kamila19842
15.12.07, 12:07
może wam wszystkim wyda się to trochę dziwne ale mimo to ze nie
cierpię swojej teściowej to czasami jest mi jej żal. Nietety narazie
muszę mieszkać z rodzicami męża ale mam nadzieję że już niedługo się
wyprowadzimy. Moja t. jest baaardzo oszczędna a ja nietety nie,
wogóle ona traktuje mojego męża który ma już 33 lata jak małego
chłopczyka, on o niczym nie może decydować ponieważ to ona wszystko
wie i zrobi najlepiej, po prostu chodzący "ideał". Zresztą swojego
męża też tak traktuje. A najgorsze jest to że obydwu to pasuje bo
jest im wygodnie. Na początku mnie lubiła ale teraz kiedy zaczęłam
sie stawiać traktuje mnie jak powietrze, bo przecież nastawiam jej
ukochanego synka przeciwko niej. Mam dwoje dzieci do których
wychowania cały czas się wtrąca, starsze dziecko ma 2 lata ale jak
musi zostac z nią w domu to jest histeria a przecież ona tak kocha
swojego wnuka. Niczego nie pozwala mu dotknąć bo przecież zepsuje,
ostatnio płakała że znów trzeba malować ściany (3 lata niemalowana
gładź gipsowa) bo przez małego są brudne. czsami naprawdę jej
nienawidzę. A mój mąż to niby jest za mną jak płaczę że jest mi źle
to mówi że musimy to zmienić i wogóle ale jak tylko zobaczy że jego
mama jest smutna np. przez kłótnie ze mną to od razu jej się
podlizuje czasami mam wrażenie że on sam nie wie czego chce.
Najgorsze jest to że mój mąż jest strasznie niezaradny nie umnie
znależć stałej pracy, zawsze coś mu nie pasuje i liczy tylko na
swoich rodziców. ale mimo wszystko jest mi jej żal bo na swój sposób
kocha te dzieci a jeżeli się wyprowadzimy to zostaną całkiem sami bo
mąż jest jedynakiem. wiem ze jestem głupia bo powinnam myśleć o
sobie.