Dodaj do ulubionych

Archeologia językowa

03.04.03, 01:22
Cześć,
Mam parę pytań, które, być może, nadawałyby się raczej na forum
konitywistyka...:
1. Jak wytłumaczyć procesy "upraszczające" w gramatyce wielu języków
europejskich. Dlaczego tak się dzieje, że wiele form gramatycznych umiera?
Jednocześnie dlaczego język praindoeuropejski od razu urodził się w formie
tak skomplikowanej?
2. Jak wytłumaczyć fakt, że w ogóle istnieje taka mnogość języków. Jest to
przyjmowane za naturalne, ale dla mnie to mimo wszystko powód do
zadziwienia...
3. Czy można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się języka prowadzi do
uproszczeń w nim. O ile wiem, najbardziej powikłane języki były używane
przez małe narody, na ogół w amazonii, czy na wschodniej Syberii, ale też
Litwini czy Baskowie mogą się szczycić wyjątkową złożonością swoich języków.

pzdrw
Obserwuj wątek
    • ja22ek Re: Archeologia językowa 03.04.03, 09:28
      > Mam parę pytań, które, być może, nadawałyby się raczej na forum
      > kognitywistyka...:

      Radzę je i tam umieścić

      > 1. Jak wytłumaczyć procesy "upraszczające" w gramatyce wielu języków
      > europejskich. Dlaczego tak się dzieje, że wiele form gramatycznych umiera?
      > Jednocześnie dlaczego język praindoeuropejski od razu urodził się w formie
      > tak skomplikowanej?

      Z punktu widzenia językoznawstwa (no dobra, mojego punktu widzenia wink możemy
      dostrzec zarówno procesy upraszczające, jak i komplikujące, są też i takie,
      które stopnia komplikacji nie zmieniają. Jeśli porównamy język prasłowiański z
      polskim, możemy dostrzec uproszczenie systemu samogłoskowego a skomplikowanie
      spółgłoskowego. Zanik wielości czasów przeszłych i liczby podwójnej jest
      niewątpliwie uproszczeniem, natomiast zastępowanie 'gołych' przypadków
      rzeczowników przez złożenia z przyimkami stopnia złożoności nie zmienia. Z
      kolei składnia obecna jest zdecydowanie bogatsza niż kiedyś.

      języka ścierają się dwie główne tendencje: do upodabniania przez analogie, co
      zwykle prowadzi do uproszczeń, i do zwiększania wyrazistości, co na ogół
      powoduje skomplikowanie. Na to nakładają się procesy fonetyczne (częściej
      komplikujące), kontakty z innymi językami no i prozaiczne przekręcenia.

      Można zaryzykować twierdzenie, że tam, gdzie spotykają się różne języki,
      dochodzi do największych uproszczeń - żeby się porozumieć, używa się
      nieskomplikowanych form w rodzaju "moja twoja myśleć".

      > 2. Jak wytłumaczyć fakt, że w ogóle istnieje taka mnogość języków. Jest to
      > przyjmowane za naturalne, ale dla mnie to mimo wszystko powód do
      > zadziwienia...

      Rozpiętość geograficzna populacji przy słabych możliwościach kontaktu
      (szczególnie w dawnych czasach) nieuchronie prowadzi do powstawania gwar
      jednego języka. Wystaczy, że w jednej okolicy występują jakieś rośliny,
      zwierzęta lub formy terenu, a w innej nie. Przy dłuższej separacji i np. pod
      wpływem języków sąsiadów gwary takie stają się osobnymi językami. To jest
      naturalne.

      > 3. Czy można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się języka prowadzi do
      > uproszczeń w nim. O ile wiem, najbardziej powikłane języki były używane
      > przez małe narody, na ogół w amazonii, czy na wschodniej Syberii, ale też
      > Litwini czy Baskowie mogą się szczycić wyjątkową złożonością swoich języków.

      Można powiedzieć, że rozprzestrzenianie języka prowadziło kiedyś do jego
      rozpadu. Czy siedzenie na tyłku sprzyja komplikacji, to niech się wypowiedzą
      koledzy kognitywistycy.
      • stefan4 Re: Archeologia językowa 03.04.03, 17:55
        ja22ek:
        > Rozpiętość geograficzna populacji przy słabych możliwościach kontaktu
        > (szczególnie w dawnych czasach) nieuchronie prowadzi do powstawania gwar
        > jednego języka. Wystaczy, że w jednej okolicy występują jakieś rośliny,
        > zwierzęta lub formy terenu, a w innej nie. Przy dłuższej separacji i np.
        > pod wpływem języków sąsiadów gwary takie stają się osobnymi językami.

        Biolodzy uważają, że dla obfitej specjacji, czyli rozczapierzenia się
        gatunku na wiele gatunków, sprzyja sukces ewolucyjny; na przykład oparty na
        ,,wynalezieniu'' sposobu użytkowania jakiegoś nowego rodzaju pokarmu, czy coś
        innego. Powoduje on, że te roślinki czy zwierzaczki nie mogą po prostu
        wyginąć a żeby sobie zbytnio nie wchodzić w drogę zajmują RÓŻNE nisze
        ekologiczne.

        Ciekawe, czy u źródeł babelifikacji czyli językoróżnorodności (w przeciwienstwie
        do bioróżnorodności) też leży coś podobnego, czy tylko separacja geograficzna.

        - Stefan
      • kuala_lumpur Re: Archeologia językowa 04.04.03, 00:12
        ja22ek napisał:

        > > 3. Czy można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się języka prowadzi do
        > > uproszczeń w nim. O ile wiem, najbardziej powikłane języki były używane
        > > przez małe narody, na ogół w amazonii, czy na wschodniej Syberii, ale też
        > > Litwini czy Baskowie mogą się szczycić wyjątkową złożonością swoich językó
        > w.
        >
        > Można powiedzieć, że rozprzestrzenianie języka prowadziło kiedyś do jego
        > rozpadu. Czy siedzenie na tyłku sprzyja komplikacji, to niech się wypowiedzą
        > koledzy kognitywistycy.

        Miałem raczej na mysli to, że skomplikowany język po prostu nie może się
        rozprzestrzenić - jest zbyt trudny smile Jednocześnie rozprzestrzenianie się
        języka - moim zdaniem - nieuchronnie prowadzi do uproszczeń. Potwierdza to np.
        historia języków ang. hiszp. i szczególnie potrugalskiego w Ameryce Południowej.

        pzdrw
    • reptar Re: Archeologia językowa 03.04.03, 10:56
      Wydaje mi się, że współczesne środki przekazu (telewizja, Internet) prowadzą do
      degeneracji języka angielskiego. Jest to cena jego popularności. Angielskim
      posługują się Chińczycy, Polacy, Irakijczycy, Zimbabwianie i kto tam jeszcze,
      i nie mogąc dopasować schematów angielskich do własnych ojczystych języków -
      albo odwrotnie - upraszczają je. To znaczy: popełniają błędy, jeśli nie znają
      języka angielskiego w takim stopniu, jak Anglik. W rozmowie niedouczonego Greka
      z niedouczonym Łotyszem siłą rzeczy konstrukcje nie będą ani greckie, ani
      łotewskie, ani angielskie. Pierwsze dwie nie, bo nawet mimowolnie zastosowane -
      przepadną w odbiorze, wszak rozmówca nie będzie w stanie ich wychwycić; trzecia
      z powodu znajomości języka typu instant. Zasób słów łatwiej sobie przyswoić niż
      niuanse gramatyki. Wrzucamy do dyskusji pięć słów, a tamten niech je sobie sam
      do kupy poskłada i domyśli się, o co nam chodzi.

      Jeśli w językach istnieją różne filozofie (język pozycyjny, fleksyjny), to coś,
      czym ludzkość porozumiewa się na międzynarodowo, musi być kompromisem. Stąd
      raczej uproszczenia.
    • sze Re: Archeologia językowa 04.04.03, 11:02
      > 1. Jak wytłumaczyć procesy "upraszczające" w gramatyce wielu języków
      > europejskich.

      Nie tylko europejskich, bynajmniej. To procesy uniwersalne.

      > Dlaczego tak się dzieje, że wiele form gramatycznych umiera?

      Ja22ek ma rację, mówiąc o procesach upodabniania przez analogie i zwiększania
      wyrazistości. Ja tylko widziałbym upraszczanie jako proces nadrzędny,
      niekoniecznie motywowany upodabnianiem przez analogie, choć takie właśnie
      upodabnianie jest jednym z jego mechanizmów.

      Jest jeszcze inny mechanizm – najbardziej zmieniają się formy używane bardzo
      często i bardzo rzadko. Pierwsze dlatego, że coś, czego się używa często, ma
      być małe i poręczne, a drugie dlatego, że wzorzec jest nieustabilizowany i może
      dochodzić do rozchwiań. Np. najrzadziej bodaj używany czas gramatyczny w
      polskim (po zaprzeszłym) - czyli przyszły złożony - występuje w dwóch formach:
      typu 'będę czytał' i 'będę czytać'. Ta pierwsza postać jest innowacją.

      > Jednocześnie dlaczego język praindoeuropejski od razu urodził się w formie
      > tak skomplikowanej?

      Po pierwsze, wcale nie narodził się nagle, po drugie być może wcześniejszy etap
      rozwoju był jeszcze bardziej skomplikowany, po trzecie, wcale nie wiemy, czy
      pie. wyglądał właśnie tak, jak go sobie wyobrażamy. Być może pie. to
      teoretyczny konstrukt, do którego wrzucono wszelkie formy spotykane w językach
      indoeur. starszej warstwy.

      A tak w ogóle to uważam, że teza o stopniowym upraszczaniu się języków nie jest
      prawdziwa. By adekwatnie wyrazić całą złożoność świata, język musi dysponować
      pewnym stałym stopniem złożoności. Jeśli złożoność zanika w jednym wymiarze
      języka, musi być zrekompensowane w innym. Np. początkujący uczniowie języka
      angielskiego często stwierdzają, że jest to język „łatwy”, na
      pewno „łatwiejszy” od takiej np. łaciny, gdzie trzeba wkuwać rozmaite odmiany.
      Jednak im dalej w las, tym trudniejszą angielszczyzna się okazuje.
      Skomplikowanie nie musi bowiem polegać na dużej ilości wzorców odmian.

      Dowodem na nieprawdziwość tezy o stopniowym upraszczaniu się języków jest fakt,
      że gdyby tak było, to po tysiącach lat rozwoju różnych języków dziś mielibyśmy
      do czynienia wyłącznie z pidżynami typu „ja już rano-jeść jeść co dobry dobry”
      zamiast „śniadanko, które zjadłem, było bardzo smaczne”.

      > 2. Jak wytłumaczyć fakt, że w ogóle istnieje taka mnogość języków. Jest to
      > przyjmowane za naturalne, ale dla mnie to mimo wszystko powód do
      > zadziwienia...

      Załóżmy: jakaś jednojęzyczna grupa opanowuje jakiś obszar. Część osadników
      dociera w końcu do zapadłej górskiej doliny. Kontakt z otoczeniem jest nikły,
      społeczność opiera się na gospodarce w dużym stopniu samowystarczalnej, lokalne
      innowacje językowe rozprzestrzeniają się tylko w obrębie tej doliny, innowacje
      ogólne zaś do niej nie docierają. 200-300 lat i mamy nową, odrębną jednostkę
      językową. Spokrewnioną, ale zapewne nie wzajemnie zrozumiałą.

      Ale myślę, że to różnicowanie się języków już wyhamowuje. Przynajmniej jeśli
      idzie o języki dysponujące standardem literackim i realnie używane jako medium
      komunikacji na określonym terenie w mediach, szkolnictwie i administracji
      państwowej. Tu można tylko wróżyć z fusów, bo do rozwarstwienia się języka na
      dialekty potrzeba jakichś kilkaset lat, a z mass-mediami mamy do czynienia
      dopiero od mniej więcej pół wieku. Teraz raczej mamy do czynienia z procesem
      odwrotnym – unifikacją i zamieraniem dialektów. Do tego dochodzi działalność
      tzw. poprawnościowców, którzy zawzięcie tępią wszelkie innowacje, bo to istota
      ich funkcjonowania. Nie mają – jak sądzę – wielkiego wpływu bezpośrednio na
      użytkowników, za to mają poważny wpływ na literacki standard pisany, a ten z
      kolei znacząco wpływa na język jako taki.

      > 3. Czy można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się języka prowadzi do
      > uproszczeń w nim.

      Do uproszczeń? Chyba nie. Do rozwarstwień dialektalnych – na pewno. Ale – jako
      się rzekło – już nie współcześnie. Ani ruszczyzna, ani hiszpańszczyzna,
      rozwleczone po świecie w ciągu ostatnich 300-400 lat, nie wykazują przecież
      większego zróżnicowania. Gdyby jedni i drudzy rozprzestrzenili się jakieś 500
      lat wcześniej – niemal na pewno mielibyśmy dziś do czynienia z rozmaitymi
      dialektami czy wręcz językami: urugwajskim, władywostockim, kostarykańskim czy
      krasnodarskim.

      > O ile wiem, najbardziej powikłane języki były używane
      > przez małe narody

      Otóż wcale nie jestem pewien, czy istnieje taka korelacja. Chyba to tylko
      kwestia INNEGO skomplikowania niż języki lepiej nam znane. Ale jedno jest
      faktem bezspornym – niski poziom rozwoju cywilizacyjnego społeczności nie
      wpływa nijak na prostotę języka.

      > Litwini czy Baskowie mogą się szczycić wyjątkową złożonością swoich języków.

      Prędzej archaicznością. Akurat oba są mocno archaiczne. Dlaczego akurat Litwini
      mówią językiem tak archaicznym – o ile wiem, nikt tego na pewno nie wie.
      Litewski zresztą nie jest bardziej skomplikowany niż słowiańskie.
      • elve Re: Archeologia językowa 04.04.03, 16:05
        sze napisał:

        > Jest jeszcze inny mechanizm – najbardziej zmieniają się formy używane bar
        > dzo
        > często i bardzo rzadko. Pierwsze dlatego, że coś, czego się używa często, ma
        > być małe i poręczne, a drugie dlatego, że wzorzec jest nieustabilizowany i
        może
        >
        > dochodzić do rozchwiań. Np. najrzadziej bodaj używany czas gramatyczny w
        > polskim (po zaprzeszłym) - czyli przyszły złożony - występuje w dwóch
        formach:
        > typu 'będę czytał' i 'będę czytać'. Ta pierwsza postać jest innowacją.
        >
        Kiedy piszesz o innowacjach, co właściwie masz na myśli? To znaczy: jak nowa
        musi być zmiana, by nazwać ją innowacją, i jak nowa jest ta konkretna
        innowacja? Zastanawia mnie to, bo obie podane przez Ciebie konstrukcje
        występują również w języku czeskim (nie wiem, jak jest z innymi słowiańskimi).
        Czy oznacza to, że 1) innowacja dokonała się przed oddzieleniem się tych dwóch
        języków (z jakiegoś starosłowiańskiego pnia, czu coś)? 2) innowacje mogą
        zachodzić w różnych językach spontanicznie w tym samym kierunku i z tym właśnie
        mamy do czynienia w tym przypadku? 3) konstrukcja ta została zaczerpnięta z
        języka polskiego do języka czeskiego w ramach jego rekonstrukcji? (podobno coś
        takiego miało miejsce: ktoś wie coś więcej?) 4) jeszcze coś innego się dzieje?
        • sze Re: Archeologia językowa 05.04.03, 03:49
          > Kiedy piszesz o innowacjach, co właściwie masz na myśli? To znaczy: jak nowa
          > musi być zmiana, by nazwać ją innowacją,

          Każda zmiana w stosunku do stanu poprzedniego jest innowacją. Np. zmiana wymowy
          samogłosek tzw. pochylonych ('á', 'é', 'ó') jako 'a', 'e', 'u' albo ustna
          wymowa przedniej nosówki ('ę') w wygłosie jako 'e'.

          > i jak nowa jest ta konkretna innowacja?

          Tzn. polski czas przyszły złożony typu 'będę czytał'? Bardzo stary. O ile wiem,
          ślady występują już w najstarszych tekstach polskich.

          > Zastanawia mnie to, bo obie podane przez Ciebie konstrukcje
          > występują również w języku czeskim (nie wiem, jak jest z innymi
          > słowiańskimi).

          Nie wiem, czy typ 'będę pisał' jest w czeskim. Zdaje się, że jest w
          substandardach słowackich. Pojawia się też incydentalnie tu i ówdzie na gruncie
          słowiańskim, ale - zdaje się - nigdzie nie weszło to do standardu
          literackiergo.

          > Czy oznacza to, że 1) innowacja dokonała się przed oddzieleniem się tych
          > dwóch języków (z jakiegoś starosłowiańskiego pnia, czu coś)?

          Nie wiem jak to jest z tą dokładnie innowacją (zdaje się, że w ogóle niewiele
          wiadomo, bo Szober pisze o niej dość enigmatycznie, a jakby coś pewnego było
          wiadomo, to chyba by napisał).

          Może być tak, że możliwość takiego właśnie tworzenia czasu przyszłego
          funkcjonowała substandardowo w słowiańszczyźnie, przynajmniej od czasu
          ustalenia się czasownikowego znaczenia imiesłowu przeszłego na '-ł'
          typu 'pisał'. Pozycja tych konstrukcji wydaje się silniejsza w językach
          zachodniosłowiańskich, a więc może to być też innowacja zachodniosłowiańska.

          > 2) innowacje mogą
          > zachodzić w różnych językach spontanicznie w tym samym kierunku

          Mogą oczywiście. Np. polska 'maszynka' i rosyjska 'maszynka' najpewniej nie
          powstały pod wpływem siebie, tylko po prostu powstały przy użyciu tych samych
          środków językowych (morfemów i reguł słowotwórczych). Nie wspominając już o
          polskim 'naczelniku' i rosyjskim 'naczalniku', które znaczą to samo, a są ze
          sobą zupełnie niespokrewnione.

          > 3) konstrukcja ta została zaczerpnięta z
          > języka polskiego do języka czeskiego w ramach jego rekonstrukcji?

          Mogło tak być, ale zapożyczanie form gramatycznych zachodzi stosunkowo rzadko i
          w tym wypadku jest chyba wątpliwe.

          > (podobno coś takiego miało miejsce: ktoś wie coś więcej?)

          Rekonstrukcja czeszczyzny? Miało miejsce. Język czeski był w stanie głębokiego
          upadku po XVII wieku. Na fali odrodzenia narodowego w XIX wieku działacze
          nacjonalistyczni (jak wszędzie w Europie zresztą) zaczęli się interesować
          językami rodzimymi i możliwościami ich zaadaptowania do potrzeb nowoczesnego
          społeczeństwa. Ponieważ od dawna po czesku mówiło tylko prostactwo
          (inteligencja była niemieckojęzyczna), nie było słownictwa bardziej
          zaawansowanego, skądś musiano je pobrać. Albo tworzono je z zasobów
          istniejących, albo kalkowano konstrukcje niemieckie, albo zapożyczano, przede
          wszystkim z rosyjskiego i polskiego.
    • brunosch Archeologia onomastyczna 04.04.03, 12:43
      Pytanie z zupełnie innej beczki: jakim cudem, plemiona dzikie i pierwotne,
      siedząc w swojej głuszy nadawały nazwy na przykład rzekom, które ciągną się od
      źródeł do ujścia i mają jedną nazwę? Przecież nad "Vistula" żyły różne ludy i
      co- nikomu nie przyszło nazwać to Brda, Wkra czy Drwęca, tylko wszyscy -
      cuzamen do kupy - Visla?
      Ciekawe jak to było.
      • viking73 Re: Archeologia onomastyczna 04.04.03, 12:54
        Może ci zamieszkali najbliżej źródeł wymyślali nazwę, a potem spuszczali np.
        bale drewna z wyrytą, zaproponowaną nazwą rzeki? No a ci co mieszkali w dalszym
        biegu musieli propozycję tych "źródłowych" zaakceptować smile
        • kaj.ka Re: Archeologia onomastyczna 04.04.03, 13:49
          viking73 napisał:

          > Może ci zamieszkali najbliżej źródeł wymyślali nazwę, a potem spuszczali
          np.
          > bale drewna z wyrytą, zaproponowaną nazwą rzeki? No a ci co mieszkali w
          dalszym
          >
          > biegu musieli propozycję tych "źródłowych" zaakceptować smile

          No dobra, a jeśli nazwę wymyślili ci mieszkajacy u ujścia, to co wtedy? Może
          stosowali optyczne lub dzwiękowe metody przekazu, albo posyłali zawiadomienie
          kipu...smile))
      • sze Re: Archeologia onomastyczna 04.04.03, 13:41
        > Ciekawe jak to było.

        Pewnie nazywano jakiś fragment rzeki, ten, przy którym siedzieli nasi, a potem
        z biegiem czasu nazwa była rozszerzana na całą rzekę.

        Dziwi mnie nieco inny mechanizm: dlaczego jednak ostało się tak wiele nazw
        rzek, jezior czy gór z czasów przedsłowiańskich. Rozumiem, że częstsze było
        zachowanie nowoprzybyłych typu "Jak się nazywa ta rzeka?" niż typu "Tę rzekę
        nazwiemy Czarna". Może tabu? Skoro rzeka nazywa się Odra, to nie możemy nagle
        zacząć nazywać ją np. "Bystrzyca", bo się obrazi i zacznie się mścić - np.
        wylewać...?
      • kuala_lumpur Re: Archeologia onomastyczna 05.04.03, 13:47
        brunosch napisał:

        > Pytanie z zupełnie innej beczki: jakim cudem, plemiona dzikie i pierwotne,
        > siedząc w swojej głuszy nadawały nazwy na przykład rzekom, które ciągną się
        od
        > źródeł do ujścia i mają jedną nazwę?

        Zwroc uwage, ze osadnictwo posuwa sie wzdluz rzek. To niestety nie wyjasnia
        wszytkich pytan.
        Ciekawe jest tez to, ze czesto nad duza rzeka, w jej gornym biegu lezy miasto
        nazywajace sie tak jak rzeka. Np Wisla, Warta, Narew.
      • reptar Jest taki strumień w Bieszczadach 07.04.03, 08:26
        brunosch napisał:

        > Przecież nad "Vistula" żyły różne ludy i co- nikomu nie przyszło nazwać to
        > Brda, Wkra czy Drwęca, tylko wszyscy - cuzamen do kupy - Visla?
        > Ciekawe jak to było.


        Jest taki strumień w Bieszczadach. Niedługi, gdzie mu tam do rzek, które
        wymieniasz! No i ten strumień ma trzy nazwy w trzech odcinkach: Nasiczny,
        Dwernik i jeszcze jakąś trzecią nazwę, której sobie teraz nie przypomnę.


        Ktoś mi mówił, że o ten strumień pytano raz w "Wielkiej Grze" z tematu geografia
        Polski. I najśmieszniejsze, że zapytany to wiedział   wink
        • stefan4 Re: Jest taki strumień w Bieszczadach 08.04.03, 10:13
          reptar:
          > Jest taki strumień w Bieszczadach. Niedługi, gdzie mu tam do rzek, które
          > wymieniasz! No i ten strumień ma trzy nazwy w trzech odcinkach: Nasiczny,
          > Dwernik i jeszcze jakąś trzecią nazwę, której sobie teraz nie przypomnę.

          Promcza
          • kaj.ka Re: Jest taki strumień w Bieszczadach 08.04.03, 12:45
            Лемкив треба запитати чому вини той потік так називли.
            Nad rzeczką leżą miejscowości Nasiczne i Dwernik. A może kiedys w górze była
            tez Promcza? Tylko w czasie "akcji Wisła" patrioci ją zniszczyli doszczętnie.
            • stefan4 Re: Jest taki strumień w Bieszczadach 09.04.03, 01:15
              kaj.ka:
              > Лемкив треба запитати чому вини той потік
              > так називли.

              Не буду знати...

              kaj.ka:
              > Nad rzeczką leżą miejscowości Nasiczne i Dwernik. A może kiedys w górze była
              > tez Promcza? Tylko w czasie "akcji Wisła" patrioci ją zniszczyli doszczętnie.

              Zniszczyli kompletnie, ale nie Promczę, bo takiej tam nie było, tylko Berehy.
              Ta jedna nazwa owej rzeczki nie pochodzi od miejscowości. Ale przecież nie
              musi.

              - Stefan
    • wind-eye Re: Archeologia językowa 04.04.03, 22:31
      > 1. Jak wytłumaczyć procesy "upraszczające" w gramatyce wielu języków
      > europejskich. Dlaczego tak się dzieje, że wiele form gramatycznych umiera?
      > Jednocześnie dlaczego język praindoeuropejski od razu urodził się w formie
      > tak skomplikowanej?

      może upraszczają się języki tych narodów które nie są ksenofobiczne, a otwarte
      na kontakty, wpływy i zapożyczenia i nie są zbyt dumne żeby trzymać się
      koniecznie własnego słownictwa na wieki wieków

      a czy w ogóle był język praindoeuropejski? moim zdaniem to tylko sztuczny twór,
      kolekcja morfemów, przedrostków itp., początek układanki


      > 2. Jak wytłumaczyć fakt, że w ogóle istnieje taka mnogość języków. Jest to
      > przyjmowane za naturalne, ale dla mnie to mimo wszystko powód do
      > zadziwienia...

      tyle ich i tak różne a czasem bardzo podobne
      żeby ludzie mieli się od kogo odróżniać i do kogo przypasować wink


      > 3. Czy można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się języka prowadzi do
      > uproszczeń w nim. O ile wiem, najbardziej powikłane języki były używane
      > przez małe narody, na ogół w amazonii, czy na wschodniej Syberii, ale też
      > Litwini czy Baskowie mogą się szczycić wyjątkową złożonością swoich języków.

      Ja myślę że skomplikowanie języka to efekt wyobcowania narodu...i odwrotnie

      a rozprzestrzenianie angielskiego prowadzi do uproszczeń ale tylko małej części
      tego języka, takiej porcji języka na użytek codzienny
      • sze Re: Archeologia językowa 05.04.03, 03:55
        > > 2. Jak wytłumaczyć fakt, że w ogóle istnieje taka mnogość języków. Jest to
        > > przyjmowane za naturalne, ale dla mnie to mimo wszystko powód do
        > > zadziwienia...
        >
        > tyle ich i tak różne a czasem bardzo podobne
        > żeby ludzie mieli się od kogo odróżniać i do kogo przypasować wink

        Od dawna wiadomo, że różnorodność językowa jest sztucznie utrzymywana przez
        językoznawców, którzy w przypadku istnienia jednego języka światowego nie
        mieliby z czego żyć i nad czym mądrować. To oni właśnie, przez swe podłe
        intrygi, hamują wprowadzenie esperanta jako języka światowego, a przez to
        zaprowadzenia uniwersalnego pokoju i braterstwa ludów. Takie są fakty.

        > Ja myślę że skomplikowanie języka to efekt wyobcowania narodu...

        Nie, nadmiaru wolnego czasu. Łacina jest bardzo skomplikowana, bo Rzymianie nic
        tylko uczty, turnieje i seks. Kto czytał "Quo vadis?", ten wie. Z nudów
        wymyślali końcówki.
        • wind-eye Re: Archeologia językowa 05.04.03, 10:23
          > hamują wprowadzenie esperanta jako języka światowego, a przez to
          > zaprowadzenia uniwersalnego pokoju i braterstwa ludów. Takie są fakty.

          no właśnie, a jakie jest Wasze zdanie na temat esperanta?
          bo moje że jest zbyt proste żeby było piękne...

          > Nie, nadmiaru wolnego czasu. Łacina jest bardzo skomplikowana, bo Rzymianie
          nic tylko uczty, turnieje i seks. Kto czytał "Quo vadis?", ten wie. Z nudów
          > wymyślali końcówki.

          a może komplikowanie języka było po to żeby odcinać się od innych narodów, żeby
          utrudnić cudzoziemcom wniknięcie do społeczności i zajmowanie miejsc pracy
          przeznaczonych dla tubylców? hmmm wink
          • bu4 Re: Archeologia językowa 08.04.03, 14:46

            >
            > a może komplikowanie języka było po to żeby odcinać się od innych narodów,
            żeby
            >
            > utrudnić cudzoziemcom wniknięcie do społeczności i zajmowanie miejsc pracy
            > przeznaczonych dla tubylców? hmmm wink
            O, rany! Przecież nie ważne, kto jak gada, ale ile bierze!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka