amws
23.01.05, 09:49
jestesmy 1,5 roku poslubie, mamy 8 m-czne dziecko, we wtorek dowiedziłam sie,
ze jest Ona....
boli, w srode był ksiadz po koledzie, płakałam, skorzystałam z sakramentu
pojednania, mam siłe, codzienny różaniec daje mi moc, bo mam dziecko,
najcudniejsze i najwaspanialszy dar i prezent od Opatrznosci....
wrócił wczoraj w nocy, przespał sie, zjadł wczorajszy obiad, zostawił mi
teraz 10 zł i wyszedł, mówiac ze idzie do katedry, ale czy wroci nie wiem, i
nie wiem czy chce, nie było mi dobrze w małzenstwie, niestety...
nie wiem skad mam tyle spokoju w sobie, i dawanie szansy, od wtroku mu
powtarzam jesli chcesz-masz szanse, ale ja wykorzystaj, zerwał z nia,
powiedział ze wrócił, ale ja chce by teraz pokazał, ze mozna mu zaufac.jest
jak dziecko, któemu awalił sie swiat i nie potrafi sobie z tym poradzic, ale
jak terz zyc????