e-matka.polka
28.08.14, 00:46
Jestem w radzie rodziców, szkoła do której uczęszcza moje dziecko organizuje w ramach uniwersytetu dziecięcego spotkania z naukowcami. Naukowcy ci prowadzą zajęcia wolontaryjnie, dojeżdżają własnymi samochodami, my do tej pory zapewnialiśmy im z grzeczności nocleg w hotelu (gdy przyjeżdżali z daleka) i ewentualnie wyżywienie (jak np. byli u nas długo i o to poprosili). Dodam, że pieniądze te pochodziły ze składek dzieci. Niestety w tym roku jest inaczej, okazało się że nie mamy funduszy na noclegi ani obiady, a większość rodziców wcale nie chce się na to składać, mimo, że zajęcia były bardzo ciekawe i dzieci słuchały z zainteresowaniem. Najbliższy wykład mamy w przyszłym tygodniu, będzie go prowadził młody sympatyczny doktor z fantastycznym podejściem do dzieci, już raz u nas był. Poprosił o zarezerwowanie mu noclegu, bo będzie wracał z daleka samochodem i do nas wstąpi po drodze. Problem jest taki, jak powiedzieć prowadzącemu że nie jesteśmy mu w stanie niczego opłacić? Jak w takiej sytuacji rozwiązać choćby zaproszenie go na obiad - np. pokazać gdzie jest restauracja (wówczas sytuacja jest jasna), czy też iść z nim razem i poinformować że "każdy płaci za siebie"? Proszę tylko nie pisać żeby w ogóle nie organizować tego spotkania, bo to nie wchodzi w grę.