Witam.
Postanowiłam założyć wątek na forum, ponieważ zauważyłam, że ostatnio notorycznie pojawiają się dość dziwne sytuacje w moim życiu.

Jeśli można tak to nazwać.
Na wstępie napiszę, że mam 21 lat, jestem studentką, na utrzymaniu rodziców, wynajmuję kawalerkę i mieszkam sama (z kotem).
A oto sytuacje:
1) znajomy z roku (nieszczególnie bliski, na uczelni nawet nie rozmawiamy, oprócz przysłowiowego cześć-cześć, mamy kontakt jedynie przez facebooka) wielokrotnie dzwonił do mnie w godzinach nocnych, czyli 24-2 w nocy, ponieważ był na imprezie i chciał u mnie nocować, gdy będzie z niej wracał, on mieszka pod miastem, ale jego mama ma samochód, są też taksówki i wielokrotnie chwalił się pieniędzmi. Zdarzało się też tak, że dzwonił do mnie i chciał przyjść na noc, tylko dlatego, że następnego dnia rano musiał coś załatwić w mieście i twierdził, że ode mnie jest bliżej.
2) kolejny znajomy z roku, ten bardziej bliski, wielokrotnie proponował spotkanie, na piwo czy coś, po czym gdy się zgadzałam, pytał o której ma u mnie być - nie zapraszałam go pierwsza, generalnie wolę się z niektórymi osobami spotykać na neutralnym gruncie, czyli idziemy do pubu, pijemy piwo i każdy wraca w swoją stronę. Musiałam stosować różne wymówki, a to że u mnie jest mama, a to że jednak coś mi wypadało. Później zaczęłam mówić wprost: "Słuchaj, możemy się spotkać, wypić piwo i pogadać, z tym że jest ładna pogoda i chcę wyjść z domu". Na moje argumenty odpowiadał, że u mnie jest lepsza atmosfera i ciągle powtarzał pytanie o której ma u mnie być.
3) moja była przyjaciółka, z czasów podstawówki-gimnazjum, w ogóle się do mnie nie odzywała, nie interesowało jej co u mnie słychać. Odezwała się wtedy, gdy okazało się, że jej chłopak przez tydzień będzie pracował w mieście, gdzie teraz mieszkam i zapytała czy mogą do mnie przyjechać razem na ten tydzień. Dodam, że był to okres kampanii wrześniowej, czyli poprawy egzaminów, oni nie studiują więc tego nie rozumieją, no i w tym czasie ostatnie o czym myślałam to goszczenie dwóch dodatkowych osób, zwłaszcza, że tydzień to sporo, a rachunki są jednak drogie i to nie jest ani moje mieszkanie, ani ja nie płacę tych rachunków. Odmówiłam, powiedziałam, że muszę się uczyć do egzaminów, obrazili się na mnie.
4) chłopak, z którym się spotykałam, stawiał mnie przed faktem dokonanym, tj. pytanie "o której mam być?", gdy już dla świętego spokoju się zgadzałam, żeby wpadł popołudniu, to okazało się, że przyjeżdżał z całym ekwipunkiem, czyli ręczniki, szczoteczka do zębów i po prostu nocował, a ja wcześniej w ogóle nie spodziewałam się przedłużonej do rana wizyty, zwłaszcza, że przyjeżdżał samochodem. Poza tym on prowadził inny tryb życia, wstawał o 6, ja nieco później i mnie budził wyzywając od śpiochów. Cóż, miarka się przebrała, gdy po raz kolejny bez żadnej powiadomienia przyjechał z rzeczami na noc i zaczął wkładać swoją szczoteczkę do mojego kubka. W dodatku przywiózł wino. Zapytałam go, dlaczego chce pić alkohol, skoro jest samochodem. Odpowiedź: Przecież śpię u Ciebie!
Zdziwił się, gdy go uświadomiłam, że jest inaczej. Dodam, że nie spotykaliśmy się jakoś długo - 2 miesiące i ja nawet nigdy u niego nie byłam.
Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś dowie się, że sama mieszkam. Nie ma oporów, żeby się do mnie wpraszać, gdy wymyślałam wymówki, było jeszcze gorzej, bo sytuacje 1 i 2 się powtarzały ciągle. Gdy zaczęłam mówić NIE, bez zbędnych tłumaczeń, osoby są obrażone i ja mam wyrzuty sumienia, że źle robię.
Dodam tylko, że nocują u mnie bliscy przyjaciele, albo osoby które sama zaproszę i "impreza" się przedłuży, a wiem, że taka osoba ma ograniczony powrót do domu - proponuję nocleg.
Jednak nie lubię wpraszania się i stawiania mnie w niekomfortowej sytuacji, potem ja wychodzę na najgorszą, ponieważ odmawiam. Jak radzić sobie w takich sytuacjach?
Moi przyjaciele i rodzice śmieją się, że powinnam otworzyć hotel, skoro mam ciągle propozycje odwiedzin czy tez noclegu od osób, których nie zapraszam.
Nie wiem, ale mi by nie przyszło do głowy wpraszać się na noc do kogoś w taki sposób.
Co myślicie?