Dodaj do ulubionych

Studniówkowy dylemat

09.02.14, 13:28
Choc już po tej studniówce, o którą chce zapytać, ciekawa jestem Waszego zdania.

Otóż - w tym roku córka mej koleżanki miała studniówkę. Zwyczajowo bal ten w tej szkole odbywał się w budynku należącym do szkoły, ale z racji tego, ze w budynku tym trwa remont, tegoroczna studniówka odbywała się w wynajętej sali. To znacznie podrożyło koszty imprezy i w związku z tym ktoś z rodziców stwierdził, że nauczyciele, którzy wszak za impreze nie płacą, powinni przyjść na nią bez osób towarzyszących. Część rodziców poparła te osobę, czesc była neutralna. Moja koleżanka uważa, że pomimo, iż istotnie koszty imprezy sa znacznie wyższe niż zeszłoroczne (ma rozeznanie, jako, ze w zeszłym roku studniówkę w tej szkole miał syn jej siostry) nie ma opcji, by takie coś proponować. Była jednak w mniejszości.
Wracając z zebrania wdała się w polemikę z matką dwóch uczennic, która uświadomiła jej, że mając dwoje dzieci "studniówkowych" i nie będąc bogatą pani ta nie ma ochoty płacić za os. tow. dość licznego grona pedagogicznego. Pani ta uważała, ze owszem - owo grono powinni zapraszać uczniowie (w praktyce - płacić za nie ich rodzice), ale za os. tow. każdy nauczyciel powinien sobie zapłacić, albo z niego zrezygnować.
Kolezanka nadal trwała przy swoim, ale przyznała, ze wzbudziło to wszystko w niej wątpliwości - zważywszy na znacznie niż w zeszłym roku wyższy koszt imprezy.
W rozmowie na temat ze mną przyznała, że właściwie to sami nauczyciele wiedzac, ze tegoroczna impreza będzie znacznie droższa powinni zaproponować takie rozwiązanie, że tak byłoby fair i elegancko, ale skoro nie zaproponowali, to rodzicom nie wypadało tego proponować. Ostatecznie nauczyciele poszli z os. tow. u nie płacili za nic, ale dylemat pozostał.
Czy Waszym zdaniem z racji znacznie wyższych w tym roku kosztów studniówki nauczuciele powinni coś takiego sami zaproponować?
Obserwuj wątek
    • beata_ Re: Studniówkowy dylemat 09.02.14, 15:23
      kora3 napisała:

      [...]
      > Czy Waszym zdaniem z racji znacznie wyższych w tym roku kosztów studniówki
      > nauczyciele powinni coś takiego sami zaproponować?

      Moim zdaniem powinni - tylko co z tego, skoro do tej pory nie było o tym mowy, a "mleko się wylało"? smile

      Na mojej studniówce (i studniówce mojej córki) takiego problemu nie było - nauczyciele nie byli zapraszani z osobą towarzyszącą. W ogóle coś takiego nie było brane pod uwagę. Bo niby po co? To przecież impreza typowo szkolna - uczniowie (ew. z parą, za którą płacą) i nauczyciele.
      Jeśli nauczyciele też z parą, to za tę parę również płacą - tak jak uczniowie. To chyba oczywiste.
      O czym tu dyskutować?
      • nchyb Re: Studniówkowy dylemat 09.02.14, 15:33
        > brane pod uwagę. Bo niby po co? To przecież impreza typowo szkolna - uczniowie
        > (ew. z parą, za którą płacą) i nauczyciele.
        > Jeśli nauczyciele też z parą, to za tę parę również płacą - tak jak uczn
        > iowie. To chyba oczywiste.
        > O czym tu dyskutować?

        no właśnie, dla mnie też oczywiste, ale chociażby po tym wątku widać, ze nie dla wszystkich...
    • nchyb Re: Studniówkowy dylemat 09.02.14, 15:32
      ponad dwadzieścia lat temu miałam studniówkę, już wtedy (jeszcze przed przemianami polityczno-gospodarczymi) w moim mieście zdecydowana większość studniówek nie odbywała się w szkołach, a właśnie poza nimi. Więc to nie jest wcale taki wymysł całkiem najnowszy.
      Przy okazji, cztery lata wcześniej miałam też imprezę kończącą szkołę podstawową i ona również zorganizowana była poza szkołą...

      Z tego co pamiętam, uczniowie płacili za siebie i ewentualne osoby towarzyszące, koszt nauczycieli był w to wliczony, osób towarzyszących gronu pedagogicznemu już nie i jeżeli któryś z nauczycieli chciał przyjść z obstawą (a tacy byli w zdecydowanej mniejszości), to jednak płacili za to sami, a nie uczniowie, a raczej ich rodzice...

      > Czy Waszym zdaniem z racji znacznie wyższych w tym roku kosztów studniówki nauc
      > zuciele powinni coś takiego sami zaproponować?
      w świetle tego co napisałam wyżej - tak, uważam, ze tak...
      • beata_ Re: Studniówkowy dylemat 09.02.14, 15:42
        Moja studniówka odbywała się w szkole, studniówka mojej córki - poza szkołą. Nie zmieniło to jednak zasad. Uczestnictwo nauczycieli wliczone w koszt - osoby towarzyszące uczniowi czy nauczycielowi, to (był) koszt osobny.


        ps
        Żeby było śmieszniej i ja, i córka kończyłyśmy tę samą szkołę. smile
    • beata_ Sorry, chyba wziął tu górę... 09.02.14, 15:35
      ... mój stosunek do nazbyt "rozbuchanych" imprez. smile
      Zawsze byłam zdania, że wszytko zależy od sytuacji - np. chrzest, komunia, studniówka, bal maturalny itp., to nie ślub czy bal u królowej, lub innej "księżnej pani". smile
    • znana.jako.ggigus podrożenie kosztów imprezy 09.02.14, 15:39
      ?? dodatkowa obecność kogokolwiek?
      Załóżmy 5 nauczycieli przychodzi z osobami tow., ale jedzenia i picia zamówionego na 100 osób (nadwyżka pewna), starczy i dla 110 osób. Na luzie.
      ja też miałam lata temu studniówkę i też poza szkołą. O ile pamiętam, i nauczyciele i osoby towarzyszące (których było mało), nie płacili za siebie.
      • nchyb Re: podrożenie kosztów imprezy 09.02.14, 15:45
        > Załóżmy 5 nauczycieli przychodzi z osobami tow., ale jedzenia i picia zamówione
        > go na 100 osób (nadwyżka pewna), starczy i dla 110 osób. Na luzie.

        a jak przyjdzie 30 z osobami dodatkowymi?
        to już zmienić proporcje może...
        za tzw naszych czasów mało nauczycieli (o ile w ogóle) przychodziła w parze, teraz z tego co czytam w necie, rzadko się zdarza pojedyncze przyjście...
        i o ile w organizowanej imprezie w sali gimnastycznej, auli czy holu po prostu dostawi się krzesła, mniej na talerzyk nałoży i koszty pozostaną podobne, o tyle w organizowanej na zewnątrz, gdzie liczy się od głowy, a nie od ilości ogólnej jedzenia - to jednak ten luz chyba to nie na miejscu...
        • beata_ Święta prawda :-) [nt] 09.02.14, 15:46

        • znana.jako.ggigus ano fakt - zdawałam maturę 09.02.14, 15:57
          w pocz. lat 90 i wtedy też nauczyciele przychodzili sami.
          Mało tego chciałam napisać jako córka nauczycielki, że nauczyciele w ogóle raczej sami na takie imprezy chadzają.
          A tu zaszła zmiana obyczajowa.
          Mimo to nadal uważam, że to mało eleganckie. Wg mnie na studniąwce nauczyciele są goścmi uczniów i mają prawa gości.
          30 nauczycieli i osób towarzyszących to jakaś spora szkoła, ergo dużo maturzystów, ergo koszty są rozłożone na więcej osób.
          • nchyb Re: ano fakt - zdawałam maturę 09.02.14, 16:11
            > Mimo to nadal uważam, że to mało eleganckie. Wg mnie na studniąwce nauczyciele
            > są goścmi uczniów i mają prawa gości.

            a ja tak nie uważam...

            a co do ilości, moja szkoła była mała, jedna z mniejszych w mieście, było nas w sumie 4 klasy maturalne co dawało ok. 100 uczniów, plus osoby towarzyszące - ok. 140-150 osób.
            Nauczycieli też około 30-40.

            I nie uważam za właściwe i eleganckie obciążanie rodziców kosztami mężów/żon itp nauczycieli. Słusznie zauważyła wyżej Beata, studniówka to nie wesele, nauczyciel będąc na niej jest jednocześnie w roli gościa, ale i w roli pracownika szkoły i opiekuna (czasem wręcz nadzorcy) uczniów, więc przypisywanie mu wszelkich praw gościa jest jednak niecelowe. Co to za gość, który pilnuje, by uczeń po kryjomu nawet lamki szampana nie wychylił... wink
            • znana.jako.ggigus no wiesz jako córka nauczycielki 09.02.14, 16:21
              odpowiem, że skoro nauczyciel przychodzi jako pracownik, to mu się powinno zapłacić za godziny pracy plus dodatek za pracę w nocy plus dodatek na taksówkę (przynajmniej na powrót) plus dodatek na strój plus koszta opieki nad nieletnimi dziećmi nauczyciela/niedołężnymi rodzicami/zwierzętami domowymi, gdy nauczyciel bawi się upojnie na studniówce. To są realne koszta.
              Nie przypominam sobie, żeby ktoś płacił nauczycielom.
              I co do pilnowania niewypitej lampki szampana - nielegalnie alkohol na studniówkach zawsze był. Jak jest teraz - nie wiem. A jeśli nauczyciele by nie pilnowali uczniów i uczniowie wylądowaliby w izbie wytrzeźwień, przemarzli, ba nawet skończyli w szpitalu z powodu nadużycia alkoholu, to czyja byłaby to wówczas wina...?
              Niech zgadnę.
              Jak mówi chińskie przysłowie (poza Polską nieznane): bodajbyś cudze dzieci uczył.
              • nchyb Re: no wiesz jako córka nauczycielki 09.02.14, 16:32
                sama na nauczyciela się nie nadaję, cierpliwości brak
                co do pensji nauczycielskich - jestem głęboko przekonana, zę są za niskie, za mało finansowo jest doceniany ten zawód
                ale uważam, że jednak pewne niematerialne przywileje są, wcale nie małe, szczególnie u tych nauczycieli których karta dotyczy
                jednak zarówno domaganie się dodatkowych pieniędzy na strój studniówkowy (opiekę nad reszt familii itd), jak i brak opłaty za osobę towarzyszącą - ja uważam nie na miejscu. Ty możesz uważać inaczej...

                i tak, uważam, że na studniówce nauczyciel pozostaje w roli mieszanej, jednocześnie gościa i jednocześnie pracownika. I tylko przypominam sobie całkiem niedawny artykuł, jak to w jakiejś szkole uczniowie (by uniknąć kosztów) zaprosili wyłącznie wychowawców i chyba dyrekcję na studniówkę. Bardzo mnie ciekawi, jakie podejście do tego mieli pozostali nauczyciele...
                • znana.jako.ggigus pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 16:38
                  ale skoro nauczyciel jest pracownikiem i opiekunem na studniówce, to trzeba mu zapłacić.
                  Szczególnie rola opiekuna - tu możnac sobie darować alkohol, co uczyni studniówkę imprezą dość tanią. W końcu opiekun nie może być na banismile)
                  Ja się niczego nie domagam, tylko zauważam, że definicja nauczyciela jako pracownika na studniówce ma też konsekwencje.
                  To zaproszenie wychowawców i dyrekcji to chyba efekt zadęcia - teraz studniówki to wystawne bale.
                  I naprawdę uczniowie nie mogą nawet szmapana się oficjalnie napić?
                  • nchyb Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 16:56
                    > ale skoro nauczyciel jest pracownikiem i opiekunem na studniówce, to trzeba mu
                    > zapłacić.

                    toteż mu płacą - barterem... wink

                    na studniówce za moich czasów i na znanych mi obecnych studniówkach alkohol całkowicie był i jest zakazany, nawet symboliczna lampka szampana
                    ale piło się
                    ze wspomnień mojej mamy, która studniówkę miała pod koniec lat 50-tych - też się piło, przyłapali ich i za karę zabronili balu maturalnego...
                    a skoro alkoholu na studniówce nie ma, to nie on czyni ten koszt...

                    przyznaję też rację w innej kwestii, dla mnie robienie ze studniówki balu hucznego, gdzie zaprasza się całą wieś i okolicę (to żart) i nauczycieli podwójnie - to jednak przesada, która na szczęście nie we wszystkich szkołach ma miejsce...
                    • znana.jako.ggigus Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 17:01
                      u mnie był alkohol i to legalnie. Szampan, piwo i wino.
                      Bawili się ludzie dorośli.
                      W toalecie piło się wódkę, ale to nielegalnie.
                      Jestem pewna moich wspomnień, bo byłam przeziębiona i brałam leki. Ale leki się skończyły, dostałam dreszczy i jakaś mądra oosba poleciła mi wypicie dwóch lampek wina. Skończyło się to fatalniesmile)

                      W koszta uczniowie napędzają się sami, organizując wystawne bale to raz. A dwa cała oprawa - sukienka/garnitur/solarium.
                      • nchyb Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 17:10

                        > u mnie był alkohol i to legalnie. Szampan, piwo i wino.
                        > Bawili się ludzie dorośli.

                        u mnie też bawili się dorośli, co nic nie zmieniło
                        miałam w dniu studniówki 19-te urodziny, pamiętam toasty po kryjomu smile

                        a córka koleżanki miała 3 tygodnie temu studniówkę, całkowity zakaz alkoholu, a też dorośli
                        Prosili o lampkę szampana, powiedziano im, ze jak skończą szkołę i zrobią sobie bal maturalny, a teraz zakaz...

                        i co do kosztów, to okołoimprezowe, tak, sami sobie robią, ale koszt imprezy no to już za dużego wpływu nie mają...
                        • znana.jako.ggigus ciekawe 09.02.14, 17:14
                          dla mnie dmonizacja używek jak alkohol powoduje, że ludzie ich nadużywają.
                          Ale dla opiekunów to chyba łatwiej.
                          No to dlaczego studniówki są takie drogie? Zamawia się jedzenie w lokalu z gwiazdką Micheline'a?? Bo teraz ja nie rozumiem.
                          W końcu uczniowie też decydują, ile chcą i mogą płacić. I dlaczego tak dużo?
                          • nchyb Re: ciekawe 09.02.14, 17:22

                            > dla mnie dmonizacja używek jak alkohol powoduje, że ludzie ich nadużywają.

                            w końcu to ponoć prohibicja rozpiła Amerykę smile

                            > No to dlaczego studniówki są takie drogie? Zamawia się jedzenie w lokalu z gwia
                            > zdką Micheline'a?? Bo teraz ja nie rozumiem.
                            ano większość imprez jest w lokalach, w których pracują ludzie, którym trzeba zapłącić
                            kucharze, obsługa kelnerska, prąd, didżej, wynajęcie sali, jedzenie i napoje (bez alkoholu) itp
                            i te lokale, a raczej ich właściciele nie robią tego charytatywnie (jak to w niektórych szkołach robili dawniej rodzice), ale dla zysku, więc marże itp

                            bywa taniej, bywa drożej, ale tak około średnio 200-300 zł od pary (chociaż znam studniówki znacznie droższe) to się spotykam, a tu gdzie mieszkam to już dla niektórych spory wydatek, tak ok. 1/5-1/4 miesięcznej pensji, z której żyje czasem cała rodzina (naprawdę, chociaż to dla mnie trudne do pojęcia)...
                      • beata_ Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 17:33
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        . [...]
                        > W koszta uczniowie napędzają się sami, organizując wystawne bale to raz. A dwa
                        > cała oprawa - sukienka/garnitur/solarium.

                        Pewna jesteś, że sami się w te koszta wpędzają?
                        Zarabiają, decydują, płacą za te "wystawne bale"?
                        To rodzice jednak decydują o wszystkim - o oprawie też smile
                  • margonik Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 17:18
                    Uważam, źe nauczyciel na studniówce zdecydowanie jest w pracy, a nie na imprezie. Tak samo, jak na wycieczkach szkolnych itp.
                    Do pensji nic mu dopłacać nie trzeba, bo zgodnie z kartą nauczyciela ma płacone za 40h tygodniowo, z czego tylko około połowa to godziny "przy tablicy", a reszta jest przewidziana na wszelkie inne prace.
                    Żądanie, aby mu płacić za strój i taksówkę też jest irracjonalne. Nie jestem nauczycielem i raz do roku w ramach obowiązków służbowych idę na bankiet z klientami. Niby idę sie bawić, ale cały czas jestem w pracy (dokładnie, jak nauczyciel na studniówce), nie mogę przesadzić z alkoholem i w ramach obowiązków zawodowych jestem zobowiązana konwersować z osobami, z którymi niekoniecznie mam ochotę. Oczywiście nie płacę za wstęp, ale ubrać sie muszę sama, dojechać i wrócić sama, a gdybym przyszła z osobą towarzyszącą, to by mnie chyba z pracy wylali!

                    • znana.jako.ggigus na bankiecie możesz się najeść 09.02.14, 17:23
                      i napić. A nauczyciel na studniówce ma pilnować, żeby się dzieci nie pospijały
                      np.
                      To dwie inne rzeczy - bankiet i odpowiedzialność za powierzonych maturzystów.
                      • margonik Re: na bankiecie możesz się najeść 09.02.14, 17:46
                        Nauczyciel ma studniówce tez się może najeść, ale to nie ma nic do rzeczy. Tak, jak piszesz - jest w tym momencie odpowiedzialny za uczniów, a co za tym idzie - jest w pracy, a do pracy nie zabiera się osób towarzyszących.
                        Jesli już zabiera, to nie powinien oczekiwać, że uczniowie będą za to płacić.
                        • znana.jako.ggigus no to jeśli nauczyciel idzie do pracy, 09.02.14, 17:48
                          to trzeba mu zapłlacić. Plus koszta, o których pisałam.
                          Oczywiście b. chodziło mi o picie. Jako opiekun nauczyciel nie powinien być na bani.
                          • beata_ Wciąż nie zmienia to faktu, że... 09.02.14, 17:57
                            znana.jako.ggigus napisała:

                            > to trzeba mu zapłacić. Plus koszta, o których pisałam.

                            ... za pracę płaci pracodawca.
                            Czy zapłaci jeszcze za jakiś "plus", to zależy również od niego.
                            Swoją drogą, chciałabym zobaczyć takiego, co płaci również za te "plusy". smile

                            > Oczywiście b. chodziło mi o picie. Jako opiekun nauczyciel nie powinien być na
                            > bani.

                            O czym Ty w ogóle mówisz? Zaliczasz picie (w domyśle - alkoholu) do tych "plusów", czy do opieki nad młodzieżą (obojętne czy pełnoletnią)?
                            Chyba śnię albo całkiem nie rozumiem Twojego toku myślenia. smile
                            • znana.jako.ggigus dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 09.02.14, 18:04
                              - nauczyciel nie płaci za siebie i za osobę towarzyszącą.
                              Być może spowodowałoby to obniżenie rozdętych kosztów imprezy. Być może.

                              Co do alkoholu i mojej, cytowanej przez Ciebie, wypowiedzi - odnosiło się to do porówniania studniówki i roli nauczyciela-opiekuna z uczestnictwem na firmowym bankiecie. Wyrwałaś moją wypowiedź zupełnie z kontekstu.
                              • margonik Re: dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 09.02.14, 18:22
                                Na bankiecie firmowym tak samo nie możesz pić, jak na studniówce. Owszem - lampka wina symbolicznie.
                                Na bankiecie służbowym jesteś w pracy i tak samo na studniówce jesteś w pracy.
                                A nauczyciel ma jak najbardziej płacone. Co miesiąc.... (w tym także w wakacje)
                                Pensja nauczycielska to nie tylko pensja ze godziny lekcyjne. Etat nauczyciela to pełne 40h, z czego połowa to czas przeznaczony na przygotowanie do zajęć, sprawdzanie klasówek, wyjścia z uczniami, działania wychowawcze, imprezy uczniowskie i w tym także studniówki.
                                I pokaz mi pracodawcę, który płaci pracownikowi za to, ze musi nianię znaleźć do dzieci na czas pracy, dojechać do pracy i jeszcze ubrać się adekwatnie (pomijając tych, co chodzą we wszelkiej maści "mundurkach")?
                                Niskie pensje nie usprawiedliwiają takich roszczeń. Tak samo, jak nie usprawiedliwiają oczekiwań, że rodzice zapłacą za zabawę osób towarzyszących, będą fundować nauczycielom i ich małżonkom zagraniczne wakacje (a znam takie przypadki pod szyldem "zielonych szkół"), czy kupować drogie prezenty na zakończenie roku.... Niestety obecnie, co niektórym nauczycielom przewraca sie w głowach.... Nie dotyczy to oczywiście wszystkich pedagogów.
                                • beata_ Re: dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 09.02.14, 18:33
                                  margonik napisała:

                                  > [...]
                                  > Niestety obecnie, co niektórym nauczycielom przewraca sie w głowach.... Nie
                                  > dotyczy to oczywiście wszystkich pedagogów.


                                  Weź jeszcze może pod uwagę, że to niekoniecznie nauczycielom się w tych głowach przewraca. Często "winni" są niestety rodzice.


                                  ps
                                  Nie jestem nauczycielką - żeby nie było, że bronię siebie i ludzi swojej profesji... smile
                                  • margonik Re: dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 09.02.14, 19:25
                                    > Weź jeszcze może pod uwagę, że to niekoniecznie nauczycielom się w tych głowach
                                    > przewraca. Często "winni" są niestety rodzice.

                                    Tak, masz rację, że to często rodzice doprowadzają do tego, a niektórzy nauczyciele niestety bez skrupułów wykorzystują, nie wyczuwając granic i nawet nie dostrzegając w tym niestosowności. Nie byłoby takich sytuacji, gdyby rodzice nie mieli zapędów "dopieszczać" nauczycieli, jednak nauczyciele powinni przeciwstawiać sie temu - po pierwsze ze względu na swoją funkcję, a po drugie mając też na uwadze, że w klasie są dzieci o rożnym statusie materialnym i nie dla każdego takie zrzutki na nauczycieli to drobiazg.
                                    • beata_ Ale to już inna bajka. 09.02.14, 20:12
                                      margonik napisała:

                                      > Tak, masz rację, że to często rodzice doprowadzają do tego, a niektórzy nauczyciele
                                      > niestety bez skrupułów wykorzystują, nie wyczuwając granic i nawet nie dostrzegając
                                      > w tym niestosowności. Nie byłoby takich sytuacji, gdyby rodzice nie mieli
                                      > zapędów "dopieszczać" nauczycieli, jednak nauczyciele powinni przeciwstawiać
                                      > się temu - po pierwsze ze względu na swoją funkcję, a po drugie mając też na
                                      > uwadze, że w klasie są dzieci o rożnym statusie materialnym i nie dla każdego
                                      > takie zrzutki na nauczycieli to drobiazg.

                                      Ogólnie niewielki mamy na to wpływ, chyba że jako rodzice.
                                      Na wszelkich wywiadówkach byłam zawsze przeciwna różnym przesadnym akcjom. Starałam się, by inni rodzice powrócili do rzeczywistości, gdy nadmiernie od niej odbiegali. smile
                                      Nie było łatwo...
                                • lasho11 Re: dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 20.02.14, 01:19
                                  Niedobrze mi sie robi jak czytam o ciągłym przygotowywaniu sie nauczycieli do zajęć !!!!!
                                  To chyba jakieś osły skończone. Przecież przez całe życie klepią to samo. Czego niby nowego uczy sie taki nauczyciel ? Czego nowego dowie się historyk, matematyk czy polonista ?
                                  Czysta kpina. Wziąwszy pod uwagę ile mają płatnego wolnego (zdaje się praca to 18 h tygodniowo, a przez 22 h sprawdzają klasówki i się douczają-HA HA HA ) , to niezła leserka.
                                  Ludzie zacznijcie w końcu SAMODZIELNIE MYSLEĆ.
                              • beata_ Re: dlatego istnieje trzecie - eleganckie wyjście 09.02.14, 18:27
                                znana.jako.ggigus napisała:

                                > - nauczyciel nie płaci za siebie i za osobę towarzyszącą.
                                > Być może spowodowałoby to obniżenie rozdętych kosztów imprezy. Być może.

                                Ale dlaczego ta osoba towarzysząca? Potrafisz to uzasadnić? Nauczyciel jest jednakowoż w pracy - jakkolwiek by na to nie spojrzeć. Do pracy też chadza ze swoją "połową"?


                                > Co do alkoholu i mojej, cytowanej przez Ciebie, wypowiedzi - odnosiło się to do
                                > porównania studniówki i roli nauczyciela-opiekuna z uczestnictwem na firmowym
                                > bankiecie. Wyrwałaś moją wypowiedź zupełnie z kontekstu.

                                Niczego nie wyrywałam, jak sądzę... Nauczyciel-opiekun na studniówce NIE JEST na bankiecie, czego zdajesz się nie zauważać.
                                Jego główną rolą nie jest "dobrze się bawić" (z osobą towarzyszącą lub bez), tylko dobrze wykonać swoje zadanie. Za to mu płaci pracodawca, a po części (bo to dodatkowe zadanie w końcu) rodzice uczniów. Dlaczego mieliby jeszcze płacić za osobę towarzyszącą?
                          • kora3 Ja się nieśmiało wtrącę 10.02.14, 09:00
                            otóż - po pierwsze te b. niskie pobory nauczycieli to mit smile Bardzo mało zarabia nauczyciel startujący w zawodzie, na serio grosze. Ale taki z większym stażem, mający te wszystkie mianowania i dyplomowania - wcale nie. Nie chodzi o to, ze to źle, bo dobrze, ale nie ma co powtarzać mitów o tych groszowych rzekomo pensjach nauczycielskich.
                            Po drugie - z tego do mi wiadomo, to na studniówce są wyznaczeni nauczyciele do pilnowania uczniów - najczęściej sa to wychowawcy klas maturalnych. Za bycie wychowawcą mają dodatkowo płacone (nie za studniówkę, tylko w ogóle). natomiast na imprezę proszeni sa wszyscy nauczyciele, którzy wcale nie mają obowiązku pilnować na niej uczniów, tym bardziej, ze z reguły na studniówce sa też przedstawiciele rodziców maturzystów właśnie po to, by wspomóc wychowawców w owym pilnowaniu i doglądać przebiegu imprezy.

                            Zatem jeśli dla nauczyciela studniówka to taka katorga, to zwyczajnie, o ile nie jest wychowawcą klasy maturalnej, albo nie wyznaczył go do pilnowania w zastępstwie tegoż dyrektor placówki, może NIE IŚĆ na imprezę grzecznie dziękując za zaproszeniesmile
                            Zwykle jednak nauczyciele, nawet jeśli nie muszą - chodzą na te studniówki i nie ma w tym nic złego, ale sugestia, ze są wówczas w pracy i powinno się im za to zapłacić jest po prostu śmieszna
                            • znana.jako.ggigus niestety jak myślałam - dyskusja 11.02.14, 11:54
                              rozwinęła się w stonę podorów nauczycieli, długich ferii i ogólnie osoby nauczycieli.
                              Co ciekawe - w Niemczech np. to zawód szanowany.
                              • kora3 Chwila Ggigus 11.02.14, 12:31
                                Ja niczego o długich feriach nie pisałam, ani tym bardziej o tym, żeby nie szanować zawodu nauczyciela!
                                Napisałam tylko, że opowieści o głodowych pensjach nauczycielskich to są mity, bo SĄ!
                                Znam wielu nauczycieli w szkołach stopnia różnego oraz ludzi innych zawodów. Zarówno w sektorze budżetowym, jak i prywatnym. Nauczyciel dyplomowany z dłuższym stażem w zawodzie wcale nie wypada ze swoimi poborami źle na tle innych. To wcale nie oznzcaza, ze moim zdaniem zarabia za dużo, żeby jasność była. To oznacza tylko tyle, żeby nie przyjmować poborów nauczyciela stazysty za standard płacy w tym zawodzie i nie powtarzać mitów. To samo tyczy się np. lekarzy, którzy na stazu zarabiają b. mało, ale przecież staż się kończy, a lekarz z doświadczeniem może zarobić naprawdę sporo.

                                Nie napisałam niczego, co by zawodowi nauczyciele uchybiało, czy było okazywaniem braku szacunku.
                                Odniosłam się tylko do tego, że nieprawdą jest, iż wszyscy nauczyciele na studniówce są w pracy. Są wychowawcy klas, a za wychowawstwo jako takie nauczyciel ma płacony dodatek do pensji, wiec nie ma uzasadnienia, żeby mu za bycie w pracy na studniówce jeszcze raz płacić.
                                • znana.jako.ggigus nie piłam do Ciebie:) 11.02.14, 12:35
                                  czytałam parę wypowiedzi i jak przypuszczałam, poszło w tym kierunku.
                                  Struktura drzewka nie pozwala zasygnalizować, że się odnoszę jednocześnie do wielu innych wypowiedzi.
                                  • kora3 pozwala 11.02.14, 12:50
                                    struktura drzewka smile, ale nie w tym rzecz
                  • beata_ Re: pensja czy cierpliwość to jedno 09.02.14, 17:23
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > ale skoro nauczyciel jest pracownikiem i opiekunem na studniówce, to trzeba mu
                    > zapłacić.

                    Czy to rola rodziców/uczniów? Nie wydaje mi się. smile

                    > Szczególnie rola opiekuna - tu można sobie darować alkohol, co uczyni studniówkę
                    > imprezą dość tanią. W końcu opiekun nie może być na banismile)

                    Na studniówce z założenia NIE MA alkoholu!
                    W swoim czasie lampka wina była dopiero na balu maturalnym. PO MATURZE.

                    > Ja się niczego nie domagam, tylko zauważam, że definicja nauczyciela jako pracownika
                    > na studniówce ma też konsekwencje.

                    J.w.
                    Obowiązki ma ew. pracodawca - na pewno NIE rodzice uczniów/uczniowie.


                    > To zaproszenie wychowawców i dyrekcji to chyba efekt zadęcia - teraz studniówki
                    > to wystawne bale.

                    Można się na to zadęcie zgodzić lub nie. Zależy od rodziców chyba, prawda? smile


                    > I naprawdę uczniowie nie mogą nawet szampana się oficjalnie napić?

                    Kiedyś (i według mnie teraz też) - nie powinni. Dopiero na balu maturalnym. smile
                    Czy to właściwe podejście, można się spierać - w końcu to pewnego rodzaju hipokryzja.
                    Zwłaszcza, że bali maturalnych teraz nie ma i okazji do oficjalnego "napicia się szampana" też nie.

                    ps
                    Inna rzecz, to tzw. "nielegalny" alkohol - chyba zawsze był przy takiej okazji i nie ma szans tego wyeliminować...
                    • znana.jako.ggigus momencik - kim jest wg Ciebie 09.02.14, 17:28
                      nauczyciel na studniówce? bo nie rozumiem
                      opiekunem czy uczestnikiem?
                      I może u Ciebie i Twojej córki nie było alkoholu, ale u mnie i u mojej siostry był.
                      W Polsce. Krótko przed i krótko po 89 tak gwoli informacji.
                      • beata_ Re: momencik - kim jest wg Ciebie 09.02.14, 17:46
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        > nauczyciel na studniówce? bo nie rozumiem
                        > opiekunem czy uczestnikiem?

                        Sama się może zastanów kim nauczyciela postrzegasz smile
                        Jeśli uczestnikiem, to dlaczego chcesz, żeby mu płacić za uczestnictwo a nie odwrotnie?
                        Jeśli opiekunem/pracownikiem szkoły, to dlaczego ktoś inny niż szkoła ma mu za tę opiekę płacić?

                        > I może u Ciebie i Twojej córki nie było alkoholu, ale u mnie i u mojej siostry
                        > był.

                        Według mnie (podkreślę owo "według mnie") - nie powinno tak być, ale to moje zdanie.


                        > W Polsce. Krótko przed i krótko po 89 tak gwoli informacji.

                        No i?
                        Gwoli informacji - moje doświadczania dotyczą lat 1979 (ja), 2007 (córka) i wcześniejszych niż 79 rok (brat i inni znajomi). Również w Polsce i cóż stąd?
                        • znana.jako.ggigus nie muszę się zastanawiać, bo 09.02.14, 17:51
                          dosyć jasno wyłożyłam swoje stanowisko w wielu postach powyżej.
                          Nie będę się powtarzać i nadal chciałabym wiedzieć, kim jest wg Ciebie nauczyciel nac studiówce.
                          Obecność alkoholu - było, minęło w moim przypadku, więc pisanie jak powinno być, nie ma sensu.Kategoryczny zakaz to wg mnie demonizacja, ale to mój pogląd. No i umiarkowane picie to nomalne w świecie dorosłych.
                          • beata_ Re: nie muszę się zastanawiać, bo 09.02.14, 18:11
                            znana.jako.ggigus napisała:

                            > dosyć jasno wyłożyłam swoje stanowisko w wielu postach powyżej.

                            Niezupełnie jasno, ale o to mniejsza. Wyraziłam swoje zdanie w swoich postach powyżej i poniżej. smile

                            > Nie będę się powtarzać i nadal chciałabym wiedzieć, kim jest wg Ciebie nauczyciel
                            > na studniówce.

                            Jest nauczycielem i opiekunem z tzw. "ramienia" pracodawcy. Z pewnością nie jest gościem w całym tego słowa znaczeniu.


                            > Obecność alkoholu - było, minęło w moim przypadku, więc pisanie jak powinno być,
                            > nie ma sensu.

                            A niby dlaczego? smile
                            Sama podjęłaś ten temat, rzucając przy okazji datami... Jakby to miało jakieś znaczenie.


                            > Kategoryczny zakaz to wg mnie demonizacja, ale to mój pogląd. No
                            > i umiarkowane picie to normalne w świecie dorosłych.

                            Nie demonizacja, tylko pewna zasada.
                            Bywa, że zasady się zmieniają, ale to nie musi oznaczać zgody na te zmiany. Zwłaszcza, jeśli mamy na to wpływ.
                            No i pełnoletniość (np. w przypadku maturzystów) nie zawsze oznacza dorosłość smile
                            Moim zdaniem niech mają świadomość, że bywają ograniczenia - choćby tak iluzoryczne, jak zakaz alkoholu na studniówce, który i tak łamią za (cichą) wiedzą doroślejszych od nich. smile
                            • droch Re: nie muszę się zastanawiać, bo 09.02.14, 22:49
                              > Jest nauczycielem i opiekunem z tzw. "ramienia" pracodawcy.
                              > Z pewnością nie jest gościem w całym tego słowa znaczeniu.

                              Rozumiem, że koszty związne z uczestnictwem pokrywane przez rodziców nauczyciel rozlicza jako przychód w zeznaniu podatkowym?

                              > Moim zdaniem niech mają świadomość, że bywają ograniczenia - choćby tak
                              > iluzoryczne, jak zakaz alkoholu na studniówce, który i tak łamią za (cichą) wie
                              > dzą doroślejszych od nich. smile

                              Tak. To doskonała lekcja. Ale raczej hipokryzji rządzącej światem tzw. dorosłych.
                              • beata_ Re: nie muszę się zastanawiać, bo 09.02.14, 23:11
                                droch napisał:

                                > > Jest nauczycielem i opiekunem z tzw. "ramienia" pracodawcy.
                                > > Z pewnością nie jest gościem w całym tego słowa znaczeniu.
                                >
                                > Rozumiem, że koszty związne z uczestnictwem pokrywane przez rodziców nauczyciel
                                > rozlicza jako przychód w zeznaniu podatkowym?

                                A jakie to ma znaczenie w związku z tym, co napisałam?


                                > > Moim zdaniem niech mają świadomość, że bywają ograniczenia - choćby tak
                                > > iluzoryczne, jak zakaz alkoholu na studniówce, który i tak łamią za (cichą)
                                > > wiedzą doroślejszych od nich. smile
                                >
                                > Tak. To doskonała lekcja. Ale raczej hipokryzji rządzącej światem tzw. dorosłych.

                                Toż przecież o hipokryzji też napisałam, tylko wcześniej. Musisz tak "odkrywczo" powtarzać?
                                • droch Re: nie muszę się zastanawiać, bo 10.02.14, 07:49
                                  > > Rozumiem, że koszty związne z uczestnictwem pokrywane przez rodziców nauc
                                  > zyciel
                                  > > rozlicza jako przychód w zeznaniu podatkowym?
                                  >
                                  > A jakie to ma znaczenie w związku z tym, co napisałam?

                                  Ano tym, że zazwyczaj pracownicy wykonujący pracę zleconą przez pracodawcy są opłacani *wyłącznie* przez pracodawcę. Próbuję więc drążyć temat, czy aby na pewno to możemy traktować w taki sposób jak przedstawiłaś.
                                  Bo o tym, że *faktycznie* nauczyciele żadnej opieki na studnówce nad uczniami nie sprawują, to chyba wiesz tak samo jak i ja...

                                  > Toż przecież o hipokryzji też napisałam, tylko wcześniej. Musisz tak "odkrywczo
                                  > " powtarzać?

                                  Napisałaś też wiele innych rzeczy, z niektórymi się zgdzam, z innymi nie, ale swoje zdanie mam w zwyczaju przedstawiać osobiście.
                                  • znana.jako.ggigus kwestię płacy za nadgodziny pominę 11.02.14, 11:56
                                    ale też uważam, że to hipokryzja z alkoholem. Podoba mi się kultura óródziemnomorska alkohol pije się do obiadu i robią to dzieci nastoletnie. Ostracyzmem karane jest upicie się (i dlatego WŁŁosi szaleją na monachijskim Oktobereściesmile)
                                    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
                            • znana.jako.ggigus do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 11:59
                              rzuciłaś datą Ty też bodajże nawet jako pierwsza.
                              Więc nie rozumiem problemu.
                              Dla mnie bez sensu jest po tylu latach pisanie przez inną osobę, jak powinna wyglądać moja studniąwka. Ale mniejsza, to Twoja sprawa.
                              Wolę kulturę śródziemnomorską - pije się alkohol i źle widziane jest upicie się czyli nadmiar, a nie udawanie, że alkoholu nie ma.
                              W pozostałycn, poustonych przez Ciebie kwestiach, wypowiedziałam się i nie chcę się powtarzać.
                              • beata_ Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 16:23
                                znana.jako.ggigus napisała:

                                > rzuciłaś datą Ty też bodajże nawet jako pierwsza.
                                > Więc nie rozumiem problemu.

                                Zdecydowanie NIE jako pierwsza - warto pamiętać, co się napisało smile

                                forum.gazeta.pl/forum/w,10226,149440471,149442317,ano_fakt_zdawalam_mature.html
                                forum.gazeta.pl/forum/w,10226,149440471,149443406,momencik_kim_jest_wg_Ciebie.html
                                > Dla mnie bez sensu jest po tylu latach pisanie przez inną osobę, jak powinna wyglądać
                                > moja studniąwka. Ale mniejsza, to Twoja sprawa.

                                Nie napisałam, jak powinna wyglądać Twoja studniówka, tylko jakie mam zdanie na ten temat w ogóle.

                                > Wolę kulturę śródziemnomorską - pije się alkohol i źle widziane jest upicie się
                                > czyli nadmiar, a nie udawanie, że alkoholu nie ma.

                                To niezupełnie udawanie, że alkoholu nie ma. smile
                                Młodzież prześciga się w pomysłach, jak ewentualny zakaz/brak alkoholu ominąć, opiekunowie (nauczyciele, rodzice) zdają sobie z tego sprawę (w końcu nie są idiotami), ale nie są w stanie wyłapać wszystkich takich przypadków.
                                Jestem niepoprawną tradycjonalistką i optymistką "w jednym" - nadal uważam, że oficjalna zgoda i przyzwolenie na alkohol na studniówce, to jakieś nieporozumienie. Może mi się zakodowało z okresu, kiedy studniówkowa młodzież w większości nie była pełnoletnia i oficjalny alkohol był po prostu sprzeczny z naszym prawem. smile
                                • znana.jako.ggigus masz racje, sprawdzalam 11.02.14, 16:29
                                  ale Ty jako pierwsza zaczelas z ramami czasowymi w ogole.
                                  Tyle ze to nie ma znaczenia i nie ja temat dat drazylam.
                                  Jesli na studniowce oficjalnie alkoholu nie ma, to wszyscy udaja, ze go nie ma, bo go nie ma na stole. Bo pisanie o alkoholu w toalecie to truizm. U nas byla wodka w kiblu.
                                  A ja nadal wole atmosfere przyzwolenia picia, ale nieprzekraczania granic.
                                  Kwesta gustu.
                                  Cieszy mnie Twoje zdanie na temat alkoholu.
                                  • beata_ Re: masz racje, sprawdzalam 11.02.14, 17:40
                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                    > ale Ty jako pierwsza zaczelas z ramami czasowymi w ogole.

                                    Kolejny błąd chronologiczny. smile
                                    Dlaczego uparcie przypisujesz mi coś, czego nie zrobiłam?
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,149440471,149441946,Re_Studniowkowy_dylemat.html

                                    > Tyle ze to nie ma znaczenia i nie ja temat dat drazylam.

                                    No ale właśnie drążysz smile

                                    > Jesli na studniowce oficjalnie alkoholu nie ma, to wszyscy udaja, ze go nie ma,
                                    > bo go nie ma na stole. Bo pisanie o alkoholu w toalecie to truizm. U nas byla
                                    > wodka w kiblu.

                                    No poniekąd udają, ale o tej hipokryzji pisałam już wyżej - jako pierwsza. smile

                                    > A ja nadal wole atmosfere przyzwolenia picia, ale nieprzekraczania granic.

                                    Pełna zgoda, ale granicą są również okoliczności, a nie tylko ilość spożytego alkoholu.
                                    Dla mnie szkoła, to szkoła - nawet "delegowana" na zewnątrz, jak bywa w przypadku studniówki. W szkole uczniowie przyzwolenia na alkohol nie dostaną, prawda? Uczestnicy studniówki nadal są uczniami, zarówno w jej budynku, jak i na imprezie szkolnej na zewnątrz.
                                    Myślę, że to dlatego oficjalna lampka wina/szampana pojawiała się dopiero na balu maturalnym (kiedy te bale jeszcze były), gdy uczniowie formalnie i praktycznie uczniami już nie byli. smile
                                    • znana.jako.ggigus wybacz, to ja uzylam argumentu daty 12.02.14, 12:13
                                      jako pierwsza. Natomiast nie ja zaczelam pisac o znaczeniu tego argument,y nadal uwazam, ze to bez znaczenia, kto i kiedy i gdzie zdawal. Czy w tej samej szkole, co corka czy tez nie.
                                      Ale to naprawde niewazne.
                                      W tej dykusji chodzilo o cos innego.
                                      I nadal powtarzam - wole kulture, gdzie jest przyjety alkohol, gdzie nastolatkowie od 14., 15 r. zycia pija w towarzystwie rodzicow, a karane ostracyzmem spolecznym jest jedynie nieumiiejetne dozowanie tej czy jakiejkolwiek innej uzywki, ergo utrata kontroli nad sytuacja.
                                      Dlatego dla mnie picie na studniowce nie bylo problemem, nawet sie wowczas nie zastanawialam. Ba nawet na nieszczesnym polmetku tez byl alkohol, III klasa. Nie wiem, czy ktos robi jeszcze takie imprezy. Nie pamietam jednak, czy oficjalnie byl.
                                      Ale to moje upodobania, Ty masz inne.
                                      • beata_ Re: wybacz, to ja uzylam argumentu daty 12.02.14, 18:19
                                        znana.jako.ggigus napisała:

                                        > jako pierwsza. Natomiast nie ja zaczelam pisac o znaczeniu tego argument,y nadal
                                        > uwazam, ze to bez znaczenia, kto i kiedy i gdzie zdawal.

                                        Termin nie ma znaczenia jako argument sam w sobie, ale może posłużyć jako tło i świadectwo ewentualnych zmian lub ich braku w "zwyczajach".


                                        > Czy w tej samej szkolele, co corka czy tez nie.

                                        To akurat było pewną ciekawostką, choć nie do końca. smile
                                        Bo jak wyżej piszę - pokazuje, że mimo dużego odstępu czasowego, innego miejsca "studniówkowania" zasada bezalkoholowa pozostała.


                                        > W tej dykusji chodzilo o cos innego.

                                        Dokładnie!
                                        Kora zapytała: "Czy Waszym zdaniem z racji znacznie wyższych w tym roku kosztów studniówki nauczyciele powinni coś takiego sami zaproponować?" To znaczy zaproponować przyjście bez osób towarzyszących.

                                        Ale tak to już jest, że wątki meandrują i pojawiają się tematy poboczne, jako i ten alkoholowy. smile


                                        > I nadal powtarzam - wole kulture [...]
                                        >
                                        > Ale to moje upodobania, Ty masz inne.

                                        Skąd to Twoje przekonanie o moich upodobaniach? Nic o tym nie pisałam - pisałam o swoim zdaniu na temat oficjalnego alkoholu na studniówce. Mało tego - gdzieś po drodze wyjaśniłam (po części również sobie) skąd mi się takie zdanie na ten temat wzięło. Z upodobaniami nie ma to nic wspólnego akurat.
                                        • znana.jako.ggigus no i w jednej szkole studniowki 15.02.14, 14:37
                                          sa bezalkoholowe, w innej to sie zmienia. Jak to z zyciu i na swiecie.
                                          Dobrze, cofam, Ty masz nie upodobodanie a ZDANIE w tej w kwestii. I bede o tym pamietac.
                                          • beata_ Wbrew pozorom jest to jednak pewna różnica... 17.02.14, 01:33
                                            ... między upodobaniami i zdaniem na dany temat. smile
                                            Mogę mieć zdanie przeciwne (w niektórych sytuacjach) niż upodobania - bywa i tak.

                                            A zmiany? Są raczej nieuniknione, choć nie zawsze, co chciałam pokazać - jak to w życiu i na świecie wink

                                            znana.jako.ggigus napisała:

                                            [no i w jednej szkole studniowki]
                                            > sa bezalkoholowe, w innej to sie zmienia. Jak to z zyciu i na swiecie.
                                            > Dobrze, cofam, Ty masz nie upodobodanie a ZDANIE w tej w kwestii. I bede o tym
                                            > pamietac.
                                • a1ma Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 16:48
                                  > Jestem niepoprawną tradycjonalistką i optymistką "w jednym" - nadal uważam, że
                                  > oficjalna zgoda i przyzwolenie na alkohol na studniówce, to jakieś nieporozumie
                                  > nie. Może mi się zakodowało z okresu, kiedy studniówkowa młodzież w większości
                                  > nie była pełnoletnia i oficjalny alkohol był po prostu sprzeczny z naszym prawe
                                  > m. smile

                                  Czy coś sie w tej kwestii zmieniło?
                                  • droch Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 16:52
                                    Maturę zdecydowana większość uczniów zdaje w wieku 19 lat.
                                    • a1ma Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 17:36
                                      Racja. Ale za kilka lat to sie znów zmieni, skoro 6-latki ida do szkół wink
                                      • droch Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 12.02.14, 23:38
                                        Zmieni, ale raczej za -naście lat, a większość za nas wówczas już nie będzie zaglądać na te forum smile
                                  • beata_ Re: do beaty_(nie wiem, jak idzie drzewko:) 11.02.14, 17:44
                                    a1ma napisała:

                                    > > Jestem niepoprawną tradycjonalistką i optymistką "w jednym" - nadal uważam,
                                    > > że oficjalna zgoda i przyzwolenie na alkohol na studniówce, to jakieś nieporozumienie.
                                    > > Może mi się zakodowało z okresu, kiedy studniówkowa młodzież w większości
                                    > > nie była pełnoletnia i oficjalny alkohol był po prostu sprzeczny z naszym prawem. smile

                                    > Czy coś sie w tej kwestii zmieniło?

                                    W kwestii prawa - oczywiście nie. Natomiast młodzież studniówkowa jest teraz w większości pełnoletnia. smile
                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: momencik - kim jest wg Ciebie 20.02.14, 06:36
                          beata_ napisała:

                          I może u Ciebie i Twojej córki nie było alkoholu, ale u mnie i u mojej si
                          > ostry
                          > > był.

                          Według mnie (podkreślę owo "według mnie") - nie powinno tak być, ale to moje zdanie.

                          Absolutnie popieram. nie rozumiem, po co dorastajacej mlodziezy na studniowce
                          alkohol. bez tego bawic sie nie potrafia?

                          Minnie
                          • kora3 Damo, zagrajmy w otwarte karty :) 22.02.14, 06:50
                            Ludzie po 18-19 lat w świetle prawa są dorośli
                            owszem na ogół nie utrzymują się sami, ale to nie zmienia faktu, ze mogą sobie legalnie w sklepie, pubie kupic alkohol. Sprzedawca czy barman poprosi o dowód osobisty, taki ktoś go ma i okaze i nie ma dyskusji, czy umie się bawic bez alkoholu, czy nie i dlaczegosmile
                            W świetle prawa to nie jest "dorastająca młodzież" tylko dorośli ludzie.
                            Tak samo mogłabyć pytać po jakie licho alkohol na weselu, albo imprezie integreacyjnej - cóz to ludzie 20+, 30+, 40+, 50+ nie umieją się bez niego bawic?

                            Przy okazji przypomniało mi się coś...Otóż ja kończyłam srednia szkołę o bardzo restrykcyjnych regułach, tak w stroju, jak i ze tak powiem obyczajach. obowiązywał nas granatowy garnitur i krawat. Jeśli ktoś został przyłapany na paleniu papierosów nie pod szkołą, a także poza jej terenem miał spore kłopoty. Było to technikum, wiec ludzie w V klasie mieli już 19, a po półroczu niektórzy 20 lat smile
                            W tamtym czasie nie było obostrzeń dotyczących palenia w pobliżu, a nawet na terenie placówek edukacyjnych. Palili np. nauczyciele w pokoju nauczycielskim.
                            W tamtym czasie też zaczęły powstawać szkoły policealne. Przy naszej szkole też powstało studium dla ludzi po liceach, którzy chcieli być także technikami. No i co się "podziało" ?
                            Ano to, ze ludzie w wieku moim i moich kolegów z klasy stali sobie pod szkołą i palili na legalu papierosy oraz chodzili na zajęcia (w tym samym budynku, w tymi samymi nauczycielami - głownie przedmiotów zawodowych) ubrani dowolnie, a moi palący koledzy bali się palić nawet za słynnymi garażami opodal szkoły, a garnitur nadal nas obowiązywał. smile
                            Uczący się w studium byli traktowani jak studenci, czyli jak dorośli, a my jak uczniowie nieletni. Nierzadko tymi "studentami" byli nasi koledzy, choć częściej koleżanki z dawnej klasy w podstawówcesmile

                            Nie, nikt się nie "powiesił" - bo samo dostanie się do tej szkoły (nie mowię o studium) było dla wielu sukcesem - 5 kandydatów na 1 miejsce i naprawdę solidne egzaminy, a nie jakieś "konkursy świadectw" . Przez 5 lat słyszeliśmy, ze nikt nas tu nie trzyma i jak się kimus tu nie podoba, to jest niedaleko "wyższa szkoła gotowania na gazie" (opodal były ogólniak oraz tzw. "ekonomik"). Każdy wiedział, ze po tej szkole dostanie się na dowolna polibudę.
                            Mimo to sytuacja, kiedy ludzie w naszym wieku palili pod szkoła fajki i chodzili ubrani dowolnie oraz po zajęciach szli na piwko, a my na legalu będąc w tym samym wieku nie mogliśmy tego robić, była przyznasz, paradoksalna....smile
                            • droch Re: Damo, zagrajmy w otwarte karty :) 22.02.14, 17:06
                              Twój wpis potwierdza, że "ego" niektórych pedagogów przybiera niebotyczne wręcz rozmiary, i to jest w zasadzie niezmienne w czasie. Opisane zachowania kadry bardziej przypominają zamknięty ośrodek wychowawczy, a nie renomowaną szkołę.
                              • kora3 Re: Damo, zagrajmy w otwarte karty :) 22.02.14, 17:49
                                droch napisał:

                                . Opisane zachowania kadry b
                                > ardziej przypominają zamknięty ośrodek wychowawczy, a nie renomowaną szkołę.


                                wiesz, w tamtych czasach było nie do pomyślenia, żeby uczeń szkoły sredniej (o podstawówce nie wspomnę) palił papierosy mogąc być widzianym przez nauczyciela/li.
                                Nie dotyczyło to tylko tej szkoły, którą ja kończyłam, ale w zasadzie - każdej.
                                Teraz wydaje się to może jakieś egzotyczne, bo widuje się gimnazjalistów, którzy wychodzą za ogrodzenie szkolne i palą (wychodzą nie dlatego, żeby nauczyciele ich nie widzieli, bo i tak widza, tylko dlatego, ze na terenie szkolnym palić nie wolno, nikomu, także nauczycielom).

                                Jeśli chodzi o strój ...no cóż - taka była tradycja tej szkoły. Była, bo o ile wiem, już nie obowiązują takie stroje. Dodam, że nie jestem za jakimkolwiek "umundurkowaniem" uczniów w dowolnym wieku, bo takie coś jest zabijaniem indywidualizmu, a także nie uczy wbrew temu, co usiłują wpierać promundurkowcy zasad właściwego do okazji ubierania się.

                                Mnie po tej szkole została ugruntowana niechęć do kolory granatowego, w którym mam od skończenia tejże szkoły jedynie jeansy smile Nie kupie ani płaszcza, ani kurtki, ani sweterka, czy sukienki w tym, skądinąd dla mnie twarzowym kolorze smile

                                Natomiast jakkolwiek większości z nas nie pasowały te stroje u ogólny rygor, to nas naprawdę nikt nie zmuszał do uczenia się w tej szkole. smile Wybraliśmy ja wiedząc, jakie są w niej zasady.
                                Akurat na nasza ostatnia klasę przypadł okres powstawania studium, wcześniej nie było takich sytuacji, ze "studenci" stoją pod szkoła i palą, a także ubierają się dowolnie, a uczniów obowiazuje szkolny strój u rygor
                      • kora3 Ggigus 10.02.14, 09:12
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        > nauczyciel na studniówce? bo nie rozumiem
                        > opiekunem czy uczestnikiem?


                        Opiekunami na studniówce sa określeni nauczyciele, najczęściej wychowawcy klas maturalnych, którzy za to, ze są wychowawcami mają dodatek do pensji.

                        Pozostali nauczyciele sa uczestnikami balu, co oczywiście nie znaczy, że widząc coś niedobrego mają nie reagować, ale NIE MAJĄ obowiązku nadzorować imprezy.
                        Nie ma technicznej możliwości, żeby wszyscy szkolni nauczyciele byli jednocześnie wychowawcami klas maturalnych, bo zwykle tych klas nie jest tyle, a gdy udzie o szkołę profilowaną przedmiotów jest więcej niż w ogólnokształcącej, więc i nauczycieli więcej.
                        • znana.jako.ggigus słowo opiekun jest przez mnie rozumiane 11.02.14, 11:52
                          jako osoba dorosła, odpowieduialan za to, aby dzieci się dobrze bawiły i całe dotarły do domu.
                          I to robią wszyscy nauczyciele, zawsze i wszędzie. W szkole, na zabawie itepe.
                          • kora3 Re: słowo opiekun jest przez mnie rozumiane 11.02.14, 12:38
                            znana.jako.ggigus napisała:

                            > jako osoba dorosła, odpowieduialan za to, aby dzieci się dobrze bawiły i całe d
                            > otarły do domu.
                            > I to robią wszyscy nauczyciele, zawsze i wszędzie. W szkole, na zabawie itepe.


                            Uczniowie na stidniówce na ogół sa osobami dorosłymi, z wyjątkami. Róznie bywa z osobami im towarzyszącymi. Z tego co mnie wiadomo (a wiadomo) za przebieg imprezy odpowiedzialni są WYZNACZENI nauczyciele, a nie wszyscy, choc oczywiście - jeśli nauczyciel widszi coś niepokojącego, nawet gdy wyznaczony nie jest, to powinien zareagować.

                            Gdyby było, jak mówisz i każdy nauczyciel był na studniówce w pracy, to nie byłoby możliwości odmówienia uczestniczenia w studniówce bez usprawiedliwienia np. w postaci zwolnienia lekarskiego przez niewyznaczonego do opieki nad uczniami nauczyciela, a wiem, ze jest.
                            Np. matka miłego przyjaciela - nauczyciel w liceum przez kilka lat nie uczestniczyła z powodów rodzinnych w studniówkach, za wyjątkiem studniówek klas, których była wychowawcą i nikomu nie musiała się tłumaczyć. Dostawała zaproszenie, grzecznie dziękowała informując, ze nie będzie i nikt włacznie z dyrektorem szkoły się tym nie interesował nawet.
                            • kora3 mojego, a nie miłego:) choć miły jest nt 11.02.14, 12:39

                            • znana.jako.ggigus kora, bez przesady 11.02.14, 12:58
                              co innego odpowiedzialność za przebieg, a co innego odpowiedzialność za życie (tak!) i zdrowie uczestników.
                              Skoro są to osoby dorosłe, to powinny pić alkohol, o ile mają na to ochotę. A tak nie jest. Oficjalnie.
                              • kora3 Re: kora, bez przesady 11.02.14, 13:04
                                nie wnikam ws. alkoholu na takiej imprezie. Podaję FAKTY, są nauczuciele wyznaczeni do opieki u sa tacy będący wyłącznie GOŚCMI
                                • znana.jako.ggigus do znudzenia będę powtarzać: 11.02.14, 13:07
                                  jedni nauczyciele są wyznaczeni do opieki, ale WSZYSCY ponoszą odpowiedzialność za zdrowie i życie powierzonych im, pełnoletnich z reguły uczestników. To samo jest w w szkole.
                                  • kora3 Powtarzać mozesz, ale racji nie masz 12.02.14, 05:15
                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                    > jedni nauczyciele są wyznaczeni do opieki, ale WSZYSCY ponoszą odpowiedzialność
                                    > za zdrowie i życie powierzonych im, pełnoletnich z reguły uczestników. To sam
                                    > o jest w w szkole.


                                    Nie jest wcale tak, ze nawet w szkole WSZYSCY nauczyciele ponoszą odpowiedzoalność za uczniów.
                                    Przykład: na lekcji wf uczeń złamał rękę. Dlaczego za to miałby ponosić odpowiedzialność nauczyciel biologii, który był wówczas W PRACY, ale na swojej lekcji z inna klasa? Albo geograf, który miał wówczas "okienko" w swoim planie lekcji i siedział w pokoju nauczycielskim/ poszedł na zakupy (wolno mu!) ?
                                    Inny przykład: na korytarzu uczeń pobił ucznia. Dyżurował nauczyciel plastyki, dlaczego miałby za to odpowiadać nauczyciel matematyki, który dyżuru na korytarzu wcale nie miał, nie musiał ani tam być, ani pilnować porządku?

                                    Owszem, na studniówce, korytarzu itd. nauczyciel, który nie jest wyznaczony do pełnienie obowiązków widzac coś niedobrego powinien zareagować, ale nie musi PILNOWAĆ uczestników zabawy/ przerwy. Dokładnie tak samo podczas masowej imprezy obowiązek pilnowania porządku ma ochrona, straż miejska, policja, a zwyczajny uczestnik powinien zareagować (np. powiadomieniem tych służb), gdy widzi np. bójkę, czy inne tego typy zachowanie.
                                    • znana.jako.ggigus ty naprawde mnie nie rozumiesz?? 12.02.14, 12:09
                                      albo rozumiesz zbyt doslownie i to jest absurd.
                                      Za zlamana reke na wfie ponosi odpowiedzialnosc wuefista, natomiast kazdy nauczycziel ma dyzur - pilnowanie na przerwie np. I kiedy nauczyciel A ma dyzur, ale go nie ma i nauczyciel B widzi, ze sie uczniowie dajmy na to bija, to B musi zareagowac.
                                      Kiedy nauczyciel widzi po szkole, ze uczniowie X cos sie stalo, to powinien zareagowac, a nie leciec do domu na zupe. Albo czekac, ze sie przechodnie czy inni uczniowie badz nauczyciele zajma. Na ulicy jako przechodzien oczywiscie tez powinnas zareagwac, ale kiedy odejdziesz, to pozostaniesz anonimowa osoba, ktora nie udzielila pomocy.
                                      Naprawde trzeba tlumaczyc takie oczyweistosci?
                                      Nadal nie pisze o pilnoowaniu, ale o uwazaniu. Inaczej sie bawisz, keidy dookola wszyscy sa tacy sami jak Ty i inaczej, kiedy wiesz, ze jak cos sie stanie, to TY MUSISZ zareagowac. Inaczej sie bawisz, kiedy wiesz, ze jak sie pan X upije i sie bedzie zataczal, to jest jego problem, a inaczej kiedy wiesz ze jesli maturzysci napija sie wodki w kiblu i beda sie zataczac, to musisz zaregagowac albo dac cynk. Inaczej sie bawisz, kiedy po zabawie wychodzisz, a inaczej kiedy musisz myslec, czy oni wszyscy jakos cali i zdrowi dojda do domu. Bo jak nie, to wszystkie matki, ktore chcialy zebys za te przyjemnosc placila, stana w progu Twego mieszkania.
                                      Naprawde trzeba tlumaczyc takie oczywisctosci?
                                      • kora3 doskonale rozumiem 12.02.14, 16:31
                                        nie wiem tylko w jakim celu powtarzasz z grubsza to samo co ja smile w formie...polemiki ze mnasmile
                                        Jasne, ze inaczej się bawisz, jasne,z e nauczyciel, także taki nie wyznaczony do opieki, czy pilnowania widząc coś niepokojącego powinien zareagować, ale ja odniosłam się do płacenia za opiekę/pilnowanie i odpowiedzoalnosci.
              • koronka2012 Re: no wiesz jako córka nauczycielki 09.02.14, 22:34
                znana.jako.ggigus napisała:

                > odpowiem, że skoro nauczyciel przychodzi jako pracownik, to mu się powinno zapł
                > acić za godziny pracy plus dodatek za pracę w nocy plus dodatek na taksówkę (pr
                > zynajmniej na powrót) plus dodatek na strój plus koszta opieki nad nieletnimi d
                > ziećmi nauczyciela/niedołężnymi rodzicami/zwierzętami domowymi, gdy nauczyciel
                > bawi się upojnie na studniówce. To są realne koszta.
                > Nie przypominam sobie, żeby ktoś płacił nauczycielom.

                Za to wszystko nie płaci się też w żadnym innym zawodzie, no, może w najstarszym zawodzie świata jest fundusz na ciuchy i nocną taksówkę tongue_out

                Przypomnę tylko, że pensum nauczycielskie jest takie niskie ze względu na dodatkowe zajęcia po godzinach lekcyjnych. Studniówka to właśnie event tego rodzaju, podobnie jak wycieczka szkolna.
                • nchyb Re: no wiesz jako córka nauczycielki 09.02.14, 22:58
                  > Za to wszystko nie płaci się też w żadnym innym zawodzie, no, może w najstarszy
                  > m zawodzie świata jest fundusz na ciuchy i nocną taksówkę tongue_out

                  mówisz (piszesz) o polityku?... smile

              • madzioreck Re: no wiesz jako córka nauczycielki 11.02.14, 17:34
                plus dodatek na taksówkę (pr
                > zynajmniej na powrót) plus dodatek na strój plus koszta opieki nad nieletnimi d
                > ziećmi nauczyciela/niedołężnymi rodzicami/zwierzętami domowymi, gdy nauczyciel
                > bawi się upojnie na studniówce. To są realne koszta.
                > Nie przypominam sobie, żeby ktoś płacił nauczycielom.

                A komu płacą? Ja mam określoną pensję za określone moim zawodem obowiązki i nikogo nie obchodzą moje zwierzęta, rodzice, kasa na strój do pracy ani mój powrót do domu. Muszę powiedzieć szefowej, że chcę na taksówki, ciuchy i na opiekę do chorego zwierza. Hm.
                • znana.jako.ggigus mozesz chciec zaplaty, o ile 12.02.14, 12:15
                  na bankiece sluzbowym bedziesz pilnowala uczestnikow i dogladala, czy maja jedzenie, czy sie nie upili. czy maja jak wrocic do domu, czy wejda do taksowki itepe
                  • kora3 Niekoniecznie Ggigus 13.02.14, 11:22
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > na bankiece sluzbowym bedziesz pilnowala uczestnikow i dogladala, czy maja jedz
                    > enie, czy sie nie upili. czy maja jak wrocic do domu, czy wejda do taksowki ite
                    > pe
                    >


                    Możesz takowej chcieć o ile te czynności nie wchodzą w zakres Twoich normalnych obowiązków i o ile nie otrzymujesz za to już wynagrodzenia.
                    W przypadku wychowawcy klasy wchodzą w ten zakres i już za to nauczyciel bierze wynagrodzenie w postaci dodatku za wspomniane wychowawstwo.
                    • zuzanna56 Re: Niekoniecznie Ggigus 13.02.14, 22:01
                      kora3 napisała:

                      > W przypadku wychowawcy klasy wchodzą w ten zakres i już za to nauczyciel bierze
                      > wynagrodzenie w postaci dodatku za wspomniane wychowawstwo.

                      U mnie nie.
            • lucyjkama Re: ano fakt - zdawałam maturę 14.02.14, 14:14
              > I nie uważam za właściwe i eleganckie obciążanie rodziców kosztami mężów/żon it
              > p nauczycieli.

              Ale kto obciąża?? Studniówkę organizują rodzice. Dostałam zaproszenie z osobą towarzyszącą. Dostałam choć wcale o nie nie prosiłam. Czyli kogoś obciążam ja?? Jesli już to rodzice sami się obciążają. Ich wybór.

              >nauczyciel będąc na niej jest jednocześnie w roli gościa, ale i w roli pracownika szk
              > oły i opiekuna (czasem wręcz nadzorcy)

              W mojej szkole nauczyciel jest gościem. Studniówkę organizują rodzice i to oni nadzorują, wynajmują ochronę itp. Nauczyciel nie jest tu od szukania alkoholu czy uspokajania rozbrykanych młodzieńców.
    • malami115 Re: Studniówkowy dylemat 09.02.14, 16:35
      Pierwsze słyszę, by nauczyciele przychodzili z osobami towarzyszącymi. Dziwny pomysł.
    • nchyb Kora... 09.02.14, 16:41
      Kora, problem przedstawiłaś, a z ciekawości zapytam, a jakie Ty masz na ten temat zdanie?
      • kora3 Nchyb odpowiadam :) 10.02.14, 08:37
        zdanie mam podobne do koleżanki ...
        Moja studniówka miała miejsce 22 lata temu, odbywała się w szkole (była na to stosowna sala) i nauczyciele byli proszeni z os. tow.
        Później już za wiele ze studniówkami nie miałam do czynienia, moja siostra miała 6 lat po mnie, w tej samej szkole, ale bal był poza nią (taka moda weszła ogólnie, ze studniówka w lokalu).
        Jeśli chodzi o omawianą szkołę to grono pedagogiczne jest dość liczne (szkoła o określonym profilu, poza nauczycielami przedmiotów zwyczajnych sa też nauczyciele tych związanych z profilem). Zawsze tzw. grono proszone było z os. tow. a koszty imprezy z racji tego, ze sala własna byłby niewielkie, bo zaprzyjaźniona forma cateringowa dostarczała jedzenie.
        W tym roku naprawdę wzrosły, bo wynajęto salę w lokalu, który serwuje jedzenie. Uprzedzając: nie, nie specjalnie znaleźli b. drogo, po prostu w okresie karnawałowo - studniówkowym trudno tu znaleźć lokal na tyle ludzi, bo te szkoły, które zawsze organizują studniówki w lokalach mają je zabukowane.
        Wg mnie nauczyciele wiedzac, ze tegoroczne koszty studniówki będą znacznie wyższe sami powinni zrezygnować z os. tow., albo zapłacić za te osoby, ale skoro tego nie zrobili, nie wypadało proponować
        • nchyb Re: Nchyb odpowiadam :) 10.02.14, 11:00
          no to mamy inne zdanie smile

          pozdrawiam
    • nchyb wątek archiwalny... 09.02.14, 23:30
      skoro mowa o studniówce i osobie towarzyszącej nauczycielowi, to przypomniał mi się taki dawny wątek, mąż nauczycielki, który się wściekał, że go wraz z żoną nauczycielką na darmową imprezkę nie zaproszono...
      pamiętacie?
      forum.gazeta.pl/forum/w,10226,138309290,,Na_bal_z_osoba_towarzyszaca.html?v=2
      tak mnie wspomnieniowo naszło, ciekawe, gdzie brunero zniknął, czy może tylko nicka zmienił...
    • majaa Re: Studniówkowy dylemat 10.02.14, 11:38
      Szczerze mówiąc dziwni mnie nieco zwyczaj przychodzenia na studniówkę nauczycieli z osobami towarzyszącymi. Za moich studniówkowych czasów (jak to pięknie, nostalgicznie brzmi...wink) nikomu nie przyszłoby to do głowy. Według mnie to nie jest jakiś tam zwykły bal w kręgu znajomych, tylko coś w rodzaju "imprezy firmowej", w której nauczyciel uczestniczy niejako z urzędu. Ale skoro już tak się przyjęło, że zabiera osobę towarzyszącą, to nie widzę powodu, żeby mieli za to płacić rodzice uczniów.
    • a1ma Re: Studniówkowy dylemat 11.02.14, 16:43
      Dziwne zwyczaje w tej szkole. Nauczyciele nigdy nie przychodzili na studniówke w towarzystwie, choćby dlatego, ze oni sa tam po prostu w pracy, maja pilnować młodzieży. Obce dorosłe osoby na studniowkowej zabawie w szkole to dla mnie nie do przyjęcia.
      • beata_ Re: Studniówkowy dylemat 11.02.14, 17:50
        a1ma napisała:

        > Dziwne zwyczaje w tej szkole. Nauczyciele nigdy nie przychodzili na studniówke
        > w towarzystwie, choćby dlatego, ze oni sa tam po prostu w pracy, maja pilnować
        > młodzieży.

        Kora wyjaśniła różnicę między nauczycielem oficjalnie wyznaczonym do opieki na studniówce i nauczycielem-gościem. Chociaż mnie to mimo wszystko nie przekonuje. smile

        > Obce dorosłe osoby na studniowkowej zabawie w szkole to dla mnie nie
        > do przyjęcia.

        Wiesz, bywa jeszcze sytuacja, kiedy np. dziewczyna przychodzi z chłopakiem starszym od niej kilka lat. Nie da się zaprzeczyć, że taka osoba towarzysząca jest obca (w sensie - nie związana ze szkołą) i dorosła... wink
        • znana.jako.ggigus nauczyciel/opiekun i uczestnik imprezy 12.02.14, 12:17
          pozwole sobie zacytowac wlasny post:
          Nadal nie pisze o pilnowaniu, ale o uwazaniu. Inaczej sie bawisz, kiedy dookola wszyscy sa tacy sami jak Ty i inaczej, kiedy wiesz, ze jak cos sie stanie, to TY MUSISZ zareagowac. Inaczej sie bawisz, kiedy wiesz, ze jak sie pan X upije i sie bedzie zataczal, to jest jego problem, a inaczej kiedy wiesz ze jesli maturzysci napija sie wodki w kiblu i beda sie zataczac, to musisz zaregagowac albo dac cynk. Inaczej sie bawisz, kiedy po zabawie wychodzisz, a inaczej kiedy musisz myslec, czy oni wszyscy jakos cali i zdrowi dojda do domu. Bo jak nie, to wszystkie matki, ktore chcialy zebys za te przyjemnosc placila, stana w progu Twego mieszkania.
          Naprawde trzeba tlumaczyc takie oczywistosci?
          • beata_ Ale czemu piszesz to do mnie? :-) 12.02.14, 17:57
            Akurat na temat odpowiedzialności nauczyciela mam podobne zdanie...
      • zuzanna56 Re: Studniówkowy dylemat 12.02.14, 21:08
        a1ma napisała:

        > Dziwne zwyczaje w tej szkole. Nauczyciele nigdy nie przychodzili na studniówke
        > w towarzystwie, choćby dlatego, ze oni sa tam po prostu w pracy, maja pilnować
        > młodzieży. Obce dorosłe osoby na studniowkowej zabawie w szkole to dla mnie nie
        > do przyjęcia.

        Pracuję w szkole od 20 lat i bardzo rzadko chodzę na studniówki. Chodzę gdy muszę to znaczy gdy jestem wychowawcą klasy maturalnej. Chodzę bo jestem zaproszona. Nie idę do pracy. Gdy nie jestem wychowawcą to mimo zaproszenia nie idę (raz byłam bo uczyłam super klasę).
        • zuzanna56 Re: Studniówkowy dylemat 12.02.14, 21:14
          Oczywiście na studniówkę wychowawcy czy inni nauczyciele przychodzą sami.
    • stan.france Re: Studniówkowy dylemat 12.02.14, 19:02
      Savoir Vivre to pojecie z jezyka francuskiego. Studniowka, cos takiego nie istnieje w kulturze Francuzow.
    • jestem_73 Re: Studniówkowy dylemat 13.02.14, 14:36
      Jako belfer z dłuuugim stażem pracy mogę powiedzieć, że w kwestii studniówek wiele się w ciągu ostatnich lat zmieniło. Gdy zaczynałam pracę, studniówki odbywały się w szkole i bawili się na nich wspólnie uczniowie i nauczyciele wraz z osobami towarzyszącymi. Pedagodzy czuli się miłymi gośćmi, a młodzież ekscytowała sytuacja, w której zmniejsza się lub nawet zanika dystans pomiędzy obiema stronami. Nikomu nie przyszło do głowy, by wytykać nauczycielom, że się za nich płaci, toteż na studniówkach bywała większość grona. Sytuacja stopniowo się zmieniała i obecnie wygląda to tak, jak widać od początku wątku. Młodzież ma w d...e, bądź co bądź, zaproszonych gości, nawet nie siląc się na pozory uprzejmości. Dziewczyny zielenieją z zazdrości, jeśli któraś nauczycielka wygląda bardziej elegancko od nich (o co nietrudno), wszyscy myślą tylko o tym, jak się napić i najarać oraz, powiedzmy, zaliczyć osobę towarzyszącą. Nic dziwnego, że na studniówki chodzą ci, którzy muszą - dyrekcja i wychowawcy. Naprawdę, my, nauczyciele, mamy wystarczająco godności, by zignorować takie zaproszenia z łaski, tym bardziej jeśli na naszych partnerów patrzy się jak na darmozjadów. Oczywiście, gdyby zaproszenia były szczere i serdeczne, to, choćby z mojej strony, wypłynęłaby inicjatywa współuczestniczenia w kosztach. Ale po co? Naprawdę, wolę się umówić z zaprzyjaźnionymi parami na imprezę w klubie. Dodam, że stać mnie na tę odrobinę klasy i jeśli nawet ponoszę z własnej kieszeni pewne koszty na rzecz uczniów, to nie przychodzi mi do głowy nikomu tego wypominać (a w ciągu roku jest tego z pewnością więcej, niż potencjalny udział mojego męża w nieszczęsnym balu). Tak więc moim zdaniem rzeczywisty problem nie leży w kosztach, a w zwykłym braku kultury. Naprawdę, są rzeczy ważniejsze niż pieniądze i do nich należy wpojenie młodzieży szacunku dla ludzi i elementarnych norm savoir vivre'u. Ale skoro rodzice uważają inaczej...
      • nchyb Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 11:16
        > bądź co bądź, zaproszonych gości, nawet nie siląc się na pozory uprzejmości. D
        > ziewczyny zielenieją z zazdrości, jeśli któraś nauczycielka wygląda bardziej el
        > egancko od nich (o co nietrudno), wszyscy myślą tylko o tym, jak się napić i na
        > jarać oraz, powiedzmy, zaliczyć osobę towarzyszącą.

        rozumiem że sytuacja odwrotna, gdy nauczyciele nie silący się nawet na pozory uprzejmości wobec gospodarzy, nauczycielki widzące uczennice bardziej od nich eleganckie (o co również wcale nie trudno w wielu przypadkach) podobnie zieleniejące, najarani i napici nauczyciele również myślący o zaliczeniu osób im towarzyszących budzą w Tobie równie nieprzyjemne odczucia?...

        tylko skąd Ty tak dobrze wiesz o czym wszyscy myślą? ciągle, na każdej studniówce chcesz zaliczać osobę Tobie towarzyszącą i przenosisz swoje odczucia na innych uczestników imprezy? wink
        • jestem_73 Re: Studniówkowy dylemat 16.02.14, 22:07
          Jak pisałam, jestem nauczycielem, pracuję z młodzieżą i siłą rzeczy z nimi rozmawiam...
          • jestem_73 cd. 16.02.14, 22:16
            a przynajmniej słucham, co do mnie mówią i przy mnie mówią.
      • beakarp Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 13:20
        10/10 i 100% racji....w moim LO już dawno grono ped do takich samych wniosków doszło, i na studniówki /pomimo zaproszeń/ nie uczęszcza. Chodzą ci co muszą /wychowawcy i dyrekcja, i zmywają się przed północą do domu.
        • beakarp to było do jestem_73 n/t 14.02.14, 13:22
        • nchyb Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 14:28
          > 10/10 i 100% racji....w moim LO już dawno grono ped do takich samych wniosków
          też chcecie zaliczyć swoje osoby towarzyszące?
    • neojeriomina Re: Studniówkowy dylemat 13.02.14, 16:09
      Pierwsze słyszę o możliwości przyprowadzenia przez nauczyciela osoby towarzyszącej.
      Na mojej studniówce (13 lat temu) nauczyciele byli sami.
      Studniówka odbywała się w szkole (tradycja). Uczniowie płacili za siebie i za swoje osoby towarzyszące.
      Przecież to dla nauczyciela jest PRACA. W pracy jako nauczyciel jestem sama, a nie z osobą towarzyszącą - czy robię lekcje, czy odprowadzam klasę na basen, czy jadę z nimi na wycieczkę. Owszem, nikt za te aktywności dodatkowo mi nie płaci, ale to należy do moich obowiązków.
      Trudno, żeby ktoś miał uczestniczyć za darmo w imprezie, która de facto go nie dotyczy.
      • zuzanna56 Re: Studniówkowy dylemat 13.02.14, 21:59
        neojeriomina napisała:

        > Przecież to dla nauczyciela jest PRACA.

        Otóż nie. Dyrektor nikogo nie zmusza do przyjścia. Przychodzą ci, którym wypada przyjść czyli wychowawcy. Nie muszą, to nie ich praca ale po prostu wypada być na studniówce swojej klasy.
        Przez 20 lat pracy w szkole nie usłyszałam że studniówka to praca.

        Wycieczka to praca, zgadzam się. U nas wychowawca musi jechać na wycieczkę raz w roku.
        • neojeriomina Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 10:25
          Ok, praca nie w tym sensie, że masz obowiązek, że dyrektor każe, ale jak sama napisałaś - wychowawcom WYPADA przyjść. I jakby nie przyszli, to byłby afront. W moim rozumieniu należy to traktować jako swoisty obowiązek. I z pewnością ci wychowawcy nie powinni przymykać w tym dniu oczu na to, jak się wychowankowie zachowują, jeśli działyby się rzeczy wykraczające poza regulamin - czyli jednak praca.
    • eb555 Re: Studniówkowy dylemat 13.02.14, 18:20
      Rodzice pełnią rolę organizatorów Balu Studniówkowego, zaś nauczyciel / wychowawca to osoby zaproszone, więc nie mają obowiązku sprawować opieki nad młodzieżą.
      Następnym razem proszę zapytać dyrektora o możliwość dofinansowania nauczycieli i ich osób towarzyszących z ZFŚS, a nie po studniówce wylewać na forum swoje żale. To są kwestie, które należy uzgadniać przed zabawą.
      • kocia_noga Re: Studniówkowy dylemat 13.02.14, 20:22
        Jestem regularnie zapraszana jako osoba towarzysząca. Ponieważ zwyczaje studniówkowe w każdej niemal miejscowości i szkole wyglądają inaczej, napisze jak jest u nas:
        uczniowie duzo wczesniej zapraszają wybranych nauczycieli z o.t., nauczyciele potwierdzają albo się wymawiają. Zwykle ilość zaproszonych osób to ok.20, w tym koniecznie ktoś z dyrekcji, wychowawca (który musi jeszcze kiblowac do końca imprezy) i uczący w klasie. Zanikł zwyczaj organizowania studniówek wspólnie dlakilku klas albo wręcz całej szkoły, imprezy odbywają się w domach weselnych, restauracjach hotelowych itp. Na naszych studniówkach jest alkohol i to oficjalnie, uczniowie sa pełnoletni. Nigdy nie widziałam, żeby któryś się upił, ani żeby był wiadomy tłoczek przy męskiej ubikacji, co jest normą na studniówkach gdzie się uczniów "pilnuje". U nas się nie pilnuje, tylko sie wspólnie bawi.
        Ze dwa razy odmówiliśmy, nie było obrazy, ale na ogół odmowy nie są mile widziane.
        Sama impreza jest dla nas dość męcząca, jedzenie jak na weselu, dużo, nie takie, jak jemy na codzień (jemy po swojemu i zdrowo),więc jemy mało, pijemy mało i zwijamy się stamtąd szybko, zwykle o 23 już jesteśmy w domu. Troche potańczymy, trochę popodziwiamy występy uczniów - tradycją są programy artystyczne, niektóre na prawdę i szczerze budzące nasz podziw.
        Nie lubimy takich drogich zabaw, zdajemy sobie sprawę, że wielu rodziców nie stać a muszą, a większość uczniów pracuje na wakacjach żeby zarobić na garnitur i opłacenie siebie, dziewczyny ( to niemal całkowicie męska szkoła) i jeszcze nas. Chętnie pobawilibysmy się np w sali do w-f , bez weselnej wystawności i zespołu muzycznego,najętego wodzireja i innych takich, niestety studniówki organizuja rodzice i nie mamy na to żadnego wpływu.
        • znana.jako.ggigus hm dzieki tej dyskusji wiem 14.02.14, 18:19
          przynajmniej dlaczego to droga impreza. Dom weselny (sam w sobie to czad, ale mniejsza), obluga, didzej, zespol.
          Lza mi sie w oku kreci do taniej studnowki, jaka sama przezylam. Oplacilam moja osobe towarzyszaca, sukienke. Ba, nawet rane na stopie mam do dzis, bo siadajac zaraz na pocuzatku nadzialam sie na gwozdzia.
      • beakarp Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 13:26
        dokładnie! Jest fundusz świadczeń socjalnych, z którego mozna skorzystać przy organizacji balu
      • kora3 Jakie żale znów? Czytanie zawiodło? 15.02.14, 10:24
        po pierwsze - sprawa mnie nijak nie dotyczy - nie moja studniówka, nie mojego dziecka.
        po drugie - moja kolezanka, której to dziecka była właśnie ta studniówka uważała, ze nie wypada sugerować nauczycielom, by przyszli bez os. tow. albo za nie zapłacili, z czym ja się akurat literalnie zgadzam.
        Możesz mi wskazać gdzie ja jakieś zale tu wlewam?
      • kartedor Re: Studniówkowy dylemat 18.02.14, 22:42
        U mnie w szkole jest tak- koszty zaproszonego nauczyciela ponosi szkoła (nie uczniowie),natomiast towarzysz płaci za siebie. Uczniowie płacą tylko za siebie i swojego partnera.

        Na studniówkach za ich przebieg odpowiada wychowawca i komitet studniówkowy, który składa się z ok 6 rodziców.Jeśli coś dzieje się nie tak (widać,że uczen przesadził z alkoholem) interweniują rodzice z komitetu!to oni zawiadamiają rodziców osoby, która się spiła a ci mają obowiązek odebrania dziecka.Nauczyciele nie są w pracy- bawią się.
    • lucyjkama Re: Studniówkowy dylemat 14.02.14, 14:09
      Pracuję w szkole ponadgimnazjalnej od lat. Studniówki odbywają się w wynajmowanej sali.

      Studniówka to dla nauczyciela niemiły obowiązek.
      Chodzą właściwie głównie wychowawcy i dyrekcja. Innych nauczycieli jak na lekarstwo. Młodzieży jest przykro z powodu niskiej frekwencji nauczycieli. Sama już nie chodzę od 6 lat i nie zamierzam.
      Nie chodzę bo:
      1) koszty (sukienka, dodatki, może fryzjer- o ile facet przez 5 lat może mieć ten sam garnitur to u kobiety 2 razy założona sukienka wywoła komentarze koleżanek i uczennic)
      2) trzeba udawać, że się dobrze człowiek bawi choć wolałby być w swoim sprawdzonym towarzystwie
      3) jest się na cenzurowanym (ani wypić ani się powygłupiać- bo młodzież patrzy)
      Słowem- żadna przyjemność.

      Na pewno nietaktem jest zapraszanie nauczyciela i kazanie mu płacić za osobę towarzyszącą.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Studniówkowy dylemat 16.02.14, 00:45
        lucyjkama napisała:
        1) koszty (sukienka, dodatki, może fryzjer- o ile facet przez 5 lat może mieć ten sam garnitur to u kobiety 2 razy założona sukienka wywoła komentarze koleżanek i uczennic)

        kolezanki to jeszcze, ale uczennice - jakim cudem? te same chodza na studniowke co roku?
        poza tym, sukienka to nie taki znowu koszt, calkiem niezla mala czarna mozna kupic tanio lub nawet uzywana.
        przyda sie na Sylwestra, na rozne imieniny, urodziny, wystarczy pomyslec.
        fryzjer- tez bez przesady. farbe moze pomoc zrobic za grosze w domu kolezanka,
        ulozyc mozna samemu. najwazniejsze aby miec wlosy czyste i pachnace.
        a na YouTube jest pelno instrukcji co i jak.

        2) trzeba udawać, że się dobrze człowiek bawi choć wolałby być w swoim sprawdzonym towarzystwie

        nie rozumiem - tak nie lubisz kolezanek/ kolegow z pracy ze nie masz z nimi
        nawet godziny milej zabawy?

        3) jest się na cenzurowanym (ani wypić ani się powygłupiać- bo młodzież patrzy)
        Słowem- żadna przyjemność.


        zastanawiam sie co dla ciebie, wobec tego,
        znaczy" wypic i powyglupiac sie" ... uncertain

        Minnie
        • kora3 Wiesz Damo 16.02.14, 10:52
          środowisko nauczycielskie jest powiedziałabym ...dość specyficzne. Wystarczy poczytać niektóre wypowiedzi Baby nawiązujące do czasów, gdy pracowała w szkole, żeby się o tym przekonać. Ale nie tylko - wśród moich znajomych jest trochę nauczycieli i sama widzę i słyszę, ze jest to naprawdę nie za fajne środowisko - mam na myśli plotkarską atmosferę, niezdrową rywalizację itd.
          W tej sytuacji niespecjalnie się dziwię, że ktoś znosząc jakoś te atmosferę w pracy, nie ma ochoty "bawić się" w tym gronie, mając dodatkowo szefostwo u bokusmile
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Wiesz Damo 16.02.14, 12:27
            kora3 napisała:
            środowisko nauczycielskie jest powiedziałabym ...dość specyficzne

            ja sie wychowalam w srodowisku nauczycielskim, wiec bez przesady,
            mile panie. czlowiek jest wszedzie czlowiekiem, jak komu czyni tak ma smile

            Minnie
            • kora3 Re: Wiesz Damo 16.02.14, 13:03
              Damo, ja nic nie mam przeciw nauczycielom smile
              Nie twierdzę, ze wszyscy sa dziwni, bo nie są.
              Ale na logikę - szkoła, to jest dość hermetyczne, małe środowisko... a to zawsze jest prosta droga do ...dziwnej atmosfery
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: Wiesz Damo 17.02.14, 00:50
                kora3 napisała:
                Ale na logikę - szkoła, to jest dość hermetyczne, małe środowisko... a to zawsze jest prosta droga do ...dziwnej atmosfery

                owszem, ale ktos komu to srodowisko sie nie podoba niech nie narzeka tylko sie postara
                aby bylo przyjemniejsze - niech zacznie od siebie.
                latwo krytykowac, "samemu jest sie niewinnym sprawie" - prawda?

                co mnie uderzylo w wypowiedzi narzekajacej nauczycielki ze narzekala na wszystko,
                jakby byla wylaczona z tego srodowiska, nie dotyczylo jej.
                a przeciez ona je wspoltworzy.
                nie zdziwilabym sie gdyby sama zbyt lubiana tez nie byla.

                Zero checi ze swojej strony aby atmosfera na studniowce byla za jej pomoca zyczliwsza.
                Zero dobrej woli w pomysleniu jak zminimalizowac koszty uczestniczenia w imprezie
                (sukienka, fryzjer itp)
                za to wszelkie starania aby to wyolbrzymic - a to o czyms swiadczy..

                No, kto funduje te "dziwna atmosfere", Koro? i komu, jak nie sobie samemu?

                Znalam wielu nauczycieli ktorzy szli do pracy nastawieni pozytywnie,
                i nie przejmowali sie "dziwna atmosfera" w "hermetycznie zamknietym srodkowisku".
                Mozna i tak przeciez.

                Minnie
                • kora3 Hmmm no ja miałam na mysli raczej to 17.02.14, 13:04
                  że nie budzi mego zdziwienia fakt, iż istnieją ludzie, którzy niekoniecznie chcieliby "bawić się" w gronie niespecjalnie przez się lubianych współpracownikówsmile czy szefostwa.

                  rozumiem to, choć na szczęście takiej sytuacji nie mam.
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Hmmm no ja miałam na mysli raczej to 17.02.14, 22:44
                    kora3 napisała:
                    że nie budzi mego zdziwienia fakt, iż istnieją ludzie, którzy niekoniecznie chcieliby "bawić się" w gronie niespecjalnie przez się lubianych współpracownikówsmile czy szefostwa.

                    acha. no to wszedzie tak jest. mimo wszystko, gdyby tak kazdy patrzyl tylko na czubek
                    swojego nosa... smile

                    Minnie
                    • kora3 Re: Hmmm no ja miałam na mysli raczej to 17.02.14, 22:52
                      wiesz - pewnie właśnie NIEKONIECZNIE wszędzie. Własnie takie środowiska, jak nauczycielskie są (upieram się, wiem) specyficzne.
                      Osobiscie na rzadkich u mnie w firmie imprezach integracyjnych dobrze się bawię. W zasadzie nie ma tam ludzi, których faktycznie nie lubię, a jeśliby byli, to jest tak wielu ludzi, ze mogłabym z nimi nijak nie przestawać, a tylko wymienić "czesc" i na tym koniec.
                      Jeśli do tego dodamy, że w moim przypadku na takiej imprze spotykam ludzi lubianych, a widywanych b. rzadko (odległośc, firma ma centrale i oddziały), a nie jak ci nauczyciele widywanych na co dzień w kółko., to jawi mi się to jednak bardziej interesująco, niż taka studniówkasmile
    • xyz_xyz1 Re: Studniówkowy dylemat 15.02.14, 10:14
      Bo pewne sprawy powinny być uregulowane ze tak powiem odgórnie. Wtedy nie było by miejsca na dywagacje. A studniówki powinny powrócić z x gwiazdkowych lokali i hoteli do szkół wtedy też powróciłaby normalność.
      Co do zapłaty to w tej chwili jest nienormalnie bo choć nauczyciel ma płacone i ma sprawować opiekę to w lokalu klasy X może być to trochę utrudnione a i sam nauczyciel czuje się niezręcznie. Czyli dochodzi do paranoi z jednej strony nauczyciel jest gościem (i to często gęsto w lokalu gdzie powinien się pojawić ubrany w strój wieczorowy) z drugiej strony ma być cerberem. Jedno z drugim nie jak się wiąże.
      Co do odpłatności za tzw. obstawę to według mnie to jasne że powinna zapłacić osoba wymagająca obstawy. To chyba logiczne.
    • kora3 Ta dyskusja pokazała ważną strone 15.02.14, 10:46
      studniówek, stronę nauczycieli.

      Pomijając już wpisy, które nijak mają się do początkowego postu traktujące o tym, ze rzekomo "Wylewam na forum swoje żale" (jakie? mnie to nie dotyczy), zauważam wazną kwestię.

      Otóż - taka studniówka, to dla nauczyciela także spory wydatek! Bo jakkolwiek uczeń/uczennica ma takowa raz w życiu, to nauczyciel/nauczycielka, gdyby chadzali na każdą, na którą się ich zaprasza to co roku muszą wyłożyć na kreację, może fryzjera. Zważywszy na to, że niekoniecznie muszą mieć ochote pójść na impreze w towarzystwie ludzi z pracy i szefostwa oraz jak tu ktoś słusznie zauważył "pilnować się" z racji funkcji i młodzieży, to raczej niezbyt kusząca perspektywa
      • piotrek1965 Re: Ta dyskusja pokazała ważną strone 15.02.14, 23:38
        Jako stary belfer z 25 letnim stażem, wiem, ze to trudny temat. Przez te lata zapraszano różnie, raz z partnerami, raz bez. Generalnie jak zapraszali bez, to nie chodziłem. Na bal solo, zona w domu? Głupio. Sorki, raz byłem, bo żona była chora, a ja byłem wychowawcą.
        Od 6 lat nie chodzę, bo nigdy nie było to przyjemnością, raczej obowiązkiem.
        Gdybym miał zapłacić za zonę - to w życiu, ani grosza bym nie dał. Z zasady. Żonaty facet nie chodzi sam na bal. Oczywista oczywistość.
        No i czasami bywały studniówki trzy w sezonie. To za każdą płacić? Kogo na to byłoby stać?
        Całe szczęście, jako prawie 50latek i już nie wychowawca mogę sobie pozwolić na olewkę i nie zaszczycać swoją obecnością. A żona chodziła tylko na moją prośbę, więc też jej tego do szczęścia nie brakuje.
        Ale te chwile, gdy prosiły do tańca dziewczyny, mlodsze o parę lat, bezcenne. Teraz, to i tak by zakrawalo na pedofili.ęsmile
        • kora3 Re: Ta dyskusja pokazała ważną strone 16.02.14, 10:46
          piotrek1965 napisał:

          > Jako stary belfer z 25 letnim stażem, wiem, ze to trudny temat. Przez te lata z
          > apraszano różnie, raz z partnerami, raz bez. Generalnie jak zapraszali bez, to
          > nie chodziłem. Na bal solo, zona w domu? Głupio. Sorki, raz byłem, bo żona była
          > chora, a ja byłem wychowawcą.


          Wiesz, akurat abstrahując od studniówki akurat, ja nie widze nic nadzwyczajnego w tym, żeby iśc solo na imprezę.
          sama nawet pisała tu o swoim branżowym balu, który zwyczajowo jest "bez połowek" smile
          W przypadku studniówki jednak sytuacja jest inna - uczniowie idą z os. tow., wiec taką sama możliwość powinni mieć także nauczyciele. Inaczej stawia się ich w sytuacji " gorszych gości", co wg mnie jest niedopuszczalne.

          Jednakowoż z drugiej strony - ci nauczyciele też powinni wykazać się empatią. Bo widzisz, w czasach gdy ja miałam studniówkę maturzystów było ok. 120, a nauczycieli proszonych na studniówkę ok 30. Było to w czasach, kiedy studniówki na ogół urządzano w szkołach (o ile szkoła dysponowała miejscem na to) i koszty takiej imprezy były nie jakieś rozwalające, a zważywszy, że rozkładały się na sporą liczbę uczniów tym bardziej nie były jakieś dotkliwe dla budżetu rodziców tychże.
          Teraz klasy są na ogół znacznie mniej liczne, bo jest zwyczajnie mniej młodzieży, a studniówki są częściej organizowane w lokalach, co znacznie podwyższa koszty.

          Jeśli do tego dołoży się kreację (szczególnie uczennic dotyczy smile), fryzjera, nierzadko wizażystkę, to rodzice naprawdę sporo na to wydają. Jasne, można powiedzieć, ze to niepotrzebne, głupie, ale w końcu studniówkę ma się raz w życiu, a zwykle każdy rodzic chce, by to był fajny dzień dla jego dziecka, co wiąze się z tym także, żeby dobrze wyglądało.
          No i robi się z tego niebagatelny wydatek...


          Nie zrozum mnie źle - raz jeszcze podkreślam, ze w opisanej sytuacji mam takie samo zdanie, jak moja kolezanka - matka uczennicy - NIE WYPADAŁO proponować nauczycielom, by przyszli bez os. tow., albo o ile chcą z takimi przyjść - zapłacili za nie.
          Ale moim zdaniem inicjatywa taka powinna wyjść od samych nauczycieli (którzy wiedzieli przecież, ze z racji organizowania studniówki w lokalu będzie ona znacznie droższa niż dotychczasowe - w budynku należącym do szkoły).
          • aqua48 Jako bywalczyni studniówek 16.02.14, 13:20
            Powiem, że dawniej zapraszano nauczyciela z osobą towarzyszącą na koszt rodziców, potem jak studniówki przeniosły się do lokali proszono aby koszt obecności osoby towarzyszącej ponosił nauczyciel i to wydaje się całkiem w porządku. Natomiast warto pamiętać, że nauczyciel jest na studniówce W PRACY. Nie ma możliwości bawienie się na luzie, a często bywa, ze musi tuszować rozmaite przykre sytuacje i odpowiada nie tylko za swoich uczniów, ale także za ich osoby towarzyszące, często zupełnie obcych, nieznanych dorosłych ludzi, którzy też potrafią się zachowywać różnie. Pod koniec tej "upojnej zabawy" często dyrekcja wręcz wystosowuje apel aby zostało jak najwięcej nauczycieli np do godziny 3.00, czy wręcz 5.00 rano..mimo zmęczenia, hałasu i chęci powrotu do domu.
            O nowym świeckim zwyczaju kupowania dziewczynkom wystawnych kreacji na tę okazję, wizytach u wizażysty, czy innych "obowiązkowych" ekscesach finansowych nie będę wspominać, bo to poniżej wszelkiej krytyki moim zdaniem. Nie mówiąc o tym, że zazwyczaj nowe buty po trzech godzinach leżą pod stolikami, a dziewczyny pląsają boso z obtartymi do żywego piętami, a połowa kunsztownych fryzur po północy ulega anihilacji...
            • kora3 Wiesz, a ja uwazam 16.02.14, 13:37
              z kolei, że każdy ma prawo tak się przygotować na studniówkę, jak chce.
              Byle by nie była to kreacja rodem z agencji towarzyskiej. Za moich czasów zwyczajowo na ów bal zakładało się coś czarnego, biało czarnego kombinacje z granatem, ewentualnie srebrem i to mi się podobałosmile Niemniej, jak sobie przypominam. to moja studniówkowa sukienka stanowiła równowartość chyba z 2 pensji mojej mamy. Nie, nie braliśmy na to kredytu, mojego tatę było stać na tę sukienkę bez wyrzeczeń i uważał, ze skoro mi się ona podoba, nikt na tym nie ucierpi, to mi ja kupi bo studniówke mam raz w życiu.
              Malowałam się sama, ale fryzjer był konieczny, bo jakos nie wyobrażam sobie samodzielnego zrobienia anglezów z grubych włosów za pas, na co dzień noszonych w szkole spiętych w kok, albo splecionych w warkocz, tym bardziej, ze wówczas specyfiki do stylizacji włosów nie bylt tak dostępne, jak teraz.
              Nie uważam za żadne dziwactwo tego, ze na swojej studniówce chciałam wyglądać ekstra i odmiennie do tego, jak musiałam ubierać się i czesać do szkoły (obowiązywał mnie garnitur i krawat). To jest szkolny bal, ale BAL, a nie akademia ku czci.

              Obecne zwyczaje przychodzenia na ów bal w kreacjach kolorowych nie za bardzo mi się podobają, ale to tylko subiektywne odczucie - po prostu tak to się dla mnie niczym nie rózni od wesela. Gdybym miała córkę a ta stidniówke, to namawiałabym ja na kreację czarna, biało-czarną, czarno-srebrną (granatu nie znosze - uraz ze szkoły smile), ale oczywiście jej pozostawiła decyzjęsmile
              • aqua48 Re: Wiesz, a ja uwazam 16.02.14, 14:44
                kora3 napisała:

                > z kolei, że każdy ma prawo tak się przygotować na studniówkę, jak chce.

                Oczywiście, ale nie fair jest robienie z wydatków (nieobowiązkowych) na studniówkę przymusu. Nikt nie zmusza dziewczyn do robienia fryzury u fryzjera, ani do kupowania drogich kreacji, jak również do wizyt u wizażysty, masażysty, w SPA itd. Kogo na to stać niech to robi, a kogo nie, to nie. Generalnie jestem za powrotem studniówek do szkół, bo teraz to nie wiadomo dokładnie jakie standardy obowiązują, czy to bal szkolny i pod kontrolą nauczycieli, czy zwykłe rozpasanie niektórych, bo nie wszystkich rodziców. Nie jestem pewna czy nie warto by w ogóle z tych problematycznych studniówek zrezygnować i poprzestać na balach pomaturalnych zamiast. Wtedy przychodziłby tylko ten kto chce i kogo stać i z grona nauczycielskiego i z absolwentów..
                Ja miałam swoją studniówkę w czasach kiedy kolory kreacji (szytych z resztek i wykrojów z "Burdy") były takie jak stroju galowego, "catering" robiły mamusie, a na fryzjera moich, jak i wielu innych rodziców nie było stać, wobec tego robiłyśmy sobie fryzury same, i bawiliśmy się bez osób towarzyszących..
                • kora3 Re: Wiesz, a ja uwazam 17.02.14, 09:21
                  aqua48 napisała:
                  >
                  > Oczywiście, ale nie fair jest robienie z wydatków (nieobowiązkowych) na studnió
                  > wkę przymusu. Nikt nie zmusza dziewczyn do robienia fryzury u fryzjera, ani do
                  > kupowania drogich kreacji, jak również do wizyt u wizażysty, masażysty, w SPA i
                  > td. Kogo na to stać niech to robi, a kogo nie, to nie


                  Słuszna uwaga Aquosmile tylko to samo można by powiedzieć np. o pannach młodych smile Nikt ich nie zmusza do robienia sobie fryzur u fryzjera, makijażu u wizażystki, ani kupowania sukien po kilka tysiakówsmile - w usc bez tego slub zostanie udzielony, z kościoła ksiądz tez nie wypędzi - w tym ostatnim co prawda zwyczajowo ślub bierze kobieta (w każdym razie pierwszy w tym miejscu) na biało, ale wcale nie ma takiego wymogu, a biała sukienka nie musi wcale być też typowo ślubna, prawda? Zatem można iśc w zwyczajnej białej (ecru, kośc słoniowa, smietanka) z bazaru za 50 zeta, czy z sieciówki za 250 zeta, czy z butiku za 500 zeta, a niekoniecznie z salonu sukien ślubnych np. za 3000 zeta wzwyżsmile


                  > Ja miałam swoją studniówkę w czasach kiedy kolory kreacji (szytych z resztek i
                  > wykrojów z "Burdy") były takie jak stroju galowego,


                  Ja miałam 22 lata temu smile kolorystyka, jak opisałam, ale wówczas można już było kupić jakieś przyzwoite smile ubrania, wiec większość dziewcząt - kupowało. Szyły chyba tylko te, co miały sprawdzoną krawcowa, albo b. nietypową sylwetkę.

                  "catering" robiły mamusie,


                  a to to nie - i powiem szczerze, ja bym sobie nie życzyła, żeby moja matka - kobieta pracująca i mająca na wychowaniu jeszcze 1 dziecko miała robić jakieś sałatki, czy co tam innego na 300 osób.

                  > a na fryzjera moich, jak i wielu innych rodziców nie było stać, wobec tego robi
                  > łyśmy sobie fryzury same, i bawiliśmy się bez osób towarzyszących..


                  Za moich czasów większość dziewczyn jednak korzystała z usług fryzjera w tym dniu. Co do osób towarzyszących - oczywiście bal był z nimi. W każdej szkole raczej, ale jak Ty wspomniałaś o tym, że u Was był bez, to zastanowiło mnie jak ów bal wyglądałby u mnie w szkole, w której na tych 120 maturzystów (około) było 8-10 dziewczyn smile hehe
          • piotrek1965 Re: Ta dyskusja pokazała ważną strone 17.02.14, 22:22
            Co do pójścia solo, to na imprezę typowo branżową, np. Dzień Edukacji wiadomo, że wszyscy tak chodzą. Tu pełna zgoda. Co do kosztów -dla faceta sa rzeczywiście znikome (garnitur raz na dekadę to dla nauczyciela pod 50tkę obleci (pierwszy wizytowy jest na maturę, drugi do ślubu, a trzeci do trumnysmile). Ale nie widzę powodu, aby ponosić koszty w wypadku żony, zwłaszcza że ma identyczny problem jak dziewczyny (fryzjer, kreacja, pazurki, buty), a z racji wieku, no same rozumieciesmile No i tych studniówek jest kilka. A dla belfra nie jest to beztroska zabawa. Więc, jak wspomniałem, aby nie narażać nikogo na koszty, a siebie na dyskomfort, po prostu nie chodzimy od paru lat.
            Podobne podejście do wycieczek. Też może powinien nauczyciel płacić za siebie, jak po raz setny jedzie w to samo miejsce? Więc po prostu ja miksuję się i mam święty spokój. No, ale nie mam wychowawstwa, więc mi łatwiej. A jak miałem kilkanaście lat temu, to problemu nie było.
            Jak tak dalej pójdzie, to niedługo studniówki będą tylko z wychowawcami i dyrekcją.
            • zuzanna56 Re: Ta dyskusja pokazała ważną strone 18.02.14, 12:55
              piotrek1965 napisał:

              > Jak tak dalej pójdzie, to niedługo studniówki będą tylko z wychowawcami i dyrek
              > cją.


              Popieram smile (jako nauczycielka)
    • kora3 W kwestii "bezalkoholowości" studniówek 17.02.14, 09:03
      zauważyłam, ze pojawił się taki wąteksmile w tym watku...
      Ja mam mieszane uczucia prawdę mówiąc. No bo tak - bal jest szkolny, ale jeśli poza szkołą się odbywa nie ma przeciwskazań prawnych do pojawienia się na stołach alkoholu (nie piszę cysternach - żeby jasność była). Na terenie szkoły w żadnym wypadku i NIKOMU nie wolno pic, ani serwować alkoholu, wec jeśli bal w szkole - nie ma możliwości.

      Przyszli maturzyści sa w świetle prawa osobami dorosłymi, wiec ponownie - nie ma żadnych przeszkód, by pojawił się alkohol. Z drugiej strony róznie bywa z osobami towarzyszącymi tym przyszłym maturzystom - może się trafić osoba niepełnoletnia, której nie powinno się proponować czy podawać alkoholu, a nauczyciele sprawujący nadzór nad imprezą nie powinni na to wręcz pozwolić. Trudno jednak, by taki nauczyciel stał nad założmy 16-letnią os. tow. maturzyście i pilnował, żeby czasem nie wypiła.

      Natomiast ze strony trzeciej smile - na studniówkach piło się, pije i pić będzie smile Na mojej 22 lata temu też, na studniówkach moich znajomych, a potem dzieci tych znajomych. smile
      nie czarujmy się i powiedzmy to wprost: na ów bal wypracowano co do alkoholu "model hipokrytyczny"smile
      czyli - oficjalnie żadnego alkoholu (na ogół), no może poza symbolicznym kieliszkiem szampana (niekoniecznie), a nieoficjalnie - wiadomo - każdy coś z sobą przynosi i pije się kryjąc z tymi i cześc smile Trzeba się tylko pilnować, żeby nie przegiąć i nie wylądować pod stołem, oraz nie chodzić tropem weża i gitara smile
      Nic w tym dziwnego - ludzie mający po 18-19 lat mają za sobą już pierwsze legalne picie na własnej 18-stce, legalnie sprzedaje się im alkohol w sklepie, czy pubie, wiec trudno oczekiwać, że będą się bez niego bawić na studniówce.

      Niech się szanowne grono nauczycielskie to czytające nie obrazasmile, ale niewiarygodnym jest, by nauczyciele NAPRAWDE nie wiedzieli o studniówkowym piciu uczniów. Zwyczajnie - jest na to ciche przyzwolenie, byle nie oficjalnie (typu - flaszka wódki, piwko, czy wino na stole) i byle nie przeginać....
      • aqua48 Re: W kwestii "bezalkoholowości" studniówek 17.02.14, 09:22
        Dlatego między innymi uważam, że ze studniówek należy zrezygnować. Picie i/lub podawanie alkoholu zawsze było kwestią drażliwą. i rozmaicie rozwiązywaną. Ale zawsze był to rodzaj hipokryzji..
        Idea studniówki jako szkolnej zabawy dla uczniów i pod opieką nauczycieli, a zatem według zasad szkolnych już dawno się wypaczyła i wyrodziła w jakiś sztuczny twór.
        • kora3 A ja bym się niekoniecznie zgodziła :) 17.02.14, 09:42
          Uwazam to za fajny zwyczaj, który faktycznie może nieco się wypaczył, ale to po prostu znak czasów.
          Nie tylko bowiem studniówek dotyczy znacznie większy przepych i pompa niż kiedyś Aguo.

          Ja tego nie pamiętam, ale słucham czasem wspomnień z czasów młodości mojej mamy, czy jeszcze wcześniejszych ....Kiedyś ludzie WESELA urządzali w mieszkaniach. Nie DOMACh - mam na myśli dom wolnostojący, duzy, a w zwyczajnych mieszkaniach nierzadko mniejszych, niż nasze obecnesmile Nie było muzyki na żywo, tylko z płyt winylowych, nierzadko na pożyczonym adapterze odtwarzanych. Sukienkę slubną kupowało się od już zaobrączkowanej koleżanki, rzadziej w komisie, a potem przerabiała ją znajoma krawcowa, czasem szyło od podstaw o ile zdobyło się materiał smile
          Jedzenie na ogół przygotowywały panie z rodzin młodych: bigos, rosół, sałatka - co się udało zdobyć w okresie kartkowym np.
          Takie były standardy za czasów zamęścia pierwszego mojej mamy u nie biednych, a przeciętnych ludzi. Powiedz mi, kto DZIŚ urządza takie wesela? raczej nikt i nikt też się temu, że nikt smile nie dziwi. Pokolenie tylko później niż czasy zamęścia mej mamy, czyli czasy mego zamęścia już były takie, że standardem było wesele w lokalu, najlepiej z muzyką na żywo, a suknię slubną panna młoda już na ogół miała z salonu (czy to nowa, czy używaną, czy wypożyczaną).
          Powiedz mi, kto w czasach Twego dzieciństwa organizował kiderbale w lokalach? W czasach mego - nikt, bo nawet gdyby chciał, to lokale NIE OFEROWAŁY takich usługsmile
          Czasy się Aquo zmieniająsmile I choć ten czy ów wspomina przeszłość z łezką w oku, to se nie vrati jak mawiali starożytni Czesi smile
        • nchyb Re: W kwestii "bezalkoholowości" studniówek 20.02.14, 10:11
          > Dlatego między innymi uważam, że ze studniówek należy zrezygnować

          łatwo to powiedzieć (napisać) osobie, która swoją studniówkę dawno ma już za sobą smile
    • 0ksantypa0 Re: Studniówkowy dylemat 20.02.14, 23:22
      Sama jestem nauczycielką i bardzo zaskoczyło mnie to, o czym tu napisałaś. W ogóle po co zapraszać nauczycieli z osobą towarzyszącą? Na wycieczki szkolne też nauczyciele mają jeździć z współmałżonkami, a może też z własnymi dziećmi do kompletu? Ja traktowałabym studniówkę jak imprezę służbową, ściśle związaną z pracą i bezalkoholową. Wątpię, żeby mój partner palił się do uczestniczenia w takiej studniówce. Jeśliby przyszedł, to raczej z musu.
    • marek.k72 Re: Studniówkowy dylemat 21.02.14, 15:55
      czy wy uważacie, że dla nauczycieli to jest jakaś atrakcja, ta cała studniówka?
      Też mi dylemat - czy nauczyciele mają płacić za osobę towarzyszącą!
      Współczuję nauczycielom, którzy, choćby za darmo, muszą uczestniczyć w tych "balach"
      Dajcie nauczycielom spokój - imprezujcie za swoje, w swoim gronie - i wy będziecie mieli spokój i nauczyciele - od was
      • beakarp Re: Studniówkowy dylemat 26.02.14, 12:15
        Właśnie.
        A potem jeszcze napotykać komentarze na różnych forach że się "nażarłam czy nachlałam" za darmochę, czyli za rodziców pieniądze...
        dziękuję, nie korzystam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka