kornel-1
17.09.08, 14:56
Doktora Adamsa poznałem kilka lat temu na jakiejś konferencji poświęconej
psychologii ssaków. Podszedł do mnie po wykładzie, przedstawił się,
wymieniliśmy uwagi na temat przedstawiony przez prelegenta. Adams był wówczas
30-letnim asystentem na Uniwersytecie w Yale. Pasją jego była obserwacja
zachowania małp. Wrócił właśnie z rezerwatu szympansów karłowatych (Bonobo) w
Lola ya Bonobo w Kongo.
- Przez 6 tygodni przyglądałem się życiu małp. Po pewnym czasie potrafiłem już
rozróżnić poszczególnych członków ich rodzin. Przywódcą jednej z rodzin bonobo
był Tim, dorodny, czarny samiec. Jego partnerka Sally, równie wyrośnięta,
zwykle żerowała w towarzystwie dwójki swoich rocznych 10-kilogramowych
szympansiątek. Drugą rodzinę składała się z 40-kilogramowych rodziców - Toma i
Wiki oraz dwójki dzieci: Lucy i Luke'a - o rok starszych od potomstwa Sally.
- Wchodziły sobie w drogę? - zapytałem.
- Tom, o 10 kilogramów lżejszy, czuł respekt przed Timem, nie wchodził mu w
drogę. Ale młode pokolenie chętnie się ze sobą bawiło.
- Słyszałem, że młode bonobo szybko przybierają na wadze...?
- Tak, w drugim roku życia podwajają swą masę.
Adams zamilkł, lecz po chwili podjął opowieść.
- Pewnego ranka zauważyłem, że stadko Tima obsiadło przewrócone drzewo wsparte
na głazie. Wkrótce małpy odkryły, że 10-metrowy pień jest doskonałą huśtawką.
Przeskakiwały z jednej strony na drugą, zaś pień, z którego w regularnych
1-metrowych odstępach sterczały w górę konary, powoli przechylał się to w
jedną, to w drugą stronę.
Po południu dołączyła do zabawy rodzina Toma. Co to był za widok! Osiem
skaczących małp! W pewnym momencie jazgot szympansów ucichł: huśtawka
znieruchomiała. Widocznie była w równowadze. Tom - najinteligentniejszy w
grupie - podrapał się po łepetynie i przeskoczył na sąsiednie, puste miejsce
(oddalone o metr). Huśtawka znów się przechyliła i wrzaski rozległy się ze
zdwojoną siłą.
- Ciekawe... - mruknąłem.
- Ciekawe było dopiero później! - żachnął się Adams - Następnego dnia na
huśtawce po prawej stronie usadowiła się rodzina Toma, po lewej stronie-
rodzina Tima. Pień był w równowadze, nie poruszał się. Małpy się
niecierpliwiły, w końcu dwie z nich jednocześnie skoczyły. Rezultat je chyba
zaskoczył, bo huśtawka pozostała w równowadze! Znów skoczyły dwie małpy i znów
to samo! Huśtawka zadrżała, ale się nie przechyliła! Te nowe doświadczenia
wywołały konsternację u bonobo - zaczęły marszczyć czoło i drapać się. Z
rosnącym zainteresowaniem przyglądałem się z ukrycia kolejnym skokom. Skakały
zawsze dwie małpy i lądowały na wolnych miejscach lub miejscach właśnie
opuszczonych przez skaczącą małpę. Pień do końca pozostał w równowadze.
Zniechęcone małpy zaczęły warczeć na siebie. Rodzina Tima siedząca po prawej
szczerzyła kły na rodzinę Toma z lewej strony pnia. W końcu poszły żerować.
- Chyba się pan pomylił, doktorze Adams! Rodzina Tima siedziała przecież po
lewej stronie...?
- Tak było na początku! Podczas skoków rodziny zamieniły się stronami na pniu.
Zabrzmiał sygnał zapraszający na kolejny wykład. Ale ja nie mogłem się skupić.
Cały czas myślałem, czy ta historia Adamsa była prawdziwa. Bo czy możliwe
jest, by stada zamieniły się miejscami bez naruszenia równowagi przy kolejnych
skokach?
Kornel
W razie niejasności proszę o pytania