Dodaj do ulubionych

i pojechal do Bremen

04.04.03, 13:49
Coraz czesciej nasze tradycyjne nazawy zagranicznych miast zastepuje sie
oryginalnymi. Bremen jest chyba najczestsze, ale tradycyjnie zamiast
Akwizgranu mowi sie Aachen, czesto Nurnberg itp. Czego jest to efektem?
Snobizmu? Niewiedzy? A moze naturalna tendencja i tradycyjnie sie czepiam?
Obserwuj wątek
    • sze Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 13:57
      Najczęściej chyba jednak "Istambuł".

      > Czego jest to efektem?
      > Snobizmu? Niewiedzy?

      Moim zdaniem niewiedzy właśnie.

      Nazwy miejscowe mają swoje odpowiedniki polskie i są podobnymi elementami
      tekstu co wyrazy pospolite. Zostawienie nazwy oryginalnej zamiast polskiego
      odpowiednika najczęściej jest po prostu usterką w tłumaczeniu.

      Ale przyznaję, że tłumaczenie nazw (ich ich pamiętanie) to sprawa stosunkowo
      trudna.
      • viking73 Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 14:03
        sze napisał:

        Zostawienie nazwy oryginalnej zamiast polskiego odpowiednika najczęściej jest
        po prostu usterką w tłumaczeniu.

        Nie zawsze. Czasem po prostu NIE MA polskiego odpowiednika dla oryginalnej
        nazwy miejscowości. Szwedzkie: Linköping czy Norrköping to całkiem duże miasta,
        a jakoś nikt im jeszcze nie wymyślił polskich tłumaczeń (etymologicznie powinno
        być: Linowo czy Północnikowo, ale chyba nikt by nie wiedział o jakie
        miejscowości chodzi).
        • sze Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 15:14
          > Nie zawsze. Czasem po prostu NIE MA polskiego odpowiednika dla oryginalnej
          > nazwy miejscowości.

          Napisałem wyraźnie:

          Zostawienie nazwy oryginalnej ZAMIAST POLSKIEGO ODPOWIEDNIKA (...)

          Miałem więc o oczywisty sposób na myśli sytuację, w której polski odpowiednik
          istnieje.
      • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 14:30
        Oczywiscie i to dotyczy 99,9 proc. miejscowosci na swiecie. ALe na wlasne uszy
        slyszalem o rzece Danubie (sik!). Tez nie ma polskiego odpowiednika?
        • viking73 Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 14:34
          Ja słyszałem o rzece Elbie wink
          • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 18:52
            A ja ostsatnio o Thesalonikach (pisownia oryginalna). A swoja droga jest w
            Pismie list do Tesaloniczan
            • sarn Re: i pojechal do Bremen 18.04.03, 18:28
              a czy ktoś pamięta jeszcze o używanej jeszcze przed wojną nazwie Sołuń?
              encyklopedia.pwn.pl/65551_1.html
              • ja22ek Re: Sołuń 26.04.03, 09:24
                Znawcy słowiańszczyzny pamiętają smile
        • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 16:02
          kicior99 napisał:

          > Oczywiscie i to dotyczy 99,9 proc. miejscowosci na swiecie. ALe na wlasne
          uszy
          > slyszalem o rzece Danubie (sik!). Tez nie ma polskiego odpowiednika?

          Nie mogę się dotychpór otrząsnąć z szoku! Donabe!!! Skąd to się wzięło?
          Kojarzy mi się to z Donem (cichym). Są też rzeki Dony w Szkocji i gdzieś w
          Yorkshire. Może to robota jakichś Normanów surprised
          • ja22ek Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 18:13
            Rzek z wzorcem nazwy d-n- jest całkiem sporo, największe to: Dunaj, Dniestr,
            Dniepr, Don, Doniec... O szkockich nie słyszałem dotąd. Mówi się,że to
            pozostałości po ludności przedindoeuropejskiej.
    • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 14:32
      A tak swoja droga: czy London, Ontario (Kanada) to jeszcze Londyn? Pytam
      powaznie.
      • sze Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 15:16
        > A tak swoja droga: czy London, Ontario (Kanada) to jeszcze Londyn? Pytam
        > powaznie.

        Moim zdaniem nie. Idźmy dalej. Czy Warsaw w stanie Indiana to 'Warszawa'? Też
        moim zdaniem nie. Przynajmniej nie automatycznie.
        • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 15:04
          sze napisał:

          > Moim zdaniem nie. Idźmy dalej. Czy Warsaw w stanie Indiana to 'Warszawa'? Też
          > moim zdaniem nie. Przynajmniej nie automatycznie.

          W atlasach polskich z lat 70. jest Warszawa
          • sze Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 22:16
            > W atlasach polskich z lat 70. jest Warszawa

            Wiem o tym. Moim zdaniem - błędnie.
    • wind-eye Re: i pojechal do Bremen 04.04.03, 21:39
      a moim zdaniem polskie nazwy zagranicznych miast nie powinny były powstać - bo
      po co? czy Aachen nie jest łatwiej wymówić niż Akwizgran??

      kiedy w ogóle powstały te spolszczone nazwy? w Średniowieczu? skąd się wzięło
      to spolszczanie?
      • sze Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 03:09
        > a moim zdaniem polskie nazwy zagranicznych miast nie powinny były powstać -
        > bo po co? czy Aachen nie jest łatwiej wymówić niż Akwizgran??
        > kiedy w ogóle powstały te spolszczone nazwy? w Średniowieczu? skąd się wzięło
        > to spolszczanie?

        Polskie nazwy zagranicznych miast są po prostu rodzimymi określeniami ogólniej
        znanych desygnatów. Zupełnie tak samo jak 'ryba' jest polskim określeniem
        czegoś, co się gdzie indziej nazywa 'vis' czy 'pesce'.

        Polszczyzna też mogła była nie powstać. Byłoby prościej. Jest w końcu dość
        obojętne, jakim konkretnie językiem się posługujemy.
        • wind-eye Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 10:30
          > Zupełnie tak samo jak 'ryba' jest polskim określeniem
          > czegoś, co się gdzie indziej nazywa 'vis' czy 'pesce'.

          i tu się nie zgodzę na tę analogię
          miasto jest tylko jedno - i tylko w jednym konkretnym miejscu
          i dlatego powinno się uszanować jego nazwę, nadaną mu przez ludzi innej niż
          nasza kultury i innego niż nasz języka
          ryby są everywhere

          a co do własnych nazw....kończyło się to tak że Katowice były Stalinogrodem

          > Polszczyzna też mogła była nie powstać. Byłoby prościej. Jest w końcu dość
          > obojętne, jakim konkretnie językiem się posługujemy.

          proste nie jest piękne smile
          dość obojętne? dla kogo, chyba tylko dla ludzi dwujęzycznych
          • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 14:57
            wind-eye napisała:
            > ryby są everywhere

            myslalem ze wszedzie albo partout...

            >
            > a co do własnych nazw....kończyło się to tak że Katowice były Stalinogrodem

            I nie ma sensu o tym zapominac. W Rosji byl jeszcze wiekszy pierdolnik


            >
            > > Polszczyzna też mogła była nie powstać. Byłoby prościej.

            Juz nie mam slow
          • sze Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 22:31
            > i tu się nie zgodzę na tę analogię
            > miasto jest tylko jedno - i tylko w jednym konkretnym miejscu
            > i dlatego powinno się uszanować jego nazwę, nadaną mu przez ludzi innej niż
            > nasza kultury i innego niż nasz języka

            To nie ma nic do rzeczy. Nazwy własne są również elementem języka i podlegają
            transpozycji na inne języki.

            > a co do własnych nazw....kończyło się to tak że Katowice były Stalinogrodem

            ?? I co? Jaki związek?

            > > Polszczyzna też mogła była nie powstać. Byłoby prościej. Jest w końcu dość
            > > obojętne, jakim konkretnie językiem się posługujemy.
            >
            > proste nie jest piękne smile

            Paru filozofów by się nie zgodziło.

            > dość obojętne? dla kogo, chyba tylko dla ludzi dwujęzycznych

            Nie o to chodzi. Mówię, że jest obojętne, czy współcześnie jako społeczeństwo
            mówimy po polsku, czy nie. Gdyby tak np. polszczyzna kiedyś, w procesie
            historycznego rozwoju zanikła była, używalibysmy czegoś innego np. niemieckiego
            i rosyjskiego, albo gdyby w średniowieczu lepiej rozwinięta czeszczyzna wyparła
            polski, dziś mówilibyśmy po czesku, albo gdyby słowiańszczyzna się nie rozpadła
            na poszczególne gwary, mówilibyśmy po prasłowiańsku albo jakimś esceesem.

            Wszystko z pragmatycznego punktu widzenia.
      • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 14:55
        wind-eye napisała:

        > a moim zdaniem polskie nazwy zagranicznych miast nie powinny były powstać -
        bo
        > po co? czy Aachen nie jest łatwiej wymówić niż Akwizgran??
        >
        > kiedy w ogóle powstały te spolszczone nazwy? w Średniowieczu? skąd się wzięło
        > to spolszczanie?

        Slabo znasz historie... W wielu jezykach powstawaly i polski nie byl wyjatkiem,
        a wiazalo sie to z polityka w roznym okresie. Swoja droga, dlaczego klocisz sie
        z faktami? Są to są i nalezy ich uzywac.
        • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 15:28
          Należyyy?!!! Po co taki imperatyw/
          Wedle stawu grobla surprised
          • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 15:39
            Ok, nie kloce sie.
            Pojade do Bremen, przekroczywszy upezednio Elbe, pozniej moze wybede do
            London...
            • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 16:03
              Pojechała baba do Akwizgranu. Wysiada z autobusu i pyta pierwszego napotkanego
              przechodnia (łamaną niemczyzną) - Byn iś in den A k w i z g r a n szon? A
              tamten robi wielkie oczy. - Was, byte?
              • stefan4 Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 16:34
                kaj.ka:
                > tamten robi wielkie oczy. - Was, byte?

                Tak jej niegrzecznie odwarknął? Mnie tłumaczyli, że jak
                druga strona powie ,,Was, byte?'' zamiast ,,Wiiii,
                byte?'', to mam lać w mordę.

                - Stefan
                • zbigniew_ Re: i pojechal do Bremen 06.04.03, 12:15
                  Problem kiedys probowalem wrzucic na forum ortografia.
                  Jakos nie bylo odzewu. Nie sa to proste historie. Jesli
                  sa polskie odpowiedniki, to sprawa jest raczej prosta.
                  Uzywamy ich, po to sa, jak slusznie zauwazyl sze. Co
                  zrobic gdy odpowiednika nie ma? Czy nazwe odmieniamy?
                  Ja zawsze mowilem tak: bylem w Rostocku (a nie Rostock),
                  w Dortmundzie (a nie w Dortmund) itd. Ale
                  np. bylem tez w Essen. Przyjezdzajacy z Niemiec Polacy
                  mowia; mieszkam w Dortmund, Koln, Essen, Koblenz,
                  Bremen - bez zadnej odmiany i rzecz jasna uzycia
                  polskich odpowiednikow, o ktorych nie maja pojecia.
                  Czy jest tu jakas zasada?
                  Dlaczego mowimy ze Dudek gra w Liverpoolu (odmieniajac),
                  a taki Swierczewski gra w Birmingham (a nie w
                  Birminghamie). Kto mi to wyjasni?
                  • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 06.04.03, 16:02
                    Czy jest tu jakas zasada?

                    Jest. Jedna i właściwie tylko jedna. Jest to zasada komunikatywnosci.
                    no, można jeszcze wspomnieć o kryterium estetyki.
                    • norge75 Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 00:37
                      > Czy jest tu jakas zasada?
                      >
                      > Jest. Jedna i właściwie tylko jedna. Jest to zasada komunikatywnosci.
                      > no, można jeszcze wspomnieć o kryterium estetyki.

                      A czego dotyczy ta zasada komunikatywnosci? I czy na pewno jest to jedyna
                      regula?
                      W jaki sposob ta zasada moze wytlumaczyc brak odmiany niektorych nazw obcych?
                      Np. mowimy 'do Narwiku', ale nie '*do Osla', tylko 'do Oslo'. Tak wiec
                      kryterium powszechnosci danej nazwy takze nie wystarczy. Musza istniec jakies
                      ograniczenia morfo/fonologiczne.
                      pzdr.
                      • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 08:12
                        W jaki sposob ta zasada moze wytlumaczyc brak odmiany niektorych nazw obcych?
                        Np. mowimy 'do Narwiku', ale nie '*do Osla', tylko 'do Oslo'. Tak wiec
                        kryterium powszechnosci danej nazwy takze nie wystarczy. Musza istniec jakies
                        ograniczenia morfo/fonologiczne.
                        -------------------------------------
                        Akurat w przypadku "Osla" honorowanie zasady komuniktywności jest wprost
                        niezbędne, zgoda bowiem na odmianę wg pardygmatu dekl. nijakiej (męskiej też)
                        moze w mówieniu spowodować głębokie nieporozumienie: _Jadę do (O)osla.
                        Dlatego też zdanie: -Jestem z Łodzi. uzupełnia się najczęściej: -Jestem z
                        miasta Łodzi., jako że -ej w wyglosie często nie brzmi dość wyraziście, bo e
                        się za bardzo skraca.
                        • norge75 Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 14:29
                          > W jaki sposob ta zasada moze wytlumaczyc brak odmiany niektorych nazw obcych?
                          > Np. mowimy 'do Narwiku', ale nie '*do Osla', tylko 'do Oslo'. Tak wiec
                          > kryterium powszechnosci danej nazwy takze nie wystarczy. Musza istniec jakies
                          > ograniczenia morfo/fonologiczne.
                          > -------------------------------------
                          > Akurat w przypadku "Osla" honorowanie zasady komuniktywności jest wprost
                          > niezbędne, zgoda bowiem na odmianę wg pardygmatu dekl. nijakiej (męskiej też)
                          > moze w mówieniu spowodować głębokie nieporozumienie: _Jadę do (O)osla.
                          > Dlatego też zdanie: -Jestem z Łodzi. uzupełnia się najczęściej: -Jestem z
                          > miasta Łodzi., jako że -ej w wyglosie często nie brzmi dość wyraziście, bo e
                          > się za bardzo skraca.
                          -------------------------------------

                          Sorry, ale za bardzo nie rozumiem, o co Ci chodzi. Jakie nieporozumienie
                          moglaby spowodowac odmiana *do Osla? Poza tym pomijajac bardzo formalne
                          sytuacje, nigdy nie slyszalem, zeby ktos mowil 'do miasta Lodzi'. Ja nigdy tak
                          nie mowie i wszyscy mnie rozumieja.
                          W jaki sposob zasada komunikatywnosci moze wyjasnic odmiane:
                          do Bergen/Bergenu (ta pierwsza znacznie czesciej spotykana)
                          do Trondheim/*Trondheimu
                          do Stavanger/*Stavangeru
                          do Alta/Alty (ta druga czesciej spotykana, mimo ze miejscowosc nieznana w
                          Polsce)
                          do *Kiruna/Kiruny (miejscowosc takze niezbyt znana w Polsce, ale odmienia sie
                          regularnie)
                          do *Utrecht/Utrechtu
                          do *Breda/Bredy
                          do Eindhoven/*Eindhovenu
                          do Groningen/*Groningenu
                          do Maastricht/?Maastrichtu

                          Wydaje sie, ze duze znaczenie ma powszechosc nazwy (jesli czesto sie jej uzywa,
                          ludzie wiedza jak ja odmienic), ale calkowicie nadrzedne sa ograniczenia
                          fonologiczno-morfologiczne (por. do Eindhoven vs. do Alty / Kiruny). Trudno mi
                          sobie wyobrazic, co mialaby z tym wspolnego 'zasada komunikatywnosci', w koncu
                          w przypadku nazw miejscowosci podanych powyzej i tak sie dogadam
                          (tzn. 'skomunikuje'), niezaleznie od tego, czy zastosuje odmiane, czy nie.
                          • norge75 Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 18:53
                            -------------------------------------
                            > > Akurat w przypadku "Osla" honorowanie zasady komuniktywności jest wprost
                            > > niezbędne, zgoda bowiem na odmianę wg pardygmatu dekl. nijakiej (męskiej t
                            > eż)
                            > > moze w mówieniu spowodować głębokie nieporozumienie: _Jadę do (O)osla.
                            > > Dlatego też zdanie: -Jestem z Łodzi. uzupełnia się najczęściej: -Jestem z
                            > > miasta Łodzi., jako że -ej w wyglosie często nie brzmi dość wyraziście, bo
                            > e
                            > > się za bardzo skraca.
                            > -------------------------------------

                            Dodam jeszcze, ze wydaje mi sie, ze forma 'do miasta Lodzi' jest
                            niegramatyczna. Przeciez powinno byc 'do miasta Lodz', tak samo jak 'do stacji
                            Warszawa Centralna' (*do stacji Warszawy Centralnej) albo 'do miasta Lublin'
                            (*do miasta Lublina).

                            >
                            > Sorry, ale za bardzo nie rozumiem, o co Ci chodzi. Jakie nieporozumienie
                            > moglaby spowodowac odmiana *do Osla? Poza tym pomijajac bardzo formalne
                            > sytuacje, nigdy nie slyszalem, zeby ktos mowil 'do miasta Lodzi'. Ja nigdy
                            tak
                            > nie mowie i wszyscy mnie rozumieja.
                            > W jaki sposob zasada komunikatywnosci moze wyjasnic odmiane:
                            > do Bergen/Bergenu (ta pierwsza znacznie czesciej spotykana)
                            > do Trondheim/*Trondheimu
                            > do Stavanger/*Stavangeru
                            > do Alta/Alty (ta druga czesciej spotykana, mimo ze miejscowosc nieznana w
                            > Polsce)
                            > do *Kiruna/Kiruny (miejscowosc takze niezbyt znana w Polsce, ale odmienia sie
                            > regularnie)
                            > do *Utrecht/Utrechtu
                            > do *Breda/Bredy
                            > do Eindhoven/*Eindhovenu
                            > do Groningen/*Groningenu
                            > do Maastricht/?Maastrichtu
                            >
                            > Wydaje sie, ze duze znaczenie ma powszechosc nazwy (jesli czesto sie jej
                            uzywa,
                            >
                            > ludzie wiedza jak ja odmienic), ale calkowicie nadrzedne sa ograniczenia
                            > fonologiczno-morfologiczne (por. do Eindhoven vs. do Alty / Kiruny). Trudno
                            mi
                            > sobie wyobrazic, co mialaby z tym wspolnego 'zasada komunikatywnosci', w
                            koncu
                            > w przypadku nazw miejscowosci podanych powyzej i tak sie dogadam
                            > (tzn. 'skomunikuje'), niezaleznie od tego, czy zastosuje odmiane, czy nie.
                            • kaj.ka Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 22:01
                              norge75 napisał:

                              >> Dodam jeszcze, ze wydaje mi sie, ze forma 'do miasta Lodzi' jest
                              > niegramatyczna. Przeciez powinno byc 'do miasta Lodz', tak samo jak 'do
                              stacji
                              > Warszawa Centralna' (*do stacji Warszawy Centralnej) albo 'do miasta Lublin'
                              > (*do miasta Lublina).
                              > > w przypadku nazw miejscowosci podanych powyzej i tak sie dogadam
                              > > (tzn. 'skomunikuje'), niezaleznie od tego, czy zastosuje odmiane, czy nie.

                              Ja nie napisałem "do miasta Łodzi" , a "jestem (lub on jest) z Łodzi (złodzi).
                              O to chodziło.
                              ALE O CO SIĘ ZE MNĄ SPIERASZ? Przecież mówię, że wybór należy do Ciebie!
                              Chodzi tylko o to,żeby Twój rozmówca (odbiorca) Cię zrozumiał. Jeśli mówisz
                              Milano do faceta, co nie wie, że to Mediolan albo Firence - że to Florecja. Po
                              prostu trzeba wiedzieć , z kim się rozmawia. I na tym polega reguła
                              komunikatywności.
                              • norge75 Re: i pojechal do Bremen 07.04.03, 22:23
                                > Ja nie napisałem "do miasta Łodzi" , a "jestem (lub on jest) z Łodzi (złodzi).
                                > O to chodziło.
                                > ALE O CO SIĘ ZE MNĄ SPIERASZ? Przecież mówię, że wybór należy do Ciebie!
                                > Chodzi tylko o to,żeby Twój rozmówca (odbiorca) Cię zrozumiał. Jeśli mówisz
                                > Milano do faceta, co nie wie, że to Mediolan albo Firence - że to Florecja.
                                Po
                                > prostu trzeba wiedzieć , z kim się rozmawia. I na tym polega reguła
                                > komunikatywności.

                                Ja sie nie spieram, tylko probuje znalezc jakas regule, ktora powoduje, ze
                                nazwy obce typu Eindhoven, Oslo albo Stavanger nie sa latwo asymilowane w
                                jezyku polskim i dlatego zwykle pozostaja nieodmienne, a inne, mimo ze sa mniej
                                znane (= niezbyt czesto uzywane), od razu podpadaja pod jakis paradygmat i sa
                                od razu odmieniane przez wszystkich uzytkownikow jezyka, czyli np. Kiruna albo
                                Utrecht. I nie jest to kwestia wyboru ani reguly komunikatywnosci, bo bede
                                zrozumiany niezaleznie od tego, czy powiem 'do Utrecht' czy 'do Utrechtu'.
                                Jednak zwykle wszyscy albo wiekszosc uzytkownikow jezyka polskiego momentalnie
                                rozpoznaje, ktore wyrazy sa odmienne, a ktore nie. Wniosek: nie wynika to z
                                zasady komunikatywnosci, ale z okreslonych regul morfologicznych lub
                                fonologicznych jezyka polskiego. Ciekawy jestem, jakich.

                                pozdrowienia
                      • ja22ek Re: i pojechal do Bremen 26.04.03, 10:06
                        Warto by spędzić nad tym trochę czasu i przeanalizować większą próbkę nazw
                        miejscowych. Na gorąco można powiedzieć, że spektrum rozciąga się od zawsze
                        odmienialnych nazw zakończonych na -a do zwykle nie odmienianych nazw na -en.
                        Przypadki nazw na -u itp. pozostawiam jako oczywiście nie pasujące do żadnego
                        polskiego wzorca odmiany.
        • wind-eye Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 17:33
          > W wielu jezykach powstawaly i polski nie byl wyjatkiem,
          > Są to są i nalezy ich uzywac.

          Wiadomo ze w wielu jezykach powstawaly ale czy naprawde musiały?

          • ja22ek Re: i pojechal do Bremen 26.04.03, 09:43
            Oczywiście, że musiały. W przypadku nazw miast niemieckich na ogół mamy do
            czynienia z formami łacińskimi, gdyż to łacina była językiem międzynarodowej
            komunikacji. Stąd takie nazwy jak Ratyzbona, Kolonia, Akwizgran, Brema i
            Norymberga. Owe łacińskie nazwy podlegały następnie dopasowaniu do struktury
            fonetycznej poszczególnych języków (o ile były w miarę często używane).
            Akwizgran jest nazwą znacznie starszą niż Aachen (czy nie tam Karol Wielki miał
            siedzibę?), i to Niemcy później sami sobie nazwę zmodyfikowali, więc tym
            bardziej nie mamy sobie nic do zarzucenia. Czy jednak nadal mamy używać starej
            nazwy? Wziąwszy pod uwagę fakt, że lepsze jest wypierane przez gorsze wink widzę,
            że nowe ma większe szanse.
          • ja22ek Re: i pojechal do Bremen 26.04.03, 10:02
            Jak są, to znaczy, że musiały. W przypadku nazw miast niemieckich na ogół mamy
            do czynienia z formami łacińskimi, gdyż to łacina była językiem międzynarodowej
            komunikacji. Stąd takie nazwy jak Ratyzbona, Kolonia, Akwizgran, Brema i
            Norymberga. Owe łacińskie nazwy podlegały następnie dopasowaniu do struktury
            fonetycznej poszczególnych języków (o ile były w miarę często używane).
            Akwizgran jest nazwą znacznie starszą niż Aachen (czy nie tam Karol Wielki miał
            siedzibę?), i to Niemcy później sami sobie nazwę zmodyfikowali, więc tym
            bardziej nie mamy sobie nic do zarzucenia. Czy jednak nadal mamy używać starej
            nazwy? Wziąwszy pod uwagę fakt, że lepsze jest wypierane przez gorsze wink jasnym
            jest, że nowe ma większe szanse.
        • wind-eye Re: i pojechal do Bremen 05.04.03, 18:11
          > Swoja droga, dlaczego klocisz sie z faktami? Są to są i nalezy ich uzywac.

          a gdybys mieszkal w Katowicach za czasów bycia Stalinogrodem to której nazwy
          byś używał? pewnie tej której NALEŻAŁO używać, hę?smile
          • kicior99 Re: i pojechal do Bremen 08.04.03, 17:15
            wind-eye napisała:

            > > Swoja droga, dlaczego klocisz sie z faktami? Są to są i nalezy ich uzywac.
            >
            > a gdybys mieszkal w Katowicach za czasów bycia Stalinogrodem to której nazwy
            > byś używał? pewnie tej której NALEŻAŁO używać, hę?smile

            Kolego, Styalinogrodu nie ma od 40 lat i nie chodzi mi o formy historyczne
            niespelnione =) Zupelnie czym innym - na moj gust - sa formy poslkie miast
            zachodnich (glownie) gdyz nie powstaly zadna decyzja polityczna,. z niczyjegoi
            nadania, a wyksztalcily sie niejako samoistnie.
            BTW czy wiesz ze przed wojna nie mowilo sie Helsinki tylko ze szwedzkiego
            Helsingfors? Nawet ksiazka Juhani Aho (chyba pierwsza przetlumaczona z
            finskiego na polski) nosdila nazwe "Do Helsingforsu" (po finsku Helsinkiin)
            Nawet do dzin jest "Stowarzyszenie Polakow w Helsingforsie"
            • wind-eye Re: i pojechal do Bremen 08.04.03, 20:39
              jam nie kolega tylko koleżanka smile

              a co do Helsingfors - piękna nazwa...
    • stefan4 Re: i pojechal do Bremen 08.04.03, 11:10
      kicior99:
      > Coraz czesciej nasze tradycyjne nazawy zagranicznych miast zastepuje sie
      > oryginalnymi.
      [...]
      > Czego jest to efektem? Snobizmu? Niewiedzy? A moze naturalna tendencja i
      > tradycyjnie sie czepiam?

      To zjawisko dotyczy nie tylko geografii. Jest bardzo powszechne w informatyce,
      której terminologia często się zmienia. To na ogół tak działa:

      O jakiejś dupereli wiedzą tylko fachowcy i mają na jej określenie utarty, jasny
      i precyzyjny termin. Ten termin funkcjonuje przez, powiedzmy, 30 lat, a szeroki
      ogół w ogóle nie interesuje się sprawą. Nagle ta duperela znajduje zastosowanie
      rynkowe i producent lansuje kompletnie inną paskudną i niejednoznaczną nazwę,
      która rozłazi się po świecie jak mrówki po zdechłej krowie. Fachowcy czują się
      rozgoryczeni, bo nikt nie chce ich słuchac dopóki sami nie przestawią się na to
      obrzydlistwo.

      Dlaczego producent nie użył nazwy uświęconej długą tradycją? Tego nigdy nie
      wiadomo na pewno. Może z ignorancji?
    • jakbar2 Re: i pojechal do Bremen 08.04.03, 19:36
      Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego pojechałam na Litwę, ale pojechałam do
      FRANCJI.nIE CHODZI MI O TO GDZIE JECHAŁAM.Mogę również pojechać na majorkę lub
      na Słowację.Kiedy na..a kiedy do?
      z poważaniem Magda
      • bu4 Re: i pojechal do Bremen 09.04.03, 09:19
        jakbar2 napisała:

        > Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego pojechałam na Litwę, ale pojechałam do
        > FRANCJI.nIE CHODZI MI O TO GDZIE JECHAŁAM.Mogę również pojechać na majorkę
        lub
        > na Słowację.Kiedy na..a kiedy do?
        > z poważaniem Magda

        Mówimy też na Ukrainę,na Białoruś; ale do Rosji, chociaż - na Ruś.
        Mówimy: na rynek, na plac, na bazar, ale: do sklepu, do domu, do przychodni.
        Mówimy: do Wielkopolski, ale na Kujawy, na Pomorze.
        Mówimy jeszcze: do miasta, ale także kolokwialmie: w miasto, na miasto; do
        Polski i w Polskę.
        Semantycznie użycie do, na lub w służy wyrażeniu "przestrzenności", ale brak
        tutaj pełnej kosekwencji i działają tradycje leksykalne. Trzeba sie nieraz
        zdać na własną intuicję.
        • sze Re: i pojechal do Bremen 18.04.03, 20:30
          > Semantycznie użycie do, na lub w służy wyrażeniu "przestrzenności"

          Heee?!

          Semantycznie użycie 'do', 'na' lub 'w' nie służy w zasadzie niczemu. A jeśli
          czemuś, to jest to pojęcie "cząstkowości": "w sklepie" w ustach człowieka z
          zewnątrz, ale "na sklepie" w ustach np. pracownika supermarketu, dla
          którego "sklep" jest tylko częścią miejsca pracy.
          • kuala_lumpur 'w' i 'na' 25.04.03, 12:37
            Z "w" i "na" w odniesieniu do nazw geograficznych jest chyba zamieszanie w
            polszczyznie. Nie tylko przeciez sie mowi na Litwie, ale tez na Alasce, czy na
            Florydzie!
            Poza tym Polacy mieszkajacy na Litwie uzywaja formy "w Litwie" (chyba z
            rosyjskiego). Czesto tez Bialorusini i Ukraincy uczacy sie w Polsce swiadomie
            uzywaja form "w Bialorusi", "w Ukrainie". jak sami mowia po to by podkreslic
            fakt, ze teraz sa to kraje niepodlegle. Zdaje mi sie, ze przed wojna i
            niektorzy Polacy mawiali tak o Litwie i Lotwie, aby podkreslic ich
            niezaleznosc. Wg niektorych kiedys formy "na" sugerowaly zaleznosc polityczna
            tych ziem od Najjasniejszej Rzeczypospolitej. Ale co w takim razie z Wegrami
            nie mowiac juz o Alasce smile ? Pomijam fakt, ze zadnemu Wegrowi nie przyjdzie,
            chyba, do glowy podkreslanie na sile niepodleglosci wlasnego kraju. Bo i po
            co?
            • kuala_lumpur Bremen 25.04.03, 12:42
              No i czemu, DO LICHA, nie pamieta sie o polskich nazwach miast w Estonii
              (Parnawa!) i na Lotwie (Lipawa, Windawa, Dyneburg!)??? Nie mowiac juz o
              miastach i miasteczkach na Litwie. Przeciez tam byle wiocha ma swoja polska
              nazwe. Kiedy slysze np. Ukmerge zamiast Wilkomierza jest mi smutno, a i
              scyzoryk sie w kieszeni otwiera! smile
              • wind-eye Re: Bremen 25.04.03, 22:09
                kuala_lumpur napisał:

                > Przeciez tam byle wiocha ma swoja polska
                > nazwe. Kiedy slysze np. Ukmerge zamiast Wilkomierza jest mi smutno, a i
                > scyzoryk sie w kieszeni otwiera! smile

                to niech dziennikarze używają obu nazw ! np. niech mówią ....w Wilkomierzy
                czyli Ukmerge albo ....w Ukmerge czyli w Wilkomierzy
                i wilk syty i owca cała
                • bu4 Re: Bremen 25.04.03, 23:12
                  No pewnie!
                  Zeby uczcić wilka i zatroszczyć się o owcę mozna też mówić i pisać:
                  we Wroclawiu czyli w Breslau; w Graudnz czyli w Grudziądzu; Olsztyn czyli
                  Allenstein; w Litzmannstadt czyli w Łodzi itd.
                  • sze Re: Bremen 27.04.03, 20:03
                    > Zeby uczcić wilka i zatroszczyć się o owcę mozna też mówić i pisać:
                    > we Wroclawiu czyli w Breslau; w Graudnz czyli w Grudziądzu; Olsztyn czyli
                    > Allenstein;

                    Gwoli ścisłości - tak. Ale w normalnych warunkach nie ma sensu pisać PO POLSKU
                    z przytaczaniem nazw obcojęzycznych. Tak samo jak sztuczne jest pisanie po
                    niemiecku i używanie Wroclaw zamiast Breslau.

                    > w Litzmannstadt czyli w Łodzi itd.

                    Litzmannstadt to akurat nazwa faszystowska. Łódź po niemiecku (a Niemcy to -
                    pamiętajmy - jeden z narodów, które ją stworzyły) jest po prostu Lodz. W jidysz
                    zresztą też.
                    • bu4 Re: Bremen 27.04.03, 22:56
                      Ale w normalnych warunkach nie ma sensu pisać PO POLSKU
                      z przytaczaniem nazw obcojęzycznych. Tak samo jak sztuczne jest pisanie po
                      niemiecku i używanie Wroclaw zamiast Breslau.
                      -------------------------------------------------
                      Tylko, co to znaczy "w normalnych warunkach"?
                      Polacy mają szczególne sentymenty onomastyczne godzące w uczucia narodowe
                      sąsiadów. Szczególnie: wrażliwych Litwinów czy Ukraińcow. Kiedy jestem na
                      Litwie i rozmawiam z Litwinami przez grzeczność i usznaowanie dla uczuć
                      patriotycznych mówię: Vilnius, Kaunas; na Ukrainie, jeśli nie rozmawiam z
                      Polakami, staram się mówić Lviv; w Pradze, kiedy rozmawiam z Czechem powiem
                      raczej Praha niż Praga, albo Olomouc, a nie Ołomuniec; w Niemczech rozmawiając
                      z Niemcami, powiem M'unchen und Keln (w uproszczeniu), także, dla lepszego
                      kontaktu, powiem nieraz Danzig, Stettin. A tu, na miejscu, mogę sobie
                      swobodnie mówić: Wilno, Kowno, Lwów (ta joj), Kolonia, Brema. Chociaż jak
                      Niemiec mówi: Breslau, Warshau - to mnie szlag trafia. Dlaczego?
                      • wind-eye Re: Bremen 28.04.03, 20:15
                        bu4 napisał:

                        > Kiedy jestem na Litwie i rozmawiam z Litwinami przez grzeczność i usznaowanie
                        dla uczuć
                        > patriotycznych mówię: Vilnius, Kaunas; na Ukrainie, jeśli nie rozmawiam z
                        > Polakami, staram się mówić Lviv; w Pradze, kiedy rozmawiam z Czechem powiem
                        > raczej Praha niż Praga, albo Olomouc, a nie Ołomuniec; w Niemczech
                        rozmawiając
                        > z Niemcami, powiem M'unchen und Keln (w uproszczeniu), także, dla lepszego
                        > kontaktu, powiem nieraz Danzig, Stettin.

                        o proszę smile) mi też się podoba ta filozofia
                        uszanowanie dla uczuć patriotycznych
                        ale moim zdaniem dziennikarze powinni szanować "obie strony" i używać
                        podwójnego nazewnictwa (tzn. wtedy kiedy oczekują że tematyką artykułu
                        zainteresują się przedstawiciele obojga narodówwink

                        zresztą czy to nie ciekawe dowiedzieć się nagle jak brzmi nazwa jakiegoś miasta
                        w dwóch wersjach językowych?smile

                        > Chociaż jak
                        > Niemiec mówi: Breslau, Warschau - to mnie szlag trafia. Dlaczego?

                        może dlatego że brzmi to tak jakby żałował że Drang nach Osten się nie udał...
                        tak jakby uważał że tak naprawdę są to ich ziemie ale jakoś podstępem wyrwane
                        przez polskich cwaniaczków, heh........
                      • sze Re: Bremen 30.04.03, 20:26
                        > Tylko, co to znaczy "w normalnych warunkach"?

                        Na przykład pisząc tekst w języku polskim dla Polaków. Warunki "nienormalne"
                        byłyby np. wtedy, gdybyśmy redagowali wielki plakat witający grupę gości z
                        jakiegoś obcego miasta. Wtedy rzeczywiście musimy się zastanowić, jak oni to
                        odbiorą i czy nie odbiorą źle.

                        > Polacy mają szczególne sentymenty onomastyczne godzące w uczucia narodowe
                        > sąsiadów.

                        Nic nie godzi. A jeśli w czyjeś godzi, to niech się kurde odzwyczaja. Zresztą
                        taki np. język litewski bardziej dostosowuje (np. ortograficznie) wyrazy i
                        nazwy obce do swojego systemu. Stąd na polskich drogowskazach widnieje
                        napis "Vilnius", a na litewskich - "Suvalkas" (czy podobnie, nie pamiętam, w
                        każdym razie po litewsku). I co? W nasze uczucia nie godzi i to jest normalne.

                        > Kiedy jestem na
                        > Litwie i rozmawiam z Litwinami przez grzeczność i usznaowanie dla uczuć
                        > patriotycznych mówię: Vilnius, Kaunas; na Ukrainie, jeśli nie rozmawiam z
                        > Polakami, staram się mówić Lviv; w Pradze, kiedy rozmawiam z Czechem powiem
                        > raczej Praha niż Praga, albo Olomouc, a nie Ołomuniec; w Niemczech
                        > rozmawiając z Niemcami, powiem M'unchen und Keln (w uproszczeniu), także,
                        > dla lepszego kontaktu, powiem nieraz Danzig, Stettin.

                        Zależy po jakiemu mówisz. W komunikacji międzyludzkiej wszystko zależy po
                        prostu od zdrowego rozsądku. Poza tym pamiętać trzeba, że nie każdy np. Łotysz
                        musi wiedzieć, że 'Daugava' to po polsku 'Dźwina'.

                        "Dla uszanowania uczuć patriotycznych" rozmówcy np. rozmawiając z Francuzem po
                        angielsku możesz mu wrzucić "s'il vous plaît" czy "merci" i będzie mu miło.

                        > Chociaż jak Niemiec mówi: Breslau, Warshau - to mnie szlag trafia. Dlaczego?

                        Właśnie - dlaczego? Też nie rozumiem. Mnie nie trafia.
              • sze Re: Bremen 27.04.03, 20:08
                > No i czemu, DO LICHA, nie pamieta sie o polskich nazwach miast w Estonii
                > (Parnawa!) i na Lotwie (Lipawa, Windawa, Dyneburg!)???

                Pamięta się, pamięta. 'Dyneburg' jest zdecydowanie częstszy od 'Daugavpils'.
                Ciekawą formę widziałem w jednym z pism łotewskich Polaków - 'Daugawpiłs'.
                Trudno przypuszczać, by nie znali obu form - polskiej i łotewskiej. A jednak z
                jakiegoś powodu tak napisali...

                > Kiedy slysze np. Ukmerge zamiast Wilkomierza jest mi smutno, a i
                > scyzoryk sie w kieszeni otwiera! smile

                A zamiast "Ogrodniki-Lazdijai" powinno być "Ogrodniki-Łoździeje", bo tak jest
                po polsku...
                • mt1 Re: Bremen 28.04.03, 21:44
                  interesujaca rzecza jest uzywanie tzw. poprawnych nazw miejscowosci na
                  wschodzie. Przykladem jest Krolewiec. Ostatnio slyszalem o potrzebie powrotu do
                  nazwy historycznej Kaliningradu czyli Kinigsberg, a przeciez historycznie byl
                  to Krolewiec. Moze wiec obecna Kaliningrad jest najwlasciwsza. Potwierdzaja to
                  rowniez "mrowki", bo one zawsze kursuja do Kaliningradu.
                  Co do odmieniania nazw w Niemczech, to popularne stalo sie odmienianie np tych
                  nazw gdzie prosci Wielkopolanie czy Slazacy udawali sie na "zaksy" (w XIX
                  wieku). Przykladem nowych form tego rodzaju jest tankowanie na tankszteli, czy
                  jazda po autobanie. Jezyk tworza jego prosci uzytkownicy a nie profesorowie.
                  • bu4 Re: Bremen 28.04.03, 22:35
                    a przeciez historycznie byl
                    to Krolewiec.
                    ===========================
                    Oj, ta polska megalomania! Historycznie to był zawsze K(oe)nigsberg (od 1255
                    r., kiedy go założyli Krzyżacy). Może po holdzie pruskim śniło się niejednemu,
                    że lepiej by było: Królewiec.
                    Co do reszty się zgadzam. Język tworzy ogół jego użytkowników, a profesorowie
                    w najmniejszym stopniu.
                    • sze Re: Bremen 30.04.03, 20:10
                      > > a przeciez historycznie byl
                      > > to Krolewiec.

                      > Oj, ta polska megalomania! Historycznie to był zawsze K(oe)nigsberg (od 1255
                      > r., kiedy go założyli Krzyżacy).

                      Oj, amigos, dwa razy pudło! Historycznie to BYŁ Königsberg, ale dla Niemców i
                      niemieckojęzycznych. Czyli statystycznie najczęściej - bo ci właśnie tam
                      rządzili i dominowali. Ale dla Polaków i ludzi polskojęzycznych to był
                      Królewiec i ta nazwa:

                      a. nie jest ani trochę mniej poprawna od "Königsberg", tak jak wyraz 'ser' nie
                      jest mniej ani bardziej poprawny od wyrazu 'fromage' - jest po prostu wyrazem w
                      innym języku

                      b. nie oznacza rewizjonizmu, dążenia do przesuwania granic ani zamazywania
                      historii, podobnie jak nazywanie przez Polaków francuskiego sera 'serem' nie
                      oznacza chęci przywłaszczenia sobie francuskiego dziedzictwa kulinarnego!

                      Nazywanie miasta New York przez Polaków "Nowym Jorkiem" jakoś nie budzi takich
                      emocji, a jest to przecież relacja identyczna.

                      Na marginesie dodam, że podobnie jak Königsberg był przed Królewcem, tak Thorn
                      był przed Toruniem, a Culmsee przed Chełmżą... Choć Rospond i niektórzy inni
                      etymologowie będą - w imię propagandy "odwiecznej polskości ziem polskich" -
                      atakować te hipotezy. Z pozycji niestety pozanaukowych...
                      • wind-eye Re: Bremen 01.05.03, 18:16
                        sze napisał:

                        > Ale dla Polaków i ludzi polskojęzycznych to był
                        > Królewiec i ta nazwa:
                        >
                        > a. nie jest ani trochę mniej poprawna od "Königsberg", tak jak wyraz 'ser'
                        nie jest mniej ani bardziej poprawny od wyrazu 'fromage' - jest po prostu
                        wyrazem w innym języku

                        hm tzn. że "berg" to "wiec"?smile))) skoro już porównujesz do sera i fromage'asmile)
                        • sze Re: Bremen 01.05.03, 23:12
                          > hm tzn. że "berg" to "wiec"?smile)))

                          Łapiesz, amigo. Łapiesz.
                          • stefan4 Re: Bremen 04.05.03, 18:36
                            sze:
                            > Łapiesz, amigo. Łapiesz.

                            Amiga.

                            W jakimś innym wątku ktoś również krzyczał do Wind-Eye ,,Bravo!''. Albo powinno
                            być ,,Brawo!'' po polsku, albo jeśli w języku obcym, to ,,Brava!''.

                            - Stefan
                • kuala_lumpur Re: Bremen 28.04.03, 23:18
                  sze napisał:
                  > A zamiast "Ogrodniki-Lazdijai" powinno być "Ogrodniki-Łoździeje", bo tak
                  jest
                  > po polsku...

                  No właśnie! Ja na przykład mówię Łoździeje, bo po polsku... smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka