Dodaj do ulubionych

zbyt blisko...

09.06.14, 22:40
Nie lubie jesli ktos staje zbyt blisko mnie twarza w twarz. Jest to bardzo niekomfortowe, nie potrafie sie skupic na rozmowie, denerwuje mnie to w sensie stresu i w sensie zlosci. I nie chodzi o tlok w srodkach transportu, tylko ludzi, z ktorymi rozmawiam na korytarzu, na ulicy czy jakims zamknietym pomieszczeniu gdzie jest miejsce. Czesto robie krok w tyl, ale wiele osob znow sie przybliza. I tak kilka razy. Sa sytuacje, w ktorych higiena danej osoby pozostawia duzo do zyczenia...

Wypada komus poprostu powiedziec: sluchaj, stoisz zbyt blisko, czuje sie niekomfortowo?
Obserwuj wątek
    • londynwarszawaparyz Re: zbyt blisko... 09.06.14, 23:16
      moim zdaniem wypada. ilez razy mozna sie cofac w tyl....jezeli rozmowca tego nie widzi to jakby cie napastowal...tylko jakos tak z kultura to wyrazic.
    • nm.buba011 Re: zbyt blisko... 09.06.14, 23:17
      shmu napisała:

      > (...)
      > Wypada komus poprostu powiedziec: sluchaj, stoisz zbyt blisko, czuje sie niekom
      > fortowo?

      - s-v, to między innymi dwa różne pojęcia.
      Jeden nie zezwala na zwracanie innym uwagi, ze względu na niewyrządzenie im przykrości.
      Drugi mówi, że dżentelmen (dama) może złamać wybraną zasadę s-v.
      Dlaczego?
      Bo owe zasady, doskonale zna i nie musi się bezmyślnie do nich stosować.

      ***********************************************
      www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • sweet_pink Re: zbyt blisko... 10.06.14, 00:23
      Tymi słowami co proponujesz imho nie wypada.
      Wydaje mi się że to Twoja strefa komfortu najwyraźniej jest większa niż przeciętnie bywa, i sytuacja nie jest winą/złą wolą drugiej strony.
      Dlatego powinnaś raczej powiedzieć coś w stylu "Przepraszam, ale lepiej się czuję gdy stoją dalej od rozmówcy"/"Przepraszam, ale czuje się nie komfortowo gdy stoję zbyt blisko w trakcie rozmowy", gdy jesteś zmuszona drugi raz się cofnąć (plus ja bym zrobiła dystansujący gest uniesienia dłoni...co zresztą nie wiem czy próbowałaś już dokładać do samego cofania się).
      Generalnie imho w miejscu publicznym jesteś zmuszona ustnie zwrócić drugiej osobie uwagę. Jeśli będziesz się cofać i nie zareagujesz na przysuwanie się, to w mniej bezpiecznym miejscu możesz takim "tańcem" zwrócić na siebie uwagę złodzieja lub innego napastnika. Kwesta z poza S-V.
      • mozambique Re: zbyt blisko... 10.06.14, 10:21
        skad wiadomo ze wieksza niz pzrecietnie ???

        akurat to jest wiadome od dawna - minimalna strefa bezpieczenstwa to ok 45 cm od skóry , blizej dopuszzcamy tylko nablizsze osoby , kazde wtargniecie osoby obcej w te strefe jest atawistycznie przez nas odbierane jako zapowiedz ataku fizycznego, nic dziwnego wiec ze autorka czuje sie niekomfortowo

        ja w podobnych przypadkach cofam sie o krok i mowie ze jestem dalekowidzem i z blizszej odleglosci nie widze twarzy rozmówcy , zawsze dzialasmile
        • sweet_pink Re: zbyt blisko... 10.06.14, 12:22
          Założyłam że większa niż przeciętnie skoro na tyle często, ktoś jej uparcie tą przestrzeń narusza że powstaje problem. W dodatku odległość raczej nienaturalna dla rozmówców skoro podążają za nią jeśli się odsuwa.
          Byłam kiedyś na warsztatach gdzie każdy określał swoją strefę komfortu. Wychodzi to różnie, najczęściej faktycznie ok pół metra, ale są osoby które tej odległości potrzebują więcej np ok metra czy dwóch.

          Masz bardzo fajną wymówkę smile
        • shmu Re: zbyt blisko... 10.06.14, 12:58
          Mozliwe, ze moja strefa komfortu jest wieksza niz 45 cm. Mowie tu o normalnej rozmowie twarza w twarz, gdzie jest duzo miejsca na okolo a osoba, z ktora rozmawiam jest niezbyt bliska kolezanka lub wspolpracownikiem. Blizej dopuszczam rodzine i chlopaka. Inaczej jest jesli stoje troszke bokiem, ale tu wymagam, zeby ktos zachowal dystans na tyle, zeby nasze ramiona sie nie stykaly. Z drugiej strony, czuje sie osaczona przez osoby, o ktorych slyszalam tez od innych, ze staja zbyt blisko.

          Dalekowidztwo to dobry pomysl. Dzieki.

    • kopciuszek83 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 00:27
      Pytanie, co rozumiesz przez określenie "staje zbyt blisko". Może jakaś bardziej obiektywna miara?
      Wydaje mi się, że dystans na lekkie wyciągnięcie ręki jest powszechnie przyjęty w naszej kulturze i z moich doświadczeń wynika, że większość osób tego dystansu się trzyma, jest to dla obu stron strefa komfortu. Jesli taki dystans jest dla Ciebie nieprzyjemny, to jest to raczej Twoja indywidualna cecha, która może być niejasna dla drugiej strony i chyba powinnaś to jasno, choć grzecznie, wyartykułować.
      • nm.buba011 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 00:39
        kopciuszek83 napisała:

        > Pytanie, co rozumiesz przez określenie "staje zbyt blisko". Może jakaś bardziej
        > obiektywna miara?
        > Wydaje mi się, że dystans na lekkie wyciągnięcie ręki jest powszechnie przyjęty
        > w naszej kulturze i z moich doświadczeń wynika, że większość osób tego dystans
        > u się trzyma, jest to dla obu stron strefa komfortu. Jesli taki dystans jest dl
        > a Ciebie nieprzyjemny, to jest to raczej Twoja indywidualna cecha,


        - właśnie, a cofnięcie wyraża korektę, w stosunku do indywidualnej odległości. Druga strona, o ile mówimy o s-v i ściśle z tym kodeksem związaną, właściwą umiejętnością odczytywania mowy ciała, powinna bezwzględnie uszanować proponowaną odległość. Tak jak w Kodeksie Drogowym, zmiana świateł drogowych na mijania, jest nakazem dla jadącego z przeciwka.
      • shmu Re: zbyt blisko... 10.06.14, 23:40
        W mojej wypowiedzi nie powiedzialam, ze wiekszosc ludzi stoi zbyt blisko mnie.

        Natomiast sa ludzie, ktorzy to robia, co wprawia mnie w dosc duzy dyskomfort. I w przypadku osoby, o ktorej mysle stanie blisko to czucie oddechu tej osoby na twarzy i mozliwoc wyczucia, ze ktos wypil kawe i zjadl kanapke z maslem i dzemem. I dzem byl truskawkowy. Teraz uslysze, ze mam przerwrazliwiony wech?

        Jakis pomysl na to, jak to wyartykulowac?
        • nm.buba011 Re: zbyt blisko... 11.06.14, 14:24
          shmu napisała:

          > W mojej wypowiedzi nie powiedzialam, ze wiekszosc ludzi stoi zbyt blisko mnie.
          >
          > Natomiast sa ludzie, ktorzy to robia, co wprawia mnie w dosc duzy dyskomfort. I
          > w przypadku osoby, o ktorej mysle stanie blisko to czucie oddechu tej osoby na
          > twarzy i mozliwoc wyczucia, ze ktos wypil kawe i zjadl kanapke z maslem i dzem
          > em. I dzem byl truskawkowy. Teraz uslysze, ze mam przerwrazliwiony wech?

          - tamta osoba w przeciwieństwie do Ciebie, ma znacznie mniejszą strefę intymną.
          To jest jak najbardziej normalne.
          Niezgodne z s-v jest dopiero narzucanie swojej opcji, woli, preferencji innym.
          Większość nie zdaje sobie sprawy, że stół, biurko jest symboliczną granicą, "twierdzą". której człowiek wychowany nie przekracza. Stąd nie wszystkim jest zrozumiały zakaz s-v, witania się przez meble, ogrodzenia, nawet te symboliczne.
          Historia pokazuje, że agresorzy zdobywali najwyższe mury i twierdze i tak pozostało do dziś.


          > Jakis pomysl na to, jak to wyartykulowac?

          -już otrzymałaś od innych konstruktywne podpowiedzi. Zaklęć nie ma.
          Zgodnie z s-v, sztuką komunikacji i asertywnością, komunikujesz swoje oczekiwania. Komunikat zaczynający się od 'Ja'. Mówisz gdzie jest Twoja granica, bez jakiegokolwiek uzasadnienia i tłumaczenia. Chcę (Ja) większej odległości. Niekomfortowo się czuję (Ja).
          Unikasz komunikatu 'Ty'. Cofnij się (Ty). Czy możesz stać dalej (Ty)?

          Nie oznacza, że nie masz prawa wyciągnąć dłoń i powstrzymać "atak". Zaznaczyć granicę.
          Nie musi to oznaczać zrozumienia, podobnie, jak na tym forum. Nie tolerujemy odmienności. Żadnej, choć ją powszechnie deklarujemy.
          Co do zatrzymania "napastnika" dłonią. Broniący twierdz używali gorącej smoły, a następnie artylerii fortecznej, a i tak to nie powstrzymywało agresorów, ignorantów s-v.
          ***********************************************
          www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
          so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • urko70 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 08:36
      shmu napisała:

      > Wypada komus poprostu powiedziec: sluchaj, stoisz zbyt blisko, czuje sie niekom
      > fortowo?

      "shmu, smile lepiej Cię widzę (lub rozmawia mi się z Tobą) gdy stoisz ciut dalej."

      Moim zdaniem coś w tym stylu takiego powinno "miękko" załatwić sprawę.
      • aqua48 Re: zbyt blisko...też nie lubię 10.06.14, 08:49
        Wybacz, muszę mieć więcej powietrza przed sobą, mam problemy z oddychaniem, albo: nie mogę się skupić kiedy stoisz tak blisko, w ostateczności można zasłonić się nieco trzymaną torebką lub zakupami smile
        Ale już koszmarem jest dla mnie kiedy osoba chcąca ze mną rozmawiać próbuje łapać (!) mnie za rękę.
        • urko70 Re: zbyt blisko...też nie lubię 10.06.14, 09:48
          aqua48 napisała:


          > w ostateczności można zasłonić się nieco trzymaną torebką lub zakupami smile

          Skoro przechodzimy do twardszych metod to może pomogłoby kichnięcie, albo dwa smile


          > Ale już koszmarem jest dla mnie kiedy osoba chcąca ze mną rozmawiać próbuje łap
          > ać (!) mnie za rękę.

          A inne części ciała już nie? smilesmilesmilesmile
        • znana.jako.ggigus dla mnie łapanie to też koszmar i 10.06.14, 10:31
          stanowczo wysuwam się. Mam opinię osoby chłodnej u pewnych osób, no niestety.
          Ale czułości nie od każdego muszą mi sprawiać ochotęsmile
    • znana.jako.ggigus zablokuj - załóż ręce na piersi, 10.06.14, 10:30
      a jedną dłonią gestykuluj. Trzymaj dokumenty w ręce, lekko w kierunku rozmówcy. Mów głośniej, bo być może za cicho mówisz i dlatego ludzie się tak przysuwają.
    • dar61 urywanie guzików + mowa ciała 10.06.14, 12:02
      Odsuwanie, a tym bardziej „cofanie w tył" [przybliżanie], nie zadziała. Często wywołuje kontratak w postaci chwytania za guziki.

      Często w podobnych sytuacjach podpowiadałem metodę, polegającą na informowaniu o tzw. dystansie ucieczki i dystansie ataku - zwierz osaczony już tak blisko, że nie ma szans na ucieczkę - atakuje.
      - Mam uciekać czy atakować, kolego? Wybieraj.

      Jest i metoda łopatologiczna: po każdym zdaniu dyskutanta, stojącego natarczywie blisko i perorującego, można demonstracyjnie wycierać swą twarz chusteczką. Jak nie zrozumie, czynić to co słowo, nawet markując uchylanie się, albo trafianie kroplami śliny, np. ruchami unikowymi głowy i mrużeniem oczu. W końcu - kontratakować na mokro.
      Taka mowa śliny.
      joemonster.org/filmy/12994
      • matylda1001 Re: urywanie guzików + mowa ciała 10.06.14, 12:48
        dar61 napisał:

        >> Jest i metoda łopatologiczna: po każdym zdaniu dyskutanta, stojącego natarczywi
        > e blisko i perorującego, można demonstracyjnie wycierać swą twarz chusteczką. J
        > ak nie zrozumie, czynić to co słowo, nawet markując uchylanie się, albo trafian
        > ie kroplami śliny, np. ruchami unikowymi głowy i mrużeniem oczu. W końcu - kont
        > ratakować na mokro.
        > Taka mowa śliny.<

        A po co aż tak, skoro wystarczy powiedzieć - stanę trochę dalej bo z małej odległości nie widzę wyraźnie twojej twarzy. Do tego przyjazny uśmiech i sprawa załatwiona.
    • shmu Re: zbyt blisko... 10.06.14, 13:18
      No wiec zastosuje Wasze rady, te delikatniejsze. Dziekuje.

      Ale inne pytanie. Jak reagujecie, jesli jest to plec przeciwna i ta odleglosc nosi znamiona zbytniej poufalosci? lub jak ktos wspomnial: trykania lokciem, lapania za reke, obejmowania w pasie? Jaka bylaby Wasza reakcja zgodna z sv?
      • aqua48 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 14:58
        shmu napisała:

        > Ale inne pytanie. Jak reagujecie, jesli jest to plec przeciwna i ta odleglosc n
        > osi znamiona zbytniej poufalosci? lub jak ktos wspomnial: trykania lokciem, lap
        > ania za reke, obejmowania w pasie? Jaka bylaby Wasza reakcja zgodna z sv?

        Zimno ale stanowczo i dobitnie należy powiedzieć: PAN SIĘ ZAPOMINA, PROSZĘ MNIE NATYCHMIAST PUŚCIĆ. Ale najważniejsze to nie dopuścić do takiego stopnia spoufalenia, żeby ta druga strona uznała, że wolno by jej było objąć w pasie, czy złapać za rękę.
      • kopciuszek83 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 21:45
        shmu napisała:

        > No wiec zastosuje Wasze rady, te delikatniejsze. Dziekuje.
        > > Ale inne pytanie. Jak reagujecie, jesli jest to plec przeciwna i ta odleglosc n
        > osi znamiona zbytniej poufalosci? lub jak ktos wspomnial: trykania lokciem, lap
        > ania za reke, obejmowania w pasie? Jaka bylaby Wasza reakcja zgodna z sv?

        Ja w podobnych sytuacjach rzucam żartobliwie: "oj, mój mąż byłby chyba zazdrosny". Do rozmówcy zwykle dociera sugestia, że zachowuje się zbyt poufale, albo przynajmniej wizja męża gasi zainteresowanie wink
        • aqua48 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 22:10
          kopciuszek83 napisała:

          > > > Ale inne pytanie. Jak reagujecie, jesli jest to plec przeciwna i ta
          > odleglosc nosi znamiona zbytniej poufalosci?

          > Ja w podobnych sytuacjach rzucam żartobliwie: "oj, mój mąż byłby chyba zazdrosn
          > y".

          Jako, że zazwyczaj takie zachowania wynikają z zatracenia dystansu, często przez zbytnią poufałość w żartach, to ja żartów bym nie stosowała.
          • kopciuszek83 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 22:26
            aqua48 napisała:

            > Jako, że zazwyczaj takie zachowania wynikają z zatracenia dystansu, często prze
            > z zbytnią poufałość w żartach, to ja żartów bym nie stosowała.

            Zakładam, że jesli autorce nie odpowiada poufałość z jakąś osobą, to nie dojdzie wcześniej do etapu "poufałych żartów", bo to samo w sobie byłoby przekraczaniem granic. Zart, który proponuję, jest skuteczny, pod warunkiem, że rzuci sie go żartobliwie, a nie kokieteryjnie.
          • znana.jako.ggigus tu się zgodzę - żart jest nie na miejscu 10.06.14, 22:27
            ale teksty typu: Pan się chyba zapomina wg mnie też nie są na miejscu.
            Ale to moje poglądy.
      • znana.jako.ggigus do shmu 10.06.14, 21:51
        nie ma rady idealnej. Ja na pewmo zaraz na wstepie nie zastosowalabym porady aqy48 - Pan sie zapomina.
        Tyle ze taka kontaktowa osoba nie doskakuje nagle, a raczej zbliza sie powoli, choc konsekwentnie. Trzeba to zblizenie zablokowac i to nie cofaniem sie, bo cofanie powoduje nowy doskok i atak. Lepsza jest blokada ciala, polaczona ze skrzyzowanymi dlonmi, torebka.
        Jesli to nie pomoze, to rzeczywiscie mozna odsunac reke i cco nawet nie w stylu pan sie zapomina, co raczej prosto z mostu: prosze przestac.
    • kornel-1 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 13:30
      W wątku zabrakło mi spojrzenia od drugiej strony - osoby z potrzebą mniejszego dystansu. A przecież to typowa sytuacja konfliktu interesów:

      - Proszę nie zamykać okna, duszno tu!
      - Ależ! Zimno jest tutaj...


      Czyja wolność lub dys|komfort w konflikcie o okno są ważniejsze?

      Na zarzut, że to co innego odpowiadam: to kwestia spojrzenia: moja potrzeba bliskości czy twoja potrzeba dystansu. Mówimy o sferze nie intymnej ale osobistej lub społecznej.
      Powiedzmy, że A czuje się dobrze, gdy staje w odległości 0,8-1,2 m od rozmówcy; B - gdy staje w odległości 0,5-0,8 m. Powinien ustąpić B, bo...?

      Aby wybrnąć z sytuacji, zamiast zwracania uwagi:
      - Odsuń się pan!
      - Trzy kroki od soki!
      - Proszę się odsunąć, mam SARS.
      tudzież:
      - kichania
      - machania torebką
      - cofania się

      proponuję osobie "dalekodystansowej" obrócenie się o 45 stopnie w bok (w stronę ściany lub najbliższego mebla, na który rozmówca przecież nie wejdzie).

      Kornel
      • matylda1001 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 14:45
        kornel-1 napisał:

        > proponuję osobie "dalekodystansowej" obrócenie się o 45 stopnie w bok (w stronę
        ściany lub najbliższego mebla, na który rozmówca przecież nie wejdzie).

        Taaak... i okaże się, że ściana/szafa za blisko, trzeba się troszeczkę odsunąć... akurat tyle, że w lukę wśliźnie się "krótkodystansowy" wink
      • sweet_pink Re: zbyt blisko... 10.06.14, 15:05
        Kornelu,
        Nie ma tu konfliktu interesów. To jak to widzisz moim zdaniem nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
        Osoby które wolą mniejszy dystans raczej nie odczuwają dyskomfortu jeśli stoją dalej (a już na pewno nie dyskomfort o takim natężeniu jak dyskomfort osoby, której ktoś wtargnął w granice) natomiast przysuwają się podświadomie w miejsce dla siebie naturalne.
        Stoisz zbyt daleko (według ciebie) od kogoś - drobna niewygoda, poczucie dystansu
        Stoisz zbyt blisko kogoś (według niego) - burzysz komuś poczucie bezpieczeństwa, wzbudzasz emocje podobne do poczucia bycia molestowanym
        W przerysowaniu to tak jakbyś próbował się pytać kto ma ustąpić: pan/pani B który/a chce się przespać z panem/panią A, który/a nie che dać się poderwać albo w żaden sposób zacieśniać relacji.
        • kornel-1 Re: zbyt blisko... 10.06.14, 16:40
          sweet_pink napisała:
          > Nie ma tu konfliktu interesów. To jak to widzisz moim zdaniem nie ma nic wspóln
          > ego z rzeczywistością.


          Z wątku wynika, że konflikt jest. Jeden chce bliżej, drugi dalej. Ale Twoje spojrzenie na rzeczywistość może być odmienne.

          > Osoby które wolą mniejszy dystans raczej nie odczuwają dyskomfortu jeśli stoją
          > dalej (a już na pewno nie dyskomfort o takim natężeniu jak dyskomfort osoby, kt
          > órej ktoś wtargnął w granice) natomiast przysuwają się podświadomie w miejsce d
          > la siebie naturalne.

          ...a osoby które wolą mieć większy dystans przesuwają się podświadomie w miejsce dla siebie... naturalne.
          Zachęcałem swym postem do spojrzenia z drugiej strony. Nie udało mi się.

          Czy zastanawiałaś się, dlaczego ktoś woli stać bliżej niż dalej?

          Wyobrażasz sobie, że ktoś może mieć przytępiony słuch lub pogorszony wzrok? Czy stojąc w dalszej odległości niż by chciał, będzie miał dyskomfort słabszy od "molestowanego"... dwukrotnie? dwuipółkrotnie? a może 1, 07-krotnie? Powiedz, jak ustalasz tę krotność?

          Czy widzisz jeszcze jakieś inne przyczyny, dla których ktoś chce stać bliżej Ciebie niż Ty w stosunku do niego? Odpowiesz bez podpowiadania?

          Kornel
          • sweet_pink Re: zbyt blisko... 10.06.14, 16:59
            Generalnie ludzie stają blisko bo lubią, bo im odpowiada taki poziom bliskości z drugą osobą i bo taki mają nawyk.
            Ja sama cierpię na zaburzenia analizy słuchowej i bywa mi trudno zrozumieć co ktoś mówi jeśli zlewa mi się z "szumem tła". Nie zwykłam jednak przysuwać się zbyt blisko, raczej proszę o powtórzenie lub mówienie głośniej. Jest to sytuacja dla mnie nieporównywalnie mniej niekomfortowa niż gdy ktoś narusza moje granice. Ta pierwsza to drobiazg, nie budzący emocji. Druga jest na prawdę mocno nieprzyjemna.
            • kornel-1 Re: zbyt blisko... 11.06.14, 10:05
              sweet_pink napisała:

              > Generalnie ludzie stają blisko bo lubią, bo im odpowiada taki poziom bliskości
              > z drugą osobą i bo taki mają nawyk.
              [...]
              > Ta pierwsza to drobiazg, nie budzący emocji. Druga jest na prawdę mocno niep
              > rzyjemna.

              A! Bo lubią. A druga strona... nie lubi. Przecież to klasyczny konflikt interesów smile

              Ale skąd się bierze to "tak-lubienie"?
              Osoba, która stanie w odległości, którą "lubi" czuje się lepiej, prawda? A jeśli oddali się zbytnie poczuje się... gorzej, mniej komfortowo? Ty mówisz, że ten dyskomfort jest mniejszy niż dyskomfort drugiej strony przy odwrotnej sytuacji. Szkoda, że nie uzasadniłaś swego sądu.

              Sposobem, do którego może się uciec osoba "molestowana" jest zaproponowanie, by usiąść. W momencie siadania można dopasować odległość (siadając po dwóch stronach stołu, odsuwając krzesło, ew. wybierając skraj ławki*).

              Kornel
              */ nieco ryzykowne
              • sweet_pink Re: zbyt blisko... 11.06.14, 12:49
                Nie jestem psychologiem, i nie zrobię Ci rzetelnego wykładu dotyczącego granic. To co pisze pisze z własnego doświadczenia, z rozmów z ludźmi na warsztatach. Nie wiem jak Ci wyjaśnić skoro dosadne porównanie nie pomaga. W zasadzie jeśli naturalnie nie rozumiesz niesymetryczności tej sytuacji, to nie ma o co klawiatury strzępić, gorzej jak ze ślepym o kolorach.
                • kornel-1 Re: zbyt blisko... 11.06.14, 13:24
                  Ach, te warsztaty smile Gadki przepisywane z amerykańskich podręczników. Widać to po podawanych promieniach stref, typu "15-42 cm", przeliczanych z cali wink

                  Oczywiście, że strefy - bardzo płynne - istnieją. I odczuwamy dyskomfort, gdy znajdziemy się poza tą właściwą dla sytuacji strefą. Tyle, że dotyczy to obu stron. A tego już nie uczą wink

                  Kornel
    • annthonka Re: zbyt blisko... 10.06.14, 16:32
      Ja też stosuję wymówkę z dalekowidztwem, okraszoną miłym uśmiechem. Działa i nikt się nie czuje urażony smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka