Dodaj do ulubionych

TAK TO SOBIE

    • seremine Re: TAK TO SOBIE 11.02.17, 17:51
      wyreżyseruje "Pitbulla" przez Dodę? "Nie chciał, by taki naturszczyk grał w jego hitowej produkcji"
      Kilka dni temu media obiegła informacja, że Patryk Vega nie wyreżyseruje kolejnej części „Pitbulla”. Wiadomość ta była o tyle zaskakująca, że krótko po premierze „Niebezpiecznych kobiet” twórca zapowiadał, że zaczyna już pracować nad kontynuacją. Wkrótce okazało się, że film powstanie, jednak bez udziału Vegi, za to z Dodą w obsadzie. To podobno wokalistka miała być powodem wycofania się reżysera. Obecnie na jaw wychodzą nieznane fakty związane z produkcją. Po odejściu Vegi, w jego ślady postanowili pójść aktorzy Piotr Stramowski i Tomasz Oświeciński. Losy nowego „Pitbulla” stanęły pod znakiem zapytania.
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 11.02.17, 18:14
      Ostatnio Polskę opanowało smogowe szaleństwo. Nagle okazało się, że w miastach jest smog! Który truje, niszczy i szkodzi. Do tej pory w Warszawie oddychaliśmy krystalicznie czystym powietrzem, a tu z dnia na dzień wdarła nam się do płuc cała tablica Mendelejewa. I momentalnie pogrążyliśmy się w otchłani bólu – ludzie płaczą krwawymi łzami, dzieci zapadają w śpiączkę, a starcy tracą zmysły. Gdyby problem dotyczył wsi, krowy przestałyby się cielić, a kury nieść.
      Smog był, jest i będzie. To jest normalny – normalny, nie naturalny – efekt życia w dużym mieście. Nagromadzenie źródeł zanieczyszczeń w połączeniu z utrzymującą się bezwietrzną pogodą po prostu musi doprowadzić do powstania smogu. Sensacji w tym tyle samo, co w tytułowym alarmie azotowym.
      Niestety, większość ludzi wierzy w prawdę oficjalną. Całkiem niedawno słyszałem utyskiwania pani zmartwionej niewidoczną wysypką, która pojawiła się na jej dłoni parę godzin po tym, kiedy ośrodki propagandy, czyli tzw. media, ogłosiły straszną smogową nowinę. A ile osób nie posłało dzieci do szkoły w ten straszny smogowy czas!
      A przecież w 2015r. zniesiono smog ustawą! Pisałem o tym w październiku 2015r., zwracając uwagę, że jedynym celem tej ustawy jest zmuszenie nas do wdrożenia "zdrowych" i bardzo drogich technologii. Już wtedy było wiadomo, że będziemy karmieni historyjkami o tym, jak to trzeba wymienić stare piece grzewcze na nowe "wysoko wydajne emitery ciepła", a śmierdzące samochody zasilane ropą – na elektryczne wózki rodem z pola golfowego, rowery albo wrotki. Wszystko w imię walki o naszą ukochaną planetę, Ojczyznę i stolicę. Oraz o nasze płuca, skórę, oczy i resztę flaków.
    • jerzy_55 Re: TAK TO SOBIE 11.02.17, 19:38
      Wiecej plotek poprosze...
    • jerzy_55 Re: TAK TO SOBIE 11.02.17, 22:23
      Jeśli ktoś ma wyobraźnię, potrafi z niczego zrobić coś pięknego. Z rękawa koszuli, z filcu, z plastiku, a nawet z akcesoriów dla wędkarzy... – Po co ci to, przecież ten zawód wymiera! – mówili bliscy, a one postawiły na swoim. Witajcie w świecie współczesnych modystek.

      - Kobietom przez lata głowy urosły – opowiada Katarzyna Nowakowska, modystka, która miłość do kapeluszy wyssała z mlekiem matki. Modniarstwem zajmowała się jej babka, matka, dziadek pomagał tworzyć narzędzia. - Babci formy z 1944 roku to obwody głów 52-53 cm, mamy formy z 1984; 55-56 cm, moje dokupione w 2011 roku to 58-59 cm.

      Wsiąkała w ten zawód już od pierwszych chwil życia. Wiecznie wśród pudeł i kapeluszy. – Ale chciałam być kwiaciarką, bo kocham kwiaty i pewnie dlatego tyle ich na moich kapeluszach i toczkach. W szkole chciałam zostać aktorką, lubiłam scenę, kamery, piękne stroje, lustra i garderoby. Życie zweryfikowało plany. Po liceum otworzyłam własną działalność handlową w Pracowni Modniarskiej mojej mamy.
    • jutta_t Re: TAK TO SOBIE 11.02.17, 23:05
      Polskie preselekcje do Eurowizji 2017: oficjalna lista wykonawców

      Poznaliśmy oficjalną listę polskich kandydatów do Eurowizji 2017. O miejsce w finale konkursu będą walczyli między innymi: Rafał Brzozowski, Paulla czy Kasia Moś. W sumie zaprezentuje się dziesięciu kandydatów. Polskie preselekcje do Eurowizji odbędą się 18 lutego. Zwycięzcę wybiorą telewidzowie oraz jurorzy.
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 16:44
      Krystyna Sienkiewicz: kryła w sobie smutną tajemnicę
      Aktorka zmarła w wieku 81 lat
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 17:10
      Bonaparte i tajemnice łechtaczki
      Praprawnuczka brata Napoleona Bonaparte, kochanka francuskiego premiera, ciotka brytyjskiego Księcia Filipa i wielka przyjaciółka Zygmunta Freuda – niezwykła kobieta, które swoje życie poświęciła poszukiwaniu orgazmu i badaniom nad działaniem łechtaczki. Tak zdesperowana i głodna wiedzy, że sama poddała się trzem operacjom genitaliów; tak wnikliwa i ambitna, że rolę pacjentki zamieniła na rolę psychoanalityka i naukowca.
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 17:20
      polskich kin trafi niedługo „Milczenie” (na zdjęciu), jeden z najbardziej osobistych i jednocześnie najtrudniejszych w realizacji projektów w karierze Martina Scorsese. Słynny amerykański reżyser chciał nakręcić ten film od prawie trzydziestu lat, pokonując po drodze wiele przeszkód natury finansowej i prawnej.
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 17:55
      Gorden Kaye zmarł w poniedziałek rano w domu opieki. Miał 75 lat. Zasłynął przede wszystkim rolą Rene, właściciela kawiarni w komediowym serialu „'Allo 'Allo!”.

      Vicki Michelle, która występowała u boku aktora jako serialowa Yvette, nazwała zmarłego „błyskotliwym, utalentowanym aktorem, znakomitym profesjonalistą, kochanym na całym świecie". „Gorden Kaye był fantastycznym aktorem komediowym, a jego znakiem firmowym była rola Rene Artois, która zdobyła mu miejsce w komediowym hallu sławy" – skomentował Shane Allen z BBC.

      Kaye urodził się w hrabstwie Yorkshire 7 kwietnia 1941 roku. Zagrał w wielu produkcjach telewizyjnych, m.in. w „Wiele hałasu o nic" z 1984 roku, inscenizacji „Życia i śmierci króla Jana" dla brytyjskiego Teatru Telewizji. Grał też w komediowym filmie Terry’ego Gilliama „Jabberwocky" z 1977 roku oraz jego „Brasil" z 1985 - psychodelicznym filmie, nawiązującym do powieści George’a Orwella „Rok 1984" i obsypanym nagrodami.

      Najbardziej znany jest jednak z roli Rene w komediowym serialu "'Allo 'Allo!" z lat 80. Kaye wystąpił we wszystkich 84 odcinkach komedii. Serial opowiada o właścicielu kawiarni w niewielkim francuskim miasteczku, który wykonuje polecenia Ruchu Oporu, ale też niemieckich władz wojskowych. Na zapleczu ukrywa brytyjskich lotników, ale też skradzione przez niemieckich oficerów dobra kultury. Przed zazdrosną żoną Edith ukrywa zaś swoje kolejne romanse z kelnerkami, Yvette, Marią, a później Mimi.

      Ostatni raz jako aktor wystąpił w 2007 roku w godzinnym odcinku specjalnym, fabularno-dokumentalnym, „Powrót ’Allo ’Allo!".

