyło. Badzo. Bo ja
        jestem nieśmiała, wrażliwa, taktowna, myslę, a np. musiałam isc do rodziny
        porwanego dziecka, wyciągac od matki zrozpaczonej wszystko, potem jeszcze raz,
        gdy dziecko zamordowano, albo z tą córką tej piosenkarki naszej - te zdjęcia z
        jej seksji zwłok... Czy jakiś wielki strajk, pełno skłóconych ludzi,a ja w to
        włażę, wypytuję różne strony, piszę i potem nikt nie jest zadowolony - to się
        obraża związkowiec, to prezes czy inny vip. Mase takich rzeczy pisałam,
        zagrzebywałam nieśmiałość, spalałam się - nie chcę tego.
        Ale do pisania ,kiedy JA chcę i CO chcę, mogłabym sie może nadać.
        Nawet myslałam o metodzie małych kroczków - że wyjdę z choroby, to nie od razu
        na tę skiążkę się rzucać, ale bajki dla dzieci chocby. Ja od małego mialam
        pomysły na pisanie, które od szablonu, chyba odbiegalo. Także te bajki...
        Ale nie moge żyć.
        Bo już mi sie nie chce wydrapywac z tej studni.
        Wydrapywałam się dotąd, bo ktoś był, bardzo bliski i chciałam żyć.
        A tym razem - nie.
        Jakby już zdechło wszystko we mnie - sama się dziwię, ze tu piszę - siłą
        rozpędu, bo zaczełam, to jakoś leci...
        Gdybym wyszła z depresji ze wsparciem syna, braci ciotecznych, ale na miejscu,
        nie na telefon czy sms, i miałabym ten laptop - pisałabym, by miec i
        przyjemność i zarobic na siebie. W depresji , sam wiesz, koncentracja żadna i
        nie jest to możliwe, bym cos mądrego wydała. Ja nie chcę tylko dla kasy. Ja
        jestem, niestety dla mnie, na dodatek perfekcjonistką.
        To nie może być byle co.
        A malżeństwo nieudane...
        To nie tak.
        Jak wspomnialam - on nie był tylko mężem i miało tak pozostać.
        Pisał sms-a, gdy to ja sie dłużej nie odzywałam, interesowal się , jak mi
        idzie, dał mi bez wahania pieniądze na operacje nogi duże, ale to akurat
        przestało miec dla mnie wartość, gdy zaczął z tamtą i mi wypomniał te pieniądze
        na ratowanie kolana....
        Zna mnie.
        Wie jak ciężko i wie, że ja te myśli o exodusie stąd zrealizuję, jeżeli dam
        radę.

        Mecz - trafiasz w 10-tkę - dla mnie to była taka sekunda szczęscia ten sms do
        brata, jego odpowiedź ze Szczecina i mysl, że jest na stadionie, razem
        oglądamy, że mnie kocha, bo się cieszy, ze daje radę oglądać...Taki drobiazg -
        mam chwilę wielkiej wdzięczności od razu.

        A sen - wiesz po prochach i w dzień - od 10-czy 11-tej do 17-tej - to nie
        odżywia tak organizmu jak trzeba.
        I dziś było to samo, że nie chcialam spać.
        Sądzilam - uda sie może jechać do sklepu, gdzie mają tę gline do rzeźbienia.
        Ale nie dałam rady oczywiście.
        Do lekarza, ktoremu ufam nie mogę, a co dopiero do sklepu - tylu ludzi..

        Piszesz, że Tobie się udało...
        Mnie też, tyle razy..
        Bo ja mam nawroty - ale teraz jest to głownie sprawa sytuacyjna - nic nie
        zależy ode mnie. Mąż mówi do mnie, bym umarła, tylko wzieła tyle tabletek, ile
        trzeba...I to już, jak dla mnie , załatwia sprawę.
        Już mi sie nie chce.
        Tyle razy wychodziłam sama prawie, ale chciałam, bo chcialam żyć.
        I takie to buty, Antku...
        Takie buty...
        Zaczęłam zerkać na Olimpiadę.
        Lekkoatletykę tez lubię i wyścigi tych łodzi są widowiskowe też.
        Sama zawsze najlepiej w róznych szkołach biegalam na krotkivcy dystansach,
        skakałam wzwyż i w dal. I lubiłam oglądać. Są momenty, że mnie wciaga to. Dzis
        ta Białorusinka na 100 metrów - pierwsza biała od lat...
        Wiem, że skoro potrafie kawałek obejrzec i na dodatek się skupić, kibicować -
        to nie jest dno totalne.
        Tzn. nie to, ze wiem, tylko sie oszukuję - bo tak jest tylko po większej
        liczbie tabletek przeciwlękowych, nasennych też.
        Dziękuję
        Też slę serdeczności z W-wy , gdzie tak duszno II dzień, bo burza przeszła
        bokiem. O 6 rano w koszulce ledwo za pupę,podlałam te rosliny umordowane
        wreszcie. Ale byle jak. I nie poucinałam przekwitnietych kwiatów, by jeszcze
        kwitły dłużej.
        a.
        • aidka ruch 22.08.04, 04:01
          A te pompki, Antku,
          wiesz, 2 razy mnie to dopadło,gdy byłam nad morzem i na dodatek mieszkałam tuż
          przy basenie. To ja sobie zadawałam pływanie - właśnie iles razy dziennie mase
          długości basenu czy w morzu wyznaczałam dystans - tam i z powrotem, tam i z
          powrotem...
          I to tak pięknie spada napięcie z człowieka wtedy - prawda?
          I jeszcze tu w W-wie ta operacja nogi mi sie przydała, bo rok obie
          rehabilitowałam i szybko z lekkich ćwiczeń mnie na siłownie lekarz przeniósl i
          to, co rehabilitant zlecał było mi mało, pisałam o tym perfekcjoniźmie -
          jeszcze dodawałam jakiegos cieżaru i ilości powtórzeń, ktore tam nogami miałam
          wyciskać itp.
          Już gdzieś się chwaliłam, że mój rehabilitant miał mnie i Gołotę po operacji
          barku i że ja ćwiczyłam lepiej. Strasznie jestem zawzieta, by cos zrobic
          najlepiej, jak umiem. I rozmawiałam tam duzo z ludźmi starszymi, młodszymi -
          gdy stamtąd się wychodziło, to każdy mówił, ze choć upocony, zmęczony, ale b.
          dobrze psychicznie się czuje. Ja też. I mam w domu jakieś przyrządy, kiedys
          ćwiczyłam, a teraz nie mogę. Choc naczytałam się o tym, jak i dlaczego ruch
          jest dobry. W sumie na wszystko.
          A gdy nie będę ćwiczyć choc trochę, to kolana mi znów nawalą, bo tam chodzilo o
          to, żeby wzmocnic i przebudowac mięśnie, by inaczej naciskały na stawy, kości -
          bo ja mam drobne kości i żeby te mięśnie je odciążały.
          I wiem to wszystko, wiem, czemu mnie nogi znów pobolewają ...i nic.
          Nie ćwiczę.
          Jak jest z czasem?
          Która jest teraz w Australii?
          Mówiłeś, że chcesz wrócić?
          Czemu?
          A kiedy?
          Nie boisz się, że coś powróci, bo jednak na miejscu okaze się, że to nie to -
          taka poważna decyzja, prawda?
          Jesteś pewien?
          a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 22.08.04, 16:41
      Jesli chodzi o powroty depresji to moim zdaniem sa one kwestia naszego powrotu
      do starych przyzwyczajen.
      Zrozumienie co powoduje depresje jest rzecza podstawowa, to pozwala jej unikac.
      Wiem ze gdybym wrocil do mojego starego zycia deprecha rozjechalaby mnie w
      bardzo krotkim czasie, nie obronilbym sie bo tutaj nie ma silnych, to my ja
      wywolujemy, nasz brak zrozumienia.
      Niestety wiele naszych dzialan wspiera depresje dlatego tak trudno z tym
      walczyc bo to walka ze soba z naszym brakiem rozumienia.

      Napisalas o ruchu, to jedna z najwazniejszych spraw w
      depresji. Sama wiesz jak emocje i napiecie opadaja wtedy kiedy
      plywasz. Tak samo opadaja jak biegasz czy jestes na rowerze czy
      nawet jak robisz dlugi spacer. Ten ruch musi byc kazdego dnia, nie
      mozna tego przerwac, przerywajac wspierasz depresje, ona wroci. Sam ruch nie
      pokona jej ale jest bardzo waznym ogniwem.
      Kiedy zrozumialem wage ruchu, zaczalem biegac, wtedy pojawily sie pompki. Moj
      stan fizyczny byl marny, facet z nadwaga potrafiacy zrobic dwie pompki i
      przebiec 200 metrow. Zwiekszalem dystans i liczbe pompek.
      Te cwiczenia wyciszyly mnie, to juz bylo cos. Zaczalem troche kontrolowac
      siebie, tzn robic rzeczy ktore przestaly wspierac depresje.
      Wtedy zostalem wegetarianem ale pilnowalem aby moja dieta byla rozsadna, duzo
      owocow i wszystko co powinienem dostarczyc organizmowi.
      Mysle ze powinnas wrocic Aidko do ruchu, ja rowniez musialem uzyc wszystkich
      sil aby zmusic sie do pompek i do biegania. Wszystko zdawalo sie dzialac
      przeciwko temu. Pojawily sie bole ktore omal nie zakoczyly sie utrata
      chodzenia. Wlasciwie chodzilem wbrew radom abym tego nie robil. Czasem bole
      bywaly tak silne ze prawie nie do zniesienia, ktos je nazwal ze sa typu
      morficznego. Trwalo to kilka tygodni. Nie poddalem chodzenia, bole odeszly.
      Pozniej pojawily sie problemy z biegiem, mnozyly sie we mnie bole ktore
      przeszkadzaly czasem wprost uniemozliwialy bieg. To trwalo rok ale robilem
      kazdego ranka ten bieg, moja wola byla silniejsza niz bol.
      Bole odeszly a bieg zostal.

      Piszesz o sprawach zewnetrznych ktore trwaja w Tobie. Znam ten problem Aidko,
      czy moge Cie nazywac Aidka ?
      Jest to kwestia wybaczania. Znam wiele ludzi ktorzy przeszli przez niezwykle
      ostra depresje z tego wlasnie powodu. Mimo ze sprawa zakonczyla sie dawno to
      przezywasz kazdego dnia bol tak jakby ona byla z Toba caly czas.
      Bol jest silny, nie do zniesienia ale kazdego dnia wracasz do niego, on sie
      odnawia codziennie.
      Najwazniejsza sprawa jest to chciec przestc o tym myslec. Te mysli beda sie w
      Tobie rozpalac raz po raz ale trzeba je gasic. Ja nauczylem sie je gasic u
      siebie, unikam tego co wspiera depresje a kazda zla mysl ja wspiera.

      Piszesz o koncentracji w depresji, jest zla to prawda ale nigdy nie zatrzymala
      mnie. Czesto musze zrobic cos trzy, piec albo i dziesiec razy aby bylo tak jak
      byc powinno ale zawsze postawie na swoim. Zrobie to co ja chce chocby mnie
      mialo kosztowac wiele wysilku. Jesli Ty sie nie poddasz to Ty bedziesz
      decydowala. Po pewnym czasie koncentracja wraca ale nie mozna sie poddac bo
      wtedy nie wygrasz.

      Napisalas bardzo wazna rzecz ze tyle razy wychodzilas z depresji bo chcialas
      zyc a teraz nie. To jest prawda, trzeba chciec wyjsc z depresji aby moc z niej
      wyjsc, to najwazniesza rzecz. Mam wrazenie ze uwazasz ze wszystko sie u Ciebie
      skonczylo z rozpadem Twojego malzenstwa.
      Mysle ze nic sie nie skonczylo Aidko, przed Toba wiele rzeczy ktore mozesz
      zrobic i wiele rzeczy ktore mozesz napisac. Wierze rowniez ze znajdziesz kogos
      z kim mozesz byc szczesliwa i radosna. Tkwiac w tamtym zwiazku bo ciagle w nim
      tkwisz nie pozwala Ci zyc od nowa.

      Olimpiada rowniez mnie wciaga chociaz nie bardzo mam czas na jej ogladanie. Ja
      pracuje bardzo duzo, ponad 70 godzin na tydzien.
      Roznica czasowa jest 8 godzin, u mnie jest teraz juz poniedzialek a u Ciebie
      jeszcze niedziela. Zawsze jestem do przodu 8 godzin.
      To prawda ze chce wrocic do Polski. Australia jest piekna, pelna plaz i slonca,
      mam tutaj wielu przyjacol ale moje serce jest w Polsce. Moj Syn i Corka sa
      dorosli i niezalezni, mam z nimi kontakty, ale ich zycie nalezy do Nich, czasem
      moge doradzic ale to wszystko. Moja byla Zona jest wpanialym czlowiekiem,
      jestesmy przyjaciolmi, czasem wpadam pogadac z Nia ale nasze drogi sie
      rozeszly.
      Nie boje sie wrocic, nauczylem sie cieszyc wszystkim, wiem ze bede duzo
      pracowal, jest tyle do zrobienia Aidko.
      Serdeczne pozdrowienia.

      Antek

      • iron_made Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 22.08.04, 17:33
        Aidko pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za odmianę na lepsze. Twoja
        wrażliwość mnie wzrusza i przypomina też kogoś.
        Mskaiq - jesteś fantastyczny. Chciałabym mieć takiego przyjaciela.
        • Gość: aidka iron-made IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 02:21
          Bardzo Ci dziękuję.
          A Ty sama ?
          Naprawdę jesteś iron-made ?
          Również serecznie pozdrawiam.
          a.
      • Gość: aidka Nie chcieć żyć = nie walczyć IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 02:23
        Antku, /Moge tak do Ciebie mówć? Z pewnością już tu opowiadałeś o genezie Twego
        nicka - powiesz mi zdanie, co on oznacza/
        Do mnie tak - możesz mówić `Aidko`
        W sumie to jakiś dla mnie todzaj hołdu dla mego Ś.P. Taty. Uwielbial operę,
        `Aidę` i `Carmen` szczególnie. W USC w Szczecinie wykłócal się o `Aidę`jako
        pierwsze dla mnie imię, ale za komuny...Było to uznane za dziwactwo, nie mieli
        tego w rejestrach dozwolonych imion, więc na pierwsze jest Aleksandra, bo matka
        z kolei - milośniczka Sienkiewicza. Ale Ś.P.Jan - Tata i tak wywalczył choc na
        drugie tę Aidę. Nie mogłam się tu jako `aida` wpisać, bo nick był zajęty, ale z
        `aidką` się udało. Lubię to imię.

        Przegrałam dzis kolejny raz próbę zamiany dnia z nocą. Wzięłam o 4-tej tabletke
        na sen, potem drugą. Zasnęłam po 5-tej, choc nie chcialo mi się spać - zrobiłam
        , jak mówileś i jak wiele razy sama przezwyciężałam niechęć do zamykania
        oczu,gdy mi się spać nie chciało, bo bałam się tego przeracania z boku na bok,
        czasem tyle się nawywracam, że , jesli prześcieradło nie jest odpowiednie tj,
        zbyt szorstkie, to potrafię nieomal skórę do krwi zetrzeć z kolan od tego
        przewracania się - wiesz, bo spię na brzuchu i podwijam to jedną, to drugą nogę
        wysoko.I zasnęłam. Miałam nadzieję obudzić się na początek ok. 13-tej, a potem
        to stopniowo cofać do wcześniejszsych godzin.
        Ale się nie udało, to tabletki na które jeszcze nie jestem uodporniona, więc
        zadziałały i obudziłam się ok. 18-tej.

        Czytam od dawna duzo o śnie i oglądałam chyba na Discovery, takie program i
        mówiono m.in., że organizm, jesli ma zaległości ze snem, to odrabia je
        wcześniej czy później - moze tak było dziś ze mną. Po obudzeniu było fatalnie -
        abstrahując od psychicznej beznadziei, to ja mam te stawy nie leczone - już
        pisałam - mówi się o kolanach kinomana - długie siedzenie w tej samej pozycji
        skutkuje bólem kolan - już pisałam - a ja mam to w stopach, kręgosłupie - gdy
        ćwiczyłam, było b. dobrze. Strasznie byłam rozciągnięta, to ważne. Jeszcze
        teraz, gdy ostatnio udalo mi sie pójść do ortopedy, bo te kolana mnie bolały i
        bałam się, że znów operacja...Powiedzial,że ciągle jest to ładne rozciągnięcie,
        ale po prostu ponownie mój stan napięcia wpływa źle na mięśnie - z kolanami
        ok., ale mam wrócić do ćwiczeń. Gdybym miała kasę, motywację, nie bała się
        wychodzić z domu, to poszłabym do mego rehabilitanta - prowadzi teraz te sprawy
        na własną rękę i był przez tego ortopedę dobrany specjalnie dla mnie, bo on tak
        działa też psychologicznie. Zresztą z moim ortopedą chcą naapisac książkę o
        wypywie psychiki, depresji na stan kośćca, stawów...Gdybym do niego poszla,
        choć parę wizyt, nakręcilby mnie. Widzisz - ja wszystko wiem, co mogłabym
        zrobić. Zwracam się do właściwych ludzi, którym ufam. Tj. zwracałam - bo do
        mojej Dr nie doszłam, przestałam dzwonić. Po co głowę zawracać. Biorę duzo
        rzeczy na uspojojenie teraz, bo już przestały mnie obchodzić uzależnienia,
        nerki czy wątroba. Nie ma o co dbać, tylko teraz o to, bym tak nie cierpiała.
        Mnie te leki nie zwalają z nóg - przeciwnie - zupełnie bez totalnej rozpaczy,
        myslę o tym, że już na mnie czas. Trudno. A leki pozwalają mi to organizować.

        Pewnie, że chcialabym jeszcze zobaczyć SPRAWIEDLIWOŚĆ, bo ja sama - może
        subiektywizuję /nowosłowie mało leśmianowskie -wiem../, ale tyle osób, które
        wiedzą co i jak, mówi, iz to nieprawdopodobne, co mi się robi - tj. głównie mąż
        to nakręcił.
        Wiesz, to, że ja pisałam, iż to lata minęły, a mnie boli, nie znaczy, że
        dlatego, bo wciąż z samym faktem rozstania nie moge się pogodzić. Ja też tego
        rozstania chciałam. Tak sądziłam. Ja nie mogę się pogodzić z konkretnymi
        działaniami mego męża. Najpierw obietnice, że dom będzie dla mnie otwarty, bo
        on wie, jak go kocham...Obietnice, że zadba, iż , mimo odleglości, dobry był
        kontakt z synem i jego Olą, która naprawdę mnie lubila. Miałam wrażenie, iż
        mówi mi często więcej,niż swej mamie, która jest jej przyjaciólką. Bylo tych
        emocjonalnie, uczuciowo ważnych dla mnie obietnic naprawdę duzo. I on o niczym
        mi nie daje zapomnieć, bo po kolei wszystko odpuszcza. Dziś na portalu
        konińskim widziałam ogłoszenie o sprzedaży domu w Koninie - ta sama dzielnica,
        mniej więcej te same parametry domu, cena prawdopodobna, ale nie wiem jaka
        ulica, kto sprzedaje, I od razu rozpacz. Obiecał - domu nigdy nie sprzedać. Tam
        mieszkają mój Kuba z Olą - zoną i maleńkim synkiem. Co prawda mieliby, gdzie
        mieszkać, gdyby dom sprzedał, ale obiecał! Ja nie chcę, by ten dom byl dla
        obcych. To zbyt osobiste. To było marzenia mego życia. Ja tam pracowałam przy
        budowie fizycznie, a nie, jak większość pań, zjawiałam się raz na rok w futrze,
        wysiadałam z eleganckiego wozu i pokazywałam robotnikom i męzowi paluszkiem
        prosto od manikiurzystki, co mają poprawić i zrobic jeszcze.
        Gdy nad czyms pracuje się też samemu, to to staje się ważne. Mój mąż, mówi
        teraz o tym domu - to tylko budynek. Nie dla mnie. I tak się denerwuje, że
        sprzeda ten dom, by mieć pieniądze na rezydencję dla swej nowej flamy z JEJ
        potomstwem, a mego syna nawet o zdanie nie spyta, że o tym, iż mi obiecał - nie
        odda domu obcym - nie wspomnę...Strasznie przedlużam te wyjasnienia - wybacz.
        Ale chodzi mi o to, że on stale dostarcza mi bólu związanego z rozstaniem
        poprzez nierealizację danych mi z czułością i zrozumieniem obietnic. Wiedział i
        wie czym jest ten dom dla mnie, choć mnie z niego oskubał - dosłownie.
        Podpisalam wszystko, co chcial,w fazie ciężkiego nawrotu choroby - nie bylam
        skoncentrowana, zainteresowana, do głowy mi nie przyszlo, by był zapis prawny,
        że dom zostawiam pod takimi i takimi warunkami.
        Wiem, że się powtarzam, nudzę. Ale,zgodnie z tym, co mówisz, co mówiła mi Dr
        T., co sama czułam - robiłam wszystko, by odciać przeszłość - zrobienie przeze
        mnie ogródka tu i urządzanie tego mieszkania, by, choc nie jest to dom, było
        przyjazne.Jakiś czas było. Teraz kojarzy mi sie tylko z nieszczęściami, które
        na mnie sprowadził mój mąż i osoba z ktorą wiązałam nadzieję na radość, bo
        dawal mi jej kiedyś duzo. Tak lubiłam się śmiać. Rozmawiać na niegłupie
        tematy...Musisz sam dobrze wiedzieć, jak ciężko, gdy już nic cię nie cieszy,nie
        śmieszy i nie mozna się śmiać tak, że nie daje sie rady przestać. Uwielbiałam
        to. Śmiech oczyszcza. Choć i łzy czasem też.

        To cudowne, że Tobie udało się utrzymac continuum, gdy chodzi o ten sposób
        życia, zmiany, ruch...
        Choć to ciekawe, bo mój rehabilitant mówił,że różne ćwiczenia, których mnie
        nauczył - tak, ale do granicy bólu, bo inaczej, szkodzą.
        Może Twój ból był ścisle psychosomatyczny i dlatego nie spowodował szkód, lecz
        przyniósl stałą, dobrą formę. To dzięki Bogu.
        /Głupio mi - łatwo mogę znaleźć gdzies wyjaśnienie, ale nie chcę odrywać się od
        pisania...- ja nie wiem co to znaczy ból typu morficznego.../

        Koncentracja - sądzę, że pomogło mi w tej rozpaczy to moje obsesyjne
        rzeźbienie, lepienie, malowanie. Niby robilam to automatycznie, przy tym nie
        musiałam myslec wiele, ale jednak zastanawialam się nad doborem barw,
        kształtów..
        Pani Doktor też mówi, że to bardzo dobra sprawa - nie musze byc tu tak
        skoncentrowana jak przy czytaniu czegos poważniejszego, ale nie włączam tylko i
        wyłącznie myslenia o śmierci, swej sytuacji, zapominam troche o smutku, gdy
        coś, co robie mnie samej sie spodoba, a to takie rzadkie...

        To co dziś - fakt, że udało mi sie posprzątać i tabletki, które teraz biorę
        pozwalają mi na jedno - ulżenie w dniach, tygodniach, miesiącach - oby nie tak
        długo, przed śmiercią.
        Ja tu posprzątałam, ale doszło to do mnie potem...- bo chcę sprzedać ten lokal
        przed śmiercią. Nie mam pojęcia, jak dam radę, gdy trudno mi iśc do sklepu
        nawet po tę glinę, ale może choc zdołam powierzyc wszystko agencji - niech
        pokazują sami to mieszkanie, dam im klucze, powiem, jaka jest sytuacja, że nie
        mam chęci, sily widywać obcych, zachwalać chałupy, a jeszcze się tar
        • Gość: aidka Re: Nie chcieć żyć = nie walczyć cz.II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 02:27
          c.d.
          Ja tu posprzątałam, ale doszło to do mnie potem...- bo chcę sprzedać ten lokal
          przed śmiercią. Nie mam pojęcia, jak dam radę, gdy trudno mi iśc do sklepu
          nawet po tę glinę, ale może choc zdołam powierzyc wszystko agencji - niech
          pokazują sami to mieszkanie, dam im klucze, powiem, jaka jest sytuacja, że nie
          mam chęci, sily widywać obcych, zachwalać chałupy, a jeszcze się targować,
          czego nie umiałam nigdy.
          Posprzątałam - można już to pokazać obcym.
          Kiedys sprzątałam dla siebie.
          Teraz z taką zaciekłoscią przezwyciężyłam te bóle rózne i porządnie to wszystko
          doprowadziłam do ładu, ale nie oszukuje się - nie dlatego, że jest poprawa u
          mnie - to dlatego było możliwe, bo po tabletkach, daleko już od najgorszych
          godzin po przebudzeniu i w celu pozbycia się tego mieszkania, nim umrę, bo tu
          nie będę umierać.
          Za nic nie chcę być pochowana w W-wie.
          Wielu ludziom nie zależy, co bedzie z ich ciałem - mnie tak.
          Chce, by moja ciocia ze Szczecina- siostra Ś.P. Taty zobaczyła mnie po śmierci
          i jeżeli będę wyglądać ładnie zdecyduje o otwartej trumnie, jeżeli nie - trumna
          będzie zamknieta. Wiem, że ma wyczucie smaku i że nie sprawię jej bólu,
          oglądaniem mojej twarzy.
          Wiesz, gdy lepiej się czuję - zaczynam to wszystko spokojnie dopracowywać.
          Tak nigdy nie było ze mną - po prostu już nie wytrzymywałam ktoregoś dnia,
          brałam co miałam - wszystko, co ostatnio bylo przemyslane, to to czy nikt mnie
          na czas nie znajdzie i nie zacznie glupiego ratowania. A tak - zawsze był ból
          tak silny, że już nie mogłam czekać i przygotować wszystko do konca i
          odpowiednio.
          Teraz ból był i był - wyciszyłam go pisaniem, tabletkami, ogrodem ciut,
          lepieniem, rzeźbieniem itd. 
          Jedyna, jedniusienka rzecz, ktora mogłaby, może, może, sprawić, bym jeszcze
          chciałą się podnieść, to SPRAWIEDLIWOŚĆ. Niech mi dadzą sprawiedliwość, niech
          naprawią zło, niech wiem, że nigdy się to już nie zdarzy i niech mam jakiś
          zawór bezpieczeństwa - pewność, że się nie zdarzy.
          A w tamtym związku - ja już nie tkwię, choc taki szalony ból, gdy widzę te
          miejsca, gdzie razem z mężem, synkiem bywaliśmy i gdy myslę, że ja z kims innym
          nie umiałabym chodzić, jak on, do naszego ulubionego kościoła, miejsca różnych
          zdarzeń dot. naszej rodziny.
          Zawsze taka byłam - nie powtarzałam miejsc, słów, nazwań - wiesz, nie jestem z
          tych, które mają samych `misiaczków` - ukochany facet to którego mówię `misiu`
          i nastepny, do którego tak samo... 
          I weszłam juz w związek potem.
          Na tyle chciałam byc z tym kimś, że zwalczyłam w sobie mysli o
          przyzwyczajeniach do cech mego męża, których nowy człowiek nie posiadał. Ale
          jak okrutnie trafiłam, wie najlepiej,obecna tu nadja.
          Przez ostatnie lata byłam atakowana złem z dwu stron, od dwóch bliskich osób.
          Do tego syn - ten brak kontaktu.
          Rodzina ze strony mej matki indoktrynowana przez męża...
          I wierz mi - nie jest tak, że ja mówię : -Jestem cudowna, tylko wszyscy się na
          mnie uwzięli.
          Gdybym tak mówiła i w to wierzyła, to nie chcialabym się zabijać.
          Myslę: - Jestem do niczego, a ci na których tak mi zależy, robili mi dobro,
          robili zło i poszłam do nich po pomoc. Efekt - pokazali mi drogowskaz - 2
          napisy - życie i smierć. Dla mnie wyznaczyli ten drugi. I nie chce mi sie już
          buntować. Dobrze. Niech tak będzie. 
          Nie chce już o tym, bo to faktycznie drapanie ran, z tym, że te negatywne
          bodźce nie są czymś co bylo i minęło, ale dochodzą wciąż i wciąż nowe.
          Rozumiesz?
          Borykam się z niemysleniem o jednej, strasznej rzeczy dla mnie, a już pojawia
          się nastepna. Dziś też tak było.
          Niby bodziec często powtarzany traci na znaczeniu.
          Zatem winno się, nawet, jeżeli bolą doznawane przykrości bardzo, to, skoro jest
          ich duzo, zobojetnieć.
          A ja nic.
          A mnie to osłabialo.
          Stawałam się wrażliwsza i wrażliwsza, aż już wiem, że nie nadaje się do życia -
          kwestia osobowosci. 
          I nie ma jak żyć z powodów , nazwałabym, praktycznych.
          Nie pójdę do przytułku z tego powodu, że mój mąż mnie oszukał i wpędził mnie,
          kobietę nieźle sytuowaną, nawet bardzo dobrze, w totalną biedę.
          Niestety też, nigdy nie byłam z tych zaradnych kobiet, które wykiwane przez
          męża, robią jakies kursy, zakładają prywatny interes, radzą sobie same i na
          koniec to one są górą.
          To samo było w polityce.
          Zaradna i potrafiąca manipulować - bo w polityce to podstawa, nie ma co się
          oszukiwać, umiałam być, ale pracując z kimś i na kogoś.
          I bardzo mocno pracowałam na innych.
          Sama jestem bezradna i nieśmiała - nie umialabym stawać do jakichs wyborów,
          mówić do tłumu i w ogóle chciec być na ważnym stanowisku.
          Ale pracować w tle - tak.
          Sama dla siebie coś organizować - nie.
          Dlatego dość denerwują mnie rady typu - `otrząśnij się - ta i ta osoba po
          rozwodzie otworzyła prywatną aptekę i świetnie sobie radzi.`
          Radzi, bo jest zaradna.
          A ja nie.
          Są tacy ludzie.
          Tak jak niscy i wysocy, blondyni i bruneci...
          Byle urzędowe pismo mnie wykańcza, wpadam w panikę. 
          A nowy mężczyzna?
          Nie.
          Ja nie tylko długo kocham, ale też daję całą troskę, przyzwyczajam się nawet do
          wad.
          Każdy nowy, to obcy i trzeba chcieć go poznać, przyzwyczajac się...
          Mnie się już nie chce.. 
          To, co piszesz o żonie - to wspaniałe.
          Mnie właśnie o to chodziło.
          By tak było.
          Było, a potem mąż powiedzial, że nie może kontaktować się ze mną, choc mi to
          obiecał, bo ma inną.
          To jakaś bzdura.
          Przecież ja nie chciałam sie z nim spotykać, nie dzwoniłam i nie pisalam
          proponując mu wspólną noc.
          Ja go na swój sposób zawsze będę kochać, ale nie mogę pogodzic sie z tym, co mi
          zrobił i robić.
          Gdy przytulałam go i całowałam na powitanie, pożegnanie, to tak , jak robiłam
          to z synem.
          Żadnej erotyki - zresztą od dawna, były powody dla ktorych nie chcialam z nim
          sypiać, co mi zarzucał, ale nie chcial wsluchac się, gdy tłumaczylam czemu.
          Zatem, powtórzę - wg mnie, to bzdura - nie będzie sie ze mną kontaktowal, bo
          śpi z inną.
          Niech ma inną, ale niech mi o tym nie opowiada.
          Niech mi powie o pracy, poglądach na nowe wydarzenia polityczne, niech opowie o
          synu, Kuby małżeństwie, Koninie, zdrowiu rodziców, swoim...
          On okłamuje siebie.
          Nie chce kontaktu ze mną, bo jestem jego jednym wielkim wyrzutem sumienia.
          Wiesz...? 
          Nie będę juć chyba pisać o sobie tu.
          W zasadzie wszystko napisałam.
          Smutno mi,a przez relanium nie płaczę.
          Może szkoda.
          pozdrawiam serdecznie
          Na kiedy zaplanowałeś powrót ?
          Podjąłeś decyzję, gdzie będziesz mieszkał ?
          Jeśli to nie tajemnica - gdzie się urodziłeś, mieszkaleś, od jak dawna Cie tu
          nie ma...?
          Dobrze.
          Jeśli Twoja decyzja jest przemyślana i trzymasz tę konsekwencję w dzialaniu, by
          nie dopuścić do siebie depresyjnego potwora, to świetnie.
          Duzo szczęścia życzę.
          Wydaje się, że bardzo na nie zasługujesz.
          Z tego, co piszesz wynika, że posiadasz rzadkie dość cechy, zwłaszcza u
          mężczyzny i że potrafisz być dobry dla siebie, i dobry dla innych.
          ściskam
          a. 
           
          • iron_made Re: Nie chcieć żyć = nie walczyć cz.II 23.08.04, 13:13
            Aidko

            Jest też tak, że gdy słucham Edyty Gepert "życie kocham cię nad życie" To wiem,
            że to jest prawda. Tylko to jakieś inne życie. Wiem, że gdy staję na szczycie
            góry na którą się wspięłam, to chcę żyć, albo gdy zbiera się na burzę, albo gdy
            słucham Mozarta czy Bacha albo nawet flamenco.
            • Gość: aidka Re: Nie chcieć żyć = nie walczyć cz.II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 10:27
              A więc jest jeszcze ktoś, kto lubi też to przedburzowe podniecenie łamane przez
              trochę lęku...?
              Ja nie kocham teraz życia.
              W żadnej jego sekundzie.
              Póki nie zaczełam brac różnych leków uspokajających, które dają mi dystans do
              całości spraw, to byłam w bólu i rozpaczy, beznadziejnym poczuciu, że już
              wszystko jest za mną i musze się zabić, tylko nie mam sił, by to zorganizować,
              a chciałabym, by to się stało natychmiast.
              Teraz, gdy biore tabletki, mam ten komfort, że nie boję się, iż sie od nich
              uzależnię, bo i tak nie zamierzam żyć.
              Juz nie widze potrzeby jakiegokolwiek leczenia, chyba, że objawowego - bółu
              fizycznego, bo po co ma mi on przeszkadzać w organizacji mojego odejścia ze
              świata, którego nie lubię.
              Smiesznie to brzmi - całe życie miałam takie dziwne wypadki i wypadeczki - pare
              dni temu, gdy udało mi sie podlac ogród - to mnie jeszcze jakos niechetnie, ale
              jednak zmusza do czynu - gdy widzę, że rośliny sa biedne, cierpią, to lezę i
              podlewam. Ale zaczęłam o tych wypadeczkach -pare dni temu schyliłam sie, by
              wyrwać chwasta, który soki wysysał z dzielnych bratków /niezwykłe - ludzie się
              chwalą, że bratki im kwitną do końca czerwca, a moje wciąż - żadna tajemnica -
              jak z innymi kwiatami, obrywac więdnące systematycznie/ i wiesz, po ten chwast
              się gwałtownie nachyliłam prawie wbijając sobie w szyję babmusowy palik, który
              wkopałam w ziemię, by pomógł pewnej róży. A dziś, tez nagle się nachiliłam i
              otwartym okiem uderzyłam w sztywne igły świerku, To b. boli. Najpierw
              pomyslałam, że mogła mi się odkleić siatkówka itd. Że trzeba iść do
              okulisty...A potem zaraz mysl, a po co mi to ? Byle nie bolało i byle zbyt
              szybko nie zaniewidzieć na to oko, bo mi utrudni to, co chce robić - te listy
              pisać, głównie w zasadzie to cudze segregować i poodsylać, by nikt obcy ich nie
              czytał. No i w ogóle, gdy sie przygotowujesz do umierania rozsądnie, to oko
              jest potrzebne. I boli bardzo jednak.
              Hej, iron-made - nigdy nie nachylaj się tak szybko nad patykami do podpierania
              roslin, a jeszcze ważniejsze, nad iglakami mając otwarte oczy. Obiecaj...
              uściski
              a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 23.08.04, 17:04
      Nie opowiedzialem nikomu o genezie mojego nicka. Bierze sie z mojej pracy, to
      byl moj logon na mainframe computer. Sklada sie z liter nazwiska (Milewski -
      msk) i pierwszej i ostatniej litery imienia Antoni. Skad sie wzielo q nie wiem.
      Bardzo piekna jest ta opowiesc o Aidce i dziekuje ze moge tak Cie nazywac.
      Oczywiscie ze mozesz mowic mi po imieniu, to takie naturalne tutaj na
      zachodzie. Wlasciwie to nie istnieje slowo pan.

      W tym co piszesz jest bardzo duza determinacja smierci. Nie bardzo rozumiem
      dlaczego, co chcesz przez smierc osiagnac. Mam wrazenie ze nie masz motywacji
      do dalszego zycia i dlatego szukasz i piszesz o takim rozwiazaniu.
      Nie wiem tylko czy zdajesz sobie sprawy z tego ze Twoja smierc przede wszystkim
      uderzy w Twojego Syna.
      Wiem i Ty rowniez znasz przypadki kiedy poczucie winy potrafilo zniszczyc druga
      osobe. Twoje samobojstwo to obciazenie Twojego Syna takim poczuciem winy. On
      zawsze bedzie Sobie wyrzucal ze nie zrobil nic aby Ci pomoc.
      Ta rzecz bedzie zawsze z Nim, moze sie zamienic w depresje i wiele innych
      problemow. Z tego co piszesz wynika ze w Twoim zyciu jest wiele bliskich osob,
      dla wiekszosci Twoje odejscie to tragedia bo dla mnie ktory Cie zna pare dni to
      byloby cos czego nie moglbym zaakceptowac.
      Jestes bardzo wrazliwym czlowiekiem az do lez w oczach, z ta wrazliwoscia
      mozesz przynosic ulge wielu osobom, jestes potrzebna.

      Piszesz ze znalazlas ogloszenie ktore ktore bardzo pasuje z opisu do Twojego
      domu ktory Maz obiecal ze nie sprzeda. Nie mozna budowac Aidko podejrzenia na
      takiej podstawie, musisz najpierw sprawdzic, wiesz ze to obowiazek kazdego
      dziennikarza.
      Byc moze ze masz racje i jest tak jak myslisz ale zawsze trzeba to sprawdzic.
      Tyle razy w zyciu lapalem sie na przypuszczeniach ktore okazywaly sie falszywe.
      Postanowilem wiecej tego nie robic.
      Takie przypuszczenia dzialaja przeciwko Nam, unikam tego jak ognia.
      Meczy Cie to ze czasem ludzie potrafia zrobic wiele zla. Tak sie zdarza, zwykle
      za tym stoi brak zrozumienia.
      Czesto nie rozumiemy ze nasze dzialanie potrafi krzywdzic, rowniez potrafimy
      byc tak emocjonalni ze przestajemy widziec co jest wazne w zyciu.

      Przez bole morficzne rozumiem takie bole ktore mozna lagodzic tylko morfina.
      Wiele razy dzialalem przeciwko bolowi, czy bylo to nierozsadne, mysle ze gdybym
      sie poddal to dzisiaj bym nie chodzil. Poddanie zabiera cala nadzieje, odbiera
      chec zycia a ja chce zyc i chce sie nim cieszyc.

      Piszesz o radosci, nie umialbym zyc bez niej. Szukam jej wszedzie. Nie ma
      jednej rzeczy ktora przekreslam, wszystko jest wazne, wszystko ma sens. Byl
      czas kiedy nie widzialem sensu w niczym, niszczylem ten sens codziennie, nie
      zdawalem sobie sprawy ze w ten sposob niszcze siebie.
      Przestalem, chce aby rzeczy mnie wzruszaly, nie ma rzeczy glupich i nie ma
      ludzi glupich. Sa tylko tacy ktorzy nie rozumieja tak jak kiedys ja sam nie
      rozumialem.

      Mysle Aidko ze powinnas pojsc do tego sklepu z glina. Wiem jak bardzo wazne
      jest to lepienie dla Ciebie i ile przynosi spokoju.

      Serdeczne pozdrowienia

      Antek








      • Gość: aidka duzo napisałam,ale czyt.nieobowiązkowe wszak... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 10:26
        świta
        ładnie
        lubie wciąż, gdy ucieka ciemność
        a bedzie coraz gorzej w sprawie ciemności- jesień, zima, a ja juz na to nie
        będe patrzeć i udawać, że wiosna tuż tuż
        bo miałam taki sposób antydepresyjny - już w grudniu mówiłam, ze z górki, bo
        przecież w grudniu jest przesilenie i dzień coraz dłuższy..
        a, w cholernym, z przeproszeniem, listopadzie pocieszałam sie Bożym
        Narodzeniem, które uwielbiałam do czasu...
        od 5 lat bolą mnie świąteczne dekoracje w mieście, patrzenie na ludzi, którzy
        szaleją w sklepach, te ich choinki i lampki za oknami widoczne z ulicy
        i siedzę sama w czasie świąt
        pisałam już o tym
        ale szkoda, bo kiedyś ci mikołajowie u nas tak nie chodzili po ulicach, a
        przynajmniej nie tylu i aż takiego wariactwa nie było świątecznego, które
        kochałabym, gdyby nie to, że już nie - wariactwo oglądalo się tylko na
        amerykańskich filmach
        a teraz, gdy sama mogłabym w tym uczestniczyć, zrobić świąteczny sweter i kupic
        czapkę czerwoną z whaftowaną choinką, iść na łyżwy pod pałac kultury, to mi to
        tak...
        no boli tylko

        wiesz, co ja jeszcze lubiłam ?
        prezenty kupować dla tych, ktorych znam i często z nimi byłam, bo wcześniej czy
        później była okazja, że ktoś powiedzial, że to czy tamto mu sie podoba i
        chcialby to mieć
        a ja nawet rok pamietałam i to kupowałam
        czasem pod choinkę mialam prezent z pół roku dla kogos wcześniej kupiony i
        trudno było wytrzymac , by sie nie zdradzić co mam, ale siedzialam cicho
        ale też bałam się, żeby ta osoba sama sobie tego czegos nie kupiła
        na imieniny i inne takie też
        to nie z mojej dobroci żadnej, tylko dlatego, że tak lubiłam patrzeć, jak ktos
        się cieszy z prezentu i wyczuwałam, iż nie jest to grzecznościowa uciecha
        ale w tym roku nie bedzie już
        i dobrze

        wcale mnie już nie boli prawie
        tylko takie rzeczy przebijają się przez te tabletki, jak homofobia czy z tym w
        Koninie...
        Antku - ależ ja natychmiast 3 rzeczy zrobiłam, by sprawdzić czy o nasz dom
        chodzi
        dostałam odpowiedzi, które na 100 proc. mnie nie uspokajają
        on wszystko może zrobić
        tajnie
        i wszystko tak robi, by nie mozna było przeciwdziałać
        jeśli niby "rozwód", gdy było wszystko ustalone, jak ma przebiegać - on za mymi
        plecami i ja 3 miesiące o tym nie wiem, dowiaduję sie przypadkiem, jakobym juz
        nie miala męża
        kasa, kasa, kasa
        gdyby był ubogi, chory, jak ja, bez możliwości pomocy ze strony rodziny...
        gdyby tak było, to tak choc mozna by to tlumaczyć, chociaż ja nigdy bym nie
        pozwoliła, by nawet po prawdziwym rozwodzie, on był sam chory, zrozpaczony
        etc...
        zostawiam to, bo po co...
        w kólko tak to, bo, mówilam Ci - o tę sprawiedliwość chodzi
        powtarzam się i powtarzam, ale -
        może by mi przeszło, gdybym go oskarżyła o te wszystkie przekręty, które
        wpakowaly mnie w taką sytuację
        nie z zemsty żadnej
        dla sprawiedliwości
        ja z tym nie mogę żyć
        żadne użalanie się, jak tu niektórzy...
        choc do użalania, jak komu pomaga, każdy ma prawo
        ale fakty to są suche - mam prawo do ogromu poczucia krzywdy i tę krzywdę czuję
        każdym nerwem, ale to nie ja jego, tylko on mnie do sądu wlecze o bzdury za
        które nikt nikogo nie karze, bo nie żąda się wpakowania żony za kraty za to, że
        domaga się swych pieniędzy, które on sam obiecal i "sądy do tego niepotrzebne"
        - przekonywał
        za to akt oskarżenia, że dzwonię, bo nie płaci, a ja nie mam na lekarstwa i
        kawałek bułki, bo trzeba łykać leki z jedzeniem
        teraz to mi wisi, bo biore sobie leki, jakie jeszcze mam, byle już nie bolało
        nic

        mnie na wigilię nigdy nie pozwolił przyjechać
        na żadne święto, choc miał byc dom otwarty dla mnie
        a tamtą babę tuż przed świętami do domu, gdzie miała żadna progu nie
        przestąpić, przyprowadził
        ona się z synem, jego rodziną widziała i widuje, gdy chce
        mnie nie wolno
        sądzę, że nienormalna, to ja bym była, gdyby mnie to nie bolało jako matki
        w ub. roku syn, synowa - nawet życzeń na te wigilię
        nie telefon, kartka, ale nawet durny sms
        3 słowa
        nic

        nie kochają mnie
        więc nie jest, jak mówisz
        nikt nie będzie żałował i miał poczucie winy
        nikogo nie skrzywdzę
        przyniosę ulgę
        naprawdę
        ulgę bliskim
        nie wszystkim ulgę
        ale tym, którym ulgi nie, to coś na kształt...nie wiem, jak to nazwać
        no, że sie tego spodziewali
        że byłam na to skazana
        jednego jestem pewna - nie będzie jednej łzy
        nikt nie zapłacze
        powiedzą, że zawsze byłam przewrażliwiona
        i że może to dla mnie bylo najlepsze wyjście
        może na spadek też liczą po mnie - syn, synowa, a i mąż, bo to mu załatwi
        tyle...
        odpali nowej wiatrowskiej pałac z basenem
        mnie miał basen wybudować w ogrodzie - w domu , to nie było nas stać
        ale, bym choc latem mogła pływać
        w ogóle, nic mnie to nie boli
        już nigdy nie będę o nim pisać

        a mój synek...
        mówiłam mu, że nią nie jestem
        ja nie jestem moją matką
        kocham mojego syna i żeby nie wiem co, to - teraz to głupio brzmi, bo czasu
        wiele nie ma chyba - ale i tak - póki będę żyła, chora, nawet na czworakach,
        gdy da znać,że mnie potrzebuje - będę przy nim
        a moja matka...
        Boże, kimkolwiek jestes i czy w ogóle...
        ja o niej i do niej tylko: mamusiu, musiu, Zosiu
        sto lat temu, bo przecież na 20 parę znikła, by potem jak meteoryt przemknąć i
        na kolejne, już chyba z 6, 7, 8 - zapaść się w bezkresie wszechświata, bo
        zobaczyła, że córce jest potrzebna
        `matka` - to ja o niej mówię dopiero od jakiegos czasu
        mówilam chyba - nie to najbardziej mnie rani, co ze mnie zrobiła, ale, że
        odmówiła Ś.P. Tacie ode mnie w tym Szczecinie na grobie kwiatki i świeczkę..
        no i uciekła, gdy mogła naprawić, albo chcieć naprawić, co nawyprawiała ze mną..
        nie chciala
        a teraz jeszcze...
        teraz jeszcze po latach stu tysięcy dzwoni do kawałeczka rodziny, który
        wywalczyłam, gdy jeszcze żyć chciałam - po tym , co mąż i rodzina naopowiadali
        o mnie, by się wykreowac na niczemu niewinnych, by im nikt nie wypomniał, że
        tak pozują na damy i dżentelmenów, a są...e tam...i tak za nimi tęsknę
        a ja, chcąc żyć, gdy tylko sie dowiedziałam, ze oni nie tylko swym znajomym i
        rodzinie, ale i mojej kłamią na mój temat - staralam się całą rodzinę odzyskać
        ja nic im złego nie zrobiłam
        czemu mam nie widzieć ukochanej babci, która tak mnie kochała, tyle zrobiła
        zamiast matki...
        czemu mam siostry Ś.P. Taty nie widzieć i wujka...?
        i sobie wywalczyłam i to bylo dobre
        tego żaden lekarz nie podpowiedzial, bo to samemu trzeba chcieć
        chciałam i potrzebowalam, byc żyć
        i jak mi bylo dobrze, gdy Ś.P. Taty siostra....- i normalne stosunki
        i wujek po mnie przyjeżdża, by mnie wziąć do Szczecina, bo sama nie dojadę
        i imieniny mi zrobili - tak dawno nikt, nic...
        protea - bukiet z tego z dodatkiem innej egzotyki dostałam
        to kupiłam 2 takie same dzbany tutaj i stoi w nich protea tj. protee, bo kilka,
        ale chyba się nie odmienia
        i zrobiłam zdjęcia, wysłałam cioci, by wiedziała, że mi naprawdę w całym tym
        smutku pomogła i protea od nich i że mnie zatrzymali tam na długo i na
        sylwestra, bym sama nie była kolejny rok
        a wujek jest pasjonatem robienia drinków
        nie chodzi o drinki byle jakie do nawalenia się, jak wór
        to takie hobby jego - różne przepisy przemyslne zbiera i alkohole przemyslne no
        i , co jakis czas, realizuje jakąś nową recepturę, nalewa drinka domownikom i
        widzę, jak obserwuje reakcję pijących - czy im smakuje
        bardzo szukałam w W-wie araku
        bo on jakiś na arak ma przepis, ale araku,ani w Szczecinie, ani na promie tym
        do niemiec, gdzie szczecinianie bez paszportu mogą
        no i w w-wie też nie ma
        dziwne
        sklep z napisem `alkohole świata`, ale araku nie mieli, nie mają, mieć nie będą
        no i nie udało mi się mu zrobic niespodzianki

        a moja matka, słyszy, że jestem tu sama, nie próbuje dowiedzieć się od cioci
        adresu, telefonu, chcieć pomóc i skorzystac z możliwości naprawienia zła
        nie
        opowiada mojej cioci - no tej ze szczecina,którą chce poprosić, by zdecydowała
        czy trumna ma byc otwarta czy nie, opowiada to, co slyszała od rodziny w
        kołobrzegu, ktorej mąż i jego rodzina z kolei powiedzieli...w skrócie, że ja
        jestem nikt
        Jez
        • Gość: aidka duzo napisałam.....cz.2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 10:37

          Jezu..- może nie Synu Bozy, może tylko Ty Człowieku - jeden z nas, ale z Dobrem
          w środku takim, że oby więcej, oby więcej, oby...co wiem - nie jest możliwe, bo
          my wszyscy niedobrzy jesteśmy
          choć niektórzy jakby lepsi...
          a może mi się zdaje 
          taka matka...
          a jednak czekałam, ze zadzwoni do mnie...
          czekałam...
          ja głupia do końca 
          i jeszcze z tym odejściem lata -
          we wrzesniu, gdy ktos mówił o jesieni, prostowałam, że nie, bo dopiero
          kalendarzowa 22-go czy 21-go ? - nie wiem, myli mi się
          wkurzało mnie przyspieszanie jesieni
          nawet słowne
          wolałam udawać, że jest jak najbardziej lato w pełni 
          oko mnie boli bardzo od tego dźgnięcia sie w choinkę w ogródku
          nawet sie uśmiechnęłam w duszy do siebie - bo na zewnątrz usta mi sie w ogóle
          przestały unosic do góry - wiesz ? - dopiero teraz o tym pomyslałam z tymi
          ustami...
          , bo jak już napisałam iron-made, ja bliskim, których kiedys miałam, znana
          byłam z tego, że wpadam w tarapaty i ciągle sie uszkadzam w dość niezwykłe
          sposoby, co rzadko spotyka innych ludzi..
          np. kiedyś myłam szklany dzbanek do parzenia herbaty i opuszek palca tak
          wcisnęłam w myte szklo, że pękłoi go odcięłam
          opuszek
          nie szkło
          /dygresja - już naprawdę co to się wyprawia - właśnie w radiu powiedzieli, że
          warszawski dziennikarz jest aresztowany jako podejrzany o pedofilię z
          wykorzystaniem córeczek konkubiny....4 i 2 lata....jeśli nie mogą sie tacy
          opanować, to naprawdę, ja bym im amputowała stosowne części ciała.../ 
          no i dzbankiem do herbaty odcięłam, ale sobie nie pedofilowi
          malutki kawałeczek, ale krew się lała bardzo i dziura była w palcu
          pobiegliśmy na drugą strone ulicy z mężem, bo tam mieszka i ma gabinet brat męża
          chirurg szczękowy i stomatolog
          uważam, że najlepszy w mieście
          kiedys mi szył rękę, jak te żyły chciałam przeciąć
          tzn. ja już wiedziałam, że nie dam rady ich przeciąć, bo poprzednim razem sie
          nie udało
          poszłam spać niby do łóżka, zgasilam światło, ale mąż, który wtedy nigdy nie
          wchodził do pokoju, gdzie spałam, przyszedł powiedzieć mi dobranoc
          miałam rękę schowaną pod kołdrą i prosiłam, by nie zapalał światła
          ale o łóżko się oparl i ręką to lepkie poczuł
          światło zapalił i wyszło szydło z worka
          zobaczyl krew i do szpitala mnie zabrał
          w szpitalu to zszyli i tyle bylo z tego wszystkiego
          no i tym drugim razem też na nic
          ale rękę trzeba było zszyć
          i po drugiej stronie ulicy wlaśnie ten brat męża mi zszył
          i jak ten opuszek palca - tego na ktorym nosi się obrączkę, obcięłam to też do
          Z. - szwagra prędko...
          ale powiedział, że za duzo obcięte i jakby zszywal sam, to by musiał łapać po
          bokach, skórę naciągać, potem by było widać i czułabym to wciąż
          więc zabrał mnie do szpitala, bo tam też pełno miał kolegów lekarzy
          nigdy nie mówił, ale pewno mu wielu wiele zawdzięczało
          był wtedy jeszcze oddział chirurgii szczękowej
          Z. tam był ordynatorem
          na pewno niejednemu lekarzowi i jego krewnym i znajomym królika, b. pomógł
          więc byli zobowiązani
          i poprosił chirurga, który mial dyżur, by zobaczył jak się naprawia osoby,
          które odrzynają sobie kawałki palców dzbankami do parzenia herbaty poprzez
          usiłowanie wciśnięcia palca w szkło
          i wiecie co? - to po dzis dla mnie niezwykłe
          bo ja wiele rzeczy potrafię bardzo drobnych, precyzyjnych zrobić
          /za chwilę może i nie, jesli się siatkówka odklei w oku - palce zwinne nie
          starczą - potrzebny dobry wzrok, by robic cos b. małego/
          a ten chirurg mnie 100 razy przewyższył - on mi z ręki /między dłonią, a
          łokciem to tez przedramię się nazywa?/ pobrał kawałeczek skóry wielkości 1/4
          pestki czereśni czy tabletki relanium i przyszył do tego palca..
          nic nie widać
          tj. tylko ja to umiem dostrzec w dobrym świetle
          ale ja materiału bym nie przyszyla z taką precyzją, a on tę skórę położył na
          ubytek w palcu i naokoło obszył...
          czy to nie dziwy wielkie..?
          brat męża mi pomagał w różnych perypetiach...
          choć nie sądzę, by mnie lubił
          a mimo to, już po niby `rozwodzie,
          wiedząc jakiego mam fisia na punkcie zębów - tj., by czasem zębów nie tracić,
          pomógł mi lecząc kanałowo, żmudnie ząb, który kto inny by wyrywac chciał od razu
          i wyleczył
          kilka razy dzięki temu mogłam bez sprzeciwów męża do domu przyjechać, bo skoro
          jego brat mi wizyty wyznaczał, to musiałam być - prawda?
          napisalam potem do niego, że zachował się jak Człowiek przez duże C i takiż
          Lekarz i nigdy mu tego nie zapomnę
          i nie zapomnę
          nie szkodzi, że mnie nie lubi
          w sumie miałam szczęście
          bo przyjechałam do konina, żaden ząb mnie nie bolał
          aż tu raptem bół i ogromna opuchlizna
          gdyby to się stało w w-wie, to sam zbyszek mówił - nikomu by sie nie chciało
          babrać - wyrwałby i już
          a ja zbychowi nie mówilam, ale ma intuicje psychologa, bo powiedzial najpierw,
          że przyrzeka mi, że nawet, gdyby rtg pokazal, że ząb jest do niczego, to ja ani
          dnia nie będę bez zęba, bo mi wstawi i jeszcze mnie pocieszal, że on tez ma
          wstawione coś
          no to sie uspokoiłam, choć ja nic nie mam w buzi sztucznego i już niech sobie
          tak umrę bez wstawionego zęba 
          wybacz, że prezentuje się jako osoba, która ma w nosie końca zdań, kropki,
          wielkie litery, choc wielką porządnicką jestem ,bylam, gdy chodzi o pisanie
          usilowalam 2 dni temu odwrócić jednak dzień z nocą - nie spałam całą noc 2 dni
          temu i cały dzień, i wyszłam kupić glinę
          byłam tak zmęczona i faktycznie, bez tego snu tyle -  jak pijana czy chora z
          gorączką
          bałam się i szłam tak, jak wyobrażam sobie, isc mogła w czasie wojny po
          godzinie policyjnej kobieta z konspiry z plecakiem granatów
          ale doszłam do przystanku, dojechałam i umordowało mnie tak napięcie i hałas,
          ludzie obcy, że capnęłam za , o klejach zapomniałam, wróciłam i byłam wykończona
          no i po całej nocy bez sekundy snu, dniu niezwykłym, bo jednak wyszłam z tego
          lokalu /tak mówię na tę chatę, bo mieszk. w bloku i to w takiej sytuacji..- ani
          to mieszkanie,a już na pewno nie dom - lokal to sypialny/
          a nie za duzo na sen
          jakoś zasnęłam, choc się budziłam często
          ale nie bałam się ciemności
          był znajomy
          znajomy - nie żaden tam jakis..., bo nie jestem, mówilam już, zainteresowana i
          mnie TE rzeczy obchodzą
          w takim stanie, to nawet niemożliwe by obchodziły
          no ale był, bo ma cykora, że kitę odwalę
          nic mu już o tym nie mówię
          o planach mych na przyszlość
          a on tam nie pozna, bo na tabletkach i troche udając, to myśli, że już jest mi
          lepiej 
          ale decyzja zapadła
          i tak
          jest tak, jak mówisz
          nigdy nie umiałam żyć dla siebie
          dla kogoś musiałam
          taki facet, za którego powinnam była wyjśc, gdy miałam 27 czy 28 lat, mówił
          wciąż, ze jestem stworzona, by kochac i być kochaną
          żonaty był
          ja męża miałam już tyle lat...
          syna
          potem on się rozwiódł
          tamten facet
          chciał ze mną być
          aż w końcu się drugi raz ożenił, wygral w totolotka ponad 6 mln starych zł i już
          ale narozrabial mi w życiu i wiele b. złych rzeczy przyczajonych od dziecka,
          wybuchło
          mówię, że jednak chyba z nim powinnam była być, bo rozmawiał ze mną i jako mąż
          też by rozmawiał
          tak sądzę
          sama to ja bym nie była wciąż
          jak z k.
          niby w domu był, a nie było go
          a tamten człowiek
          umiał rozmawiać
          my pracowaliśmy w tym samym miejscu
          mielismy prawie na wszystko odmienne zdanie
          rozmowy bywały emocjonalne, ale nikt nikogo nigdy nie obraził
          było wesoło w czasie takiej rozmowy i pobudzały te gadki intelektualnie, bo
          trzeba było wciąż szukać logicznych kontrargumentów
          no dobrze
          przyznam się
          to komunista był zatwardziały
          i tu była główna różnica zdań
          choć `różnica zdań`, to za słabo powiedziane
          bardzo lubiłam z nim gadać 
          a z tym znajomym 2 dni temu,gdy odkręcałam dzień z nocą, spałam w jednym
          pokoju,i jeszcze z jedną z kociczek, więc można było zgasić światło i sie nie
          bałam, jak mówiłeś - po prostu sie połozyć, zamknąć oczy
          odpoczywałam, choć sen nie był taki mocny bardzo, ale w sumie ok., bo czułam
          się bezpiecznie
          no i rano ta terapia dla kociczki jednej antylękowa
          ale okolo 10-11-tej, Antku, znów tak zasnęłam mocno, bez żadnych prochów, że
          obudziłam się o 18-tej dopiero
          zła był
          • Gość: aidka Re: duzo napisałam.....cz.3 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 10:49
            no i rano ta terapia dla kociczki jednej antylękowa
            ale okolo 10-11-tej, Antku, znów tak zasnęłam mocno, bez żadnych prochów, że
            obudziłam się o 18-tej dopiero
            zła byłam, bo całe odkręcanie snu na nic
            jednak to, o czym Ci pisałam, ze wyczytałam, iż organizm wyrównuje sobie
            zaległości w spaniu, to prawda
            nawet dawne zaległości
            czyli zaległe zaległości
            albo zalegające zaległości tez rzec mozna
            no ale
            nie udało się
            no znów całą noc nie śpię
            teraz to już całkiem rano sie zrobilo - 8.02 - wyszło Słoneczko `śliczne oko,
            dnia oko pięknego` 
            e tam...
            jeszcze wzięłam sporą dawkę tego przeciwbólowego z opium
            co ja się mam męczyć z czymkolwiek teraz i mysleć o konsekwencjach, skoro ich
            nie bedzie, bo nie zdążą nadejść
            wykiwam je
            bóle morficzne - to Twoje określenie czy fachowe ?
            ja nawet nie wiedziałam, że opiaty, to to, co czasem ostatnio łykałam
            a jak się dowiedziałam, to mi sie myliło i mówiłam na to opiumaty 
            piszesz o mym synku
            urodzonym w moim znaku zodiaku o godz. 17.35 w niedzielę, jak ja
            mój syn mnie nie kocha
            nie mam mu tego za złe
            choc jasne, że bardzo boli
            no...nie w tym momencie po lekach
            ale ile ja się starałam...
            a synowa...
            byłyśmy przyjaciółkami
            sądziłam tak
            ale oni oboje są z małym tam, w Koninie
            mieszkają w domu zapisanym na męża
            są zależni finansowo od niego
            po co im kontakt ze mną - wciąż chorą, smutną, czasem wybuchającą emocjami,
            płaczem, gdy mi sie już gorycz i ból nie mieściła w ciele
            obiecywałam sobie, że będę przy nich w masce kukułki-wesółki
            ale już było mi tak bardzo źle - mąż był taki niedobry
            poniżał mnie przy nich
            wtedy, gdy zwyzywał od szmat, ścier i wyganiał z domu, to dlatego, że
            powiedzialam, że chcę zostawić bagaż w Koninie, pojechać do Ś.P. Taty do
            Szczecina, bo sto lat nie byłam, a potem wrócę po bagaż
            za to dokładnie mnie oplwał pogardą
            najgorsze, że przy nich
            przy synowej
            to było wtedy co ten jeden, jedniutki raz przeprosił
            ale to był już ten czas, gdy miał inne kobiety - może już tę, co to z nią do
            usc się wybrał
            zanim z kobietami nie zaczął
            było lepiej 
            a dla syna i synowej, to ja byłam...
            włażąca im w .....bez.....
            zabiegająca o miłość, jak wierny pies o swego pana, jego dłoń pieszczącą
            ale to jasne i zrozumiałe
            ja nie mam im za złe
            może Oli trochę
            oni są młodzi
            nie mają kasy
            po co im się ze mną zadawać
            lepiej im za granicę jechać na wakacje przez ojca fundowane z
            całą rodziną,z teściami, którzy byli moimi rodzicami, z moim mężem i nową matką
            mojego synka oraz nowym jego bratem i siostrą
            a macocha na dodatek starsza od syna,synowej pewno z 10 lat/nie wiem , ile tam
            ona ma dokładnie /, a nie, jak ja o 20
            byłam z dzieciakami w stosunkach koleżeńskich
            z Olą na `ty`,
            bo ja byłam luzaczką
            tzn. nieśmiała, ale to w innych sytuacjach
            czulam się młodo i nie miałam problemu z dogadaniem się z bardzo mlodymi i
            bardzo starymi ludźmi 
            no a teraz
            tamta wesoła
            ja smutna
            tamta z kasą swoją i mego męża
            ja z kawałkiem Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w głowie : ` umarli wychodzą z
            ziemi gromadą bratków, bratki są barwne i nieme, niepomne strasznych wypadków,
            życiu i śmierci obce, żywią się rosą poranną - bratek, który był chłopcem,
            bratek, który był panną....`
            to po co im ja... 
            rano wcześnie zrobiłam terapię antylękową kociczce, którą druga napada, bo jej
            raptem w tej małej główce odwalilo - chcę je jakos pogodzić, by było między
            nimi,jak jeszcze niedawno - pójdą w inne ręce, niech będą w zgodzie, bo i tak
            stresu dość - zmiana lokalu i ludzie inni...
            dziwnie się czuję po tych tabletkach i niespaniu
            i już zaraz 10.00
            ja to wykorzystam te opiaty, bo się nie tak bardzo boję wyjść, a z tą starszą
            kociczką - tą napadaną, musze isć do weta, by dostała hormony. 
            ty wszystko wiesz
            ja też to wiem czemu trwam w swym postanowieniu
            to prawda - nie mam motywacji
            nie mam prawie do czegokolwiek
            z tej gliny znów robię
            bo to też słusznie zauważasz
            potrzebuję tego
            jak tabletki
            jak pisanie
            mi to zmniejsza ten smutek
            choć, gdy ja już całkiem się zdecydowałam,
            to ten smutek się jakby sam troszkę zmniejszył
            może dlatego, że zaakceptowałam fakt, że nie mam innego wyjścia
            bardzo walczylam
            wysyłałam listy, maile, pisma do urzędów
            nawet ze śiadkami jehowy gadałam
            ale nie umiem, jak niektorzy uczepić się swej wiary
            albo zmienić ją na inną i tej się uczepić... 
            to ciekawe, że u Ciebie już popołudnie
            dziwne
            jakiś czas temu miałam kontakt z ludźmi ze stanów i akurat 6-8 godzin do tyłu
            byli w porównaniu z tutejszym czasem
            olimpiadę oglądasz założę się
            widziałeś, jak ta Polka w skoku o tyczce medal zdobyła?
            chyba nie - na żywo, to za późno było w australii
            podobało mi się, że była taka pogodna
            przy tych spiętych rosjankach...
            ja jestem pesymistką, i taką smutną osobą, ale lubie patrzeć na optymistów i
            ludzi, ktorzy nie wyolbrzymiają zagrożeń i porażek
            jest gdzieś o tym we wcześniejszych Twych postach jak do tego wegeterianizmu
            udało Ci się dojść i dlaczego tak chciałeś, i czy Cie nie kusi?
            ja najbardziej biegi lubię oglądać - w ogóle lekkoatletykę
            niezla kiedyś byłam w tym w paru konkurencjach
            nie napisaleś kiedy planujesz powrót, czym będziesz sie tu zajmował, gdzie
            zamieszkasz...?
            ale nie, nie
            nie jestem wścibska, tym bardziej, że podałes swe nazwisko, możesz nie mieć
            ochoty tu podawać szczegóły jakieś inne ponad to, co sam piszesz...
            bo o Twej depresji, to ja wciąż niewiele wiem
            to dziwne
            zaczęłam tu pisać dla pisania
            pomagalo trochę jak z tej gliny prace
            ale pierwszy Twój tekst odnośnie mojej wypowiedzi przebiegłam tylko wzrokiem
            teraz już czytam parę razy co Ty piszesz
            czytam też, co inni, ale w tym wątku tylko
            bo mam jeszcze przyjaciółkę
            też ma problemy różne
            ją też czytam, słucham
            nawet teraz
            to dobrze, że mogę i że interesuje mnie, co piszesz
            po 18-tej, gdybym nie zasnęła i gdy tańszy będzie internet, poszukam w
            wyszukiwarce co opowiadałeś o swej depresji... 
            myślę o czymś na Twój temat dotyczącym Twej choroby...
            wydaje mi się, że wiem wszystko
            i to, że doszedłeś do punktu, gdzie starasz się, a moze nie musisz już nawet
            się starać, tylko , jak piszesz, robisz to - się wszystkim,czym można, we
            wszystkim dostrzegasz sens. 
            a za aidkę, to ja dziękuję
            podoba mi się
            a na Ciebie jak mówią potomkowie więźniów w australii?
            rodowici australijczycy mówią Tony ?
            jesteś brunetem jak Antonio Banderas?
            z dwudniowym zarostem?
            nie
            nawet nie zaczęłam sobie jeszcze móc wyobrażac jak wyglądają moi tu rozmówcy
            co , rzecz jasna, ma małe znaczenie
            a teraz żadne
            w ogóle chyba żadne
            to spróbuję się doprowadzić do ładu
            ubrać
            chłodno podobno dziś
            ubiorę się
            wezmę tę drobinkę na zastrzyk hormonalny
            najlepiej szybko - nie mysleć o tym wychodzeniu, tylko prędko wyjść i z
            powrotem wrócić mając to z głowy 
            ma mnie zabrać moja przyjaciółka do mojej Dr
            ale już po nic ja chyba pójdę
            pokazać , co robiłam z tych plastycznych rzeczy, jak Dr prosiła i cos
            najładniejszego jej dać
            może w piątek się uda 
            już nie będę o Krzysztofie pisać
            nie będę
            wiatr za oknem widzę jak liście i kwiaty moje tarmosi
            chyba faktycznie chłodno
            to idę
            boję się wyjść
            ściskam
            a. 
             
            ja chyba wiem wiele o Tobie
             
             
        • nadja Re: duzo napisałam,ale czyt.nieobowiązkowe wszak. 25.08.04, 10:39

          Olu,
          ja bym zalowala...i ja bym plakala.

          identyczne jestesmy niemalze.


          a dzis.
          mam juz dosc.
          to jakis koszmar.
          ojciec obiecuje pomoc.ja nie wierze.
          ukochanemu napisalam,bo nie bylo go na noc,
          ze nie mam grosza na cos do jedzenia.
          nie zainteresowal sie.
          spotyka sie z ojcem swoim.
          poskarzyc sie na pewno.
          ja juz nie mam sil walczyc...
          jestem taka mloda a wydaje mi sie,jakbym
          miala cale zycie za soba.
          zal.
          zal.
          zal.

          nie chce juz.
          a kocham.
          i co zrobic...
          boje sie.
          wszystkiego sie boje.

          tak bym chciala isc do lekarza, wziac dwie wizyty pod rzad,
          bo tego nazbieralo sie tyle, ze w 30min nie zdaze...
          Olu, w mojej glowie pomieszalo sie wszystko.
          Absolutnie wszystko.
          kiedys sadizlam, ze rozwod rodzicow to nic, pestka,
          tak musialo byc.
          teraz (zamiast wtedy!!!) odczuwam, ze jestem osoba z rozbitej,
          nieszczesliwej rodziny. ze nikt sie mna nie interesuje.
          ze jestem tak bardzo sama, sama, sama...
          ze mama jest chora, tak bardzo chora.
          wczoraj w pociagu widzialam matke i corke, ktore dziadkowie
          odprowadzali do przedzialu...i ci dziadkowie te wnuczke
          i corke tulili i mowili im, ze je kochaja...i to bylo widac
          w kazdym ruchu...a mnie nikt nie kocha, nikt nie mowi, ze mnie
          kocha... ona z ta matka...chyba tak jak kiedys ja z moja wygladalam...
          ale teraz nie mam szans... nigdy juz nie bedzie jak bylo.
          Olu, jestem sama. sama. ludzie porozmawiaja, ale...co by sie stalo
          gdyby mnie wiesz kto oszukal...nie mialabym nawet gdzie mieszkac.
          pod mostem poniatowskiego chyba. z kolei drugi pan mojego zycia
          teraz pieniedzmi mnie szantazuje. nie miloscia. nie uczuciem.
          ze zle mi bedzie bez niego, ze bede tesknila...nie...ze kasy nie bede
          miala. wiem, ze musze sobie poradzic. przypominaja mi sie historie
          super kobiet, ktore odbily sie od dna. a ja nie wiem czy dam rade.
          chcialabym.chocby po to, zeby paru osobom pokazac, ze potrafie.
          ale nie wiem czy sie uda.
          w kazdym razie chlodu i ignorancji juz nie dam rady znosic.
          to za wiele.

          n
          • Gość: aidka Re: duzo napisałam,ale czyt.nieobowiązkowe wszak. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.04, 11:14
            n....
            dzięki, ze tak szybko tu jesteś
            pisz
            jak złapiesz siłę i chęć opisz więcej co tam sie działo
            czy Ty mówiłaś ojcu o swych uczuciach?
            o tym, jak możesz się czuć w tak niepewnej sytuacji i że to słonia zaczęłoby
            rozwalać, a co dopiero człowieka i skórze, jak Twoja, delikatnej
            ja nie wiem czy on w ogóle nadaje się do rozmów asertywnych - gdzie mówisz o
            SWYCH uczuciach, gdy pojawiają się czyjeś zachowania, a nie oceniasz te osoby
            czy walisz epitety...
            ja nie pojmuję jak ojciec może tak wobec córki
            ja z Moim nie miałam kontaktu, bo i sam nie umiał, ale przede wszystkim matka
            mnie szczuła na niego
            byliśmy lata sobie obcy, ale nie wrodzy
            nigdy Go o nic nie prosiłam, ale dałby, gdybym prosiła
            byl rozwalony kompletnie, gdy matka poszła w cholerę, ale miesiąc w miesiąc,
            pokonując nieleczoną depresję, zmieniając często pracę przysyłał mi na studia
            pieniądze, do tego mialam stypendium, nigdy mi nic nie brakowalo..
            wierzę, że gdyby nie tak wcześnie odszedł, byłoby mi łatwiej
            On nie obraziłby się na Wiatrowskich, ale też nie wierzył w ich opowieści
            bezkrytycznie - zapytałby mnie i na pewno pomógł z prawnikami itd. odzyskać
            moje pieniądze, odszkodowanie, pieniądze za mieszkanie w Szczecinie
            moze tylko chce w to wierzyć
            może by tak nie było
            albo może chcialby pomóc, ale rady nie dał
            ale to, że Twój trzyma Cię w tej niepewności - powiedz mu, do czego to u Ciebie
            doprowadza, ze cale leczenie na nic będzie..
            mnie tak żal tego Twego fajnego wyjścia z kryzysu wiosną...
            no tak ładnie naprawdę i sama, i nasza doktor Cię poprowadziła lekami...
            żal
            spróbuję teraz pojść do weta z kotką na zastrzyk i nie wiem, jak będzie - padnę
            z niespania czy nie
            ale , jeśli Ty bedziesz mogła, opisz jaka sytuacja jest z tym domem, co to za
            kawalerka po Babci, co to za mieszkanie P. i jak on by to chcial widzieć...
            napisz co się działo na wakacjach
            pojęcie mam
            ale opisz to, czego nie zmieściłaś w sms-ach

            widzisz - sprawdza się to, co ostatnie badania mówią - terapia, wbrew
            wieloletnim gadkom, nie zmieni człowieka, ktorego w dzieciństwie załatwiono
            odmownie
            po prostu jest skaleczony dozywotnio
            ja na kochające się rodziny tak, jak Ty patrzę
            a córkom kochanym i takim na ktore rodzice dmuchali, zazdrościłam do granicy
            nienawiści do nich

            gdyby sytuacja wokół Ciebie była inna, to rany z wczesnej bardzo młodości, nie
            otwierałyby się
            terapia je łagodzi, ale nie zlikwiduje
            dobrze, że jesteś
            pomogłas mi sms-ami
            tym, że miałam wieści o Tobie, choć były fatalne
            szkoda, bo to powinien dla Ciebie być odpoczynek od tego wszystkiego...
            pisz
            lecę z kotem
            już mi się od mysli o tym gotuje w środku jak przed klasówką..
            a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 25.08.04, 18:03
      Dobrze ze napisalas, czekam na Twoje listy. Jesli chodzi o spanie to nie ma
      znaczenia czy spisz w dzien czy w nocy, najwazniejsze ze spisz a to jest bardzo
      potrzebne.
      Niepokoi mnie ze nie jesz, musisz jesc, trzeba kupic mleko, nie jest drogie.
      Nie wiem czy lubisz platki owsiane? Ja lubie tak jak pisalem w poprzednim
      liscie. Warto kupic troche bananow, maja one wszystkie potrzebne witaminy a
      takze duze wartosci odzywcze. Czytalem ze mozna zyc jedzac tylko banany.

      To ze poszlas kupic gline to wielkie zwyciestwo, rozumiem jak sie czulas.
      Powoli bedziesz odnosila wiecej i wiecej takich zwyciestw az wychodzenie na
      powietrze stanie sie przyjemnoscia i radoscia. Dojdziesz do tego, wierze w to.
      Jesli chodzi o pogode to mi nie przeszkadza ani brzydka ani piekna pogoda.
      Czesto ide biegac kiedy pada, albo kiedy jest goraco lub zimno. Nauczylem sie
      patrzec na wszystko z radoscia. Zima ma rowniez swoj urok tak samo jak jesien.
      To ze dzien jest krotki to mi nie przeszkadza, zreszta zima w Australi ma
      rowniez krotki dzien. Slonce zachodzi w najkrotszym dniu o 4:30 po poludniu.
      Tutaj w czasie zimy wiele drzew zachowuje liscie, bez lisci sa drzewa
      pochodzenia europejskiego. W miescie jest ich duzo ale w lasach tutejszych jest
      zilono caly rok.

      Wiem ze bardzo cierpisz wracajac do tego co bylo w przeszlosci. Piszesz ze
      wracasz dlatego ze szukasz sprawiedliwosci ze to nie z zemsty.
      Problem jest taki ze nie wazne jakie sa motywy dla ktorych wracasz do tych
      starych spraw, do tego nie mozna wracac bo kazdy powrot jest dzialaniem
      przeciwko Tobie. Nie jest wazna sprawiedliwosc, Ty jestes wazna i Twoje
      cierpienie. Od cierpienia trzeba uciekac. Ono nie przynosi niczego tylko bol i
      zniechecenie. Te przekrety, to cale zlo to nie Ty. Ty nie zrobilas nic zlego i
      to jest wazne. Zlo nie lezy na Twoim sumieniu. Cokolwiek sie stalo w
      przeszlosci trzeba zakopac i zapomiec. Nie mozna codziennie rozdrapywac rany bo
      kazdego dnia boli wiecej.

      Piszesz ze nikt Cie nie kocha, mysle ze tak zle nie jest. Wiem ze twoj Syn Cie
      kocha, jest wiele osob w Twojej Rodzinie dla ktorych jestes wazna. Wiem ze moj
      Syn mnie kocha choc nie mam wielkiego kontaktu z Nim. Zyje Swoje zycie, jest
      pelen radosci i to jest dla mnie najwazniejsze. Od czasu do czasu dzwonie aby
      uslyszec Jego smiech, kiedy jest (radosc) to wiem ze wszystko jest dobrze. To
      samo z moja Corka. Wiem jednak ze gdybym kiedys sie zabil to moja smierc
      zawalilaby zycie moich Dzieci. Wiem ze czulyby sie jej winne ze byly daleko
      kiedy je potrzebowalem. Wiem ze nie mogly mi pomoc bo pomoc sobie moglem tylko
      ja sam ale One mialyby wyrzuty sumienia.

      Nie widzialem tego skoku Polki, widzialem skok Rosjanki bo tylko te pokazywali.
      Tutejsza telewizja pokazuje olimpide na jednym z kanalow na okraglo tzn gdzies
      22 godziny na dobe. Ja nie mam jednak tyle czasu, tak jak Ci pisalem pracuje
      przecietnie 11 godzin na dobe. Nie jestem jednak zmeczony. Od czasu do czasu
      przychodzi zmeczenie ale wtedy robie 70 pompek i znika. To moj rodzaj kawy,
      bardzo efektywny bo pobudza krazenie lepiej niz kawa a nie ma zadnych ubocznych
      efektow, moze tylko taki ze mam muskuly.
      Pytasz gdzie bym mieszkal kiedy wroce. Mam w Warszawie mieszkanie, kupilem je
      kiedys dla mojej Matki. Co bym robil tutaj, mysle ze jest wiele rzeczy ktore
      chcialbym robic. To sie samo wyklaruje.

      Napisalas o Bozym Narodzeniu, ja zawdzieczam jemu bardzo wiele. Kiedy wrocilem
      z Polski (bylem w Polsce przez rok) dwa lata temu, bylem przybity. Z tygodnia
      na tydzien wszystko tracilo sens. Przestalem biegac, cwiczyc. Od czasu do czasu
      probowalem robic moj bieg, ale moja wiara byla coraz slabsza. Moja motywacja
      zycia stawala sie czarna taki smiertelny calun.
      Wtedy nadchodzilo Boze Narodzenie, chcialem kupic prezenty moim Dzieciom i
      mojej Zonie. Znalazlem prace aby zrobic te prezenty i kupilem je.
      Wtedy zdecydowalem sie ze wyniose sie z mojego domu, bo nie chcialem aby moje
      Dzieci widzialy moj upadek a upadek byl na wyciagniecie reki. Potem byl rozwod
      a ja zaczalem pic. Katastrofa byla blisko, zreszta pare razy probowalem sie
      zabic ale ciagle byla duza opozycja we mnie na takie rozwiazanie. Tylko jedna
      wspaniala Dusza ciagle byla ze mna, Ona ciagle wierzyla we mnie. Zawdzieczm Jej
      wszystko.
      Jednego dnia zrozumialem ze wszystko co zdawalo sie byc niemozliwe jest mozliwe
      tylko ze musze w to uwierzyc. Wtedy zaczalem wychodzic z depresji. Nic nie
      moglo tego zatrzymac, ani bol ani zmeczenie ani zle samopoczucie. Kazdego dnia
      wychodzilem biegac choc plakalem z bolu, na strach odpowiadalem miloscia,
      smutek zamienialem na radosc a na przspieszone bicie serca szybszym biegiem itp.
      To pare slow o depresji ktora kiedys byla bardzo blisko mnie. Trzymaj sie
      Aidko, i pisz, jestes bardzo wazna.
      Serdeczne pozdrowienia.





      • Gość: aidka zapijanie depresji IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.04, 05:33
        Próbowałam alkohol + tabletki
        smutek na chwile uciszał sie nieco i czaił
        potem
        jak walił we mnie, to tak,jakbym z zefirka zrobiła trąbę powietrzna z dodatkiem
        huraganu
        beznadzieja

        mnie się nie chce jeść
        ale to nie jest problem
        po co mam jeść
        musiałabym wyłazic do sklepu, gdybym odczuwała głód
        a po co mi to

        wiesz, Antku,
        ja to bym chciała teraz leżeć na jakims piasku złotym
        cieplutko i żadnych ludzi
        lecz też pewnośc, że mimo pustkowia
        brak na wydmach ekshibicjonisty, który z przyczajki wywali
        sprawę na wierzch bez osłonek
        więc może ja z suczką miłą, która w koninie została
        leżymy sobie
        koty w dobrych rękach
        gdzies tam, gdzie by nie tęskniły, a było im sto razy weselej, niż ze mną
        chata tu sprzedana cholerna
        wszystko załatwione, co trzeba
        a ja tak leżę i skrobie palcami w piasku
        taki dołek robię docierając do zimniejszej powierzchni
        tylko 3, może 4 centymetry
        i leżę na brzuchu z policzkiem na bok
        wtedy ucho przyleg do podłoża i się słyszy to skrobanie własne palcami
        tuz obok
        zawsze tak robiłam - takie to miłe
        albo w palcach przesypywanie ciepłego piasku
        najładniejszego na świecie - w Polsce
        ale to mogłoby być st. tropez też
        i podchodzi ktoś miły
        gładzi mnie
        daisy merda ogonem, bo uwielbia tego kogos
        może to anioł czy ktos w tym rodzaju
        zupełnie nie chce mi się wstawać
        więc
        tylko bierze moją rękę
        przekręca tak, by dac mi zastrzyk
        mam takie żyły, że ich nie mam
        więc to musi byc anioł
        inaczej musiałby kłuc i kłuć
        jak każda pielęgniarka
        sto razy , nim sie uda
        albo jak ten lekarz
        pelno nakłuć na całej ręce i dłoni
        jednej i drugiej
        to samo stopy
        i nic
        spocił się
        i nic
        nie moglam miec podanych leków
        więc to jest anioł
        za pierwszym razem udaje mu sie podac mi dożylnie mily środek
        po którym jestem sennna, jak przy narkozie
        ale zasypianie trwa odrobine wolniej
        bo chce jeszcze raz usłyszeć szelest piasku, ktory przesypuję
        szum morza
        położyć rękę na tym wielkim, kochanym łbie mojej dobrej psiny
        moze spojrzeć w słońce, a nawet dobre oczy anioła
        nie wiem czy chce tego ostatniego
        ostatnie spojrzenie, to jednak na morze
        i zasnąć
        ale wiedzieć, że anioł zabierze moją daisy
        i przyjdą tam tez, gdzie nic nie boli
        bo ona ma tyle lat
        kości ją bolą
        więc ją zabierze i ona bedzie miała dobrze
        i ja też
        bede spała zawsze sobie
        tak bym chciała
        nic wiecej już
        nie mam siły
        naprawdę
        bardzo Ci dziękuję za dobre słowo
        pięknie się trzymasz
        i pięknie żyjesz
        oby tak dalej - prawda ?
        bądź zdrów
        a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 28.08.04, 07:16
      Dziekuje Aidko za list, zawsze czekam na wiadomosc od Ciebie. Alkohol jest zlym
      sprzymierzencem, tez kiedys probowalem. Nie przynosi ulgi, ale swmutek mozna
      pokonac bez niego.
      Piszesz ze nie chce Ci sie jesc, wiem ze czasem poczucie glodu odchodzi, mialem
      wiele dziwnych dni. Raz zdarzalo sie ze zaraz po jedzeniu bylem glodny a innym
      razem moglbym nie jesc calymi dniami.
      Pozostawal tylko zdrowy rozsadek. Wiem ze musze jesc tak samo jak to ze musze
      wychodzic a takze zyc. Trzeba zyc Aidko, trzeba wierzyc ze wyjdziesz z
      depresji, mozesz to zrobic.
      To nie przyjdzie latwo ale trzeba walczyc az sie wygra. Kiedys gdy juz ja
      pokonasz pojedziesz nad Ocean cieszyc sie sloncem i piaskiem.
      Wiesz, ja sie nauczylem cieszyc wszystkim. Potrafie cieszyc sie gdy mijam
      nieznajomego kota czy psa czy ptaki.
      Kiedys nie zwracalem na nie uwagi a teraz je widze, przynosza usmiech i radosc.
      Mijam ludzi Aidko i usmiecham sie do nich. Odpowiada mi usmiech i niebo pelne
      slonca.
      Prosze, musisz zyc Aidko, musisz jeszcze znalesc swiatlo, milosc i radosc. Jest
      jej wszedzie tak wiele. Ja jej kiedys nie tez umialem znalesc, juz teraz umiem.
      Ty ja znajdziesz rowniez. Pisz bedziemy jej szukac razem, zobaczysz ze
      znajdziemy.
      Trzeba isc do sklepu Aidko, trzeba kupic jedzenie, owoce. Trzeba spac i trzeba
      zyc. Czekam na twoj list, piekny zgubiony czlowieku.
      Prosze pisz.
      Serdeczne pozdrowienia.




      • Gość: aidka Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.04, 19:32
        Dzień dobry Antku,
        włączyłam w nocy komputer i nic nie mogłam napisać
        a chciałam pisać do końca
        póki dam radę
        nawet, gdyby miec żyły podciete - tez pisać do końca
        mój Ś.P. brat - Ten, który otruł się gazem - 21 lat - pisał do końca...

        gdybym miała koło siebie taką osobę jak Ty,która wie wszystko
        łatwiej byłoby mi to znieść
        tak okropnie cierpię i jestem z tym sama

        nie chcę, by mi ktos ratowal życie
        chce tylko, by, zanim to zrobię, przestało mnie boleć

        tyle razy wychodziłam z dna studni
        sama też byłam, a wychodzilam
        albo z pomocą bardzo duża
        ale wypelzłam
        ale to było inaczej - chcialam żyć
        bo mialam po co i miałam warunki do życia
        teraz nie ma nic w tej studni
        wiesz ?
        to znaczy nic nad nią nie ma
        tak samo jest nad nią , jak w niej na samym dnie
        nieśmiało , przez zmrużone oczy zaslaniane jeszcze palcami
        usiłuje spojrzeć do góry i zobaczyć kawałek słońca
        i nie widzę go
        to dlatego tak patrzę niesmiało
        jak w kinie na filmach, gdy sa jakies sceny okrutne
        zatykam uszy
        czy patrzę przez przymknięte oczy
        albo wcale
        bo boję się na to patrzeć
        dlatego teraz też nieśmiało z tej studni tak...
        bo boje sie tego, co zobaczę
        czyli niczego
        nic nie ma nade mnę do czego warto byłoby sie piąć kalecząć dłonie do krwi

        tak dobrze, gdy wszystko cieszy
        jak się kocha i jest kochanym , to wszystko cieszy
        tak często jest
        chyba, że zła to jakas miłosc

        naprawdę szczęśliwa i tak umiejąca się cieszyc , jak Ty wszystkim, byłam 28-go
        kwietnia chyba albo 29-go 1987 roku
        i jeszcze iles lat temu, gdy po raz pierwszy zaczęłam brac prozac
        te pierwsze dni - jechałam starym, wstrętnym, zatłoczonym autobusem do redakcji
        i sie do ludzi usmiechałam
        nawet tych śmierdzących potem
        i tych naburmuszonych
        a takich większość
        sama coś zagadywalam...
        był maj - mój ukochany miesiąc i z takiego bagna tak szybko mnie ten prozac
        wyciągnął...
        teraz, gdybym zaczęła go brac czy cokolwiek z tej nowej generacji - będę
        zaktywizowana przez te pierwsze tygodnie do realizacji mych zamierzeń
        ale już nie chcę się wysilać
        nic nie wymyslę
        nie zdobęde jakieś broni i nie strzelę sobie w usta - tak podobno najskuteczniej
        to odpada
        nie nadaje się do akcji zdobywania nielegalnie broni i rozwalania sobie twarzy
        mam dostać tabletki
        dużo
        co prawda z tabletkami tyle razy nie wypaliło
        i ten mój brat - kuzyn - ale już mówiłam - brat
        tak wolę
        mam braci, a nie braci ciotecznych
        on wziął taką dawkę - 3 razy śmierć - powiedzieli lekarze po zbadaniu krwi
        ale może mi sie uda
        dużo tego bedzie
        razem z tym, co mam teraz

        tylko chciałabym
        chcialabym przedtem zobaczyć SPRAWIEDLIWOŚĆ
        mówisz o wybaczaniu wyżej...
        jak mam wybaczyć to, że ktos daje mi szanse na , jeśli nie szczęśliwe życie, to
        choc nie tak bardzo nieszcześliwe, a potem, gdy ja tak sobie sama wypracowuje z
        wielkim trudem metody zachowania spokoju choć względnego
        ktoś wszystko zabiera i daje mi pare lat cierpienia
        robi rzeczy ode mnie niezależne, ale rozwalające całą mą pracę

        pare lat mordęgi, a przedtem kilkanascie z przerwami, to chyba duzo
        za duzo
        chcę zobaczyć sprawiedliwość
        nawet tego nie zobacze jednak

        nie pisze tu wszystkiego, bo jednak jest to miejsce, gdzie może przyjść ktoś,
        kto nie chciałabym, by to czytał
        gdybyś znał wszystkie szczegóły
        nie zdziwiłbyś się chyba
        że nawet mój brat, wujek ze szczecina
        nie powiedzieli : - nie rób sobie nic złego
        tylko, gdy prosiłam, by, jakby mi się cos stało tu, w w-wie
        to, żeby dopilnowali, by mnie tu nie chowano
        to nie jest moje miasto
        nie chcę tu być
        nikt do mnie nie przyjdzie
        prawie
        a ja chcę, by ktoś do mnie przyszedł na cmentarz
        i chcę leżeć na cmentarzu, gdzie są też moi Ukochani Zmarli
        a nie samiutka

        robię coś, by nie byłolo tego cierpienia w oczekiwaniu na to , co sie stanie
        wzięłam 4 tabletki na sen, by zasnąc normalnie
        usnęłam koło 1 a.m
        obudziłam sie i wstałam o 3.30 a.m.
        od 6-tej wyrywałam chwasty
        przycinałam drzewo-krzewy
        ucinałam zmartwione łby zwiędłym kwiatom
        podlewałam rośliny i karmiłam komary swą krwią
        w tym roku jest ich plaga
        a ja mam taka krew...
        bardzo ją lubią one

        trudno mi często tu wejść
        ten komputer jest stary czy portal za malo ma tych łączy czy czego tam
        nie znam się

        jak ja dam radę sprzedać ten lokal
        do tego trzeba byc aktywnym
        gadac z ludźmi
        a ja chcę miec pieniądze, by sobie pojechac nad wybrane morze
        choc nie wiem jak
        bo nie mam siły
        gdybym dojechała, wszystko załatwila
        to już bym poszła spać
        i nie wstala
        a pieniędzy resztę dla zwierząt
        albo komuś
        nie wiem

        jedzenie - wiem, wiem - nazywa się to zaburzenia łaknienia i może isć w jedną
        lub drugą stronę
        ze snem też
        sa tacy, którzy spia bez przerwy
        im lepiej chyba
        choc może nie spią wcale, tylko chowaja sie za zamkniętymi oczyma przed
        światem, którego nie chcą

        gdybym jak choc miała kogos tu cały czas, kto by wszystko wiedzial
        a ja
        nawet, gdy mam
        to to nieodpowiednia osoba
        niebezpieczna
        trzeba zakładać szybko maske i prezentowac depresje maskowaną, bo jak nie, to
        moze jeszcze tak przyłozyć... - wyzwiska, przekleństwa
        więc już lepiej byc samej

        a moja przyjaciółka
        akurat też ma strasznie
        i nie mam sie do kogo zwrócić, bo mam wrażenie, że , gdy zadzwonię czy napiszę
        do brata, siostry Ś.P Taty,do kolegi bardzo przyjaznego, przyjaznych innych
        osób - kogokolwiek, to pomyslą, że głowę im zawracam, choc na pewno będa mnie
        pocieszać
        a nie mozna mnie pocieszyć
        bo nie mam wyjścia z sytuacji
        wiesz..?
        ściskam
        a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 30.08.04, 06:05
      Dzien dobry Aidko

      Dobrze ze napisalas. jestem kolo Ciebie caly czas, mysle duzo i o Tobie i
      Twoich problemach. Wiem jedno ze nie mozesz sie poddac Aidko, bede z Toba tak
      dlugo az zobaczysz slonce z tej studni w ktorej jestes. Juz teraz podnosisz
      glowe a to juz jest bardzo duzo. Jednego dnia zobaczysz jego promyk, najpierw
      bardzo slaby ale bedzie silniejszy z kazdym tygodniem i studnia juz nie bedzie
      studnia.
      Nie jestes sama, jestem z Toba ale nie tylko ja, jest wiele osob dla ktorych
      jestes wazna, pani Doktor Terenia, Twoj Syn, przyjazni ludzie. Samotnosc to
      nasz wybor, my sie zamykamy uciekamy do studni aby nas nikt nie widzial i nie
      mogl dotrzec do nas. Jest w nas przekonanie ze jestesmy odrzuceni i nie
      potrzebni ale tak nie jest. Czesto inni nie przychodza bo nie wiedza czy moga
      zaklocic ta samotnosc. Daj znac innym ze chcesz wyjsc z tej studni, masz tak
      wiele osob ktore Ci w tym pomoga. Trzeba to zrobic Aidko. Wszyscy Ci ktorzy sa
      przyjazni pomoga, trzeba tylko powiedziec o tym. Ja kiedys tez otrzymalem
      pomoc, bez niej nie byloby mnie tutaj.

      Piszesz ze nie masz motywacji, trzeba jej szukac, ona jest. Zycie nie skonczylo
      sie, wszystko jeszcze w nim sie wydarzy. Zwykle mowie ze to najpiekniejsze co
      sie ma wydarzyc w zyciu jest ciagle przede mna. Nie mozna z tego rezygnowac,
      trzeba dac zyciu szanse aby przynioslo radosc, milosc i zrozumienie.

      Piszesz ze kiedy pojawiaja sie zle rzeczy nie chcesz na nie patrzec, zamykasz
      oczy, starasz sie nie slyszec, chcesz uciec. Przeszedlem przez duzo zlych
      rzeczy, przeszedlem przez nie do konca. Nie chcialem przed nimi uciekac, nie
      akceptuje ich ale sie ich nie boje. Pozwolilem im przejsc przeze mnie i
      przeszly. Wzbudzaly strach, beznadziejnosc, bezsens ale nie pokonaly mnie bo
      byla we mnie milosc. Na kazda zla rzecz odpowiadalem dobrem, na kazdy strach
      miloscia i wiara. Nie boje sie juz zla Aidko, odpowiedzia na nie jest milosc.
      Sama czujesz i czujesz to dobrze ze jest to olbrzymia sila, wieksza niz zlo i
      strach. Wtedy kiedy jest w nas oznacza to radosc, usmiech i zrozumienie. To
      wtedy mamy usmiech dla wszystkich, dla tych smutnych i watpiacych i dla tych
      ktorzy umieja sie cieszyc. Wychodzac z mojego bolu szukalem milosci, bylem z
      nia caly czas, uciekalem w nia, dawala schronienie i sens. Pokonywala smutek i
      bol.

      Piszesz o tym ze wszystko stracilas, ja oddalem sam wszystko. Odszedlem bez
      niczego. Duzo pieniedzy zostawilem za soba ktore kiedys zarobilem, mozna
      powiedziec fortune. Odszedlem od tego bez zalu, zostawilem sobie tylko jedna
      rzecz, milosc. Wiem ze moge odbudowac wszystko, ciagle mam dwie rece, wiare i
      nie boje sie. Wiem ze w Twoim zyciu bylo wiele rzeczy bardzo trudnych, ktore
      zranily Cie tak mocno ze zwatpilas w zycie. Mysle ze jednego dnia napiszesz mi
      o tym, znajdziemy razem droge.

      Nie wiem czy moge Ci zaproponowac abys pisala na moj prywatny adres tzn na
      mskaiq@gazeta.pl Ja rowniez pisalbym na Twoj prywatny adres. Latwiej wtedy
      napisac rzeczy ktore sa bardzo osobiste.
      Dobrze ze udalo Ci sie troche pospac i ze bylas ze Swoimi roslinami, sa baredzo
      wazne w naszym zyciu, przynosza radosc. Teraz znajduje ta radosc wszedzie, w
      kwiatach, drzewach w ludziach.
      Komary rowniez niepokoja i mnie i pewnie niedlugo sie pojawia. Zainstalowalem w
      oknie siatke i w ten spoisob bronie sie przed nimi w nocy.

      Ucieczka w sen rowniez nie przynosi rozwiazania, kiedys probowalem. Zbyt wiele
      snu staje sie taka sama plaga jak zupelny jego brak. Wiem ze nie mozna uciec
      przed niczym, ze jedynym rozwiazaniem jest rozwiazanie problemow.
      Wtedy kiedy sie je rozwiaze wszystko znow ma sens, zycie zaczyna przynosic
      satysfakcje.
      Musisz jesc Aidko, to bardzo wazne, trzeba kupic chleb, ten pachnacy niezwykly
      polski chleb. Nie mam tutaj takiego, kup tez owoce to rowniez bardzo wazne.
      Usciski Aidko i serdeczne pozdrowienia. Pisz, czekam na Twoj list.


      Antek
      • Gość: aidka Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.04, 13:22
        Dzień dobry dla Ciebie oby,
        napisałam tekst dlugi tu - rzecz jasna
        mają mnie na górze i gdzie mozna w nosie i wszysko przy wysyłaniu się skasowalo.
        Wyslałam cos na priva - napisane bez sprawdzania, bo nie ma siły.
        Kompletnie nie mam siły.
        Ale chcę, pisząc tu, się zmęczyć /dla normalnego nie ma mowy o zmęczeniu po
        jakims tam tekście - wiem - ale ja juz się męczę nawet umyciem zębów, choc
        wlosy znów się udalo umyć.
        Gdy się zmęczę, to jest lepiej się ułożyć w łóżku.
        Przeprazam.
        Jestem beznadziejna.
        a.
    • mskaiq Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 02.09.04, 04:05
      Nie jestes beznadziejna Aidko. Masz trudnosci ktore trzeba pokonywac.
      Zmeczenie, znam je bardzo dobrze tyle ze moja odpowiedzia na zmeczenie jest 70
      pompek. Wtedy krew znow zaczyna plynac szybciej i zmeczenie nagle odchodzi.
      Kiedys bylem tym zaskoczony bo dzialanie ktore przynosi zmeczenie pomaga pozbyc
      sie jego.
      Wczoraj napisalem do Ciebie list na Twoj prywatny adres ktory podalas w Swoim
      liscie. Poczta nie zwrocila go wiec mysle ze go otrzymalas.
      Serdeczne pozdrowienia i pisz.
    • Gość: Pacjent Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.crowley.pl 02.09.04, 20:55
      Czy "Pani Doktor Terenia z Centrum" to dr Teresa T. z Centrum na ul. Nabielaka ?
      Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam !
      • nadja Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum 02.09.04, 23:10
        Tak.

        pzdr
        • Gość: Pacjent Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.crowley.pl 03.09.04, 21:44
          Dzięki za odpowiedź !
          Możemy w takim razie założyć coś w rodzaju "klubu pacjentów".
          Trzymajmy się!
          • Gość: aidka Re: p.s.cz.2d/też do Pani Doktor Tereni z Centrum IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.04, 16:31
            Znałam wielu specjalistów.
            Trudno ufam psychiatrom /psychologom w ogóle/
            Dr T. darzę olbrzymim zaufaniem i estymą.
            Poza wszystkim - jej podejściem i wiedzą etc., ujęła mnie pomocą, gdy nie
            miałam na efektin - dostałam za darmo, gdy powiedziałam kiedyś, że nie
            przyszłam do niej, choć potrzebowałam, bo nie miałam kasy, odparła, że trzeba
            było przyjsć i w takich wypadkach mam to robić, a rozliczenie finansowe jakoś
            sie załatwi.
            Potrafi ze swej komórki zadzwonić i pytać , jak jest, wtedy, gdy wie, że może
            być aż tak źle, że ja sama nie wystukam do niej numeru...
            Czyli ta jej praca poza Centrum...
            Za darmo.
            Choć pracuje jeszcze gdzie indziej, bywa z pewnością super zmęczona, to jednak
            ma chęć i czas na dawanie pomocy bezinteresownie.
            Wazne to dla mnie.
            Bardzo.
            ściskam
            aidka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka