starywiarus
04.05.04, 12:47
Kogo zostawią w robocie? Oto jest pytanie. 75% etatów w dezinformacji idzie
się dupczyć, pozostałe wymagają ukończenia Kolegium Europejskiego w Natolinie
i znajomości języków obcych.
================
Satysfakcja funkcjonariuszy jest przedwczesna. W istocie, Traktat z
Maastricht przewiduje, że państwa członkowskie określają przy pomocy swojego
wewnętrznego prawa, kto jest ich obywatelem.
Ale co z tego?
Traktat z Maastricht nie upoważnia Polski bezpośrednio ani pośrednio do
uwięzienia kogokolwiek w swoich granicach na czas nieokreślony z powodu
posiadania niewłaściwego gatunku drobiu na okładce tekturowej książeczki
niesłusznego koloru.
Dowcip nie w tym leży, że Polska sama określa, kto jest jej obywatelem. Tego
jej nikt nie broni i nigdy nie bronił. Dowcip leży w tym¸ że będąc częścią
unijnego systemu prawnego, Polska przekona się, jak trudno będzie, pod
najgłupszym pretekstem administracyjnym, ograniczyć obywatelowi polskiemu
przy pomocy polskiego prawa wewnętrznego jego prawa obywatela Unii
Europejskiej zagwarantowane prawem unijnym.
Jeśli obywatel polski ma ochotę wyjechać z Polski na prawdziwym i legalnie
posiadanym paszporcie Nepalu albo innej Gwadelupy:
- wy wiecie dobrze, że to jest obywatel polski,
- przyznajecie, że dane osobowe w nepalskim czy gwadelupiańskim paszporcie są
prawdziwe,
ale dalej nie chcecie go wypuścić, bo żądacie, żeby miał te same dane
osobowe wpisane do innego paszportu, za który ma wam dobrze zapłacić.
Naruszacie tym samym zagwarantowane mu przez Unię - jako obywatelowi
polskiemu - prawo do swobodnego podróżowania, pod trzeciorzędnym pretekstem
administracyjnym, bo za taki Unia uważa handryczenie się o gatunek drobiu na
okładce paszportu. Nikogo w Europie Zachodniej (i wielu innych miejscach
świata) od 50 lat nie obchodzi, kto na jakim paszporcie ze swojego kraju
WYJEŻDŻA, byle ten paszport był prawdziwy i zapewniał możliwość potwierdzenia
tożsamości.
Wasza ustawa paszportowa nie mówi, że obywatel polski ma OBOWIĄZEK posiadać
polski paszport, ani że paszport jest JEDYNYM dokumentem upoważniającym
obywatela polskiego do przekroczenia granicy polskiej. Wy się jedynie
upieracie przy jednej z wielu możliwych interpretacji administracyjnych tej
ustawy, jaka wam napędza kasę.
Jak Unia zechce, to wam tą interpretację ciupasem zmieni - patrz np. obecnie
sprawnie wprowadzone w życie wymaganie unijne, by z RP można było wyjeżdżać
do krajów UE na dowodach osobistych, chociaż w waszej ustawie paszportowej
nie ma o tym ani słowa.
Przewidzianej przez Traktat z Maastricht deklaracji informacyjnej na temat
obywatelstwa Polska nie złożyła, bo to by groziło zabiciem jej śmiechem na
sali obrad. Musiałaby bowiem wystękać, że co prawda ma na swoim terytorium
nieco ponad 38 mln obywateli, ale z woli Bożej i w duchu przodków czuje się
państwem 50-55 milionowym, ponieważ jej prawo wewnętrzne czyni polskimi
obywatelami, bez pytania samych zainteresowanych o zdanie, 12-17 milionów
osób urodzonych w Polsce lub z polskich przodków, zamieszkałych poza jej
jurysdykcją terytorialną. Liczbę tych obywateli Polska określa na podstawie
swojego głębokiego wewnętrznego przekonania i przemówień Longina Pastusiaka.
Na następne, logiczne pytanie unijne, które wam predzej czy poźniej zadadzą:
czy Polska uważa, że Unia ma jej płacić subwencje obliczone na 55 milionów
obywateli, z tego 12-17 milionów fikcyjnych, Polska nie ma naturalnie żadnej
odpowiedzi, poza ewentualnym śpiewaniem "Roty" i "Boże coś Polskę" na mównicy.
Również wasz dziwaczny postulat, że Polska może, jeśli chce, formalno-prawnie
nie dostrzegać obiektywnie istniejących konsekwencji posiadania przez kogoś
innego obywatelstwa i miejsca stałego zamieszkania poza Polską, ma tyle samo
sensu, co wydanie rozporządzenia, że płaszcz zmoczony na zagranicznym deszczu
uważa się za suchy. Zwłaszcza, że Polska jednocześnie aktywnie utrudnia
uporządkowanie spraw obywatelstwa przez osoby, które chcą mieć pojedyncze
obywatelstwo - chcą się zrzec polskiego, a pozostawić sobie inne.
Z calego tego zagadnienia wynika sterta interesujących paradoksów prawnych,
które w nadchodzących miesiacach zapewnią wszystkim wiele godzin rozrywki w
Strasbourgu i niejednego mercedesa euro-prawnikom. Na razie, orzecznictwo
Strasbourga wskazuje, że Unia odnosi się wysoce sceptycznie do polskiej
doktryny, że jeśli ktoś jest polskim obywatelem, to jest własnoscią państwa,
i Rzeczpospolita może z nim robić co chce. Sporo euro na przykład już
wypłacono w odszkodowaniach za opieszałość polskiego sądownictwa, które dalej
jednak myśli, że może oswoich bywateli trzymać w pudle bez wyroku jak długo
mu się spodoba.
Funkcjonariusze wasi, przyzwyczajeni do knuta, mają pierdolca na punkcie
władzy absolutnej suwerena nad poddanymi. Idealnym ustrojem państwowym dla
polskiego urzędnika jest etatyzm autorytarny. Unia natomiast opiera się na
koncepcjach podmiotowości jednostki i państwa obywatelskiego. Klasyczny
konflikt Wschód-Zachód.
Pożyjemy, zobaczymy, czyje będzie na wierzchu w następstwie nadchodzącego
starcia Europy z Azją.
PS. A co zrobicie, kiedy Unia niebawem każe wam zdjąć kontrolę WYJAZDOWĄ z
granic wewnątrzunijnych z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą, oraz z promów
do Skandynawii?