zakkahletz
15.02.05, 09:44
Te wszystkie "Wożąc Miss Daisy", "Tańcząc w ciemnościach", "Sypiając z
wrogiem" etc. To jest coś, co mnie - anglistę, ale zagorzałego zwolennika
pięknej polszczyzny - potwornie wkurza w warstwie językowej polskiej (bo
przełożonej na polski) popkultury. Stało się to już prawdziwą plagą. Winni są
tu tłumacze, szczególnie z jęz. angielskiego, którzy już kilka lat temu
uparli się, że wszystkie tytuły filmów i książek zawierające cząstkę "-ing"
to w translacji MUSZĄ być imiesłowy. Zupełnie nie wzięto pod uwagę, że w
angielszczyźnie te słowa (chodzi mi szczególnie właśnie o wszelkiego rodzaju
tytuły) funcjonują najczęściej jako RZECZOWNIKI. Stąd też cenię sobie
tłumaczenie "Tańczący z wilkami" - poniekąd też imiesłów odczasownikowy, ale
przynajmniej użyty w funkcji rzeczownika.
Ta zaraza przedostała się to już do polskiej twórczości, przykład: książka A.
Stasiuka "Jadąc do Babadag".
Co sądzicie o tym zjawisku ?