23.03.15, 19:17
Czy mój chłopak postępuje grzecznie? Na początku lutego zaczęliśmy razem mieszkać. Jesteśmy ze sobą od roku, mamy po 27 lat. Przed decyzją o wspólnym wynajęciu mieszkania ustaliliśmy wszystko jak ma wyglądać. Umówiliśmy się, że co tydzień w piątek sprzątamy dokładnie całe mieszkanie: mycie podłogi, odkurzanie, ścieranie kurzów, mycie łazienki i kuchni oraz pranie i prasowanie. W jednym tygodniu ja, w następnym on i tak na zmianę. Czyli jedna osoba ma na głowie całe mieszkanie raz na dwa tygodnie, dwa razy w miesiącu. Oboje się na to zgodziliśmy. Pierwszy tydzień po przeprowadzce ja wszystko dokładnie sprzątnęłam. W kolejnym tygodniu wyszłam rano do pracy, gdy przyszłam mieszkanie było również dokładnie sprzątnięte, pranie zrobione, poprasowane itp. Nie można było się przyczepić. Gdy wrócił mój chłopak (on pracuje 12-20 ja do 8-16), pochwaliłam go, że tak ładnie i porządnie sprzątnął i że wywiązuje się z umowy. Tymczasem on mi powiedział, że pochwała należy się Tatianie - pięćdziesięcioletniej Ukraińce, której zapłacił 100 zł za zrobienie tego wszystkiego i która sprzątała od 8 do 11:30, gdy mnie nie było i zanim on nie wyszedł do pracy, tymczasem on grał sobie na komputerze. Powiedziałam, że mi się to nie podoba a on na to, że umawialiśmy się, że mieszkanie sprząta każde z nas, ale w jaki sposób to robi, nie powinno mieć dla drugiej strony znaczenia. Od tamtej pory on zawsze płaci tej pani za sprzątanie, gdy jest jego kolej. Czy uważacie, że to co robi jest niegrzeczne wobec mnie, czy powinien to wcześniej skonsultować, czy to on ma rację?
Obserwuj wątek
    • anastazyl Re: Zlecanie 23.03.15, 19:21
      Nie jest niegrzeczne. On wykonuje swoją część umowy tylko inaczej niż Ty. Wcale mu się nie dziwię, że nie chce mu się w to wszystko bawić - sam bym wolał zapłacić nawet 200 zł za ogarnięcie całego mieszkania niż się w tym babrać. Moim zdaniem się czepiasz i to Ty jesteś chamska w ogóle robiąc z tego problemu. On dotrzymuje umowy a Ty się zachowujesz po chamsku wtykając nosa w nie swoje sprawy. To jego decyzja, jak wydaje zarobione pieniądze. Jeśli zaś razi Cię, że to Pani Tatiana zarabia a nie Ty, zaproponuj, że Ty sprzątniesz na 90 zł, uczciwa konkurencja rynkowa (co w sumie jest niezłym pomysłem, bo dom będzie czysty a Ty będziesz miała kieszonkowe). Żal patrzeć na takich malkontentów, jak Ty.
      • engine8 Re: Zlecanie 23.03.15, 19:26
        Takie postepowanie jest Ok kiedy sie wspolnie z kolegami wynajmuje mieszkanie. Tu sytuacja miedzy partnerami jest zupelnie inna i inne sa wymagania oraz oczekiwania niestety.
        • kora3 Re: Zlecanie 24.03.15, 13:48
          Ale dlaczego? Wątkodawczyni chciała by raz na dwa tygodnie jej partner zajmował się sprawa porządków i on się zajął - tak, jak uważał. Jeśli chodziło jej o czyste mieszkanie sprawa jest bez zarzutu. Jeśli natomiast szło o "wychowanie" chłopakasmile to w sumie - także smile - jak widać chłopak jest przedsiębiorczy i tyle. W dodatku uczciwy - nie wykreca się od porządków brakiem czasu, złym samopoczuciem, nie prosi o ich zrobienie kogoś za friko, tylko PŁACI. Normalna postawa. Nam też się nie chce robic większych porządków i przychodzi pani je ogarniająca.
          • engine8 Re: Zlecanie 24.03.15, 18:05
            Dlaczego?
            Dlatego ze may do czynienia z dwoma kwestiami - pierwsza to wykonaie obowiazkow a druga to oczekiwan prywatnoec we wlasnym domu.
            No i nie mowie juz o tym ze Ukrainka moze sie okazac 25 letnia seksowna dziewczyna ktora rowniez sprzata...ale zalozmy ze to nie jest problemem smile

            No to teraz zrobmy troche przesadzone porownaie w podobnym stylu i powiedzmy ze umowa jest iz chlopak ma dbac aby lozko w ktorym spia 9podbnie to mieszknai w ktorym tylko oni mieszkaj) bylo codziennie ladnie zascielone i wygladalo ladnie przed spaniem a ma to zrobic cholpak poniewa ona wychodzi do pracy kiedy on jeszcze spi..
            . I wszytko jest fajnie a tu sie okazuje ze chlopak codzinnie pozwala spac w tym lozku bezdomnemu koledze ktory przychodzi o 10 i o 18 wychodzi i bardzo ladnie po sobie scieli lozko... I Ty sie dowiadujesz ze spisz w lozku w korym ktos obcy tez spi... Nie ma problemu?
            Mieszknaie jest rownie prywatnym i intymnym miejscem dla wielu.
            No wiec powiesz ze partner ma dobre serce i wypelnia sie z obowiazkow ktore ma?
            Podejrzewam ze tu mozesz miec objekcje?
            A wracjac to orginalnego problemu
            No wiec nie jest problemm to ze Partner sobie zatrudnia sprzataczke ale powinien o czyms takim uprzedzic czy uzgodnic dlatego iz ona moze miec obiekcje ze ktos sie po jej prywatnym mieszkaniu plata, pierze jej rzeczy itd...I byc moze byc ostrozniejsza kiedy zostawi stringi na podlodze wyrzucone przez chopaka w nocy, 1000 zlottych na szafce nocnej czy diamentowy pierscionek za $10000 na stole wiedzac ze ktos obcy bedzie w tym domu pod jej nie obecnosc?
            • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 09:36
              Wiesz, no o tym, ze ktoś może faktycznie nie czuc się komfortowo dowiedziawszy się, ze porządkami zajmuje się obca osoba , w tym sensie, ze przebywa w domu pod jej nieobecność. Nie pomyślałam, bo sama nie mam takich oporów wobec pani, która u nas ogarnia. Często nie ma nas w tym czasie w domu - w zasadzie prawie nigdy nas wówczas nie ma. Jedyne opory jakie miałam w tym zakresie, to takie, żeby mi pani przypadkiem kotów nie wypuściła smile No, ale ja pania znalam i wiedziałam, ze umawiamy się na sprzątanie.
    • engine8 Re: Zlecanie 23.03.15, 19:24
      Powinien sie skonsultowac poniewaz Tobie moze akurat nie odpwiadac aby obca osoba platala sie po mieszkaniu i za;gadala w Twoje szuflady. To maze sprowokaowac pytanie czy podbnie postapi np z pilnowaniem czy wyprowadzaniem na spacer dziecka kiedy na przyjdzie czas? Chyba nie na tym polega "Partnerstwo" Czas i okazja na powazna rozmowe ze nie tylko wazne aby cos zostalo zrobione - rownie wazne jest kto i jak to zrobi.
    • annthonka Re: Zlecanie 23.03.15, 19:36
      Zachowanie Twojego chłopaka nie jest niegrzeczne. Wywiązuje się ze zobowiązania. Jak sama piszesz, mieszkanie jest porządnie posprzątane, zgodnie z umową. Chłopak nie udaje, że to on sam, uczciwie przyznał, że zatrudnia w tym celu panią sprzątającą.

      Czy jest jakiś powód, dla którego nalegasz, żeby on sprzatał osobiście?

    • akle2 Re: Zlecanie 23.03.15, 19:46
      Myślę, myślę, myślę i wymyśliłam, że zlecanie jest ok, ale powinien Cię o tym uprzedzić (rozumiem fobię dotykania Twoich rzeczy przez obcych ludzi, ja również taką fobię posiadam) - a Ty albo się na to godzisz, albo sama zapierniczasz co tydzień.
    • mocno.zdziwiona Re: Zlecanie 23.03.15, 20:34
      Moim zdaniem trudno to zagadnienie rozważać w kategoriach SV. To raczej kwestia wspólnego zarządzania budżetem, jeśli kiedyś połączycie finanse. A także kwestia tego czy subiektywnie nie naruszają Twojego poczucia intymności czynności pani sprzątającej.
      • agulha Re: Zlecanie 23.03.15, 22:21
        Zgadzam się. Gdyby chodziło po prostu o współlokatora (lub sublokatora), to wszystko byłoby w porządku. Chłopak to jednak ktoś, z kim albo aktualnie dzieli się finanse, albo w przyszłości się to planuje. I tu istnieje między Wami dysonans. Nie wiemy, jaka jest sytuacja: czy zarabiacie oboje względnie mało, czyli w przyszłości może pojawić się problem, że nie można związać końca z końcem albo odłożyć sensownych pieniędzy, bo mąż/partner wydaje ze swojej części na bycie obsługiwanym, czy też może jesteście osobami dobrze zarabiającymi, a Ty należysz do osób, które (w oczach chłopaka) zamiast po pracy odpocząć albo znaleźć czas na rozrywkę, to zamęczają się prostymi, a ciężkimi pracami, które można komuś zlecić i dać ludziom zarobić.
        Czy planujecie w małżeństwie rozdzielność majątkową? Czy Wasze dochody są lub zapowiadają się mniej więcej podobnie? To są tematy do przemyśleń. Żeby nie było potem, że Ty oczekujesz od mężczyzny, żeby sam położył kafelki i pomalował mieszkanie, a on ma do tego antytalent, a na dodatek zarabia na godzinę 10x tyle, co bierze fachowiec od malowania i zupełnie nie rozumie, dlaczego żona ma do niego pretensje. Albo odwrotnie - że on wydaje pieniądze na jedzenie na mieście, panią do sprzątania, taksówki, nic mu z pensji nie zostaje i Ty musisz ze swojej mniejszej od jego pensji opłacić rachunki i kupić jedzenie dla Was obojga i trójki dzieci.
        • szolesteczka Re: Zlecanie 23.03.15, 23:59
          Każde z nas płaci za siebie. Po połowie płacimy za czynsz oraz opłaty. To chyba normalne? Chłopak zarabia ponad 3 razy tyle co ja, jest informatykiem w banku a ja początkującą urzędniczką (wcześniej pracowałam tylko dorywczo). Albo inaczej: miesięcznie on odkłada sobie więcej niż wynosi moja pensja, ma na wszystkie opłaty i jeszcze dość swobodnie sobie żyje, nie ogląda każdej złotówki. Wydać 100 zł na sprzątanie 2 razy w miesiącu to dla niego jak nic. W ogóle nie znosi prac domowych, nie umie tego robić, nie gotuje. Nie mogę narzekać, bo jest słowny i jak się umawiamy, że raz ja coś na weekend ugotuje, to drugim razem on mnie zabiera do dobrej restauracji. Ale to generalnie taki typ osoby, która sama poza pracą nic nie lubi i nie chce robić tylko innym zlecam. Nie ukrywam, że ja wolałabym posprzątać zamiast tej Ukrainki za 100 zł mieszkanie, ale po prostu wstydzę się o tym mu powiedzieć sad
          • pani.jezowa Re: Zlecanie 24.03.15, 00:45
            Trudno powiedzieć czy normalne, każda para ma przecież swoje zwyczaje w tym zakresie.
            Gdy mój wtedy jeszcze nie-mąż wprowadził się do mnie od razu mieliśmy wspólny budżet, nigdy nie było po połowie ani twoje-moje.
            Tu nie ma reguł, ważne, by to co jest u Was pasowało Wam obojgu.

            W kontekście budowania związku dziwi mnie nieco sformułowanie "odkłada sobie" - to Wy nie planujecie wspólnej przyszłości?

            Czemu się wstydzisz mu powiedzieć?
            • pastrych Re: Zlecanie 24.03.15, 01:10
              pani.jezowa napisał(a):

              > W kontekście budowania związku dziwi mnie nieco sformułowanie "odkłada sobie" -
              > to Wy nie planujecie wspólnej przyszłości?

              Ja się dziwię, że Ty się dziwisz. Skoro nie są małżeństwem tylko parą z krótkim stażem, to nic dziwnego, że każdy ma własne finanse a rozsądny chłopak odkłada sobie 1/3 stosunkowo wysokiej pensji na gorsze czasu. A co miałby jej oddawać? Nawet jeśli planują wspólną przyszłość, to finanse - przynajmniej do ślubu - to sprawa indywidualna. Oczywiście poza sprawą wspólnych opłat itp., no ale tu się dzielą po równo. Moim zdaniem też nie powinna się wstydzić i poprosić o możliwość dorobienia sobie w domu. 100 zł piechotą nie chodzi (akurat będzie na wyjście z przyjaciółkami na wino), zwłaszcza dla urzędnika, czyli kogoś, kto realnie niewiele albo nic nie potrafi. Trzeba tylko odrzucić fałszywy wstyd.

              Pastrych
            • engine8 Re: Zlecanie 24.03.15, 01:13
              Widocznie jestes ze tej "starej" generacji gdzie sie planowalo zwiazki malzenskie oparte na wpolnocie smile Now generacja juz nie mowi czy ni eplanuje zwiazkow typu maz zona ale "partner" i kazdy sobie rzepke skrobie.
                • kora3 Re: Zlecanie 24.03.15, 14:00
                  No to witaj w klubie Pani Jezowa. Mój wlasnie partner smile chybaby padł, jakbym zaproponowała, ze zapłacę płowe za mieszkanie smile pewnie by się był zatroskał o mój stan umysłowy.... I tak było od początku naszego wspólnego zamieszkania po 5 miechach znajomości. Teoretycznie mamy wspólny budżet - teoria ta polega na tym, że oboje mamy pełny dostęp do swoich kont bankowych i lokat. Ale umowa jest taka, że opłaty za mieszkanie, media idą z jego poborów, to samo jedzenie i utrzymanie samochodów (ubezpieczenia, przeglądy) oraz zwierzaków. Ja ze swojego kupuje benzynę do swojego auta (którym tylko ja w sumie jezdze, bo jeśli gdzieś jedziemy razem, to jego), finansuje swoje wyjścia ze znajomymi bez niego, no i fryzjera, ciuchy, kosmetyczkę. Gdyby mi zabrakło, to mogę sobie wziąć z jego konta, ale jeszcze mi nigdy nie zabrakło smile Konsultować niezaplanowane wydatki z jego konta musze tylko jakieś większe w stylu okazja w meblowym na fajna kanapę. Jakichs drobiazgów - nie. Dla mnie sytuacja w której para płaci po połowie przy takiej dysproporcji zarobków, jak u watkodawczyni nie jest normalna. U nas ta dysproporcja także występuje, ale mam wrazenie, że rząd wielkości jest inny, skoro dziewczyna chętnie zastąpiłaby pania sprzatającą za te sama kasę sad
                  • anikssa Re: Zlecanie 24.03.15, 16:38
                    U nas podobnie, rachunki płaci on, a zakupy jak jedzenie/chemia robimy po prostu raz jedno, raz drugie, ale nigdy ani nikt nie liczy ile kto zapłacił, ani nie prowadzi żadnych statystyk.
                    Sytuacja dla mnie dziwna gdy 2 osoby które są parą decydują o wspólnym mieszkaniu, ale na zasadach współlokatorstwa, choć wiem, że coraz częściej sie zdarza.
                    • baba67 Re: Zlecanie 27.03.15, 12:20
                      Bo sie coraz częściej decyduja po 2 mięsiacach znajomosci. I tak wynajmuja z kimś zatem kasa ta sama, a oszczedza sie na randkach bo sie cały czas jest razem. Z takim mysleniem się spotkałam, sama bym czegoś takiego nie wymyśliła.
                  • pani.jezowa Re: Zlecanie 24.03.15, 18:29
                    U nas konta są wspólne (nam wygodniej z różnych względów, wygodniejsze to także w wypadku śmierci jednej z osób) i nie ma żadnego podziału kto za płaci.
                    Ustalamy tylko większe wydatki, bieżące płaci ten komu akurat wygodniej, i tak płacimy kartami, raz w miesiącu je spłacamy ze wspólnego konta, nie ma żadnych konfliktów na tym tle.

                    U nas było tak, że poważny związek nie zaczął się w dniu ślubu.
                    Dla mnie decyzja o zamieszkaniu razem jako para (a nie współlokatorzy) to jest decyzja o tym, że tworzymy stały związek, a w zasadzie potwierdzenie tej decyzji.
                    To znaczy, ze się o sobie troszczymy, ufamy sobie, szanujemy,
                    Mamy wspólny dom (nawet jak to wynajęta kawalerka), wspólne życie, obowiązki, finanse.
                    Nie wyobrażam sobie podziału na twoje- moje, ścisłego podziału obowiązków.

                    Tylko, że my jesteśmy z frakcji, że ślub niczego nie zmienia.
                    Zarejestrowaliśmy nasz związek w urzędzie (bo tym to dla nas było, żadnej celebracji), bo naszym zdaniem w Polsce jest wygodniej żyć jako małżeństwo niż jako konkubinat. Przynajmniej w naszej sytuacji tak nam wychodziło.
                    Nie zmieniło się nic w naszym bieżącym codziennym życiu.
                    Wspólnotę tworzyliśmy wcześniej.
                    Stąd dla mnie niepojęte są podziały pieniędzy, obowiązków i oddzielne oszczędzanie na przyszłość. Zaznaczam, że dla mnie, to moje poglądy, inni mogą mieć inaczej.

                    W opisywanym przypadku miałabym żal nie tylko o to, o czym pisałam, czyli o wpuszczenie obcej osoby do domu bez mojej wiedzy.
                    Ale też o takie "wykiwanie" mnie.
                    Umawialiśmy się na coś, dlaczego od razu mi nie powiedział, że on nie chce, nie lubi sprzątać i woli kogoś zatrudnić? Dlaczego nie omówił tego ze mną?
                    Mi by zgrzytało straszliwie.

                    Inna sprawa, że ja i mąż nigdy nie omówiliśmy podziału obowiązków domowych, ani przed zamieszkaniem, ani po, ani po ślubie.
                    Naturalne dla nas było, ze są i trzeba je wykonywać w miarę potrzeb i możliwości.
                    O to również nigdy się nie pokłóciliśmy.
          • pani.jezowa Re: Zlecanie 24.03.15, 01:35
            Ok, pod wpływem posty niżej (pastrych) przeczytałam Twój post, Autorko wątku, jeszcze raz.
            Bo chyba nie byłam dość uważna, za pierwszym razem.

            Jeżeli Twoje zdanie: "Nie ukrywam, że ja wolałabym posprzątać zamiast tej Ukrainki za 100 zł mieszkanie, ale po prostu wstydzę się o tym mu powiedzieć" oznacza, że wolałabyś żebyś to Ty sprzątała a chłopka będzie Ci płacił, to ja się wycofuję z tej dyskusji.

            To jest tak kompletnie nie mój świat, że go nie pojmę.
          • kopciuszek83 Re: Zlecanie 24.03.15, 11:23
            szolesteczka napisała:

            > Nie ukrywam, że ja
            > wolałabym posprzątać zamiast tej Ukrainki za 100 zł mieszkanie, ale po prostu w
            > stydzę się o tym mu powiedzieć sad

            Przyznam, że zamurowało mnie w tym momencie. Chciałabyś, żebyś chłopak płacił Ci za sprzątanie mieszkania?! To jest relacja szef-podwładny; zleceniodawca-zleceniobiorca, a nie związek dwojga ludzi, którzy chcą budować ze sobą przyszłość (a chyba chcecie, skoro od roku spotykacie się, zdecydowaliście się wspólnie zamieszkać itp.). Myślałam, że przeszkadza Ci sytuacja, że Twój partner nie konsultuje z Tobą pewnych decyzji i inaczej niż Ty definiuje zobowiązania, ale rozumiem, że przeszkadza Ci właściwie to, że nie zaproponował płatnej pracy dorywczej w domu Tobie?

            Jejku, ja też jestem starej daty, zdecydowanie.

            • yoma Re: Zlecanie 24.03.15, 12:24
              Ja to odczytałam "ja wolałabym posprzątać - zamiast tej Ukrainki za 100 zł". Nie chłopak ma jej płacić, tylko 100 zł ma zostać w kieszeni.

              Kobieto, ciesz się. P. Tatiana sprząta, ty leżysz i pachniesz, a chłopak płaci i nie marudzi. W porządku układ, tylko pochowaj majtki.

              Inna rzecz, że jak tak, to chłopak mógłby płacić p. Tatianie co tydzień.
              • bene_gesserit Re: Zlecanie 24.03.15, 19:56
                yoma napisała:

                > Inna rzecz, że jak tak, to chłopak mógłby płacić p. Tatianie co tydzień.

                Otoż to, o tym samym pomyśłałam.

                Układ byłby ok, gdyby pani do sprzątania była opłacana regularnie - w dyżury jej i jego.
                Jeśli płaci tylko za swoje dni to może to oznaczać lekceważenie, bezmyślność albo brak empatii.
                Trochę jakby powiedział 'mnie stać, to se kupiłem, a ty szoruj te podłoge, bo nie zarabiasz nawet 1/3 tego, co ja'. Chociaż mam nadzieję, ze to jednak o bezmyślność chodzi.

                Dzielenie sprawiedliwe nie oznacza dzielnia po równo. Zwłaszcza jeśli chodzi o forsę. Jeśli ona zarabia mało, i to mało oznacza 1/3 jego pensji, powinna ponosić 1/3 kosztów, nie połowę. Albo mniej.
    • pani.jezowa Re: Zlecanie 23.03.15, 22:07
      Moim zdaniem jest niegrzeczne.
      I nie chodzi mi o to, że chłopka nie wykonuje swojej pracy własnoręcznie.
      Ale o to, że nie omówił z Tobą, że będzie wpuszczał do domu, do Waszego miejsca prywatnego obcą osobę.
      Możesz sobie nie życzyć by ktoś obcy wkładał do pralki Twoje majtki, sprzątał Twoje biurko, chodził po twojej sypialni. Możesz nie mieć zaufania do obcych, możesz mieć potrzebę schowania pamiętnika lub czegoś wartościowego.
      Zdecydowanie chłopka nie miał prawa w ten sposób zadecydować o wpuszczaniu kogoś do Waszego wspólnego domu.

      Pomijam, że sposób umówienia się na coś i załatwienia tego potem inaczej za Twoimi plecami też nie jest fajny i mi by w głowie dzwonił dzwonek alarmowy co do tego związku.
      Ale to mi, ludzie mogą mieć inaczej.
        • allegra1002 Re: Zlecanie 24.03.15, 08:18
          Facetowi nie można odmówić kreatywności i sprytu wink .Upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.Ale zachował się nie fair, bo właśnie powinien dziewczynę uprzedzić, że tak ma zamiar postąpić.Na jakieś(słabe) usprawiedliwienie ma to, że związek jest jeszcze "świeży,nie dotarli się jeszcze w ważniejszych życiowych kwestiach.Druga sprawa: dziewczyna wolałaby sama za niego posprzątać i skasować za tę czynność owe 100zł.To pragnienie wydaje mi się wyjątkowo dziwne w ich układach, skoro żyją jako para, partnerzy , kochają się i planują wspólną przyszłość. Płatne usługi?! jakoś niesmacznie to brzmi.To już więcej taktu wykazał facet angażując sprzątaczke, bo mógł równie dobrze zaproponować swojej dziewczynie" zapłacę ci 100zł jak za mnie posprzątasz, bo ja nie lubię tego robić i mi się nie chce".Pewnie by się ciężko obraziła za taką propozycje.......i słusznie.Skoro kasy mało, można próbować jakoś dorobić, gdzieś indziej, ale nie we własnym domu u własnego narzeczonego, odpłatnie piorąc mu gacie i sprzątając po nim bałagan.

          "zwłaszcza dla urzędnika, czyli kogoś, kto realnie niewiele albo nic nie potrafi."-ciekawe dlaczego niektórzy uzurpują sobie prawo do wygłaszania takich opinii?
          • baba67 Re: Zlecanie 24.03.15, 08:37
            Powinien uprzedzic ze nie bedzie sam tego wykonywal.Jednak to że zleca I STAC GO jest ok. Pomysł żeby płacił dziewczynie to nie mój świat. Jeśli byliby wspóllokatorami to rozwiązanie jak każde inne-leniuch się wykupuje współlokatorce ale tak? Dziwne dla mnie
            • aqua48 Re: Zlecanie 24.03.15, 08:53
              A dla mnie cały układ i sytuacja są dziwne. Albo są parą planują i robią wszystko wspólnie, docierają się, sprawdzają jak będą funkcjonować na dłuższą metę razem, co komu wychodzi, a co nie, na co się składają po połowie, a na co w zależności od zarobków, albo jedynie współlokatorami i wtedy mogą u siebie "dorabiać" wykonując czynności za drugą osobę, a równy podział kosztów obowiązuje bezwzględnie.
              W przypadku pary sytuacja jedna osoba sprząta, bo jej nie stać na sprzątaczkę, a druga nie bo woli zapłacić drobną dla niej sumę, ale tylko w dzień kiedy obowiązek na nią przypada, jest kuriozalna i nie rokuje dobrze.
              • baba67 Re: Zlecanie 24.03.15, 10:04
                Kiedyś ludzie zamieszkiwali razem tylko jako małżeństwo ze wspólnota majatkową i takie problemy nie istniały. Teraz niby dlaczego miałaby istnieć wspólnota miedzy ludzmi którzy w każdej chwili moga sie pożegnać-nielogiczne i krzywdzące dla strony zarabiającej 3 razy lepiej, upokarzające (dla mnie by było) dla kogoś zarabiającego mniej. Skoro nie ma wspólnoty opcja jaka wybrał chlopak jest dopuszczalna (choć uprzedzić powinien). Nie wiadomo jakie będzie jego podejście do wspólnej kasy po ślubie , może zreszta wcale na ślub nie będzie miał ochoty bo system niezależności i rozdzielności jest dla dobrze zarabiajacego faceta bardzo korzystny.Na razie niczego niepokojacego nie widzę .
                W cudzym pięknie jest pocieszenie.
                  • anastazyl Re: Zlecanie 24.03.15, 15:34
                    kora3 napisała:

                    > ja tam nc Babo upokarzającego w tym, ze lepiej zarabiający w związku utrzymuje
                    > dom - nie widzę smile

                    Bo jesteś hipokrytką. Chciałabyś, żeby mężczyzna Cię utrzymywał (w sensie: dom) i jeszcze sprzątał, prasował itp. Kiedy do kobiet dotrze wreszcie, że równy podział obowiązków ma sens tylko wtedy, gdy koszty są dzielone w miarę po równo. To tak nie działa i może poza paroma męskimi frajerami, żaden normalny i szanujący się facet na to nie pójdzie. Jeśli ja utrzymuję dom, to ja jestem głową rodziny i osobą decyzyjną, która na pewno drobnymi obowiązkami domowymi się nie zajmuje (o ile ich nie lubi). A jeśli dzielimy koszty w miarę po równo, wtedy model partnerski wydaje się naturalny. Proste i oczywiste, ale nie dla wszystkich jak widać.
                    • mim_maior Re: Zlecanie 24.03.15, 17:27
                      Podział obowiązków w partnerskim układzie to nie jest okazja do demonstracji czyjejś dominacji (ekonomicznej czy innej). Partnerstwo polega na tym, że dzielimy się obowiązkami tak, aby jedna osoba nie była bardziej obciążona niż druga. Z tego wynika, że również decyzje podejmuje się w takim związku wspólnie (o ile wcześniej nie uzgodni się innego rozwiązania). Nie ma tu znaczenia, ile kto zarabia i kto "utrzymuje dom", bo nie pieniądze rządzą w takich relacjach, tylko wzajemna troska o siebie. Niby proste i oczywiste, ale widać, że trzeba to ludziom tłumaczyć...
                      • anastazyl Re: Zlecanie 24.03.15, 17:31
                        mim_maior napisała:

                        > Podział obowiązków w partnerskim układzie to nie jest okazja do demonstracji cz
                        > yjejś dominacji (ekonomicznej czy innej). Partnerstwo polega na tym, że dzielim
                        > y się obowiązkami tak, aby jedna osoba nie była bardziej obciążona niż druga. Z
                        > tego wynika, że również decyzje podejmuje się w takim związku wspólnie (o ile
                        > wcześniej nie uzgodni się innego rozwiązania). Nie ma tu znaczenia, ile kto zar
                        > abia i kto "utrzymuje dom", bo nie pieniądze rządzą w takich relacjach, tylko w
                        > zajemna troska o siebie. Niby proste i oczywiste, ale widać, że trzeba to ludzi
                        > om tłumaczyć...

                        Zgadzam się, ale nie każdy chce partnerskiego związku. Dlatego takie rzeczy trzeba uzgadniać. Poza tym dla mnie jest po prostu nieuczciwe, że jedna strona partycypuje finansowo znacznie mocniej nic z tego nie mając. Druga powinna odpracowywać to w naturze czy jakoś inaczej. W przeciwnym wypadku to pasożytnictwo i cwaniactwo. Kto chciałby być z pasożytką i cwaniaczką? Chyba niewielu...
                      • bene_gesserit Re: Zlecanie 24.03.15, 21:42
                        mim_maior napisała:

                        > Podział obowiązków w partnerskim układzie to nie jest okazja do demonstracji cz
                        > yjejś dominacji (ekonomicznej czy innej). Partnerstwo polega na tym, że dzielim
                        > y się obowiązkami tak, aby jedna osoba nie była bardziej obciążona niż druga. Z

                        No przecież!
                        Inaczej dochodzi się w szybkim tempie do przemocy ekonomicznej albo postawy 'płacę i wymagam', czyli układu klient - usługodawca, zamiast partner-partner.

                        Jeśli opisana para zdecyduje się na wspólne wakacje, to jak to zorganizują - on pomknie tam I klasą Pendolino, ona doczłapie się po II w przedziale-rzeźni? On w będzie spał w ***, ona w hostelu? Ona będzie jadać w maku, on - w najlepszej knajpie w okolicy?
                    • kora3 Re: Zlecanie 24.03.15, 23:14
                      Skąd wytrzasnęłaś tu hipokryzję?smile Jak to słowo ma się do tego co napisalas?

                      Utrzymywanie domu ze swej strony było pomysłem mojego pantera - nie moim. Także wspólne zamieszkanie było jego, nie moim pomysłem. Gdybyśmy zarabiali podobnie, to oczywiste byłoby, że podobnie partycypowalibyśmy w utrzymaniu domu, logiczne chyba.
                      Nie wiem co masz na myśli pisząc, ze utrzymujący dom jest osobą "decyzyjna" - znaczy o czym decyduje?
                      Drobnymi obowiązkami domowymi mój partner się faktycznie rzadko zajmuje obecnie, ale wynika to z prostego faktu: cały roboczy tydzień pracuje poza naszym miejscem zamieszkania, na tyle daleko, że w tym czasie w domu nie bywa. Trudno wiec, bym pozostawiła mu na weekend stertę zużytych przeze mnie naczyń do mycia na przykład, albo cały tydzień nie poszła na zakupy spożywcze czekając na niego smile Albo nic sobie nie ugotowała - toz to absurd. Ale kiedy pracował na miejscu te sprawy ogarniał kto miał aktualnie czas i robił to dla obojga. Nie wiem dlaczego miałabym to robić tylko ja, tym bardziej, że pracuję. Sprzatanie nie jest problemem bo to ogarnia pani sprzątająca raz na około tydzień - grubsze sprawy. Mniej grube - siła rzeczy teraz w tygodniu ja, ale w weekendy także mój partner i niczego dziwnego w tym nie4 dostrzegam - serio.
                    • kora3 Re: Zlecanie 24.03.15, 23:18
                      Nie bardzo rozumiem Babo...Znaczy załóżmy taka sytuację, ze ty zarabiasz kwote X, a Twój maż 3xX i co? Dzielicie się rachunkami/wydatkami na dom/dzieci po połowie? Po takim podziale Tobie cos zostaje i jemu cos zostaje no i? Macie jechać na wakacje wspólne i co dalej? Po połowie/każdy za siebie i? ty bierzesz na wyjazd pozyczke, on na luzie jedzie? Dla mnie to jakies dziwne w poważnym związku, przepraszam.
                      • baba67 Re: Zlecanie 25.03.15, 06:38
                        Mowisz o wspolnocie majatkowej.Dla mnie albo jest albo jej nie ma. Nawet jesli jest ja osobiscie zle bym sie czula nie pracujac i nie majac malych dzieci (bo maqle dzieci to bardzo ciezka praca). Innych nie oceniam. Jesli nie ma mowy o malzenstwie nie bede korzystala z kasy kogos kto wg prawa jest mi obcy. Dzieci to inna sprawa.
                        • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 07:57
                          Babo, po raz kolejny mnie zaskakujesz - serio. Nie tym, że nie chciałabyś być w sytuacji niepracującej osoby pozostającej na wyłącznym utrzymaniu meza, bo tak to ja bym też nie chciałasmile
                          Mowa jest jednak o sytuacji INNEJ - o sytuacji, gdy w związku występuje duza dysproporcja w zarobkach partnerów - skoro w zarobkach , to chyba jasne, że oboje pracują, prawda?

                          To, że jedna strona w związku zarabia znacznie więcej, niż druga nie zawsze Babo musi wynikac z tego, że druga jest leniwa np. Czasem wynika z obiektywnych rzeczy - np. w moim małżeństwie strona lepiej zarabiającą i choć mój eksmąż miał wiele "za uszami", to tu mu akurat nic nie można zarzucić- taką wybrał po studiach droge zawodową, ze na początku tejze zarabiał grosze i ja wiązac się z nim bylam tego swiadoma.
                          Czy w związku z tym ja miałam się ubierać w markowych sklepach, a on w szmateksach? ja miałam jeść przyzwoite jedzenie, a on przecenione z supermarketu?

                          W moim obecnym związku także występują dysproporcje zarobkowe, tyle, ze w druga stronę. I choć ja nie mogę narzekać na swoje zarobki, to zdajesz sobie pewnie sprawę, że "dociagnać" do zarobków mego partnera byłoby mi trudno z obiektywnych przyczyn niemających niczego wspólnego z żadna dyskryminacja zarobkową kobiet akuratsmile No i co? Ma się wstydzić, ze tyle nie zarabiam? A ponieważ nie mamy dzieci i nie mam zamiaru brać ślubu, to powinniśmy mieszkac z sobą na zasadach sublokatorskich, bo ...? Bo Ty uważasz, ze jeśli nie ma slubu, a zwłaszcza dzieci, to tak ma być? smile
                          • mim_maior Re: Zlecanie 25.03.15, 11:34
                            Wydaje mi się jednak, że nie ma różnicy pomiędzy sytuacją, gdy jedna osoba w rodzinie zarabia dużo mniej a taką, gdy jedna nie zarabia nic. Bo to nie musi oznaczać, że nic nie robi i nic do tego układu nie wnosi. Znam rodziny, w których jedna strona "przynosi pieniądze" a druga jej to umożliwia zajmując się domem i dziećmi. Tworzą udane związki, a wybór takiego stylu życia był dla nich oczywisty, ponieważ jedna ze stron miała doskonałe możliwości zarobkowania, ale nie mogłaby ich realizować bez wsparcia drugiej osoby wykonującej "obsługę naziemną". I wśród znanych mi rodzin funkcjonujących w ten sposób dwie są układem bardziej popularnym, czyli pracujący poza domem mąż i żona pracująca w domu, natomiast jeden to układ odwrotny.
                            Oczywiście, nie każdy czułby się w takiej sytuacji komfortowo, zwłaszcza osoby z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa w związkach ("a co będzie, jak on/ona mnie zostawi na lodzie?"), ale można w ten sposób doskonale funkcjonować, jeśli to będzie dobrowolnie wybrany sposób życia. Tymczasem gdy czytam opinie o takich układach, to są one w najlepszym przypadku pełne podejrzeń wobec jednej strony o "pasożytnictwo". Dziwi mnie to, bo przecież do związku wnosimy nie tylko pieniądze.
                            • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 11:46
                              Mim - jeśli o mnie chodzi to nie czułabym się dobrze po prostu nie pracując - ot tyle. Lubie swoja prace i poniekąd uważam, ze po to się człowiek kształci, żeby docelowo pracować- ale to jest moja osobista postawa, której nie transponuje na innych. Znam wiele par, które umówiły się właśnie na taki model o jakim piszesz i są w nim zadowolone obie strony.
                              Jeśli chodzi o poczucie bezpieczeństwa w takim modelu - powiem Ci szczerze, ze pomijając fakt, iż taki model mnie z natury nie odpowiadałby, to o ile musiałabym z przyczyn życiowych weń wejść, to tylko wówczas, gdyby zarobki drugiej strony stanowiły naprawdę solidne zabezpieczenie - takie, które pozwala na doistatnie zycie, ale także na gromadzenie oszczędności oraz lokowanie pieniędzy np. w nieruchomości. no i praca tego kogoś musiałaby być stabilna. Zwyczajnie bałabym się sytuacji, w której teraz jest ok, ale za poł roku partner prace straci, a j nie pracuję i co wówczas? Albo umrze, podupadnie na zdrowiu itd. W tym sensie obawiałabym się bycia na czymś wyłącznym utrzymaniu - czy to meza, czy partnera.
                              • mim_maior Re: Zlecanie 25.03.15, 12:01
                                Oczywiście, wyłączam sytuacje, gdy ktoś nie jest w takim układzie dobrowolnie. Ale prowadzenie domu to też praca, dla wielu osób rozwijająca i interesująca. Niektórzy wybierają to jako drogę kariery zawodowej - prowadzą dom dla kogoś i dostają za to pieniądze. Dodam, że często całkiem niezłe, choć nie jest to popularny zawód. Dlatego mam uczulenie na określanie takiego zajęcia jako "niepracowanie" czy nawet "pasożytnictwo". Albo jako uwłaczający godności (zwykle kobiecej), podrzędny styl życia.
                                Choć sama pracuję (za dużo) i zajmuję się domem (za mało).
                                • baba67 Re: Zlecanie 27.03.15, 11:51
                                  Ja tez sie oburzam jesli ktos pracę w domu nazywa nicnierobieniem.Sama lubie tylko gotować i myć okna, reszte uważam za ciężką , niewdzięczną i frustrujacą orkę. Jednak w sytuacji mojego znajomego kiedy nie ma tak bardzo czego prowadzić bo nie ma dzieci, nie gotuje sie specjalnie raz na tydzień sie przeleci odkurzaczem to papusiu i dach nad głową dostaje sie za zapewnianie rozrywek damsko-meskich. A tak swojej partnerki znajomy nie widział i z leniwa panna bez żadnych ambicji wolał się rozstać.
                                  • kora3 :) 27.03.15, 12:02
                                    Babo - zważywszy na to, ze bez zadnych podstaw dopowiadasz sobie różne rzeczy - np. jak ze mną, ze "wniosłam" mieszkanie do związku, to Twoja interpretacja (hmmm?) opowieści znajomego wg mnie pozostawia wiele do ...wątpienia smile
                                    • baba67 Re: :) 27.03.15, 12:30
                                      Napisałaś kiedyś że mieszkacie w Twoim mieszkaniu, żadna interpretacja.

                                      Fakty są takie że panna sama odeszła z firmy kilka miesięcy po wprowadzeniu się.Przez następny rok nie przepracowała ani jednego dnia choć wszem i wobec opowiada la o swych wysilkach. ROK. Na dbanie o swój wygląd i zakupy odzieżowo-kosmetyczne poki miała jeszcze jakieś oszczędności przeznaczała kilka godzin dziennie po lubiła łazić po centrum handlowym (wielkim).
                                      Jak chcesz to ona była skromna , pracowita i uczciwa-ja żle interpretuje, Ty zapewne wiesz lepiej.
                                      • kora3 Re: :) 27.03.15, 12:48
                                        baba67 napisała:

                                        > Napisałaś kiedyś że mieszkacie w Twoim mieszkaniu, żadna interpretacja.


                                        Babeczko - "problem" ze mna polega na tym, ze ja mam naprawdę b. dobra pamięć. Pamieam rzeczy całkiem nieistotne pozornie i blahe. smile Napisałaś do mnie kiedyś tutaj, ze mieszkanie nie jest moje (choć ja wcześniej pisałam przy okazji jakiejś dyskusji, szczegóły). Wwoczas Ci odpisałam, ze jest moje, ale zostało dla mnie kupione - nie pamiętalas, ok - nic strasznego. ale skoro się czegos nie pamięta to nie należy się na swe pomysły powolywac - prostesmile
                                        >
                                        > Fakty są takie że panna sama odeszła z firmy kilka miesięcy po wprowadzeniu się
                                        > .Przez następny rok nie przepracowała ani jednego dnia choć wszem i wobec opowi
                                        > ada la o swych wysilkach. ROK. Na dbanie o swój wygląd i zakupy odzieżowo-kosme
                                        > tyczne poki miała jeszcze jakieś oszczędności przeznaczała kilka godzin dzienni
                                        > e po lubiła łazić po centrum handlowym (wielkim).
                                        > Jak chcesz to ona była skromna , pracowita i uczciwa-ja żle interpretuje, Ty za
                                        > pewne wiesz lepiej.


                                        Nie, nie wiem lepiej, ale wie, ze jeśli ktoś nie jest u mnie zameldowany i nie odpowiada mi jakaś sytuacja to siadam, rozmawiam i podejmuję kroki.
                                        Czy twój znajomy konkretnie omówił z pania, jak widzi wspólne mieszkanie?
                                        Jeśli nie, to się czepiał zwyczajnie ...

                                        Gdy mój partner zaproponował mi, byśmy razem zamieszkali, a ja wówczas mieszkałam z ekspartnerem powiedziałam wprost - nie mam teraz na zakup mieszkania tutaj, bo nie wystrzelam się z oszczędności, swego mieszkania na Śląsku nie chcę sprzedawac, bo ma dobra lokalizację - możemy cos w wspólnie wynająć, deklaruje pokrycie połowy kosztów. Mój partner uznał, ze wynajem to strata kasy - poniekąd racja. Zatem on kupi i da mnie, zebym miała zabezpieczenie, bo wszak mało się znaliśmy jeszcze, a ja sobie "przestawiam" tak całe życie. Obgadaliśmy zatem. Jeśli znajomy nie obgadał to kiego chce ?
                                        • baba67 Re: :) 27.03.15, 19:14
                                          Czy powiedzial jej wprost że chce partnerki która ma jakies ambicje zawodowe? No nie wiem, może myślał że to oczywiste? Panna miała stabilną choć może nie jakoś super płatną robotę mogła mu pomóc co rekompensowało zwiększone wydatki w zupełności wiec za tę godzinkę-dwie najwyżej dzwonienia i mailowania dziennie panna miała papu dach i jeszcze prezenciki układ chyba fair ? Ale się odechciało pracować bo sie naoglądało różnych telenoweli gdzie panienka leży i pachnie oraz czeka na rozanielonego partnera po robocie zachwyconego kobitą która jest chętna do tego co i owszem ? To takie dziwne że dawał jej szanse bo wierzył ze trudności sa przejściowe a przestał być zainteresowany bo okazało się że to taki sposób na życie?
                                          • kora3 Re: :) 27.03.15, 19:45
                                            Babo, nie znam typa, ale cos mi tu nie pasuje. Ludzie się przecież jakoś UMAWIAJĄ na wspólne mieszanie, prawda? Zatem jak się ono umówili? Czy tak, ze pani mieszka w jego mieszkaniu, które on utrzymuje (opłaty, jedzenie, sprzęty, naprawy), ale ubiera się np. sama ? jeśli tak, to oczywiste, że aby mieć na ubrania musiałaby pracować.
                                            Druga niejasna sprawa - pan sam pracuje w tej samej branzy co pani i była możliwość, by pani pracowała na zasadzie pomagania jemu w biznesie. Zatem pani nie mogła chłopa rok oszukiwać, ze nie może znaleźć pracy np. Jak to się stało, ze przez rok nie zdołał jej skłonić do tej pomocy i dawał "szanse" ?
                                            Pisałaś, ze panna urzadzała wycieczki do sklepów - było jej na to nie dawać smile jakby nie miała, toby rychło poszła do pracy, albo tej pomocy smile
                                            • baba67 Re: :) 29.03.15, 09:26
                                              Urządzała na poczatku kiedy jeszcze miała oszczędności potem już siedziała w domu.
                                              Umówili sie tak własnie jak napisałaś.I tak,pomagała mu na początku nawet po rezygnacji z pracy, były nawet pomysły żeby pracowała tylko z nim, ale interes nie taki żeby jeszcze kogoś zatrudniać na pełny etat, zatem "szukała" dalej czy jej pomagał w tym szukaniu? szczerze to nie wiem.Dawał jej szansę bo sprawiała wrażenie że zależy jej na znalezieniu pracy ale nie była zaintesowana nawet pracą dorywcza jako hostessa czy na słuchawce (wtedy jeszcze nie było problemu z praca na słuchawce). Zastanawiam sie jak Twój partner zareagowałby gdybys Ty oświadczyła ze od teraz lezysz i pachniesz bo cos Cę się od życia należy.Oczywiście finanasowo dla niego byłoby wszystko jedno, mógłby się nawet pomysłem zachwycić. Sa jednak faceci których krecą tylko dziewczyny z jakimis zawodowymi ambicjami z pewna finansową i społeczną nieżależnościa.Kolo związał sie z taką a okazało się że to taka mimikra była , byle sie na faceta załapać. A że dawał jej czas na ogarnięcie sie to jak najlepiej o nim świadczy.
                                              • kora3 Re: :) 29.03.15, 11:07
                                                Babo - jeśli poważnie pytałaś - ja lubie swoją pracę i choć trudno tu móc o jakichś ambicjach zawodowych wielkich, to angażuję się w nią i przynosi mi to saytysfakcję. Zatem nie chciałabym z niej rezygnoswać. Natomiast owzem - w pewnym momencie była taka opcja, zebym przeszła do pracy do pewnej fundacji. Wiazałoby się to z dużo mniejszymi moimi dochodami, ale rozważałam powaznie te opcję także z partnerem. Jak zauważasz od strony finansowej nie miało to znaczenia. I mogłam sobie isc i zarabiać naprawdę na waciki. Nie zrobiłam tego, bo uznałam, że jednak lepiej pomagam tak, jak dotychczas pracując.

                                                Nie w tym jednak rzecz - nie rozumiem zwyczajnie jak chłop przez rok nie zauważał, ze panna się nie kwapi do pracy - byli z tej samej branzy, wiec był zorientowany gdzie i na jakich warunkach mogłaby pracować, mógł także jej zwyczajnie pomóc w znalezieniu zajęcia, bo miał w branzy kontakty. I nie mówię tu o jakims kumotersiwie zaraz, ale po prostu o wiedzy - gdzie szukają ludzi o jej kalifikacjach np.
                                                • baba67 Re: :) 29.03.15, 13:25
                                                  Korciu, zakładam, że kochałaś swojego meża kiedy za niego wychodziłaś.Czy tak od razu zauważyłaś że coś z nim jest bardzo nie porządku ze zdrowiem psychicznym?
                                                  A to przeciez powazniejsza rzecz niz niechęć do podejmowania pracy zarobkowej. Ile czasu tralo kiedy cos zaczeło do Ciebie docierać? Chce sie brac za dobra monete to się bierze .On działa w WArszawie ale kooperantów ma po całej Polsce bo towar sprowadza dość specyficzny, zatem nie jest to jakis cukier do supermarketów gdzie odbiorców od metra na miejscu . Ale ona mogła pracować gdziekolwiek
                                                  .Praca w fundacji to nie leżenie i pachnienie tylko PRACA a to że mniej płatna i absorbująca to już sprawa drugorzędna.
                                                  • kora3 Re: :) 29.03.15, 14:45
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Korciu, zakładam, że kochałaś swojego meża kiedy za niego wychodziłaś.Czy tak o
                                                    > d razu zauważyłaś że coś z nim jest bardzo nie porządku ze zdrowiem psychicznym
                                                    > ?
                                                    > A to przeciez powazniejsza rzecz niz niechęć do podejmowania pracy zarobkowej.
                                                    > Ile czasu tralo kiedy cos zaczeło do Ciebie docierać?


                                                    Babo, absolutnie nie podejrzewam Cie o złośliwość, ale mówisz o zupełnie innych rzeczach wg mnie. Kochac kochałam, nie jakoś szaleńczo, ale jednak smile kiedy zauważyłam, ze cos nie tak? Po PIERWSZEJ jeździe Babo. Oszczędze Ci szczegółow, ale po pierwszej uznałam, ze cos się z nim niedobrego dzieje..

                                                    Chce sie brac za dobra mo
                                                    > nete to się bierze .On działa w WArszawie ale kooperantów ma po całej Polsce bo
                                                    > towar sprowadza dość specyficzny, zatem nie jest to jakis cukier do supermarke
                                                    > tów gdzie odbiorców od metra na miejscu . Ale ona mogła pracować gdziekolwiek


                                                    No wiec skoro nie pracowła, to nalezało się zainteresować: czy szuka, jak intensywnie, a jeśli nie, to dlaczego, prawda?

                                                    > .Praca w fundacji to nie leżenie i pachnienie tylko PRACA a to że mniej płatna
                                                    > i absorbująca to już sprawa drugorzędna.


                                                    Owszem Babo. jednak gdybym teraz powiedziała, ze chce sobie zrobić przerw w pracy zawodowej i np. pisać książkę (przykładowo) to mogłabym. Natomiast gdybym z dnia na dzień porzuciła pracę i nie robiła nic, to mój partner by się tym ZAINTERESOWAŁ i to nie ze względów finansowych. Bo cos musiało się stać/dziac, że osoba chętnie dotychczas pracująca nagle nie ma zapłu do pracy: depresja? wypalenie zawodowe? jakiś problem, o którym nie chce mówic?
                                                  • baba67 Re: :) 29.03.15, 16:03
                                                    Nawet mi przez myśl nie przeszło żeby być złośliwa . Zapytam jeszcze czy przed pierwsza jazda nie mąż zachowywał się w 100% normalnie? Tak mogło byc oczywiście, każdy przypadek jest inny . Sa jednak inne znane mi z lektury kiedy taki nie pozostawiajay wątpliwości atak miał swoje zapowiedzi które byly interpretowane na zasadzie wishful thinking czyli każdemu czasami odbija.
                                                    Pewnie że kolega zainteresował się kiedy dziewczyna rzuciła pracę, ale ona tak to potrafiła przedstawić (np szef obcina i tak skąpe zarobki za to wymaga tyle samo albo i wiecej-nie wiem ale wiarygodna była) ona znajdzie sobie cos lepszego . Przecież nie będzie dorosłej babce roboty szukał skoro ona go o to nie prosiła a wręcz przeciwnie twierdziła żeby się nie martwił. Moja idea była taka, że jak chcesz czegoś nie widzieć to przez pewien czas nie widzisz, stąd tego męża Ci wywlokłam,ale chyba nie ten przypadek.
                                                  • kora3 Re: :) 29.03.15, 18:00
                                                    baba67 napisała:

                                                    [i]> Nawet mi przez myśl nie przeszło żeby być złośliwa . Zapytam jeszcze czy przed
                                                    > pierwsza jazda nie mąż zachowywał się w 100% normalnie?


                                                    Tak, tak jak dotychczas.

                                                    Tak mogło byc oczywiści
                                                    > e, każdy przypadek jest inny . Sa jednak inne znane mi z lektury kiedy taki nie
                                                    > pozostawiajay wątpliwości atak miał swoje zapowiedzi które byly interpretowane
                                                    > na zasadzie wishful thinking czyli każdemu czasami odbija.


                                                    Nie, wręcz przeciwnie - mój BYŁY maż zachowywał się przed slubem, a także około rok po nim do pierwszej jazdy bardzo spokojnie.

                                                    > Pewnie że kolega zainteresował się kiedy dziewczyna rzuciła pracę, ale ona tak
                                                    > to potrafiła przedstawić (np szef obcina i tak skąpe zarobki za to wymaga tyle
                                                    > samo albo i wiecej-nie wiem ale wiarygodna była) ona znajdzie sobie cos lepsze
                                                    > go . Przecież nie będzie dorosłej babce roboty szukał skoro ona go o to nie pro
                                                    > siła a wręcz przeciwnie twierdziła żeby się nie martwił. Moja idea była taka, ż
                                                    > e jak chcesz czegoś nie widzieć to przez pewien czas nie widzisz, stąd tego męż
                                                    > a Ci wywlokłam,ale chyba nie ten przypadek.


                                                    Babo, raczej nie ten. Ale nic się nie stało przecież. Jednakowoż mnie w przypadku Twego znajomego chodzi o to, że przez rok po prostu to tak sobie było i nie wzbudzało jej podejrzeń, niechęci i nagle szast prast - ocknął się.
                                                  • baba67 Re: :) 29.03.15, 18:41
                                                    Ocknął sięna dobre po pół roku, bo jednak sytuację na rynku jakos znał i wydawało mu się dziwne ze po tym czasie nic jakos z tych poszukiwań nie wynika ani nawet chęci do żadnego zarobku nie ma.A kasa jaka dostawała na zakupy siła rzeczy (bo własna się skończyła )juz na te zakupy nie starczała bo szła na jej własne wydatki(może to go otrzeżwiło?)Po następnym pół roku wspierających rozmów (bo nuż w depresję wpadnie)stało się oczywiste że panna nie widzi siebie w roli partnerki finansowo niezaleznej.
                                                  • kora3 Re: :) 29.03.15, 19:40
                                                    Dobra babo - i ja gościa rozumiem, ze mu to nie odpowiadało. Tylko nie rozumiem, dlaczego za swój roczny stan obwinia kobiete i przedstawia ja w dodatku tak negatywnie i z takimi szczegółami. Godził się na te sytuacje rok, bo był zaslepiony, bo miał nadzieję na zmianę, bo pani nań działała seksualnie, bo był zakochany. Rozumiem, tylko WŁAŚNIE ON - on on on ...smile Pani byłaby nie ok, gdyby np. kłamała go ze normalnie pracuje, a dorabiała jako prostytutka.

                                                    Nie chodzi o to babo, ze pochwalam postawe pani, tylko o to, ze mezczyzna z klasą umie przyznać się do SWOICH błedów i słabości smile, a nie obwinia za nie ekspartnerkę i to jeszcze wywlekając takie szczegóły do znajomych. No chyba, ze Wy jej nie znacie wcale
                                                  • baba67 Re: :) 30.03.15, 08:34
                                                    Sama napisałam że nieładnie postąpił zdradzajac szczegóły , mógł jakos bardziej obiektywnie , nie chlapał o tym jednak na prawo i lewo tylko raz kumplom przy kielichu się zwierzył a faceci to jeszcze gorsze pleciuchy niz baby. Jakoś się tez obwiniał że glupi był i naiwny, czyli nie było tak że tylko o pani żle mówił. Nie rozumiem dlaczego miałby przedstawiac pania w dobrym świetle skoro sie z nia rozstał i robić z siebie ofiare losu które na takie cudo nie zasługuje.
                                                  • kora3 Re: :) 30.03.15, 09:22
                                                    Babo, facet z klasą szczegółach swego rozstania z pania mógłby opowiadać TYLKO bardzo bliskiej i dyskretnej osobie. Chłapanie o takim czyms z kumplami przy kielichu, w dodatku plotami jest nie do przyjęcia.
                                                  • baba67 Re: :) 30.03.15, 10:14
                                                    No nie jest.Nigdzie nie napisałam że to było z klasa.Na trzezwo by pewnie tak nie postapił. Ale zeby od razu szmaciarz?Szmaciarz to dla mnie facet kręgoslupa wyjatkowo pogardliwe okreslenie na ktore na pewno nie zasłuzył.
                                                  • kora3 Re: :) 30.03.15, 10:27
                                                    No może za bardzo pojechałam po nim smile Ale na pewno od takiego typa trzymałabym się z dala - nie dość, że plota i "sierota" to jeszcze nad picie nie panuje - nie moja liga zdecydowanie smile
                            • baba67 Re: Zlecanie 27.03.15, 11:42
                              NIe neguję tego absolutnie że mozna funkcjonować na zasadzie kobieta w domu harmonijnie całe życie o ile obie strony tak chcą. Osobiście sama się w takim układzie nie widzę nawet w małżeństwie bo lubię się realizować zawodowo. Nie mam żadnych złych doświadczeń z okresu kiedy tylko mąż zarabiał bo małe dziecko zatem pewnie nie mialabym i póżniej. W sytuacji konkubinatu nie widzę się w ogóle bo na gębę to jest krem Nivea a juz że nic nie zarabiam w szczególności bo nie jestem w stanie az tak komuś zaufać, to prawda.Te nowomodne wymysły to nie dla mnie.
    • nowamama2 Re: Zlecanie 24.03.15, 09:29
      Nie wróżę takiemu zwiazkowi dobrze. Według mnie sprzata ta osoba, która po prostu ma czas. Może być że danego dnia bedziesz się źle czuła i co ? Będziesz podczas grypy żołądkowej też sprzatać ? Bez sensu taki podział. Widac finansów nie macie również wspólnych więc trzeba rzecz nazwać po imieniu jesteście WSPÓŁLOKATORAMI a nie w zadnym związku partnerskim.
    • talibanek_talibanek Re: Zlecanie 24.03.15, 09:49
      rzeczywiście coś zaszwankowało, ale po obu stronach i nie jest to problem sv a związków partnerskich. powinniście się dogadać, jak to sprzatanie ma wyglądać - jeśli partner nie chce sprzatać, tylko woli zapłacić za to, to niech płaci - gorzej jeśli to wasza wspólna kasa wink ale powinien to z Tobą wczesniej ustalić. może on nie lubi sprzątać? po co go zmuszać? może ustalić inny podział obowiązków, a Tatiana niech sprząta? bo chyba nie chodzi o to, żeby "sobie wychować faceta" i "pokazac mu, kto tu rządzi (oczywiście na zasadach partnerskich, a jakże)"?

      nie ma o co kruszyć kopii, bo we wspólnym życiu jest dużo więcej duzo bardziej skomplikowanych problemow i jesli juz na początku roztrząsasz takie drobiazgi, to nie starczy Ci siły i cierpliwości na powazne sprawy. jest takie magiczne słowo: "kompromis" smile powodzenia!
    • traper_z Re: Zlecanie 24.03.15, 11:40
      Odniosłem wrażenie, że problem tkwi w Twoim nieakceptowaniu jego sposobu wydawania pieniędzy, że wolałabyś aby on również zmęczył się sprzątaniem.

      To nie jest problem z zakresu sv, to raczej problem w akceptacji / układaniu wzajemnych relacji partnerskich.

      Jedyne czego mógłbym się dopatrzeć do wpuszczenie obcej osoby do m.in. Twoich prywatnych rzeczy ale Ty tego nie poruszasz.
      • annthonka Re: Zlecanie 24.03.15, 14:51
        Ja też odnoszę wrażenie, że oczujesz sie niejako "oszukana" faktem, że chłopak solidarnie z Tobą nie zakasuje rękawów do sprzątania tylko zatrudnia w tym celu inną osobę.

        Mieszkacie razem od bardzo niedawna, jesteście na etapie docierania się. Pewne sprawy ułożą się same, ale o pewnych warto rozmawiać.
    • kora3 Re: Zlecanie 24.03.15, 13:44
      No wiesz, moim zdaniem umowa dotyczyła tego, że w określone umową dni mieszkanie ma być ogarnięte i to jest na głowie wyznaczonej umową osoby. JAK technicznie będzie to wyglądać - czy ta osoba zrobi to sama, czy z przyjaciółmi, czy zapłaci komus nie było ustalane, wiec nie powinnas mieć pretensji do chłopaka. jedyne co mogłoby dla mnie tu budzić wątpliwości to sytuacja, kiedy ta kasa idzie z waszego wspólnego budżetu na mieszkanie i o nią jest pomniejszony wkład chłopaka, jeśli oczywiście jakoś dzielicie się budżetem na mieszkania.
    • lonsetona Re: Zlecanie 24.03.15, 17:11
      szolesteczka napisała:

      > Czy mój chłopak postępuje grzecznie?

      Jak większość osób zwróciła uwagę, tu nie chodzi o problem z zakresu sv tylko o problem z zakresu związków i relacji. Moja rada to zrobić sobie gorącą kąpiel, zamówić pizzę a następnie usiąść w piątek wieczorem przy stole i poważnie oraz długo porozmawiać ze sobą. Jak widzicie swój związek obecnie a jak za 5 lat? Jakimi zasadami ma się ten związek kierować? Czego od siebie oczekujecie? Jak wyobrażacie sobie wspólne życie po ewentualnym ślubie? Czy w ogóle ten ślub ma się odbyć? Kwestia wychowania dzieci itp. Naprawdę poważna rozmowa, spokojna, rzeczowa. Bez zamiatania czegokolwiek pod dywan. To naprawdę pomaga i pozwoli Wam obojgu się zorientować, czy chcecie od życia tego samego i czy to ma sens.

      Dla przykładu historia bliskiej mi osoby. Moja siostra cioteczna po studiach zaręczyła się i zamieszkała z chłopakiem, z którym była wcześniej przez 3 lata. Okazało się jednak, że związek studencki to nie to samo, co osób dojrzałych i pracujących. Chłopak (inżynier) nie mógł znaleźć satysfakcjonującej go pracy przez 2 lata i w tym czasie ledwo zarabiał na dorywczych projektach. Wreszcie dzięki swojemu uporowi a trochę na pewno łutowi szczęścia trafił do poważnej firmy i zaczął zarabiać naprawdę nieźle, jak na polskie warunki (w okolicach 11 tysięcy miesięcznie). Tymczasem siostra doszła do etapu średniej krajowej i tam się zatrzymała. Do tej pory to ona jednak była tą zarabiającą więcej i stabilnie. Nagle role się zmieniły. Zaczęli rozmawiać o wspólnej przyszłości i okazało się, że oboje zupełnie inaczej sobie ją wyobrażają. On chciał wziąć kredyt na siebie na mieszkanie (który łatwo by dostał) a żonę widział w domu, najwyżej pracującą na pół etatu lub dorywczo a generalnie zajmującą się domem, ona chciała rozwijać się dalej zawodowo a jeśli kredyt to wspólny. On chciał trójki dzieci, ona jednego. On chciał czteropokojowego mieszkania, ona dwu. On chciał wielkiego samochodu, ona kompaktowego - miejskiego. Okazało się, że są ludźmi z dwóch różnych bajek, tylko do tej pory tego nie zauważyli, bo najpierw studencka beztroska a później jego próby znalezienia dobrej pracy i taki stan zawieszenia. Rozeszli się szybko, w kulturalnej, koleżeńskiej atmosferze, bez kwasów i pretensji. To było dwa lata temu. Teraz on ma już 7 lat młodszą, opiekującą się domem żonę i drugie dziecko w drodze, swoje wymarzone mieszkanie i samochód (kredyty na siebie) a ona zmieniła niedawno pracę i szuka nowych możliwości rozwoju. Wszyscy są zadowoleni, ale żeby do tego doszło, potrzebna była dojrzała rozmowa i decyzja. Czego i Wam życzę.
    • koronka2012 Re: Zlecanie 24.03.15, 17:56
      Hmm, byłoby mi przykro po pierwsze dlatego, że partner nie uznał za stosowne uzgodnić ze mną faktu zatrudnienia kogoś do sprzątania, po drugie dlatego, że postępując w ten sposób myśli wyłącznie o sobie, a nie "o nas". Skoro dla niego to żaden problem, to moim zdaniem oczywista powinna być propozycja "weźmy panią co sobota, będziemy mieć więcej czasu dla siebie". Pan zachowuje się jakby mieszkał z sublokatorką, nie partnerką.

      Związek, który od początku wygląda na "każdy sobie rzepkę skrobie" jakoś nie rokuje. I rozumiem - początki, nie ma jeszcze wspólnoty itd - ale od kiedy i jak należy tę wspolnotę budować? po pół roku wspolnego mieszkania? roku? wtedy raczej pewne nawyki się utrwalają.

      Na początkowym etapie związku normalne są różnowe okulary - chciałoby się ukochanej osobie przychylić nieba, wykazuje się nadmierną czasem troska o parnera, opiekuńczość, nadskuje, robi drobne przyjemności itd - jeśli nie ma tego teraz, tylko jest ważenie kto,komu, ile - to co będzie później?
      • baba67 Re: Zlecanie 24.03.15, 20:38
        E tam, wspólnota od razu. Opowiem inna historie bliskiego znajomego ,młodszego od nas ok 15 lat. Facet ma interes typu posrednictwo handlowe nie jest to jakas wstrzasajaca kasa czasem średnia krajowa czasem troche więcej bywaja chude miesiące tez.jest sporo takiej prostej papierowo-telefonicznej roboty która moze wykonac własciwie każdy. Facet poznal dziewczyne tuz po studiach w jakiejs szkólce typu management która zalapała sie do pracy w podobnym interesie. zamieszkałi razem w jego mieszkaniu. Dziewczyna nie płacila za nic ale poza swoja normalna niezbyt absorbujaca pracą pomagała partnerowi w interesie. ktory to układ wydawal się OK. Tyle że trwał niedługo . Panna poczuwszy grunt pod nogami jak kleszcz żywiciela po kilku miesiacach z pracy zrezygnowała a do pomocy w firmie tez sie nie paliła. Gospodynia domowa była mocno przecietna. Pozbycie się pijawy ktora widziała sie tylko w roli utrzymanki trwało rok. Bron Boze żadnych tu insynuacji pod adresem Autorki wątku nie czynie, wydaje sie dziewczyna powazną i uczciwą, tylko chcialam zilustrowac ze nie ma co sie palic do wspólnoty majatkowej. Układ 50/50 póki nie ma dzieci jest chyba najuczciwszy przez kilka pierwszych lat. A potem decyzje moga byc rożne.
        • pastrych Re: Zlecanie 24.03.15, 21:11
          Dokładnie. Często kobiety próbują żerować finansowo na mężczyznach, dlatego rozdzielność majątkowa i solidna intercyza przy znacznej różnicy dochodów lub poziomu zamożności to podstawa. U notariusza kosztuje to tylko koło tysiąca złotych a oszczędza wielu potencjalnych przykrości.

          Pastrych
          • bene_gesserit Re: Zlecanie 24.03.15, 21:33
            Zyjesz chyba w innym stuleciu.
            W dzisiejszych czasach związki, w których kobiety zarabiają więcej, zdarzają sie coraz częściej. Zdarzają sie też w związkach chwile, w których meżczyzni w ogóle nie zarabiają (bezrobocie, urlop wychowawczy).

            Intercyza więc, jeśli już, chroni interesy obu stron. Chociaż imo to bez sensu wchodzić w związek, mając na uwadze 'wiele potencjalnych przykrości', którym może się on zakończyć. Nie lepiej sobie w ogole darować?
            • minniemouse Re: Zlecanie 24.03.15, 22:39
              Mozesz smialo powiedziec - jak masz dawac obcej osobie to lepiej daj mnie te 100 zl i ja posprzatam.

              tylko ze, ja podejrzewam sprzatanie w kazdy piatek patrzac jak on siedzi na komputerze lub TV
              i zbija baki podczas gdy ty zapieprzasz w pocie czola szybko zacznie cie wkurzac
              i zaczna sie w problemy w zwiazku, na twoim miejscu zaproponowalabym mu zatrudnienie Tatiany w kazdy piatek za 175 zl i gdzies razem wychodzila.
              po co sie masz sama meczyc.

              Minnie
              • koronka2012 Re: Zlecanie 25.03.15, 00:11
                minniemouse napisała:

                > tylko ze, ja podejrzewam sprzatanie w kazdy piatek patrzac jak on siedzi na kom
                > puterze lub TV
                > i zbija baki podczas gdy ty zapieprzasz w pocie czola szybko zacznie cie wkurza
                > c

                Wiesz, nawet przy obecnym układzie - będąc na miejscu faceta, któremu zależy na partnerce zwyczajnie czułabym się nieswojo widząc, że ona zasuwa w pocie czoła sama, a ja swoją część obowiązków opłacam - byłoby mi zwyczajnie głupio unaoczniać w ten sposób dysproporcję w zarobkach. To trochę tak, jakbym np. mniej zarabiającemu partnerowi robiła kanapkę z salcesonem, a sama jadła szynkę.

                Mąż mojej niepracującej znajomej założył dla niej osobne konto i przelewał tam jakaś kwotę (choć do wspólnego miała pełny dostęp) - wyłącznie po to, żeby miała komfort psychiczny i nie czuła się skrępowana. Kwestia empatii - i zwyczajnej troski.
                • minniemouse Re: Zlecanie 25.03.15, 00:50
                  koronka2012 napisała:
                  ona zasuwa w pocie czoła sama, a ja swoją część obowiązków opłacam - byłoby mi zwyczajnie głupio unaoczniać w ten sposób dysproporcję w zarobkach.

                  ale nie w dysproporcji zarobkow lezy crux rzeczy.
                  crux jest w tym, ze on moglby spokojnie oplacic Tatiane za ich dwoje na 4 dni w tygodniu
                  ale nie chce.
                  za to moze spokojnie patrzec jak ona zasuwa a sam siedzi na d..e.

                  Minnie
                  • agulha Re: Zlecanie 25.03.15, 16:09
                    Przepraszam, co masz na myśli mówiąc o "crux rzeczy"? Jedyne znaczenie, które znam, to łaciński "krzyż".
                    W tym miejscu pasowałoby ewentualnie francuskie "clou", czyli "gwóźdź" bodajże, chociaż to raczej jako "clou programu".
            • pastrych Re: Zlecanie 24.03.15, 23:11
              Ale oczywiście, że intercyza chroni obie osoby. I jeśli bogata czy znacznie lepiej zarabiająca kobieta wiąże się z uboższym mężczyzną, też ma prawo ją zawrzeć. Statystyki jednak wskazują, że to mężczyźni zarabiają lepiej. A po co w ogóle intercyza? A po co ludzie się ubezpieczają? Po to, że różnie w życiu może być i rozsądny człowiek ma zawsze ten magiczny papierek na wszelki wypadek. Jeśli nie będzie potrzebny - super, jeśli jednak będzie, okazać się może wręcz bezcenny.
              Pastrych
              • koronka2012 Re: Zlecanie 25.03.15, 00:00
                Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale twierdzenie, że intercyza chroni obie osoby jest z gruntu fałszywa. Chroni - o ile przez całe malżeństwo pilnuje się skrupulatnie rozliczania nakładów, pilnuje rachunków itd. Sam papier niczego nie daje - jeśli się przez cały czas nie prowadzi buchalterii, co w związku jest IMO chore.

                W kręgu znajomych najbardziej skomplikowane były rozliczenia majątkowe pary ... z intercyzą właśnie. Bo choć oboje zarabiali dobrze i mniej więcej równo, to żyli jak normalni ludzie, tzn. nie trzymali parenaście lat faktur imiennych za kafelki itd, jedno płaciło rachunki - z drugiej pensji żyli. Problem pojawil się przy rozwodzie. Bo okazało się, ze pan o swoje interesy zadbał znacznie lepiej niż pani "po prostu" inwestująca w dom.
                • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 00:11
                  Wiesz interesy obu stron intercyz załatwia faktycznie, gdy jedno ze stadła prowadzi działalność na zasadzie odpowiedzialności do wysokości SWEGO majątku. W sytuacji plajty i konieczności splaty do tej wysokości majątek współmałzonka jest bezpieczny - nic nikomu do JEGO kasy/nieruchomości.
                • minniemouse Re: Zlecanie 25.03.15, 00:43
                  Bo okazało się, ze pan o swoje interesy zadbał znacznie lepiej niż pani "po prostu" inwestująca w dom.

                  a tak abstrahujac od tematu - niestety to jest nagminne wsrod kobiet ze wsrod romansow nie pomysla nigdy o zadbaniu o swoje wlasne finanse. ta pani "inwestujaca w dom" tez mogla pomyslec zawczasu o swoj interes. nikt jej nie bronil przeciez...
                  a to jest wina wychowania w domu i takiej a nie innej tradycji spolecznej gdzie nie rozwija sie zainteresowania finansami u dziewczat. a zwlaszcza mlodych. nie uczy, nie tlumaczy jak wazne jest oszczedzanie, inwestowanie itd itp. a u chlopcow, tak.
                  kobiety wychowuje sie z mysla ze "maz zadba, maz zarobi "ojciec da, ojciec zarobi' itp
                  i teraz tego widac wlasnie skutki.

                  Minnie
                  • mim_maior Re: Zlecanie 25.03.15, 11:44
                    Może to znak czasów, ale w swoim otoczeniu widzę, że to raczej kobiety "ogarniają" domowe budżety, inwestycje i oszczędności. Panowie ewentualnie zarabiają, ale wyjątkami są ci, którzy bez żony wydają/inwestują. W tej dziedzinie chyba się trochę zmieniło.
                  • agulha Re: Zlecanie 25.03.15, 16:07
                    No nie wiem, może są dziewczyny, które tak wychowano, mnie nie. Wytłumaczono mi, żebym w oszczędzanie za bardzo się nie wdawała, bo każdą kolejną generację historia zrobiła w jajo z tym oszczędzaniem (wojny, dewaluacje). To samo z inwestycjami - i tak dałam się wrobić w polisę na życie/emerytalną, z której z trudem po kilkunastu latach wyciągnęłam chyba nieco mniej, niż włożyłam, a firma próbowała mnie przekonać, żebym została, to osiągnie dla mnie krociowe zyski.
                    Moi rodzice uważali, że do końca nauki jest ich zadaniem mnie utrzymać i zadbać o mój rozwój (fakt, nie były to czasy, kiedy młodzi ludzie pracowali, ale i tak wiem, że rodzice byli przeciw - poza sprawami typu miesięczny obóz pracy za granicą, bo to razem w kategoriach przygody), a potem muszę utrzymać się sama. Kładli nacisk na wykształcenie i dodatkowe umiejętności, np. języki obce. Oboje rodzice mieli takie samo wykształcenie i oboje pracowali, przez jakiś czas mama nawet na wyższym stanowisku i za większe pieniądze, niż tata.
                    Podobnie były wychowywane moje koleżanki. Żadna z moich znajomych nie była wychowywana na panią domu, którą mąż będzie utrzymywał.
          • agulha Re: Zlecanie 25.03.15, 15:58
            Niewątpliwie to się zdarza, ale z drugiej strony, w Polsce z powodów dla mnie bliżej niejasnych przyjęte jest, oczekiwane przez mężczyzn i akceptowane przez większość kobiet, że to do kobiety należy sprzątanie, gotowanie (codziennych obiadów oraz posiłków świątecznych), zajmowanie się dziećmi (poza czynnościami z natury przypisanymi kobiecie, jak karmienie piersią, także np. chodzenie z dziećmi do lekarza, branie zwolnienia z pracy, kiedy są chore, uczestnictwo w wywiadówkach), a nierzadko także codzienne zakupy w 100% (mam na myśli zaopatrzenie w domu w żywność, artykuły chemii gospodarczej i higieniczne). Jeżeli taki jest układ, to dla mnie oczywiste jest, że kobieta w mniejszym stopniu partycypuje w wydatkach albo nawet wcale nie pracuje. Zwłaszcza, że wiąże się to ze zmniejszoną dyspozycyjnością i mniejszymi szansami na awans i lepsze zarobki.
            Wtedy trudno moim zdaniem mówić o żerowaniu, a intercyza jest zwykłym świństwem, który (w takiej sytuacji) tylko niemyśląca kobieta by podpisała.
            Są natomiast sytuacje, że mężczyzna żeruje na kobiecie, wymagając zarówno sporego wkładu finansowego, jak i całej wyżej opisanej obsługi domowej. Zdarza się nawet, że marnie zarabiająca żona musi zrobić opłaty i zaopatrzyć dom w żywność oraz obsprawić dzieci, a pan mąż "odkłada swoje pieniądze". Zawsze się takim kobietom dziwiłam, po co są z takim pasożytem.
            Na koniec dodam, że nie jestem "nożycami, które się odezwały" - jestem niezamężna, zarabiam nieźle i do sprzątania wynajmuję panią, bo nienawidzę sprzątania smile.
            • mim_maior Re: Zlecanie 26.03.15, 08:05
              Zgadzam się z całością, choć widzę wokół siebie, że taki układ, gdy to kobieta bierze na siebie zarówno cały etat w pracy jak i cały etat w domu, staje się trochę przeżytkiem. Może to jeszcze nie wszędzie widać, ale szerzy się zaraza partnerstwa big_grin
        • koronka2012 Re: Zlecanie 25.03.15, 00:19
          Jeślibym miała żyć w skrupulatnie rozliczanym układzie 50/50, to wolałabym żyć sama - po co mi sublokator?

          Ja z kolei nie bardzo sobie wyobrażam decyzję o dziecku bez mozliwości oceny w praktyce na jaki poziom troski i zaangażowania we wspólnotę liczyć ze strony partnera. Albo związek, albo spółka. Myślę, że ani upływ czasu, ani urodzenie dziecka niczego nie zmienią bo i dlaczegóż miałyby, skoro utrwalą się juz pewne nawyki?
          • baba67 Re: Zlecanie 25.03.15, 09:17
            Toteż ja myslę tak samo i nigdy w żadne konkubinaty bym nie weszla. Albo mamy ws?ólnote majatkowa i zyjemy razem albo nie. Próbuję jednak zrozumieć sytuacje kiedy ludzie ledwo się znają a juz od razu decydują sie na mieszkanie -w takim wypadku ostrożność jest mocno wskazana.Znam kilka konkubinatów z nieformalną wspólnotą ale to tak naprawde byli ludzie którzy zamierzali sie pobrac, z powodów finansowych nie mogli ślubu tymczasowo zorganizować, no i sie pobrali czyli nie był to konkubinat jako sposób na życie.
            • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 09:54
              ja tam mam odmienne zdanie - na własnej skórze przekonałam się, że w konkubinacie można być bezpieczniejszym finansowo, niż w małżeństwie smile
              Wiem, zaraz będzie, że trzeba mieć partnera o określonym statusie majątkowym i określonym podejściu do tematu - owszemsmile A ktoś broni komus takiego mieć? Jeśli ktoś łapie co podleci, byle było, to potem sięponosi knsekwencje, czy to w małzenstwie, czy w konkubinacie. Bo jeśli facio - maz zarabia np. 3,5 tysia to takie z niego zabezpieczenie" jak z koziej de trąbka smile
            • pani.jezowa Re: Zlecanie 25.03.15, 22:44
              Tylko, że ja, pisząc o wspólnocie, nie miałam na myśli koniecznie związku małżeńskiego.
              Wspólnota majątkowa z moim obecnym mężem zaczęła się dla mnie na długo przed ślubem i wcale nie było wiadomo czy się na ślub zdecydujemy.
              Wzięliśmy go ze względów formalnych, ale to nie ślub decydował o wspólnocie tylko nasza chęć budowy WSPÓLNEGO życia.
              Uważam, że w konkubinacie można spokojnie zbudować wspólnotę, można tez w małżeństwie jej nie mieć. To nie definiuje.
              • kora3 Re: Zlecanie 25.03.15, 23:58
                Dokładnie Pani Jezowa - albo ludzie sa w porządku i chcą być razem na serio, albo - nie. znam maleństwa, gdzie dzielą się wydatkami po połowie przy dużej dysproporcji zarobków.
                Ja czegos takiego nie uznaję w swoim związku - zadnym. Nigdy w zadnym z moich 3 poważnych związków (wspólne mieszkanie) tak nie było. Mój eksmąż zarabiał kilka razy mniej niż ja. Wynikalo to z obrania takiej drogi zawodowej, ze na początku zarabiało się grosze (doktorat w trybie asystentury). Wiedziałam o tym wiaząc się z nim i do głowy by mi nie przyszło jakos ograniczać mu w związku z tym wydatki na jego potrzeby. Ani ograniczać mu praw domownika, bo mieszkał de facto u mnie, w moim mieszkaniu panieńskim. Owszem, zbuntowałam się, gdy z konta (mojego, mielismy przed slubem kazde swoje, ale z pełnym dostępem) zaczęły znikac naprawdę duże sumy i okazało się, że sa nimi wspomagane np. Radio Maryja, albo pieniądze sa przeznaczane na finansowanie wycieczek religijnych (zagranicznych) jego kolegów! On miał ochote jechac do Lourdes, czy Rzymu - proszę bardzo - stać nas, jedzie. Ale jego kolegom nie miałam zamiaru tego fundować i uważałam, ze jako młode małzeństwo mamy dość SWOICH wydatków, by nie przeznaczać na cudzą rekreację, w dodatku bez konsultacji ze mną.

                W moim kolejnym związku zarabialiśmy z ówczesnym partnerem podobnie. i w kosztach utrzymania mieszkania i nas partcypowaliśmy podobnie. żadne "po polowie", ale de facto pewnie tak per saldo wychodziło - poza mieszkaniem, bo nigdy ode mnie nie bral ani grosza, a mieszkanie było jego krewnej wiec zero płaciliśmy odstępnego. Media, jedzenie - opłacał ten, kto akurat na to wpadł i tyle., z konta na którym było aktualnie więcej - oboje mielismy dostep do swoich kont i ....qrde smile nadal mamy smile Nikomu się nie chciało isc tego wycofać i żadne z nas nie podejrzewa, ze drugie mu konto ogołoci.
                • baba67 Re: Zlecanie 26.03.15, 07:37
                  Twoje doświadczenia nijak się mają do sytuacji kiedy zarabiajaca poniżej średniej krajowej dziewczyna korzysta z kasy bardzo dobrze zarabiającego partnera mając swoja pensję jako kieszonkowe. Sama siebie w takiej sytuacji nie wyobrażam. Uważam że dopóki dochody są mniej więcej równe ew z mala dysproporcja nie ma problemu ze wspólnota ani w małżeństwie ani poza. Tu jest duża dysproporcja, w opisanej sytuacji (kolejna twórcza trollica, ale witamy i prosimy o jeszczesmile oni sa właściwie z dwóch finanowych światów.Tu się zaczynają problemy- w tej dysproporcji właśnie. Jeszcze inaczej jest gdy pojawiaja sie dzieci-tu dysproporcja jest wymuszona o ile matka decyduje sie na dłuższą opieke nad nimi. I tu bywa iz zaczynaja sie schody.
                  • kora3 Re: Zlecanie 26.03.15, 08:17
                    Alez Babo - taka dysproporcja była w moim małżeństwie i jest w moim zwiazku - fakt nie zarabiam średniej krajowej, ale mój partner zarabia kilka razy tyle, co ja. W miare równo było w poprzednim związku jedynie.
                    - -
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • baba67 Re: Zlecanie 26.03.15, 11:17
                      To może chodzi o poziom tych zarobków- masz na swoje wydatki , wniosłaś mieszkanie, patrner kupuje papu czasem Ci cos ekstra zafunduje, ale mozesz się bez tego obyć. Także na żaden spadek liczyc nie musisz bo masz własne, nie jestes na lasce.
                      • kora3 Re: Zlecanie 27.03.15, 08:05
                        Wniosłam mieszkanie? A to ciekawe - owszem mieszkanie w którym mieszkamy jest zapisane "na mnie", ale przecież nie ja je kupiłam. Moje mieszkanie panieńskie wynajmuję od lat - jak mogłabym "wnieść mieszkanie" które jest ponad 300 km stąd?

                        Zawsze mnie zadziwiasz Babo "wiedzą" na mój temat, której nawet ja nie mam smile
                        • baba67 Re: Zlecanie 27.03.15, 11:57
                          Pisalaś ze mieszkacie w Twoim mieszkaniu.Precyzyjniej sie wyrazaj.
                          To co zarobisz masz na drobne wydatki bo facet finansuje wszystko. Ja bym sie żle czuła ale to jest indywidualna sprawa jak sie kto czuje w takim ukladzie.
                          • kora3 Re: Zlecanie 27.03.15, 12:05
                            baba67 napisała:

                            > Pisalaś ze mieszkacie w Twoim mieszkaniu.Precyzyjniej sie wyrazaj.

                            Owszem, ale napisałam tez wyraźnie, że kupił mi je w prezencie mój partner, gdy zdecydowałam się z nim zamieszkacsmile

                            > To co zarobisz masz na drobne wydatki bo facet finansuje wszystko. Ja bym sie ż
                            > le czuła ale to jest indywidualna sprawa jak sie kto czuje w takim ukladzie.


                            A ja sę czuje bardzo dobrze - mojego partnera stać na to i to on chce, żeby tak było. Wg mnie to uczciwe.
                              • kora3 Re: Zlecanie 27.03.15, 12:53
                                babo, ale umknąć mogło - tylko jesi się czegos nie wie/nie pamięta to się swoich domysłow nie podaje jako argumentów. Ja, jak zauwazyłas od nikogo nic nie potrzebuję, "wiana" także. Ale nasz sytuacje uważam za nornalną - większość kolegów i podwładnych mego partnera zarabia więcej niż ich kobiety - specyfika zawodu i nikt nie uważa, ze trzeba płacić na połowę smile no chyba, ze ktoś se nie przyznaje, czemu się nie dziwiłabym, bo to byłby mega obciach smile
            • minniemouse Re: Zlecanie 26.03.15, 07:40
              baba67 napisała:
              Toteż ja myslę tak samo i nigdy w żadne konkubinaty bym nie weszla. Albo mamy ws?ólnote majatkowa i zyjemy razem albo nie

              a co ma konkubinat do wspolnoty majtkowej i zycia razem, Babo?
              nie pogniewaj sie ale czasami mam wrazenie ze na punkcie konkubinatu masz jakiegos hyzia,
              i niedlugo zaczniesz glosic ze wszelkiemu terrorowi, zarazom i kleskom zywiolowym na swiecie winni sa konkubenci uncertain wink

              Minnie
              • baba67 Re: Zlecanie 26.03.15, 11:24
                Bo w Polsce jest to nieuregulowane.Nie mam nic przeciwko ludziom którzy to wybierają mierzi mnie tylko brak zabezpieczeń prawnych o wszystko trzeba samemu zadbać i jeszcze sa luki. Wspolnote majatkową ma małżenstwo automatycznie chyba ze zarzadzi inaczej, reszta to dobra wola obu stron która sie w każdej chwili może odwidzieć.Człowiek się może zmienić w każdej chwili, w zaufanie w sprawach większego kalibru takich jak wspólnota na gębe to mam ograniczone.
                  • baba67 Re: Zlecanie 27.03.15, 12:03
                    Toteż pisze o sobie, jak komu pasuje to mi nic do tego.Tyle tylko że wiele panien udaje ze im pasuje bo licza na oświadczyny i czekają-rok, dwa, trzy...dziesieć a tu pierścionka ani widu.Jak naprawde nie chcą to ich sprawa.
                • minniemouse Re: Zlecanie 27.03.15, 00:40
                  baba67 napisała:

                  Wspolnote majatkową ma małżenstwo automatycznie chyba ze zarzadzi inaczej,

                  lol, to tak samo Babo mozna isc do prawnika i spisac umowe majatkowa w konkubinacie.

                  sprawy majatkowe w konkubinacie doskonale da sie rozwiazac legalnie przy pomocy banku i prawnika, Babo, nawet nieraz lepiej niz malzenstwie. trzeba tylko ISC do odpowiedniego urzedu i to zrobic, po prostu.
                  mozesz np zazyczyc sobie ze razie rozejscia sie wasz majatek zostanie podzielony po rowno plus ty zatrzymujesz swoj samochod, swoje meble, kota i psa sprzed zwiazku, podpisane pieczecia i autografem prawnika, twoim i konkubenta. w trzech kopiach.

                  Minnie
                  • agulha Re: Zlecanie 27.03.15, 00:59
                    Nu, ale ludzie wieczni nie są, a konkubent/konkubina płaci znacznie większy podatek spadkowy, niż wdowiec/wdowa. Są także różnice w podatku osobistym (małżeństwo może rozliczać się razem), no i kwestia ubezpieczenia zdrowotnego.
                    • pani.jezowa Re: Zlecanie 27.03.15, 01:56
                      Dlatego właśnie można wziąć ślub cywilny.
                      Na tym polega rejestracja konkubinatu, który stając się związkiem małżeńskim zyskuje te "przywileje", o których piszesz: brak podatku spadkowego, ubezpieczenie, także możliwość rozliczenia razem podatku, adopcji dzieci i parę innych spraw.
                      Nie można zjeść ciasta i mieć ciastka.
                      • minniemouse Re: Zlecanie 27.03.15, 09:17
                        jak ktos nie chce sie wiazac formalnie, miec to podpisane urzedowo nawet slubem cywilnym
                        to ma prawo,
                        co nie przeszkadza aby wszelkie sprawy pozalatwiac takze urzedowo.
                        jak w PL jest z adopcja dzieci w konkubinacie to nie wiem, ale u nas mozliwe.

                        Minnie
        • kora3 Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 08:30
          na czym polegała trudnośc w pozbyciu się owej "pijawy"? Bo nie rozumiem - serio.
          Rozumiem, ze zameldowana na stałe u gościa nie była i nie zrobił jej wlascicielem/współwłaścicielem swego mieszkana - zatem kiedy uznał, że układ mu nie pasuje, a rozmowy z panią na temat układu nie dają nic - było jej pomóc się spakować - po prostu. Dlaczego gość przez rok nie umiał tego zrobić? Pytam całkiem serio
          • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 09:22
            Facet miał miekkie serce, był troche naiwny, młody ,zdrowy panna lubiła tenteges dawał się zbajerować i tak sie ciągnęlo. Rzecz w tym ze on nie chciał jej traktować jako opcje wizyt w agencji towarzyskiej bo gdyby takie podejście miał toby to może trwało dłużej, ale był uczciwy.
            • kora3 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 09:40
              Babo - no to sprawa asne - nie nie mógł się pozbyt, tylko NIE CHCIAŁ. a nie chciał, bo lubił seks z pania i taki układ mu ODPOWIADAL w każdym razie do pewnego momentu. Szmaciarz nie facet, nie dość, ze korzystał z takiego układu, to jeszcze teraz robi z siebie ofiarę i psy na dziewczynie wiesza. Wstyd
              • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 14:20
                A ktoż to wydaje wyroki nie znajac sytuacji? Gdyby pan naprawde tylko myślał o jednym toby chyba jeszcze z pania mieszkał i szmaciarz by był tu zgoda.. Rzecz w tym ze panna nie zwolniła sie jawnie z pracy ponieważ chciąła sie na cudzej doopie powozic tylko z całkiem innych oficjalnych powodów. Miała oczywiście nowej pracy poszukać nawet dorywczej ale tak "szukała" ze po poł roku żadne zatrudnienie nawet sie nie zamajaczyło, zatem dopiero po pól roku koles cos tam zaczał jarzyc ze panna moze pracowac za bardzo nie chce bo do pomocy tez sie nie paliła. Jednak tak od razu jej nie wyrzucił bo zapewniała ze juz juz za moment tu ma cos nagrane, tak cos za 2 tyg bedzie miała odpowiedz slodkie oczki bielizna z ażurem i tydzien -dwa do przodu. Facet wierzył bo chciał wierzyc , kazdemu chyba sie zdarzyło a panna miała wrodzony dar przekonywania wzmocniony innymi czynnikami.
                  • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 14:37
                    No, niezbyt ładnie tu racja. Niemniej chlopak sytuacje przeżył , w dziewczynie był zakochany i trzeba zrozumiec rozgoryczenie kiedy zostal potraktowany jak jeleń tym bardziej ze się przyjaciele dziwowali a on jej zawsze bronił.No nie, moze glupi. ale szmaciarz na pewno ne.
                  • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 19:54
                    No masz rację, wyraziłam sie nieprecyzyjnie.Tak naprawdę to decyzja dojrzewała poł roku, rok to razem równia pochyła tego związku.Nie rozumiem Twojej oceny mojego znajomego, uważam że każdy może sie napić, rozkleic i chlapnąć za duzo a takie ploteczki ładnie się rozchodzą. facet jest wporzadku tylko naiwny i fatalnie trafił.
                    • kora3 Re: Pytanie techniczne do Baby 25.03.15, 23:42
                      babo, jestem w stanie zrozumieć, że rok do tego dojrzewał - serio. Ale mam wrażenie, ze Twoje nieprecyzyjne wyrażenie się nie wzięło się znikad tylko z jego gadki: ja chciałem, zeby się wyniosła, ale tak mnie kusiła seksem, bielizna itd. ONA - a tymczasem to zdanie powinno brzmieć "Powinienem wcześniej porozmawiać z nia o rozstaniu, ale była dla mnie tak atrakcyjna fizycznie/uczuciowo, że nie dałem rady" - facet powiedziałby prawdę i nie zwalał winy na kobietę. Mówienie o tak intymnych szczegółach jak opisałaś, jeszcze w takim kontekście, jak także opisałaś jest szmaciarstwem - sorry.
                      • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 26.03.15, 07:23
                        Powiedzenie ze kobieta byla dla niego atrakcyjna i zawsze jakos potrafiła się uwodzicielsko z niewygodnych pytań wywinąć to są intymne szczegóły dla Ciebie? DLA CIEBIE która kilkanaście razy dziennie informujesz nas w swojej sygnaturce jaki rodzaj bara bara Twoj facet lubi najbardziej?No bo nie udajesz glupiej, wiesz ze to o minecie.Zresztą to co napisałam to moja własna interpretacja tej sytuacji , mój znajomy nie rozpowiadał o metodach panny na prawo i lewo tylko sie raz rozkleił i cos tam bąknął na poły z ubolewaniem nad swoją podatnoscią na manipulacje. Może zwalanie całej winy na panne byłoby nie fair ale on akurat tego nie robił.Nigdzie NIE NAPISALAM ze tak powiedzial, nie wiem na jakiej postawie to sobie wysnułaś.Zreszta nawet gdyby opowiadał to nawet dobrze bo może jakis kumpel by mial ochote ten wzór cnót kobiecych przejąć opierajac sie tylko na poprawnych SV stwierdzeniach o "niezgodności charakterów"i by się wrąbał jak ta lala.Bardzo cenię informacje . Bardzo.
                        • kora3 Re: Pytanie techniczne do Baby 27.03.15, 08:12
                          baba67 napisała:

                          > Powiedzenie ze kobieta byla dla niego atrakcyjna i zawsze jakos potrafiła się u
                          > wodzicielsko z niewygodnych pytań wywinąć to są intymne szczegóły dla Ciebie? D
                          > LA CIEBIE która kilkanaście razy dziennie informujesz nas w swojej sygnaturce j
                          > aki rodzaj bara bara Twoj facet lubi najbardziej?


                          Babo, przeczytałam raz jeszcze te sygnaturkę i nie ma tam ani słowa jak lubi kochać się mój partner. Ponieważ jednak co już wielokroć udowodniłaś TY umiesz znaleźć zawsze cos czego nie ma, to może przytocz z mojej sygnaturki to o czym wspomniałaś.
                          Dodam, ze dorosła kobieta nie powinna mieć problemu ze słowem "seks" i używanie przez takową słow tentegen" i "bara bara" moznaby wziąć za infantylnesmile


                          No bo nie udajesz glupiej, wie
                          > sz ze to o minecie.


                          ze co??? Zupełnie nie smile
                          Ło matko, ale mnie rozbawiłas - nie Babo smile Poczekaj bo musze się wysmiac ...

                          Dobra - jest taki powiedzenie, ze "przez żołądek do serca" - na ogół tyczy się no panówsmile - ze niby jak kobieta dobrze gotuje, umie chłopa nakarmić, to zdobędzie jego serce. Moja sygnaturka mówi o tym, że faceci wolą jednak seks od jedzenia - zapozyczylam sobie ją od kogoś innego z forum i zgadzam się z tym smile
                          Ale miałaś skojarzenie, hehsmile

                          informacje możesz cenic, a propos tego kolo, ale masz informacje niepełne - z jednej tylko reki, a już się chyba przkonałas, ze informacje interpretujesz czasem całkiem od czapy więc....smile
                          • baba67 Re: Pytanie techniczne do Baby 27.03.15, 12:08
                            Widać mam skojarzenie rodem z pereł kinematografii produkcji niemieckiej.Skojarzenia bywaja subiektywne. Nie mam problemów ze słowem SSSSSSSSEEEEEKKKKKSSSSS. Jest tylko nudne. Twoje diagnozy sa takie sobie.
                            • kora3 Re: Pytanie techniczne do Baby 27.03.15, 12:23
                              Babo, subiektywizm subiektywizmem, ale bez przesady. Poza tym smile - z całym szacunkiem, ale naprawdę nie wiem co miałaby tu do rzeczy mineta, bo takowa to jest raczej w wykonaniu faceta, a nie ze tak powiem na jego rzecz smile - a sygnarurka jest o drodze do serca faceta, a nie babki smile
                              Dla mnie seks nie jest nudny, ale rozumiem, ze można mieć inne podejście/doświadczenia. Diagnoza jak najbardziej jest słuszna smile