kmkasia
13.04.05, 14:45
Nawet nie specjalnie wiem jak zacząć. Zacznę może od początku.
Jestem katoliczkę z tradycji rodzinnych, w tej chwili oddaloną od instytucji
Koscioła i wogóle jakoś na rozdrożu, z różnych powodów ale chciałam napisać o
jednym od którego się zaczęło.
Mój mąż jest rozwiedziony. Rozwód nie z jego winy, kilka lat szarpaniny, jego
ex chciała rozwodu więc się rozwiedli.Są dzieci z poprz. małżeństwa.
W tej sytuacji my wzięliśmy ślub tylko cywilny (ksiądz nawet nie nazwał tego
ślubem tylko kontraktem cywilnym) i jak wiadomo nie jesteśmy już
pełnoprawnymi członkami Kościoła Katolickiego. Moglibyśmy oczywiście
rozpocząć procedurę unieważniania poprzedniego małżeństwa, ale jakoś nie jest
to w zgodzie z moim przekonaniem. Sama nazwa UNIEWAŻNIENIE, no bo jak można
udowadniać nieważnośc małżeństwa, które trwało kilkanaście lat i są z niego
dzieci. Teoretycznie można, wiem bo zasugerował nam to ksiądz, ale kogo
będziemy oszukiwać nas? Boga? przecież wiem, że to małżeństwo istniało.
Przerażająca jest też machina biurokratyczna jaką trzeba by uruchomić.Czy
należy trwać w małżeństwie nawet wtedy gdy wszyscy z tego powodu cierpią???
czy nie ma szans na powtórne??? czy nie można popełnić błędu. Czy my już na
zawsze będziemy wygnani??? Kochamy się, mamy dwójkę cudnych dzieci.Jestem
wierząca, mój mąż nawet bardziej niż ja, tyle, że ja potrzebuję choćby od
czasu do czasu jakiejś grupy, wspólnoty. A może w KK jest też jakaś furtka o
której nie wiemy? Jak to wygląda w innych wyznaniach chrześcijańskich ?.
Pozdrawiam
Kasia, mama Asi (12.11.2002)i Alusi (29.10.2004)