Dodaj do ulubionych

14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim radę?

12.01.06, 19:24
Mój czternastoletni syn uczy się kiepsko. Nie mam już pojęcia jak zmotywowac
go do nauki. Ma obcięte kieszonkowe, nie moga do niego na noc przychodzić
koledzy i on do nich nie może wychodzić. Ma ograniczony dostęp do internetu
(założyłam hasło na kompie; wcześniej syn siedział w internecie całe dnie
grając w grę on-line TIBIA) a oceny drgnęły tylko trochę. Na półrocze ma
wystawione następując oceny: 7 dopuszczających, 3 dostateczne, 1 dobrą i 1
celującą ocenę. Wszystkie kary miały swój początek w listopadzie po drugim
zebraniu rodzicielskim kiedy to zobaczyłam w dzienniku prawie same jedynki!!!!
Syn ma do mnie żal, ze utrzymuję dalej kary mimo, że on tak bardzo się starał
(!!!).
Boję się, że taka sytuacja wpłynie na nasze relacje i syn całkowicie się
zamknie.
Co robić?
Obserwuj wątek
    • aaggaa9 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 19:41
      mam córkę w IV klasie więc nie bede porównywać natomiast uważam po1.czy dziecko
      sie stara?tzn czy naprawde przykłada sie do nauki bo jesli problem nie tkwi w
      lenistwie to po prostu moze jest mniej zdolny.po2.czy sprawdzasz mu zeszyty,
      robicie razem lekcje, odpytujesz go, pomagasz?
      napisz co myślisz w czym tkwi problem?jak uczył sie wczesniej?
      chciałabym coś więcej się dowiedzieć
      • wilczycam Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 19:55
        super uczył się przez pierwsze lata podstawówki. Wtedy też siedzieliśmy razem
        przy lekcjach dzień w dzień. Później doszłam do wniosku, że jak będę tk z nim
        siedzieć codziennie to w końcu nic nie bedzi umiał robić samodzielnie i zaczął
        odrabiać lekcje sam. No i się zaczęło.....z tym, że nigdy nie było tak
        tragicznie jak w gimnazjum.
        Zeszyty sprawdzam mu raz na tydzień-dwa. Problem tkwi w tym, że nie ma w nich
        zanotowanych zadań domowych (o których później dowiaduję się w postaci jedynek).
        A propos starania.....niby się stara...ale bez nagonienia do nauki i tak nie
        widzę, żeby siedział nad lekcjami.
        Nawiązałam współpracę z jednym z uczniów z klasy syna, który daje mi cynk o
        sprawdzianach i kartkówkach. Pytam wtedy syna czy nie ma nic do nauki a on mi
        już 3 razy powiedział, że nie po czym jak mu mówię o klasówce odpowiada "aaaa,
        tak! faktycznie!" Czasem mam wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem niespełna
        rozumu.
    • triss_merigold6 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 19:46
      Odpuść trochę, te kary nie mogą trwać wiecznie. Może chlopak jest po prostu
      mniej zdolny i nauka przychodzi mu z trudem. Rodzice rzadko przyjmują do
      wiadomości, że ich dziecko nie radzi sobie z nauką nie z powodu lenistwa czy
      innych zainteresowań tylko z powodu ograniczonych zdolności. Może warto udać
      się do poradni? A może chłopak należy do tej grupy dzieci które nie poradzą
      sobie w liceum za to mają inne talenty?
      • wilczycam Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 19:58
        Oczywiście, ze ma inne talenty. Świetni mu idzie w sporcie. Chodzi na zajęcia w
        klubie sportowym gdzie odnosi sukcesy. Ta jedyna ocena celująca jest właśnie z
        WF-u. Tyle, ze to nie zmienia faktu, że poświęca mało czasu na naukę. I to
        chyba nie jest kwestia braku zdolności....jak poświęci trochę czasu nauce
        przynsi do domu 4 i 5! Tyle, że z tym poświęcaniem czasu jest problem a ja nie
        chcę być żandarmem, któremu wiecznie mało i źle.
        • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 20:12
          Ja uczylam w gimnazjum i moge ci wspolczuc wlasciwie. Jak dziecko nie chce to
          sie za niego nie nauczysz. JA jestem zwolenniczką raczej samodzielnosci i na
          twoim miejscu powiedzialabym mu w listopadzie co mysle i poweidzialabym ze to
          jego zycie. Jakby dostal pare jedynek na semest to by sie moze wystraszyl.
          Najgozej ze teraz z wyksztalceniem nie idą pieniądze, ale mzoe zanim twoj syn
          bedzie dorosly zaczną sie pojawiac roznice. I jakby tak popatrzyl na facetow
          ktorzy teraz np remontują rury bo im sie nie chcailo uczyc to by sie nad zyciem
          zastanowil. W kazdym razie nie przezyjesz tego za niego a jak widac kary nie
          skutkują. A wydaje mi sie ze on uwaza ze to ty jestes za neigo odpowiedzialna,
          sprawdzisz czy ma kartkowke, przypomnisz, sprawdzisz zeszyty... i tak do
          matury?
          • acorns Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 20:26
            Popełnię mały off topic, ale czy Ty wiesz ile zarabiają panowie "remontujący"
            rury? Oczywiście nie oficjalnie, tylko tak na czarno? To Ci powiem - dużo
            więcej niż ludzie po studiach przewalający papierki w jakimś biurze. I ci od
            rurek mają robotę zapewnioną. Ktoś mądry na forum Onetu (chyba)
            powiedział "rury pękają, pękały i będą pękać, a magistry płaciły, płacą i będą
            płacić" smile Wygląda na to, że hudraulik (tak się nazywa pan remontujący rury) to
            zawód z przyszłością, bo jego nie zastąpi żaden komputer ani automat.
            • hedonista.oswiecony hie hie 12.01.06, 21:54
              to zostań sobie hydraulikiem i spróbuj tego kawałka chleba. Swoje uogulnienia
              budujesz na paru osobach, przejdź się na pierwszą lepszą budowę, szczególnie
              zimą... A i magister magistrowi nierówny. Wątpię by jakiś hydraulik zarabiał
              tyle co w mojej firmie ludzie zarabiają.... Mam wrażenie jakbym się przeniósł
              20 lat wstecz jak się moi kumple robole w głowę stukali kiedy się cieszyłem, że
              się na studia dostałem...
              ech smile
              ukłony
              • acorns Re: hie hie 13.01.06, 12:01
                Pracowałem na budowie. Wiem jak jest.
                Na pewno bycie hydraulikiem nie jest gorszym zajęciem niż bycie pracownikiem
                biurowym. Nie każdy się odnajduje wśród lapopów, komórek, papierów i w
                przeszklonych pomieszczeniach. Za to może świetnie odnajdywać się wśród
                ociekających smarami i oliwą maszyn. Najważniejsze to pozwolić dziecku podążać
                za marzeniami zamiast wywierać nacisk. Nawet jeśli te marzenia to bycie
                operatorem spychacza. Lepiej być szczęśliwym i zadowolonym kiepsko zarabiającym
                operatorem spychacza niż dobrze zarabiającym, sfrustrowanym i męczącym się w
                pracy "białym kołnierzykiem". Do tego dochodzi ta ciągła niepewność jutra tak
                typowa dla pracowników biurowych. Nic dziwnego - jeden garniturek może być w
                każdej chwili wymieniony na innego. Ojciec mojego znajomego opowiadał mi
                anegdotę jak to leżał w szpitalu razem z byłym dyrektorem stoczni nie pamiętam
                której. I tak sobie rozmawiali. ZSRR złożył zamówienie na taką ilość statków,
                że stocznia nie dałaby rady tyle zbudować - niedobór spawaczy. Stocznię
                odwiedził ówczesny minister Zbigniew Szałajda, który znalazł niezwykle proste
                rozwiązanie i nakazał dyrektorowi zorganizować 3 miesięczny kurs na spawaczy.
                Dyrektor odpowiedział "Panie ministrze, w trzy miesiące to ja mogę wyszkolić
                ministra, ale nie spawacza na kadłuby". Dyrektor prawie natychmiast stracił
                posadę. Jak myślisz - słusznie?
                • hedonista.oswiecony Re: hie hie 13.01.06, 18:15
                  wiesz nie widzę różnicy w tempie utraty pracy hydraulika i w biurze,ale widzę
                  różnice w jakości życia, a byłem w obu miejscach więc własnego zdania raczej
                  nie zmienię. Co do dziecka to masz rację, że jak chce być szczęśliwe w smarach
                  to jego wybór, ale tłumaczę dziecku, że niech robi co chce, ale mając
                  wykształcenie ma większy wybór

                  A co do wykształcenia ministra to raczej nie podzialem popularnych poglądów, że
                  to niby takie łatwe i wyżej tym trudniej bo musisz zarządzać coraz większą
                  grupą ludzi, a że dostają się tam matoły to potem spadają po 3 miesiącach... w
                  ogóle bym nie porównywał firm prywatnych z tym bagnem państwowym

                  ukłony
    • acorns Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 20:22
      Jak go próbujesz do tej nauki zmotywować? I czy w tym motywowaniu uwzględniasz
      jego osobę, czy też on, jego cele, marzenia są na jednej z ostatnich pozycji?

      Ważna też jest metoda nauki. Szkoła jest tak paskudną instytucją, że narzuca
      tok nauki uczniom bez względu na preferencje. I na dodatek nie prowadzi żadnych
      zajęć mających na celu poznanie własnej osoby. Forsowany jest jedyny słuszny
      sposób nauki poprzez ilość dupogodzin nad książkami i wymuszający
      systematyczność i pracę na ocenę. A to nie każdemu uczniowi odpowiada. Ty nie
      powinnaś zaczynać od karania syna za opuszczenie się w nauce, tylko wspólnie z
      nim znaleźć przyczynę. Nie trzeba zwalać na internet tylko dlatego, że
      pochłania zbyt dużo czasu. Pogadaj z synem, niech opowie Ci jak dokładnie
      wygląda u niego proces uczenia się. Jeśli nie prowadzi on do zamierzonego celu,
      należy pójść inną drogą. Może złe oceny działają na niego deprymująco. Może on
      za bardzo się rozdrabnia w tym wszystkim, bo to przecież i prace domowe na
      ocenę i kartkówki na ocenę i wszystko naraz na ocenę i zajoba można dostać od
      tego. W dodatku każdy nauczyciel widzi tylko swój przedmiot a inne ma głęboko w
      d. Tak niestety jest w szkołach. Złe oceny wcale nie świadczą źle o uczniu
      (pomijając przypadki totalnej zlewki przez ucznia), tylko o nauczycielach,
      którzy nie potrafią nauczyć, o sztywnym systemie edukacji. Ja na przykład
      miałem zawsze problemy z historią. Wszyscy nauczyciele popełniali ten sam błąd -
      mieli obsesję na tle dat. Nie uczyli historii jako ciągu silnie ze sobą
      powiązanych zdarzeń rozłożonych w czasie, tylko uczyli wyrywkowo i tylko daty,
      daty, daty, a pomijając zupełnie związki z wydarzeniami wcześniejszymi. Córka
      ma tak samo, więc znaleźliśmy inny sposób, który kosztuje ją dużo mniej pracy,
      a przynosi lepsze efekty - uczy się od razu całego programu danej klasy,
      najpierw w zarysie, a potem ze szczegółami, a z dat przygotowuje sobie solidną
      ściągę. Poszukajcie i Wy dobrej metody nauki. Kary wywołają bunt i wtedy
      sytuacja się jeszcze pogorszy.
      • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 20:52
        A ja się zastanawiam, jak przy tej ilosci kar ma wygladać dzień Twojego syna?
        Czy oczekujesz, że cały wolny czas powinien poświęcić na nauke? To po prostu
        niemożliwe. 14-latek, w wieku dojrzewania musi mieć czas na odpoczynek.
        Problem ze złym uczeniem się jest bardzo złożony i nie można rozumować w ten
        sposób - nie uczy się -to leń. Jakby przestał zajmować się tym, co lubi robić,
        a cały czas uczył sie tego, co musi, do dostawałby dobre stopnie. Przede
        wszystkim to nieprawda. Część osób działa tak, ze jedynki i kary motywuja, dla
        innych - a jest ich nie mniej - pare jedynek to koniec nauki. A piątka i
        pochwała potrafi czynić cuda. Po drugie, rozwijanie swoich pozaszkolnych
        zainteresowań (sport, czytanie książek, modelarstwo czy cokolwiek) często w
        przyszłosci procentuje o wiele bardziej niż jedynki w gimnazjum, o których po
        kilku latach już się nie pamięta.
        Dotychczas Ty byłaś odpowiedzialna za naukę syna. Nauczyłaś go wielu rzeczy, za
        wyjątkiem jednego -ze za naukę on sam jest odpowiedzialny. Nadal to ty
        denerwujesz się bardziej, sprawdzasz zeszyty i kompromitujesz go (niestety, to
        prawda) sprawdzając u kolegi, co jest zadane. Tym samym pokazujesz synowi, ze
        jego nauka jest Twoją sprawą i to Ty, a nie on jest najbardziej zainteresowany
        wynikami. Należy uswiadomić sobie, że Twój syn ma 14 lat, nie 7 i to on chodzi
        do szkoły, a Ty ja już chlubnie ukończyłaś.
        Dla chłopców w tym wieku bardzo charakterystyczne jest opuszczenie się w nauce.
        Szkoła polska nie uwzględnia przemian hormonalnych, dorastania, młodzieńczych
        problemów. Ostateczną miarą oceny mlodego człowieka staje się stopień w szkole.
        Niestety, okazuje się, ze rodzice też patrzą na swoje dzieci nie jak na ludzi,
        lecz wyłącznie jak na uczniów. Osiągnięcia na innym polu, charakter, są
        nieistotne lub drugorzedne. Licza się klęski w szkole. Zły uczeń=zły człowiek.
        Odpuść. A już na pewno nagradzaj wszelkie wysiłki, bo inaczej Twój syn może
        spokojnie przestać się starać - po co, jesli tego nie doceniasz?
        Jestem matką fatalnie uczącego się syna.Mój syn nie skonczył LO. Musiałam
        przenieść go do marnego prywatnego Liceum Zawodowego. To w niczym mu nie
        przeszkodziło. Teraz jest dobrym studentem na kierunku, o którym marzył od
        ukończenia V klasy i pisze magisterium. Złe stopnie to jeszcze nie dowód, że
        nie osiągnie się nic w życiu!!!!
        • hedonista.oswiecony słusznie 12.01.06, 22:02
          bardzo mądre słowa Twoje i poprzednika... zapominamy, że 14 lat to wiek
          dojrzewania i że jest to dość ważny moment w życiu człowieka... ma sporo spraw
          ważniejszych od nauki... ale trzeba szukać drogi. Karanie skutkuje głównie
          walką z matką, a nie nauką
          ukłony
          HO
    • aaggaa9 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 20:44
      nie chcę myśleć,że na naukę dziecka nie mamy wpływu, ale też myśli mam takie,że
      nie zawsze można dać temu radę.uczyłam się przeciętnie w podstawówce, w liceum
      lepiej i dużo rozmawiałam potem na temat nauki jako dorosła.niestety nie doszłam
      do żadnych konstruktywnych wniosków.osoby, które się dobrze uczyły nie
      zawdzięczały tego swoim rodzicom tylko po prostu takie były, nauka przychodziła
      łatwo, miały wyrobioną dobrą opinie i było ok.moja koleżanka dopingowała
      14-letniego syna obietnicą kursu płetwonurkowego, podciągnął się ale nie aż tak
      super i miała dylemat, ale ponieważ się starał, siedział przy tych lekcjach,a tu
      jeden punkt ze spr do 4, atu coś tam itp no poszedł na ten kurs
    • nangaparbat3 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 21:05
      >>>Nawiązałam współpracę z jednym z uczniów z klasy syna, który daje mi cynk o
      >>sprawdzianach i kartkówkach.

      Zapytałam corkę (14, II gimnazjalna), co zrobi Twój syn, kiedy sie o tym dowie.
      Odpowiedziała: zabije mame i kolegę.
      To oczywiscie przenośnia, ale ja bym zaprzestała tych konszachtow zanim syn sie
      połapie. Podobnie zaprzestałabym przegladania zeszytów. To nic nie daje poza
      buntem - a ten sie wyraża w tym wieku nieuczeniem się.
      Chłopcy w tym wieku z reguły nie przepadają za uczeniem się, zresztą uważam, ze
      naprawdę zdrowiej ganiać za piłka niz siedzieć w ławce i wysłuchiwać, co
      nauczyciele plotą (jestem nauczycielką, tak na marginesie). Ale tez rozumiem,
      ze sie martwisz, do jakiej szkoły dostanie sie po gimnazjum. Przypuszczam, ze w
      przyszłym roku siłą rzeczy troche bardziej sie przylozy niż w tym, a skoro jest
      inteligentny, douczy sie rzutem na taśmę i dobrze mu pójdzie na egzaminie
      gimnazjalnym, więc wszystko moze się nienajgorzej skończyc. Ja bym z nim odbyla
      poważną rozmowę i zawarła taki układ: nie kontroluje jego zeszytow, nie
      zaganiam do nauki, nie zrzędzę, nie pytam, czy odrobił lekcje, za to on wybiera
      3-4 przedmioty, z ktorych stara sie radykalnie poprawić oceny, po to zeby w
      przyszłym roku mieć do wyboru parę niezłych szkół, a nie tyllko z końca listy.
      Oczywiście wśrod tych przedmiotów powinny byc polski i matematyka.
      No i oczywiście to poprawienie ocen nie może nastąpić z dnia na dzień, to
      proces powolny, często dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, albo i gorzej.

      • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 21:58
        Nie dawno odbylam rozmowe z mama 12-latka. Dawid uczyl sie swietnie w klasie IV
        ale w V -tej zacząl zawalac. I rzeczywiscie po tej listopadowej rozmowie zaczal
        sie bardzo statac. Ale niestety w szkole nie ocenia sie staran od listopada -
        nad czym osobiscie od czasu do czasu boleje, wiec moze naprawde sie naprawde
        stara ...
        • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 23:21
          Moze warto sprobowac postawic zadania krotkoterminowe i mniejsze, 'ma byc 4 z
          matematyki i fizyki a inne przedmioty zaliczone.' Majac mniej, a bardziej
          konkretnie, jest wieksza szansa na sukces. Jak ma duze zaleglosci to poprawienie
          w krotkim czasie wszytskiego jest nierealne, i to ze sie stara a nie wychodzi
          tylko bardziej go zniecheci. Dobrze tez chwalic za kazdy sukces, nawet malutki.
          Nastolatek bardzo jeszcze potrzebuje takiej zachety ze strony otoczenia.
          A co do kontrolowania - kompletnie odpuscic nie radze bo to jeszcze dzieciak i
          trudno oczekiwac ze juz teraz bedzie rozumial ze brak wyksztalcenia ograniczy
          jego wybor w przyszlosci, ale zbyt duza kontrola zwolni go calkowicie od
          odpowiedzialnosci za wlasna przyszlosc. Raz na tydzien sprawdzenie zeszytow,
          odpytanie co tam robia w szkole wydaje mi sie nie najgorsza metoda.
          • nangaparbat3 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 12.01.06, 23:36
            Raz na tydzien sprawdzenie zeszytow,
            odpytanie co tam robia w szkole wydaje mi sie nie najgorsza metoda.

            To moze sie zapytaj czternastoletniego chłopaka, co czuje, kiedy mamusia
            przegląda jego zeszyty.Pouczające.

            A odpytywanie, co robia w szkole, to najlepszy sposób, zeby przestał się
            odzywać i zacząl warczeć na matkę o byle co. Co innego rozmowa - dialog -
            zainicjowany przez niego - ważna i potrzebna. Natomiast odpytywanie,
            wypytywanie itp tylko budzą gniew i opór.
            I nie mówcie, ze czepiam się słów. Różnica miedzy "odpytaniem" a rozmową jest
            zasadnicza.
            • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 10:31
              A ty zawsze robisz tylko to czego oczekuje od ciebie 'dorosly' 14 latek? 14
              latek to jeszcze dziecko i szczegolnie jak ma klopoty z nauka to trzeba do tych
              zeszytow od czasu do czasu zajrzec. Oczywiscie uczucia 14 latka sa wazne ale
              rownie wazne to by nie zabagnil sobie zbytnio przyszlosci. Trzeba poprostu
              wywazyc miedzy tym co czuje dziecko a tym co dla jego dobra musimy zrobic, nawet
              jak on to odbiera jak 'obraze'.
              • nangaparbat3 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 21:11
                krzys111 napisał:

                > Oczywiscie uczucia 14 latka sa wazne ale
                > rownie wazne to by nie zabagnil sobie zbytnio przyszlosci. Trzeba poprostu
                > wywazyc miedzy tym co czuje dziecko a tym co dla jego dobra musimy zrobic,
                nawet jak on to odbiera jak 'obraze'.

