anjakarenina
26.02.06, 23:07
właściwie to nie tylko clonazepam skłonił mnie do napisania. ale on gra w tej
historii dużą rolę. moja mama zachorowała na depresję w latach 80. do lekarza
trafiła dopiero wtedy, gdy doszły symptomy agorafobii. żadne leki nie
pomagały. nie wychodziła, zrezygnowała z pracy, nie wstawała z łóżka.
właściwie dopiero teraz wiem, jak mogła się czuć. oczywiście, żadnych
antydepresantów nowej generacji wtedy jeszcze nie było. w końcu trafiła na
clonazepam i podobno to dzięki niemu może wyjść na zakupy do pobliskiego
sklepu. zażywa też perazinum. diagnoza: nerwica depresyjno-lękowa, agorafobia.
po 20 latach zażywania clonazepamu mama jest ciągle chora, to już nie tak
ostry stan, ale wciąż jest niesamodzielna, dalej niż do sklepu blisko domu nie
chodzi sama. poza tym, jest uzależniona od clonazepamu, to chyba nie jest
najszczęśliwsze dla jej ogólnego stanu zdrowia. czy od clonazepamu można się
uwolnić? czy jest sens próbować się uwalniać, skoro trochę (!) pomaga?