samaosia
07.03.09, 13:39
jakis czas temu, zupelnie swiadomie weszłam w związek z osobą uzaleznioną od
alkoholu (prawdopodobnie od tzw miekkich narkotyków tez).
zdobyłam, taką mialam nadzieje, odpowiednią wiedzę na temat tej choroby i
staram sie nie być wspołuzależnioną. Po prostu jest jak jest, mam swiadomosc
zagrozenia i tego, ze nie mam żadnego wpływu na picie, póki "partner" sam nie
postanowi czegos zmienic we własnym zyciu. On zmian nie chce, bo mówi, ze lubi
to swoje picie i juz. Mam swiadomosc, ze to nie jest sympatia do picia a
raczej potrzeba zagłuszania, tego co sie dzieje w jego głowie.
i tu by zakonczyl sie mój wywód, gdybym nie dowiedziala sie z pewnych,
potwierdzonych zrodeł, ze mój partner utrzymuje (czysto wirtualne -
przynajmniej narazie)kontakty z innymi kobietami ze swojej przeszłosci.
Nasz związek jest zwiazkiem niezdefiniowanym, tak jest bezpieczniej i dla mnie
i dla niego (ale bardziej dla niego), ale są okresy, ze mieszkamy razem i tu
mój problem...czy mechanizm funkcjonowania mózgu alkoholika jest taki, ze boi
sie związków, ucieka od zobowiazan i deklaracji? Ma wewnetrzną potrzebę
oszukiwania? czy jest to po prostu cecha osobnicza i niezaleznie od tego czy
byłby chory czy nie jest po prostu zwykłym oszustem i ściemniaczem?
reasumując, bo pod wpływem wzburzenia mogłam zamącic - czy potajemne wracanie
do byłych kobiet (byc moze pod wpływem alkoholu) jest jakims typowym
zachowaniem alkoholika czy to typowe zachowanie faceta-oszusta?
i czy niechec/obawa przed trwałym zwiazkiem to reakcja obronna?
dodam, ze nie "truje d*py" o niepicie, po prostu zyje ze swiadomoscią, ze poki
sam nie zechce to nic z tym zrobic sie nie da, mimo, ze szkoda mi go
strasznie, jak widzę, jak sie meczy bez codziennej dawki alkoholu czasami