Dodaj do ulubionych

O depresji okołoporodowej w Polityce

11.01.08, 12:25
Polecam. Aczkolwiek artykuł trochę dołujący i osobiście gdybym była
akurat w ciąży, to zostawiłabym go sobie na później, żeby tej
depresji w sobie nie wywołać;)

O poczuciu winy z powodu braku miłości do mającego się urodzić
dziecka. O lękach wywołanych porodem. O poczuciu osamotnienia i
uwięzienia, redukcji do roli matki, co szczegolnie uwiera kobiety,
które były aktywne zawodowo i mają potrzebę wychodzenia w świat. O
błędnych wyobrażeniach na temat idealnej matki i żony, które
konfrontowane z rzeczywistością wywołują poczucie winy i beznadziei.
Starająca się matka "staje się nadmiernie krytyczna wobec tego, co
robi, i dostrzega wszystko, łącznie z własną osobą, poprzez czarny
filtr." O tym, że dziecko potrafi wzbudzać agresję i że nie wolno
się do tego przyznać. O tym, że depresja oWSZekołoporodowa nie jest
wymysłem ostatnich lat, ale że była od zawsze. Jednak szpitalne
procedury, brak wsparcia bliskich, zmieniające się koncepcje nt
zajmowania się dzieckiem - jeszcze dobijają. I o tym, że prawicowe
rządy nie były zainteresowane wspieraniem poradni Początek, jednym z
nielicznych miejsc, gdzie można było znaleźć wsparcie, i cofnęły
dotacje. Poradnię zamknięto. Pozostał tylko telefon zaufania
działający bvardzo nieregularnie.
Obserwuj wątek
    • jagandra Re: O depresji okołoporodowej w Polityce 11.01.08, 16:47
      Ciekawe z tą poradnią Początek... To tylko potwierdza, że prawicowe rządy tak naprawdę mają w tyle kobiety.
      A jeśli chodzi o artykuły i diagnozy to poczekam, aż wreszcie ktoś nazwie depresję ciążową :P
    • triss_merigold6 Re: O depresji okołoporodowej w Polityce 11.01.08, 21:11
      Artykuł dołujący ale nieodkrywczy. Teksty na temat depresji po
      porodzie regularnie pojawiają się w pismach o tematyce ciąża -
      poród - niemowlę, w każdym serwisie okołodziecięcym też mozna
      znaleźć materiały, w popularnej książce "W oczekiwaniu na dziecko
      jest cały rozdział". Krótko mówiąc ciężarne bynajmniej nie są
      pozbawione podstawowych informacji. Gorzej z przekonaniami starszego
      pokolenia, bo faktycznie te 30 lat temu to był temat niemalże tabu a
      załamania nerwowe młodych matek traktowano jak histerie i wymysły.

      IMO w znakomitej wiekszości przypadków depresja poporodowa jest
      skutkiem osamotnienia matki i braku w pobliżu życzliwych, ciepłych
      kobiet ze starszego pokolenia. Uczciwie powiem, że siedząc samej
      cały dzien z niemowlakiem w domu można oszaleć i zjechać sobie
      samoocenę do poziomu podłogi. Depresji nie miałam ale na noworodka i
      później niemowlę przez dobre 3 miesiące patrzyłam jak na kosmitę.
      Było to całkowicie obce i niezrozumiałe stworzenie. Kłaniał się
      kompletny brak kontaktu z ludźmi mającymi małe dzieci, osobiste
      niemowlę było pierwszym jakie trzymałam na rękach.
      • malila Re: O depresji okołoporodowej w Polityce 12.01.08, 12:03
        To, czy sam temat jest odkrywczy, nie ma nic do rzeczy. Uważam, że
        sposób, w jaki został napisany, jest odkrywczy. O depresji, owszem,
        pisze się (chociaż od razu się przyznaję, że gazetek o dzieciach nie
        miałam w swoich rękach od kilku lat), ale w taki sam sposób, jak o
        przeziębieniu malucha czy rozstępach po ciąży. Powierzchownie,
        gładko, w sposób dający do zrozumienia, że to przejściowe, że płacz
        po porodzie jest normalny, bo to hormony, a najlepszą radą jest
        pójście do kosmetyczki, aerobik dwa razy w tygodniu, wyjście do kina
        i kontakt z innymi mamami. A jeśli to nie pomaga i depresja trwa
        dłużej, to należy się zgłosić do lekarza. Temat wykraczający poza
        standardowe rady możliwości redakcji przekracza. Czyli wracamy do
        punktu wyjścia.

        Poza tym świadomość tego, z czym jest związana depresja
        okołoporodowa (czyli również ta dotyczącej ciąży oraz matek dzieci
        starszych niż noworodki) jest ważna dla samych kobiet, ale IMO to za
        mało. Ważne jest też, aby tę świadomość mieli także ich partnerzy,
        ich środowisko. Bo co z tego, że ja wiem, skąd się bierze moja
        depresja, jeśli partner uważa, że zostałam przez naturę wyposażona w
        cierpliwość, wyrozumiałość i wytrzymałość w stosunku do dzieci. Że
        natura obdarzyła mnie specjalnym programem do obsługi małych dzieci
        i domu, który sprawia, że jest to dla mnie sama przyjemność, że o
        łatwości nie wspomnę. A jak się nie wyrabiam, to znaczy, że jestem
        leniem i darmozjadem, o czym co chwilę czytam na ematce. To tak jak
        z ciążą. Ja wiem, że ciąża jest dużym ociążeniem dla organizmu i że
        można tylko leżeć a i tak wykonywać ciężką pracę. Ale co z tego,
        skoro krąży powiedzenie "ciąża to nie choroba" interpretowane w taki
        sposób, jakby ciąży niczego nie zmieniała.

        I za tę robotę uświadamiania jestem wdzięczna Polityce, tym
        bardziej, że pamiętam poprzedni artykuł.
        • jagandra Re: O depresji okołoporodowej w Polityce 12.01.08, 17:00
          To prawda, na ogół się pisze, że depresja poporodowa (jeszcze się nie spotkałam do tej pory z określeniem okołoporodowa) to tylko wynik zmian hormonalnych, jakby to takie proste było.
    • skrzydlate Re: O depresji okołoporodowej w Polityce 12.01.08, 09:38
      ze trzy miłe rzeczy dziennie dla siebie... przynajmniej ;) żeby mieć uśmiech i
      co wspominać... w ciągu całego dnia w trakcie ryku podziębionego niemowlęcia, po
      nieprzespanej nocy, po kolejnej udanej próbie uniemożliwienia maleństwu
      zdewastowania całego mieszkania ;)

      bez telefony, poradni, i jest fajnie
    • sir.vimes poproszę link... 14.01.08, 00:04
      wszystkie czytałyscie a ja nie wiem o co chodzi:)
      • malila Przykro mi, wersja elektroniczna 14.01.08, 09:25
        jest dostępna tylko za opłatą. Ja czytałam na papierze.
        • ledzeppelin3 Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 15.01.08, 15:45
          Jedni dają radę bez poradni, inni strzelają samobója. Co mówić o
          zrozumieniu partnera, skoro kobieta mówiąca otwarcie, że nie daje
          rady, jest odsądzana od czci i wiary przez inne kobiety, które
          teoretycznie powinny ją rozumieć ("musisz się bardziej
          zorganizować", "jesteś po prostu leniwa", "rozczulasz się nad
          sobą", "Miałam to samo i po prostu wzięłam się w garść", "najlepiej
          jak ma się dołek zrobić pranie i wymyć podłogi a nie wymyślać sobie
          problemy"). Ludzie mają świadomość na poziomie ameby a wiedzę
          czerpią z "M jak miłość", a tam nie było jak dotąd (chyba) o
          depresji okołoporodowej. Depresja w ciąży też jest dość częsta i
          powinna być specjalistycznie leczona, bo jak wynika z badań częściej
          prowadzi do poronień i porodów przedwczesnych.
          A to całe gadanie, że "ciąża to nie choroba" wkurza mnie jak mało co
          • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 15.01.08, 17:47
            Depresja w ciąży też jest dość częsta i
            > powinna być specjalistycznie leczona, bo jak wynika z badań częściej
            > prowadzi do poronień i porodów przedwczesnych.

            To ciekawe. Masz jakieś materiały na ten temat?
            • malila Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 17.01.08, 10:09
              Jagandra, służę osobistym doświadczeniem. W trzeciej ciąży nauczyłam
              się siłą umysłu (wiem, jak to brzmi;)) wstrzymywać skurcze macicy. W
              szpitalu byłam dwa razy - w sumie niecałe dwa tygodnie. W drugiej
              ciąży w szpitalu przeleżałam dwa ostanie miesiące niemal bez przerwy
              na wlewach.
              • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 17.01.08, 17:13
                Malilo, pewnie masz rację, bo siła pozytywnego nastawienia jest duża. Ale jestem ciekawa, czy były na ten temat robione jakieś badania. Z drugiej strony to delikatna sprawa, bo nie można powiedzieć kobiecie: straciłaś ciążę przez złe nastawienie psychiczne! Jednak nie na wszystko mamy wpływ, czasem musimy zaakceptować rzeczywistość taką jaką jest.
                Jeśli o mnie chodzi, to mi klimaty depresyjne minęły, gdy pozwoliłam sobie na smutek i złe samopoczucie. Trochę na zasadzie buntu - w końcu nikomu nic do tego, jak się czuję. A depresja wbrew pozorom jest zaprzeczeniem smutku, niezgodą na smutek.
                • malila Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 17.01.08, 18:33
                  jagandra napisała:
                  Z drugiej strony to de
                  > likatna sprawa, bo nie można powiedzieć kobiecie: straciłaś ciążę
                  przez złe nas
                  > tawienie psychiczne!

                  Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Tak samo nie można mówić
                  kobiecie w ciąży: nie martw się, bo Twój stres szkodzi dziecku. Nie
                  znam skuteczniejszej metody na wywołanie stresu.
                  Poza tym wcale nie uważam, że stres czy depresja jest głównym
                  winowajcą. Raczej czynnikiem sprzyjającym ewentualnym komplikacjom.
                  A umiejętność relaksacji czynnkiem sprzyjającym zdrowieniu.
                • ledzeppelin3 Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 19.01.08, 20:35
                  Jagandro, witaj w klubie- chyba mamy b. podobne terminy porodu, a i
                  dolegliwości :P przez pierwszy trymestr (praktycznie cały) miałam
                  bardzo obniżony nastrój, objawy subkliniczne depresji z niemożnością
                  wstania z łóżka i brakiem chęci do życia oraz myślami samobójczymi
                  włącznie. Złożyło się na to wiele czynników, głównie fatalne
                  samopoczucie -(mdłości, wymioty)- choć można dyskutowac, w jakim
                  stopniu one były przyczyną, a w jakim następstwem obniżonego
                  nastroju. Zgodnie z przysłowiem "szewc bez butów chodzi" nie
                  leczyłam się, nie chodziłam też do psychiatry. Podły nastrój zniknął
                  w II trymestrze (oby na zawsze), ale podobnie jak Ty, pozwoliłam
                  sobie na "doła", nie walczyłam z tym zbytnio. Miłam oczywiście
                  potworne wyrzuty sumienia, że szkodzę dziecku, że to oznaka mojego
                  braku miłości, a więc jestem potworem nie matką itd:P Zresztą w
                  poprzednich dwóch ciążach pierwszy trymestr był podobnie zjechany
                  (może nie az w takim stopniu). Myślę że głównym czynnikiem jest tu
                  powolne oswajanie się z sytuacją, może nawet początkowy brak zgody
                  na zaistniałą sytuację ciąży (nawet chcianej) plus dolegliwości
                  ciążowe i wzrost poziomu hormonów w surowicy (np kortyzol- steroid,
                  hormon nadnerczy, wydzielany w stresie- jego poziom w ciąży wzrasta
                  100-krotnie. Kto by to wytrzymał i nie zwariował?:P). Chyba
                  najważniejsze jest wiedzieć, że mamy prawo do smutku i że kiedyś on
                  też minie. Najważniejsze to mieć przy sobie pomoc- ja miałam matkę
                  (pomoc przy dzieciach) i męża (wsparcie psychiczne)- ale i tak
                  największą pracę trzeba wykonać samemu.
                  • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 20.01.08, 10:00
                    Wiesz, miło przeczytać, że też się czułaś podle :DDD Żartuję oczywiście, zresztą pewnie wiesz i tak, o co chodzi ;)
                    U mnie z kolei było tak, że akurat zaczęłam dodatkowy kawałek etatu, oprócz tego w ramach dotychczasowej pracy zaczęłam prowadzić grupę, jedno i drugie było dla mnie nowe, ciekawe, ale i dużo kosztowało emocjonalnie i fizycznie. No i na to nałożyła się ta ciąża, owszem, planowana, ale czemu plan się udało zrealizować akurat w tym momencie? :P W dodatku pierwszy trymestr prawie non stop byłam chora na jakieś infekcje gardlano-zatokowe, bałam się, że poronię, martwiłam się, że nie jestem w stanie pracować (ciągle lądowałam na zwolnieniu). W końcu musiałam zresztą zrezygnować z nowej pracy i z tej grupy. No i mdłości do tego i wysypki alergiczne. Właściwie jak na to spojrzę z boku, to sytuacja po prostu była stresująca, ale wtedy uważałam, że powinnam sobie ze wszystkim poradzić, wszystko ze sobą pogodzić, buntowałam się trochę przeciw temu myśleniu, ale słabo. Jeszcze problemem było to, że mieszkam daleko od mojego zwykłego źródła wsparcia czyli od moich przyjaciółek, ale też zgodnie z mechanizmem depresji nie szukałam kontaktu z nimi, co przecież było możliwe. A pracuję w małym miasteczku i tu nacisk na bycie "normalną" jest bardzo silny, czyli kobieta w ciąży ma być szczęśliwa, ma się dobrze czuć, a jeśli nawet się czuje źle, to ma nie narzekać i wykonywać swoje zwykłe obowiązki. Najciekawsze przy tym jest, że to poradnia psych-ped. Teraz czuję się lepiej, ładnie wyglądam i spotykam się z wieloma miłymi słowami, ale wtedy raczej baby nabierały wody w usta, gdy nietaktowanie mówiłam, że nie cierpię być w ciąży.
                    Najbardziej pomógł mi poradnik, który akurat wtedy czytałam i już cytowałam przy innych okazjach. Wrzucę w wolnej chwili fragment o depresji, bo jest naprawdę fajny.
                    Tak jak piszesz, też myślę, że najważniejsze to pozwolić sobie na smutek, wiedzieć że mamy do niego prawo. I na złość też. Teraz jestem już w pełni zbuntowana i nikt mi nie wciśnie, że mam się cieszyć z tego, że miałam do wyboru iść na zwolnienie do końca ciąży albo zrezygnować z dotkowego źródła dochodów. I z tego, że z nowych doświadczeń tak czy siak musiałam zrezygnować. Nie zamierzam się też cieszyć z tego, że nie mam siły chodzić na moją kochaną jogę. Ani z tego, że puszczam bąki na potęgę i strzyka mi w lewym półdupku, hehe :PPP A jak jestem zbuntowana, to nie jestem w depresji.
            • ledzeppelin3 Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 19.01.08, 19:28
              Na szybko np. taki artykuł:
              Ciąża i depresja
              Sekcja: Postepy w medycynie
              Data publikacji: 2007-10-24
              Dziedzina: Ginekologia , Psychiatria
              Inne artykuły:
              Odległe skutki zaburzeń metabolicznych
              Wiek matki a długość porodu
              HTZ a układ sercowo-naczyniowy
              Niedobór estrogenów a nadciśnienie
              Upławy - najczęstszy powód wizyty u ginekologa
              Zbiorowa sepsa paciorkowcowa
              Antykoncepcja u pacjentki z cukrzycą
              Seksualność a menopauza
              Ciąża i depresja
              Alternatywa dla terapii estrogenowej stosowanej w okresie menopauzy
              Nadwaga i otyłość a ciąża
              Czynniki ryzyka przedwczesnego porodu
              Wypadanie narządów płciowych u kobiety
              Przełom w prewencji raka
              Szczepionka - broń przeciw nowotworom
              Zapobieganie rakowi szyjki macicy
              Zespół napięcia przedmiesiączkowego
              Ryzyko hormonalnej terapii zastępczejJak leczyć depresję w czasie
              ciąży?
              Na pytanie odpowiada dr n. med. Iwona Patejuk-Mazurek, Klinika
              Psychiatrii Oddziału Fizjoterapii AM w Warszawie, Szpital
              Tworkowski:

              Mitem jest twierdzenie, że ciąża „chroni" przed depresją, a każda
              kobieta w ciąży (dawniej „stan błogosławiony") jest szczęśliwa.
              Presja społeczna (rodziny, znajomych) jest tak duża, że część kobiet
              nie ma odwagi, a czasem możliwości, by podzielić się swoimi
              wątpliwościami na temat macierzyństwa, które je wkrótce czeka.
              Dotyczy to nie tylko tych, których ciąża nie jest akceptowana, ale
              także kobiet świadomie planujących posiadanie potomstwa, mających
              wsparcie w rodzinie. Niepokój i stany depresyjne najczęściej
              pojawiają się w pierwszym trymestrze niechcianej ciąży, zaś podczas
              trzeciego trymestru może występować obawa przed samym porodem i
              zdrowiem dziecka. Istnieją jednak zaburzenia, których przebieg w
              ciąży może złagodnieć. Badania pokazują, że tak jest u kobiet z
              lękiem panicznym i chorobą afektywną dwubiegunową; ok. 80 proc. z
              nich doświadcza w tym czasie poprawy stanu psychicznego.
              Ocenia się, iż 10-20 proc. ciężarnych kobiet cierpi z powodu
              depresji. Wykazano, iż większe nasilenie objawów depresji wiąże się
              też z większym prawdopodobieństwem wystąpienia stanów depresyjnych u
              dziecka w przyszłości. Trudności diagnostyczne spowodowane są
              podobieństwem objawów związanych z ciążą do somatycznych objawów
              depresji.
              Na rozwój depresji bardziej narażone są kobiety z zaburzeniami
              psychicznymi w wywiadzie, które zaszły w ciążę w trakcie epizodu
              depresji (leczonego lub nie), dla których jest to niechciana
              sytuacja. Również kobiety, które mają trudną sytuację osobistą lub
              społeczną, albo problemy zdrowotne związane z ciążą (np. cukrzyca
              ciężarnych), ale też ambiwalentne podejście do macierzyństwa. W
              przypadku niechcianej ciąży obawa przed presją społeczną,
              konsekwencjami w życiu zawodowym i możliwością nieporadzenia sobie
              po porodzie są głównym powodem stanów depresyjnych. W większości
              kobiety się adaptują i objawy depresji ustępują.
              Przed rozpoczęciem leczenia trzeba rozważyć korzyści leczenia
              depresji wobec ryzyka dla płodu. Należy ściśle współpracować z
              pacjentką i jej partnerem na każdym etapie podejmowanych decyzji.
              Pod uwagę trzeba wziąć zarówno wywiad psychiatryczny, aktualny stan
              psychiczny, jak też inne czynniki, o których wspominano wcześniej. W
              przypadku depresji ciężkiej lub znacznie zaburzającej funkcjonowanie
              pacjentki leczenie farmakologiczne jest uzasadnione, natomiast w
              przypadku łagodnego nasilenia objawów bez wpływu na funkcjonowanie -
              lepiej jest wprowadzić oddziaływania psychoterapeutyczne i ocenić
              ich skuteczność.

              Skutki nieleczenia depresji w ciąży

              Do efektów braku leczenia należy zaliczyć:
              - rozwój depresji poporodowej (u 10-20 proc. pacjentek),
              - myśli i zachowania samobójcze,
              - gorsze codzienne funkcjonowanie, zaburzenia snu i apetytu,
              - możliwość nadużywania alkoholu, narkotyków, zwiększone palenie
              tytoniu,
              - ekspozycję na dodatkowe leki,
              - gorszą współpracę z położnikiem.
              Wszystkie te czynniki mają negatywny wpływ na rozwój płodu. Dzieci
              matek z nieleczoną depresją w ciąży rodzą się przed terminem, mają
              niższą masę urodzeniową, mniejszy obwód główki, mniejszą punktację w
              skali Apgar, podwyższone stężenia kortyzolu i katecholamin, obniżone
              serotoniny i dopaminy. Noworodki częściej płaczą, są bardziej
              niespokojne.
              Możliwy mechanizm tego niekorzystnego wpływu depresji to
              dysregulacja osi podwzgórze - przysadka - nadnercza (wpływ
              bezpośredni na płód), a także zaburzenia funkcji łożyska związane z
              podwyższonym poziomem kortyzolu i katecholamin w organizmie matki.
              Wiele badań wskazuje także na odległe niekorzystne skutki dla dzieci
              depresyjnych matek. Są wśród nich zaburzone relacje matka - dziecko,
              dziecko - rodzeństwo, rozwijające się później problemy poznawcze,
              emocjonalne, zaburzenia zachowania i adaptacji u dziecka. Dla
              kobiet, które przerwały leczenie przeciwdepresyjne w czasie ciąży,
              ryzyko nawrotu depresji wynosi 75 proc., a 50 proc. z nich
              doświadcza bardziej nasilonych objawów depresyjnych w porównaniu z
              początkiem leczenia.

              Ograniczona farmakoterapia

              Leczenie depresji w czasie ciąży jest trudne ze względu na wyraźne
              ograniczenia stosowania farmakoterapii. Ocenia się, że nawet 35
              proc. kobiet w ciąży przyjmuje, choćby okresowo jakieś leki
              psychotropowe (zwykle benzodiazepiny), jednak odbywa się to
              często „na własną rękę", bez zaleceń lekarskich lub wbrew nim.
              Dostępne opcje terapeutyczne można podzielić na mniej inwazyjne dla
              płodu (np. psychoterapia, terapia światłem, elektrowstrząsy) lub
              niosące większe ryzyko (farmakoterapia) z powodu przenikania
              substancji przez łożysko do krwiobiegu płodu.
              Z metod psychoterapeutycznych stosowanych w zaburzeniach o mniejszym
              nasileniu polecić można psychoterapię interpersonalną, poznawczo-
              behawioralną, krótkoterminową psychoterapię zorientowaną na wgląd,
              terapię grupową i wspierającą. W badaniach pilotażowych wykazano
              skuteczność fototerapii w depresji przedporodowej. Elektrowstrząsy,
              wbrew powszechnym wyobrażeniom, są bezpieczną i skuteczną metodą
              leczenia ostrych psychoz i stanów z nasilonym ryzykiem samobójczym.
              Farmakoterapia niesie ze sobą wiele obaw związanych m.in. z
              wystąpieniem wad rozwojowych u płodu. Nie oszacowano dokładnej
              częstości ich występowania podczas stosowania leków
              przeciwdepresyjnych. Uważa się, że 1-3 proc. wszystkich wad
              rozwojowych może wynikać ze stosowania leków, jednocześnie wpływ
              czynników genetycznych ocenia się na 20-25 proc., przyczyny
              idiopatyczne zaś na 65-70 proc. U kobiet cierpiących na depresję
              przypadki zajścia w ciążę są najczęściej nieplanowane i większość z
              nich przyjmuje antydepresanty, zanim zorientuje się, że jest w
              ciąży.
              Z obserwacji noworodków eksponowanych na działanie leków
              przeciwdepresyjnych z grupy SSRI w czasie całej ciąży lub w trzecim
              trymestrze wynika, iż ok. 30 proc. prezentowało objawy noworodkowego
              zespołu abstynencyjnego w postaci drżenia, zaburzeń snu, sztywności
              mięśniowej i nasilonego płaczu. Żadne nie wymagało leczenia. Dlatego
              też rekomendowane jest po porodzie 48-godzinne monitorowanie takich
              noworodków.
              Niewiele kontrolowanych badań klinicznych ocenia skuteczność i
              bezpieczeństwo antydepresantów stosowanych w czasie ciąży. Wszystkie
              leki psychotropowe przechodzą przez łożysko, nie pozostają więc bez
              wpływu na płód. Opierając się jednak na wynikach dostępnych badań,
              ogólne zalecenia prowadzenia terapii depresji w ciąży podkreślają
              wybór leków najlepiej przebadanych, stosowanie jednego preparatu
              zamiast kilku, częstsze monitorowanie poziomu leków trójcyklicznych
              i zwrócenie uwagi na możliwe obniżenie skuteczności leków z grupy
              SSRI w trzecim trymestrze ciąży. Jeśli zapłodnienie nastąpiło w
              trakcie kuracji, nie należy jej przerywać czy zmieniać leku.
              Polecane leki przeciwdepresyjne (APA Expert Consensus Guidelines):
              - SSRI (fluoksetyna, jeśli nie ma planów karmienia piersią - długi
              okres półtrwania substancj
              • ledzeppelin3 Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 19.01.08, 19:30
                - SSRI (fluoksetyna, jeśli nie ma planów karmienia piersią - długi
                okres półtrwania substancji, sertralina - jeśli takie plany są),
                - trójcykliczne (desipramina, nortryptylina - mniejsze działanie
                antycholinergiczne i mniejsza hipotensja),
                - przy braku skuteczności SSRI - SNRI (wenlafaksyna).

                Generalną zasadą powinno być takie leczenie kobiet w wieku
                rozrodczym, jakby były w ciąży, choć żadna podjęta decyzja nie jest
                pozbawiona ryzyka.


                Niestety nie chce się zalinkować
              • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 20.01.08, 10:12
                Dzięki za artykuł! No popatrz, aż 10-20% kobiet w ciąży cierpi na depresję.

                > Skutki nieleczenia depresji w ciąży
                >
                > Do efektów braku leczenia należy zaliczyć:
                > - rozwój depresji poporodowej (u 10-20 proc. pacjentek),
                > - myśli i zachowania samobójcze,
                > - gorsze codzienne funkcjonowanie, zaburzenia snu i apetytu,
                > - możliwość nadużywania alkoholu, narkotyków, zwiększone palenie
                > tytoniu,
                > - ekspozycję na dodatkowe leki,
                > - gorszą współpracę z położnikiem.
                > Wszystkie te czynniki mają negatywny wpływ na rozwój płodu.

                To rozumiem. Ale oznacza to też, że negatywny wpływ na płód ma nie tyle depresja, co destrukcyjne sposoby radzenia sobie z nią.

                > Możliwy mechanizm tego niekorzystnego wpływu depresji to
                > dysregulacja osi podwzgórze - przysadka - nadnercza (wpływ
                > bezpośredni na płód), a także zaburzenia funkcji łożyska związane z
                > podwyższonym poziomem kortyzolu i katecholamin w organizmie matki.

                A to już budzi mój bunt. To znowu takie myślenie, zgodnie z którym nie wyszystko wolno czuć ciężarnej.

                > Wiele badań wskazuje także na odległe niekorzystne skutki dla dzieci
                > depresyjnych matek. Są wśród nich zaburzone relacje matka - dziecko,
                > dziecko - rodzeństwo, rozwijające się później problemy poznawcze,
                > emocjonalne, zaburzenia zachowania i adaptacji u dziecka.

                No ale to nie wynika raczej bezpośrednio z depresji w ciąży, tylko ze sposobów postępowania z dziećmi osób depresyjnych.
                • ledzeppelin3 Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 20.01.08, 13:27
                  > > Możliwy mechanizm tego niekorzystnego wpływu depresji to
                  > > dysregulacja osi podwzgórze - przysadka - nadnercza (wpływ
                  > > bezpośredni na płód), a także zaburzenia funkcji łożyska
                  związane z
                  > > podwyższonym poziomem kortyzolu i katecholamin w organizmie
                  matki.
                  >
                  > A to już budzi mój bunt. To znowu takie myślenie, zgodnie z którym
                  nie wyszystk
                  > o wolno czuć ciężarnej.

                  Zdawanie sobie sprawy z takiego możliwego (na szczęście to tryb
                  przypuszczający) mechanizmu negatywnego wpływu depresji na płód
                  rzeczywiście sprzyja "poczuciu winy". Ale tak naprawdę nie ma o czym
                  mówić- wszak gdyby nie matka, płodu w ogóle by nie było:P- i ona
                  daje mu dużo więcej w życiu płodowym, niż zabiera (oczywiście o ile
                  nie jest nieleczącą się alkoholiczką lub narkomanką). Depresja po
                  prostu się przytrafia, nie ma w tym winy kobiety, choć skutki
                  negatywne dla płodu rzeczywiście moga być ( w przypadku
                  długotrwającej nieleczonej depresji). To choroba, najważniejsze że
                  można ją leczyć czy kontrolować stany depresyjne... i być dla siebie
                  wyrozumiałą, bo napędzanie wyrzutów sumienia dopiero potrafi
                  zdołować.
                  Ja tego prawdopodobnego opisu mechanizmu działania depresji matki na
                  płód (to są tylko przypuszczenia, nie potwierdzone badaniami
                  klinicznymi) nie traktuję w kategoriach- co wolno, a czego nie
                  ciężarnej. To tylko próba wyjaśnienia mechanizmu
                  patofizjologicznego,jak zawsze w medycynie- próbuje się wyjaśnić
                  każdy mechanizm funkcjonowania organizmu,m w zdrowiu a następnie w
                  chorobie- wtedy jest szansa na znalezienie adekwatnego działającego
                  leku. W artykule w Polityce świetnie wyjaśniono typowe polskie
                  myślenie, wpędzające kobiety w poczucie winy (co też widać w
                  wypowiedzach internautów pod artykułem)- dziecko zdrowe, kobieta
                  zdrowa, to o co chodzi? I że kiedyś kobiety nie miały takich
                  sztucznych problemów, rodziły sześcioro i się chowały, a teraz się
                  to się dopiero te baby pieszczą (opinia moich tściów:P). Ja dlatego
                  tak lubię nauki medyczne, bo tu się unika wartościowania, co jest
                  dobre, a co złe- oczywiście w sferze teoretycznej, bo lekarze jako
                  ludzie są niestety różni- krytyczni i osądzający też:(.
                  • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 20.01.08, 17:29
                    To tylko próba wyjaśnienia mechanizmu
                    > patofizjologicznego,jak zawsze w medycynie- próbuje się wyjaśnić
                    > każdy mechanizm funkcjonowania organizmu,m w zdrowiu a następnie w
                    > chorobie- wtedy jest szansa na znalezienie adekwatnego działającego
                    > leku. (...) Ja dlatego
                    > tak lubię nauki medyczne, bo tu się unika wartościowania, co jest
                    > dobre, a co złe- oczywiście w sferze teoretycznej, bo lekarze jako
                    > ludzie są niestety różni- krytyczni i osądzający też:(.

                    Nie do końca wierzę w bezstronność nauk medycznych, bo tworzący je ludzie kierują się różnymi uprzedzeniami, jak wszyscy. Takie szukanie wpływu samego faktu depresji na stan płodu odbieram jako uświęcone tradycją obwinianie kobiety, ale może to tylko mój odbiór. Gdybym przeczytała, że osoby w depresji płycej oddychają, przez co płód otrzymuje mniej tlenu, już bym tego tak nie odebrała.
                    • jagandra Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 20.01.08, 17:54
                      Acha, jeszcze miałam napisać, że mój sprzeciw budzi też wyraźne oddzielanie płodu od kobiety w ciąży. Tak ogólnie uważam, że to co służy kobiecie, służy też płodowi, a to znaczy, że kobieta w ciąży ma obowiązek dbać o siebie, spełniać swoje zachcianki i w ogóle trwać na piedestale jak święta krowa :P O ile akurat ma na to ochotę.

                      To jeszcze przepiszę trochę z poradnika "Żyć w rodzinie i przetrwać" na temat rozróżnienia między smutkiem i depresją.

                      R: (...) Więc jak reagujemy na stratę? (...)
                      J: Odczuwamy prawdziwy ból.
                      R: Który musi potrwać jakiś czas, co jest zjawiskiem naturalnym. Ale później, jeśli jesteśmy względnie zdrowi, pozwalamy sobie na przejście przez to i zaczynamy mieć się lepiej. Odzyskujemy pogodę ducha i po pewnym czasie mamy tę sprawę już za sobą. Możemy przestać zajmować się tym, co straciliśmy, i zacząć interesować się czymś innym.
                      J: Dlatego że pozwoliliśmy sobie na przeżywanie nieszczęścia?
                      R: _No właśnie_. Skoro przeżyliśmy żałobę po tym, co zostało utracone, możemy zostawić to za sobą i iść dalej.
                      J: Lecz jeśli nie do końca przeżyliśmy ten żal, to nie sposób się od niego uwolnić.
                      R: Słusznie. Poczucie straty będzie trwało w nieskończoność i człowiek _nie będzie_ mógł swobodnie ruszyć naprzód. (...)
                      J: Czyli żałoba - prawdziwe przeżywanie bólu związanego ze stratą - nie tylko jest naturalna, ale też rzeczywiście coś człowiekowi daje.
                      R: Tak. Musimy pozwolić, by stare więzi rozpadły się, zanim będziemy w stanie na nowo pozbierać się i dopasować do nowej sytuacji. Coś jak rozbiórka domu przed wybudowaniem na tym miejscu nowego. I _właśnie_ to oznacza dla mnie _smutek_.
                      J: Tak. Odkrycie, że w gruncie rzeczy smutek jest _pożyteczny_, było dla mnie bodaj najważniejsze i najbardziej zdumiewające ze wszystkiego, czego dowiedziałem się w Twojej grupie. Przedtem zawsze uważałem, że szkoda na to czasu. Tak samo, jak użalanie się nad sobą. Myślałem: "Dlaczego t y jesteś taki smutny, kiedy miliony ludzi głodują w Indiach?" albo "Dlaczego nie miałbym przestać być smutny, wyjść gdzieś i trochę się zabawić?". Pogrążanie się w tym uczuciu zawsze wydawało mi się takie _bezcelowe_. Natomiast w Twojej grupie dowiedziałem się nie tylko, że smutek jest "w porządku", ale też, że dzięki niemu coś się _zyskuje_. A taka świadomość oczywiśćie pomaga przeżyć go w sposób bardziej pełny i szybciej się od niego uwolnić.
                      R: To prawda, ludzie często czują ogromną ulgę dowiadując się, że przeżywanie smutku jest absolutnie _zdrową_ reakcją. (...) Spróbujmy sobie przypomnieć, jak to jest, kiedy jesteś smutny. Ta emocja jest bogata, głęboka i sprawia, że czujesz się pełen życia, mimo że cierpisz. Nie masz wrażenia, że jesteś odcięty od świata - wręcz przeciwnie, intensywnie kontaktujesz się ze wszystkim, co się wokół Ciebie dzieje.
                      J: Człowiek czuje się taki jakis "pełny" - odczuwa to wręcz fizycznie i ma świadomość zarówno swego ciała, jak i tego, co zachodzi wokół niego. (...)
                      R: Z drugiej strony, jeżeli człowiek próbuje odciąć się od tego uczucia, to pozostaje w nim martwota, pustka, brak energii i autentycznych więzi emocjonalnych z innymi ludźmi.
          • malila Re: Przykro mi, wersja elektroniczna 17.01.08, 10:05
            ledzeppelin3 napisała:

            > Jedni dają radę bez poradni, inni strzelają samobója. Co mówić o
            > zrozumieniu partnera, skoro kobieta mówiąca otwarcie, że nie daje
            > rady, jest odsądzana od czci i wiary przez inne kobiety, które
            > teoretycznie powinny ją rozumieć ("musisz się bardziej
            > zorganizować", "jesteś po prostu leniwa", "rozczulasz się nad
            > sobą", "Miałam to samo i po prostu wzięłam się w
            garść", "najlepiej
            > jak ma się dołek zrobić pranie i wymyć podłogi a nie wymyślać
            sobie
            > problemy").

            :-DD
            Mnie też wqrw łapie, jak czytam takie teksty.
            Napisałam przede wszystkim o partnerze - być może błędnie - bo dla
            mnie partner jest pierwszą instancją (kiedy już ciężko mi liczyć na
            samą siebie), do której się zwracam z prośbą o pomoc i od której
            oczekuję wsparcia. Od kobiet wsparcia nie oczekuję już od dawna...
            Masz rację. Gdyby kobiety się wspierały, to mężczyźni nie mieliby
            takiego wpływu.
        • sir.vimes Czy chodzi o ten tekst? 16.01.08, 22:16
          www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=1137&news_id=241777&layout=18&forum_id=13179&fpage=Threads&page=text
          • malila Tak, właśnie o ten n/t 17.01.08, 10:05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka