Serio , to dylemat normalnie. Napisze pan Japonczyk cokolwiek powiedza od razu ze zmysla
A tu koleznaka z "tamtego swiata" przyjechala na wakacje po 13 latach (!!!) w USA, sasiadka wlasciwie. Dopiero teraz dostala papiery i wybrala sie w wielka podroz. Oczywiscie, musielismy sie spotkac, szkoda tylko ze zostalo jej niecale dwa dni na Gdansk bo w sumie to ma wszystkich w innych rejonach Polski.
Wrazenia? Eh......wesolo mi jest jak slucham
Dziewczyna wyjechala zaraz po studiach, pol roku raptem pracowala no ale wyjezdzal juz z PL-u po upadku komuny.....a tu podobno prawdziwe zmiany zaszly dopiero ostatnio:
LUDZIE ZADOWOLENI, BOGACI, MAJA KASE, WSZYSCY ZNAJOMI I RODZINA PRACUJA, BUDUJA NOWE CHALUPKI CHOCIAZ I DO TEJ PORY BIEDY NIE MIELI. JEZDZA PO SWIECIE I UZYWAJA ZYCIA. W RESTAURACJACH PELNO, W SKLEPACH TLUMY. No i drogo ( Dla "amerykanca") , najbardziej mnie rozbawila slawetna kawa za 10 zl i drink za 18 ( Warszawa).
Pannica pracowala 10 lat na tzw. domku w plytkim CT, ma super robote bo jest u jednej rodziny przez caly czas i zarabia ze dwa razy tyle ile inne dziwczyny w takiej pracy....Do NY kilkanascie minut Metro North i praca tylko 4,5 dnia, jedno dziecko bo starsze na college wyfrunelo. Zyc nie umierac, tylko kase liczyc i odkladac. I odkladala, pamietam ze ja to cieszylo. Nie interesuje mnie ile uchapala, ale oswiadczyla z dziwna mina ze gdyby kupila mieszkanie w Warszawie , wykonczyla je i umeblowala to zostanie z golym tylkiem

)
Jeje siostra rowniez byla w USA, pracowala jako kelnerka. Przyjechala do swojego chlopaka, byla wtedy po 4 roku prawa, chiala zostac . Po roku pierdyknela wszystko i wrocila, skonczyla prawo , dzis pracuje w duzej firmie amerykanskiej jako prawnik.Dom na Saksiej Kepie, domek pod Warszawa , zaglowka i domek na Mazurach. Dwojka dzieci.
Malzonek adwokat. Oboje niewiele po 40 -ce. Zaproponowala jej nawet podobno prace, taka jak w USA, przy swoich dzieciach. Nie do konca jestem pewnien czy to bylo na serio....glupio mi bylo sie dopytywac.
Byly chlopak jezdzi nadal limuzyna w NY.
Japo taktownie nie zdolowal kolezanki informacja, ze "najlepsze" w tych powrotach z letnich wypadow do Polski dopiero przed nia- powrot do "domu". Ladowanie w piekle JFK, podroz na stojaco Air Trainem (zeby sie nie przykleic do siedzenia pokrytego 3 centymetrami brudu) i Jamaica Station z gypsy cabs i ich kierowcami pohukujacymi na przyjezdnych. Kleisty upal i sloneczko za mgla , droga do sybwayu E i peron pod ziemia , z temperatura 120F
Na razie jednak popoludniowy spacerek czysta plaza z Sopotu do mojej ulubionej Koliby, pozniej kawka i piwko oraz zakupy w Klifie no a potem podroz do Warszawy. W niedziele zas lezki na Okeciu i "do widzenia Gienia"