                Cały problem w tym, że nie istnieje taka opozycja: albo nie bedziesz bedziesz
                szanować jego uczuć, albo zabagni sobie przyszłość. Jest dokładnie na odwrót -
                to my, rodzice, nie szanujac dzieci, pchamy je do buntu, do najrózniejszych
                zachowań, które rzeczywiscie mogą sie bardzo źle skończyć.
                • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 21:33
                  Jak rozumiem ty sznujac uczucia nastolatka szanowalabys kazda jego decyzje?????
                  A co np jezeli w wieku 'szkolnym' mlodzieniec chce koniecznie sprobowac wodeczki
                  bo koledzy ' pija na kazdej imprezie i jest fajnie' czy gdy podejmuje rownie
                  przemyslana decyzje nie bedzie chodzic do szkoly 'bo glupia'. Oczywiscie to
                  ekstremalne 'decyzje', ale i z mniejszymi rownie 'przemyslanymi' moze byc
                  klopot. 'Szanowanie' decyzji nastolatka i dbanie o jego przyszlosc to czasami
                  wykluczjace sie rzeczy o czym wie kazdy rodzic. Nastolatek ma prawo czasami byc
                  jeszcze bardzo glupi i podejmowac glupie decyzje - to prawo tego wieku i
                  konsekwencja braku doswiadczenia.
                  Rodzice kierujac sie wlasnym doswiadczeniem musza czasami mowic nie, bo inaczej
                  'rzeczywiscie moze sie zle skonczyc'.
                  • nangaparbat3 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 23:00
                    Szacunek dla uczuć absolutnie nie jest równoznaczny z akceptacją każdej
                    decyzji, każdego pomysłu. Ale łatwiej wyperswadować komuś głupi pomysł sznujac
                    jego uczucia. Wbrew pozorom i zakorzenionym przesądom - naprawdę łatwiej.
                    • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 23:28
                      Czasami by byc dobry rodzicem, musimy byc 'zlym rodzicem' wg 'uczuc-odczuc'
                      naszego nastoletniego dziecka i to nie jest 'przesad' lecz rzeczywistosc z ktora
                      spotyka sie kazdy rodzic.
    • matkatrojgadzieci Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 12:07
      Receta nie jest prosta.
      Dziś istnieje taki a nie inny ( moim zdaniem zły) system rekrutacji do liceów i
      na studia.
      Sporo zależy od ocen, wyliczania średniej itp.
      Syn verdany zdał na studia dawno. Zdał e g z a m i n z określonych przedmiotów,
      nie brano pod uwagę matury i osiagnięć z liceum ( lub brano w sposób minimalny).
      Oceny z gimnazjum , niestety, liczą się przy rekrutacji do liceum.
      Nie można więc całkowicie odpuścić nauki w szkole i olewanie stopni.
      Z drugiej strony nie każdy człowiek ma predyspozycje do studiowania w szkole
      wyższej. Lepszy dobry zawód ( może mniej prestiżowy) niż męćzenie się całe lata
      na uczelni po to, aby zasilić grono bezrobotnych .
      Wilczycam zastosowała bardzo ostre restrykcje chcąc w ten sposób zmusić syna do
      nauki. Obcięte kieszonkowe, ograniczenie kontaktu z kolegami, komputer na
      hasło. Wątpię, aby to zmotywowało syna do pracy. Może natomiast spowodować, że
      będzie kłamał, oszukiwał, szukał sposobów , aby spotkać się z kolegami czy
      zdobyć forsę.
      Może też powstać właściwy dla tego wieku bunt.
      Wilczycam sama przyznaje, że syn ma żal. Nie wiemy co też innego kotłuje się w
      głowie młodego w sumie człowieka będącego w okresie burzy hormonalnej,
      rozchwianego emocjonalnie.
      Lęk, że obecna sytuacja fatalnie wpłynie na rodzinne relacje jest w pełni
      uzasadniony.
      Wliczyco, spróbuj teraz w czasie ferii ograniczyć restrykcje - niech syn
      spotyka się z kumplami, ma kieszonkowe, siedzi do woli przy kompie. Wykorzystaj
      czas przerwy w nauce na rozmowę. Spróbuj się dowiedzieć co jest powodem pał,
      jakie syn ma kłopoty, z czego zaległoći no i co dzieje się w szkole.
      Po feriach ustalcie z nauczycielami przy pomocy wychowawcy plan wychodzenia ze
      złych ocen.
      Może będą potrzebne korepetycje ( nie na stałe, ale 5-10 lekcji na wyjaśnienie
      wątpliwości i nadrobienie braków). Może syn zmienił szkołę i nie może odnaleźć
      się w nowym środowisku, może jest ofiarą przemocy, może coś narozrabiał i
      przykleiła się do niego etykietka złego ucznia.
      Nie jest wykluczone, że będzie potrzebna wizyta w poradni psychologiczno-
      pedagogicznej, a nawet zmiana szkoły albo środowiska.
      Na te wszystkie pytania spróbujcie odpowiedzieć razem.
      Nie jest wykluczone, że syn zakochał się i boleśnie przeżywa odrzucenie
      ukochanej ( lub brak zainteresowania swoją osobą).
      Z największych tarapatów da się wyjść przy dobrych relacjach dziecko-rodzice.
    • wieczna-gosia Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 12:53
      a co twoj syn na to? w zaneczeniu na te zle oceny na twoja chec by uczyl sie
      lepiej? podziela ja? Czy ustaliliscie jakis plan naprawy, czy tez "oceny maja
      byc wyzsze i konniec"?

      moje dziecko II gimnazjum przez cala pierwsza sie nie uczyla. Miala same mierne
      smile poza tym warczala na nie przy kazdej probie zblizenia na metr, uwazala ze
      wszyscy sa durni, lacznie z jej matka itd.

      Po pierwsze- poszlam do szkoly porozmawiac- co sadza na ten temat nauczyciele,
      czy oprocz zlych stopni dzieje sie cos jeszcze? Nauczyciele twoerdzili, ze nie-
      grzeczna, dyskutuje, ale umiarkowanie, nie wieje z lekcji, sympatyczna. Nie
      uczyc sie po prostu. nie przygotowuje.

      Ja wybralam metoda najblizsza mojemu sercu- czyliprzeczekanie. Staralam sie nie
      oceniac jej jako ucznia. Czepialam sie zachowania wobec mnie czy taty- staralam
      sie nie wkraczac w sprawy szkolne. W koncu na miernych sie zdaje smile Przy okazji
      roznych rozmow, kiedy wyplywal temat przyszlosci- staralam sie jej po prostu
      uswiadomic, ze pewnych wyborow nie okonujemy na zlosc mamie, bo nie w mame w
      ostatenych rozrachunku one uderza. I ze ja zawsze stane kolo niej i wespre ja
      ramieniem, ale konsekwencji za nia nie poniose. Uwaznie ja obserwowalam i
      staralam sie podsuwac jej rozne rzeczy zgodnie z jej zainteresowaniami. Staralam
      sie wciagnac w jej swiat.

      Po wakacjach distalam nowy model coreczki- uczy sie. Tylko to, co lubim, ale
      dzieki tamtemu rokowi chyba zdefiniowala co lubi. I sie okazalo ze lubi calkiem
      duzo. Pomogl mi tez trener- co jemu wolno- tego czasami matce nie wolno. A on
      wymaga by jego zawodnicy uczyli sie przyzwoicie. I troche jej nagadal smile bez
      specjalnego porozumienia ze ma musze przyznac.

      Tylko widzisz, jak mam silne wewnetrzne przekonanie, ze ja mam madra corke. I
      fajna, ktora glupieje okresowo- taki wiek smile I byc moze zmarnuje jakas tam sznse
      zyciowa, ale jest w takim wieku ze tych szans moze byc kilka. I doszlam do
      wniosku ze czlowiek w tym wieku i tak obrywa taka dawka krytycyzmu, ze ja nie
      moge dodatkowo w nia walic. Musze oczywiscie punktowac pewne zachowania, ale tez
      musze byc sprawiedliwa. W koncu jedna mam taka coreczke, nie?

      U mie sie oplacilo poczekac. Dziecko samorzutnie wrocilo do nauki, a ja nie
      zyskalam pod dachem wroga.
    • alina66 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 17:17
      też uważam, że za dużo kar- zwłaszcza to wychodzenie do kolegów i wizyty
      kolegów bym odpuściła. Chociaż z tymi karami to różnie bywa.Kiedyś
      podsłuchałam rozmowę mojego syna z kolegami, że ma szlaban na coś. W jego
      głosie usłyszałam nieco dumy (??????), niby że mamusia konsekwentna czy jak?
      Sama nie wiem.

      W tym wieku kontakty towarzyskie są bardzo ważne, nauka mniej. Kiedy mój syn
      miał tyle lat, uczył się fanaberyjnie i okresowo. Do dzisiaj uczy się tego, co
      lubi i uważa za potrzebne, i z tego jest naprawdę dobry (olimpijczyk), resztę
      delikatnie mówiąc olewa.
      Rozmawiać trzeba na pewno i wskazywać na konsekwencje własnego postępowania.
      Ale to trudny wiek. Też skłaniałabym się ku ustaleniu, które przedmioty są
      ważniejsze, wspolnie z synem. I - cierpliwości i wytrwałości.
      Czasem kilkakrotnie w ciągu dnia miałam ochotę udusić smile Nadal czasem mam , ale
      rzadziej (ma 17,5)
    • judytak Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 19:31
      ze wszystkich przedmiotów zdał, nie ma żadnej jedynki, więc można uznać, ze
      podstawowe warunki spełnił

      możesz z czystym sumieniem odpuścić mu kary, zapowiadając na przykład, że w
      razie powrotu jedynek kary też wrócą

      możecie też razem ustalić, które są te przedmioty (dwa, trzy) z których
      chciałby / byłby w stanie się poprawić, możesz obiecywać mu w tym pomoc, taką,
      jaką on by chciał (może chce, żeby go odpytać? a może całkiem co innego?),
      możesz nawet zapowiadać, że w razie sukcesu będziesz tak się cieszyła, że na
      pewno się nie oprzesz, jeśli wtedy o coś cię poprosi ;o)

      za to lepiej przestać sprawdzania zeszytów, a "współpracę" z kolegą trzeba albo
      zdecydowanie przerwać, albo zalegalizować ("może ty po prostu zapominasz o
      klasówkach? może będziesz wieczorami dzwonić do kolegi, zapytasz, czy nie ma
      czegoś? a może chcesz, zebym to ja dzwoniła?")

      pozdrawiam
      Judyta
    • anek.anek Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 20:10
      może powinniście bardziej współpracować z wychowcą klasy? Umów się na
      spotkanie, porozmawiaj, powidz jaki masz problem - niech nauczyciel przedstawi
      swój punkt widzenia. Jako pedagod powinien też ci pomóc w znalezieniu sposobu na
      naukę.
      Na Twoim miejscu wróciłabym też do wspólnej nauki. To nieprawda, że nic nie
      będzie umiał jeśli z nim będziesz odrabiać prace domowe: pod warunkiem, że
      będziecie to robili razem a nie tylko Ty! Zawsze więcej w głowie mu zostanie niż
      kiedy w ogóle nie będzie do książek zaglądał.
      Można też mu trochę odpuścić: nie ze wszystkich przedmiotów musi mieć dobre
      oceny - ja bym dała takie prawo.
      • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 20:25
        anek a kiedy wg ciebie rodzic powinien przestac sie uczyc z dzieckiem?
        • triss_merigold6 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 21:12
          IMO wcale nie powinien uczyć się z dzieckiem. Może dać wskazówkę, pomóc
          zrozumiec polecenie, przeczytać napisane wypracowanie, sprawdzić zadanie,
          zrobić dyktando ale nie siedzieć i uczyć sie z dzieckiem. w/w może robić
          sporadycznie ale nie codziennie. Na litość boską, toż program szkolny jest
          projektowany pod kątem przeciętnych uczniów a nie geniuszy.
          • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 13.01.06, 21:40
            tu chyba nie masz racji wink jak sobie ostanio poogladalm program biologii to sie
            naprawde zadziwilam. Juz w 4 klasie podstawowki wymaga sie by dzieci znaly
            pojecie 'efekt cieplarniany' wiedzialy 'ze ultrafiolet niszczy warstwe ozonowa',
            wiedzialy na czym polegaja zjawiska krasowe i ruchy plyt tektonicznych!
            Sorry ale przecietne dziecko to moze i wyuczy tego na pamiec ale chyba o widmie
            fal elektromagnetycznych jednak zbyt wiele wiedziec nadal nie bedzie, chyba ze
            GENiJUZ.
            • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 14:49
              Naprawdę uważacie, że dla całego przyszłego życia najważniejsze sa stopnie po
              gimnazjum? I że warto dziecko "upupic", sprawdzać lekcje, kontrolować itd, żeby
              dostało się do lepszego liceum? Niezaleznie od jego samopoczucia i życia
              uczuciowego? Nawet tracąc kontakt z dzieckiem i jego zaufanie?
              Widzę sporo młodzieży po lepszych liceach - wcale nie są wszyscy tacy
              szczęśliwi. Cay czas sprawdzają, czy są naprawde najlepsi, a na pierwszym roku
              studiów parę moich znajomych studentów, po pierwszej 10-ce liceów warszawskich,
              zawaliło kilka egaminów - może z z przemęczenia, a moze z powodu braku stałego
              nadzoru.
              Ważna jest dopiero matura, a matura będzie dopiero za parę lat. I niestety,
              obecnej matury wcale nie zdadza najlepsi, tylko przeciętni. Bo matura w
              dzisiejszym wydaniu to, jak ktoś słusznie napisał, Familiada. Czym bardziej
              jesteś banalny, tym lepiej. Do tego dobre liceum niepotrzebne...
              • wilczycam Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 17:30
                Dziękuje Wam bardzo za wszystkie posty!

                Może o mnie coś na początek: uczyłam się podobnie do mojego syna, właśnie
                kończę wymarzone studia. Pamiętam ten czas dorastania, pamiętam szlabany
                nakładane na mnie przez moich rodziców i pamietam, że tak jak opisała to
                MATKATROJGADZIECI:
                ----------"Może natomiast spowodować, że
                będzie kłamał, oszukiwał, szukał sposobów , aby spotkać się z kolegami czy
                zdobyć forsę.".
                ..pamiętam, ze z mną tak właśnie było nie mówiąc już o tym, że relacje z
                rodzicami były tragiczne.
                Twoje mądre posty Matkotrojgadzieci skłoniły mnie do rezygnacji z kar na czas
                ferii. To znaczy nie do końca. Jeśli pozwolę mu do woli siedzieć przy kompie to
                jestem pewna, że będzie przy nim siedział od rana do wieczora a nawet nocy.
                Jest uzależniony od pewnej gry on-line.

                TYLKO, ŻE teraz wszędzie liczą się wyniki! Oceny! Punkty! Jak każdy rodzic chcę
                dla mojego dziecka jak najlepiej, jak pisał tu ktoś w tym wątku "dobrze, żeby
                dziecko miało wybór". Wiadomo, że im wyższą szkołę skończy (i z wyższymi
                ocenami) tym większy ma wybór na rynku pracy.

                ARCONS przyczyną opuszczenia w nauce przez mojego syna jest jego chroniczna
                zapominalskość i niechęć do robienia notatek (tzw. dyslektyk - aktualna opinia
                poradni).Większość złych stopni wynika z braku zadania domowego lub
                nieprzygotowania do zapowiedzianych sprawdzianów i klasówek. Dlatego mi ręce
                opadają. To są bowiem rzeczy proste do wyeliminowania!
                Zgadzam się z Tobą, że wielu nauczycieli odbębnia swoje lekcje przebiegające w
                atmosferze wszechobecnej nudy kiedy np. pan od historii w szkole mojego syna
                mówi szeptem całą lekcję do siebie a klasa próbuje sobie jakoś ten czas
                zorganizować. (BTW miałam taki sam problem z poukładaniem sobie przeszłości jak
                TYsmile z epokami na języku polskim było z resztą podobnie, jakby nie można było
                tego zgrać w jednym czasie!)

                VERDANA bardzo Ci dziękuję! Twoje słowa dodały mi otuchy.
                ----------"Część osób działa tak, ze jedynki i kary motywuja, dla
                innych - a jest ich nie mniej - pare jedynek to koniec nauki. A piątka i
                pochwała potrafi czynić cuda. Po drugie, rozwijanie swoich pozaszkolnych
                zainteresowań (sport, czytanie książek, modelarstwo czy cokolwiek) często w
                przyszłosci procentuje o wiele bardziej niż jedynki w gimnazjum, o których po
                kilku latach już się nie pamięta."
                Trzeba wspierać zainteresowania dziecka i pomóc mu znaleźć w sobie talent. To
                może mieć w przyszłości większe znaczenie niż kilka miernych ocen.
                ----------"Nadal to ty denerwujesz się bardziej, sprawdzasz zeszyty i
                kompromitujesz go (niestety, to prawda) sprawdzając u kolegi, co jest zadane."
                Mam wrażenie, że kiedy informuję syna o zbliżającej się klasówce, mimo
                skrzywienia w pierwszej chwili, czuje ogromną ulgę i wręcz wdzięczność kiedy
                już potrafi odpowiedzieć na moje pytania z danego materiału. Kiedyś gdy
                kontrolowałam mu po az n-ty zeszyty stwiedził, że powinnam go czasem
                kontrolować.To było jakis rok temu....pewnie teraz tego nie pamięta. Powiem
                Wam, że to straszne! Przecież mam go uczyć samodzielności!

                ----------"Niestety, okazuje się, ze rodzice też patrzą na swoje dzieci nie jak
                na ludzi,lecz wyłącznie jak na uczniów. Osiągnięcia na innym polu, charakter,
                są nieistotne lub drugorzedne. Licza się klęski w szkole. Zły uczeń=zły
                człowiek.Odpuść. A już na pewno nagradzaj wszelkie wysiłki, bo inaczej Twój syn
                może spokojnie przestać się starać - po co, jesli tego nie doceniasz?"
                Zawsze starałam się widzieć w moim dziecku człowieka w pełnym zarysie a nie
                tylko przez pryzmat szkoły (dlatego Twoje słowa, Vwerdana, to miód na moje
                serce). Jako człowiek w pełnym zarysie jest dobrym chłopcem. Trochę szpanuje,
                jest zapominalski, obrażalski i czasem jego zapał kończy się na dobrych
                chęciach ale poza tymi wadami jest wspaniały!smile))))Zawsze bardzo dbałam o dobry
                kontakt między nami. Lubimy ze sobą przebywać i pogadać tak od serca.
                Podjęłam takie restrykcje po długim namyśle i w końcu dojściu do wniosku, że
                może nie widzę jak rozpuszczam syna i może robię mu tym ogromną krzywdę, że
                zdecydowanie i konsekwentnie z nim nie postępuję. Kary dały rezultat w postaci
                wyjściu na ocenę dopuszczającą z dwóch przedmiotów, z których był zagrożony.
                Swego czasu mówiłam synowi, że dla mnie 2 to nie jest ocena, że oczekuję od
                niego ocen od 3 wzwyż. No i mam zgryz z tymi karami. Cieszyć się, ż wyszedł z
                jedynek czy uparci i konsekwentnie oczekiwać ocen równych i powyżej 3? Wiem, że
                go na to stać bez żadnego problemu o ile będzie odrabiał zadania domowe i
                poduczy się przed sprawdzianami.

                WIECZNA-GOSIU:
                ----------"a co twoj syn na to? w zaneczeniu na te zle oceny na twoja chec by
                uczyl sie lepiej? podziela ja? Czy ustaliliscie jakis plan naprawy, czy
                tez "oceny maja byc wyzsze i konniec"?"

                Syn na początku kar był obrażony na cały świat. Wdrożyłam kary ponieważ przez 1
                miesiąc (słownie: jeden miesiąc) nałapał łącznie 30 (słownie: trzydzieści)
                jedynek+braków zadań+nieprzygotowań+zer(czyli nie było go na klasówce)ze
                wszystkich przedmiotów. O fakcie chciala mnie poinformować wychowawczyni ale
                moje dziecko "zapominało" mi pokazać zeszyt kontaktów. W końcu zadzwoniła.
                Kiedy spyatałam syna czy ma cos dla mnie od wychowawczyni powiedział: nie. I
                wtedy krew jasna mnie zalała. Stąd tyle kar równocześnie.

                ----------"Po pierwsze- poszlam do szkoly porozmawiac- co sadza na ten temat
                nauczyciele,czy oprocz zlych stopni dzieje sie cos jeszcze? Nauczyciele
                twoerdzili, ze nie-grzeczna, dyskutuje, ale umiarkowanie, nie wieje z lekcji,
                sympatyczna. Nieuczyc sie po prostu. nie przygotowuje"

                Dokładnie tego samego się dowiedziałam w szkole.

                ALINA66:
                ----------"W tym wieku kontakty towarzyskie są bardzo ważne, nauka mniej. Kiedy
                mój syn miał tyle lat, uczył się fanaberyjnie i okresowo. Do dzisiaj uczy się
                tego, co lubi i uważa za potrzebne, i z tego jest naprawdę dobry (olimpijczyk),
                resztę delikatnie mówiąc olewa."

                Fanaberie olimpijczyka mogłabym znosić. Gratuluję!!!

                JUDYTAK:
                ----------"ze wszystkich przedmiotów zdał, nie ma żadnej jedynki, więc można
                uznać, ze podstawowe warunki spełnił

                możesz z czystym sumieniem odpuścić mu kary, zapowiadając na przykład, że w
                razie powrotu jedynek kary też wrócą"

                Czy to, że "zdał"(oceny na półrocze) bez jedynek powinno mi wystarczyć? Chcę,
                żeby miał DOSTATECZNIE tej wiedzy w ocenach w dzienniku a nie tylko
                DOPUSZCZAJĄCO. Ale kary na ferie ulegają odpuszczeniu (nie licząc komputera)

                ANEK.ANEK:
                ----------"może powinniście bardziej współpracować z wychowcą klasy? Umów się na
                spotkanie, porozmawiaj, powidz jaki masz problem - niech nauczyciel przedstawi
                swój punkt widzenia. Jako pedagod powinien też ci pomóc w znalezieniu sposobu na
                naukę."

                "Wspólpraca" z kolegą była wynikiem wspópracy z wychowawcą. To on polecił
                kontakt z jednym z kolegów z klasy syna. Kolega ten według założeń wychowawcy
                miał mnie informować na bieżąco o tym, jakie oceny syn dostał, jak się
                zachowywał i co mają zadane. Wydało mi się to dostatecznie obrzydliwe, zbyt
                poprzestać na informacjach o zblizających się kartkówkach i klasówkach.

                ----------"Na Twoim miejscu wróciłabym też do wspólnej nauki. To nieprawda, że
                nic nie będzie umiał jeśli z nim będziesz odrabiać prace domowe: pod warunkiem,
                że będziecie to robili razem a nie tylko Ty!"

                Nigdy nie odrabiałam dziecku lekcji. Wspólna nauka polegała na kierowaniu,
                odpytywaniu, opowiadaniu, rozmowie na dany temat przy podręczniku.






                • wilczycam Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 17:36
                  Tu "Wydało mi się to dostatecznie obrzydliwe, zbyt
                  poprzestać na informacjach o zblizających się kartkówkach i klasówkach."
                  zamiast "zbyt" miało być "żeby". Przepraszam
                  • wieczna-gosia Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 20:37
                    WIECZNA-GOSIU:
                    ----------"a co twoj syn na to? w zaneczeniu na te zle oceny na twoja chec by
                    uczyl sie lepiej? podziela ja? Czy ustaliliscie jakis plan naprawy, czy
                    tez "oceny maja byc wyzsze i konniec"?"

                    Syn na początku kar był obrażony na cały świat. Wdrożyłam kary ponieważ przez 1
                    miesiąc (słownie: jeden miesiąc) nałapał łącznie 30 (słownie: trzydzieści)
                    jedynek+braków zadań+nieprzygotowań+zer(czyli nie było go na klasówce)ze
                    wszystkich przedmiotów. O fakcie chciala mnie poinformować wychowawczyni ale
                    moje dziecko "zapominało" mi pokazać zeszyt kontaktów. W końcu zadzwoniła.
                    Kiedy spyatałam syna czy ma cos dla mnie od wychowawczyni powiedział: nie. I
                    wtedy krew jasna mnie zalała. Stąd tyle kar równocześnie.

                    to moze jakis plan poprawy? Na poczatek z przedmiotow, ktore lubi? Zamiast kar-
                    cos konstruktywnego?
                • judytak Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 22:15
                  wilczycam napisała:

                  > Czy to, że "zdał"(oceny na półrocze) bez jedynek powinno mi wystarczyć? Chcę,
                  > żeby miał DOSTATECZNIE tej wiedzy w ocenach w dzienniku a nie tylko
                  > DOPUSZCZAJĄCO.

                  nie mówię, że powinno ci wystarczyć
                  mówię za to, że tylko to, żeby jadnak zdać, nie powtarzać klasy, jest na tyle
                  ważne, żeby zrównoważyło (usprawiedliwiało?), nawet w oczach dziecka (chwilowo
                  mało zainteresowanego nauką) aż taką ilość tak dotkliwych kar

                  jest też podstawą do tego, żeby lekko wyluzować (nic nie jest "stracone", może
                  będzie trudniej, ale dalej wszystko jest możliwe)

                  dalej (wyżej) powinny działać raczej pozytywnie bodźce
                  (można ze strachu nie odejść od biurka, ale nie można ze strachu bardziej się
                  nad czymś skoncentrować, można ze strachu przerobić 20 typowych zadań, ale nie
                  można ze strachu popełniać mniej błędów)

                  jeszcze coś mi się przypomniało: może jakaś współpraca z trenerem? zazwyczaj
                  trenerzy wymagają od sportowców, żeby jakiś tam poziom trzymali w nauce...

                  a ograniczanie czasu na gry komputerowe nie powinno być karą, tylko normalną
                  codziennością, a "w ten weekend bez ograniczeń" powinno być specjalną okazja

                  pozdrawiam
                  Judyta
          • judytak Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 14.01.06, 21:58
            triss_merigold6 napisała:

            > Na litość boską, toż program szkolny jest
            > projektowany pod kątem przeciętnych uczniów a nie geniuszy.

            jedna uwaga: oprócz uczniów przeciętnych i geniuszy występują też w naturze
            dzieci z możliwościami poniżej przeciętnej
            a przy tym mogą być pilne, pracowite i ambitne

            oni taką pomoc przyjmują chętnie, bo wiedzą, że potrzebują
            (oczywiście w takim wypadku też najważniejsze jest, żeby nie przeoczyć, kiedy i
            w czym można dziecko usamodzielnić, a nie pomagać "z przyzwyczajenia")

            pozdrawiam
            Judyta
    • alina66 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 09:48
      wilczyco,

      z tego co piszesz, masz z synem dobry kontakt.
      Z własnego doświadczenia wydaje mi się, że dobrze byłoby przerzucać na niego
      odpowiedzialność za szkołę, tłumacząc (niestety ciągle i ciągle i ciągle), że
      to jego życie i jego przyszłość.
      Niestety, to głupi wiek i trzeba to jakoś przetrwać. Ale ponieważ masz z nim
      dobry kontakt, to dasz radę.
      A z tym zapominaniem, to u mnie było tak samo, i mam wrażenie, że to w
      niektórych wypadkach nie jest zła wola, oni po prostu tacy są- hormony buzują,
      tyle się dzieje, a tutaj jakieś banały.
      U mnie pomogło przeczekanie no i niestety kosekwencja. KAry nie były często,
      tylko za "poważne przestępstwa", ale jak już była kara to nie było zmiłuj.

      A np. porządku nie udało mi się nauczyć do dzisiaj. Zapominalstwo jest
      mniejsze, ale pozostało. I takie ogólne rozmemłanie też.


      • wieczna-gosia Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 11:25
        > A np. porządku nie udało mi się nauczyć do dzisiaj. Zapominalstwo jest
        > mniejsze, ale pozostało. I takie ogólne rozmemłanie też.

        moja mama pedentka tez nie odniosla na tym polu wiekszych sukcesow. Sukces
        odnioslo dopiero dwoje dzieci plus maz w metrazu 25 metrow. Wtedy sie nauczylam
        porzadku- wzglednego, powiedzmy, dla mojej mamy to wciaz bajzel, dla mnie-
        archiwum smile)))
        • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 16:01
          W moim przypadku nic nie odniosło sukcesów (w dzidzinie porządku).
          I nie zgodzę sie z Triss - program szkolny - od gimnazjum wzwyż - został
          opracowany dla dzieci o zdolnosciach powyżej przeciętnej - zawiera bardzo wiele
          treści programowych, które kiedyś przerabiano w liceach z "przebraną"
          mlodzieżą. Nawet jesli z każdego pojedynczego przedmiotu materiał jest do
          opanowania, to ze wszystkich razem - nie. I tyle. Oczywiście, zdarzają się
          dzieci niezwykle pracowite, albo obdarzone niezwykłą pamięcią. Te albo
          rezygnują z wszystkich zajęć poza nauką, albo mają szczęście - i nauka
          pamięciowa przychodzi im łatwo. Dla innych to koszmar. Szczególnie dla
          chłopców, bo jakoś władze oświatowe nie przewidziały, ze w latach gimnazjalnych
          rozwój chłopców jest opóźniony w stosunku do dziewcząt - wymagania są pod kątem
          tych ostatnich.
          A w dobrych liceach część młodzieży, ambitnej, z dobrych rodzin, jedzie na
          amfetaminie. I oni sa stawiani za wzór - dlaczego Maciek ma piątki i czwórki, a
          ty nie - bo się wiecej uczy.
          Ano wiecej, bo jest na szucznym wspomaganiu. Dzień pracy ucznia, który chciałby
          odrobic w liceum wszystkie lekcje i mieć zajęcia dodatkowe wynosi 7 godzin
          szkoły, 2 godziny zajęć , trzy-cztery godziny odrabiania zadań (liczyłam z ex-
          kuratorem okregu warszawskiego). Razem około 60 godzin tygodniowo. Nie do
          zrobienia przy zachowaniu zdrowia psychicznego. I tyle.
          • matkatrojgadzieci Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 20:10
            A ja uważam, że gros młodych ludzi nie wykorzystuje lekcji, na których i tak
            jest obecna. Jeśli przed zajęciami poświęci się 10 minut na przygotowanie do
            zajęć, które będą, potem uważa na lekcji, bierze w niej aktywny udział, to
            praca w domu polega na odrobieniu zadań pisemnych+ przejrzeniu notatek. Nie
            więcej niż kwadrans.
            I efekty zwykle są lepsze niż tych na amfetaminie.....
            • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 20:25
              Nie sposób wykorzystać siedmiu czy osmiu lekcji pod rzad. To technicznie
              niewykonalne. W pracy zazwyczaj mozna sobie zrobić krótka przeę, oderwać mysli.
              A w szkole wymaga się siedmiu godzin napiętej uwagi . Tak nie jest w stanie
              nikt pracować. I nie wyobrazam sobie brania aktywnego udziału wszystkich we
              wszystkich lekcjach. A praca w domu, w liceum, polegajaca na odrobieniu zadań
              pisemnych - wystarczy pół godzinki z kazdego przedmiotu +10 minut na
              przejrzenie notatek to 280 minut, ponad 4 godziny. A lektury, wypracowania,
              prace semestralne?
              To absolutnie nierealne.
              • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 21:51
                Ja konczylam bardzo dobre liceum 10 lat temu i w zyciu sie 4 godziny dziennie
                nie uczylam... WIem ze czasy sie zmienily ale az tak? PO prostu nie mialam
                samych piatek ale mialam 6 z matematyki, angielski na jakimstam poziomie
                biologia bo mnie kobita cisnela i takie poboczne przedmioty. A tak to 4 i jedna
                3 ... uwazam ze bezsensem sie zarzynac. JA wiem ze na studia zdawalam egzamin a
                dzieci teraz musza liczyc na swiadectwo. Ale chyba nie ze wszystkich
                przedmiotow prawda?
                • bemari Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 22:21
                  Ja mam już siedemnastolatka.W opinii poradnii dyslektyczny geniusz.Do końca
                  gimnazjum średnia 4,7 i olimpiada wojewódzka na koncie.Pilnowałam jelonka.W
                  liceum dałam spokój - w końcu dziecko prawie dorosłe.Młody domator, żadnych
                  kłopotów wychowawczych, w domu zdatny do wszystkiego - z drutu i sznurka zrobi
                  silnik samochodoway.Szkołę wybrał sam - poprzeczka wysoka.I...w ogóle się nie
                  uczy.Trójki, dwójki, z inormatyki i biologii czwórka.W tym semestrze jedynka z
                  chemii - osioł nic nie robił, sam to stwierdza.Woli komputerek, prasówkę,
                  słuchanie muzyki.Ja tylko się drę - młody do lekcji, a dziecko twierdzi, że nie
                  ma siły się zebrać.Rany, wszyscy mówią, że to kochane dziecko, ale w tej chwili
                  to mi się zapowiada na kochanego konserwatora- płot naprawi, komputer też,
                  samochodzy rozkręca na części.Szkołę uwielbia i nie chce zmienić.Pani z chemii
                  mówi , że tępy jest.Pani z psycholog, że wybitny umysł ścisły, tylko
                  dyslektyk.Co ja mam robić/ Chciałam go przenieść do szkoły o niższym poziomie,
                  technikum na przykład.Nie chce.Uczyć się też.A zarok matura!!!Pomocy!
                  • bemari Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 16.01.06, 22:35
                    Dodam jeszcze,że mam dwoje innych dzieci, które NIGDY nie wymagały
                    popychania.Uczą się świetnie i same z siebie, ja zresztą i mój mąż też cały
                    czas z literaturą fachową - nasze zawody tego wymagają.Młody zdaje sobie
                    sprawę, że jego edukacja jest dla nas priorytetem.Nie jesteśmy przy tym
                    zakręceni - o szkole mógł decydować sam.Plany ma powalające - medycyna.Tylko
                    chyba myśli, że to za jakieś dziesięć lat.Ja się modlę, żeby maturę zaliczył.No
                    i co - gonić gościa, bo ponoć potencjał przeogromny, czy machnąć ręką?To znaczy
                    stworzyć warunki i zobaczyć, co z tego leniwiec weżmie? Siwieję, ratujcie!
              • matkatrojgadzieci Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 10:39
                Nie przesadzaj, że trzeba być skupionym przez 7 godzin bez przerwy. Po pierwsze
                są przerwy międzylekcyjne. Po drugie na lekcji sprawdza się listę obecności,
                prace domowe, robi wstęp, załatwia sprawy organizacyjne. Jeśli efektywny
                wykład, na którym trzeba się skoncentrować trwa 20-25 minut to i tak dużo.
                Ponadto są takie zajęcia jak WF, na których raczej się nie uczy - mądry
                nauczyciel traktuje je jako rekreację.
                Reasumując mamy nie 7 a 6 godzin dzieniie x 20-25 minut, no niech będzie pół
                godziny ( oczywiście z przerwami), co daje nie 7 godzin( bo top rzeczywiście
                trudne), ale 3-3,5 godziny. Tyle młody człowiek 15-20 letni może pracować
                bardzo intensywnie.
                Wliczasz pół godziny we wszystkie lekcje. Przypominam, że nie odrabia się W-F
                ani godziny wychowawczej. Nie ze wszystkich przedmiotów zadaje się tyle, aby
                poświęcać ( gdy się uważa na lekcjach) aż 40 minut.
                Prace semestralne, jak sama nazwa wskazuje nie są zadawane na co dzień.
                Lektury można spokojnie przeczytać w czasie wakacji czy ferii ( nie jest to
                przymus, oczywiście gdy ma się nawyk czytania), potem wystarczy przejrzeć
                książkę lub bryk.
                Z moich wyliczeń wynika, że jeśli uczeń w sposób EFEKTYWNY uczy się 2-2,5
                godziny to aż świat. Oczywiście w tym czasie nie może wysyłać SMS-w, grać na
                komputerze, gadać przez telefon, wychodzić na spacer z psem, bo rzeczywiście
                zrobi się co najmniej 280 minut+ narzekania jak to dużo zadają.
                • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 11:18
                  W ten sposób mozna wyliczyć, że urzedniczka w biurze pracuje efektywnie 3
                  godziny. A jednka jak wraca do domu po osmiu, to jest zmęczona? Dalczego -
                  przeciez prawie nic nie robi...
                  Siedem godzin siedzenia w szkole, bardzo często w nerwach (zapyta, nie zapyta,
                  będzie kartkówka czy nie), stale w sytuacji osoby ocenianej - to sytuacja
                  niezwykle stresująca.
                  A mlodziez nie odrabia lekcji 3 godziny z prostego powodu - po prostu nie
                  odrabia wszystkiego tego, co było zadane. Bo to niemożliwe. Chociaz zwykle
                  rodzice nie mają o tym pojęcia. Ja bylam 9 lat nauczycielką i po podliczeniu,
                  ile kazdy z nas zadał - tyle wychodziło.
                  Wakacje i ferie przeznaczone na czytanie lektury to tak jak urlop przeznaczony
                  na uzupełnianie tego, czego nie zdążyłaś zrobic w pracy. Dla dorosłych
                  pracowników jakos oburzające. Dla młodzieży - czemu nie - ma wakacje, niech
                  przygotuje się do nauki. Po co komu spokojny wypoczynek i czytanie tego, co się
                  chce, a nie co się musi? Czas wolny - czas stracony.
                  • wieczna-gosia Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 12:16
                    zdecydowanie sie zgadzam z verdana w kwestii lektur i innych takich w czasie
                    wakacji- wakacje sa dla odpoczynku i koniec. A lektury przez wiekszosc liceum sa
                    umowmy sie- niestrawne smile dziady na wakacjach ale zabawa smile))

                    natomiast sie nie zgadzam w kwestii prac domowych. Moja corka sie w zeszlym roku
                    nie uczyla- w tym sie uczy. I nie odrabia lekcji 4 godziny dziennie. Od
                    wielkiego dzwonu sie dzi 2-3 jak ma duze prace, testy trymestralne (u mojej
                    corki rok jest podzielony na trzy czesci). Normalnie siedzi godzinke. Z jednym
                    przedmiotow sie uczy ja full- bo ja interesuja, lub ma z nich zaleglosci z roku
                    bimbania- z innych uczy sie na minimum i dostaje 3.

                    doswiadczen licealnych nie mialam wiec tu sie sprzeczac z verdana nie bede. I
                    zgoadzam sie z nia ze program idzie w kierunku uszczegolowiania wiadomosci- cos
                    czego ja sie uczylam do pytan "na szostke" moja corka sie uczy normalnie.
                    Ale z drugiej strony- ja sama sie nei uczylam 4 godziny dziennie a konczylam
                    Batorego- kto z warszawy to wie o co chodzi, juz za moich czasow chodzily sluchy
                    ze tam wszyscy na dopalaczach, narkomani, w szkole terror, wymagania wywindowane
                    pod sufit. No nie wiem- nie bylo tak zle, amfy nie byalam bo bylam w ciazy smile
                    • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 12:35
                      Ależ masz rację w kwestii prac domowych - oczywiście, ze prócz osób szalonych
                      nikt nie siedzi nad nimi 4 godzin! Ja mówię o sytuacji, gdyby młody czlowiek,
                      jęty szałem, ew. zmuszony przez nadgorliwych rodziców (znam), chciałby odrabiać
                      PORZĄDNIE i do końca wszystkie lekcje z wszystkich przedmiotów. Właśnie staram
                      się wykazać, że jest to niewykonalne i trzeba część przedmiotów odpuścić dla
                      zdrowia psychicznego! A są rodzice (chyba nie my), którzy trójkę (a w szkole
                      podstawowej i czwórkę) uważaja za klęskę i powód do wielogodzinnych kazań.
                      Ja konczyłam też dobre liceum. Na lekcje przeznaczałam O godzin O minut, bo
                      prócz wypracowań z polskiego i francuskiego wszystko spisywałam na przerwie.
                      Dzięki temu zdołałam przeczytać mnóstwo wartościowych książek. Opłaciły się te
                      słabe trójki...
                      • aureliana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 18.01.06, 22:09
                        verdana, nawet nie wiesz jak tymi paroma linijkami mnie podbudowalaswink przez
                        cale liceum slyszalam w domu jaka to jestem fatalna, bo jade na trojach, a
                        inteligentni i oczytani rodzice uznali chyba, ze ksiazki, ktore podczas
                        tych(wtedy )4lat przeczytalam powinno sie chyba z mlekiem matki wyssacwink

                        verdana napisała:

                        Na lekcje przeznaczałam O godzin O minut, bo
                        > prócz wypracowań z polskiego i francuskiego wszystko spisywałam na przerwie.
                        > Dzięki temu zdołałam przeczytać mnóstwo wartościowych książek. Opłaciły się te
                        > słabe trójki...
                    • triss_merigold6 Gosiaaaa! 17.01.06, 16:42
                      Ja też Batorego.wink Przebalowałam i przerandkowałam dwie ostatnie klasy równo.
                      Mity o dopalaczach znam oczywiście i serdecznie mnie bawiły. Odrabiałam lekcje
                      sporadycznie z 3 przedmiotów, resztę przepisywałam na przerwach tudzież innych
                      lekcjach. Zdałam maturę, na studia...
                  • matkatrojgadzieci Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 14:59
                    Najbardziej męczy nic nie robienie. Snucie się z kąta w kąt, picie kawki za
                    kawką. To powód ciężkiego zmęczenia pań urzędniczek. A jeśli dodamy do tego
                    frustracje ( mało ambitna i źle opłacana praca) to jesteśmy w domu.
                    W dalszym ciągu upieram się, że 2-2,5 godziny wystarczą, aby całkiem nieźle
                    przygotować się do lekcji ( oczywiście, gdy w czasie zajęć nie grało się w
                    okręty z kolegą z ławki).
                    Czytanie dla normalnego człowieka nie powinno być przykrym obowiązkiem. Powinno
                    być przyjemnością i normą.
                    Trudno porównywać księgowego, który na urlopie robi np. bilans, bo nie
                    dokończył z uczniem, który czytanp. Stowarzyszenie umarłych poetów, bo będą w
                    lekturze.
                    Judyta ( chyba) słusznie zauważyła, że jest mnóstwo "nieproduktywnego" czasu,
                    który można przeznaczyć na czytanie nawet najbardziej nudnych lektur. O wiele
                    lepiej wykorzysta się czas na dojazdy do szkoły, gdy zamiast gapić się w okno
                    przeczyta się rozdział lektury.
                    Niestety, nie ma u nas nawyku czytania- nie tylko lektur.
                    Verdano, czy Ty naprawdę uważasz, żże czytanie na wakacjach ma cokolwiek
                    wspólnego z nauką???
                    I zastanówmy się jak młodzież spędza wolny czas i czy częstokroć snując się z
                    kąta w kąt nie jest bardziej zmęczona niż po przeczytaniu nawet nudnej lektury?
                    I czy wszystkie lektury czyta się pod przymusem?
                    • wieczna-gosia Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 16:02
                      > Verdano, czy Ty naprawdę uważasz, żże czytanie na wakacjach ma cokolwiek
                      > wspólnego z nauką???

                      moge ja?
                      Uwazam czytanie na wakacjach za najmilszy sposob spedzania wakacji, pod
                      warunkiem, ze jest to co czytac lubie. Niestety z lektur, ktore lubie byla cala
                      wpolczesnosc i polska miedzywojenna, co jest robione w klasie maturaonej. Czyli
                      przez 3 wczesniejsze lata czytalam rzeczy, ktorych nie lubilam. Nie wyobrazam
                      sobie czytac ich na wakacjach smile nie no jestem niesprawiedliwa... literatura
                      rosyjcka byla w 3 klasie faktycznie genialna smile)) ale to akurat czytalam na
                      wakacjach w klasie 1 i do 3 juz nic nie pamietalam smile

                      O wiele
                      > lepiej wykorzysta się czas na dojazdy do szkoły, gdy zamiast gapić się w okno
                      > przeczyta się rozdział lektury.
                      jeszcze lepiej gdy zamiast gapic sie w okno czlowiek przeczyta cos, nad czym nie
                      zasnie tylko sie rozbudzi smile
                      • matkatrojgadzieci Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 16:18
                        Jako dziecko spędziłam 3 lata w bardzo odległym afrykańskim kraju. Nie było tam
                        dostępu do jakiejkolwiek polskiej literatury poza tą przywiezioną z kraju, lub
                        jaka została po bardzo nielicznych w tych rejonach Polakach.
                        Z Polski ( byliśmy 3 razy na wakacjach) przywieźliśmy sto innych bardziej
                        potrzebnych rzczy niż książki ( limit bagażu).
                        Któregoś razu Polacy wracający do kraju przywieźli nam literaturę, było wśród
                        niej sporo lektur szkolnych z nowelkami pozytywistycznymi na czele, książkami
                        wydanymi w latach 50-tych ( typu Jak się hartowała stal czzy Pokój na poddaszu -
                        Wandy Wasilewskiej).
                        Mojej Mamie bardzo zależało, abyśmy czytali cokolwiek po polsku. Zmuszała nas
                        do lektury. I wiecie co, te znienawidziałe nowelki pozytywistyczne wcale nie są
                        takie beznadziejne.
                        Nie każda literatura jest arcydziełem, ale każda przeczytana książka otwiera
                        okno na nowy, nieznany świat ( ktoś tak kiedyś całkiem nie głupio powiedział).
                    • judytak Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 16:03
                      matkatrojgadzieci napisała:

                      > I czy wszystkie lektury czyta się pod przymusem?

                      oczywiście, że nie, pod warunkiem, że czyta się przynajmniej dwa lata
                      wcześniej, niż trzeba :o)
                      wtedy taka lektura nobilituje ;o)

                      pozdrawiam
                      Judyta
                      • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 16:47
                        O!
                        A na tempo i na stopień to nawet komiks o Supermanie czyta się pod przymusem.
              • judytak Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 13:45
                tradycyjnie w tym miejscu się nie zgadzam z verdaną, za to (mniej tradycyjnie)
                zgadzam się z inną matką trojga dzieci :o)

                wiem, że bardzo wielu ludzi (dzieci, studentów, dorosłych) nie nauczyło
                się "uważać" (na lekcji, na wykładzie, na zebraniu itp.), i potem (jeśli ma
                czegokolwiek osiągnąć) musi się napracować, nie podwójnie, tylko cztery razy, a
                i tak pod groźbą, że "było tam coś, czego w książce nie ma"...

                młody człowiek po miesiącu doskonale się orientuje (o ile przez ten miesiąc był
                obecny w szkole nie tylko ciałem, ale duchem też), który nauczyciel w jaki
                sposób prowadzi lekcje, i jaka jest zależność między tym, co jest wykładane,
                tym, co jest w książce, a tym, co jest potem wymagane
                wie też, co dla niego osobiście łatwiejsze, bardziej efektywne - słuchać i
                zapamiętać, czy czytać i zapamiętać

                i odpowiednio "optymalizuje" swoje wysiłki
                (na jednej lekcji np. słucha uważnie, notuje (albo nagrywa...), a potem nawet
                nie zajrzy do książki, na drugiej słucha jednym uchem, odrabia inne lekcje pod
                ławką, i wie, że trzeba będzie w domu przerobić rozdział z podręcznika, itp.)

                ma też możliwość rozłożyć pracę z wykorzystaniem soboty i niedzieli (wiem, to
                są wolne dni, ale dlaczego zabronić, jeśli ktoś woli np. w piątek imprezować do
                późna, w tygodniu mieć więcej luzu, a w niedzielę od rana zrobić wszystko, co
                się da, na następny tydzień? albo inny deseń...)

                lektury z kolei, to są książki, nawet jeśli niekoniecznie rozrywkowe, można je
                spokojnie czytać po kawałku, w czasie "martwym" (w tramwaju, w wannie, przed
                snem, itp. itd.)

                pozdrawiam
                Judyta
                • verdana Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 14:07
                  Całkowicie się zgadzam, że należałoby uwazać przez pierwszy miesiąc. W ogóle są
                  lekcje, na których nalezy uwazać - ale uwazać na wszystkich nie sposób.
                  Natomiast jestem przeciwna wykorzystywaniu i soboty i niedzieli (albo-albo jest
                  OK)na odrabianie lekcji. Jesli nie nauczy się dziecka, że jeden dzień w
                  tygodniu nic się nie robi i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia, to jest to
                  idealny wstep do wychowania człowieka, który nie umie odpoczywać i oderwać się
                  na minutę od pracy. Może nawet nic nie robić, a i tak będzie się denerwował, ze
                  właściwie powinien. Nie bez przyczyny wszystkie religie mają wpisane w
                  podstawowe zasady jeden dzień wolny!
                  Ja sama pracuję w taki własnie sposób - cały tydzień, bez świadomosci, ze "jest
                  niedziela, mogę wypocząć". Nie polecam. Świetny wstęp do zmarnowania sobie
                  życia.
                • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 14:13
                  gdyby programy szkolne byly przystosowane do przecietnego ucznia (przystosowne
                  do jego zdolnosci percepcji, i jego mozliwosci czasowych) to przecietny uczen
                  opanowywalby je na troche wiecej niz 3 czyli 'miernie', a chyba nadal jest
                  najbardziej popularna ocena?
                  Nie wspomianajc o tym ze i nauczyciele najczesciej nie zadaja sobie zbyt wiele
                  trudu by bylo inaczej. Trudno sobie chyba wyobrazic bardziej pasjonujace i
                  inspirujace do rozwoju osobowosci mlodego czlowieka dziedziny wiedzy jak fizyka,
                  chemia, biologia, matematyka - a ilu mlodych ludzi je lubi? Czy w szkolach
                  waszych i waszych dzieci pokazywano eksperymenty, probowano zachecic do ich
                  samodzielnego wyjasniania? To jak sie uczy w szkole nawet u mego kilku letniego
                  dziecka ktore ma jeszcze wiele naturalnej ciekawosc swiata potrafi zniszczyc
                  cala chec poznawania swiata. Trzeba miec duzo samozaparcia lub wyjatkowe
                  szczescie w szkole z nauczycielami by sie do uczenia nie zniechecic.
                  • triss_merigold6 Wyjaśnijcie mi jedno 17.01.06, 16:49
                    Proszę wyjaśnijcie mi po co nastolatek miałby mieć dobre oceny ze wszystkich
                    przedmiotów? IMO w zupełności wystarczy żeby miał dobre oceny z tego co go
                    interesuje a z reszty zdawał.
                    Verdana nie doprecyzowałam wcześniej: wymagania szkolne są dla przeciętnych pod
                    warunkiem, że 3/4 rzeczy wymaganych się olewa a lekcje traktuje czysto
                    selektywnie. Poza tym minimum inteligencji się przydaje do prowadzenia
                    kalkulacji: jeśli byłam pytana na poprzedniej lekcji z fizyki to
                    prawdopodobieństwo zapytania ponownie wypada za jakieś 3 miesiące więc na 3
                    miesiące fizykę można olać a potem przygotować się, zgłosić, coś wyprodukować i
                    mieć z głowy przedmiot na następne parę tygodni.
                    • nchyb Re: Wyjaśnijcie mi jedno 17.01.06, 17:27
                      > Proszę wyjaśnijcie mi po co nastolatek miałby mieć dobre oceny ze wszystkich
                      > przedmiotów?
                      Albowiem niektórzy rodzice nie znoszą, by było inaczej... niestety... sad(
                    • krzys111 Re: Wyjaśnijcie mi jedno 17.01.06, 17:34
                      to 'kalkulowanie' jest sposobem na przetrwanie szkoly a nie na uczenie i
                      rozwijanie osobowosci.
                      A dla czego ma sie uczyc 'wszystkiego' - po pierwsze w wieku 15 lat troche jest
                      za wczesnie na 'specjalizacje' zainteresowania moga sie nam jeszcze zmienic; -
                      po drugie bo czlowiek majacy aspiaracje 'bycia wyksztalconym' powinien wiedziec
                      gdzie sa Hawaje, co to jest 'sinus' i o czym mowia prawa Newtona - nawet jezeli
                      interesuje go wylacznie kultura starozytna. Czesto jest tak ze jak w szkole nie
                      zdobedziemy wiedzy ogolnej to pozniej tez bo nie, nie mamy na to czasu.
                      • triss_merigold6 Re: Wyjaśnijcie mi jedno 17.01.06, 17:58
                        Owszem to jest uczenie się: wybiórcze, polegające na wychwytywaniu wiedzy w
                        zarysie ogólnym bez nadmiaru szczegółów i pozwalające na zdrowe traktowanie
                        szkoły. W wieku 15 lat zdolności są już mniej więcej znane. To co w szkole
                        ucznia interesowało czy względnie interesowało przetrwa w jego pamięci, rzeczy
                        inne zostaną zapomniane. IMO ważniejsze jest nauczenie gdzie i jakich
                        informacji szukać, jak łączą się one ze sobą i jak można je wykorzystać. Pewna
                        baza wiedzy jest niezbędna, owszem, ale przejmować się stopniami ze wszystkiego
                        to strata energii.
                    • judytak Re: Wyjaśnijcie mi jedno 17.01.06, 18:24
                      z sensem tego, co napisałaś, się zgadzam, ale proporcje stawiam zdecydowanie
                      inaczej:
                      w liceum jednak są jeszcze rzeczy mieszczące się w zakresie "wiedzy ogólnej",
                      potrzebnej do tego, żeby świadomie żyć w świecie
                      czyli z każdego przedmiotu, w tym z większości tematów trzeba mieć "ogólną
                      orientację", (mniejsza o to, czy i jak to się przekłada na oceny) jednemu
                      zajmuje to mniej, drugiemu więcej czasu - takie jest życie
                      "olać" można wyjątkowo coś, co naprawdę bardzo nam nie leży
                      i na poważnie warto się zajmować dwoma, trzema przedmiotami (niekoniecznie
                      spokrewnionymi, tylko tak, jak nam to dyktuje "serce", u mnie np. to były
                      matematyka, historia i języki)

                      pozdrawiam
                      Judyta
    • alina66 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 12:30
      dla mnie też nierealne. I zgadzam się z verdaną - szkoła to ciężka praca.
      Nie wiem, ile godzin potrzebuje na przygotowanie się do zajęć mój syn, bo go o
      to nie pytam, ale : w tygodniu nie wychodzi, bo nie ma czasu (oprócz
      dodatkowego angielskiego). często w sobotę/ niedzielę mówi, że musi wracać do
      domu (jeśli jesteśmy w innym mieście), bo ma dużo nauki (czasem mówi też, że
      ma imprezęsmile )
      Do tego lekcje w szkole ma ułożone idiotycznie -codziennie ma okienka, wraca do
      domu zawsze po 16 a idzie na 8.
      Pamiętam ze swoich czasów szkolnych,że w liceum po powrocie do domu byłam tak
      zmęczona, że kladłam się spać.
      Poza tym uczniowie nie maszyny- nie sposób dzień w dzień skupiać się przez
      wiele godzin niejako na rozkaz. Czasem jest gorszy dzień, a o ile dorosły
      spotka się wtedy ze zrozumieniem, to uczeń nie bardzo.
      • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 17.01.06, 18:20
        TO nei chodzi o program- to bodajrze do Krzyś111. Ja akurat przed chwilą
        skonczylam sprawdzac sprawdziany z geometrii. BArdzo przyjemny dzial uwazam.
        Malo nudny, suwamy sobie linijke z ekierką, rysujemy trójkąty itd itd. I na
        pytanie ktore wiem, ze osobiscie tluklam i rysowalismy i duzo na to
        poswiecilam, czyli: wymien rodzaje trojkątow uczen pisze: kwadrat trojkąt i
        prostokąt. I ktos powie ze nie nauczylam. To sprobuj nauczyc dziecko np
        angielskiego. Usiadziesz i bedziesz slowka powtarzal a dziecko ma powtarzac za
        tobą? Zeby sie czegos nauczyc trzeba powtarzac i utrwalac. Inaczej to jest
        wiedza krotkotrwala i poszla sobie w las juz po 3 dniach. Chcąc trwale czegos
        nauczyc dzieci musialabym sama im robic powtorki co pomiekąd sie dzieje na
        poczatku lekcji. Problem jest troche w tym ze oni sluchają mnie ale nie siebie
        na wzajem i jesli zadam pytanie jasiowi to juz malgosia nie slucha bo to nie do
        niej. A dzieciom coraz trudniej skupic uwage nawet przez te 20 minut. Trzeba im
        urozmaicac lekcje a i tak czesto pamietają srodki uzyte a nie clue lekcji. A
        dla ciekawych tu jest o zapominaniu: www.ppp-
        zakopane.neostrada.pl/dlauczniow.html

        Tylko ze wiecie co? ja o tym jak sie uczyc nauczylam sie na 4 roku studiow.
        Wczesniej wogole mnie nie interesowaly informacje tylko oceny, a potem bylo -
        minelo. A teraz jestem nauczycielką i wiem ze mowie im rozne rzeczy ale oni i
        tak to zrozumieją kiedystam sad Drugi raz podstawowki juz nei bedzie a te dziury
        w wiedzy dlugo sie potem ciagna sad
        • oneway9 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 18.01.06, 12:55
          'dzieciom coraz trudniej skupic uwage nawet przez te 20 minut', kobieto - to
          jest oczywste, kazdermu trudno, calkowicie zgadzam sie z vedena, bylam ostatnio
          na konferencji- juz po jednym dniu! 8 godzin- wyklady, prezentacje, ale przerwa
          na obiad i swiadomosc, ze nie nikt mnie z tego nie odpyta itd, wieczorem mialam
          dosc i bylam bardziej zmeczona niz po 10 godzinach w pracy!! szkola to koszmar
          dla dzieci i ja wychodze z zalozenia ze trzeba im pomoc to przetrwac, studia to
          frajda w porownaniu wlasnie z gimnazjum czy liceum; nauczyciele w tych szkolach
          lubia kujonow i tzw pilnych, a ja im wspolczuje bo niczego dobrego nie
          spodziewam sie po takich, z moich doswiadczen- ci najpilniejsi do niczego
          ciekawego w zyciu nie doszli; doszli ci co cos tam sobie na boku skrobali
          swojego, ale z pasja (moze byc i matma i fizyka, ale i kosz i komputer), pomoc
          dziecku w tym wieku rozumiem jako lekkie pilnowanie zeby nie narobil sobie
          tylow, duzo rozmow czyli wywalenie z siebie stresu, duzo rozrywki czyli jesli
          lubi grac na komuterze to w weekend czy ferie prosze bardzo i do rana; a
          logarytm czy funkcja dopoki nie uzyta w praktyce obliczeniowej wyparuje na
          zawsze; chcialabym doczekac czasow kiedy kazdy przecietnie wykszatlcony Polak
          bedzie wiedzial co to byl cud nad Wisla i jaki byl ostatni krol Polski,
          potrafil policzyc ile kosztuje go kredyt i nie glosowal na populistow
          oszolomow; i nie zgdzam sie ze Zeby sie czegos nauczyc trzeba powtarzac i
          utrwalac' nieprawda! trzeba tego uzywac!!! po jaka cholere mi wiedza o
          rodzajach trojkatow prosze pani?! poza zdaniem jakiegos egzaminu? jak sie tego
          dowiem to bede sie tego uczyc! sa rzeczy nalezace do tzw wiedzy oglnej i czegos
          co naprawde chcialam nauczyc moje dziecko to matma (jej logika) i nawyk
          czytania, reszta przychodzi, angielski bo chce rozumiec teksty (piosenek), miec
          kontakt ze swiatem, chemia bo nas otacza, biologia bo psa latwiej
          zrozumiec,historia bo jest fascynujaca itd
          • acorns Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 18.01.06, 13:05
            Świetnie napisane, popieram. System nauczanie powinien być tak skonstruowany,
            żeby umożliwić wybranie indywidualnej ścieżki nauki według swoich predyspozycji
            i zainteresowań. Wtedy wszystko łatwiej pójdzie i więcej tej wiedzy zostanie w
            głowach. Ale na to nie ma szans dopóki nie skończy się myślenie na
            zasadzie "wpasować wszystko w jakieś ramy".
          • linka9 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 18.01.06, 14:05
            oneway9 napisała:

            > chcialabym doczekac czasow kiedy kazdy przecietnie wykszatlcony Polak
            > bedzie wiedzial co to byl cud nad Wisla i jaki byl ostatni krol Polski,
            > potrafil policzyc ile kosztuje go kredyt i nie glosowal na populistow
            > oszolomow;

            >po jaka cholere mi wiedza o
            > rodzajach trojkatow prosze pani?! poza zdaniem jakiegos egzaminu?

            Albo .. albo ... Dla jednych ważniejszy ostatni król, dla innych - trójkąty. Z
            czysto praktycznego punktu widzenia wiedza o trójkatach bardziej się przydaje w
            życiu niż o królach.

            >i nie zgdzam sie ze Zeby sie czegos nauczyc trzeba powtarzac i
            > utrwalac' nieprawda! trzeba tego uzywac!!!

            A jak sobie wyobrażasz używanie na co dzień wiedzy o królach?
            Jak się o nich nauczysz bez powtarzania?


            • lidqa Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 19.01.06, 11:42
              Wlasnie to jest problem... PO CO MI TO??? No wlasnie... a po co mi wiedziec ze
              stol to rzeczownik? chyba wystarczy wiedziec ze stol to stol... I w ten sposob
              wystarcyz dziecko nauczyc liczyc na kalkulatorze i czytac a rezsta po co mu...
              Problem jest taki ze nei da sie zglebic czegos bez podstaw wiedzy ogolnej. I po
              to mi wiedza ogolna. BO moze jak bede miala 18 lat to sie fizyka zainteresuje a
              bez matmy to zwyczajnie nie pojdzie.
              • krzys111 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 19.01.06, 12:40
                to moj przypadek ucze studentow fizyki a oni maja czesto problemy z dodadawaniem
                ulamkow, a calke i lagarytm 'to sobie w internecie sprawdze'. To pewnie ci
                ktorym w podstawowce mowiona ze beda humanistami tylko ze kolo matury im sie to
                troche zmienilo. Sama w wieku 17 lat zastanawialm sie czy bede fizykiem czy
                historykiem, na szczecie uczylam sie 'wszystkiego' wiec taki wybor moglam
                jeszcze zrobic.
    • alina66 Re: 14nastolatek a nauka. Jak sobie dać z takim r 19.01.06, 14:41
      jeszcze coś dorzucę.
      BYłam niestety takim niechlubnym wyjątkiem,uczyłam się w LO cztery godziny
      dziennie, byłam zawsze prymusem. Z przyczyn, o których nie chcę pisać, robiłam
      to świadomie.
      Ale: Żałuję tego czasu, który inni przeimprezowali. Gdybym mogła cofnąć czas,
      zrobiłabym tak, jak pisze część z Was i jak ma mój syn - z kilku przedmiotów
      byłabym super, a resztę bym odpuściła.
      Druga rzecz- chodzi o to "marnowanie czasu" - nigdy nie umiałam uczyć się, a
      teraz pracować w pociągu, samolocie, i nie chcę wymagać od innych tego, czego
      sama nie potrafię.

      Książki- zjadliwe były dla mnie (też ktoś już to napisał) lektury w IV klasie
      LO, przedtem - nijak nie była to przyjemność. To samo zjawisko obserwuję u
      syna - czyta wiele, o niektórych lekturach mówi, że są OK, ale nie sądzę, że
      mam prawo nastolatkowi narzucać, co ma czytac i kiedy- cieszę się, że dużo
      czyta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka