budzik11
28.01.09, 12:18
Od ok. 3 miesięcy walczę z grzybicą sutków. Najpierw domowymi sposobami:
Clotrimazol, przez chwilę srebro koloidalne, trochę Nystatyna, Citrosept. Od
ponad miesiąca leczę się pod kontrolą lekarza, brałam przez miesiąc
Fluconazole (żadnej poprawy), Clotrimazol dalej, Citrosept (do picia i
zewnętrznie), homeopatia (Monilia Albicans, Pefrakehl), ścisła,
przeciwgrzybicza dieta, higiena. Niewiele to pomogło. Nie czuję już kłucia w
piersiach, ale brodawki są okropnie bolesne, jak po poparzeniu, jakbym nie
miała na nich naskórka, noszenie bielizny boli, możecie sobie wyobrazić, jak
potwornie boli karmienie :( Zauważyłam też ostatnio, że na czubku sutków po
karmieniu pojawiają się maleńkie pęcherzyki surowicze (albo na takie
wyglądają, może to coś innego), jak przy otarciu pięty przez but. Jakiś czas
po karmieniu taki bąbelek sobie przysycha, surowica się wchłania i widać
maleńki strupek. A czasem góra sutka po karmieniu jest biała, jakby była długo
ściśnięta i nie dochodziła tam krew. Po jakimś czasie to też wraca do normy. I
tak sobie myślę - może grzybicę jako taką mam już za sobą a teraz problemem są
uszkodzone przez nią sutki? Jeśli tak, to czy można coś z tym zrobić? Syn
właśnie choruje, gorączkuje, na domiar złego wyrzynają mu się dwa ząbki na
raz, bez przerwy chce ssać, zwłaszcza w nocy, ja gryzę zęby z bólu, kilka razy
wyszarpywałam mu już pierś, nie mogłam wytrzymać :(