Dodaj do ulubionych

romans przyjaciela

06.03.16, 11:59
Temat nie dotyczy samego faktu czyjegoś romansu, ale wiedzy o nim. Razem z mężem jesteśmy osobami nieco po czterdziestce. Mamy przyjaciół od prawie dwudziestu lat - podobnie jak my małżeństwo. W praktyce wygląda to tak, że ja jestem najlepszą przyjaciółką jej, a mąż jego, chociaż relacje całej naszej czwórki są a raczej były bardzo bliskie. Na początku tego roku oni się rozstali po prawie 15 latach małżeństwa. Wyszło, że on miał liczne romanse, ostatni trwa do tej pory, z o ponad połowę młodszą kobietą - studentką pierwszego roku, której wynajął mieszkanie i którą utrzymuje. Jego żona się o tym dowiedziała przypadkiem, była wielka awantura, on się wyprowadził, złożył pozew o rozwód, jak to dalej będzie można się tylko domyślać. Ona kilka razy nocowała u nas, ja ją pocieszałam, opiekowałam się nią, nawet parę razy wzięłam dzień urlopu, żeby z nią zostać, była naprawdę w fatalnym stanie.
Tymczasem mój mąż cały czas utrzymuje przyjacielskie stosunki z nim i jak mi zapowiedział, cała ta sytuacja i rozwód nie zmieniają nic w jego z nim relacjach. Zapytałam jak długo wiedział o jego romansach, w tym o tym ostatnim. Powiedział mi, że od samego początku. Byłam zszokowana. Zapytałam czemu mnie nie poinformował. Na co odpowiedział, że w przyjaźni męskiej najważniejsze jest dotrzymywanie słowa i sekretów i za nic w świecie nie zdradziłby swojego przyjaciela. Powiedział też, że ma do mnie zaufanie, ale to kwestia męskich zasad i nie mam nawet prawa oczekiwać, że będzie mi podawał jakiekolwiek "tajne" informacje z życia swoich męskich przyjaciół (innych zresztą nie ma).
Czuję, że to nie jest w porządku. Co na ten temat mówi dobre wychowanie? Czy naprawdę trzymamy sekrety naszych przyjaciół w absolutnej tajemnicy nawet przed najbliższymi? I druga sprawa, czy on przyjaźniąc się i wspierając nadal (póki co jeszcze) męża mojej przyjaciółki zachowuje się w porządku, mimo że ten mąż postąpił moim zdaniem jednoznacznie negatywnie? Jak to widzicie? Czy zasady SV w ogóle tu mają zastosowanie?
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: romans przyjaciela 06.03.16, 12:39
      Przyjaciel zwierzając się twojemu mężowi popełnił nietakt, bo sprawił, że twój mąż musiał mieć tajemnice ciężkiego kalibru przed tobą.

      Wspieranie przyjaciół, którzy są w życiowych tarapatach, nawet ze swojej winy, jest jak najbardziej ok. Myślę, że twój niepokój krąży wokół tego, jak twój mąż traktuje kwestie niewierności. I dlatego to wszystko tak cię gryzie (ale to jest istotnie temat na inne forum, o ile w ogóle na jakieś). Trudniej ci teraz mu zaufać, bo wie, że może ci o czymś ważnym nie mówić (jak nie mówił o trwających latami wybrykach przyjaciela) i że ma ambiwalentny(?) stosunek do zdrad małżeńskich. Raczej o tym powinniście porozmawiać.

      Weź jednak pod uwagę, ze nie mówiąc ci o romansach przyjaciela, twój mąż chronił ciebie. Gdyby ciebie tym obciążył, ty musiałabyś się skręcać ze skrępowania przez swoją przyjaciółką. Albo zranić ją, łamiąc dane słowo i wyznając jej wszystko.

      Nie rozumiem tych 'męskich zasad', co tu płeć ma do rzeczy?
      • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 13:03
        Ja bym straciła zaufanie dla faceta który przyjażni sie z palantem.
        Będąc przyjaciółką zdradzanej żony na pewno zasiałabym jej ziarno podejrzen(no bo materacem nie byłam, a postawiona przed szokującymi twierdzeniami przyjaciolka mogłaby pogrążyc się w zaprzeczaniu i zerwać ze mną kontakty, zatem zasiewanie jest lepsza metodą). Zonaty facet korzystający z cichodajek to typ człowieka z którym nie chciałąbym żęby przyjażnił się mój mąż. Co innego gdyby porządnego człowieka ogarnęłą jakaś pomroczność jasna, wypił za dużo bzyknąl koleżankę na wyjeż?zie integracyjnym, takie coś jestem w stanie zrozumieć, lepiej buzia na kłódkę, ale taki typ jako przyjaciel ? Brrrr
    • vilez Re: romans przyjaciela 06.03.16, 13:22
      Nie rozumiem wtajemniczania kogokolwiek w tak intymne sprawy. Takie rzeczy rozstrzyga się samemu i tylko z osobą/osobami bezpośrednio zainteresowaną/zainteresowanymi. Przyjaciel Twojego męża jest niepoważny, że zwierza się Twojemu mężowi, a Twój mąż jest niepoważny, że takie zwierzenia przyjmuje. Słusznie czujesz, że to jest nie ok, bo Twój mąż otwiera drogę do Twoich wątpliwości względem jego postawy etycznej.
    • kora3 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 13:24
      Moim zdaniem przyjaciel ma prawo oczekiwać od przyjaciela, ze nie bedzie kłapał o jego sprawach, także swej partnerce, zonie, matce, gdy te sprawy ich nie dotyczą.
      Po to się ma przyjaciół. Podobnie po to, by wpierali, jeśli oczywiście chcą w sytuacjach, gdy inni się od kogoś odwrócą uważając, ze postąpił źle.
      Rozumiem, ze czujesz się dziwnie, ale nie oczekuj, ze mąż powinien mówić ci o sprawach innych z lojalności. Nie dotyczyły Cie przecież.
      • ewa9717 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 13:59
        Niech sobie SV mówi, co chce, wolałabym ufać temu, co mówi zwykła przyzwoitość...
        • kora3 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 14:14
          Wiesz wg mnie zwykła przyzwoitość mówi, ze na swojego przyjaciela się nie donosi. Polski porządek prawny przewiduje, ze będąc osobą bliską podejrzanemu, czy oskarżonemu można odmówić składania wszelkich zeznań tak przed śledczymi, jak i sądem. Fakt, nie obejmuje to relacji przyjacielskiej, a jedynie pokrewieństwo, powinowactwo oraz bliskość emocjonalno - seksualną. Ale własnie zwyczajna przyzwoitość mówi, ze mammy prawo milczeć o sprawach naszych przyjaciół czy dotyczy to zdrady małżeńskiej, czy ciężkiej choroby np.
          • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 14:35
            tu nie chodzi tak bardzo o donoszenie tylko o to że mąż akceptuje u swego boku człowieka o braku kręgosłupa moralnego w sytuacji kiedy utrzymuje bliskie stosunki towarzyskie z osobą krzywdzoną. Uczciwość nakazuje osobie w związku nieszczęśliwej związek zakonczyć dając kobiecie szansę na inne szczęśliwszy związek (szanse malejącą z każdem rokiem). O to tu chodzi. To że się nie zdradza tajemnic przyjaciela nawet najblizszej osobie to jasne.
            • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 14:37
              Co powinien zrobić uczciwy człowiek-ano zerwać stosunki z krętaczem.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 15:20
                Babo, to co powinien zrobić w danej sytuacji człowiek - pozostawmy człowiekowi. Pisałam o tym w innym watku - sama byłam w sytuacji podobnej do zdradzanej pani smile I jedynymi osobami do których NIE MIAŁAM żalu w tejze sytuacji były : kolezanka, która z obiektywnych przyczyn o romansie mojego ekspartnera jedynie SŁYSZAŁA pogłoski, ale sama nic konkretnego nie wiedziała oraz PRZYJACIÓŁKA mojego eksa. Nie oczekiwałabym, że ktoś będzie donosił mi o plotkach, których nie ma szans zweryfikować (kolezanka ) ani tym bardziej donosił mi na SWIJEGO przyjaciela. Uprzedzając - po kilku latach miałam okazję porozmawiać z tą przyjaciołką mego eksa na ten temat. Nie jesteśmy blisko, ale lubimy się. Tamta pani znana lepiej przyjaciółce niż ja, bynajmniej nie była przez nią lubiana, a przyjaciółka wiedziała, ze mamy kryzys wtedy i ostrzegała eksa przez romansem i ta panią. Ale nie, nie zerwała z nim kontaktów. bo przyjaźń Babo polega na tym, że nie oczekuje się od przyjaciela, ze będzie swietysmile Mowi się mu prawdę, czy robi dobrze, czy źle - i ona tak robiła. Ale nie uważam, ze powinna odwrócić się od kogos, kto pomógł jej w wielu sytuacjach, w tym w bardzo dramatycznej, bo ma romans. TYM bardziej Babo, ze przyjaciel na ogół zna nie tylko suchy fakt pt. np. ze ktoś ma romans, ale całą też okolicznościową i emocjonalną otoczkę tej sytuacji
                • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:13
                  Ja się tej pani nie dziwię, jednak ta sytuacja nijak się nie ma do zgłupienia eksa który jak sama piszesz nie był nałogowym %$#*rzem jak opisywany pan tylko trochę się zaplątal w życiu. Ponadto ta pani nie była z Toba w bliskich stosunkach. To jest inny kaliber-utrzymywanie prostytuującej się studentki to nie jest zaplątanie się w życiu tylko styl życia którego się absolutnie nie żałuje, jedyne czego się żałuje to to że się wydało. Twoj eks nie czuł się najlepiej z tym co robił bo miał wyrzuty sumienia zreszta krótko to trwało (nie latami) o ile dobrze pamiętam.No i Ty nie byłaś starzejącą sie żoną tylko osoba w pełni urody i możliwosci zyciowych. Nie widzę tu żadnego przełożenia.
                  • kora3 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:18
                    baba67 napisała:

                    > Ja się tej pani nie dziwię, jednak ta sytuacja nijak się nie ma do zgłupienia e
                    > ksa który jak sama piszesz nie był nałogowym %$#*rzem jak opisywany pan tylko t
                    > rochę się zaplątal w życiu



                    Babo, ja opisywanego pana NIE ZNAM - a jak nie znam nie oceniam, bo ocena może być błedna. Nie mam wielu danych sad Eksa znam blisko 20 lat to se mogę oceniac smile


                    . Ponadto ta pani nie była z Toba w bliskich stosunka
                    > ch.


                    W takich samuch jak reszta toarzystwa - wspólne zaproszenia, imprezy, kawki.


                    To jest inny kaliber-utrzymywanie prostytuującej się studentki to nie jest
                    > zaplątanie się w życiu tylko styl życia którego się absolutnie nie żałuje, jedy
                    > ne czego się żałuje to to że się wydało.


                    Nie znam ludzi, ani studentki, ani pana. Nic nie wiem o prostytuowaniu się i reszcie, smile


                    Twoj eks nie czuł się najlepiej z tym
                    > co robił bo miał wyrzuty sumienia zreszta krótko to trwało (nie latami) o ile d
                    > obrze pamiętam.No i Ty nie byłaś starzejącą sie żoną tylko osoba w pełni urody
                    > i możliwosci zyciowych. Nie widzę tu żadnego przełożenia.


                    Babo, jakby to było TERAZ byłoby tak samo.
                    Przyjaciel nie zdradza przyjacoiela - propste
                    • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:47
                      Liczne, długoletnie romanse i w koncu pełna recydywa w postaci cichodajki. Nie obrażaj swojego przyjaciela porównując go z tym panem.
                      • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 07:04
                        Nie obrażam babo, ale Ty tez chyba nie rozumieszsad Ja nie znam podłoża zachowania tego meza z wątku - tego zdradzającego, ani nawet jego ogólnej sytuacji. Nie wiem zatem dlaczego zdradzał zone latami i dopiero, gdy sprawa się wydała zdecydował się na rozwod, a nie wczesnej. Nawet wymiar sprawiedliwości i nawet gdy dotyczy to bardzo ciężkich przestępstw bierze pod uwagę OKOLOICZNOSCI czynu/czynów oceniając ten czyn i wymierzając ewentualna karę. Mnie trudno ocenić taka sytuację, gdy okoliczności nie znam.
                        Jasne, jak się z kims nie chce być to należy się rozstać, a nie zdradzać - zasada ogolna. Ale sytuacje bywaja rozne Babo i oceniając daną należy brać pod uwagę właśnie sytuację, okoliczności.
                        • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 07:45
                          Tak, bywaja-ciężko chore dziecko lub żona przy których trzyma obowiązek pomocy. W takich wypadkach bujne życie pozamalżenskie jestem w stanie zrozumiec i ukrywanie też. Gdyby coś takiego było pewnie zostałoby napisane. Innych okoliczności lagodzących nie ma.I bardzo współczuję Watkodawczyni takiego męza choć rzeczywiście sekret nie dotycząćy działalniści przestępczej (bo samemu można posiedzieć z wspólnictwo) sekretem powinien pozostać.
                          • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 07:55
                            Wiesz babo, zakładam, że wspólne grillowanie, kawkowanie, czy nawet wczasowanie nie oznacza wcale, ze wiesz wszystko o kims. Wątkodawczyni napisała jasno - pani jest JEJ przyjaciółką, jeszcze mąż pani - przyjacielem jej meza. Wątkodawczyni może o wielu sprawach przyjaciela meza swego zwyczajnie NIE WIEDZIEĆ, za to wie o nich tenze mąż, jako przyjaciel zainteresowanego.
                            • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 08:58
                              No sorry ale poleciałas. Watkodawczyni nie wie o chorobie pani ew ich dziecka? Czego innego może nie wiedzieć co stanowiłoby okolicznośc lagodząca?
                              • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 09:05
                                Babo, mnóstwo jest takich rzeczy - np. oziębłość seksualna pani mogłaby być takim elementem. Nie twierdzę, ze w tym przypadku jest - żeby jasnośc była, a ze ogólnie - może nim być. Czy o takim czyms musiałaby wiedzieć jej przyjaciółka? No nie, bo być może dla tej zdradzanej zony nie stanowiło żadnego problemu. Sama ty pisałaś o tym, ze kobieta wg Ciebie potrzebuje seksu 2 x w tygodniu. Tymczasem jest to Babo (poza ekstremalnymi sytuacjami rzecz jasna) skrajnie mało.
                                Raz jeszcze podkreślam - nie mówimy o tej konkretnej pani, tylko ogólnie teraz - jakie przyczyny takiego zachowania pana mogły być.
                                • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 10:30
                                  No to się z taką osoba po prostu rozmawia a jak nie pomaga to rozstaje. To nie jest żadne usprawiedliwienie nieuczciwości.
                                  • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 10:39
                                    babo nie chodzi o usprawiedliwienie, tylko jak wspomniałam o okoliczności. Nie zawsze Babo tak jest, że można się bezkolizyjnie rozstać i ty jako osoba doświadczona powinnaś to wiedzieć.
                              • kora3 Inne powody Babo 07.03.16, 09:17
                                tym razem zupełnie realnie bedzei. Znam pewnego pana 40+, który zone zdradza. Nie ejst on moim bliskim kolegą, ani jego zona bliską kolezanka, znam oboje dość luźno. Fakt, ze pan panią zdradzał i zdradza jest powszechnie znany w kręgu znajomych. osobiście powiem, że panu kompletnie się nie dziwię Babo. Pani zona jest w jego wieku, a wygląda jak jego mamasad i nuie chodzi bynajmniej o jakąs chorobę czy cuś w tym kierunku. Pani po prostu robi się na "matronę"sad Państwo do biednych nie należą pan prowadzi swoją działalność, pani pracuje w sektorze budżetowym na dość wysokim stanowisku. wszystko co ta pani ma na sobie jest w dobrym gatunku i na pewno nie jest tanie, ALE jest zwyczajnie beznadziejnesad Jakieś garsonki przypominające obicia na kanape, "babcine" buty, niepasująca do niczego biżuteria, brak makijażu i ścięte "od garnka" włosy ze śladami siwizny. Nie, nie jest to zahukana żona Babo. Ta pani po prostu uważa, ze tak jak się prezentuje ma być. Prezentuje się źle szczególnie u boku tego pana - gościa zadbanego i z gustem. Pani przy tym wszystkim jest mało interesująca towarzysko. Choc to co robi zawodowo jest ciekawe, na wszelkie zagajenie rozmów reaguje mrukliwymi monosylabami, a zdanie ma takie zawsze - jak mązsmile

                                No dobra, jak pani panu nie pasuje, to przecież może się rozwieść. Ano - może. Tyle, ze ma jednego dorosłego już syna na studiach i 10 letnią córeczkę, dla której niewątpliwie rozwod rodzicow byłby wielka tarumą, bo jest z ojcem bardzo zwiazana.
                                Jasne widziały gały, co łapy brały - ale jak się państwo pobierali ponad 20 lat temu, to pani pewnie tak od przyszłego meza nie odstawała, bo przecież młoda była kobitka. No niesyety Babo w pewnym wieku już nie wystarczy woda, mydło i krem nivea, jak nastolatkom 20 lat temu wink trza się trochę ze tak powiem ogarnąć, szczególnie, gdy na to kogos stać.
                                • baba67 Re: Inne powody Babo 07.03.16, 10:35
                                  Dla mnie to nie jest żadna okolicznośc lagodząca. Facet albo wżenił się w kase albo jest płytkim człowiekiem a to że go usprawiedliwiasz dziwnie o Tobie świadczy.
                                  • kora3 Re: Inne powody Babo 07.03.16, 10:50
                                    Babo - przepraszam bardzo, ale twoja obsesja w temacie kasy przesłania ci swiat smile Nie, pan się nie wżenił w kasę, bo pan pochodzi z bogatszej niż pani rodziny, która od kilku pokoleń prowadziła te dzialalnośc, które jakiś czas temu pan po ojcu przejął, w dość intratnej branży. Ale pani też z biednej rodziny nie pochodzi no i też doszła do nieźle płatnego stanowiska. Ci ludzie się Babo pobierali mając po 21 lat - jako bardzo młode osoby. Na pewno byli wówczas zakochani w sobie, bo nic łącznie z ciąza do slubu ich nie zmuszało. Ale czas robi swoje i niestety mniej bywa łaskawy dla pań na ogół, niż panów. Pan szpakowaty wygląda dostojnie, a szpakowata pani - staro sad

                                    Nie w usprawiedliwianiu rzecz Babo, tylko w powodach, o które pytałaś. Kobieta się po prostu zapuściłasad tym to bardziej głupie, że stać ją na dbanie o siebie. Tak, no jasne, maż jej obiecywał wiernośc do grobowej deski, ale przecież wiemy, ze to tylko słowa są smile Kobita go zwyczajnie nie kreci. Możesz uważać ze jest płytki, ale większość ludzi Babo nie traktuje seksu jak przykry obowiązek i chciałaby z niego czerpać radośc i satysfakcję. Jak wspomniałam - tak, pan może się rozwieść, ale wie, ze tym skrzywdziłby córeczkę, którą badzo kocha.
                                    I w druga strone też to działa - skoro pani nie chce być zdradzana to może przecież pana podac o rozwod
                                    • baba67 Re: Inne powody Babo 07.03.16, 14:55
                                      Jak pani wie i to jej pasi to nikomu nic do tego.
                                      • kora3 Re: Inne powody Babo 07.03.16, 15:01
                                        Hmm pani na pewno wie, bo jakby nie wiedziała, to znaczyłoby, ze jest jednocześnie ślepa, głucha i sparaliżowana... Raczej jej nie pasi, skoro jest o meza chorobliwie zazdrosna.
                                    • mim_maior Re: Inne powody Babo 07.03.16, 22:30
                                      "Tak, no jasne, maż jej obiecywał wiernośc do grobowej deski, ale przecież wiemy, ze to tylko słowa są" - tu się ubawiłam. No, w sumie całkiem porządny facet, poważny i z gustem. Tylko słowa nie dotrzymuje, taki drobny feler big_grin Normalnie historia jak z późnej Chmielewskiej.
                                      • kora3 Re: Inne powody Babo 08.03.16, 05:42
                                        Nie nie porządny, tylko .... standardowy Mim. Podobnie standardowe są kobiety. Fajnie, ze kobieta mająca zapuszczonego meza z brzuchem i w kapciach też tak mu wierna będzie, BO 25 lat temu przysięgałasmile
                                        • minniemouse Re: Inne powody Babo 08.03.16, 23:54
                                          kora3 napisała:

                                          Podobnie standardowe są kobiety. Fajnie, ze kobieta mająca zapuszczonego meza z brzuchem i w kapciach też tak mu wierna będzie, BO 25 lat temu przysięgał

                                          Nie "fajnie" tylko albo sie przysiegalo podczas slubu albo nie.

                                          widzisz, Koro, dlatego wszem i wobec mowi sie ze zawarcie zwiazku malzenskiego to bardzo odpowiedzialna, powazna sprawa i nie nalezy jej traktowac lekko,
                                          a skladanie przysiegi malzenskiej nie jak jakas wylacznie techniczna formulka a calkiem zobowiazujace.

                                          Nie plec bzdur ze "no wiesz, 25 lat temu zapewne wyglada mlodziej i lepiej" albo
                                          "25 lat temu brzucha i kapci nie mial". czy dlatego ze maz jest zadbany i elegancki w jakimkolwiek stopniu usprawiedliwa zdradzanie zony? to nawet tego nie tlumaczy!

                                          Jesli zawierasz malzenstwo to o ile nie nalezysz do wielozennej sekty,
                                          z wlasnej i nieprzymuszonej woli skladasz przysiege wiernosci az po grob i zycia z JEDNYM partnerem na dobre i na zle.
                                          Zestarzenie sie i zniechlujnienie (ze tak sie wyraze) ktoregos z malzonkow nie jest ani wytlumaczeniem ani usprawiedliwieniem na szukanie swiezej zielonej trawki.
                                          O tym trzeba bylo pomyslec ZANIM sie slub zawarlo.
                                          To jakas naiwnosc oczekiwac ze przed slubem i po slubie bedzie zawsze tak samo,
                                          zwlaszcza ze najlepszymi przykladami jak moze byc sa nasi wlasni rodzice, znajomi rodzicow, sasiedzi itd a nawet media potrafia doskonale obrazowac zycie malzenskie w roznych stadiach
                                          i przypadkach.
                                          To ze facetowi sie trafila nieseksowna zona w zadnym wypadku nie tlumaczy ani nie usprawiedliwa zdradzania jej. moze sie - dokladnie- rozwiesc, jesli tak mu to przeszkadza
                                          ale nie zdradzac. i tyle.

                                          Minnie

                                          ps
                                          jakby co,
                                          zeby nie bylo niejasnosci nie zaliczam sie do zdradzanych, nieciekawie wygladajacych zon.
                                          • kora3 Minnie 09.03.16, 08:37
                                            ja pana nie usprawiedliwiam, stwierdzam FAKT. Pan o siebie dba, pani nie. ma takie prawo, ale powinna się liczyc z konsekwencjami. Jaaaaasne, przysięgało się, tylko Minnie każdy z mózgiem po świecie się rozgląda i widzi jak jest z tymi przysięgami.
                                            I nie w tym rzecz, ze pan doznał szoku, ze zona się starzeje - WSZYSCY się starzejemy, a o ile mi wiadomo (jest to fakt dość powszechnie znany) ostatnią kochanka pana jest pani odeń i od jego zony starsza cos po 5 lat. Pan nie jest zatem amatorem młodych lasek (sa tacy panowie w srednim wieku, panie też - amatorki młodych panow), tylko najwyraźniej amatorem kobiet ...podobnych do kobiet. Jasne, sa sytuacje różne- choroba, silny stres, brak funduszy na dbanie o siebie itd. Ale tu to z tego co wiem nie zachodzi, pani ma takie podejście zwyczajnie, ze "młoda już nie jestem" i tyle. Podkreślam ,mieć może, ale zbiera tego owoce. I nieważne jak oceni kto zachowanie pana, to jest FAKT.
                                            A zaklinanie rzeczywostosci pt. skoro slubował musi być wierny jest przejawem zwyczajnej głupoty.
                                            • minniemouse Re: Minnie 12.03.16, 07:12
                                              kora3 napisała:
                                              Jaaaaasne, przysięgało się, tylko Minnie każdy z mózgiem po świecie się rozgląda i widzi jak jest z tymi przysięgami.

                                              I w/g ciebie to jest powod zeby zdradzac swoja nieciekawa/niemloda juz zone lub meza?
                                              bo "takie jest zycie" ??
                                              ciekawe.

                                              A zaklinanie rzeczywostosci pt. skoro slubował musi być wierny jest przejawem zwyczajnej głupoty.

                                              zatem po co sie slubuje? tak dla jaj?
                                              to po co sie pobierac w ogole jak to tylko glupia szopka.

                                              Minnie
                                              • kora3 Re: Minnie 12.03.16, 07:29
                                                minniemouse napisała:
                                                >
                                                > I w/g ciebie to jest powod zeby zdradzac swoja nieciekawa/niemloda juz zone lub
                                                > meza?
                                                > bo "takie jest zycie" ??
                                                > ciekawe.


                                                Minnie, nie udawaj Greka, bo piszesz z CAN smile Tak, to często jest POWÓD, dla którego ludzie zdarzają - bo legalny partner jest z dowolnego (niekoniecznie zaraz dot. aparycji) powodu NIEATRAJCYJNY. Takich powodow może być od groma, poza zapuszceniem się także brak zainteresowania drogą połową, brak inicjatywy i fantazji w łóżku itd.
                                                Niewazne jak to ocenimy, to jest FALT Minnie.

                                                >
                                                > zatem po co sie slubuje? tak dla jaj?
                                                > to po co sie pobierac w ogole jak to tylko glupia szopka.


                                                Doszłam d tego wniosku dawno temu smile kiefu miałam lat naście Minnie. Nie można komuś obiecać, ze się będzie go kochac zawsze, bez względu na wszystko.
                                                Bo się tego zwyczajnie nie wie. S.a bardzo różne okoliczności w zyciu. Można obiecać się będzie starać i tak głoszą słowa przyrzeczenia na cywilnym slubiesmile
                                          • vilez Re: Inne powody Babo 09.03.16, 17:23
                                            > Jesli zawierasz malzenstwo to o ile nie nalezysz do wielozennej sekty,
                                            z wlasnej i nieprzymuszonej woli skladasz przysiege wiernosci az po grob i zycia z JEDNYM partnerem na dobre i na zle.

                                            Powiedz, że żartujesz... Po jaki grób? To nie ma rozstań ani rozwodów? Nawet Malta ma już rozwody. A kościoły dopuszczają separację i orzeczenia nieważności...
                                            Coś Ty wymyśliła?
                                            • majaa Re: Inne powody Babo 10.03.16, 10:10
                                              vilez napisała:

                                              > Powiedz, że żartujesz... Po jaki grób? To nie ma rozstań ani rozwodów? Nawet Ma
                                              > lta ma już rozwody. A kościoły dopuszczają separację i orzeczenia nieważności..
                                              > .
                                              > Coś Ty wymyśliła?

                                              Nic nie wymyśliła, pisze po prostu, jak to powinno wyglądać. I zdaje się, że nie doczytałaś do końca - o rozwodach też pisze, właśnie jako o rozwiązaniu. Bo zdrada to w żadnym wypadku nie jest uczciwe wyjście.
                                              • kora3 Re: Inne powody Babo 10.03.16, 10:47
                                                Maju, ale nikt nie pochwala tu zdrady. Rzecz w tym, że wspominanie w tej dyskusji o przysięgach do grobowej deski jest bezsensowne. Dlaczego? Ano dlatego, że wszyscy znamy słowa tej przysięgi - mam na myśli kościelną, słowa cywilnego przyrzeczenia - także i słowa o gorącym i dozgonnym uczuciu wypowiadane do nas i przez nas także smile
                                                Tylko, ze rozsądny człowiek Maju wie, że to są TYLKO SŁOWA. Że MOŻE choć wcale nie musi dojść do rozstania. Inne myslenie to zwyczajne zaklinanie rzecztwistosci, operacja bardzo nierozsadna
                                                • majaa Re: Inne powody Babo 10.03.16, 11:26
                                                  kora3 napisała:

                                                  > Tylko, ze rozsądny człowiek Maju wie, że to są TYLKO SŁOWA.

                                                  Nie, Koro, nie zgadzam się. Przysięga to nie są "tylko słowa". I bardzo źle o człowieku świadczy, jeśli, wypowiadając je, od razu tak właśnie zakłada. To żaden rozsądek, tylko zwykłe świństwo robione komuś z pełną premedytacją. Komuś, kogo rzekomo się kocha.

                                                  Że MOŻE choć wcal
                                                  > e nie musi dojść do rozstania. Inne myslenie to zwyczajne zaklinanie rzecztwist
                                                  > osci, operacja bardzo nierozsadna
                                                  >

                                                  Jakie "zaklinanie rzeczywistości"? Nie znasz, albo nigdy nie słyszałaś o parach, które spędziły ze sobą całe życie, i do tego wcale nie za karę?
                                                  • kora3 Re: Inne powody Babo 10.03.16, 11:57
                                                    majaa napisała:
                                                    >
                                                    > Nie, Koro, nie zgadzam się. Przysięga to nie są "tylko słowa". I bardzo źle o c
                                                    > złowieku świadczy, jeśli, wypowiadając je, od razu tak właśnie zakłada. To żade
                                                    > n rozsądek, tylko zwykłe świństwo robione komuś z pełną premedytacją. Komuś, ko
                                                    > go rzekomo się kocha.


                                                    Widzisz Maju, ale ja pisząc, ze rozsądny człowiek wie miałam na myśli nie tego, kto słowa wypowiada, a tego kto ich słucha, do kogo sią skierowanesmile
                                                    >
                                                    > Jakie "zaklinanie rzeczywistości"? Nie znasz, albo nigdy nie słyszałaś o parach
                                                    > , które spędziły ze sobą całe życie, i do tego wcale nie za karę?


                                                    Sorry, ale kompletnie nie zrozumiałaś Majusad Zaklinaniem rzeczywistości jest zakładanie, że skoro ktoś przysięgał, czy przyrzekał, to na bank słowa dotrzyma co by się nie działo. Zwróc uwagę, ze w innych dziedzinach życia nie zaklinamy rzeczwistosci - podpisuje się umowy, zawiera pakty itd. PO CO? Przeciez jeśli ktoś przyrzeknie, w dodatku publicznei, to pewne, ze dotrzyma. No mamy nadzieję,ze dotrzyma, ALE lepiej mieć to na pismie i z punktami co będzie jak jednak nie dotrzyma. Dlaczego tak? Dlatego, że choć zakładamy najlepszą wole drugiej strony, jednak nie wykluczamy, że może być inaczej. No i właśnie na okollicznosc małżeństwa także podpisujemy stosowną "umowę", tylko, ze ona nie działa jednak tak, jak inne umowy cywilnoprawne. Za niedotrzymanie przysięgi, czy przyrzeczenia nie grozą żadne sankcje.

                                                    Jak słusznie zajuważa Vilez sa rozwody (na szczęście - ja ze swej stroiny rzec mogęsmile).
                                                  • majaa Re: Inne powody Babo 10.03.16, 14:29
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Widzisz Maju, ale ja pisząc, ze rozsądny człowiek wie miałam na myśli nie tego,
                                                    > kto słowa wypowiada, a tego kto ich słucha, do kogo sią skierowanesmile
                                                    > >

                                                    No Ok, to już lepiejwink
                                                    I uważam, że na ogół każdy jednak zdaje sobie sprawę, że życie przynosi przeróżne sytuacje i może się zdarzyć, że słowa przysięgi nie będą dotrzymane. Ale ten, kto słucha z pewnością ma prawo zakładać dwie rzeczy:
                                                    1) szczere intencje przysięgającego i jego starania w tej mierze oraz
                                                    2) kierowanie się choćby podstawowymi zasadami uczciwości i postępowania fair ze strony partnera.
                                                  • kora3 Re: Inne powody Babo 10.03.16, 14:34
                                                    oczywiście, ze tak Maju, ale zakładając to co podalas należy nadal mieć swiadomośc, że wszystko może się różnie potoczyć.
                                                  • majaa Re: Inne powody Babo 10.03.16, 15:44
                                                    Taką świadomość trzeba mieć zawsze, nigdzie nie twierdziłam inaczejsmile
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 11.03.16, 10:15
                                                    > Przysięga to nie są "tylko słowa".

                                                    Jaka znowu "przysięga"? Nie każdy bierze ślub sakramentalny. Poza opcją: sakrament małżeństwa nie ma takiej przysięgi. Ani takiego wymogu. Jest zaledwie- możliwość. Pośród innych możliwości.
                                                    Próbujesz brak jakiś fragment rzeczywistości za jej całość.
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 11.03.16, 10:16
                                                    Próbujesz braĆ....korekta, pardon.
                                                  • majaa Re: Inne powody Babo 11.03.16, 11:26
                                                    Niczego nie próbuję, odniosłam się po prostu do wypowiedzi Minnie.
                                                    Poza tym, formuła, którą wypowiadasz zarówno podczas ślubu kościelnego, jak i cywilnego nazywa się właśnie 'przysięgą małżeńską'. Różnią się tekstem, owszem, ale obie to przysięgi.
                                                    A co masz na myśli, pisząc o "innych możliwościach"?
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 11.03.16, 17:14
                                                    Inne możliwości- to wszystkie związki niesakramentalne.
                                                    Przysięga niesakramentalna nie mieści w sobie żadnego "po grób"- i do tego się odnosiłam.
                                              • vilez Re: Inne powody Babo 11.03.16, 10:06
                                                > pisze po prostu, jak to powinno wyglądać.

                                                według kogo powinno tak wyglądać? No i albo rozwód, albo po grób- logika.
                                                Co zaś ma mieć do tego wszystkiego zdrada, to już w ogóle- misz masz ...

                                                Słowem- mitotwórstwo.
                                                • majaa Re: Inne powody Babo 11.03.16, 11:31
                                                  vilez napisała:


                                                  > według kogo powinno tak wyglądać?

                                                  Według każdego, kto nie robi sobie z gęby cholewy.

                                                  No i albo rozwód, albo po grób- logika.
                                                  > Co zaś ma mieć do tego wszystkiego zdrada, to już w ogóle- misz masz ...

                                                  Może prześledź całą rozmowę, to przestaniesz się dziwić, co ma do tego zdrada.

                                                  > Słowem- mitotwórstwo.

                                                  ???
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 11.03.16, 17:16
                                                    Pytam, kto -poza nupturientami ślubu sakramentalnego- przysięga "po grób"? Bo nie odpowiedziałaś.
                                                    Prześledziłam, i nadal nie rozumiem, co ma mieć zdrada do "po grób"?
                                                    Może więc Ty śledź rozmowę, bu chyba się zgubiłaś. Wróć do tego, o co zapytałam Minnie, bo tego właśnie nie zrozumiałaś.
                                                  • majaa Re: Inne powody Babo 11.03.16, 22:02
                                                    vilez napisała:

                                                    > Pytam, kto -poza nupturientami ślubu sakramentalnego- przysięga "po grób"? Bo n
                                                    > ie odpowiedziałaś.

                                                    Nie odpowiedziałam, bo akurat o to nie pytałaś, prostesmile

                                                    > Prześledziłam, i nadal nie rozumiem, co ma mieć zdrada do "po grób"?
                                                    > Może więc Ty śledź rozmowę, bu chyba się zgubiłaś. Wróć do tego, o co zapytałam
                                                    > Minnie, bo tego właśnie nie zrozumiałaś.

                                                    Mówiłam o prześledzeniu rozmowy, czyli wątku, a nie tylko jego niewielkiego fragmentu. Minnie zresztą też w kontekście przysięgi, o którą tak Ci chodzi, pisała o zdradzie właśnie. Bo wątek dotyczy przyjaciela, który od lat zdradzał żonę, przypominam. I mimo że tak naprawdę nie mamy informacji, czy państwo brali ślub kościelny, czy tylko cywilny, to akurat w kwestii zdrady nie ma to najmniejszego znaczenia. Pan łamał przysięgę zarówno kościelną, jak i cywilną, ponieważ chociaż w przysiędze cywilnej nie ma "po grób", to jest "uczynię wszystko, aby małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe".
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 12.03.16, 09:04
                                                    Powtórzę zatem moje pytanie: "Po jaki grób? To nie ma rozstań ani rozwodów?"

                                                    Co ma mieć zdrada do "po grób"? Sama piszesz, że w cywilnym nie ma żadnego "po grób". O to właśnie pytałam...

                                                    A co do samej zdrady, to nikt, kto nie zna szczegółów związku ( a nikt poza samymi zainteresowanymi tego nie zna), nie może wyrokować o tym, kto co i na ile uczynił czy nie uczynił zadość formule: "aby małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe", o czym jest dyskusja u dołu wątku.
                                                  • majaa Re: Inne powody Babo 12.03.16, 16:35
                                                    vilez napisała:

                                                    > Powtórzę zatem moje pytanie: "Po jaki grób? To nie ma rozstań ani rozwodów?"
                                                    >
                                                    > Co ma mieć zdrada do "po grób"? Sama piszesz, że w cywilnym nie ma żadnego "po
                                                    > grób". O to właśnie pytałam...

                                                    Sorki, Vilez, ale nie wiem, co Ty w końcu masz na myśli. Co z tego, że w cywilnym nie ma "po grób"? To znaczy, że można zdradzać, czy o co Ci chodzi?

                                                    > A co do samej zdrady, to nikt, kto nie zna szczegółów związku ( a nikt poza sa
                                                    > mymi zainteresowanymi tego nie zna), nie może wyrokować o tym, kto co i na ile
                                                    > uczynił czy nie uczynił zadość formule: "aby małżeństwo było zgodne, szczęśliwe
                                                    > i trwałe", o czym jest dyskusja u dołu wątku.

                                                    Chwila, czy Ty próbujesz jakoś usprawiedliwić zdradę? Bo ktoś, jego zdaniem, zrobił już wszystko, co mógł, żeby uratować małżeństwo, a nie wyszło, więc w końcu zdradził, i git, usprawiedliwiony? To jest Twoim zdaniem fair?
                                                  • kora3 Re: Inne powody Babo 12.03.16, 17:36
                                                    Myslę Maju, ze nie zrozumiałaś dobrze Vilez - ona się odnoosła do wcześniejszych wypowiedzi chyba Minnie. Tych, co w nich było o przysięgach po grób smile Pozwolila sobie zauwazac, że są przecież możliwości rozstania. Bo sa.
                                                  • minniemouse Re: Inne powody Babo 12.03.16, 07:16
                                                    vilez napisała:

                                                    Prześledziłam, i nadal nie rozumiem, co ma mieć zdrada do "po grób"?
                                                    Wróć do tego, o co zapytałam Minnie, bo tego właśnie nie zrozumiałaś.

                                                    Zrozumiala, ty nie zrozumialas. coz..

                                                    Minnie
                                                  • vilez Re: Inne powody Babo 12.03.16, 08:59
                                                    Czyli Minnie gra w : "nie odpowiem" smile
                                      • baba67 Re: Inne powody Babo 08.03.16, 07:52
                                        Jak się kogos lubi to nawet %$#^&rza można usprawiedliwic, jesli się kogos nie zna robi sie świra ze zdesperowanego wielbiciela, ot taki obiektywizm
                                        • kora3 Re: Inne powody Babo 08.03.16, 08:19
                                          Babo, weź proszę Cię - nie mówię o USPRAWIEDLIWIANIU, tylko o faktachsmile - możesz protestować, szczególnie w Dniu Kobiet smile, ale fakty sa takie, że zaniedbany facet kobitek na ogół nie kreci, a zaniedbana babka - facetów. Jasne, wszyscy się starzejemy i nic na to nie poradzimy (no może poza skalpelem, ale to mocno ryzykowne), ale na Baala nie musimy czasowi jeszcze "pomagać" ze tak powiem nas posunąć, raczej powinniśmy - obie płcie - poprzeszkadzaćsmile

                                          A co do pana ze świrem, owszem - nie znam. Opieram się na opisie osoby dla mnie wiarygodnej. A ta twierdzi, że pan zrobił afere z tego powodu, że kobita, z którą miło se flirtował nie uznała tego za wielką miłość i grzecznie mu to powiedziała. Ze nie uznała wcale się nie dziwię, bo na grzyba kobiecie bez zobowiazań pan z 2 małych dzieci i była żoną - pogadać można, ale bez przesady.
          • chris1970 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 12:45
            Koro. Polski porządek prawny niekoniecznie jest styczne z SV oraz zwykłą przyzwoitością.
    • aronia.pu.ko Re: romans przyjaciela 06.03.16, 15:19
      Sekret to sekret-Twoj maz rozumie definicje słowa.
      Myślę,ze sam był postawiony w trudnej sytuacji,ale zachował się ok,nie widzę powodu do dasow.
      Nie ma tez powodu do zrywania kontaktów z panem,który jest tak kochliwy.to nie znaczy,ze się pochwałą finansowanie,ale należy sprawy oddzielać.
      • bene_gesserit Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:18
        W sytuacji rozwodu przyjaciół ich przyjaciół się dzieli. Trudno chyba wyobrazić sobie wieczorki z tamtą dwójką na starych zasadach? Małżeństwo jako para będzie musiało któreś wybrać.

        Co do meritum: trudno 'oddzielić sprawy', jeśli zdrada dotyczyła najbliższej przyjaciółki, nie sądzisz?
        • baba67 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:45
          Cięzko mi sobie wyobrazić jakiekolwiek wizyty . Podejrzewam ze przyjaciólka nie będzie chciała mieć nic wspólnego z kimś kto trzyma z człowiekiem który ją skrzywdził i jeśli przyjażń z wątkodawczynią się ostanie to przeniesie sie raczej poza dom. Z drugiej strony Watkodawczyni zdaje się mieć podobna do mojej ocene tego pana i nie będzie go tolerować w swoim domu, zatem panowie tez sie przeniosa poza dom.
          • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 08:09
            Tu pewnei masz rację Babo... z tymi przenosinami poza dom. Ale tak obiektywnie patrząc - dobra, mąz zdradzający panią niewątpliwie skrzywdził - jak bardzo ponosi on za to wine trudno ocenic nie znając okoliczności. Ale zastanówmy się czy wolno skrzywdzonemu oczekiwać, że w takiej sytuacji odwróci się od bliskiego sobie człowieka, któremu być może wiele w zyciu zawdzięcza - mam na myśli tego przyjaciela - meza wątkodawczyni.

            Sama tu pisałam w innym watku, że po tym jak pan panią publicznie znieważył i nękał nie chcieli go znać JEJ bliscy znajomi poza jedną kolezanką. I uznałam te kolezanke za nielojalną. O ile pamiętam nie zgadzałaś się Babo - tamto to sprawa miedzy pania i panem, a od znajomych nikt nie ma prawa oczekiwać, by z panem stosunki towarzyskie zerwali (nikt nie oczekiwał, ale to inna sprawa). Tu natomiast żadnych okoliczności nie znakując uważasz, że maz watkodawczyni powinien zerwać kontakty ze SWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM, bo ten zdradzał zonę. Nie widzę jakoś konsekwencji w Twoim rozumowaniu - sorry.
            Z jednej strony nie ma nic złego w kolegpowaniu się z chamem PO TYM, jak publicznie zelży bliską koleżankę, gdzie wcześniej z chamem zamieniało się parę słów zaledwie, a z drugiej zbrodnią jest trwanie przy swoim PRZYJACIELU w trudnej dlań sytuacji, acz przez niego wywołanej. Nie rozumiem Babo takiej "logiki"
            • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 10:17
              Tu nie chodziło o przyjazn tylko stosunki towarzyskie. Zresztą słowa znieważył i nękał można interpretować różnorako żadnych specjalnych przykładów nie podałaś.Dla mnie mogą to być smsy z niechcianymi wyznaniami oraz pełne emocji niezbyt pochlebne opinie o pani bez hardkoru. Tak zrozumiałam i do tego się ustosunkowałam. Dla mnie to nie jest powod do zerwania stosunków towarzyskich.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 10:26
                No trudno babo, bym az takie szczegóły podawała. Skoro napisałam, ze PUBLICZNIE znieważył, to dlaczego masz wątpliwości co to znaczy?
                Może dla Ciebie takie zachowanie nie byłoby podstawą do zerwania stosunków towarzyskich szczególnie gdy szłoby o bliską Ci koleżankę, o której wiesz, ze jest Bogu ducha winna tej sytuacji oraz typa znanego ci z widzenia. Dla mnie - byłoby.
                • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 10:37
                  No mam bo nie jestem wróżką Małgorzatą. Wydarł się na nią na środku ulicy/przyjecia TY stara $#@^*o o what? Słowo 'znieważyć" jest wyjątkowo pojemne.
                  • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 11:00
                    babo, publiczne znieważenie jest dość jasno opisane kodeksowo. Musi dojść do naruszenie godności innej osoby i musi się to stać w obecności innych osób.
                    Ok, nie wiesz DOKŁADNIE jak było, ale jakby nie było Babo - dla mnie typ,, który publicznie obraza kobietę w dodatku za to, że nie chciała z nim po prostu być jest nie tylko chamski, ale również zwyczajnie niezrównoważony emocjonalnie.
                    Gdyby ktoś tak potraktował moją dobrą kolezanke na pewno nie mógłby liczyć na moją przychylność.
                    Co byłoby, gdyby ów typ był moim przyjacielem ? Ano - nie byłoby łatwo. Ale jako przyjaciel nie opuściłabym go, skłoniła do publicznego przeproszenia pani i podjęcia terapii.
                    • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 11:38
                      Na moją tez nie ale nie będę psów wieszać na pani która chce z nim utrzymywać kontakt towarzyski. Naruszenie godności to inny pojemny termin.Sa osoby dla których naruszeniem godności jest publiczne stwierdzenie że jest głupia (no bo w sumie jest to obraza) inne reaguja dopiero przy sugestii że utrzymują się z nierządu. Wersja lajtowa w emocjach jest przez wiele osob usprawiedliwiana (no przesadził ale w sumie kto w atanie amoku głupstw nie robił). Nie znając realiow przypuściłąm wersję lajt .
                      • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 11:48
                        baba67 napisała:

                        > Na moją tez nie ale nie będę psów wieszać na pani która chce z nim utrzymywać k
                        > ontakt towarzyski.


                        A ktoś "psy wieszał"? Od kiedy Babo stwierdzenie "uważam, ze ta pani jest nielojalna" jest "wieszaniem psów"?

                        Wersja lajtowa w emocjach jest przez wiele osob usprawiedliwiana (no przes
                        > adził ale w sumie kto w atanie amoku głupstw nie robił). Nie znając realiow prz
                        > ypuściłąm wersję lajt .


                        Ale w jakim Babo amoku? Jestem jeszcze w stanie zrozumieć silne emocje w sytuacji kryzysowej, gdy dotyczy ona poważnej sprawy. Np. wspomnianej zdrady. Ale dostać amoku z tego powodu, że kobieta nie potraktowała flirtu jak wielką miłość????? To świadczy o FIOŁEsmile

                        Mniejsza jednka o to. nadal nie rozumiem Twej postawy - nie widzisz nic złego w tym, że koebiat zaczęła się kolegować z typem, którego wcześniej ledwie znała, PO TYM, jak publicznie nazwał jej bliską koleżankę "zimną suką" (skoro już nie mozesz sobie wyobrazić bez szczegółów), obmawiał, śledził i nękał. Jednocześnie Babo oczekiwałabyś, że przyjaciel odwróci się od przyjaciela, któremu być może wiele zawdzięcza, bo ten zonę zdradzał/zdradza. Nie widzisz ze to jest zwyczajnie nielogiczne?
                        • baba67 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 15:05
                          No nie moge sobie wyobrazić szczegółów bo zniesłąwienie to naprawdę szerokie pojęcie. Zimna suka-no coż nieładnie ale bez przesady , jeśłi nękanie to były smsy z wyznaniami a nie grożby karalne to jeszcze do świra mu trochę brakuje. Pani gawędzaca możę być kobieta tolerancyjną i wyrozumiałą dla ludzkich słąbości.Ja sama bym nie gawędziła ale postawa pani w głowie mi się mieści.O ile nie jest to jakas bliska przyjaciółka pokrzywdzonej a o ile pamiętam nie jest.Na pewno nie powinna pozwolić na obmawianie ale przeciez niekoniecznie takie coś zachodziło.
                          • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 15:13
                            baba67 napisała:

                            > No nie moge sobie wyobrazić szczegółów bo zniesłąwienie to naprawdę szerokie p
                            > ojęcie.


                            Babo, pomiędzy zniesławieniem a znieważeniem jest różnica, dość znaczna dodam, ale o to mniejsza.

                            Zimna suka-no coż nieładnie ale bez przesady

                            Bez przesady, gdyby mnie ktoś tak nazwał PUBLICZNIE miałby już di czynienia z moim prawnikiem Babo. Zważ, ze mowa nie o nastolatkach, ani jakichś menelach, tylko o osobie poważnej, zajmującej pozwane stanowisko w pracy.

                            , jeśłi nękanie to były sm
                            > sy z wyznaniami a nie grożby karalne to jeszcze do świra mu trochę brakuje.


                            Nawet gdyby było to niechciane wyznnia to jest to po pierwsze przestępstwo, a po drugie swirniete zachowanie

                            Pan
                            > i gawędzaca możę być kobieta tolerancyjną i wyrozumiałą dla ludzkich słąbości


                            No, a pan przyjacel pana meza zdradzającego tym bardziej może być wyrozumiały wobec słabości swego przyjaciela smile


                            .J
                            > a sama bym nie gawędziła ale postawa pani w głowie mi się mieści.O ile nie jest
                            > to jakas bliska przyjaciółka pokrzywdzonej a o ile pamiętam nie jest


                            Jest to bardzo bliska kolezanka pokrzywdzonej. Pani, z która ta się regularnie kontaktuje i spotyka, nie jakaś dalsza znajoma.


                            .Na pewno
                            > nie powinna pozwolić na obmawianie ale przeciez niekoniecznie takie coś zachod
                            > ziło.
                            >


                            Jak nie wie czy zachodziło?
        • chris1970 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 12:59
          W takiej sytuacji trudno o bycie neutralnym. Autorka wątku pewnie nie będzie się chciała spotykać z tym panem, a już pewnie z jego nową partnerką, chcąc jednocześnie utrzymać przyjaźń ze zdradzoną koleżanką. Być może małżonek będzie się spotykał z tą nową parą, skoro przyjaciel to i przyjaciółka też.
          Aby uniknąć problemów i kłopotów, na miejscu autorki wątku, ustaliłbym z mężem, że obie strony nie będą gościć w domu. Spotykać się można poza domem.
          • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 13:42
            Też tak uważam, tu jednak technicznie może być problem. Mam na myśli sytuacje, gdy w domu czy nie para będzie miała goscic swoich przyjaciół na jakiejś imprezie. sad
            • chris1970 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 14:42
              Zgadza się. A jeszcze jak dochodzą do tego, oprócz zwykłej przyjacielskiej zażyłości, obowiązku wynikające z bycia np. chrzestnymi dla dzieci, wspólni znajomi, współpracownicy, to już zupełnie może dochodzić do niezręcznych sytuacji.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 14:48
                Wiesz, ja wychodzę z założenia, że czas leczy rany i nie trzeba się zapiekać w jakiejś nienawiści, szczególnie jeśli para ma dzieci
      • mallard Re: romans przyjaciela 07.03.16, 15:22
        aronia.pu.ko napisał(a):

        > to nie znaczy, ze się pochwałą finansowanie

        Yyy?
    • aqua48 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 16:23
      agnieszka81weks napisał(a):

      >Co na ten temat mówi dobre wychowanie? Czy na
      > prawdę trzymamy sekrety naszych przyjaciół w absolutnej tajemnicy nawet przed
      > najbliższymi?

      Tak, tajemnica to tajemnica. Dobre wychowanie nie pozwala na powierzanie cudzych tajemnic nawet najbliższym osobom.

      I druga sprawa, czy on przyjaźniąc się i wspierając nadal (póki co
      > jeszcze) męża mojej przyjaciółki zachowuje się w porządku, mimo że ten mąż pos
      > tąpił moim zdaniem jednoznacznie negatywnie? Jak to widzicie? Czy zasady SV w o
      > góle tu mają zastosowanie?

      Można potępiać czyn, ale nie zrywać relacji z człowiekiem.
    • koronka2012 Re: romans przyjaciela 06.03.16, 18:40
      Oczywistym jest dla mnie, że nie powierza się sekretów przyjaciół nawet współmałżonkowi. Tak, że nie miałabym pretensji do męża o milczenie. Zdrada, hmm, no cóż - zdarza się i nie traktuję tego w kategoriach zbrodni. Ważne jest raczej jak pan się zachowa przy rozstaniu - dla mnie to znacznie bardziej istotne niż fakt, że cudzołożył.

      Kwestia że mąż chce utrzymywać nadal kontakty towarzyskie z przyjacielem również mnie nie dziwi. Na pewno postawiłabym sprawę jasno - że na wspólne spędzanie czasu nie ma już co liczyć. A że będzie to rzutować na przyjaźń z panią - cóż, takie życie.
      • anastazyl Re: romans przyjaciela 06.03.16, 20:33
        Święta prawda smile
    • claratrueba Re: romans przyjaciela 07.03.16, 06:34
      I z punktu widzenia s-v i z punktu widzenia relacji nazywanych przyjaźnią zachowanie Twojego męża jest prawidłowe.
      Sprawy małżeńskie, uczuciowe to są sprawy między dwojgiem ludzi w związku a nie sprawy ich przyjaciół. Nawet jeśli o nich wiedzą, choć nie powinni. I oczywiście, że zachowanie czyjejś tajemnicy dotyczy również najbliższych- po prostu o cudzych sekretach małżeńskich czy osobistych nie opowiada się nikomu. To jest zasada przyjaźni, nie tylko "męskiej przyjaźni".
      Kierujesz się współczuciem dla zdradzanej żony. To powoduje, że uważasz, że człowiek, który okazał się fatalnym mężem nie powinien być przyjacielem Twojego męża (i pewnie w ogóle niczyim) , który go zna nie tylko jako czyjegoś męża ale z zupełnie innych kwestii. Pewnie od wielu lat. Czego nie zmieniają sprawy małżeńskie.
      Które naprawdę nie są proste. W tej syt. też.


      • vilez Re: romans przyjaciela 07.03.16, 12:13
        > Sprawy małżeńskie, uczuciowe to są sprawy między dwojgiem ludzi w związku a nie sprawy ich
        > przyjaciół. Nawet jeśli o nich wiedzą, choć nie powinni.

        Cieszę się, że nie tylko ja tak uważam.
    • kopciuszek83 Re: romans przyjaciela 07.03.16, 21:04
      Twój mąż zachował się ok. Tajemnic przyjaciela się nie zdradza, a z ludźmi przyjaźnimy się nie tylko dla ich zalet, ale także mimo wad. Uważam też, że dzięki milczeniu męża nie stanęłaś przed koniecznością trudnego wyboru pomiędzy lojalnością wobec przyjaciólki a lojalnością wobec męża. Gdybyś wcześniej poznała tajemnicę, musiałabyś się jakoś określić - albo milczeć (a więc zachować się nie fair wobec przyjaciólki), albo jej powiedzieć, nadużywając w ten sposób zaufania męża, który podzielił się z Tobą ciążącym mu sekretem przyjaciela. Obecna sytuacja jest dla Ciebie psychologicznie bardzo komfortowa - możesz być wspierającą przyjaciółką nie stawiając w trudnym położeniu drugiej bliskiej Ci osoby, czyli męża.

      Zachowania przyjaciela męża nie oceniam. Nie znamy całego kontekstu, a pewnie i Ty nie masz kompletnego obrazu sytuacji i widzisz małżeństwo przyjaciółki jej oczami, a nie oczami jej niewiernego małżonka. Z pozoru facet wydaje się nieodpowiedzialnym gnojkiem, z tandentnym kryzysem wieku średniego i potrzebą bzykania młodych panienek, a może było to wyjątkowo nieudane małżeństwo, a gość po prostu się zakochał na zabój. Bywa.
      • kora3 Re: romans przyjaciela 08.03.16, 05:55
        Dokładnie Kopciuszku. Watkodawczyni kompletnie NIE DOCENIA postawy męza. Co zrobiłaby, gdyby jej powiedział o zdradzie tamtego WIELKIEJ TAJEMNICY? No właśnie ...
        • claratrueba Re: romans przyjaciela 08.03.16, 12:23
          kora3 napisała:

          > Dokładnie Kopciuszku. Watkodawczyni kompletnie NIE DOCENIA postawy męza. Co zro
          > biłaby, gdyby jej powiedział o zdradzie tamtego WIELKIEJ TAJEMNICY? No właśni
          > e ...

          Zrozumiałaby, że "lepiej było nie wiedzieć".
          Bo trzeba być bardzo naiwnym, żeby wierzyć, że "oświecona przez nas żona" to będzie wdzięczna za wiadomość, a jeszcze bardziej za świadomość, że o tym, że jest zdradzana ktoś wie.
          Zrobiłam taką głupotę raz. 20 lat temu. Od tamtej pory jestem małpką, która nic nie widziała, nic nie słyszała, nic nie powie. Nikomu.
          No chyba, że ktoś chce stracić prawdziwą przyjaciółkę- to szczerze polecam. Niezawodne.
          Bo trzeba kompletnie nie mieć wyobraźni, albo kompletnie nie znać niczyjego życia oprócz jakichś serialowych historyjek, by nie rozumieć, że łóżkowa niewierność to może "nie pasić" ale wiele innych rzeczy związanych z tym człowiekiem to "pasić może" więc jest się "głuchym, ślepym i sparaliżowanym" bo tak się postanowiło.
          Dzięki temu, że nigdy nikomu nie mówię o tym, co nt. swoich spraw osobistych powiedział mi ktokolwiek- przyjaciel, koleżanka, kolega (nawet nie bardzo bliskie osoby, ale na tyle mnie znające, ze wiedzą, że nikomu nie powiem) znam takich historii sporo.
          W tym historię owej przyjaciółki, odzyskanej po latach. Ta historia bardzo przypomina ten wątek. Co do głównych faktów- romansów, młodej panny, rozwodu, o który wystąpił niewierny mąż a nie zdradzana żona. I oprócz tego tysiące szczegółów, które pozwalają zrozumieć dlaczego o tym byłym mężu inteligentna, wykształcona i życiowo mądra kobieta mówi cyt. "to był wspaniały człowiek".
          • kora3 Re: romans przyjaciela 08.03.16, 12:54
            Hmmm Claro, ja z kolei myslę, ze każdy jest inny i od tego na ile kogos się zna (a przyjaciela raczej sie zna), jak blisko jest się z kimś zależy czy o takiej rzeczy mówić, czy nie.
            Jeśli chodzi o panią "slepą, głuchą i sparaliżowaną" to nie jest to moja nawet bliska kolezanka, or znajoma i na pewno bym JEJ nie uświadamiala w temacie hmm wierności jej meza, tym bardziej ze jestem właśnie przekonana, że zna prawdę o niej i z jakichś swoich przyczyn trwa w tym związku.

            Dlaczego nie do końca zgadzam się z Tobą, że nie należy mowić - nigdy nikomu. No dlatego, że właśnie ja byłam w takiej sytuacji - kobiety zdradzanej o czym wiedziała kupa ludzi, konkretnie współpracowników mego eksparnera i tej pani, z którą mnie zdradzał. Nie byli to moi przyjaciele, bo mieszkałam tu wówczas zbyt krotko, by jakichkolwiek tutejszych przyjaciół mieć, ale byli to ludzie, z którymi często się spotykałam, udawali bardzo serdecznych wobec mnie itd.
            Zapewne mogę spodziewać się, iż napiszesz mi, że byli to (czy też są, bo żyją) ludzie dyskretni, którzy nie chcieli się mieszać, ale tak nie było Claro. Romans wspomnianej pary był na ustach wszystkich tam niemal i przedmiotem żartów także był.
            Czułam się paskudnie i podwójnie upokorzina, gdy dowiedziałam się o tym romansie i o tym, ze wszyscy niemal wiedzieli i nic mi nie powiedzieli - także. Dodam Claro, że pani ta w odróżnieniu od mego eksa nie była lubiana, wiec nie pasuje tu też argument, że była om bliższa niż ja. Może zwyczajnie nikt z nich nie chciał mieć kłopotu z tąpanią, bo potrafiła być wyjątkowo złośliwa. Niemniej ja do tych osob miałam wówczas zal - jak wspomniałam tutaj - z wyjątkiem dwóch z nich - koleżanki, która nie wiedziała z technicznych przyczyn za dużo o tej sprawie i no właśnie - przyjaciółki mego eksa.
            • claratrueba Re: romans przyjaciela 08.03.16, 13:49
              Koro, to że Twoi ówcześni znajomi robili sobie temat z romansów Twojego eks to dla mnie obciach. Poziom magla. Współczuję towarzystwa.
              Natomiast dyskrecja nie zawsze się okaże dobra- to fakt. Tylko wskaż mi proszę jedną jedyną rzecz, jedno jedyne zachowanie, które będzie dobre zawsze.
              W takiej jak Ty syt.- młodej mężatki, której mąż nagle zapałał chucią do ... swojej byłej dziewczyny była żona mojego kolegi. Co gościowi odbiło? Poczuł, że mu się wolność skończyła, że wszedł w świat rodzinnej nudy (choć akurat żyli całkiem z fantazją). A tu akurat była pod ręką (czy czymś tam innym) panna chętna by tej, z która się ożenił, zrobić świństwo.
              Oprócz mnie wiedziało o tym parę osób bo ta dobiegajka chwaliła się jaka to ona jest super, że ją woli. Jasne, tak ją "wolał", że z inną się ożenił a do niej tylko latał jak mu się zachciało- jak do toalety.
              Ale wiesz co, Koro. Ja nie mogę powiedzieć, że "wiedziałam" o tej zdradzie. Bo dochodziły do mnie plotki, przechwałki tej panny i jedyny fakt, który widziałam to to, że siedzieli razem na wykładzie. Co nie jest aż takie "podejrzane'.(W przyp. mojej przyjaciółki naprawdę widziałam to, czego nie robi się z koleżanką)
              Nie powiedziałam więc nic poza uwaga ogólną nt. co wart jest człowiek, który przysięga a potem ma swoje słowa w d... przy okazji tematu innej wierności przysiędze. Co raczej nie zostało odnotowane.
              A "niewierny małżonek" dał sobie spokój z tym "romansem" od siedmiu boleści, bo chyba dotarło, że kompletnie nic poza szybkim seksem nie zyskuje, a stracić może dużo. I ta jego kochanka chyba tez pojęła, że to nie jest sposób na udane życie i znalazła kogoś, za kogo potem za mąż wyszła.
              I tak zdradzana żona nigdy nie przeżyła upokorzenia, a wyrzuty sumienia niewiernego głupka pozwoliły mu zmądrzeć.
              Bo to jest tak, że wpływu naszych słów na cudze życie osobiste nie możemy często przewidzieć. Może będzie dobry, może będzie zły. A kiedy nie mówimy nic- po prostu nie mamy żadnego wpływu.
              Ja wolę nie mieć bo uważam, że nie mam do tego prawa.
              Dopóki ktoś wprost nie zapyta- kłamac nie będę, powiem ile wiem. Nic więcej.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 08.03.16, 14:11
                claratrueba napisała:

                > Koro, to że Twoi ówcześni znajomi robili sobie temat z romansów Twojego eks to
                > dla mnie obciach. Poziom magla. Współczuję towarzystwa.


                No raczej się spodziewałam tego hehe "współczucia". Wtedy Claro mój krag znajomych tutaj był znacznie mniejszy niż obecnie, bo to było bagatela ponad 12 lat temu smile Siłą rzeczy wówczas większość moich ówczesnych znajomych to byli znajomi mego eksa, a ze u nich w pracy silnie się integrowali, to .... Teraz już rzecz jasna tak nie jest, a z tymi osobami mam kontakty w zasadzie jedynie zawodowesmile

                > Natomiast dyskrecja nie zawsze się okaże dobra- to fakt. Tylko wskaż mi proszę
                > jedną jedyną rzecz, jedno jedyne zachowanie, które będzie dobre zawsze.


                Ano tu masz racje smile

                > W takiej jak Ty syt.- młodej mężatki, której mąż nagle zapałał chucią do ... sw
                > ojej byłej dziewczyny była żona mojego kolegi.



                No nie w takiej akurat - nie idzie o mego eksmęża, a o ekspartnera. I wdał się w romans nie z yłą, a z kolezanką z pracy.

                Co gościowi odbiło? Poczuł, że m
                > u się wolność skończyła, że wszedł w świat rodzinnej nudy (choć akurat żyli cał
                > kiem z fantazją). A tu akurat była pod ręką (czy czymś tam innym) panna chętna
                > by tej, z która się ożenił, zrobić świństwo.


                Wiesz Claro, ja nie znam, to nie wiem. Nie sadze, by pani z którą zdradzał mnie eks zrobiła to ,żeby mnie zrobić swiństwo smile - choć potem owszem, robiła. Ona się zwyczajnie w nim zakochała.

                > Oprócz mnie wiedziało o tym parę osób bo ta dobiegajka chwaliła się jaka to ona
                > jest super, że ją woli. Jasne, tak ją "wolał", że z inną się ożenił a do niej
                > tylko latał jak mu się zachciało- jak do toalety.


                oj tam Claro, cos go musiało ciagnąc do babki jednak. i nie chodzi mi tylko o seks. Co mojego ekspartnera przyciągnęło do tamtej, wiem, Tu nie wiem, to się nie wypowiem ...
                Ale generalnie, ja wiem, ze to jest fajnie tak sobie "pojeździć" po kochankach, ale nie czarujmy się - jakby facet nie chciał, to by się nie spotykał, nie sypiał z taką panią, wiec ...

                > Ale wiesz co, Koro. Ja nie mogę powiedzieć, że "wiedziałam" o tej zdradzie. Bo
                > dochodziły do mnie plotki, przechwałki tej panny i jedyny fakt, który widziałam
                > to to, że siedzieli razem na wykładzie. Co nie jest aż takie "podejrzane'


                Wiesz Claro, siedzenia razem na wykładzie to WCALE nie jest podejrzane powiem Ci. A mnie też rozwala takie coś "No nie widziałem" - qrczę trudno doprawdy poza wyjątkami zobaczyć, jak ludzie uprawiają sekssmile Wiec raczej wiadomo, ze o ile się na tych ludzi nie przyłapie przypadkiem w łóżku, to w zasadzie nic się nie widziałosmile

                > Dopóki ktoś wprost nie zapyta- kłamac nie będę, powiem ile wiem. Nic więcej.

                No, ale jak zapyta, to jednak powiesz ...
                • claratrueba Re: romans przyjaciela 09.03.16, 06:35
                  No raczej się spodziewałam tego hehe "współczucia"..... większość moich ówczesnych znajomych to byli znajomi
                  > mego eksa, a ze u nich w pracy silnie się integrowali, to ....

                  To nie zmienia postaci rzeczy. Ocenianie na zasadzie "jeśli robi to mój kolega to znaczy, że to jest OK, że mogę sobie robić jaja z osoby, którą kolega krzywdzi " świadczy, że to ludzie bez odrobiny przyzwoitości.
                  Nie zawsze możemy coś zrobić by przerwać jakieś działanie. Ale nie wyśmiewać się z tego, że komuś się związek wali to możemy zawsze.

                  Ona
                  > się zwyczajnie w nim zakochała.

                  No i co? To usprawiedliwienie? "Miłość ci wszystko wybaczy?"
                  Nie, Koro. To egoizm, niewidzenie niczego i nikogo poza sobą. Bardzo celne jest popularne określenie "złodziejka cudzego męża". Bo to jest takie samo myślenie jak myślenie złodzieja "bo JA chcę to mieć i koniec."
                  Pewna osoba (za co szacun) zakochała się beznadziejnie w pewnym żonatym koledze z pracy (nie dziwię się). Po prostu odeszła, wyjechała, w końcu jej przeszło.
                  To żadne poświęcenie i szlachetność. To normalne zachowanie osoby, która wymaga od siebie bycia człowiekiem przyzwoitym, nie krzywdzącym innych.

                  cos go musiało ciagnąc do babki jednak.
                  Była atrakcyjna, seksowna, pewnie dobra w łóżku. Podobała się facetom, więc fajnie mieć co inni chcieliby mieć, niech zazdroszczą.
                  Takie samo poprawianie sobie samopoczucia jak szpanowanie dobrym autem. W przyp. auta to akurat rozumiem.

                  jakby facet nie chciał, to by się nie spotykał, nie syp
                  > iał z taką panią, wiec ...

                  Pewnie, że nie. Siłą go nie brała.
                  Tylko, że "chciejstwo" to nie jest siła wyższa. To jest to nad czym człowiek może zapanować. I powinien skoro zobowiązał się, tym bardziej publicznie, tym bardziej przysięgą do nierobienia czegoś. Dobrowolnie.
                  Tu jest różnica między człowiekiem z zasadami a gnojkiem.
                  I tu pojawia się problem niewiernych pań i panów. Że wszelkiej maści romansidła przedstawiają "skoki w bok" fajnie. Aj-waj, jakie to romantyczne. Jaki to jest dowód mojej atrakcyjności, ło Jezu! Chcą mnie, jestem laska! I prymitywna próżność powoduje, że przysięga, zobowiązanie ma wartość obietnic wyborczych.
                  Tylko ci donżuani i panie Bovary zapominają albo nigdy w ich główkach nie było, że romansidła maja swoje korzenie w czasach, gdy przysięga małżeńska nie była "dobrowolna" na ogół.Że był to układ rodzin, dla których młodzi mieli alternatywę w post. klasztoru lub zerwania z rodziną ze wszystkimi tego konsekwencjami.
                  Teraz dorośli ludzie, z własnej nieprzymuszonej woli zawierają małżeństwa. Nie muszą- chcą kierować sie "chciejstwem" to niech sobie będą singlami.
                  No ale co ja gadam, życie ma być cool i fajne, a nie jakieś tam zasady. Grunt, żeby się dobrze bawić, usprawiedliwienie się znajdzie. Najważniejsze jest kochać siebie. Nawet jak nie za bardzo jest za co.

                  • kora3 Re: romans przyjaciela 09.03.16, 08:10
                    claratrueba napisała:

                    > To nie zmienia postaci rzeczy. Ocenianie na zasadzie "jeśli robi to mój kolega
                    > to znaczy, że to jest OK, że mogę sobie robić jaja z osoby, którą kolega krzywd
                    > zi " świadczy, że to ludzie bez odrobiny przyzwoitości.
                    > Nie zawsze możemy coś zrobić by przerwać jakieś działanie. Ale nie wyśmiewać si
                    > ę z tego, że komuś się związek wali to możemy zawsze.


                    Zupełnie nie o to szło Claro smile Jane, ze oceniam zachowanie tych ludzi jako naganne. Nie wiem skąd masz jakieś wątpliwości. Odniosłam się tylko do tego hmmm współczucia mi towarzystwa Clarosmile

                    >
                    > No i co? To usprawiedliwienie? "Miłość ci wszystko wybaczy?"
                    > Nie, Koro. To egoizm, niewidzenie niczego i nikogo poza sobą. Bardzo celne jest
                    > popularne określenie "złodziejka cudzego męża". Bo to jest takie samo myślenie
                    > jak myślenie złodzieja "bo JA chcę to mieć i koniec."


                    Claro droga - określenie jest może popularne, ale celne zupełnie niesmile Nie można "ukraść" człowieka - to nie porfel, ani nie parasolka - rozporządza SOBĄ. Poza sytuacjami przemocy seksualnej, albo podstępnego doprowadzenia kogoiś do czynności seksualnej ROZPORZDZANY swoim ciałem także w zakresie seksualnym, co w praktyce oznacza z grubsza, ze idziemy z kims do łozka, gdy CHCEMY.
                    Myslenie złodzieja to faktycznie jest "bo ja będę TO mieć i koniec", ale zapominasz zdaje się, ze człowiek to nie TO, nie COŚ, a KTOŚ. Można sobie mówic, bo ja Bedę ją/jego mieć, a jeśli ta osoba nie zechce, to NIE. W innym wątku pisałyśmy - ja o panu co go pani nie chciała, a ty o swoim koledze, który stał się z czasem przyjacielem w podobnej sytuacji - odrzucenia przez osobę, której pragnął. No i ? No i panei panów tych nie chciały, a oni mogli sobie ich do bólu pragnąc. Nie usprawiedliwiam kogoś (bez względu na płeć) kto pakuje się w romans z zajętą osobą, niemniej Clato uważam, ze lojalności mam prawo oczekiwać od osoby mi bliskiej, a nie od znanej mi nawet, ale obcej pani smile No chyba, ze mowa o sytuacji, gdy np. mąz zone zdradza z jej najlepsza przyjaciółką, czy siostrą - przykładowo.

                    > Pewna osoba (za co szacun) zakochała się beznadziejnie w pewnym żonatym koledze
                    > z pracy (nie dziwię się). Po prostu odeszła, wyjechała, w końcu jej przeszło.
                    > To żadne poświęcenie i szlachetność. To normalne zachowanie osoby, która wymaga
                    > od siebie bycia człowiekiem przyzwoitym, nie krzywdzącym innych.


                    Heh, sama byłam w podobnej sytuacji i nawet ją tu opisałam ongiś. Tyle, ze ja wówczas nie wyjechałam tylko zmieniłam pracę i nie reagowałam na próby kontaktu ze strony pana. Ale musze się Claro rozczarować - choć wiedziałam ze pan ma zone i 3 dzieci, wcale nie czyniłam tego ze względu na ww. Zrobiłam tak ze względu na SIEBIE. Byłam wówczas jeszcze mezatką, ale już wiedziałam, ze mój związek małżeński to fikcja. Niemniej miałam z jego tytułu sporo kłopotow i następne nie były mi potrzebne, takie w postaci ataków zazdrosnej zony itd. A ze nie umiałam funkcjonować w pobliżu pana normalnie (i druga strona też), to wiedziałam, ze wcześniej czy później sprawa się skończy na seksie i wyznaniach i wtedy to będzie kanał, bo już nie będę umiała odejść. Dlatego "zniknęłam" wcześniej. Mialam okazję gadać z tym panem za kilka lat smile kiedy już nijakie hehe niebezpieczeństwo nie istniało i przyznał, że wtedy był gotów odejść od zony ...Może skię to wydawac irracjonalne, bo wszak miał zamiar odejść od kobiety, która kiedyś poślubił niewątpliwie z miłości i z którą miał 3 dzieci, do znanej mu praktycznie z firmy babki, z którą raz się pocałował i nic więcej.

                    >
                    > Pewnie, że nie. Siłą go nie brała.
                    > Tylko, że "chciejstwo" to nie jest siła wyższa. To jest to nad czym człowiek mo
                    > że zapanować. I powinien skoro zobowiązał się, tym bardziej publicznie, tym bar
                    > dziej przysięgą do nierobienia czegoś. Dobrowolnie.
                    > Tu jest różnica między człowiekiem z zasadami a gnojkiem.


                    No pan się zobowiązał, ale tamta pani niesmile

                    > No ale co ja gadam, życie ma być cool i fajne, a nie jakieś tam zasady. Grunt,
                    > żeby się dobrze bawić, usprawiedliwienie się znajdzie. Najważniejsze jest kocha
                    > ć siebie. Nawet jak nie za bardzo jest za co.


                    Claro - alez mnie nie chodzi o UPSPRAWIEDLIWIANIWE, ja po prostu mówie o FAKTACH. To, ze fakty nam się mniej podobają, a nawet wcale - na owe fakty wpływu nie ma.
                    >
                  • majaa Re: romans przyjaciela 09.03.16, 10:46
                    claratrueba napisała:

                    > Teraz dorośli ludzie, z własnej nieprzymuszonej woli zawierają małżeństwa. Nie
                    > muszą- chcą kierować sie "chciejstwem" to niech sobie będą singlami.
                    > No ale co ja gadam, życie ma być cool i fajne, a nie jakieś tam zasady. Grunt,
                    > żeby się dobrze bawić, usprawiedliwienie się znajdzie. Najważniejsze jest kocha
                    > ć siebie. Nawet jak nie za bardzo jest za co.
                    >

                    O to, to, święta racja. Często takie właśnie jest teraz podejście do życia, co mnie niesamowicie mierzi.
                    • kora3 Maju 09.03.16, 11:03
                      majaa napisała:


                      > O to, to, święta racja. Często takie właśnie jest teraz podejście do życia, co
                      > mnie niesamowicie mierzi.


                      Hmmm Maju, ale tak naprawdę to jest ZDROWE podejście do życia. zycie ma być cool, wszyscy staramy się by nasze było, na ile możemy. Nikt przecież nie chce, by jego zycie było złe, nie takie jak chce. Wiem, zaraz mi napiszesz, ze są osoby, które się poświęcają innym. Owszem, ale owo poswiecenie tez bywa elementem "chciejstwa" - ktoś chce tak się spełniać życiowo. A czasem bywa po prostu efektem poczucia obowiązku, które powoduje, ze życie właśnie nie jest cool wcale.
                      Ogólnie takie podejście jest zdrowe, jeśli się kogoś tym nie krzywdzi. Wszyscy zgadzamy się, ze zdradzanie kogos jest krzywdzeniem tego kogoś. ALE na dobrą sprawę, jeśli taka osoba kocha i chce być z kimś, a ten ktoś go już nie chce, to rozstanie BEZ zdradzania przed nim także będzie postrzegał jako krzywdę. Bo nie może być z kims z kim być chce.
                      Moja osobista postawa jest taka, że nie chcąc z kims już być należy się kulturalnie rozstać NIM wda się z kims innym w relację emocjonalno-seksualną. Tak też praktykowałam w swoim życiusmile Jest tez taka, że nie należy pozostawiać kogoś niegdyś bliskiego na pastwę losu, także materialnie.
                      Ty być może taka postawę uznałabyś za ok, no nie chce z kims już być, wiec odchodzi a nie zdradza i w dodatlu na ile to konieczne zabezpiecza materialnie. Ale przecież tak naprawdę nawet przy takim podejściu czyjes odejście może oznaczac dla porzuconego tragedię. Np. wówczas, gdy bardzo kocha odchodzącego, gdy jest uzależniony odeń emocjonalnie, a także wówczas, gdy z przyczyn światopoglądowych nie może związać się już z nikim, spełnić rodzicielsko itp.
                      Jest tragedia, jest krzywda. Ale z koli dla odchodzącego tragedią będzie, jeśli nie odejdzie.

                      Wy jak rozumiem mówicie o małżeństwie, wnosze z mowy o publicznej przysiedze, czy tez deklaracji. Jak dla mnie deklaracja jest deklaracją także w 4 nawet oczy smile Ale tu mowa także o UCZUCIACH, a serce jak wiadomo, nie sługa. NIE MOZNA być pewnym, ze się będzie kogoś kochało zawsze, bez względu na wszystko, bo ... samemu się nie może być tego pewnym.

                      Tak wiem smile wg JRK miłośc to nie uczucie, to postawa od uczuć niezalezna. Ale taka postawa to nie miłość tylko poczucie obowiązku - tak wobec małzonka sakramentalnego, jak Boga. Można się jej tyrzymac, ale obiektywnie krzywdzi się tym samego siebie.
                      • majaa Re: Maju 10.03.16, 10:52
                        Kiedy właśnie miłość to jest także poczucie obowiązku, moim zdaniem. Obowiązku wobec tego drugiego człowieka, za jego dobro, szczęście... I ja bym tu nie rozpatrywała tej kwestii w charakterze krzywdy wyrządzanej jak nie komuś, to sobie. To jest po prostu odpowiedzialność, konsekwencja, pewien świadomy wybór natury moralnej.
                        I w tym kontekście pojawia się teraz pytanie, co dla kogo jest "fajne i cool".
                        • pavvka Re: Maju 10.03.16, 11:39
                          majaa napisała:

                          > Kiedy właśnie miłość to jest także poczucie obowiązku, moim zdaniem. Obo
                          > wiązku wobec tego drugiego człowieka, za jego dobro, szczęście...

                          Ale żaden człowiek nie jest w stanie zagwarantować że będzie współmałżonka kochał do końca życia. Uczucia to nie jest coś nad czym ma się świadomą kontrolę.
                          • kora3 Re: Maju 10.03.16, 11:58
                            pavvka napisał:
                            >
                            > Ale żaden człowiek nie jest w stanie zagwarantować że będzie współmałżonka koch
                            > ał do końca życia. Uczucia to nie jest coś nad czym ma się świadomą kontrolę.


                            Dokładnie Pavvku.
                          • majaa Re: Maju 10.03.16, 14:37
                            pavvka napisał:

                            > Ale żaden człowiek nie jest w stanie zagwarantować że będzie współmałżonka koch
                            > ał do końca życia. Uczucia to nie jest coś nad czym ma się świadomą kontrolę.

                            Ależ ja nie mówię o gwarancjach, tylko o intencjach i prawdziwych staraniach.
                            Poza tym, nie oszukujmy się, u podstaw zdrady niekoniecznie musi leżeć uczucie.
                            • pavvka Re: Maju 10.03.16, 14:46
                              majaa napisała:

                              > Ależ ja nie mówię o gwarancjach, tylko o intencjach i prawdziwych staraniach.

                              Ależ można w chwili ślubu mieć najuczciwsze intencje w świecie i starać się z całych sił, a miłość wcale nie musi dzięki temu przetrwać.

                              > Poza tym, nie oszukujmy się, u podstaw zdrady niekoniecznie musi leżeć uczucie.

                              Nie tyle uczucie, co brak uczucia. Niekoniecznie trzeba zaraz prawdziwie kochać osobę z którą się zdradza, ale generalnie ludzie, którzy są szczęśliwi w małżeństwie, nie zdradzają.
                              • majaa Re: Maju 10.03.16, 15:13
                                pavvka napisał:

                                > Ależ można w chwili ślubu mieć najuczciwsze intencje w świecie i starać się z c
                                > ałych sił, a miłość wcale nie musi dzięki temu przetrwać.

                                Wiele jeszcze zależy od tego, czym dla kogo jest "miłość" i jak dojrzale do tego podchodzi. Bo jeśli np. chodzi tylko o "motylki w brzuchu", to rzeczywiście może być problem z trwałością i żadne starania tego nie zmienią.

                                > Nie tyle uczucie, co brak uczucia. Niekoniecznie trzeba zaraz prawdziwie kochać
                                > osobę z którą się zdradza, ale generalnie ludzie, którzy są szczęśliwi w małże
                                > ństwie, nie zdradzają.

                                Ale uczucia nie zanikają tak po prostu. Zawsze są jakieś przyczyny i przeważnie nie są to przyczyny tzw. obiektywne, niezależne od danego człowieka.
                                • kora3 Re: Maju 10.03.16, 15:18
                                  majaa napisała:
                                  >
                                  > Ale uczucia nie zanikają tak po prostu. Zawsze są jakieś przyczyny i przeważnie
                                  > nie są to przyczyny tzw. obiektywne, niezależne od danego człowieka.


                                  Owszem często zależy to od ... drugiego człowieka Maju. Nie uważasz, ze to nieco egostyczne podejście: a zapuszczę się, ale ty i tak musisz mnie chcieć, bo przysiegałeś/łaś - na przykład?
                                  • majaa Re: Maju 10.03.16, 15:33
                                    Oczywiście, że nie uważam, że to jest w porządku, bo nie jest. Ale my tu nie o tym rozmawiamy, tylko o pewnym minimum uczciwości wobec partnera. Czyli (jeśli już to uczucie wygasło), podejmujemy bolesną decyzję i rozstajemy się, a nie zdradzamy i udajemy "świętego".
                                    • kora3 Re: Maju 10.03.16, 15:49
                                      a tu się zgadzam, tylko - znów - nie zawsze da się rozstać bezkolizyjnie i nie zawsze zdradzający jest "nałogowcem". Bywa, ze się po prostu zakocha Maju
                        • kora3 Re: Maju 10.03.16, 11:44
                          Maju, ale obowiązek ma swoje granice - moralne także. Czy moralnie jest być z kimś kogo się już nie darzy uczuciem TYLKO z poczucia obowiązku? Moim zdaniem - nie.

                          Przypomniała mi się historia pewnego pana, który Maju dobiega 90. Kiedyś o nim pisałam, o jego perypetiach z okresu powojennego i pojawił się także wątek miłosny. Otóż pan jako b. młody człowiek był zakochany po uszy i z wzajemnością. Ale los zakochanych rozdzielił. Pan był w sytuacji - słuch po nim zaginał, za granicą. Gdy wrocił, okazało się, ze ukochana wyszła za innego. Przezywał to bardzo, ale jakoś się pozbierał także się ożenił. Z ładna dobrą dziewczyną. Byli zgodnym małżeństwem, dochowali się 3 dzieci. Gdy 20 lat temu jego pierwsza zona umierała na łozu śmierci powiedziała mu, że było jej z nim dobrze ale nie była szczęśliwa, bo WIEDZIAŁA, że on jej nie kocha sad Ów pan małżonki bynajmniej nie zdradzał. po prostyu kobieta czuła, ze jak to mówią jego serce bije dla innej. Ale był w sensie ogólno przyjętej normy dobrym mezem - nie zdradzał, nie pił, nie wszczynał awantur, zarabiał i zapewniał byt zonie i dzieciom. dziś ten pan jest ponownie zonaty, jego zona jest jego ukochana, która także owdowiała. I choć pobrali się ci państwo w wieku, kiedy uniesienia seksualne mają już naczesciej mniejsze znaczenie, to pan przyznaje, ze TERAZ dopiero jest szczęśliwy.

                          Można by powiedzieć, to mogł się z tamta nie żenić. Ano mógł, ale wówczas była inna norma społeczna. Można powiedzieć, a ta ukochana mogła się rozwieść z mezem, skoro okazało się, ze ukochany zyje i wrócił. No teoretycznie - mogą, praktycznie w tamtych czasach w tym srodowisku nikt by się na to nie poważył Maju. jasne, jasne - inne czasy, nie ma co porównywać. Ja też nie porównuję, ale usiłuje pokazac, że można będąc z kims z poczucia obowiązku unieszczęśliwiać tym i siebie i tego kogośsad Ta pierwsza zona kochala tego pana. Co musiała czuć, gdy przez prawie 50 lat wiedziała, ze on jej nie kocha, ze tkwi przy niej właśnie z poczucia OBOWIAZKU. Przeceiż to okropne sad
                          • majaa Re: Maju 10.03.16, 15:00
                            Uważasz, że to okropne, a to jest właśnie najlepszy przykład brania pełnej odpowiedzialności za swoje dobrowolne decyzje.
                            Zarówno pan, jak i pani zrobili to, co uznali za słuszne w danej sytuacji, a że nie wszyscy byli z tego powodu szczęśliwi... cóż, nikt nie obiecywał, że życie musi być zawsze łatwe, lekkie i przyjemne. Moim zdaniem, w tych okolicznościach po prostu nie ma rozwiązania jednakowo dobrego dla wszystkich.
                            • kora3 Re: Maju 10.03.16, 15:20
                              Ale właśnie przez decyzję nieszczęśliwi byli w sumie wszyscy bohaterowie tej historii - zakochani bo nie byli z sobą, a ich małżonkowie, bo nie byli kochani sad Naprawdę o TO w życiu chodzi?
                              • majaa Re: Maju 10.03.16, 15:39
                                Co do tej pani i jej rodziny to nie wiemy. Może była szczęśliwa także w tym pierwszym związku. Pisałaś tylko o odczuciach pana i jego pierwszej żony.
                                No, ale powiedz, proszę, co, Twoim zdaniem, powinni byli zrobić. I dlaczego uważasz, że tak byłoby lepiej.
                                • kora3 Re: Maju 10.03.16, 15:58
                                  Hmmm moim zdaniem pani powinna rozwieść się z mezem, którego jak pan opowiadał nie kochala i związać panem, który powróci. Gdyby spotkali się znów, gdy obije już byli związani - obije powinni się rozwieść. Owszem meza pani i zonę pana pewnie by bolało, ale z czasem przeszłoby i ułożyliby sobie każde swoje - zycie. A tak mieli nie życie, tylko erzacsad

                                  A tak a propos obowiązku Maju. Weźmy taki przykład jak ze mną tylko maz nie jest zdiagnozowany przed slubem, a choroba ujawnia się już w trakcie małżeństwa. Rozwodu by taka pani z oczywistych przyczyn nie dostala, ale trwać fizycznie przy mezu nie musiałaby, wystarczyłoby, ze zapewniałaby mu opiekę przez osobę trzecią. Ale jeśli miałaby tak rozumiane jak przez ciebie poczucie obowiązku - to trwać powinna. A co byłoby gdyby osoba ta chciała byś matką? Nie ma szans, bo nikt odpowiedzialny nie rozmnaża się ze schizofrenikiem, żaden sad nie odda parze, w której jedno na to choruje dziecja ani do adopcji, ani w rodzinę zastępczą. czyli taka pani powinna się jako kobieta, a także matka skreślić i wieśc do onca zycia swego, albo meza wegetację a nie zycie
                                  • majaa Re: Maju 11.03.16, 12:24
                                    kora3 napisała:

                                    > Hmmm moim zdaniem pani powinna rozwieść się z mezem, którego jak pan opowiadał
                                    > nie kochala i związać panem, który powróci. Gdyby spotkali się znów, gdy obije
                                    > już byli związani - obije powinni się rozwieść. Owszem meza pani i zonę pana pe
                                    > wnie by bolało, ale z czasem przeszłoby i ułożyliby sobie każde swoje - zycie.
                                    > A tak mieli nie życie, tylko erzacsad

                                    "Pan opowiadał, że pani nie kochała..." jednym słowem opowieści z cyklu 'jedna pani drugiej pani'wink Nie wiem, jak było naprawdę, ale podejrzewam, że w jakimś tam stopniu pani jednak męża kochała. Może to nie były 'motyle w brzuchu', ale jednakowoż za niego wyszła (składała przysięgę małżeńską dla jaj, czy wbrew sobie? Gdzie odpowiedzialność za własne słowa i czyny?), zrobiła sobie z nim dzieci i przeżyli razem do jego śmierci. Nie chciała też zranić męża swoim odejściem. Bo może by mu i przeszło, a może tak nie do końca.
                                    I podobnie z żoną tego pana.
                                    Dlatego, tak jak napisałam wcześnie, wg mnie nie ma tu dobrego wyjścia.

                                    >
                                    > A tak a propos obowiązku Maju. Weźmy taki przykład jak ze mną tylko maz nie je
                                    > st zdiagnozowany przed slubem, a choroba ujawnia się już w trakcie małżeństwa.
                                    > Rozwodu by taka pani z oczywistych przyczyn nie dostala,

                                    Nie jestem tego taka pewna. Jeśli zostałoby udowodnione, że choroba rozwijała się już przed zawarciem ślubu (stosowne orzeczenie lekarza), to sądzę, że uzyskanie unieważnienia małżeństwa kościelnego byłoby możliwe.

                                    • kora3 Re: Maju 11.03.16, 13:02
                                      majaa napisała:

                                      Nie wiem, jak było naprawdę, ale podejrzewam, że w jakimś
                                      > tam stopniu pani jednak męża kochała. Może to nie były 'motyle w brzuchu', ale
                                      > jednakowoż za niego wyszła (składała przysięgę małżeńską dla jaj, czy wbrew sob
                                      > ie? Gdzie odpowiedzialność za własne słowa i czyny?), zrobiła sobie z nim dziec
                                      > i i przeżyli razem do jego śmierci. Nie chciała też zranić męża swoim odejściem
                                      > . Bo może by mu i przeszło, a może tak nie do końca


                                      Maju, ci ludzie sa teraz koło 90- tki! W tamtych czasach ROZWÓD??? Toż wówczas babki znosiły bicie i zdrady bez szemrania. a nie cóż dopiero brak milosci. Wyszła za mą, bo trza było wyjść - taka była norma społeczna

                                      ,
                                      >
                                      > Nie jestem tego taka pewna. Jeśli zostałoby udowodnione, że choroba rozwijała s
                                      > ię już przed zawarciem ślubu (stosowne orzeczenie lekarza), to sądzę, że uzyska
                                      > nie unieważnienia małżeństwa kościelnego byłoby możliwe.


                                      Unieważnienie małżeństwa w KRK jest możliwe tylko w przypadku niedopełnienia, czyli braku konsumpcji zwanej inaczej seksem. To jest pierwsza sprawa. Druga - nie ma możliwości stwierdzenia tak łatwo kiedy się "choroba rozwijała" Maju, jeśli wcześniej nie dawała znac o osbie. Już nie wymyślaj.
                                      ale załóżmy, ze ustalono, iż zaczęła się już w małżeństwie o co dalej?
                                      >
                                      • majaa Re: Maju 11.03.16, 13:51
                                        kora3 napisała:

                                        > Maju, ci ludzie sa teraz koło 90- tki! W tamtych czasach ROZWÓD??? Toż wówcza
                                        > s babki znosiły bicie i zdrady bez szemrania. a nie cóż dopiero brak milosci.
                                        > Wyszła za mą, bo trza było wyjść - taka była norma społeczna

                                        Oj, już nie przesadzaj, Korciu, że tak wszystkie kobiety wtedy obowiązkowo za mąż wychodziływink Ale rzeczywiście parcie na małżeństwo na pewno było wtedy większe. Przynajmniej jeśli chodzi o kobiety, bo na panów patrzono jednak trochę inaczej, więc może chociaż pan nie powinien był się żenić.
                                        Co do rozwodu... sama teraz piszesz, że to było nie do przyjęcia, źle widziane, a dopiero co twierdziłaś, że państwo powinni byli się rozwieśćwink Poza tym, oni, jak rozumiem, wzięli też ślub kościelny, więc przydałoby im się do pełni szczęścia także unieważnienie małżeństwa, a wtedy to było jeszcze bardziej nie do pomyślenia, niż rozwód.

                                        >
                                        >> Unieważnienie małżeństwa w KRK jest możliwe tylko w przypadku niedopełnienia,
                                        > czyli braku konsumpcji zwanej inaczej seksem. To jest pierwsza sprawa. Druga -
                                        > nie ma możliwości stwierdzenia tak łatwo kiedy się "choroba rozwijała" Maju, je
                                        > śli wcześniej nie dawała znac o osbie. Już nie wymyślaj.
                                        > ale załóżmy, ze ustalono, iż zaczęła się już w małżeństwie o co dalej?

                                        Ależ co Ty opowiadasz, Koro, odnośnie przyczyn unieważnienia małżeństwa! Jest ich, o ile się orientuję, ponad 20.
                                        Co do stwierdzenia początków choroby psychicznej, to zgadzam się, że łatwe to do ustalenia może nie być, niemniej jednak w niektórych przypadkach na pewno możliwe, więc warto spróbować, jeśli komuś zależy. A co dalej? Dalej prawnik, specjalizujący się w prawie kanonicznym...
                                        • kora3 Re: Maju 12.03.16, 06:00
                                          majaa napisała:

                                          > Co do rozwodu... sama teraz piszesz, że to było nie do przyjęcia, źle widziane,
                                          > a dopiero co twierdziłaś, że państwo powinni byli się rozwieśćwink do p
                                          > omyślenia, niż rozwód.


                                          Pytałas co MOIM zdaniem byłoby nalepsze to napisałam, ale zdaje sobie sprawę ,ze to poza norma społeczna było wówczas.


                                          >
                                          > Ależ co Ty opowiadasz, Koro, odnośnie przyczyn unieważnienia małżeństwa! Jest i
                                          > ch, o ile się orientuję, ponad 20.


                                          Opowiadam prawde Maju. Nie wiem czy jesteś katoliczką, ale jeśli tak , to zwyczajnie nie znasz zasad swego Koscioła. UNIEWAZNIĆ sakrament małżeństwa może TYLKO fakt niefopełnienia, czyli sytuacja, gdy jedno albo oboje małżonków nieusuwalnie nie może podąć współżycia intymnego.
                                          To o czym mówisz to STEIERDZENIE NIEWAZNOSCI - cos zupełnie innego.
                                          W przypadku tych państwa mowy o ww. stwierdzeniu raczej nie mogłoby być. To, ze pani darzyła uczuciem osobe co do której była przekonana, ze NIE ZYJE i nie miała z nią kontaktu taka przyczyną nie jest.

                                          > Co do stwierdzenia początków choroby psychicznej, to zgadzam się, że łatwe to d
                                          > o ustalenia może nie być, niemniej jednak w niektórych przypadkach na pewno moż
                                          > liwe, więc warto spróbować, jeśli komuś zależy. A co dalej? Dalej prawnik, spec
                                          > jalizujący się w prawie kanonicznym...


                                          No dobrze, dobrze - a co jeśli choroba zaistniała już w małżeństwie? Byłas kiedyś pod jednym dachem ze schizofrenikiem?
                                          • majaa Re: Maju 12.03.16, 17:36
                                            kora3 napisała:


                                            > Opowiadam prawde Maju. Nie wiem czy jesteś katoliczką, ale jeśli tak , to zwycz
                                            > ajnie nie znasz zasad swego Koscioła. UNIEWAZNIĆ sakrament małżeństwa może TYLK
                                            > O fakt niefopełnienia, czyli sytuacja, gdy jedno albo oboje małżonków nieusuwal
                                            > nie nie może podąć współżycia intymnego.
                                            > To o czym mówisz to STEIERDZENIE NIEWAZNOSCI - cos zupełnie innego.
                                            > W przypadku tych państwa mowy o ww. stwierdzeniu raczej nie mogłoby być. To, ze
                                            > pani darzyła uczuciem osobe co do której była przekonana, ze NIE ZYJE i nie mi
                                            > ała z nią kontaktu taka przyczyną nie jest.

                                            Korciu, ale ja się odniosłam do tego ostatniego Twojego przykładu z chorobą męża, która ujawniła się w trakcie małżeństwa. Dlatego to po prostu było dla mnie oczywiste, że mówimy o stwierdzeniu nieważności, potocznie zwanym unieważnieniem i stąd to nieporozumieniesmile



                                            > No dobrze, dobrze - a co jeśli choroba zaistniała już w małżeństwie? Byłas kied
                                            > yś pod jednym dachem ze schizofrenikiem?
                                            >

                                            Nie, na szczęście nie byłam. A co, jeśli w małżeństwie zdarzy się np. wypadek i mąż albo żona zostanie sparaliżowana? A co, jeśli przydarzy się Alzheimer czy inna poważna choroba wymagająca od drugiej strony opieki i poświęcenia? Sugerujesz, że powinno się taką osobę zostawić na pastwę losu, a samemu ułożyć sobie wygodne życie z kimś zdrowym i najlepiej jeszcze młodym i bogatym? No w końcu nam się też coś od życia należy, nieprawdaż.
                                            • kora3 Re: Maju 12.03.16, 17:50
                                              majaa napisała:

                                              > Korciu, ale ja się odniosłam do tego ostatniego Twojego przykładu z chorobą męż
                                              > a, która ujawniła się w trakcie małżeństwa. Dlatego to po prostu było dla mnie
                                              > oczywiste, że mówimy o stwierdzeniu nieważności, potocznie zwanym unieważnienie
                                              > m i stąd to nieporozumieniesmile


                                              Maju, nie potocznie kochana, tylko zwyczajnie BŁEDNIE. Co się dzieje gdy chorba ujawnia się lub atakuje w trakcie małżeństwa Maju? NIC - nie stanowi to podstawy do stw. nieważności. przysięga małzeńska mowi "w zdrowiu i w chorobie". Nie rozróżnia tu chorób psychicznych od somatycznych. Oczywiście współmałżonek ma prawo wg KRK izolować się od chorego, gdy ten stanowi dlań zagrożenie fizyczne lub duchowe do9 czasu gdy owo nie ustanie. Ale tylko tyle.
                                              Nawet stwierdzenie przez biegłego, ze choroba zaczęła się rozwijać przed slubem nadal nie ejst podstawą do stw. nieważności. Podstawą do tego jest sytuacja, gdy chory o chorobie WIE przed ślubem i zataja to. Dokładnie tak samo bp. niepłodność małzonka/nki, która datuje się na lata sprzed slubu nie jest podstawą do swt. nieważności, jeśli osoba bezpłodna o niej ni miała pojęcia.


                                              >
                                              > Nie, na szczęście nie byłam. A co, jeśli w małżeństwie zdarzy się np. wypadek
                                              > i mąż albo żona zostanie sparaliżowana? A co, jeśli przydarzy się Alzheimer czy
                                              > inna poważna choroba wymagająca od drugiej strony opieki i poświęcenia? Sugeru
                                              > jesz, że powinno się taką osobę zostawić na pastwę losu, a samemu ułożyć sobie
                                              > wygodne życie z kimś zdrowym i najlepiej jeszcze młodym i bogatym? No w końcu n
                                              > am się też coś od życia należy, nieprawdaż.


                                              Moja droga Maju - w polskim porządku prawnym nie istnieje możliwość pozostawienia małżeńska w takiej sytuacji na pastwe losu, gdyż żądanie orzeczenia rozwodu z taką osobą jest sprzeczne z normą społeczną. Chyba, ze to ta osoba zada rozwodu, ale wówczas były już małzonek zostanie zobowiązany do zapewnienia opieki - w granicach własnych możliwości oczywiście. Zatem niue mówimy tu o obowiązkach wobec takiego współmałzonka, ale o wspólnym życiu.
                                              • majaa Re: Maju 12.03.16, 22:13
                                                kora3 napisała:


                                                > Nawet stwierdzenie przez biegłego, ze choroba zaczęła się rozwijać przed slubem
                                                > nadal nie ejst podstawą do stw. nieważności. Podstawą do tego jest sytuacja,
                                                > gdy chory o chorobie WIE przed ślubem i zataja to.

                                                Tutaj nie mogę się z Tobą zgodzić, Koro. Choroby psychiczne, w tym schizofrenia, która rozwijała się przed zawarciem ślubu jak najbardziej może być przyczyną do stwierdzenia jego nieważności. Zakłada się, że taka osoba nie jest zdolna do małżeństwa, nie ma pełnego rozeznania, nie jest w stanie prawidłowo spełniać małżeńskich obowiązków, itp. Oczywiście nie są to kwestie rutynowe, każdy taki przypadek rozpatruje się indywidualnie, jak już wcześniej pisałam.

                                                Dokładnie tak samo bp. niepł
                                                > odność małzonka/nki, która datuje się na lata sprzed slubu nie jest podstawą d
                                                > o swt. nieważności, jeśli osoba bezpłodna o niej ni miała pojęcia.
                                                >
                                                >
                                                > >
                                                > > Nie, na szczęście nie byłam. A co, jeśli w małżeństwie zdarzy się np. wyp
                                                > adek
                                                > > i mąż albo żona zostanie sparaliżowana? A co, jeśli przydarzy się Alzheim
                                                > er czy
                                                > > inna poważna choroba wymagająca od drugiej strony opieki i poświęcenia?
                                                > Sugeru
                                                > > jesz, że powinno się taką osobę zostawić na pastwę losu, a samemu ułożyć
                                                > sobie
                                                > > wygodne życie z kimś zdrowym i najlepiej jeszcze młodym i bogatym? No w k
                                                > ońcu n
                                                > > am się też coś od życia należy, nieprawdaż.

                                                >
                                                > Moja droga Maju - w polskim porządku prawnym nie istnieje możliwość pozostawien
                                                > ia małżeńska w takiej sytuacji na pastwe losu, gdyż żądanie orzeczenia rozwodu
                                                > z taką osobą jest sprzeczne z normą społeczną.

                                                Ależ ja o tym wiem i to pytanie nie odnosiło się do możliwości prawnych tylko czysto ludzkich. Może nawet sama, jako dziennikarka, słyszałaś o takich, którzy prowadzą podwójne życie.


                                                • kora3 Re: Maju 13.03.16, 07:22
                                                  majaa napisała:
                                                  . Oczywiście nie są to kwestie rutynowe, każdy taki p
                                                  > rzypadek rozpatruje się indywidualnie, jak już wcześniej pisałam.


                                                  No tak, tu masz rację pod tym względem, ale tak naprawdę niezwykle trudno jest ocenić tak naprawdę kiedy choroba sie zaczęła.
                                                  >

                                                  >
                                                  > Ależ ja o tym wiem i to pytanie nie odnosiło się do możliwości prawnych tylko c
                                                  > zysto ludzkich. Może nawet sama, jako dziennikarka, słyszałaś o takich, którzy
                                                  > prowadzą podwójne życie.


                                                  I owszem i nie tylko z pozycji dziennikarza. No i właśnie - podejmiesz się oceny moralnej takiego kogoś? ja- nie. Tu już nie zadziała- zawsze można się rozwieść.
                                                  • majaa Re: Maju 13.03.16, 17:25
                                                    kora3 napisała:


                                                    > I owszem i nie tylko z pozycji dziennikarza. No i właśnie - podejmiesz się ocen
                                                    > y moralnej takiego kogoś? ja- nie. Tu już nie zadziała- zawsze można się rozwie
                                                    > ść.

                                                    No cóż, wydaje mi się, że z punktu widzenia moralności sprawa jest raczej oczywista.
                                                  • kora3 Re: Maju 14.03.16, 15:30
                                                    dla Ciebie, dla mnie - nie.
                                                  • kora3 Re: Maju 14.03.16, 23:39
                                                    Widzisz Maju, nie wszystko w życiu jest czarno - białe. Człowiekowi zboku łatwo się ocenia,, gdy sytuacja go nie dotyczy.

                                                    Przypomniała mi się pewna pani i sytuacja mająca miejsce lat wiele temu. Pani ta miała 2 dzieci - syna i córkę. Syn się ożenił i wszystko było ok do czau, az nie zmienił pracy, w której się rozpił. Synowa starała się skłonić go do leczenia ale bez rezultatu, w końcu - odeszła do innego. Wg pani taka owaka była, bo przysięgała na dobre i na złe.
                                                    Tymczasem za mąz wyszła córka pani. Wszystko pięknie, tylko po 2 latach bezskutecznych starań o dziecko okazuje się, ze pan jest bezpłodny. Trwale,, nieodwracalnie, ale nikogo nie oszukał - nie wiedział po prostu, wcześniej o dzieci się przecież nie starał.
                                                    To były czasy, gdy o on vitro mało było wiadomo w PL. Ta córka bardzo chciała być mamą. Nawet nie tyle wdała się w romans, co w jakiś przelotny skok w bo z kolegą z pracy. Zaszła w ciąze, mąż - wiadomo. A pani, ze przecież corka ma prawo do szczęścia, w tym przypadku bycia matką.
                                                    No ma, instynkt posiadania potomstwa, przekazania genów jest pierwotny i bardzo silny, choć nie u każdego występuje (vide ja). Tu nie zawsze np. adopcja jest rozwiązaniem.
                                                    Ale czy tymze można usprawiedliwiać zdradę? ty pewnie orzekniesz, ze nie. I ja yeż nie szukałabym usprawiedliwienia, ale raczej zrozumienia. Tak wobec córki, jak wobec synowej . Żadna z nich nie zakładała zdrady i odejścia na wstępie.
                                                  • majaa Re: Maju 15.03.16, 09:54
                                                    Tak, Koro, zgadzam się z Toba, usprawiedliwienia trudno szukać, ale w pewnych sytuacjach można właśnie tak po ludzku zrozumieć czyjeś motywacje i nie przekreślać człowieka z kretesem.
                                                    A jeszcze co do Twojego przykładu, Koro, to słyszałam, że w niektórych takich przypadkach jedna strona świadomie zgadzała się na skok w bok współmałżonka właśnie w celach prokreacyjnych. I, o ironio, byli to ludzie bardzo się kochający. A może właśnie dlatego byli w stanie zdecydować się na taki krok? Dość desperacki i ryzykowny, trzeba przyznać. Ale, widać, mieli do siebie niesamowite zaufanie i nie wyobrażali sobie porzucenia swojego partnera. No, ale tutaj, to już nawet chyba nie można mówić o zdradzie. To był pewien układ, transakcja wręcz między małżonkami a tą trzecią osobą. No i to też jest przecież moralnie śliskie, ale... właśnie to ale...
                                                  • kora3 Re: Maju 16.03.16, 08:03
                                                    Rzecz Maju cała w tym, ze trudno jest tak naprawdę oceniac innych nie znając ich emocji, okoliczności itd.
                                                    Są ludzie, którzy idą a różne uklady z różnych powodow i choć może nam się WYDAWAC, ze jesteśmy zdolni dokonać oceny ich postępowania, to tak naprawdę nie jesteśmy, bo nie wiemy wszystkiego.
                          • baba67 Re: Maju 11.03.16, 13:17
                            Nie wiemy czy Pan ze swoja pierwsza miłością byliby znowuż tak niesamowicie szczęśliwi gdyby pobrali się wcześniej. Ludzie starsi nie maja juz wielu ambicji dążeń i problemów zwiażanych z życiem zawodowym, wychowywaniem dzieci,libido na ogół jest na niżśzym poziomie. pan pośłubił swoją miłość i jest bardzo szczęśliwy -to krzepiące. Niemniej polecam Tolstoja -szczęście to zbiór co najmniej kilku czynników-to nie jest tak że masz wzajemność w miłości z osoba która bardzo kochasz i cyk-to załatwia wszystko.
                            Ta pani to rozumiała i dlatego nie odeszła od męża. Nie była z mężem nieszczęśliwa, nie wydaje mi się.Nie wiem czy miała dzieci myśle że tu cały problem. Mąż mógł być dobrym ojcem więc zamiana kochającego ojca na niedzielnego byłoby dla dzieci krzywdą. nie uwielbiałyby ojczyma, chyba niekoniecznie, matka byłaby rozdarta -to wysoka cena. Jeśli dzieci pani nie miała mógłby tu być konflikt sumienia poczucie winy (przysięgałam przed Bogiem), lęk przed opinią otoczenia, dezaprobatą najbliższych-to też wysoka cena. Aspekt finansowy w socjalistycznej Polsce nie grał takiej roli o ile pamiętam, dysproporcje były niewielkie.Wg mnie słowo "unieszczęśliwiać" jest tu mocno nadużyte.
                            I w końcu nawet jeśli państwo pobraliby się kiedy powinni nigdzie nie jest powiedziane że byliby tak szczęśliwi jak teraz ze względu na to że kazdy etap życia wymaga od nas czegoś innego . tego nikt ne jest w stanie przewidzieć-wielkie uczucie może wiele ułatwić ale wielu rzeczy nie załatwi. Anna Karenina sie kłania -jest wielka mądrość w tym dziele.
                            • kora3 Re: Maju 11.03.16, 13:40
                              Babo, pani dzieci miała, ale keidy na swiat przyszły, to nie wiem ...Wiem, ze pani stosunkowo niedawno przed pojawieniem sie ukochanego za mąz wyszła. Dośc długo nań czekała, szukała przez Czerwony Krzyż jako i jego rodzina. Nie znaleźli, uznano, ze pewnie nie żyke, wówczas nie było takiego przepływu informacji międzynarodowo jak teraz, pamiętaj, ze był to czas zimnej wojny. Panisie pewnie zbliżała do wieku "starej panny", ukochany wg jej informacji najpewniej nie żył, nadarzył się chętny do żeniaczki itd.
                            • majaa Re: Maju 11.03.16, 13:58
                              Święte słowa, Babowink Ludziom się często wydaje, że na szczęście jest bardzo prosta recepta. Wystarczy, że zrobiłbym tak i tak i na pewno byłoby super. Tymczasem takie proste przełożenie wcale nie musi zadziałać.
              • minniemouse Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:20
                claratrueba napisała:

                Oprócz mnie wiedziało o tym parę osób bo ta dobiegajka chwaliła się jaka to ona jest super, że ją woli. Jasne, tak ją "wolał", że z inną się ożenił a do niej tylko latał jak mu się zachciało- jak do toalety.

                Okropnie niesmaczne.
                zaczynam podejrzewac ze pod prawdziwa, zawsze taktowna Clare ktos sie podszywa sad

                Minnie
                • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:30
                  Clara ma rubaszne spojrzenie na życie . Nie przeszkadza to być taktownym w kontaktach z ludzmi. takt to jest to co się mówi zainteresowanym i jak się mówi. Myślenie z użyciem dosadnego słownictwa to coś innego.Mnie sie taka interpretacja bardzo podoba. Seks potrafi byc w pewnych okolicznościach czynnościa tylko fizjologiczna.
                  • minniemouse Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:38
                    baba67 napisała:

                    Seks potrafi byc w pewnych okolicznościach czynnościa tylko fizjologiczna.

                    Seks JEST czynnoscia czysto fizjologiczna, ale to nie powod zeby zniewazac tych ktorzy
                    z roznych powodow sie jej oddaja. nawet gdyby nam sie to wydawalo oblesne.

                    Minnie
                    • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:44
                      Dokładnie ...
                      A poza tym, mnie zniesmacza jeszcze coś. Jak pan zdradza to zawsze "jedzie się" po tej z którą zdradza. Bo to hehe "złodziejka, a pan biedny miś - ukradła go taka owaka, on nic nie mógł zrobić - kolejne zakolinanie rzeczywistości przez zdradzane baby i o zgrozo także przez niezdradzane. NIE !!!! Nikt nie kradł biedaka - zdradzał bo CHCIAŁ. I wobec zdradzanej to pan jest 100 prpc. winny, nie ta oani z którą zdrazal. bo to ON miał być wierny swej kobiecie, a nie obca kobieta wobec niej lojalna!
            • baba67 Re: romans przyjaciela 08.03.16, 23:15
              Każdy z tych ludzi myślał ze skoro nie był materacem to tak naprawdę nic nie wie. Twój eks nie zwierzał się przecież wszem i wobec a jeśłi ta kobieta o tym trąbiła to zawsze można powiedzieć że mitomanki sa na swiecie. Ale ona zdaje się miała męża zatem tak bardzo nie trabiła.W sumie co Ci ludzie mieli Ci powiedzieć? Ze chodzą słuchy że...?
              • minniemouse Re: romans przyjaciela 09.03.16, 00:10
                Tak czy siak, ja zaliczam sie do tych ktorzy uwazaja ze urywac znajomosc z czlowiekiem ktorego ogolnie sie lubi, jego towarzystwo uwazane jest za mile dlatego ze zdradzal zone nie jest koniecznie powodem do zerwania znajmosci.
                W zyciu bywaja takie sytuacje ze pobrala sie niedobrana para. i jakkoliwek "u spodu" uwazam ze zdradzac sie nie nalezy, to nie przecze ze niestety taki fakt istnieje -z roznych powodow, waznych lub nie, a znajomi nie zawierali slubow wraz z przyjaciolmi czy znajomymi,
                nie sa wiec zobowiazani do wspol-sympatycznego "towarzyskiego rozwodu".

                W przypadku takiej sytuacji, gdy sie jest pomiedzy mlotem a kowadlem nalezy uciec sie do dymplomacji i strategii, po prostu. przede wszystkim nie zapraszac ich wiecej razem,
                a w przypadku, zalozmy, domowej imprezy umowic sie iz raz zapraszmy jego a raz ja.
                tak samo, nadal odwiedzamy obojga ale juz w osobnych domach itp itd.

                Z czasem zapewne i on i ona znajda sobie nowe polowy,
                i jesli juz nie bedzie to dla nich stresem to mozna zaczac zapraszac na raz obydwie pary.
                po prostu, zycie sie toczy dalej.


                Minnie
              • kora3 Babo 09.03.16, 08:26
                baba67 napisała:

                > Każdy z tych ludzi myślał ze skoro nie był materacem to tak naprawdę nic nie w
                > ie. Twój eks nie zwierzał się przecież wszem i wobec a jeśłi ta kobieta o tym t
                > rąbiła to zawsze można powiedzieć że mitomanki sa na swiecie. Ale ona zdaje się
                > miała męża zatem tak bardzo nie trabiła.W sumie co Ci ludzie mieli Ci powiedzi
                > eć? Ze chodzą słuchy że...?


                Niezmiernie irytujące jest w Twoim stylu pisania Babo to, że ZAWSZE wiesz LEPIEJ jak było, także gdy ktoś opisuje swoja sytuację osobistą. Przyjmij do wiadomości, ze skoro piszę, ze WIEDZIELI, to TAK BYLO.
                Wszak napisałam, ze do koleżanki, która właśnie tylko słyszała pogłoski (z technicznych przyczyn nie miała okazji widzieć niczego osobiście) zalu za to, że mi o pogłoskach nie doniosła nie miałam!
                Mowa Babo o małym, kilkuosobowym zespole ludzi pracujących stale w jednym pokoju, wychodzących wspólnie po pracy, tak na imprezy sparowane, jak i solowe.Jasne, znów to samo - no pewnie nikt używając twego określenia "materacem nie był" w sensie nie miał okazji widzieć aktu seksualnego. Poza wyjątkami w ogóle rzadko mamy okazje w wykonaniu innych widzieć, wiec zawsze możemy powiedzieć, ze nie wiedzieliśmy wszak, jak się kochalismile I w 99 na 100 przypadkach będzie to PRAWDA. Ale qrczę Babo, mowa tu o małym zespole ludzi znających się jak łyse konie.
                Jasne Babo, można się pomylić/źle zinterpretować czujek zachowanie, gdy się kogoś zwyczajnie nie zna.
                Mnie i mojego eksa osoby nieznające nas często biorą za parę. Nie dlatego, że się całujemy namiętnie, czy obejmujemy, tylko dlatego, że się trzymamy razem i dbamy o siebie wzajemnie. - Nalac ci soczku? Nałożyć sałatki? Kurtkę bierz jak wychodzisz ...Dla nas to zwyczajne przyjacielskie gesty, ale ktoś nas nieznający może je niewlasciwie interpretować.
                Podobnie było, gdy poznałam mego partnerasmile Dla mnie gośc zachowywał się zupełnie NORMALNIE - miły grzeczny, merytoiryczny, szarmancki - takich panów w tej formacji widzianych po raz pierwszy podczas pracy widywałam dziesiątki. Ale moja przyjaciółka, która wtedy była tam także, a która znała mego partnera jako kolegę z pracy jedynie i daleko mniej niż tamto towarzystwo znalo mego eksa i tamtą pania, od razu powiedziała mi, ze niemożebnie musiałam u wpaść w oko. Dlaczego? Ano dlatego, ze on właśnie NORMALNIE nie lubi rozmawiać z dziennikarzami, nie bywa taki ożywiony w takich rozmowach itd.
                Więc nie wmawiaj mi, ze ludzie tamci o niczym konkretnym nie wiedzieli smile Poniekad po fakcie sami się przyznakli, że wiedzieli smile
                >
                • baba67 Re: Babo 09.03.16, 11:17
                  Miec domysł graniczący z pewnościa a mniesiętakwydawać to sa wciąż dla mnie 2 rózne rzeczy. Wyobrazmy sobie zatem podawanie informacji których oczekiwałaś . I teraz PYTAM BO NIE WIEM i tylko sobie domniemuję.
                  -Wiesz Kora nieprzyjemna sprawa jest
                  -Jaka?
                  -Twoj facet Cię zdradza
                  -Skad wiesz
                  -Chodzi taki szczęsliwy i zadowolony, kiedy padnie imie X od razu się rozpromienia, ona do niego dzwoni i on się z nia umawia, widziałęm jak wieczorem od niej wychodził.

                  No i się pytam czy to nadaje się na wiarygodna info. Bo szczerze mówiąć gdybym z czyms takim miała przyjsc do kogoś tobym sie czuła jak idiotka.
                  Wiarygodne twarde info to dla mnie
                  -twój facet wychodził od pani X bladym świtem -natknęłąm się na niego na klatce
                  -na imprezie kiedy sobie popil wsadzal jej lape pod spódnicę i kleił się do niej w sposób ewidentny.
                  -podsłuchałam jak jej słodził do telefony przypominając upojny wieczór
                  -umawiał się z nią przez telefon i zaraz polecial po gumki-wiem bo w aptece za nim stałam
                  Jeśli powyższe miało miejsce to rzeczywiście Twoje żale były sluszne . Jeśli zachodziło to co napisałam na początku-nie dziwię się że nikt nie chciał robić z siebie idioty.
                  • kora3 Re: Babo 09.03.16, 11:39
                    Babo raz jeszcze powtorze - jeśli czegoś nie wiesz nie domyślaj się, a dopytaj.
                    A co do twoich hmm rozmówek.
                    Tak, oczekiwałam właśnie ze mi ci ludzie powiedzą, iż mój eks się spotyka z ta panią w trakcie pracy i po niej, ze ona dzwoni i ze się umawiają, bo WCZESNIEJ tego nie robili. Wcześniej tez nie trzymali się zar ece podczas spotkań, gdy ona tu przyjeżdżała na cotygodniowe zebrania (pracowała w tej samej firmie, w oddziale odległym o kilkanaście kilometrów), nie obejmowali itd. Wcześniej zachowywali się jak zwyczajnie znające się niespecjalnie blisko osoby z firmy. Dodam, ze oczekiwałabym, ze mi ktoś powie TO CO WIDZIAŁ i ewentualnie to co sam o tym myśli, a nie stwierdzenia, ze zdradza na pewno,. czy nie zdradza na pewno.
                    • baba67 Re: Babo 09.03.16, 12:58
                      No to zwracam honor, nie przyszło mi do głowy że Twoj eks nie starał się byc dyskretny, jakoś tak mi się wydało że sie nie afiszował.
                      • kora3 Re: Babo 09.03.16, 13:24
                        Babo, jasne, ze się przecież nie bzykali w pomieszczeniach służbowych smile No błagam Cię smile Ale takie coś Babo da się ZAUWAZYC i zauważone zostało - współpracownicy PO FAKCIE, czyli po tym jak się z woli pani dowiedziałam, przyznali, że wiedzieli.
                        MOZNA niewłaściwie zinterpretować zachowanie ludzi, których się Babo nie zna - ja to wiem. Może ktoś wziąć parę przyjaciół dwupłciowa za pare partnerów, małżonków, kochanków, może ktoś nie zauważyć zainteresowania sobą kogoś, kto zainteresowanie to okazuje, może ktoś przeciwnie - wziąć za owo zainteresowanie sobą czy kims innym standardowe zachowanie czyjeć, BO zwyczajnie nie zna tych ludzi i nie wie jak się zachowują.
                        Ale gdy znasz i to dobrze Babo, cudów ni ma smile i nie musi ktoś się zaraz jak mówiłam na ostro migdalić.
                        • baba67 Re: Babo 09.03.16, 13:59
                          Ja sie niejeden raz i wiele lat przyjażniłam z plcia przeciwna ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy trzymać moich przyjaciól za rączki i siedzieć przytulonym. Miśki przy powitaniu i pożegnaniu zartobliwe poklepywanie (po ramieniu oczywiście) -to tak. Tu nie trzeba nikogo dobrze znac po prostu para różnopłciowych przyjaciół tak sie nie zachowuje.Twoj eks na moje oko wrecz obnosił sie ze swoim romansem.
                          • kora3 Re: Babo 09.03.16, 14:16
                            baba67 napisała:

                            > Ja sie niejeden raz i wiele lat przyjażniłam z plcia przeciwna ale nigdy nie pr
                            > zyszłoby mi do głowy trzymać moich przyjaciól za rączki i siedzieć przytulonym.


                            A mnie owszem, zdarza się- np. z moim przyjacielem z rodzinnych stron, z którym znam się bagatela - 29 lat.
                            Teraz nawet częściej zdarza mi się niż kiedyś, bo z racji odległości widujemy się rzadko sad

                            > Miśki przy powitaniu i pożegnaniu zartobliwe poklepywanie (po ramieniu oczywiś
                            > cie) -to tak. Tu nie trzeba nikogo dobrze znac po prostu para różnopłciowych pr
                            > zyjaciół tak sie nie zachowuje.Twoj eks na moje oko wrecz obnosił sie ze swoim
                            > romansem.


                            Babo, znów te Twoje smerfowazniactwo smile TY NIE WIESZ jaj się mogą zachowywać różne pary przyjaciół, bo nimi nie jesteśsmile Ja chyba ;epiej wiem, jak się zachowuję ze swoim przyjacielem niż ty, nie?

                            Raz jeszcze podkreśle - nie znając danych osób trudno z punktu ocenić relacje o ile ludzie nie zachowują się jednoznacznie - np. nie całują namiętnie. Dlatego oceniać nie należy nawet próbować, ale znając można ocenić. Co się zrobi z ta ocena to już inna sprawa.

                            >
                            • baba67 Re: Babo 09.03.16, 14:33
                              Dzięki za oświecenie-w życiu się z czymś takim nie spotkałam.Ani razu.
                              Ale z komentarzami i posądzeniami o romans dwojga przyjaciół którzy większośc uwagi poświęcali sobie coś połgłosem sobie opowiadając i chichoczac to owszem nieraz. Ale za rączki się nie trzymali ani w czułych objęciach nie pozostawali.
                              • kora3 Re: Babo 09.03.16, 15:01
                                baba67 napisała:

                                > Dzięki za oświecenie-w życiu się z czymś takim nie spotkałam.Ani razu.


                                Alez ja Ci wierzę Babo, tylko wydaje mi się, ze Ty jesteś osoba już na tyle doswiadczona, by zwyczanie wiedzieć, ze na swiecie sa także rzeczy/sytuacje itd., z którymy mi sami nie zetknelismy się nigdy i ze nasze osoboste upodobania, czy doświadczenia nie są bynajmniej obligatoryjne dla innych.

                                > Ale z komentarzami i posądzeniami o romans dwojga przyjaciół którzy większośc u
                                > wagi poświęcali sobie coś połgłosem sobie opowiadając i chichoczac to owszem ni
                                > eraz


                                No sama widzisz, te podejrzenia brały się z nieznajomości relacji tych ludzi.


                                . Ale za rączki się nie trzymali ani w czułych objęciach nie pozostawali.

                                A ja zcesto pozostaję w objęciach, siedze na kolanach i trzymam się za rece z moim przyjacielem ze Sląska. Jak wspomniałam teraz bardziej, niż kiedyś, bo widujemy się rzadko. Nie wyobrzam sobie, bym nie rzuciła mu się na szyję jak się wreszcie psotkamy, by mnie nie ptzutulił, byśmy nie siedzieli obok siebie itd.
                                >
                                • baba67 Re: Babo 09.03.16, 15:25
                                  Skąd miałam wiedziec? Nigdy niczego takiego nie widziałam. Nie widziałam na filmach których obejrzałam sporo. Oczywiśćie historie szpitalne , trzymanie za ręke po traumie na pogrzebie to tak. Ale żeby zaprzyjaznieni ludzie sobie tak sobie siedzieli przytuleni i za rączki się trzymali to przyznam zupelna nowośc dla mnie.A twój partner tak spokojnie na to patrzy. Ty sobie tam się milisz z przyjacielem na przyjęciu a on tak siedzi sam i patrzy?Zona przyjaciela tez tak sobie sama siedzi i patrzy? Wiesz, troche w oparach absurdu się czuję...
                                  • kora3 Re: Babo 09.03.16, 15:52
                                    Babo, nie robimy tak na przyjęciachsmile rczej gdy on odwiedzą mnie w domu mej taki, albo jesteśmy razem w domu mej siostry, bo jest on także przyjacielem mojej siostry oraz chrzestnym jej syna. Mój partner mi ufa Babo, o istnieniu tego człowieka i historii naszej długoletniej przyjaźni wie, odkad się poznaliśmy. Tak samo wiedział jak się poznaliśmy ze mieszkam z ekspartnerem i jakoś mi także ufał, że TYLKO mieszkam, a nie sypiam już od ponad roku. Widocznie 2wzbudam zaufaniesmile Co do mego przyjaciela, to obecnie jest on singlowy, dodam, ze jego byłą lubiłam i nie, nie przeszkadzało jej, że jej mąż obejmuje, czy trzyma za reke PRZYJACIELA.
                                    To, ze dla Ciebie Babo coś jest absurdem, nie znaczy, ze naprawdę jest. Owszem, znam opętanych zazdroscią ludzi plco obojga, zatem WIERZĘ, ze jakiś oszołom, czy oszołomka mogliby być zazdrosni o przykacoiela płci odmiennej. Ale wcale nie jest to standard
                                    • baba67 Re: Babo 09.03.16, 16:25
                                      Alez tu nie chodzi o zaufanie czy zazdrośc tylko o to jak to wygląda. Nie wmawiaj mi opinii które mi sa całkowicie obce. Oczywiście mozna miec przyjaciela będąc w związku , mozna nie byc zazdrosnym o czas spędzany razem, w ogóle nie o to chodzi w tej dyskusji. po prostu wyobraziłam sobie spotkanie rodzinne , Twoj partner, obok Ty objęta z przyjacielem ...Nie wiem dlaczego a uporem maniaczki przeinaczasz i nadinterpretujesz to co napisałam robiąć ze mnie idiotke .I to nie pierwszy raz.
                                      • pavvka Re: Babo 09.03.16, 16:31
                                        Przyjęcia i spotkania towarzyskie w większym gronie to w ogóle nie jest sytuacja w której ludzie siedzą sobie w objęciach, również ze swoimi współmałżonkami/ towarzyszami życia. Tak więc Twoją wizję uznałbym za dziwną nie ze względu na to że chodzi o przyjaciela, ale na kontekst.
                                        • baba67 Re: Babo 09.03.16, 19:23
                                          NO WŁAŚNIE-dzięki że to zauważyłas . O to mi chodziło tylko się dobrze wypyszczyć nie umiałam. W opowiadaniu Kory jej eks się obejmował i trzymał za rączke na pracowych imprezach. I rzeczywiście to wydało mi się takie nietypowe.
                                          • kora3 Re: Babo 10.03.16, 05:50
                                            Babo, mnie zdumiewa Twoja zdolność nadinterpretacji smile - naprawdę.
                                            Pavvka nie pisał a propos mojego eksa i jego zachowania, tylko MOJEGO zachowania z przyjacielem i trafnie podsumował Twe hmm wywody.
                                            Bo Tobie chyba jawi się to tak, że na rodzinnej/firmowej imprezie para siedzi non stop objęta i trzymająca się za ręcesmile
                                            Tymczasem Pavvka słusznie zauważył, ze nawet oficjalne pary tak NIE ROBIĄ - bo zwykle nie robią.
                                            Twoje wyobrażenia sa po prostu hehe kosmiczne smile
                                            Ni , mój eks na formowych imprezach nie siedział przytulony z ta panią ani nie trzymał jej cały czas za rękę - jakby tak było to mogliby od razu zwyczajnie ogłosić MAMY ROMANS HELOU. Nie wiem jak trzeba być pozbawionym wyobraźni Babo, sorry, żeby nie rozumieć, że pewne niekoniecznie ostentacyjne gesty i sytuacje rzucają się ludziom w oczy - szczególnie gdy idzie o małe grono dobrze znających się ludzi. Zwyczajnie Babo - fakt, że kiedyś ta para ludzi (mam na myśli eksa i ta panią) wymieniała "czesć" i pare zdawkowych zdań przy okazji spotkania czy to formowego, czy imprezowego wcześniej pare lat, a następnie wychodzą z sobą na korytarz pogadać, siedzą obok siebie, jedno się otrze o ramię, drugie przytrzyma rękę itd. nie ujdzie uwagoi ludziom dobrze znającym oboje. Do tego wchodzenie eksa zaraz potem jak pani po zebraniu "jechała do siebie" na materiał, przypadkowe widzenie go z nią w nieodległej kawiarni przez kogoś ze współpracowników. Ci ludzie zwyczajnie plotkowali - ten widział to, ten tamto itd. Kiedy pani zaczęła wyprawiać swe cyrki to już całkiem stało się wszystko jasne - bo jak eks nie odbierał wydzwaniała do sekretariatu, na stacjonarki. Nie masz Babo wyobraźni. smile

                                            Tak samo nie masz jej w kwestii mojej i mego przyjaciela. Wiadomo przecziez, ze nie obejmuje się z nim i nie trzymam za reke cały czas, jakimamy do spędzenia z sobą smile NIKT tak nie tobi nawet ze swoim partnerem/mezem, no może jakies nastolatki smile
                                            • baba67 Re: Babo 10.03.16, 08:55
                                              Tak mi się jawi jak opisujesz. najpierw opisujesz z doopy strony i czekasz az się baba idiotka zlapie. Wtedy dopiero rozpościerasz cały swoj stylistyczny kunszt-dadaaam prosze bardzo jak to można byc takim ograniczonym żeby to co napisałąm tak zinterpretowac. To jej przywalę a niech ma.
                                              Wiesz co -ja z Tobą nie wygram to co robisz jest zwyczajnie złośliwe.Zawsze tu będę za ta głupia.
                                              • kora3 Re: Babo 10.03.16, 10:03
                                                baba67 napisała:

                                                > Tak mi się jawi jak opisujesz. najpierw opisujesz z doopy strony i czekasz az s
                                                > ię baba idiotka zlapie. Wtedy dopiero rozpościerasz cały swoj stylistyczny kuns
                                                > zt-dadaaam prosze bardzo jak to można byc takim ograniczonym żeby to co napisał
                                                > ąm tak zinterpretowac. To jej przywalę a niech ma.
                                                > Wiesz co -ja z Tobą nie wygram to co robisz jest zwyczajnie złośliwe.Zawsze tu
                                                > będę za ta głupia.


                                                Babo, weź się opamiętaj, proszę ...Po prostu niezrozumiałe jest dla mnie Twoje myślenie - ze jeśli przyjaciele przytulą się i trzymają za rece to zaraz CAŁY CZAS i OSTENTACYJNIE. Przecież NIKT tak nie robi także z własnym mężem, czy partnerem ...
                                                >
                                            • baba67 Re: Babo 10.03.16, 09:16
                                              No właśnie-dowiedziałam się tego czego chciałam-co co ci ludzie widzieli to było typowe wydajemisię. I nie przyszłoby mi do głowy żeby o swoich spostrzeżeniach informować kogokolwiek.Usiadł obok, poszedł porozmawiać na korytarzu, spotkał sie w kawiarni, no kaman przeciez to smieszne spodziewac się że ludzie w sumie niezbyt bliscy będą lecieć i Cię o tym informować. A ze kiedys tego nie robił? To już tak ma być że żadna znajomość nie ma prawa ewoluować? Kiedy uczyłam w szkole przez kilka lat miałąm kolegę chemika który rzadko kiedy schodził do pokoju nauczycielskiego z pracowni zatem sie specjalnie nie znaliśmy. Jednak tak się zdarzyło ze nasze klasy pojechały na wspólna wycieczkę zatem sprawy organizacyjne troche czasu razem sprawiły że szczerze polubiłam tego pana , trochę introwertyka i od wycieczki niekiedy wpadałąm do pracowni na pogawędkę. No i gdyby koleżanki znały mojego mężą zapewne powinny podzielić się podejrzeniami z naszego .romansu, no nie?
                                              I podtrzymuję -na takich podstawach nikt poważny nie będzie latał i się dzielił z obawy przed ośmieszeniem. Wcale się tym ludziom nie dziwię.
                                              • kora3 Re: Babo 10.03.16, 10:06
                                                Babo, no bez podawania istotnych sczezgółów nie wytłumacze Ci, ze ci ludzie mieli pewność, iż para ma romans. Nie oczekiwałabym Babo, ze ktoś mi "doniesie" iż raz widziano ich w kawiarni, a raz na korytarzu. To chwilę trwało i po kolejnych razach stało się dla wszystkich jasne, ze mają romans.
                                      • kora3 Re: Babo 09.03.16, 17:17
                                        babo nie wiem czym się denerwujesz, ale Pavvka bardzo trafnie napisał Ci, ze Twoja wizja jest nieco hmm dziwna i dlaczego.
    • bertosol Re: romans przyjaciela 09.03.16, 14:39
      Wiedza o cudzym sekrecie jest bezwzględną świętością. Zarówno w świecie sv, jak i poza nim. Elementy tego sacrum są usankcjonowane nawet w porządku prawnym (np. tajemnica dziennikarska, adwokacka, spowiednika itp.). Znane są liczne przypadki, gdy dziennikarze lub spowiednicy odmawiali ujawnienia tajemnicy zawodowej, nawet jeśli w grę wchodziła zbrodnia a sąd ich z tej tajemnicy zwolnił. To jest postawa heroiczna. W życiu codziennym bohaterstwa się od nas na ogół nie wymaga, bo nie jest nim przecież zachowanie tajemnicy o romansie przyjaciela, a "jedynie" przyzwoitości.
      Twój mąż postąpił bardzo grzecznie i przyzwoicie. Wiele osób chciałoby mieć go za przyjaciela. Jest człowiekiem prawym i godnym zaufania. Ma absolutnie rację w sporze z Tobą.
    • firlefanz przyjaźń z szują rzeczywiście jest wątpliwa... 09.03.16, 18:51
      nie dziwię się Twojemu zbulwersowaniu tym faktem... choć to wcale nie utrzymywanie przed Tobą sekretu jest clou sprawy.

      to trochę niepokojące, że ktoś za jednego z najlepszych przyjaciół uważa człowieka totalnie nieuczciwego i zakłamanego...
      Nie można tego nazywać akceptacją "wad" jak piszą niektórzy, bo wadą to może być roztargnienie albo gadatliwość, a nie jednoznacznie nieetyczne zachowanie.

      Tym bardziej obciążający jest fakt, że często spotykaliście się w czwórkę - gdyby mnie wiązała tajemnica to bym miała wyrzuty sumienia przy każdym spotkaniu i już wolała ograniczyć kontakty.
    • salsa.lover Re: romans przyjaciela 10.03.16, 00:50
      Nie zazdroszczę Ci sytuacji, przyznam szczerze.
      Rozpatrując sprawę na gruncie SV to mąż Twój oczywiście zachował się poprawnie zachowując sekret przyjaciela dla siebie. Tu w zasadzie nie ma co dyskutować.
      Z tonu Twojego postu wnioskuję jednak, że nie o płaszczyznę SV tu chodzi. Wygląda, że Ty czujesz się urażona i zawiedziona postawą męża i w sumie Ci się nie dziwię.
      Mąż oczywiście mógłby usprawiedliwić swoje milczenie chęcią ochrony Ciebie. Przecież gdybyś wiedziała o tych romansach to sama miałabyś problem czy przyjaciółce powiedzieć czy nie.
      Tyle że z Twojego postu nie wynika aby taka była jego motywacja.
      Będąc na Twoim miejscu czułabym się chyba bardzo nieswojo nie z myślą, że mąż uszanował sekret przyjaciela, ale że mój mąż niejako nie widzi nic złego w zachowaniu przyjaciela i przez ostatnie 20 lat uczestniczył świadomie w jakieś zakłamanej szopce. Piszesz, że całą czwórką byliście bardzo blisko. Było pewnie mnóstwo sytuacji gdy spędzaliście radośnie czas jako dwie pary przyjaciół. I przez cały ten czas mąż brał w tym udział wiedząc jaka jest prawda.

      Ja miałam podobną sytuację, miałam przyjaciela od 15 lat. Byłam również dość blisko z jego żoną, bardzo często bywałam u nich w domu ze swoimi partnerami. Po 15 latach dowiedziałam się, że mój przyjaciel od lat regularnie zdradza żonę, miał kilka romansów, od kilku lat z nią nie mieszka.
      Wbrew temu co piszą tu niektórzy ja nie uważam, że starzenie się, zaniedbanie jest usprawiedliwieniem do regularnego zdradzania. Co innego jednorazowy wyskok gdy w związku jest kryzys, ale notoryczne zdradzanie swojego małżonka przez długie, długie lata.... to zupełnie inna kategoria. Zdrada jest oszustwem i jeśli komuś w związku źle to albo powinien próbować go naprawiać, albo odejść i poszukać sobie kogoś lepszego. Dokładnie w tej kolejności.

      Świadomość, że mój przyjaciel przez naście lat odgrywał przede mną jakąś farsę niestety nadwyrężyła zaufanie. Jego żona ani się nie zaniedbała, ani pieluchy nie rzuciły się jej na mózg. Po prostu pan nie mógł odnaleźć się w rutynie codziennego życia i dzieci i potrzebował silniejszych wrażeń. Kłamał że musi do nocy i w weekendy pracować, zostawiając ją samą z dziećmi a sam oddawał się w tym czasie urokom życia singla. Przyznał mi się, że często jak miałam wpaść do nich z wizytą to on przychodził do domu wcześniej i odgrywał przykładnego męża, żeby tylko nic się nie wydało.
      I chociaż to on był moim przyjacielem a nie jego żona, to ja nie byłam w stanie kontynuować z nim przyjaźni po tym jak się dowiedziałam o jego zdradach. Nie byłam w stanie już go szanować jako uczciwego człowieka.
      Oczywiście nie ma obowiązku zerwania kontaktów ze zdradzającym, ale można nie chcieć utrzymywać bliskiej przyjaźni z kimś, kogo moralnej postawy nie akceptujemy. Twój problem polega na tym, że Twoja ocena sytuacji i ocena męża skrajnie się różnią. Ciekawa jestem jak Twój mąż widzi Twoją przyjaźń z tamtą kobietą w tej sytuacji? Jak Twój mąż reagował, gdy ta kobieta u Was nocowała, gdy się nią opiekowałaś, gdy widział jak jest zdruzgotana?
      • kora3 Re: romans przyjaciela 10.03.16, 06:13
        A nie sądzisz, ze w tym przypadku Ty masz problem, czy tez miałaś z przyjacielem taki, ze on oszukiwał także CIEBIE? Bo z opisu wynika ze tak było ...
        I nie przekręcaj proszę - nie uważam, ze zaniedbanie się czy starzenie jest USPRAWIEDLIWIENIEM dla zdrady. Pytano mnie o POWODY, dla których ktoś zdradza i podałam przykład - proste. Powodów może być d groma i nie znaja ich na ogół ludzie postronni, a PRZYJACIEL zna. Pan, którego nazywasz przyjacielem wale nim nie był, to Ty go za takowego uważałaś (nierzadka sytuacja tzw. przyjaźni jednostronnej), bo gdyby był to by Cię nie oszukiwał.

        Sytuacje są różne, sama tu opisywałam taką, gdzie mąż już szczęśliwie były pozwał mnie na świadka ws. rozwodowej z moja przyjaciółką. Małżeństwem byli z 25 lat, ale ostatnie 5 czy 7 tylko na papierze. Zajmowali razem dom, kazde salo w swoim pokoju. Nie kłócili się, nie awanturowali, zyli obok siebie. Wielokrotnie mówiłam przyjaciółce, żeby zostawiła tego pana i to "małżeństwo". Ona jednak chciała poczekqać, aż usamodzielni sie w miare ich najmłodsze dziecko. tak się stało i moja przyjaciółka zaczęła przebąkiwać o rozwodzie. Pan ja wręcz blagał, by tego nie robiła - przecież jedno drugiemu nie wadzi, nie wchodzą sobie w drogę, a w jego sytuacji politycznej rozwód nie byłby dobrze widziany. Mówiłam jej, żeby olała jego sytuację, bo w takiej sa tysiące lokalnych polityków i nadal funkcjonują w swoich środowiskach, ale ona dobra, naiwna pani się zgodziła.
        Poznała miłego gościa, zaczeli się spotykać, dyskretnie. Narodziło się uczucie i pani podała pana o rozwód, bo chciała być wolna dla ukochanego. I tu zonk, bo okazało się, ze mąż podał ja pierwszy. Powód ZDRADA żonysmile Uprzedzają, bo zaraz Baba się moze właczyć z tekstami o kasie, nie szło tu o pieniądze i możliwość alimentowania pani, czy pana. Panu szło o wykazanie, ze jest czysty jak łza, wzorowy małżonek, którego zona zdradzała - to było mu potrzebne do wizerunku polityka opcji takei, że tak miało być. Dlatego wcześniej błagał, by żona nie wnosiła o rozwod, bo jak in człowiek z wartościami miałby się rozwodzić z powództwa żony, skoro on ideał. smile Ale jak znalazł dowody na jej "zdrade" to miał już atut w reku - jest zdradzany, wiec nic dziwnego, ze się rozwodzi, wyborcy zrozumieją, że przecież był wzorowym mezem. Tak, no jako przyjaciel zony wiem najlepiej jakim był - takim, ze nigdy go nie było w domu, bo się uganiał - nie za babami, tylko za wiecami, spotkaniami z potencjalnymi wyborcami. Moją przyjaciółkę, która w ostatniej chwili trafiła na stół operacyjny z powodu zapalenia woreczka żółciowego w szpitalu na 3 tygodnie pobytu odwiedził ...raz. Nie sypiali z sobą od lat, niei spędzali wspólnie urlopów itd. Przyjaciel takie rzeczy wie ...
        • baba67 Re: romans przyjaciela 10.03.16, 08:46
          Tu się zgadzam, Twoj niby przyjaciel nie był przyjacielem poniewaz nic tak naprawde o nim nie wiedziałaś. I on wiedział że to co robi nie zyska Twojej akceptacji. I dokladnie Tak jest -tu jest problem wątkodawczyni. To jakich mamy przyjaciół świadczy o nas samych .

          Inna jest kwestią czy ludzie których my uważamy za przyjaciół są szczerzy i nas za takich uważała.
          Pieniadze sa ważnym czynnikiem w sprawach rozwodowych niektó?e się ciągną latami właśnie z tego powodu zatem uważam za zupełnie naturalne spojrzenie pod kątem finansowym. Każdy normalnie myślący czlowiek się nad tym zastanowi a nie tylko materialistka i idiotka na jaką mnie tu kreujesz Korciu.
          • kora3 Re: romans przyjaciela 10.03.16, 10:29
            babi, nie robię z Ciebie idiotki, tylko Ty w każdej sprawie widzisz głownie, o ile nie jedynie aspekt finansowy. Ja nie twierdzę, ze in nie jest wazny Babo, bo czasem jest kluczowy wręcz. A czasem zupełnie poboczny, nieistotny.
            Nie wiem o jakich sprawach rozwodowych mówisz ciągnących się z racji kasy latami Babo. Podział majątku dorobkowego jest przeprowadzany Babeczko w odrębnym postępowaniu (o ile strony chcą) PO ROZWODZIE. W toku sprawy rozwodowej sąd może zadecydować tylko o CZASOWYM podziale np. mieszkania, ale nie w sensie materialnym, a fizycznym. Ptzyładowo mieszkanie ma 3 pokoje, rozwodzi się małżeństwo z 1 dzieckiem i żadna ze stron do czasu podzialu majątku nie chce/nie może mieszkania opuścić. Jeśli nie potrafią się dogadać jak wspólnie uzytkowac mieszkanie do czasu orzeczenia rozwodu i przeprowadzenia podziału majątku, to sąd najpewniej wskaze, że matka i dziecko mają zająć dwa pokoje, a ojciec 1, zas pozostałe izby (kuchnia, łazienka, przedpokój, WC) mają prawo wszyscy uzytkowac wedle swych potrzeb i stosownie do przeznaczenia.
            zatem te osoby o których piszesz są już rozwiedzione, a procesują się w trybie podziału majątku.

            W opisanym przypadku rozwodu mojej przyjaciółki kasa miała znaczenie bardzo niewielkie. Podział majątku dorobkowego dotyczył bowiem tylko rzeczy ruchomych i te podzielili sobie notarialnie. Przyznaje, ze honorowo , także ze strony pana. Nie było też obaw, że przy uznaniu wyłącznej winy pani, pan były maz wystąpi o alimenty od niej - człek to pracujący jest i niebiedny, wiec żaden sad by mu ich nie przyznał Babo.
            Po prostu pan chciał uzyskując rozwód z wyłącznej winy zony zachować swe NIEPRAWDZIWE oblicze ideała z wielkimi wartościami! Moja koleżanka złożyła pozew bez orzekania o winie, on - z wyłącznej winy żony, bo zdradza. Jego pozew był pierwszy, wiec z jego powództwa są rozpatrywał sprawę. Orzekł rozwód z winy OBU stron. Sąd wziął pod uwagę, że małżonkowie od dawna już nie tworzyli więzi uczuciowej, intymnej, ani gospodarczej. Oraz to, że nie było bynajmniej wysiłków ze strony pana, by to zmienić, ba wręcz przeciwnie to z uwagi na zaangażowanie pana w sprawy polityki nastąpił faktyczny rozkład małzenstwa, ALE ponieważ pani bezspornie w tracie trwania małżeństwa nawiązała więź uczuciowa i intymna z innym panem, czyli zdradziłą męza, sąd orzekł jak w sentencji wyroku.

            Tak więc widzisz, że nie zawsze idzie o te pieniądze. Nie uważam Cię bynajmniej za materialistkę, ale z Twoich wpisów na temat jawisz mi się, jako osoba, która no na punkcie kasy ma lekką obsesję smile Nie oznacza to materializmu, ani skąpstwa, ale właśnie to, że wszystko sprowadzasz do tego aspektu życia. Tymczasem jak wspomniałam - on często jest jednym z ważnych, bywa, ze kluczowym, ale bywa także, że zupełnie nieistotnym.
            • baba67 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 11:39
              Tak mam, jestem taki Bigiel . Jak czegoś nie rozumiem to szukam aspektu finansowego. Mylę się czasem, ale rzadko.A kiedy sie pomylę jest to zaskakująco przyjemne.
              A "ideałów z wielkimi wartościami" to ostatnio na kopy i na mendle. Dobrze że sąd prawidłowo orzekł, kobiecie należy się szczęście.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 13:06
                babo, mylisz się często, właśnie dlatego, ze zaraz ZAKŁADASZ aspekt finansowy. A jak wspomniałam - czasem ojn jest kluczowy, czasem całkiem nieważny.
                • baba67 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 19:23
                  Chyba lepiej wiem ile razy się mylę. Nie odnoszę do dyskusji na forum tylko do tego co widzę w życiu.
                  • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 06:05
                    No nie wiem babo, nie wiem ... Wg Ciebie np. kobiety niemal nie potrzebują seksu, a moje obserwachje smile i doświadczenie mówią mi zupełnie ci innego smile Poza tym - człowiek się myli właśnie dlatego, ze źle interpretuje rzeczywistość, skad zatem wiesz, ile razy się mylisz, skoro .... mylisz się?smile
                    • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:25
                      A nie przyszło Ci do głowy że to Ty żle interpretujesz rzeczywistośc?Moje obserwacje sa inne niz Twoje.I wcale nie gorsze bo nie jestem od Ciebie mniej inteligentna (choc mam wrażenie że miła Ci ta myśl),ani mniej doświadczona życiowo . I wcale nigdzie nie napisałam że kobiety prawie nie potrzebuja seksu , potrzebują go mniej nadinterpretujesz na każdym kroku, nie masz problemów z autoryzacja swoich artykułów? Czy widząc to co chcesz widziec w cudzych wypowiedziach nie zniekształcasz rzeczywistości?
                      • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:39
                        Babo, przecież FAKTy nauowe mówią cos innego na temat kobiecego seksu, a Ty nadal swoje smile
                        Nie, nie uważam, ze jesteś mało inteligentna i właśnie dlatego nie pojmuję dlaczego uparcie posługujesz się stereotypami, TYM BARDZIEJ, ze sama przyznałaś kiedyś, ze się posługujesz. czyli masz świadomość, ze to co twierdzisz wynika nie z faktów, a Twego przekonania smile
                        Wyobraź sobie, ze nie mam problemów z autoryzacją moich tekstów - skądinąd mam wrazenie, ze nie wiesz na czym polega autoryzacja, skoro o to pytasz w tym kontekście.
              • majaa Re: romans przyjaciela 11.03.16, 14:02
                baba67 napisała:

                > Tak mam, jestem taki Bigiel . Jak czegoś nie rozumiem to szukam aspektu finanso
                > wego. Mylę się czasem, ale rzadko.

                smile Bo, jak to mówią, jak nie wiadomo, o co chodzi, to najczęściej chodzi właśnie o pieniądzewink

                • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 06:28
                  No nie Maju, nie. U Bby o kase chodzi nie tylko przy rozwodach, ale także jak się ludzie spotkają na obiedzie - tu te wg Baby hehe zyskuje, drugi traci oczywiście KASE - raotem kilkadziesiąt złotych to kosztuje, ale wg Baby, to jest ZYSK i strata smile
                  • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:39
                    To nie jest zysk i strata tylko BRAK RÓWNOWAGI. Znów widzisz to co chcesz widzieć.
                    Może pobaw się w behawiorystke i zrób z ta koleżanką co czasem z nia chodzisz na piwo mały eksperyment. Zaplac za nią 3 razy pod rzad. Ale nie ostentacyjnie, tylko tak własnie ot tak sobie. Albo jesli wolisz pozwol żeby ona zapłaciła. I zaobserwuj jej reakcje kiedy spotkacie sie czwarty raz. I swoje tez.Tu nie będzie czynnika płciowego i może dojrzysz o co mi chodzi. Bo wychowanie w przekonaniu że facet zawsze i wszedzie powinien na widok jedzacej kobiety wyciagać portfel(co nie jest Twoja wina nie wybieramy wszak środowiska gdzie sie rodzimy) znacząco zaburza Ci percepcje .
                    • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 07:47
                      często chodzę z koleżankami na kawy, deinki i piwa i nikt nie zraca uwagi na to kto płaci, ile razy itd. To są Babo GROSZOWE sprawy. Nie narzekam na środowisko, w jakim się uro9dziłam i wychowałam, Ciesze się, ze nie podchodzę do kasy tak, żeby tak sciskać złotowkę, by się orzełek porobił smile
                      • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 08:37
                        Ale ja nie to proponowałam bo nie chodzi o sumy, tak do konca w tym eksperymencie nie chodzi tak bardzo o pieniadze. Pojdz z jedna osoba plci żenskiej gdzies trzy razy pod rząd i albo sama za nia zapłac albo pozwól żeby ona i umów sie czwarty raz. Albo chodz z tymi ludzmi i uporczywie kilka razy pod rząd nie plać tak 4, 5 razy bo wiecej osob inny warunek eksperymentu. i znow umow sie na kolejny .
                        Może cos zrozumiesz bo teraz jak widze kompletnie nie wiesz o co chodzi.
                        • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 08:39
                          I prosze po raz kolejny żebys nie sugerowala w swoich wypowiedziach ze nie wiem rzeczy oczywistych. W zadnym zdaniu nie odnioslam się do twojego stosunku do wychowania jakie odebrałas zatem może nie polemizuj z czyms czego NIE MA.
                          • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 09:08
                            Rozumiem, ze to nie Ty jesteś autorką tych słow: "Bo wychowanie w przekonaniu że facet zawsze i wszedzie powinien na widok jedzacej kobiety wyciagać portfel(co nie jest Twoja wina nie wybieramy wszak środowiska gdzie sie rodzimy) znacząco zaburza Ci percepcje ." ?smile

                            Babo, daj sobie spokój z takimi "eksperymentami" - to są sprawy GROSZOWE, powtarzam. smile
                            Dla mnie twoje podejście do kasy jest kosmiczne. Spalilabym się ze wstydu pezed samą sobą, gdybym tak wyliczała co do grosza kiedy ja koleżance piwo, czy kawę postawiłam, a kiedy ona mnie. mam koleżankę tego rodzaju - poza ta obsesją jest miła i fajna, ale te jej jazdy z oddawaneim 50 groszy, albo uważaniem, że jak się skorzystało z podwózki z kims kto i tak jedzie w daną stronę to należy się zrewanżować sa mega denerwujące, nie tylko dla mnie. Staram się ją jedmak zrozumieć, bo pochodzi ona z bardzo ubogiej rodziny i w dzieciństwie nie miała jak rewanżować się koelzankom i kolegą za upominek, czy zaproszenie na urodzinysad
                            Rozumiem jej podejście, w sensie połdłoza tegoz, dysfunkcji po prostu, ale nikt mi nie wmówi,ze to normalne zachowanie
                            • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 09:10
                              kolegom - oczywiście smile
            • bramstenga Re: romans przyjaciela 13.03.16, 13:08
              >Nie wiem o jakich sprawach rozwodowych mówisz ciągnących się z racji kasy latami Babo. Podział >majątku dorobkowego jest przeprowadzany Babeczko w odrębnym postępowaniu (o ile strony chcą) PO ROZWODZIE. W toku sprawy rozwodowej sąd może zadecydować tylko o CZASOWYM podziale n

              Nieprawda - w przypadku zgodności obu stron sąd może wydać postanowienie w sprawie podziału majątku już na sprawie rozwodowej. Jest to szybsze i zdecydowanie tańsze. Wiem, co mówię, bo sama tak zrobiłam.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 13.03.16, 14:11
                ale tylko gdy strony są zgodnesmile
        • salsa.lover Re: romans przyjaciela 11.03.16, 00:13
          kora3 napisała:

          > Pan, którego nazywasz przyjacielem wale nim nie był, to Ty go za takowego uważałaś (nierzadka sytuacja tzw. przyjaźni jednostro
          > nnej), bo gdyby był to by Cię nie oszukiwał.

          Oh jak ja uwielbiam te forumowe wszechwiedzące wyrocznie! big_grin
          Po przeczytaniu pół strony tekstu osoby, której w życiu na oczy nie widziałaś TY JUŻ WIESZ, że pan nie był moim przyjacielem a przyjaźń była jednostronna. Szklana kula? wink

          Doskonale wiem dlaczego pan mnie, i nie tylko mnie, oszukiwał i to akurat miało mało wspólnego z jakością mojej z nim przyjaźni. Oni przez długie lata tworzyli doskonałe pozory udanego małżeństwa dla całego świata. Ich wybór i ich prawo. Nikt z ich otoczenia nie wiedział, nawet wścibskie sąsiadki się nie zorientowały wink I ja nie uzurpuję sobie prawa, że to mi akurat powinien był powiedzieć, bo jak nie wiem z kim sypia to nie jest prawdziwym przyjacielem?

          Znajomość absolutnie wszelkich sekretów z życia drugiej osoby nie jest warunkiem koniecznym do przyjaźni. Wręcz przeciwnie, poszanowanie prawa do sekretu jest niezbędną częścią przyjaźni.

          Nie zakończyłam przyjaźni dlatego, że mój przyjaciel miał sekret tylko dlatego, że nie potrafiłam już go szanować ani cenić po tym co się o nim dowiedziałam. Tak samo jak nie potrafiłabym być w bliskiej przyjaźni z kimś kto na przykład jest zawodowym złodziejem i wiem, że regularnie okrada czyjeś domy.
          • kora3 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 07:17
            Może inaczej rozumiemy przyjaźń po prostu ... Dla mnie przyjaciel, to człowiek nie tworzący pozorów na użytek "wypadnięcia" przede mna i ...vice versa. jaka to przyjaźń jak się przed "przyjacielem" udaje? Nie gniewaj się, ale wg mnie właśnie - jednostronna. Ktoś może być bardzo w porządku wobec kogoś, pomóc w trudnych sytuacjach itd. i ten ktoś traktuje go jak przyjaciela, ale w druga strone to nie działa- bo tamta osoba nie dopuszcza drugiej do swego prawdziwego zycia. Gdyby pan traktował Cię jak przyjaciółke WIEDZIAŁABYŚ po pierwsze, ze para udaje, a po drugie także - DLACZEGO, bo skoto jak zrozumiałam obije udawali to jakiś ważny powód miała.
            • baba67 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 09:53
              O to to...
            • kopciuszek83 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 21:40
              Koro, w tym przypadku - o ile dobrze rozumiem - tworzenie pozorów przed resztą świata było elementem małżenskiego układu. Salsa napisała, że dopiero po kilku latach dowiedziała się, że jej przyjaciel nie mieszka z żoną, choć jak ona ich odwiedzała w ich wspólnym (w jej mniemaniu) mieszkaniu, to przyjmowali ją razem. Czyli to Salsa nie wiedziała o drugim życiu przyjaciela, żona wiedzieć musiała, skoro mąż sie wyprowadził wink Nie znamy powodów, dla których mąż i żona ten fakt ukrywali przed przyjaciółmi, ale to wcale nie znaczy z automatu, że przyjaźń była nieprawdziwa. Dla mnie przyjaźń to poczucie, że moge komuś totalnie zaufać, ale wolno mi także z tego zaufania nie korzystać i mieć sekrety.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 06:02
                Inaczej pojmujemy przyjaźń - po prosyu
            • salsa.lover Re: romans przyjaciela 12.03.16, 12:11
              kora3 napisała:

              > Może inaczej rozumiemy przyjaźń po prostu ... Dla mnie przyjaciel, to człowiek
              > nie tworzący pozorów na użytek "wypadnięcia" przede mna

              Nigdzie nie napisalam, ze chodzilo o "wypadniecie" I udawanie przede mna.
              I skad wiesz, ze nie dopuszczal mnie do swojego "prawdziwego" zycia? Strasznie duzo sobie zakladasz teoretyzujac w internecine i nie znajac absolutnie sytuacji.


              > Gdyby pan traktował Cię jak przyjaciółke WIEDZIAŁABYŚ po pierwsze, ze para
              > udaje,

              Oh, znow ten wszystko-wiedzacy ton. Przepraszam Cie bardzo, ale gdzie jest takie prawo i koniecznosc zapisane? Czy jest gdzies jakis zestaw zasad i regul ktorymi musi rzadzic sie przyjazn i masz do tego jakis tajemny dostep?

              Tak, zupelnie inaczej rozumiemy przyjazn. Jak juz pisalam, dla mnie istotnym elementem przyjazni jest poszanowanie autonomicznosci drugiego czlowieka.
              Jak rowniez, nie widzenie SIEBIE jako centrum czyjegos swiata, ze musza mnie absolutnie o wszystkim, a szczegolnie o tak trudnym i pewnie bolesnym fakcie informowac. Przyjazn to rowniez zrozumienie decyzji z ktorymi sie nie musimy zgadzac, a nie despotyczne domaganie sie: masz mi o wszystkim mowic inaczej nie jestes moim przyjacielem. To dosc dziecinne.

              a po drugie także - DLACZEGO, bo skoto jak zrozumiałam obije udawali to
              > jakiś ważny powód miała.
              >

              Troche absurdalny jest Twoj tok rozumowania, bo gdyby powiedzieli mi DLACZEGO udaja, to musieli by sie przeciez przyznac, ze udaja wink

              Gdy dowiedzialam sie o prawdzie, dowiedzialam sie rowniez dlaczego mi nic nie powiedzieli. Mieli malutkie dzieci i postanowili by tym dzieciom NIC w ich swiecie nie zmieniac.
              To byla ich decyzja, do ktorej jako dorosli ludzie mieli prawo i ja nie uwazam, ze moja zadza "absolutnej przyjacielskiej szczerosci" jest od tego wazniejsza.
              Powiedzieli prawde gdy to ONI byli na to gotowi i wytlumaczyli swoje powody. Uwazam to za akceptowalne podejscie, ktore wcale nie podwaza istoty przyjazni.
              • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 12:18
                W istocie trudno nam się porozumieć. Ty uważasz, ze od przyjaciela trzeba by się DOMAGAĆ wyznań dotyczących jego życia. Dla mnie oczywistością jest, że przyjaciel nie musi się domagać smile, bo przyjacielowi cłowiek się po prostu zwierza, po to się przyjaciół m.in. ma. Przyjaźń to nie wsółne kawki, imprezy, grillowanie i dzieci w podobnym wieku, to relacja oparta przede wszystkim na ZAUFANIU. Nie wyobrażam sobie, ze PRZED PRZYKACIELEM cokolwiek udaję.
                • salsa.lover Re: romans przyjaciela 14.03.16, 00:06
                  kora3 napisała:

                  > bo przyjacielowi cłowiek się po prostu zwierza, po to się przyjaciół m.in. ma.

                  Znow piszesz o sobie zapominajac, ze nie wszyscy ludzie sa tacy sami jak Ty. I maja do tego prawo. Nie kazdy ma potrzebe zwierzac sie z absolutnie wszystkiego i wylewac swoje zwierzenia na przyjaciol. Sa ludzie, ktorzy tworza przyjaznie zwierzajac sie z tego z czego CHCA sie zwierzac w danym momencie.
                  Poza tym jesli maz z zona zawarl umowe, ze ich intymne sprawy nie wychodza poza ich dwojke, to chyba ta umowa jest wazniejsza niz Twoje dosc absurdalne zalozenie, ze kazdy musi sie ze wszystkiego zwierzac przyjaciolom.
                  Powtarzasz jak katarynka o zaufaniu, udawaniu i prawdziwej przyjazni a zupelnie ignorujac prawo przyjaciela do zachowania czegos w sekrecie, jesli uwaza to za stosowne, dlatego uwazam Twoja postawe za domagajaca sie a nie rozumiejaca.

                  Przyjaźń to nie wsółne kawki, imprezy, grillowani
                  > e i dzieci w podobnym wieku, to relacja oparta przede wszystkim na ZAUFANIU. Ni
                  > e wyobrażam sobie, ze PRZED PRZYKACIELEM cokolwiek udaję.
                  >

                  Wiec znow wracam do pytania czy Ty posiadasz jakas jedyna sluszna definicje czym jest przyjazn? Kazdy ma prawo opierac swoja przyjazn na tym co dla niego wazne, nie Tobie to oceniac.
                  Obca anonimowa osoba na forum wydajaca wyrok czy moja przyjazn byla PRAWDZIWA czy nie na podstawie kilku akapitow, brzmi dosc smiesznie.

                  Ten sam mechanizm jak w watku obok, gdzie dziewczyna pisze o problemie z narzeczonym po czym w pewnym momencie dyskusji forumowiczki wysnuwaja teorie, ze to napewno nie byl zaden narzeczony tylko sie dziewczynie uroilo. I jada bez oporu z tym koksem. Bardzo malo to kulturalne, zeby nie powiedzec, ze wredne.

                  Co do reszty dywagacji czy moja opowiesc trzyma sie kupy czy nie.... eh Wy forumowe detektywy... odpowiem tak, ze po pierwsze nie mam czasu na klepanie postow co 5 minut i wdawanie sie w kilkuset-postowe dyskusje by Ci cokolwiek udowadniac. Bo przeciez i tak wiesz najlepiej.

                  Po drugie nie mam zamiaru opisywac tutaj szczegolowo historii tych ludzi, z chronologicznym wyszczegolnieniem faktow, kto kiedy o czym wiedzial, kto jak dlugo pracowal i kiedy sie wyprowadzil, zebyscie mogly sobie podywagowac - bo zwyczajnie nie mam do tego prawa i absolutnie nic to nie wnosi do tematu watku. Wywlekanie publicznie i poddawanie analizie ich prywatnego dramatu, tak jak to dosc swobodnie zdajesz sie robic w swoich przeroznych forumowych opowiesciach o pewnej pani, ktora pewnemu panu, ktory byl znajomym innej pani...... jest to mocno niesmaczne.
                  W internecie nic nie ginie, fakty czasem latwo kojarzyc, warto o tym pamietac.
                  I nie widze najmniejszego powodu by dawac Ci pozywke do kolejnych kilkuset postow dzielacych wlos na czworo i wydawania osadow na temat mnie i niegdys bliskich mi ludzi.
                  • baba67 Re: romans przyjaciela 14.03.16, 07:54
                    Oczywiście że masz prawo opisac tylko częśc historii streszczająć ją niemniej to trzeba UMIEĆ . Ty nie umiesz zatem się za to nie bierz. Opisujesz coś od sasa do lasa a potem foch że nie sa wróżbita Maciejem ani wróżka Małgorzatą.Sama nie pamiętasz co pisałaś, wprowadzasz sprzeczne informacje a potem nie mam prawa opisywać bo tu tacy ludzie dywagujący i się czepiają. To nie opisuj, gitary nie zawracaj i się nie czepiaj.
                    • baba67 Re: romans przyjaciela 14.03.16, 07:58
                      A tak poza tym to facet który wyprowadza się z domu a udaje przed znajomą idealne małżeństwo to żaden przyjaciel owej znajomej . Zaklinanie rzeczywistości nazewnictwem jest stare jak węgiel nie ośmieszaj się.
                      • kora3 Babo0 - ???? 15.03.16, 09:18
                        masz tu 100 proc. racji smile Nikt nie oczekuje szczegółów mogących wpłynąć na ewentualną identyfikację postaci opisanych w realu, ale jeśli się nie umie zmienić ich na tyle, by to uniemożliwić, to może lepiej wcale nie pisać...
                        Bo w tym opisie, może z powodu nieudolnych prób wlasnie zmieniania szczegółów nic się kupy nie trzyma.
                        Małzenstwo trwa w układzie, w którym żona wie, ze mąż na inną/inne. Ok, takie sytuacje się naprawdę zdarzają. Układ jest taki, bo para ma małę dzieci, które mają nie mieć pojęcia, ze miedzy rodzicami coś jest nie tak - no też ok - w sensie też się zdarza.
                        Wiadomo, ze jeśli tak jest, to taka para się przed ludźmi nie afiszuje z prawdą. Ale żeby przed PRZYJACILEM udawać, to niepojęte. Bo niby dlaczego? Żeby się nie wydało w szerszy krąg? No jeśli tak, to żaden przyjaciel, bo mu się NIE UFA.
                        Owszem, zdarza się, ze i przed przyjacielem człowiek coś ukrywa - np. w takiej sytuacji, gdy wiedza u przyjaciele na temat mogłaby narazić go na kłopoty, albo w sytuacji, gdy nie może on pomoc i ta swiadomośc będzie go dreczyla. Ale opisana sytuacja do takich nie należy ...
                        • baba67 Re: Babo0 - ???? 15.03.16, 09:46
                          Niektórzy ludzie używają terminu przyjaciel troche fejsowo-spędzamy czas na grillu, mamy wspólne zainteresowania, mozemy liczyc na jakąs pomoc w sytuacjach kryzysowych.Tu żadne zwierzenia i tajemnice nie maja miejsca. I nawet rozumiem że ktos nie chce pozostawać nawet w takiej relacji kiedy się okazuje że ow bliski znajomy (bo taki mam na to termin) okazał się nieuczciwy, ukradl naciągnął, oszukiwał żonę.ja ym nie chciała. Ale to nie jest moja definicja przyjaciela.
                  • kora3 Re: romans przyjaciela 15.03.16, 09:07
                    Jeśli szanujesz prawo przyjaciela i jego żony do ich sekretu wspólnego - poniekąd słusznie. to dlaczego pan niby tym przyjacielem przestał być? Bo zonę zdradzał, a nie odszedł od niej? No przecież sama napisałaś, ze OBOJE tak się z zoną umówili. Czyli z jakichś przyczyn ważnych wg nich tak chcieli i Tobie ...nic do tego. Z Twej jak słusznie Baba zauwaza mocno miejscami niespójnej opowieści wynika, że Twój przyjaciel zony nie oszukiwał - jak zrozumiałam WSPÓLNIE podęli decyzje o odstawianiu szopki w postaci normalnego małżeństwa przed ludźmi, w tym przed Tobą.
                    Wiec w zasadzie trudno pojąć Twe oburzenie. Z jednej strony pan przyjaciel miał g Ciebie prawo wraz z zoną mieć swoje sprawy, w które Ciebie nie wtajemniczał - no i ok - miał. Prowadził podwójne życie, ale NIE OSZUKIWAL zony, bo ona o tym układzie wiedziała i go akceptowała. Czym więc Tobie pan podpadł poza tym, że szopke odstawiał także przed Tobą?smile
              • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 13:49
                Napisałaś i to bardzo wyrażnie. napisałaś ze klamal ze musi zostawać do pozna (zonie chyba?), napisałaś ze kiedy miałas ich odwiedzic specjalnie przychodzil wcześniej zeby ODGRYWAĆ role przykładnego męza.Teraz piszesz ze układ był (komu kłamał w takim razie ?) Teraz piszesz ze niczego nie udawał. Wez dziewczyno się zdecyduj którą wersje historii opowiadasz a nie rób z tata wariata . o trollingu prócz talentu literackiego potrzebna jest dobra pamięć.
                • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 14:22
                  No dokładnie, coś mi się tu nie 3ma kupy Babo. Jak zrozumiałam - zonę mąż kłamał, że musi pracować więcej - do późna i w weekendy. No ok. Przed Salsą udawał przykładnego meza - ergo, gdy miała ich odwiedzić przychodził wcześniej. Tak zrozumiałam z tekstu Salsy. I teraz hmm czegoś tu nie pojmuję - przykjaźni się z panem Salsa, z jego żoną tez jest blisko i nie wie, że gość dużo pracuje? także w weekendy? Po jakie licho gość przychodził wcześniej, gdy ona miała przyjść? Skoro zona wierzyła, ze tyle pracuje, to dlaczego Salsa miałaby nie wierzyć? I dalej - jaki interes w odstawianiu tej szopki przed nią miałaby mieć zona tego heh przyjaciela? Że dzieci malutkie? No ok, ale chyba nie podejrzewali z mężem, ze Salsa pójdzie do malutkich dzieci i powie im, ze tatuś mamusię zdradza. I dalej - ludzie idą na układ, bo małe dzieci, tak bardzo, że ostawiają taką szopencję przed w sumie kolezanką, ALE potem pan się wyprowadza z domu i co? Te dzieci tego jakos nie zauważają? No dobra, starsze już sa, wiec wiedzą co jest grane, rodzice ich informują o rozstaniu po prostu. No i ? DALEJ odstawiają szopkę przed kolezanką? W jakimże celu? I przede wszystkim JAK przyjaciel nie wie, że się jego przyjaciel z domu wtprowadził? Pare LAT tego nie wie. Nie, no to całkiem od czapy.
                  • baba67 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 14:29
                    smile No przyjaciel nie musi wszystkiego przyjacielowi mówić, przeciez nie na tym przyjażń polega jak tu wyczytałam.
                    • kora3 Re: romans przyjaciela 12.03.16, 14:44
                      hehe
          • baba67 Re: romans przyjaciela 11.03.16, 09:52
            Mamy inna definicję przyjaciela, zadna szklana kula. Przyjażn to dla mnie stan, rodzaj braterstwa dusz a nie jak spędzaliście razem czas. Mogł Ci pomagać szczerze Cie lubić , dobrze Ci życzyc dla mnie to nie wystarczy żeby kogoś nazwać przyjacielem.Oczywiscie że nie musi opowiadać z kim sypia i jak często, nie musi opowiadać o bardzo wielu rzeczach ale musi podzielać moje wartości dlatego napisałam że tak naprawde wg mojej definicji pan przyjacielem nie był.I Twojej zdaje się tez.
      • majaa Re: romans przyjaciela 10.03.16, 10:18
        salsa.lover napisała:

        > Nie zazdroszczę Ci sytuacji, przyznam szczerze.
        > Rozpatrując sprawę na gruncie SV to mąż Twój oczywiście zachował się poprawnie
        > zachowując sekret przyjaciela dla siebie. Tu w zasadzie nie ma co dyskutować.
        > Z tonu Twojego postu wnioskuję jednak, że nie o płaszczyznę SV tu chodzi. Wyglą
        > da, że Ty czujesz się urażona i zawiedziona postawą męża i w sumie Ci się nie d
        > ziwię.
        > Mąż oczywiście mógłby usprawiedliwić swoje milczenie chęcią ochrony Ciebie. Prz
        > ecież gdybyś wiedziała o tych romansach to sama miałabyś problem czy przyjaciół
        > ce powiedzieć czy nie.
        > Tyle że z Twojego postu nie wynika aby taka była jego motywacja.
        > Będąc na Twoim miejscu czułabym się chyba bardzo nieswojo nie z myślą, że mąż u
        > szanował sekret przyjaciela, ale że mój mąż niejako nie widzi nic złego w zacho
        > waniu przyjaciela i przez ostatnie 20 lat uczestniczył świadomie w jakieś zakła
        > manej szopce. Piszesz, że całą czwórką byliście bardzo blisko. Było pewnie mnós
        > two sytuacji gdy spędzaliście radośnie czas jako dwie pary przyjaciół. I przez
        > cały ten czas mąż brał w tym udział wiedząc jaka jest prawda.

        Dokładnie. Też mam te same odczucia.


    • cetherena Re: romans przyjaciela 12.03.16, 22:49
      agnieszka81weks napisał(a):

      > Czy naprawdę trzymamy sekrety naszych przyjaciół w absolutnej tajemnicy nawet przed
      > najbliższymi?

      A jak jest Twoja definicja sekretu i dyskrecji?
      Zawsze mnie wkurzało to, że większość bab uwielbiają klepać swoim chłopom, matkom i kilku innym osobom o powierzonych im tajemnicach i w związku z tym przestałam się zwierzać.
      • vilez Re: romans przyjaciela 13.03.16, 14:12
        Dyskrecja polega też na tym, że nie pleplamy o takich sprawach przyjaciołom. Bo te sprawy nie dotyczą tylko nas i bo stawiamy przyjaciół, jak i te trzecie osoby, których to dotyczy, w głupiej sytuacji.
        • kora3 Re: romans przyjaciela 13.03.16, 15:02
          No nie Vilez - przyjaciół po t się ma, by moc im się zwierzyć ze wszystkiego, także z tego, czego wstydzilibyśmy się porudzieć innej osobie
          • majaa Re: romans przyjaciela 13.03.16, 17:12
            Owszem, przyjaciołom można się zwierzyć ze wszystkiego, ale jeśli dotyczy to nas samych, a niekoniecznie jeszcze osób trzecich. Wydaje mi się, że Vilez właśnie to miała na myśli. Jeśli ktoś powierza Ci jakiś sekret, to raczej ma nadzieję, że będziesz o nim wiedziała tylko Ty, a nie jeszcze Twój mąż albo przyjaciel czy przyjaciółka.
            • kora3 Re: romans przyjaciela 14.03.16, 22:55
              No ja zrozumiałam Vilez inaczej. Moim zdaniem uważa, ze powierzanie przyjacielowi jakiegoś sekretu może go postawić w trudnej sytuacji i nie należy tego robic. Nie zgadzam się z tym.
            • vilez Re: romans przyjaciela 15.03.16, 12:38
              Tak, Maju, o to mi chodzi. Że przyjacielowi to mogę powierzać sprawy dotyczące wyłącznie mojej prywatności czy intymności, a nie - kogoś jeszcze (męża, żony, kochanków...).
              Stawia się tego, komu powierza się CUDZE sprawy intymne w głupiej sytuacji, bo on takiej wiedzy mieć nie powinien.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka