eeww3
25.03.09, 16:31
Nie wiem, jak mam parzec na te sytuacje…
Rodzice mojego meza pozyczyli od nas duza sume pieniedzy
(kilkadziesiat tysiecy) ponad rok temu. Mowili, ze oddadza po
tygodniu, nie oddali do dzis. Oczywiscie my nie mielismy takich
oszczednosci, wiec maz wzial pozyczke z banku, ktora razem splacamy.
Do tej pory zadne z nich nawet nie wspomnialo o zwrocie tych
pieniedzy! Tak jakby zupelnie o tym zapomnieli i bylo to dla nich
najzupelniej normalne! Co wiecej tesc co jakis czas pozycza od
mojego meza mniejsze sumy i nie oddaje.
Oni: nie sa biedni ani chorzy. Pieniadze potrzebne im byly ''na
interesy'' ktore prowadzi moj tesc. Interesy ida mu nieudolnie od
kilkunastu lat, nie ma do tego zupelnie glowy i wiecej traci niz
zyskuje. Mimo to ciagle sie chwali jaki to on nie jest swietny w
tym co robi, czego to nie kupi (sobie i nam) jak juz bedzie mial
ten ''kontrakt''. Tesciowa mu wtoruje i na wszystko patrzy przez
rozowe okulary. Zyja ponad stan, jakby mieli miliony. Ta sytuacje
sie nie zmienia odkad ich znam, czyli 5 lat. Jestem pewna, ze
pieniadze, ktore od nas pozyczyli musieli komus innemu oddac.
Moj maz: jest miedzy mlotem a kowadlem. Z jednej strony Ich kocha i
rozumie to jako swoj obowiazek, zeby im pomoc w kazdej sytuacji. Z
drugiej strony nie moze tego zniesc. To nie pierwszy raz, kiedy
pozyczyli od niego bardzo duza sume pieniedzy. Poprzednie oddali po
kilku latach (nie cala sume). Oprocz tego bez przerwy pozyczaja
mniejsze sumy, czym wpedzaja mojego meza w permanentny debet na
koncie. Nawet mi juz nie mowi, ze znow im cos pozyczyl, zeby mnie
nie denerwowac. Sam ma depresje, ale trzyma to gleboko w sobie. Za
kazdym razem mowi, ze to juz koniec, ze wiecej nie da, ale daje.
Czasem jest na nich tak wsciekly, ze chce zerwac z nimi wszelkie
kontakty, ale wprost im nigdy tego nie powiedzial (nie wiem - boi
sie, bo juz kiedys bywalo, ze jak wspomnial o pozyczce to
tesc ''mial zawal'' (!!!!)) Ma bardzo wahane nastroje i nie wie co
robic. Kocha i nienawidzi jednoczesnie. Najsmutniejsze jest to, ze
uwaza, ze tak juz musi byc. Nie wiem - oni go chyba tak wychowali,
wpoili mu, ze on zyje dla nich i oni placili za jego nauke po to,
zeby on teraz placil im.
Jest jeszcze jego starsza siostra - oczko w glowie obojga rodzicow,
ktora ZAWSZE staje w ich, a nie jego obronie i zawsze mu udowadnia,
ze to ONI maja racje. A on po takiej rozmowie ma wielkie poczucie
winy i czuje sie jak ostatni dran.
Ja: do tej pory jestem w szoku.. stoje z boku i na to patrze. Nie
chce sie wtracac i pouczac meza, ale czasem, jak mam zly dzien to
szlag mnie trafia i wtedy mu cos wypominam i jest wielka awantura.
Maz potrafi mi powiedziec bardzo wiele, bardzo przykrych slow -
jaka to ja jestem nieczula, nieludzka, wredna itd itp. Cala swoja
frustracje wyladowuje na mnie. Zapewnia, ze gdyby podobna sytuacja
przydarzyla sie moim rodzicom, nie zawahalby sie ani chwili i tez
by im porzyczyl pieniadze. Rzecz w tym, ze ja nie moge sobie nawet
wyobrazic, zeby moi rodzice mieli jakiekolwiek dlugi, bo zyja
inaczej - wydaja tylko tyle ile moga i kupuja tylko to, na co ich
stac.
Nie potrafie sobie poradzic z tym problemem. Czasami mysle, ze
faktycznie jestem wstretna i nieczula, a czasem jestem tak
wsciekla, ze chce to wszystko rzucic - lacznie z moim malzenstwem…
nie wiem co robic i jak sie zachowac…
Dodam jeszcze, ze przed tym wszystkim moje stosunki z rodzina
mojego meza byly bardzo dobre. Teraz nie moge ich sluchac ani na
nich patrzec (oczywiscie jestem mila i udaje, ze nic sie nie
dzieje, ale robie to tylko dla meza). Nikomu nic o tym nie
powiedzialam - ani mamie, ani przyjaciolce. Wiem, ze to ogromny
wstyd dla mojego meza i nie chce nikomu rozpowiadac o tym, jacy
naprawde sa jego rodzice. Ale nie chce ciagle udawac tak jak oni i
boje sie, ze moj maz bedzie w przyszlosci taki sam:(((