iziula1
26.11.04, 19:08
Boże,już ledwo zipie. Mój synus kochany potrafi wpędzic mnie w takiego dołka
psychicznego, że mam ochotę siąść z nim razem i płakac.
Poranek zaczyna od tego,że On musi wstać i to jest ogromne NIESZCZĘŚCIE...On
się nie wyspał,dlaczego...to przez Ciebie.
Śniadanie...dlaczego znowu kanapki, ja nie chciałem mleka, ja chce
herbatki...nie ja nie chce herbatki z cukrem, chce z sokiem albo nie, chce
mleko.... Dlaczego zawsze ja, dlaczego mnie to spotyka...(tu pojawia sie
dziki wrzask i płacz)
W szkole-miejsce akcji szatnia: ja nie cierpie tych butów, dlaczego zawsze
mnie to spotyka, cały swiat sie na mnie uwziął...
Powrót ze szkoły...a oni ciągle mnie zaczepiaja...ja nie mam nożyczek
szkolnych...dlaczego nie miałem książki do angielskiego...o nie, nie będe sam
sie pakował! Tu miejsce na łzy i krótki bunt,że nie wraca do domu.
A w domu wieczorem: nie będe jadł...będe jadł...nie cierpie Was...czemu
urodziłem sie w tym domu...jesteście wstrętni...wyprowadzam sie...nie chce
spać...ja chce spać(po czym buszuje do do 23 w nocy)...woda za zimna...za
ciepła...kolacja jest nudna...łóżko za twarde...poduszka za miękka...
Potem pojawiaja sie teksty w stylu: ja nic nie potrafie,nigdy mi sie to nie
uda, nie umiem, nie będe, to już mnie nie kochacie...wszystko jest do
niczego...nie pójde na basen...
I tak przez całą dobe koncert na jedno małe gardło. Z małą przerwą na sen,
kiedy już w końcu zdecyduje sie zasnąć!
Jestem zmęczona ciągłym tłumaczeniem,że nikt sie na nim nie uwziął,że jeśli
wybiera batonik w białej czekoladzie to on nie bedzie w brązowej czekoladzie
przy czym ja poddaje sie przy płaczu...dlaczego on wybrał właśnie taki...
Zastanawiam sie gdzie podział sie mój usmiechniety brzdąc, który witał każdy
dzień usmiechem, który gdy odbierałam Go z przedszkola był szczęśliwy i
usmiechniety. Teraz to jeden zapłakany, krzyczący, obrażony na cały swiat
worek problemów.
Powiedzcie, że to minie,że to taki wiek, bo ja przestaje już cokolwiek z tego
rozumieć. I jestem zmęczona.