arana Len, Konopie, Gęsi 03.08.15, 10:43 Dlaczego tylko te trzy pospolite rzeczowniki zaczynają się wielką literą? Zobaczcie sami kartę z "Figlików". Założyłam, że ten zapis jest celowy, że stanowi część zagadki, że Rej chciał w ten sposób dać do zrozumienia, iż te właśnie słowa należy brać pod uwagę przy rozwiązywaniu szarady. Prawda, że ówczesne czasy charakteryzowały się rozchwianiem ortograficznym. Ale nie w tym druku. W nim ortografia jest przemyślana. Wszystkie rzeczowniki zapisane są zgodnie z naszymi dzisiejszymi normami – z jednym wyjątkiem: Lnu, Konopi i Gęsi. Gęsi już wyjaśniłam. To odniesienie do Jana Husi (po polsku Jana Gęsi). Należy tylko przypomnieć, jakie treści kryją się pod tym mianem? Czy to symbol modnego wówczas języka czeskiego? A może wskazówka prowadzącą do krytyki nieobyczajnego kleru, który wiarę zamienił w instrument władzy? To pytanie nurtowało też Pawła Stępnia. Przytaczałam już jego słowa ze strony 6 książki Śmiech w czasach ostatecznych Tematyka religijna w Figlikach Mikołaja Reja. Czemu poeta na taką skalę, nieznaną w innych polskich zbiorach, włączył do uciesznych opowiastek problematykę — najogólniej — religijną? Odpowiedź stanie się oczywista, jeśli Gęsi zrozumiemy jako husytów, wyznawców Jana Husa czołowego krytyka kk. Dodatkowo potwierdza takie myślenie sam Rej, który Husa nazywa mężem świętym, stojącym w szeregu proroków Pańskich, jednym z tych, których nauka nie kończy się wraz z ich śmiercią, lecz zostaje wzbudzona w innych prorokach. Tak rozumiem cytat z listu 94 Apocalypsis: „Nie mnimajże aby Pan ony już pomordowane ożywić miał, boć już ci poszli do obiecanych radości swoich, czekać już i s ciały swemi zawołania swego a wiecznej zapłaty swojej, ale Pan będzie raczył wpuścić onegoż ducha ich, oręż naukę ich w insze proroki, a ożywi w nich oręż stałość a wiarę ich. Tak jako i o onym mężu świętym o Janie Husie powiedali, co się polskim językiem Gęsią wykłada, iż mówił gdy ji tracić miano: iż możecie mnię nędzną gęś do czasu zatracić, ale siła Łabęci po mej śmierci nastanie, którzy jeszcze jaśniej będą rozszerzać tę prawdę Pańską, a wy im nic nie będziecie śmieć uczynić.” Myślę, że używając słowa Gęsi, chciał Rej wskazać na Jana Husa, który symbolizował żywe wówczas problemy: krytyką kk, którą rozpoczął ongiś Jan Hus, i modny ogromnie w pierwszej połowie XVI w. język czeski, który wczesniej niż polszczyzna, zerwał z łaciną. Parafrazując cytat Reja można powiedzieć tak: Nie musimy naśladować Czechów, mamy swój rozum i swój język. Pozostają do wyjaśnienia jeszcze dwa wskazane przez Rej wyrazy: Len i Konopie. Odpowiedz Link
arana Re: Len, Konopie, Gęsi 04.08.15, 07:49 arana napisała: > Prawda, że ówczesne czasy charakteryzowały się rozchwianiem ortograficznym. Ale nie w tym druku. W nim ortografia jest przemyślana. Wszystkie rzeczowniki zapisane są zgodnie z naszymi dzisiejszymi normami – z jednym wyjątkiem: Lnu, Konopi i Gęsi. Zapomnialam dodać, a właściwie pochwalić się, że tak samo uważa dr Czesak, który napisał na blogu Dobrego Słownika, rozszerzając jeszcze moją myśl: Zwróćcie uwagę, że mimo różnic ortografii, pisownia małych i wielkich liter była przemyślana. Słowo Gęsi pisane przez duże „G” u Reja musiało być nawiązaniem do nazwiska Gęś (znaczy: Hus) lub Czechów zbiorczo nazwanych Gęsiami. Tak jak dziś Helmutami niektórzy nazywają Niemców. Odpowiedz Link
kalllka Re: Len, Konopie, Gęsi 04.08.15, 10:46 mnie, arano, chodziło tyle co tobie. Podsumowanie-skupienie, pozwala na odpoczecie oka. Z dystansu /do gotyckiej kaligrafii/ łatwiej znaleźć modus operandi /np bez ucho/ W czasach reformatów, gdy lacina reżimowym językiem była- papir / dokument/ szeleścil złowrogim stosem. Jak myśle, nie bez przyczyny wiec zreformowani, a Rzecza pospolita stanowieni /excuse le mot/ - Ryje, "zielonym językiem" pisać zaczęli do Gęsi.., etc, etc etc, Tedy tez tajnym Testament stawszy, powszednia karma, jąl Konopie i Len w wielkość ubierać. Tak by na nowo z archiwów wyjęte, inteligentnym arianom, mocą i lekiem się stały, dla potomności całej,. Amen. Odpowiedz Link
arana Absurd, czyli przyjazna transcendencja 15.02.16, 14:09 Tytuł postu ściągnęłam z Bralczyka. Albowiem jeśli ocenicie to, co za chwilę przeczytacie o Reju, jako absurd, to wiedzcie, że przynosić on może zaskakującą wiedzę. A ku temu przecież skłania się Bralczykowe wyrażenie. A teraz kilka zdań z drugiego pana na B, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, który rzekł był przed laty: Balzac miał złudzenie, że pisze „przy świetle dwóch świeczników: tronu i religii. Ale często, wbrew jego woli, dzieło jego mówi co innego. Albowiem genialność obserwacji i plastyka obrazów przesłaniają ideologię Balzaka. On prawi kazania zachowawcze, a dzieło jego bucha rewolucją… - wspomina Boy w innych miejscach. Powyższą opinię mam w pamięci od piętnastego roku życia, kiedy to z wypiekami na twarzy pochłaniałam raz jednego, raz drugiego autora. Nic więc dziwnego, że zaczęły mi te słowa dźwięczeć w głowie, gdy zderzyłam się z dziwną niespójnością w tekstach Reja. Dlaczego człowiek – zadawałam sobie pytanie - który – tak wysoko umieszcza rozum, że kościelny Bóg wydaje się jedynie jakąś figura retoryczną; - formułuje tyle zaskakujących obserwacji na temat świata, człowieka, ich wzajemnych powiązań; - nie stroni od uwag o często mamiących zmysłach… - dlaczego taki człowiek umieszcza na temat Boga sądy, które podaje kościół, bez żadnej próby ich weryfikacji? Skąd te dogmaty? I nagle zrozumiałam! Przecież jego twórczość staje się jasna i spójna przy założeniu, że Mikołaj Rej nie wierzył w Boga - A PRZYNAJMNIEJ NIE WIERZYŁA JEGO TWÓRCZOŚĆ! Odpowiedz Link
arana LEN, KONOPIE = PAPIER 03.08.15, 12:30 Len i konopie od razu skojarzyły mi się z papierem. Było to jeszcze w 2013 roku. Dwa lata później, w czerwcu 2015 r., nieco zmieniłam zdanie, ale wciąż pozostawałam przy myśli o papierze. Lecz czy ten – wydawałoby się – oczywisty związek lnu, konopi i papieru da się udowodnić w twórczości Reja? Zadałam sobie najpierw pytanie podstawowe: co Rej wiedział o lnie i konopiach? A o papierze? W książce Wiedza rolnicza w Polsce od XVI do połowy XVIII wieku można przeczytać: Korzyści z uprawy lnu były dwojakiego rodzaju. Pierwsza i główna polegała (nie inaczej jest i dzisiaj) na otrzymaniu włókna. W tym celu poddawano len różnym zabiegom... Wymoczony i wysuszony len rozdawano poddanym do dalszej przeróbki (międlenia, czesania, przędzenia itp.) Kłębki przędzy wypranej i wysuszonej składano we dworze do beczek i zimą dawano tkaczom do tkania. Druga korzyść z uprawy lnu polegała na pozyskiwaniu siemienia. Podobnie było z konopiami, tyle że one jako o wiele grubsze uważano za stosowniejsze do wymagań wiejskich. Oprócz tych czysto rolniczych wiadomości musiał Rej posiadać również inne, te które wplatały obie rośliny w magię, porządkowanie świata dzięki śmierci w świecie przyrody i wstąpieniu w świat kultury. Świadczą o tym baśnie, w których motyw obróbki lnu czy konopi jest włączony w rozgrywki z diabłem. W układzie systematycznym są to baśnie 480c, 500 i 501, w których występuje motyw przędzenia i zwycięskich zapasów z diabłem. „Jako czynności kultowe przędzenie i tkanie wiąże się z wieloma demonami zarówno w polskiej, jak i w rosyjskiej tradycji ludowej. W jednym z wariantów (Smirnow 193) zanim demon poprosił dziewczynę o rękę, zapytał ją o proces obróbki lnu. W planie symbolicznym oznacza to konieczność odtworzenia tekstu apotropeicznego, zabezpieczającego przed niszczącymi siłami chaosu, reprezentantem których jest przecież diabeł. Warunkiem skuteczności była opowieść o całej „drodze życiowej” rośliny przechodzącej różne „męczarnie” w kolejnych etapach uprawy i obróbki. Najpełniej pokazuje to na przykładach konkretnych baśni praca „Znaczenie pewnego tekstu o konopiach czy lnie…” Opisuje też ciekawy przykład obrony przed siłą nieczystą, który dotrwał do naszych czasów. To nić z konopi lub lnu przygotowywana w Wielki Czwartek i używana jako lek w razie obrażeń ciała. I jeszcze jedna ciekawostka. Stosunkowo niedawno, bo w roku 1837 władca miejscowości Jagodina, książę Miłosz rozkazał utkać koszulę lnianą – „jednodniówkę” – by chroniła przed zarazą. Nie, nie posądzam Reja o uleganie obrzędom magicznym. W swoim pisarstwie, np. w Żywocie człowieka poczciwego stawia rozum i roztropność tak wysoko i tak często o nich wspomina, że Pan Bóg wydaje się jedynie jakąś figurą retoryczną, przywoływaną na potrzeby chwili. Myślę jednak, że wiedza o magicznych cechach lnu i konopi mogła przyczynić się na zasadzie analogii do kształtu takiego zdania: Abowiem wiesz, iz i czlowiek pocciwy, schodzac z swiata tego moze oddac testamentem swoim, na papirze napisanym, rzeczy swoje, chocia będą w inym kraju. A on papier, póki na nim pismo nie bylo, byl prostym papirem; a gdy na nim napisano wolą onego człowieka, już nie bywa prostym papirem, ale testamentem. W powyższym zapisie mówi Rej o papierze. Czym był dla niego? Ładnie pokazuje to pewien artykuł. Warto przeczytać go w całości. Na potrzeby tego wątku przytoczę jedynie kilka akapitów. Dzięki niezwykle dynamicznemu rozwojowi tej gałęzi produkcji w Polsce, papier stąd docierał na Węgry, do Siedmiogrodu, Wołoszczyzny, do Państwa Moskiewskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego ugruntowana pozycja w Europie środkowo-wschodniej, zaprzepaszczona została w wyniku XVII-wiecznych działań wojennych, by nigdy więcej nie osiągnąć takiego jak w XVI wieku znaczenia. Technika wyrobu papieru systemem europejskim wykształciła się w późnym średniowieczu i aż do końca XVIII w. nie uległa większym zmianom SORTOWANIE SZMAT - na lepsze, białe (do wyrobu papieru do pisania) i kolorowe (bibuła i papier pakunkowy) CIĘCIE SZMAT na mniejsze kawałki POMIESZCZENIE do gnicia szmat czasach na terenie obecnej gminy Micha- łowice. Młyny papierne powstawały licznie w obrębie czterech mil od Krakowa nad Rudawą, Prądnikiem i Dłubią. Wobec rosnącego popytu na papier uruchomienie produkującego go warsztatu nie stanowiło najmniejszego ryzyka [Papiernicy]Dumni z wykonywanego zawodu, mając świadomość znaczenia swej pracy - z satysfakcją pisali o niej w wierszach. Oto wiersz angielskiego poety - papiernika, z 1588 r. „Sławię człowieka, który pierwszy zrobił papier Tę wyjątkową rzecz -wskazującą wszystkie zalety: Na pozór nowych ksiąg, a dawne prace nadal zachowuje w przebudzeniu, I większej cnoty on wart, niźli cały ten świat. Świadczy o potwierdzeniach przyjaźni, o czasie i wierności, A obwieści zarówno przywarę, jak i cnotę. Bez jego pomocy nie zyskamy fartu, ani bogactwa, A z jego udziałem dokonują się wielkie prace i dzieła Zaś Wacław Potocki - polski poeta dworski (1621-1691) pisał: „Próżna ufność w marmurze, Próżna i w żelezie, To trwa do skonu świata, Co na papier wlezie Papier jest rzeczą znakomitą, Bywa trzymany dostojną ręką monarchy, pisze się na nim papieskie i carskie imiona. Pochodzi ze złego domu. Jego ojciec był gałganem, jego matka szmatą, ale z biegiem lat cygańskie dziecko, które rozwinęło się z nieczystego łachmana, osiągnęło olbrzymią sławę. Papier jest narzędziem uczonego, tworzywem książki, pomocą kancelarii, skarbem uczniów, podporą ludzkiej przyjaźni O mój papierze, ty jesteś zaiste wspaniałą rzeczą! (Abraham a Santa Clara - mnich austriacki - XVIII w.) Przy okazji ciekawostka. Czy wiecie, że w dawnej produkcji papieru stosowano kości? Wydaje mi się, że ludowe przekonania o cechach sprawczych lnu i konopi, o ich udziale w porządkowaniu świata MUSIAŁY być znane Rejowi, który przeniósł je na materiał powstały z lnu i konopi, na papier. Odpowiedz Link
arana Jeszcze jeden dowód zza grobu 20.03.16, 11:11 arana napisała: > Len i konopie od razu skojarzyły mi się z papierem. (...) Wczoraj, 19 marca 2016, w audycji Historia Indeksu ksiąg zakazanych Hanna Maria Giza zacytowała pod koniec (50:34) jednego z dostojników kościelnych, który w przedmowie do ostatniego wydania Indeksu... z 1948 r. napisał: "Dzisiaj piekło wspiera straszliwszy jeszcze oręż przeciw kościołowi, zdradliwy, banalny i szkodliwy - złowrogą maszynę drukarską." Po tych słowach rozległ się w studiu śmiech uczestnika i słowa prowadzącej: "Brzmi jak żart". Ale dla mnie to znamienne słowa. Skoro po tylu latach pismo i książki dostępne powszechnie określane są piekłem, to łatwo sobie wyobrazić, jak musiał wstrząsnąć kościołem wynalazek druku. A Rej to doceniał i chciał nam swój sąd przekazać ponad głową kościoła, więc w formie zagadki. Odpowiedz Link
arana Len, papier, Andersen 03.08.15, 12:59 Całość zagadnienia pięknie po latach podsumował Andersen w bajce o lnie. Przytoczę ją, choć to pozornie ahistoryczna działalność. Ale po pierwsze, jest to baśń, a więc gatunek wywodzący się z najdalszych mitów. Ich wątki krążyły po świecie i przekształcały się. Więc po drugie, baśń Andersena zbiera je tylko w piękną formę. Len wyrasta, pięknie kwitnie, a potem się go wyrywa i przetwarza. Znika? Tak myślą kołki w płocie, więc z wysokości swego płociego doświadczenia śpiewają żałośnie: I nie ma nic! Ale len po trudach obróbki budzi się jako sztuka płótna. Jest zachwycony swoim nowym stanem i jego możliwościami. Lecz płótno też się wreszcie niszczy. Więc to koniec? – pyta len. Wtedy następują nowe „czary” i zostaje zużyty do powstania papieru. Jest zachwycony, bo w tej postaci niesie ludziom radość i wiedzę. Ale pewnego dnia zostaje odłożony do skrzyni, a potem – jako niosący nieaktualne poglądy – spalony. To już na pewno koniec – myślą dzieci, więc powtarzają starą śpiewkę: Błysnęło! Zniknęło! I nie ma nic! Ale papier, paląc się, zaprzecza: Nieprawda, piosnka źle się kończy. Jestem, i to jeszcze piękniejszy! Ale dzieci tych słów usłyszeć nie mogły, i nie byłyby zrozumiały ich znaczenia, choćby słyszały nawet. (s.14) Jeszcze raz powtórzę: Nie, nie posądzam Reja o uleganie obrzędom magicznym. W swoim pisarstwie, np. w Żywocie człowieka poczciwego stawia rozum i roztropność tak wysoko i tak często na nie się powołuje, że Pan Bóg wydaje się jedynie jakąś figurą retoryczną, przywoływaną na potrzeby chwili. Myślę jednak, że wiedza o magicznych cechach lnu i konopi mogła przyczynić się na zasadzie analogii do kształtu takiego zdania: Abowiem wiesz, iz i czlowiek pocciwy, schodzac z swiata tego moze oddac testamentem swoim, na papirze napisanym, rzeczy swoje, chocia będą w inym kraju. A on papier, póki na nim pismo nie bylo, byl prostym papirem; a gdy na nim napisano wolą onego człowieka, już nie bywa prostym papirem, ale testamentem. Wszystko powyższe jest dla mnie dowodem, że położona przez Reja specjalna - nazwijmy to - intonacja ortograficzna, nacisk na słowa Len, Konopie, Gęsi nie jest przypadkowa. Jest częścią szarady, tak często stosowanym przez Reja zabiegiem pisarskim. I jakże udanym! (Ale o tym później.) Zresztą nie on jeden stosował zagadki. Pamiętacie ten fragment z Kochanowskiego? Fraszki nieprzepłacone, wdzięczne fraszki moje, w które ja wszytki kładę tajemnice swoje. Podobnie czynił Rej. Odpowiedz Link
kalllka Re: Len, papier, Andersen 03.08.15, 22:22 rzecz, czynioną przez Wasza miłość, zbierając do kupy, "quoniam interfecta esset idea " ze, Ichmościowie panHus z Rejem,edukacye narodowa prowadząc rozmawiali ze sobą jak gęś z prosieciem. Onymi -posteritati testamenti -dowcipu i języka miłością ojczyzny pieczętowali. Odpowiedz Link
arana Re: Len, papier, Andersen 04.08.15, 06:22 kalllka napisała: > rzecz, czynioną przez Wasza miłość, zbierając do kupy, "quoniam interfecta esset idea " > > ze, Ichmościowie panHus z Rejem,edukacye narodowa prowadząc rozmawiali ze sobą ja > k gęś z prosieciem. > Onymi -posteritati testamenti -dowcipu i języka miłością ojczyzny pieczętowali Anienie, Kalllko, nic nie można jeszcze podsumowywać. To są tylko moje wrażenia z tekstów Rejowych, wydrukowanych współczesną czcionką. Czytanie gotyku zbyt męczy wzrok. Poza tym - co ważne dla mnie - wysiłek włożony w rozgryzanie dawnej czcionki sprawia, że wymykają mi się subtelności stylu. Jednym słowem, za mało jeszcze znam tekstów Reja, żeby kusić się o jakieś podsumowania. Zdaje się, że zagadek Rejowych starczy mi do końca życia, hehe! Odpowiedz Link
arana Re: A niechaj narodowie, czyli Hus nie UFO - cd. 15.08.15, 08:09 arana napisała: > Jak przystało na gęś, obrastam w piórka, zaśmiać by się można. To już tr > zecia część tematu, zatem zacznę od genezy. Na początku był Rej, Werg > iliusz i gęsi. Potem A niechaj narodowie, czyli > Hus nie UFO. Teraz zaczynam A niechaj narodowie, czyli Hus nie UFO - cd. 1. > > I od razu rzucam pytanie. Czy ktoś może pomóc w weryfikacji powiedzenia ht> tps://mbracedefreak.wordpress.com/2014/03/17/no-hope-and-the-cooked-goose/ Czy rzeczywiście prowadzi ono do Jana Husa? > Odpowiedz Link
arana Czytam Reja 15.08.15, 09:37 Czytam Reja. Po prostu czytam. Tak jak każdy inny tekst literacki. Wchłaniam w siebie wrażenia, Barthesowską przyjemność tekstu. Zmianę świata. Oderwanie od codzienności; wejście w inną rzeczywistość wytworzoną przez słowa. Oswoiłam się już z językiem Reja między innymi dzięki wszystkim badaczom, którzy przygotowali współczesne wydania pisarza albo przeskanowali te dziewiętnastowieczne, również drukowane alfabetem łacińskim. Bezcenne są też skany oryginałów, bo pozwalają wszystko sprawdzić. Mogę więc - powtarzam - czytać i wchłaniać. I co mi wychodzi? Rzeczy zaskakujące. Rozjaśniają się fragmenty Rejowskiej szarady. Jego niezwykłej autokreacji pisarskiej. W zasadzie jest już dowiedzione, że dotyczy ona biografii pisarza, wydanej pod nazwiskiem Trzecieskiego. Ale ja zaczynam sądzić, że rzecz idzie dalej i wpływa na kształt jego pisarstwa. Że autor dostosował do konkretnego, przeciętnie lotnego czytelnika, nie tylko swój życiorys, ale również wszystko, co napisał. Dlaczego tak sądzę. Z powodu zaskoczeń, pytań, które pojawiają się przy lekturze. O jednym już wspomniałam. Jest nią dziwna rozbieżność między rolą rozumu w obserwacji świata i tzw. kościelnym Panem Bogiem. Nie jestem sama w podobnych rozmyślaniach. Wielką dawkę wsparcia znalazłam w artykule Jerzego Kroczaka Rej i czarnoksięstwo, zamieszczonym w książce Mikołaj Rej w pięćsetlecie urodzin. Ale o tym już wpis następny. Odpowiedz Link
kalllka Re: Czytam Reja 29.08.15, 11:13 Doczekać nie mogę to dopraszam ciagu dalszego Ps. Ciekawam, czy istnieje już tłumaczenie Reja na urban language. Jak by, w języku sieci, szły "Gęsi" i .,"narodowie wzdy.," /?/ Odpowiedz Link
arana Re: Czytam Reja 29.08.15, 21:32 kalllka napisała: > Doczekać nie mogę to dopraszam ciagu dalszego Hehe, Kalllko, moja nowa metoda badawcza jest tak przyjemna w swej przewrotności, że ani myślę ograniczać jej czasowo. Raz po raz wybucham śmiechem, gdy czytam, jak Rej tłumaczy czytelnikowi różne terminy Apokalipsy: a to morze śklane, a to nogi mosiądzowe, a to Anioła z jedną nogą w morzu, a drugą na ziemi... Wiem już od pewnego czasu, dlaczego tak skrupulatnie objaśnia. Chce po prostu trafić do zwykłego przeciętniaka. Nie ja pierwsza to zauważyłam, ale postanowiłam sprawdzić przez osobistą lekturę. I jestem już pewna, że świat w Apocalypsis został przez Reja specjalnie wykreowany dla niezbyt lotnego XVI-wiecznego czytelnika. Ale ja nim nie jestem! Mam zatem prawo do notowania swoich wrażeń z pozycji człowieka XXI-w. Może w ten sposób dokopię się do prawdziwego oblicza Reja? Bo tego, że nie był to żaden poćciwina, jestem coraz bardziej pewna. A to szerlokowanie jest tak przyjemne, że dawkuję i smakuję, mniam! > > Ps. Ciekawam, czy istnieje już tłumaczenie Reja na urban language. Jak by, w języku sieci, szły "Gęsi" i .,"narodowie wzdy.," /?/ Akimiri zaczął od czeskiego i niemieckiego Ať se národy kolem vás vždy vědět, že Poláci nejsou husy, že mají svůj vlastní jazyk! Gesagt seis allen Völkern auswärts daß der Lache, Kein Gänserich, auch er hat seine Sprache! Kto da więcej? Odpowiedz Link
kalllka Re: Czytam Reja 30.08.15, 12:39 no tak; rozumiem, ze duma cię rozpiera. Jak każdego Kolumba.,to naturalne / także wybuchy śmiechu przy okazji explorowania obu Ameryk/ Myśle, jednak, ze heurystyczne badanie "poćciwiny Reja"; zwłaszcza jego sposobu upraszczania łaciny,. na nasze (!) udostępnianie "anioła., z mosiądzu..., zmyliło ci adresata jego światłych myśli. W końcu nawet Apokalipsa pokazywana byla tylko w obrazkach przez wędrowne trupy(!) a piśmienne była dostępna tylko nielicznym z prostego faktu- nieliczni umieli czytać. trudno wiec uznac, ze Rej swoje reformatorskie przesłania "kodował" nierozwiniętym przecież /jak pisze cyberros- niedojrzałym/ językiem polskim., pisząc dla wszystkich. Także dlatego, ze tropy ., czasów i ludzi minionych, bez kaganka /specjalistycznych narzędzi behawioralnych/ nie daja się prosto przełożyć na współczesny język. Tak jak hieroglify bez klucza, czy system operacyjny bez hasła dostępu do kodu źródłowego. Ps. Chyba niedokładnie napisałam o co mi chodziło z z przełożeniem rejowej polszczyzny na jej codzienna- współczesna odmianę., Żartując, dopraszam wybaczenia, ale Co polskim "ryjom" po czesko-niemieckich wersjach Akimiri' ego /?/ -Tyle, ze gdy napiją za dużo to ich sushi:😑 Odpowiedz Link
arana Allleż, Kalllko.... 30.08.15, 14:02 ... pshaw! - że tak rzeknę po indiańsku. To nieporozumienie! Czy nie słychać w moim pisaniu dystansu do niego? I zabawy w ogóle? Ech, pewnie to niedostatki stylu. Więc potwierdzam zabawę stanowczo i dobitnie: howgh! Odpowiedz Link
kalllka Re: Allleż, Kalllko.... 30.08.15, 16:11 Oczywiście ze słychać! / dziewczyńskie chichotek/ Mnie twoj pomysł i język szalenie podoba, dlatego uważam, ze nie hihi Rej powinno wodzić Ps. Przeszłam przez podobne "napady śmiechu i dystansu",. do tego co i jak pisze wiec wiem po co do ciebie pisze. Nie wiem tez czy byłaś już Indianinem, w kazdym razie i jakby co,. nie pal za szybko fajki pokoju" ,. sporo tam haszu i niestety działa usypiająco na system bezpieczeństwa wew. Odpowiedz Link
arana Kalllko, to jest tak 31.08.15, 09:42 Nigdy się specjalnie nie przykładałam do staropolskiej, ot, tyle co do egzaminu. Teraz, gdy przypadek sprawił, że zainteresowałam się Rejowymi gęsiami, czytam różne prace dotyczące i czasów, i Nagłowiczanina z wielkim podziwem. Ich autorzy są dla mnie jak archeologowie żmudnie rekonstruujący z maleńkich kawałeczków zachwycającą całość. Ja sama nie umiałabym tak. Więc wykorzystuję swoje naturalne przymioty: ciekawość, przyjemność szerlokowania oraz ... umiejętność czytania. To jest ten spiritus movens, który zawsze poruszał mi wyobraźnię. I rodzaj zabawy właśnie. A obecność na forum jest jak rozmowa w "Chez Magny" - lekka i inspirująca. Napisałam: umiejętność czytania. Mam na myśli ową przyjemność tekstu i wyłuskiwanie wrażeń ze znaków pisma. Wiem, że to dosyć subiektywne, ale jeśli Samsonowicz stawia tezę, że czasy po '89 r. przypominają dynamiką wiek XIV - XV, to czy nie mogę pociągnąć tej myśli? Wszak i w XVI w., i teraz mamy szczególne nasilenie dążeń do uzyskania podmiotowości. To jest dla mnie pewien most między starymi i nowymi czasy, obszar, po którym mogę się poruszać. Zgadzam się z Tobą, gdy piszesz o roli specjalistycznych narzędzi. Tyle że ja nie posiadam nitki Ariadny. Zawsze zresztą wolałam sposób Dedalowo-Ikarowy. Może dlatego tak lubię zimowe skoki na nartach? Odpowiedz Link
arana Rej i czarnoksięstwo 15.08.15, 18:42 Napisałam wcześniej: Nie, nie posądzam Reja o uleganie obrzędom magicznym. W swoim pisarstwie, np. w Żywocie człowieka poczciwego stawia rozum i roztropność tak wysoko i tak często na nie się powołuje, że Pan Bóg wydaje się jedynie jakąś figurą retoryczną, przywoływaną na potrzeby chwili. W artykule Rej i czarnoksięstwo Jerzy Kroczak pisze podobnie: Zasygnalizowane w tytule związki Reja z magią wydawać się mogą nieprawdopodobne, trudno bowiem wyobrazić sobie autora bardziej odległego od podobnych komplikacji. I dochodzi do wniosku, że jeśli już Rej mówi o czarach, to potępia je, ale pisze na miarę niezbyt wyrafinowanych potencji intelektualnych szeroko zakrojonej publiczności, niekoniecznie nawet piśmiennej, którą przewidział jako odbiorcę dzieła.... Rejowi zależy, by jego relacje trafiły do świadomości nawet największych prostaków.... Rej zwraca sie wprost do nieboraków, którzy egzystować muszą "bez żadnego podparcia rozumu swego przyrodzonego". Autor ... stara sie nie wkraczać poza granice percepcji zakładanych odbiorców. Czasem tylko (w Postylli - przypis 30, s. 193) wymknie mu się ciekawa uwaga, mimowolne westchnienie z wnętrza, uwaga przekraczająca horyzont zwykłego czytelnika: Dziwnać też rzecz weźrzeć na biegi niebieskie, najpirwej na łyskawice, na grady, i na insze nawałności. Jak gdyby był zwolennikiem renesansowych poglądów głoszonych przez M. Ficino, który ujmowanie kosmosu jako sieci zależności nazywał magią naturalną. Człowiek mógł w niej odnaleźć swoje miejsce i zapanować nad naturą.. Za staropolskie centum wiedzy tajemnej uchodził Kraków. Wedle rozpowszechnionej opinii funkcjonowała tam znana w całej Europie szkoła magii. Wspomina o niej Łukasz Górnicki w Dworzaninie. Rej musiał o niej słyszeć, bo problematyka ta należała do powszechnej wiedzy, choć trochę obytych kulturowo ludzi wieku XVI. W dziełach, które znamy, nigdy o niej nie wspomniał. Ale w Wizerunku poświęcił obszerne fragmenty analizie zależności między sferami: księżycową i ziemską. Magia naturalna. Zapamiętajcie sobie ten termin. Pojawi się jeszcze w następnym wpisie. Odpowiedz Link
arana Zagadkowe piekło u Reja 27.09.15, 12:45 Kolejna zagadka! Ale to właśnie lubię w Reju! Franciszek Krček w recenzji pracy Mikulas Rej z Naglovic, którą napisał Jorzi Polivka zauważył jego trafną uwagę. Skąd wzięła się Rejowa wizja piekła w „Wizerunku…”? - napisał. Wszak u Palingeniusa, którego naśladował, jest zupełnie inna koncepcja. A jak jest u Reja? Ładnie przedstawia to Aleksander Tyszyński w drugim tomie Biblioteki Warszawskiej z 1868 r. na str. 266 Bohater „Wizerunku…” — Po Ksenokracie spotkał młodzieńca Abiron, którego niegdyś u Izraelitów ziemia pożarła iż chciał wprowadzać prawo odmienne od Mojżeszowego. Abiron jest potępieńcem i opowiada jak dusza śród piekieł cierpi, chociaż jest tylko duszą— tak jak to nieraz i w żywem ciele. Na zapytanie młodzieńca czemu to ludzie gdy piekło tak jest straszliwe nie lękają się tego losu, Abiron odpowiada, iż nie ma czasu już z nim mówić, lecz że mu to wyłoży Solon. Solon w długiej swej odpowiedzi nie objaśnia wprawdzie zkąd jest niedbalość ludzi, ale rozwija na nowo obszernie nauki i przestrogi poprzednich rozdziałów, i wylicza różne rodzaje złych postępków ludzkich; kończy powołując do rozumu, do cnoty, i jeszcze raz usuwa zarzut czyniony sprawiedliwości Boga. Odpowiedź o źródło rejowego piekła nasunęła mi się nieoczekiwanie, podczas lektury książki Hanny Zaremskiej „Niegodne rzemiosło…” Autorka prześledziła społeczną ocenę osoby kata, biorąc za podstawę twórczość Mikołaja Reja. Zauważyła w niej podobieństwo mąk ziemskich (przede wszystkim katowskich, ale również wszelkiego innego dręczenia) i piekielnych. A wszystko to jest u Reja w rozdziale „Wizerunku…” zatytułowanym „Żadna rzecz nie jest zła, która bywa rozumem sprawowana”. W tym miejscu miałoby się ochotę powtórzyć za 263 stroną Biblioteki Warszawskiej Gdybyśmy nie czytali tych wierszy w struchlałych od starości egzemplarzach drukowanych literami gockiemi, możnaby sądzić iż to wiersze gładzone przez jakiegoś z talentem wydawcę z wieku X V IIIgo. Ale nieco dalej Rej przyznaje, że są i złe rzeczy na świecie… złyć jest kat z przyrodzenia… To sprzeczne stwierdzenia – pisze Zaremska. Ale ja w nich słyszę nie sprzeczność, lecz echo rozważań natury bystrej i wrażliwej, otwartej na problemy egzystencjalne człowieka (jakkolwiek nie brzmiałoby to współcześnie). Odpowiedz Link
arana Sprostowanie 27.09.15, 15:32 arana napisała: > A wszystko to jest u Reja w rozdziale „Wizerunku…” zatytułowanym „Żadna rzecz nie jest zła, która bywa rozumem sprawowana”. Powinno być: > A wszystko to jest u Reja w rozdziale „Zwierciadła” zatytułowanym „Żadna rzecz nie jest zła, która bywa rozumem sprawowana”. Odpowiedz Link
arana Dodatek 08.02.16, 11:36 Kolejny wątek: A niechaj narodowie, czyli Hus nie UFO - dodatek. Odpowiedz Link
arana Absurd, czyli przyjazna transcendencja 15.02.16, 14:21 Umieściłam post w złym miejscu, więc daję jeszcze raz. Tytuł postu ściągnęłam z Bralczyka. Albowiem jeśli ocenicie to, co za chwilę przeczytacie o Reju, jako absurd, to wiedzcie, że przynosić on może zaskakującą wiedzę. A ku temu przecież skłania się Bralczykowe wyrażenie. A teraz kilka zdań z drugiego pana na B, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, który rzekł był przed laty: Balzac miał złudzenie, że pisze „przy świetle dwóch świeczników: tronu i religii. Ale często, wbrew jego woli, dzieło jego mówi co innego. Albowiem genialność obserwacji i plastyka obrazów przesłaniają ideologię Balzaka. On prawi kazania zachowawcze, a dzieło jego bucha rewolucją… - wspomina Boy w innych miejscach. Powyższą opinię mam w pamięci od piętnastego roku życia, kiedy to z wypiekami na twarzy pochłaniałam raz jednego, raz drugiego autora. Nic więc dziwnego, że zaczęły mi te słowa dźwięczeć w głowie, gdy zderzyłam się z dziwną niespójnością w tekstach Reja. Dlaczego człowiek – zadawałam sobie pytanie - który – tak wysoko umieszcza rozum, że kościelny Bóg wydaje się jedynie jakąś figura retoryczną; - formułuje tyle zaskakujących obserwacji na temat świata, człowieka, ich wzajemnych powiązań; - nie stroni od uwag o często mamiących zmysłach… - dlaczego taki człowiek umieszcza na temat Boga sądy, które podaje kościół, bez żadnej próby ich weryfikacji? Skąd te dogmaty? I nagle zrozumiałam! Przecież jego twórczość staje się jasna i spójna przy założeniu, że Mikołaj Rej nie wierzył w Boga - A PRZYNAJMNIEJ NIE WIERZYŁA JEGO TWÓRCZOŚĆ! Odpowiedz Link
arana Dowody na to, że twórczość Reja nie wierzyła w Bog 15.02.16, 14:48 Dowody, na to, iż twórczość Reja nie wierzyła w Boga, choć pisał o Bogu. 1. Przypomnijmy podstawowy straszak kościoła: piekło i kara za grzechy. Pisałam wcześniej, że obraz piekła u Reja jest jak najbardziej ziemski. 2. Dochodziła do powyższego mniemania wiara (kacerska), iż Bóg nie karze za grzechy ani nie nagradza za dobre uczynki, „ jeno na samej wierze i ufaniu swoich wiernych przestaje. („Sarmaci i śmierć”, Alina Nowicka-Jeżowa PWN 1992, s. 29 Jeżowa) 3. „ …naukę o śmierci przedstawia Rej – pisze dalej Jeżowa – jako naukę o przemijaniu. Refleksja ta wynika z obserwcji przyrody. … - pisze dalej Jeżowa i popiera tę myśl wieloma przykładami. Kończy zaś zdaniem: „Żywił on (jak podkreślają wszyscy interpretatorzy) wiarę, że świat postrzegany zmysłami to czytelna i godna zaufania księga prawd.” (s. 69) Te poglądy – jak pisze w podsumowaniu (s.70) Jeżowa – były dla następców wzorem niezwykle sugestywnym, bo nacechowanym indywidualnością twórczą autora.” Do tego stopnia – dodam – że w recenzji całej pracy Aliny Nowickiej-Jeżowej pojawiło się zdanie: „Nihilizm i ateizm, chociaż nigdy nie wywoływane z leksykonu określeń i nazw, wstydliwie przemiłczane i eufemistycznie omawiane, stanowią ideologiczny rdzeń satyrycznej poezji baroku…” (Rafał Świątkiewicz, Pamiętnik literacki 5-6, Ossolineum 1994, tom 35, s. 568) pbl.ibl.poznan.pl/dostep/index.php?s=d_biezacy&f=zapisy_szczeg&p_zapis=284538 A ja dodaję: Ta konstatacja jest również rozwiązaniem zagadek twórczości Rejowej. Żyć mamy przyzwoicie, bo tak nakazuje rozum, tak jedynie osiągniemy szczęście – a nie ze strachu przed karą boską. Skąd zatem zainteresowanie Reja „Apocalypsis”? Cdn. Odpowiedz Link
arana TESTUJĄC APOKALIPSĘ 29.11.16, 16:26 arana napisała: > Skąd zatem zainteresowanie Reja „Apocalypsis”? Czas najwyższy odpowiedzieć na odpowiedzieć na to pytanie. Skąd zainteresowanie Reja "Apocalypsis”? Przecież jest to utwór, który wymyka się (jak można by wnosić) osądowi ludzkiego rozumu poszukującego, bo kościelna wykładnia dzieła polega na tradycyjnym dosłownym przyjęciu tekstu znanego jako Apokalipsa autorstwa św. Jana. Wykładnia kościelna? Owszem, ale nie Rejowska – lecz o tym za chwilę. W sierpniu 2016 roku pojawił się w Polsce komiks Teda Kaczyńskiego pt. „Testując apokalipsę”. TESTUJĄC APOKALIPSĘ! Tak, tego wyrażenia poszukiwałam, by jak najlepiej wyrazić stosunek Reja do „Apokalipsy”. Bo „Apocalypsis”, którą Rej wydał pod koniec swojego życia nie jest zwykłym tłumaczeniem książki Bullingera, lecz – jak powiedzielibyśmy dziś – autorską wersją pierwotnego tekstu, haftem na kanwie dzieła szwajcarskiego kaznodziei. Słowo „test” przyszło do mnie z XXI wieku, ale celnie określa postawę Reja w „Apocalypsis”. Ale najpierw kilka słów o komiksie Testując apokalipsę. Kaczyński zastanawia się nad utopią, którą budujemy z takich haseł jak rozwój, progres, zysk. Nie ma już u niego słowa bóg, ale główne problemy człowieka - rozpięcie między uczuciami, pierwotnymi ludzkimi instynktami a rozumem – istnieją. Wciąż człowiek szuka swojego miejsca w świecie, wobec innego człowieka, wobec natury - szuka szczęścia. Rej w „Apocalypsis” wierny jest naczelnemu przesłaniu całej swojej twórczości – rozumowi. Rozumem właśnie próbuje wyjaśnić to, co potrafi. W stosunku do reszty używa, zgodnie z frazeologią swoich czasów, terminów Bóg i religia. Nie potrafi się jednak oprzeć ich swoistej weryfikacji przez użycie (i to wielokrotne!) słowa „dziwne”. Jest na ten temat bardzo ciekawy artykuł w książce „Mikołaj Rej na nowo odczytany”. [Nawiasem: na okładce książki jest jeden portret Reja, ale w kilku kolorach - i jak Monetowska katedra w Rouen sugeruje nowe spojrzenie na temat.] Rej zachęca też wielokrotnie czytelnika do użycia własnego rozumu. Więcej, uważa, że obowiązkiem człowieka jest nauka myślenia i rozwój świadomości (s. 53 "Apocalypsis" z 2005 r.). Tych, którzy tego nie czynią, nazywa doślepionymi. Pisze wręcz: A złościwym nie tylko objawić, ale owszem i rozumu i oczu doślepić obiecano, aby widząc nie widzieli, a słysząc aby nie słyszeli, gdyż sie sami o to nic nie starają, folgując więcej temu światu ... Jak się ma taka gloryfikacja człowieczego rozumu do nauk katolickich? Ano odwrotnie proporcjonalnie. Człowiek według nich nie powinien polegać na własnym osądzie, lecz na wykładni kościelnej. Kto czyni inaczej, będzie potępiony. Pamiętacie być może cytowane w poprzednim wątku kazanie Geminiana na ten temat. Jeśli chodzi o książki Reja, to były tak popularne i „roztropne” (czytaj: ostrożne), że z ich heretyckiego charakteru zdano sobie sprawę dopiero za kontrreformacji, bo w indeksie ksiąg zakazanych umieszczono je dopiero w 1617 roku. Ukryto też przed rodakami osobę Reja tak skutecznie, że przez 300 lat nie wspomina się o nim. I może nie znano by go do dziś, gdyby nie Mickiewicz i jego paryskie wykłady, które przypomniały Reja Polakom. Pozostają jeszcze do wskazania elementy "Apokalipsy" przetestowane przez Rejowy rozum, ale o tym będzie wpis następny. Odpowiedz Link