Był kiedyś taki wątek ale umarł prawie 10 lat temu (albo wyszukiwarka zawodzi).
Po wielu latach znów zaczęłam korzystać regularnie z komunikacji miejskiej i naprawdę jestem przerażona zmianą obyczajów. Już od dawna mówiło się o "chamskiej młodzieży" ale to co było kiedyś to były wypadki a teraz jest chyba normą.
Na siedzeniach porozsiadani ludzie lat 10 - 30, wszyscy klikają w swoje smarfony itp., nie widzą niby nic co się dzieje dookoła nich a starsi ludzie w wieku mocno emerytalnym stoją nad nimi...
Sama mam lat 40 i jak tylko widzę kogoś w wieku emerytalnym to z miejsca ustępuję, inaczej nie potrafię, wiek ma swoje prawa i koniec.
Rozumiem, że można się źle czuć w wieku lat 16 czy 26 ale nagle wszyscy młodzi w tramwaju czy autobusie to chorzy i kalecy?
Jeżdżę do pracy w różnych porach i zawsze to samo...
Nie raz widziałam też matki z dziećmi, które same stały objuczone torbami a kilkuletnie dziecko siedziało sobie wygodnie.
Takie rzeczy zdarzały się zawsze ale teraz to jest nagminne!
Gdy ja byłam nastolatką to nie raz słyszałam jak pasażerowie zwracali uwagę komuś młodemu, że nie ustępuje miejsca. Wtedy nawet na ulicy dorosły potrafił ochrzanić dzieciaka, że pali papierosy lub śmieci.
Mnie wieku temu jakaś pani wyzwała za wyrzucony papierek na ulicy i chociaż to nie ja go rzuciłam to podniosłam. Zła, wściekła ale nie powiedziałam nic.
Czy ktoś teraz by zwrócił uwagę dziecku, że śmieci?
Co się z nami dzieje i do czego to zmierza? Przecież szacunek do starszych, do wieku, to jednak coś bardzo potrzebnego, ważnego, podstawa kultury, tradycji, wychowania...
Czy nie przydałaby się jakaś kampania społeczna, skoro brak odpowiedniego wychowania w domu?
Wiem, że ludzie czasem tłumaczą: płacę za bilet tyle samo, to mam takie same prawa i mogę siedzieć, byłem pierwszy.
Ale ten starszy człowiek nad nami był przed nami na świecie, był pierwszy, życia ma coraz mniej... Czy za wszelką cenę musimy mu utrudniać i uprzykrzać ostatnie dni???