Nie wiedziałam w sumie, jak zatytułować wątek, bo sprawa jest dość nietypowa.
Otóż - zbliżają się moje urodziny. Teraz, z racji załoby nie będą huczne, ale jakies - będą. Już zarezerwowałam salkę w lokalu, wybrałam menu, dałam zaliczkę.
Tymczasem zadzwoniła moja kolezanka z mojego rodzinnego miasta, ze wybiera się do tego, w którym mieszkam teraz z zapytaniem, czy będzie mogła się zatrzymać u mnie.
Przyjeżdża w ważnej dla siebie bardzo, prywatnej sprawie.
Powiedziałam, ze oczywiście może się zatrzymać u mnie, obiecałam, że jej pomogę w jej sprawie. I wszystko byłoby "cacy", gdyby nie to, że owa kolezanka jest strasznym wrogiem alkoholu. Jej eksmąż był nałogowym alkoholikiem, przeszła z nim piekło, kilka lat po ich rozwodzie zapił się na smierć.
Oczywiscie powiedziałam koleżance o moim przyjęciu urodzinowym, które wypadnie w czasie jej pobytu u mnie. No i pojawił się problem, bo ona stwierdziła, ze o ile będzie alkohol, to ona nie pójdzie na nie. Dodała, ze ona zwyczajnie zostanie w domu.
Niby jest to rozwiązanie, ale mnie jest zwyczajnie głupio zostawić na cały wieczór i pewnie kawał nocy koleżankę samą w domu

Nie zna poza mną tu nikogo, żeby mogła ten czas spędzić z kimś innym, nie zna miasta, zresztą co miałaby sama robić "na mieście" do póżnych godzin nocnych.
Z drugiej strony odwołać imprezy już nie mogę, a zrobienie jej w formie bezalkoholowej nie wchodzi w grę.