1-graszka
25.09.08, 15:51
Własnie, teściowa wygonila mnie z domu, w którym mieszkałam razem z
nią i mężem. Pokłocilam sie z mezem (to taki choleryk,z którym
wierzcie mi nielatwo się zyje), a ona wyskoczyla jak z innej bajki-
ze meczyla sie ze mna tyle lat, ze ona ten dom sama budowala ciezka
praca, a przychodzi taka jedna i sie ządzi
-ze glodzę dziecko, bo kiedys corka nie byla nakarmiona o 11 w nocy,
i zaraz przyprowadzi świadka (swoja przyjaciolkę). Bzdura totalna.
-ze dziecko jest zaniedbane (a ja ciagle latam z nią po lekarzach:(
No bzdury totalne.
Staralam sie naprawde zachowywać sie OK wobec niej, nawet niedawno
stwierdzilam że da się żyć z tesciową pod jednym dachem, a tu taki
zonk.
Problem jest taki- moj maz nie chce sie wyprowadzic, mimo iż mam
swoje mieszkanie z czasow panienskich.
Twierdzi ze mama wszystko wybaczyla (ciekawe co?), ze sie nie bedzie
wtracac w nasze malzenstwo (ale to mi personalnie się dostalo). Że
bedzie brala środki uspokajajace. Że na pewno bedzie dobrze. Az sie
poplakal ze wzruszenia ze ma taka dobra mame.
A ja wiem ze dobrze nie bedzie, mimo iż obie staramy sie naprawde
byc mile dla siebie, ale takie wybuchy (to już byla 2 podobna taka
sytuacja) wnikają z tego że ani ja, ani ona nie czujemy sie swojo w
tym mieszkaniu w takim skladzie. Mąż ma trudny charakter, i kloci
sie ze mna w obecnosci swojej mamy, a ona sila rzezcy bierze strone
syna.
Mąż ma wyrzuty sumienia, ze ja sama zostawi, ze jest schorowana.
Ze rodzina go wyklnie.
CO mam robic, jak go przekonać. Wiem że nigdy nie bede szcześliwa w
tym domu.