      Źródło: PAP
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 18:16
      Do pokochania...
      Jeśli chcesz kochać - to na zawsze,
      nie troszczyć się o niepogodę
      i choć do tanga dwojga starczy -
      czy serce zawsze dosyć młode?
      A jeśli kochać - to na zabój,
      choć dzisiaj nikt już tak nie śpiewa -
      choć w zapomnienie idzie przebój
      o tym, że miłość też dojrzewa.
      A już najlepiej z wzajemnością,
      by serca razem równo biły,
      by nie szukały alegorii
      i się w uczuciach nie myliły.
      Albo nie kochać. Nie marudzić.
      I równe kroki wciąż odmierzać.
      Samemu się ze wszystkim trudzić.
      Duszy nie sprzedać. Serca nie dać.
      © Elżbieta Żukrowska 8.02.2017.
      fot. z internetu
      • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 18:17
        MYŚLAŁAM. .....
        Że będę twoja łzą. ...
        Spływającą między opuszkami
        Dla pieszczot...
        Gdy dotykasz mojej twarzy
        Chciałam być. ..
        Kroplą potu twojego
        By móc spływać. ..
        W nagość ciała
        Po trudach
        Codziennego dnia
        Ciepłym dotykiem
        Lecz wszystko takie niewinne
        Nieśmiałe. ..
        Niech widok ten
        W pamięci pozostanie
        Być może
        Kiedyś mnie odnajdziesz. ..
        Elżbieta aniszewska
        Zdjęcie : Lehman Lauerel. Art...
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 19:05
      AKTUALNOŚCI+33h temu
      Cezary Gmyz o "Pokocie" Holland: "głęboko antychrześcijański"
      O tym, że najnowszy film Agnieszki Holland wzbudzi spore kontrowersje, wiadomo było już od dawna. Recenzje krytyków filmowych nie pozostawiają złudzeń: obraz wywoła kolejną dyskusję, w której nie będzie brakować wątków politycznych. Cezary Gmyz, dziennikarz i korespondent TVP w Berlinie, określił „Pokot” dziełem „głęboko antychrześcijańskim”.
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 19:12
      "Szwedzka teoria miłości": ciemna strona skandynawskiego raju

      Małgorzata Steciak, Współpracownik OnetFilm
      Szwecja dorobiła się wizerunku państwa bliskiego ideałowi. Skandynawia kojarzy się z najwyższymi standardami życia, dużym zaufaniem do rządzących, wiarą w postęp i bezwarunkową wolność jednostki. W swoim filmie "Szwedzka teoria miłości" Erik Gandini pokazuje jednak drugą stronę szwedzkiego modelu życia, a wnioski, jakie wyciąga z obserwacji swoich rodaków filmowiec, delikatnie mówiąc, nie napawają optymizmem.
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 19:27
      zdarza się taki film. „Honorowy obywatel” jest lekki i pełen inteligentnego humoru. A jednocześnie to celna diagnoza współczesnego świata i refleksja nad rolą sztuki.
      Mariano Cohn i Gaston Duprat dotykają argentyńskiego czułego punktu: żaden pisarz z tego kraju, (nawet Borges czy Cortazar) nie dostał Nagrody Nobla. Bohater filmu, Daniel Mantovani, jako pierwszy dostąpi tego zaszczytu. Jednak później, gdy dostaje kolejne zaproszenia na wykłady, odczyty i ceremonie, konsekwentnie odmawia. Łamie się, gdy zaprasza go burmistrz rodzinnego Salas, w którym nie był od dekad. A przecież to kolebka jego wyobraźni.
      Para reżyserów świetnie pokazuje, jak sentymentalna podróż zamienia się w piekło. „Honorowy obywatel” to ostra i bezkompromisowa wiwisekcja zamkniętego, małomiasteczkowego sposobu myślenia. Lokalna piękność pozdrawia przechodniów z wozu strażackiego, którym przewożą Mantovaniego, wszystko przeżerają układy i kompromisy, a miejscowy działacz kultury o talencie mniejszym niż autorki „50 twarzy Greya” nawołuje do potępienia „antyargentyńskich” tekstów noblisty.
      Właśnie na pytaniu o znaczeniu sztuki w czasach pełnych małostkowości, nacjonalizmu i prymitywizmu koncentrują się twórcy. Bo przecież dzisiaj niechętni do spojrzenia w lustro są nie tylko prowincjonalni kaowcy. Całe społeczeństwa zmusza się do oglądania apeli ku czci zamiast uczciwych filmów i książek o historii i współczesności. I to chyba uderza najmocniej w „Honorowym obywatelu”. Cohn i Duprat perfekcyjnie uchwycili mentalność, która z zaścianka wdziera się na salony.
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 19:55
      Lawless urodził się w Cleveland, w tzw. Pasie Rdzy, jak potocznie nazywana była północno-wschodnia część Stanów Zjednoczonych. Kiedyś tętniące serce przemysłu ciężkiego w USA, dziś symbol kryzysu.
      Jego ojciec był robotnikiem w jednej z miejscowych fabryk motoryzacyjnych, a on sam stał się świadkiem upadku wielkiego przemysłu i całej związanej z nim cywilizacji.
      - Zacząłem dokumentować opuszczone części USA, by uzmysłowić Amerykanom, co dzieje się z ich krajem. Chciałem, by zobaczyli prawdziwe oblicze Ameryki, dalekie od ich wygodnych domów i smartfonów - mówi WP money Seph Lawless.
    • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 20:16
      epoque (piękna epoka), czyli okres między zakończeniem wojny francusko-pruskiej w 1871 r. a wybuchem I wojny światowej, był jednym z najbardziej barwnych okresów w historii Europy.
      Pokój, który zapanował na Starym Kontynencie na cztery dekady, wraz z drugą rewolucją przemysłową przyniósł jego mieszkańcom niespotykane wcześniej możliwości. W atmosferze dobrobytu, salonowych dyskusji i konwenansów gęstniały także mniejsze i większe skandale. Autorką jednych z najbardziej spektakularnych była Colette.
      • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 20:18
        Sidonie-Gabrielle Colette urodziła się 28 stycznia 1873 r. w Saint-Sauveur-en-Puisaye w Burgundii. Jej ojciec był bohaterem wojennym i całkiem nieźle sytuowanym poborcą podatkowym. Własnymi dochodami rozporządzał jednak niezbyt nierozsądnie, gdy więc mała Sido skończyła sześć lat, musiała pójść do szkoły publicznej − co i tak było sporym sukcesem, bo dziewczynki w jej wieku w dobie belle epoque wciąż rzadko podejmowały formalną edukację.
        Szkołę skończyła w wieku 17 lat, a już trzy lata później wyszła za mąż za starszego od niej o 14 lat pisarza Henry'ego Gauthier-Villars. To właśnie cieszący się dość wątpliwą reputacją małżonek zachęcił młodziutką Sido do sięgnięcia po pióro. "Powinna byś rzucić na papier swoje wspomnienia ze szkoły, może przydałyby mi się na coś…", napomknąć miał jakieś dwa lata po ślubie Willy (takim nom de plum posługiwał się Gauthier-Villars). I ponoć dodał: "nie bój się jakichś szczególików trochę pikantniejszych".
        Ową prośbę we wstępie do wznowionego już po jego śmierci wydania "Klaudyny w szkole", swojej pierwszej powieści, opublikowanej pierwotnie, a jakże, pod pseudonimem męża, Colette podsumowała tak: "ten dziwny i niedostatecznie jeszcze poznany człowiek, który wydał pod swym nazwiskiem nie wiem ile tomów, a nie napisał z nich żadnego, był stale w pogoni za nowymi talentami dla swego przedsiębiorstwa literackiego. Nic dziwnego więc, że poszukiwaniami objął także i własne ognisko domowe".

        Sidonie-Gabrielle, "odrętwiała jeszcze fizycznie i umysłowo" po dopiero co przebytej chorobie, początkowo nie przyjęła propozycji męża entuzjastycznie. "Lecz gdy w jakiejś papeterii zobaczyłam i kupiłam zeszyty podobne do moich zeszytów szkolnych – te same liniowane kartki, margines odcięty czerwoną kreską, czarny płócienny grzbiet, a na okładce ozdobny napis w owalu: Kaligrafia, poczułam w palcach rodzaj tego samego co niegdyś swędzenia, poddałam się ulegle konieczności odrabiania zadań wyznaczonych mi za karę", wspominała. "Widoczny na liniowanych kartkach znak wodny odmładzał mnie o sześć lat. Przy skrawku biurka, tyłem do okna, z jednym ramieniem opuszczonym i skurczonymi nogami pracowałam pilnie i obojętnie…".
        Jej twórczość Henry uznał za swoiste wypociny. "Nie, omyliłem się. To mi się na nic nie przyda", miał stwierdzić po przeczytaniu rękopisu, co Colette przyjęła poczuciem wyzwolenia, powrotem "na kanapę, do książek, do milczenia" i życia, z którym starała się pogodzić, nie wiedząc jeszcze, że jest dla niej "trucizną". Po dwóch latach jednak, przy okazji porządkowania papierów, Henry'emu wpadły w ręce nie tak dawne przecież zapiski Colette. "Psiakrew – zamruczał – cóż za dureń ze mnie… Zgarnął rozrzucone zeszyty, chwycił swój kapelusz z płaskim rondem i popędził do wydawcy…", wspomina Sido. "I tak zostałam pisarką".
        Fabryka pana Willy'ego....
        • mala200333 Re: TAK TO SOBIE 12.02.17, 20:18
          ...Sidonie-Gabrielle Colette urodziła się 28 stycznia 1873 r. w Saint-Sauveur-en-Puisaye w Burgundii. Jej ojciec był bohaterem wojennym i całkiem nieźle sytuowanym poborcą podatkowym. Własnymi dochodami rozporządzał jednak niezbyt nierozsądnie, gdy więc mała Sido skończyła sześć lat, musiała pójść do szkoły publicznej − co i tak było sporym sukcesem, bo dziewczynki w jej wieku w dobie belle epoque wciąż rzadko podejmowały formalną edukację.
          Szkołę skończyła w wieku 17 lat, a już trzy lata później wyszła za mąż za starszego od niej o 14 lat pisarza Henry'ego Gauthier-Villars. To właśnie cieszący się dość wątpliwą reputacją małżonek zachęcił młodziutką Sido do sięgnięcia po pióro. "Powinna byś rzucić na papier swoje wspomnienia ze szkoły, może przydałyby mi się na coś…", napomknąć miał jakieś dwa lata po ślubie Willy (takim nom de plum posługiwał się Gauthier-Villars). I ponoć dodał: "nie bój się jakichś szczególików trochę pikantniejszych".
          Ową prośbę we wstępie do wznowionego już po jego śmierci wydania "Klaudyny w szkole", swojej pierwszej powieści, opublikowanej pierwotnie, a jakże, pod pseudonimem męża, Colette podsumowała tak: "ten dziwny i niedostatecznie jeszcze poznany człowiek, który wydał pod swym nazwiskiem nie wiem ile tomów, a nie napisał z nich żadnego, był stale w pogoni za nowymi talentami dla swego przedsiębiorstwa literackiego. Nic dziwnego więc, że poszukiwaniami objął także i własne ognisko domowe".

          Sidonie-Gabrielle, "odrętwiała jeszcze fizycznie i umysłowo" po dopiero co przebytej chorobie, początkowo nie przyjęła propozycji męża entuzjastycznie. "Lecz gdy w jakiejś papeterii zobaczyłam i kupiłam zeszyty podobne do moich zeszytów szkolnych – te same liniowane kartki, margines odcięty czerwoną kreską, czarny płócienny grzbiet, a na okładce ozdobny napis w owalu: Kaligrafia, poczułam w palcach rodzaj tego samego co niegdyś swędzenia, poddałam się ulegle konieczności odrabiania zadań wyznaczonych mi za karę", wspominała. "Widoczny na liniowanych kartkach znak wodny odmładzał mnie o sześć lat. Przy skrawku biurka, tyłem do okna, z jednym ramieniem opuszczonym i skurczonymi nogami pracowałam pilnie i obojętnie…".
          Jej twórczość Henry uznał za swoiste wypociny. "Nie, omyliłem się. To mi się na nic nie przyda", miał stwierdzić po przeczytaniu rękopisu, co Colette przyjęła poczuciem wyzwolenia, powrotem "na kanapę, do książek, do milczenia" i życia, z którym starała się pogodzić, nie wiedząc jeszcze, że jest dla niej "trucizną". Po dwóch latach jednak, przy okazji porządkowania papierów, Henry'emu wpadły w ręce nie tak dawne przecież zapiski Colette. "Psiakrew – zamruczał – cóż za dureń ze mnie… Zgarnął rozrzucone zeszyty, chwycił swój kapelusz z płaskim rondem i popędził do wydawcy…", wspomina Sido. "I tak zostałam pisarką".
          Fabryka pana Willy'ego
          Bohaterką pierwszego rękopisu, a zarazem według wielu krytyków literackich alter ego samej Sido, była Klaudyna, dziewczę tyleż urocze, co niesforne. I nijak nieprzystające do wizerunku panienki z dobrego domu, pilnej uczennicy, odzianej w skromną sukienkę i szkolny fartuszek pensjonarki. Ojciec Klaudyny był pochłoniętym badaniami nad ślimakami biologiem, a matka zmarła przedwcześnie. Tytułowa Klaudyna bez ceregieli wchodzi w kolejne relacje z koleżankami z internatu, a także kadrą pedagogiczną, na czele z jej pierwszą platoniczną miłością – nauczycielką języka angielskiego Aimée.
          Finalnie powieść pt. "Klaudyna w szkole" wydana została w 1900 r. – gdy debiutująca pisarka liczyła sobie 27 wiosen. Jak sama przyznała, nie czuła w sobie powołania i prawdopodobnie nie napisałaby już ani linijki, gdyby dalsze narzucone prace nie "wdrożyły" jej "powoli do pisania". Kolejne części Sido produkowała niczym niewolnica przykuta do taśmy fabrycznej – "pan Willy" ponoć zamykał ją w pokoju na klucz, póki nie wyrobiła normy.
          W 1901 r. ukazała się "Klaudyna w Paryżu", rok później "Małżeństwo Klaudyny", a w 1903 r. czwarta i zarazem ostatnia część cyklu – "Klaudyna odchodzi". Zachęcana przez małżonka, z każdym kolejnym tomem uchylała coraz mocniej drzwi alkowy i coraz śmielej przedstawiała losy i seksualne przygody (z protagonistami obojga płci) tytułowej Klaudyny.
          Presja była tym większa, że Francuzi (a zwłaszcza Francuzki) niemalże oszaleli na punkcie Klaudyny.
          Skandal
          "Dzięki (…) młodym mężczyznom, wyrobnikom swojego męża, Colette odkrywa różnicę między homoseksualną, taktowną obojętnością wobec kobiet a heteroseksualną, aktywną mizoginią. To mizoginii – odrazy wyrażanej przez heteroseksualnych mężczyzn w stosunku do kobiet – Colette nie może wybaczyć" – pisała Maria Janion w przedmowie do polskiego wydania późniejszej (z 1932 r.) najbardziej autobiograficznej powieści Colette, "Czyste nieczyste".
          Jej małżeństwo ze skłonnym do zdrad Willym rozpadło się wkrótce potem, w 1906 r., choć rozwód został formalnie sfinalizowany dopiero cztery lata później. Uwolnienie się od "pompatycznego degenerata ze skłonnościami do wyzyskiwania" swoich podopiecznych, w tym przede wszystkim młodziutkiej żony, jak określiła go dr Isabelle de Courtivron (literaturoznawczyni specjalizująca się w kulturze francuskiej) na łamach "New York Timesa" w 2000 r., nie przyniosło jednak Colette poprawy jej losu. Prawa autorskie do czterech powieści – a więc i cały zysk ze sprzedaży cyklu książek o Klaudynie – należały do Willy'ego. Aby związać koniec z końcem, co nie zawsze się udawało i nieraz głód zaglądał jej w oczy, za namową aktora i mima Gerogesa Wague w 1906 r. rozpoczęła karierę sceniczną, występując w wodewilu, musicalach – nierzadko nago.
          Jeszcze jako formalna małżonka Gauthier-Villarsa Colette nawiązywała liczne romanse, zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Najważniejszą jej zdobyczą była starsza o 10 lat Mathilde "Missy" de Morny, siostrzenica Napoleona III i markiza Belbeuf, uwieczniona w późniejszej twórczości Colette jako Chevaliere. Jak podaje Maria Janion, Colette pisała do niej w listach: "całuję cię, moje serce, jesteś racją mojego bytu".
          Razem wywołały nie lada skandal na scenie Moulin Rouge, gdy 3 stycznia 1907 r. wystawiły pantomimę "Rêve d'Égypte" („Egipski sen”), której punktem kulminacyjnym był ich lesbijski pocałunek. Gdyby nie interwencja policji, zbulwersowani widzowie byli gotowi doprowadzić do zamieszek. W konsekwencji kochanki postanowiły więcej nie afiszować się ze swoim związkiem – mimo iż przetrwał on jeszcze przez kolejne pięć lat, aż do ślubu Sido z dziennikarzem i politykiem Henrym de Jouvenelem, któremu rok później urodziła córkę Colette Renée.
          Jedna z największych skandalistek doby belle époque pieczołowicie pracowała na swoją reputację: w 1923 r. rozwiodła się z de Jouvenelem, po części z jego winy (Henry nie potrafił oprzeć się wdziękom innych kobiet), po części z własnej – sama Colette miała wdać się w romans ze swoim 16-letnim pasierbem Bertrandem. W 1935 r. z kolei jej trzecim mężem został 16 lat od niej młodszy Maurice Goudeket, biznesmen i dziennikarza żydowskiego pochodzenia. Po latach burzliwego życia miała stwierdzić, że spokoju zaznała dopiero u boku Maurice'a, w otoczeniu zwierząt i roślin oddając się pisaniu i gotowaniu. Zmarła 3 sierpnia 1954 r. w wieku 81 lat.
    • black_jotka Re: TAK TO SOBIE 13.02.17, 01:46
      ...wybitny wokalista jazzowy Al Jarreau
      Legendarny amerykański wokalista jazzowy Al Jarreau, siedmiokrotny laureat nagrody Grammy, zmarł w wieku 76 lat - poinformował menedżer artysty. Swoją muzykę, będącą mieszkanką popu, funku, salsy i jazzu, Jarreau nazywał "Youmbination" lub "Jarreau-Music".
    • jutta_t Re: TAK TO SOBIE 13.02.17, 15:34

      Adele breaks the Grammy for Record of the Year for "Hello" after having it presented to her at the 59th Annual Grammy Awards in Los Angeles
      fot. REUTERS/Lucy Nicholson / źródło: Forum
      0TweetnijZobacz1
      Gala „muzycznych Oscarów” za nami. Wśród nagrodzonych triumfowała Adele i jej przebój „Hello” oraz Beyonce ze swoim ostatnim krążkiem „Lemonade”. Nie zabrakło też polskiego akcentu. Krzysztofa Pendereckiego uhonorowano za najlepsze nagranie muzyki chóralnej.

      Do brytyjskiej piosenkarki, Adele powędrowały aż cztery statuetki. Podczas ceremonii wręczenia nagród Grammy, która odbyła się w Los Angeles w Staples Center, gwiazda popu otrzymała wyróżnienie za królujący na listach przebojów utwór „Hello” oraz trzy nagrody za najlepszy album minionego roku zatytułowany „25”. Jej zwycięstwo z pewnością nie jest zaskoczeniem, ponieważ płyta artystki biła rekordy sprzedaży – jedynie w pierwszym tygodniu krążek rozszedł się ponad 3 mln egzemplarzy.
    • dunant Re: TAK TO SOBIE 14.02.17, 01:42
      https://scontent-ort2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/16730423_1314053041990450_3734852520845398345_n.jpg?oh=0c82959b7d0751e2d5f93b9c7f7119e8&oe=594B1649
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 14.02.17, 17:15
      Podziel się

      188 000 osób ewakuowano z okolic najwyższej w USA tamy na jeziorze Oroville, po tym, jak wykryto poważne uszkodzenie. W betonowym dnie kanału odprowadzającego nadmiar wody z jeziora pojawiła się rozpadlina. Ostatnio w tym rejonie intensywnie padało. Teraz okazało się, że konstrukcja może nie wytrzymać napływu wody i grozi zawaleniem. Było niebezpieczeństwo, że woda zatopi okolicę, w tym miasto Oroville. Już zaczęła się wylewać. Straż pożarna mówiła, że na okolicę może spłynąć 9-metrowa ściana wody.

      Jeszcze niedawno mieszkańcy dostali komunikat, że nic im nie grozi. Teraz niektórzy mieli tylko parę minut, żeby zabrać swoje rzeczy.

      Trwa naprawa uszkodzeń. To walka z czasem, bo synoptycy już prognozują kolejne ulewne deszcze.
    • rawik-is-me Re: TAK TO SOBIE 14.02.17, 17:56
      Hugh Jackman od 2013 roku walczy z rakiem skóry. Australijski aktor ujawnił na Twitterze, że już po raz kolejny poddał się zabiegowi wycięcia komórek nowotworowych i zaapelował do fanów, żeby chronili skórę przed nadmiernym opalaniem.
    • rawik-is-me Re: TAK TO SOBIE 14.02.17, 18:34
      Facebook może czynić nas nieszczęśliwymi, a osoby cierpiące na „facebookową zazdrość” narażać na stany depresyjne – to wnioski z najnowszego eksperymentu przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Kopenhaskiego.

      W badaniu wzięło udział 1095 osób, z których połowa miała przez tydzień pozostać odcięta od Facebooka, a połowa została poproszona o kontynuowanie swoich przyzwyczajeń, jeżeli chodzi o portal społecznościowy. Eksperyment ukończyło tylko 888 osób. Reszta odpadła, bo nie dotrzymała postanowienia.

      Najwytrwalszych poproszono o ocenę samopoczucia. Efekt? Abstynenci byli bardziej zadowoleni z życia i oceniali swoje samopoczucie wyżej niż ci, którzy nie zrobili przerwy. W skali od 1 do 10 korzystający z portalu dawali sobie średnio 7,74 pkt. a osoby po tygodniu bez Facebooka – 8,11.
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 15.02.17, 16:25
      Santana rzekł...- Sądzę, że Adele wygrała, dlatego, że naprawdę potrafi śpiewać - powiedział gitarzysta w rozmowie z Australian Associated Press. - Z całym szacunkiem dla naszej siostry Beyonce. Jest piękną kobietą, na którą chce się patrzeć, ale to rodzaj muzycznego modelingu. Muzyka, do której dobiera się suknię. Nie jest piosenkarką w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Z całym do niej szacunkiem. Adele jest taką wokalistką. Nie ma ze sobą tancerzy, rekwizytów. Po prostu wchodzi na scenę i śpiewa piosenkę. I to wszystko. Dlatego to ona wygrywa - podsumował.
    • seremine Re: TAK TO SOBIE 15.02.17, 16:28
      Przypomnijmy, że odbierając Grammy z album roku, Adele powiedziała, że nie może przyjąć nagrody, gdyż ta należy się Beyonce. Angielka zdobyła podczas ostatniej ceremonii pięć statuetek Grammy, Amerykanka opuściła galę tylko z dwoma.

      Adele ma na koncie trzy długogrające dzieła "19" (2008), "21" (2011) i "25" (2015). Jej płyty rozeszły się na świecie w nakładzie przekraczającym 100 milionów egzemplarzy. Ostatni longplay Angielki osiągnął w Stanach Zjednoczonych diamentowy status. Oznacza to, iż krążek "25" kupiło 10 milionów Amerykanów. Za przebój "Skyfall" do tak samo zatytułowanego filmu o przygodach Jamesa Bonda wokalistka otrzymała Oscara, Złoty Glob i Grammy.

      W ciągu blisko 20 lat na scenie Beyonce sprzedała ponad 100 milionów albumów jako solistka i 60 milionów z Destiny's Child. Jej ostatni longplay "Lemonade" miał premierę 23 kwietnia 2016 roku.

      Carlos Santana to jeden z największych gitarzystów wszech czasów. Na koncie ma 10 nagród Grammy i 3 statuetki Latin Grammy. Wylansował przeboje "Black Magic Woman", "Oye Como Va", "Samba Pa Ti", "Maria Maria", "Corazón Espinado" i "Smooth".
    • jutta_t Re: TAK TO SOBIE 16.02.17, 00:51
      Kiedy Niemcy wybrali Hitlera, ona wybrała emigrację. Niemcy jej nigdy nie wybaczyli.

      Do Niemiec wróciła dopiero w 1945 roku. Przejeżdżając dżipem armii generała Pattona, ubrana w mundur amerykańskiego kapitana, przez Akwizgran, „miasto cesarzy i kościołów”, które wcześniej zrównały z ziemią amerykańskie bomby. Przez naród niemiecki była wówczas nazywana zdrajczynią.

      „Wakacje w Berlinie nie będą przyjemne” – ostrzega ją matka w telegramie z 1932 roku. Ale Marlena tęskni jeszcze za domem, nie chce się pozbywać mieszkania w stolicy. Przez pierwsze lata wcale nie jest pewne, że nie wróci do Niemiec.

      Tym bardziej że czołowi naziści mają fiksację na jej punkcie. Kiedy walczyli o władzę, nienawidzili jej weimarskiego monokla i pruskiego drylu parodiowanego na rewiowych deskach. Jednak jeszcze silniejsza jest fascynacja Josefa Goebbelsa i samego Adolfa Hitlera długonogą aryjską blond pięknością, którą koniecznie trzeba odebrać „hollywoodzkim Żydom”. I ponownie uczynić ikoną niemieckiego kina.
      • jutta_t Re: TAK TO SOBIE 16.02.17, 00:52
        Marlena Dietrich. Zdrajczyni


        https://www.newsweek.pl/g/i.aspx/680/-600/newsweek/636226967350424639.jpg
    • jutta_t Re: TAK TO SOBIE 16.02.17, 01:00
      Dziennikarze mówili, że Kazimierz Marcinkiewicz i Izabell mieli niebywałe wręcz parcie na szkło. Tam nie było żadnego problemu ze zdobyciem jakiegokolwiek niusa czy ustawki - mówi Karolina Korwin-Piotrowska w programie Renaty Kim. Zobacz fragment rozmowy o graniach między polityką i showbiznesem.

      - Kazimierz Marcinkiewicz świetnie rozgrywał media, zakosztował popularności, co jest częste w shobiznesie, gdy masz ten okres fejmu, to myślisz: „Jestem fajny, Polska beze mnie upadnie”. A potem się okazało, że nie ma po co pyknąć konferencji. Pojechał do Londynu, spotkał Izabell, dziewczynę, która albo była sprytna albo się po prostu zakochała. Jedno jest pewne, dziennikarze mówili, że ta para miała niebywałe parcie na szkło. Tam nie było żadnego problemu ze zdobyciem jakiegokolwiek niusa czy ustawki, świadomie ze swojego życia zrobili reality show. Czy z tego można kpić? - Tak, bo to było wystawione na widok publiczny - podkreśla Karolina Korwin-Piotrowska. Zdaniem dziennikarki media uczyniły z Izabell ekspertkę, co źle się skończyło, bo ona poszła do tabloidów z tą historią, - To nie jest wina mediów, bo oni nigdy nie powiedzieli "nie" - ocenia gość Renaty Kim.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka