aidka
13.08.04, 07:46
Negatywna ocena dotyczyła portalu konińskiego www.konin.lm.pl, gdzie dzieje
się, jak pewno w wielu innych, małych portalikach, jak dla mnie, coś dziwnego.
Bo znam sytuacje gazet w małych miastach - banał o którym każdy wie - żyja z
reklam /chyba, że wydawcą jest jakiś bogacz, którego stać na to, by mieć
swoją gazetkę i wypisywać tam androny, jakie tylko.../
no więc gazety żyją z reklam i to jest głównym powodem tego, że są nudne jak
flaki z olejem, nie piszą prawdy, kłamią albo przemilczają, no i nawet
wazeliny im nie potrzeba, bo bez niej dostaną sie tam, gdzie trzeba, by
namówić firme czy coś tam na reklame czyli kasę.
To rozumiem.
Ale taki koniński portalik.
Toto zakładali jacys ludzie prywatni, teraz słyszę, że ktos ma ich w kieszeni
- no nie wiem - na pewno z reklam nie, bo ktoby się tam w takim czyms
reklamował. Wystarczy poczytać - chodza tam małolaty, które nie rozmawiają -
wrzeszczą, wyzywają się, wulgarnie nazywają z imienia i nazwiska osoby znane
w mieście i nie bardzo znane - wyzwiska, jakiwes intymne dramaty
przekształcane w obrzydliwe historyjki - no i to wszystko tam leży sobie i
nic.
Tylko ten, kto czyta te wyzwiska wzajemne albo głupawe wątki typu: "Która
d...a najłatwiej daje na V osiedlu?"
Takie rzeczy leżą.
Ale piszę ja w sytuacji, w jakiej jestem.
Straciłam wszelkie możliwe szanse na to, by żyć, choć bardzo się starałam o
to.
Wszystko, co mogłabym zrobić, to znależć adwokata w W-wie, który napisze akt
oskarżenia, sprawi, że rozprawa odbędzie się tu, a nie w Koninie, z którego
nie pochodzę ja, nie ja i nie mój tata był lat wiele biegłym sądowym, nie ja
jestem ze znanej, bogatej rodziny konińskiej z koneksjami, wpływami, sposobem
z dawnej epoki załatwiania coś za coś.
Gdyby ktoś widział , słyszal rozprawę przeciw mnie w Koninie, PRZECIW MNIE....
Ludzie...
TO nigdy nie zniknie.
TEGO nikt w ludziach, na prowincji zwłaszcza nie zabije.
Mój Boże - piszę nieubliżający nikomu tekst. Nikogo nie oskarżam z podawaniem
personaliów, adresów /a jak wspomniałam takie rzeczy sa na tym forum w
konińskim portalu na porządku dziennym i jak się nie czyta i nie jest sie
vipem, który pstryka i tekst znika, to całe lata może wisieć tekścina o tem,
że ta i ta zamieszkała tu i tu, to k...
To, co teraz piszę tutaj i tam na tym konińskim, choć tam znika zaraz, już
jest przedrukowane przez osobę K. - będzie włączone do sprawy przeciwko mnie.
A ja tylko chciałam żyć. Do wszystkich z rodziny K. pierwsza wyciągałam rękę.
Bo co ma jedno wspólnego z drugim - ja to ja, "rozwód" sfałszowany to
"rozwód" no i co ? I już nie można mnie lubić, choc tyle lat deklarowało się
sympatię do mnie ?
Długo wytrzymałam to wszystko.
Wszędzie, gdzie tylko mogłam prosiłam o pomoc.
ZA jedno ciepłe słowo od obcego człowieka, jedno, jedniusieńkie - dostawał
pełno łez - takich z wdzięczności.
K., jego rodzina są tam, i mój syn z rodziną też. Konin, to nie moje miasto
rodzinne, ale jestem z nim bardzo związana.
Wiem zapewne 1/10000000 tego, co o mnie opowiada K i rodzina, która opluła
mnie nie wysłuchawszy.
Albo znajomi, którym bardziej opłacało się stawać po stronie vip-a, niż
chorej baby, choc nikt im po niczyjej stronie stawać nie kazał. Chyba tylko
żądza pieniądza i koneksji.
A może komuś pomoże moja koncepcja "planu i światełka" ? Powiem im na
"Depresji".
Ale nie teraz, bo bardzo mnie boli.
Doczekałam świtu jednak.
To dobrze. Dobrze , że [isałam, a nie rozmyslałam, bo mózg, synapsy, neurony
- wszystko mi od tego obumiera już. Przepala się.
Moja doktor się martwi, że nie przychodzę i nie dzwonię do niej. Kazała mi
dzwonic na jej prywatny telefon. Nawet tego nie mogę. Nie mogę rozmawiać. Jak
udało się dziś do tej cioci zadzwonić ? Chyba chciałam bardzo, by zobaczyła,
że choc mnie odepchnęła, to doceniam to, że przeczytała, co napisałam,
obejrzała zdjęcia, zadzwoniła.
Tylko pisać tu mogę i jeszcze - to dziwne - z modeliny robic rózne rzeczy,
gliny - taką mialam , której nie trzeba wypalać - to robię. Nie trzeba przy
tym mysleć i palce mnie nie bolą. Nie wiem czemu.
Ale wczoraj nie byłam w stanie nawet podlać ogrodu.
To już jest najgorszy objaw.
Dziś odczekałam aż się ściemni i podlałam.
W ogóle nie mogę byc z ludźmi.
Nie wiem czemu.
Chyba to osaczenie, takie moje próby wychodzenia do naprawy sytuacji - co ja
nie robiłam. I to ze zdrowiem też. Nie siedziałam jak świeta krowa.
I już mnie ludzie ...nie wiem - boję się .
Ale pisać mogę.
/Leczę się w tym właśnie Centrum Profilaktyki. Wiem, że nawet przez telefon
rozmowa z moją Doktor mi pomaga - wspaniały Człowiek, wspaniały Lekarz, ale
nie mogę zadzwonić. Nie wiem czemu, Pani Doktor Tereniu. Nie wiem. Może
chodzi o to, że ja już wszystko zrobiłam, Pani dla mnie też, ale są
okoliczności, które nie pozwalają mi żyć i na które ani Pani, ani ja nie mamy
wpływu. Gdyby tego nie było - tak marzyłam - dawałabym radę uzbierać na
wakacje tyle, by robić w konia te jesienne - takie znikąd, ze środka uczucia
beznadziei. Takich, to już w ogóle ludzie nie rozumieją. - O co chodzi ? -
Ktoś ci przykrość zrobił?
- Torebkę zgubiłaś ?
- Nie
- No to on co ci chodzi głupia babo - czemu tak siedzisz, nic nie robisz,
czasem łzy tylko...
Ja już miałam na to pomysł. Zaczyna to mnie łapać, a ja łapię samolot i do
Słońca i do Morza i się, może i nie śmieję gromko, ale leciutko uśmiecham -
zrobiłam cię w konia deprecho głupia. Prawda? To prosty sposób.
Ale ja już chyba Morza nie zobaczę.
bardzo Panią serdecznie pozdrawiam
Ola