Dodaj do ulubionych

Nadmierne chwalenie cudzego męża...

27.01.17, 14:08
Historia opowiedziana przez moją koleżankę ( znamy się kopę lat , niejedna impreza , czy wyjazd na wczasy z rodzinami itp). Z początku wydawała mi się śmieszna i "problem" błahy, ale po zastanowieniu i złożeniu faktów z ich życia ...
Koleżanka choruje ,w przeciągu 5 lat sporo przytyła ( co nie jest bez znaczenia w tej historii). Z racji tego, że w naszym mieście nie ma dobrego specjalisty, zmuszona jest jeździć prawie 300 km do innego miasta. Jeździ na te wizyty z mężem.
O ile pamiętam, była tam chyba z 6 razy. Podczas już drugiej wizyty ze zdziwieniem stwierdziła , że pani doktor , pani z recepcji i asystentka zaczęły wychwalać jej męża który czeka ma poczekalni .... Jaki to wspaniały mąż , cierpliwy (wizyta trwa do 0,5 godz) i przywiózł tyle km i torebkę popilnuje oh, ahah eh . Wspomnieć należy, że maż koleżanki w tym czasie głównie czyta prasę i pije wodę lub zrobioną przez rejestratorkę kawę. Nic więcej.

Podobno , oprócz uśmiechu, dzień dobry i do widzenia nie zamienia z nimi ani słowa smile
Koleżanka powiedziała, że było jej miło za drugą i trzecią wizytą w ten deseń , ale kolejne kadzenie biernemu i nierozumiejącego o co chodzi męża ??? już ją zniesmaczyło... Panie wręcz ćwierkają i oczekują wpatrzone w koleżankę peanów nt swojego małżonka smile Dwa razy owszem, przyznała, że ma dobrego męża jak przystało na 25-letni związek , pomagają sobie.... Ale więcej tego ćwierkania, powiedziała że nie wytrzyma wink
Dodam że mąż koleżanki to średnio przystojny, przeciętny facet , niskiego wzrostu za to ładnej , zadbanej , młodzieńczej sylwetki z rzeczywiście miłym usposobieniem. Bardzo spokojny i uczynny smile Z jej opowieści wiem, że nie jest taki kryształowy i swoje z nim przeszła ( nie zdrady).
Z jej spostrzeżeń zaczęło się to wtedy kiedy przytyła ? ;O I odnosi wrażenie, że w tych pochwałach obcych kryje się , ze jak to taki fajny facet poświęca się dla grubaski ?? Ja nie wiem co o tym myśleć , bo rzeczywiście podobne zachowania pań zauważyłyśmy będąc na wczasach. Były nas cztery pary i rzeczywiście zawsze znalazła się jakaś pani która wychwala jej męża ( pozostałej trójki facetów z naszej paczki NIE ! ) Zawsze były to panie , wdówki, rozwódki które przyplątały się do naszego towarzystwa. I rzeczywiście może coś w tym jest, bo jedna wdowa nawet nie krygując się powiedziała do nie że chce zdajcie do telefonu jej męża ! (sic!) A następna przy naszym dwutygodniowym pobycie na Mazurach zapraszała pana na wspólny spacer niby po zakupy do pobliskiego wiejskiego sklepu big_grin Z moich obserwacji facet jest naprawdę bierny i nienarzucający się. Nie umiem doradzić kumpeli, co robić w takich sytuacjach, bo nas zatyka smile Wiadomo, że jej mąż jest dorosły i sam sobie radzi w takich sytuacjach...
Po zastanowieniu się , to ją rozumiem, bo ona mnie pyta dlaczego inne dziewczyn z naszej paczki to nie spotyka, tylko jej męża się czepiają ? Co robi nie tak i jak ma reagować na takie zachwalanie i jawny podryw żeby nie wyjść na idiotkę? Ja nie wiem co jej doradzić sad
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 14:18
      Ja bym wypaliła-"teraz to nie widać ale kiedys superlaska byłam to i wybierac miałam w czym". Szczerze mówiąc tez mi się wydaje że te komplementy to na zasadzie "taki szlachetny człowiek , moglby naprawdę atrakcyjna sobie znależć a tu proszę", no ale tez niektórzy panowie maja więcej tego CZEGOŚ niz inni choć może nie każða kobieta to widzi.
    • aqua48 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 14:24
      Ja bym odparła kolejnym razem z uśmiechem - mąż jak mąż, ale jaką ma cudowną i wspaniałą żonę.
      • finka9 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 16:09
        Och ,Karol ....big_grin
    • heniek.8 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 19:04
      przytyła i wyszła jej niepewność siebie, boi się że jej pielęgniarka w kusym outficie odbije bubusia
      nie odbije, bo z 25 letnim stażem to bubuś ma 50+ lat i pewnie nie chciałoby mu się pokonywać 300 km żeby spotkać się z pielęgniarką

      jak ma się zachować? tak samo jak powinien się zachować jej mąż kiedy pan recepcjonista powie "ale ma pan wspaniałą żonę"
    • akle2 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 22:20
      Rzeczywistość jest pewnie zupełnie inna. Ta pani sobie coś wdrukowała w mózg, że wszystkie baby na jej chłopa lecą. Mam niestety taką znajomą, więc znam ten typ. Spojrzysz się od niechcenia w jego stronę raz, nie daj Boże odezwiesz w jakiejś neutralnej sprawie, a będziesz śmiertelny wróg, co na misiaczka poluje. Śmiechu warte.
      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 27.01.17, 23:08
        Powiedziec mezowi co sie dzieje, przede wszystkim.
        Maz powinien okazywac jej jawna i krolewska adoracje, poza nia zadnej nie widziec a dla bab ktore mu nadskakuja i tak ohydnie traktuja jego zone - byc grzecznym ale i prawie opryskliwie zimnym, i bezwglednie dac im do zrozumienia ze nie maja na co u niego liczyc - i tymze ostudzic zapal co do niego.

        A na prosbe o zdjecie meza bym opieprzyla aby sie zajely praca zamiast plotkami i wlasnym.

        Ktos poruszyl temat ze byc moze od utycia pani stracila na poczuciu wlasnej wartosci i pewnosci siebie. calkiem byc moze, ale zupelnie niepotrzebnie. jak mawiaja, pieknosc jest tylko powierzchowna. prawdziwe piekno jest w srodku. przez 25 lat pan na pewno poznal prawdziwa wartosc zony i wie, ze nie piekna sylwetka czyni go szczesliwym z nia.
        niemniej tusza nie jest zadna przeszkoda aby nadal pieknie wygladac. pani bedzie sie lepiej czula gdy zawsze bedzie dobrze ubrana, zrobiona itd. - jesli juz nie jest, bo nie orientuje sie co i jak.

        akle2 napisała:
        Ta pani sobie coś wdrukowała w mózg, że wszystkie baby na jej chłopa lecą.

        raczej rzadko sie zdarza aby az prosba o zdjecie meza byla "wbijaniem sobie w mozg ze na mojego misiaczka poluja".

        Minnie
        • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 14:40
          minniemouse napisała:

          > Powiedziec mezowi co sie dzieje, przede wszystkim.


          Z opisu wynika, ze czasem to się dzieje hehe w obecności tego meza, więc ....o czym trzeba mu mowic?

          > Maz powinien okazywac jej jawna i krolewska adoracje, poza nia zadnej nie widz
          > iec


          smile że co?

          a dla bab ktore mu nadskakuja i tak ohydnie traktuja jego zone - byc grzec
          > znym ale i prawie opryskliwie zimnym, i bezwglednie dac im do zrozumienia ze n
          > ie maja na co u niego liczyc - i tymze ostudzic zapal co do niego.


          Z opisu wynika, że pan nie reaguje jakoś pożywnie na te hmmm "zaloty".
          >
          > A na prosbe o zdjecie meza bym opieprzyla aby sie zajely praca zamiast p
          > lotkami i wlasnym.


          Plotkami?
          • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 00:23
            kora3 napisała:
            Z opisu wynika, ze czasem to się dzieje hehe w obecności tego meza, więc ....o czym trzeba mu mowic?

            Boze, jak tobie trzeba wszystko drobiazgowo tlumaczyc. powiedziec mezowi jak sie czuje gdy to widzi, gdy tego slucha i czego sie obawia. A byc moze maz wcale nie wie wszystkiego co o nim mowia i jak nim manipuluja wiec to tez mu powiedziec.

            Z opisu wynika, że pan nie reaguje jakoś pożywnie na te hmmm "zaloty".

            Nie wiadomo. moze grzecznie sie kryguje, wiec mowie - koniec z tym. Zimne dziekuje i w tyl zwrot do zony. Pokazywac grzecznie plecy, i to jak najszybciej. Chyba ze to jakas normalna kobieta a nie "hihi, miodzio.."

            Plotkami?

            Tak Koro - plotkami. O ile dobrze zrozumialam kobieta jezdzi 300km do placowki medycznej bo taka dobra specjalizacja. Panie powinny zajac sie praca nie mezem pani. Nia, jej badaniami a tym bardziej iz pani poswieca az 300 km zeby tej swietnej specjalizacji na sobie doswiadczyc. To jest bezczelnie i nieprofesjonalne przekraczanie granicy zawodowej z ich strony. Co je cudzy maz obchodzi? jakim prawem? jakim prawem komentuja cudzego meza, cudze zycie prywatne? to jest praca, niech swoj zachwyt i opinie zatrzymaja dla siebie.
            Panie nie powinny nawet miec smialosci wypowiadac sie na temat prywatnego zycia pani czyli automatycznie - komentowac meza pani. Wszelkie trajkotanie o poza sluzbowych sprawach to po prostu plotkowanie.

            Minnie
            • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 07:52
              minniemouse napisała:

              >
              > Boze, jak tobie trzeba wszystko drobiazgowo tlumaczyc. powiedziec mezowi jak si
              > e czuje gdy to widzi, gdy tego slucha i czego sie obawia. A byc moze maz wcale
              > nie wie wszystkiego co o nim mowia i jak nim manipuluja wiec to tez mu powiedzi
              > ec.


              Ludzie są z sobą25 lat i maz nie widzi, kiedy zonie jest przykro?

              > Nie wiadomo. moze grzecznie sie kryguje, wiec mowie - koniec z tym. Zimne dzie
              > kuje i w tyl zwrot do zony. Pokazywac grzecznie plecy, i to jak najszybciej. Ch
              > yba ze to jakas normalna kobieta a nie "hihi, miodzio.."


              Ło matko hehesmile


              > Panie nie powinny nawet miec smialosci wypowiadac sie na temat p
              > rywatnego zycia
              pani czyli automatycznie - komentowac meza pani. Wszel
              > kie trajkotanie o poza sluzbowych sprawach to po prostu plotkowanie.


              Odniosłaś się do tego hmm zdjęcia ja zrozumiałam, że to jakaś pani na wczasach czy gdzieś jee chciała a nie personel medyczny - ale może się mylę.
              Swoją drogą - cieszę się, że nie mam takiej jazdy jak ta pani, bo to ... no naprawdę dziwactwo
      • lati7 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 02:15
        akle2 napisała:

        > Rzeczywistość jest pewnie zupełnie inna. Ta pani sobie coś wdrukowała w mózg, ż
        > e wszystkie baby na jej chłopa lecą. Mam niestety taką znajomą, więc znam ten t
        > yp. Spojrzysz się od niechcenia w jego stronę raz, nie daj Boże odezwiesz w jak
        > iejś neutralnej sprawie, a będziesz śmiertelny wróg, co na misiaczka poluje. Śm
        > iechu warte.

        Na początku, też mi było do śmiechu, ale coś w tym jest jak przypomniała mi rózne sytuacje... I
        Jakby tak było , to z pewnością panie na wczasach " nie pozwalały sobie' ... A tak uznają , że z chwilą utycia staje się ślepą imbecylkom, traci się rozum, cięty język i obojętnieje na swojego męża.
        Koleżanka to miła i kulturalna osoba. Nie robi scen zazdrości,i nie waruje obok swojego faceta. Zawsze zadbana , podmalowana i ufryzowana. Ma ładną twarz i fajny gust. Jej uśmiech i zażenowanie uznawane jest jako przyzwolenie do pozwalania sobie do wchodzenia między małżonków. To panie chętne przygody atakują i próbują wyzwolić "misiaczka" z rąk puszystej żony. Z góry uznają, że zostawi ją i pobiegnie za chętną. Nie bardzo rozumiem ? Koleżanka ma zachęcić męża do bliższej znajomości ??? Obserwując takie sceny , podchody i wicie się jest naprawdę przykre i żenujące. Najlepsze jest to, że takie idiotki nie przejmują się niczym. Tym , że facet ma je w d... i że wszyscy na to patrzymy. Nie przejmują się nawet , dosiadając się na wczasach do naszej grupy i kiedy nastaje krepująca cisza po ich przybyciu...

        • heniek.8 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 07:02
          lati7 napisał(a):

          > Nie bardzo rozumiem ? Koleżanka ma zachęcić męża do bliższ
          > ej znajomości ???

          a skąd to ci się wzięło z tym zachęcaniem?
          kluczem do sprawy jest do że pani jest nieatrakcyjna i przez to czuje się zagrożona, jej mózg wzmacnia słabe sygnały i prezentuje jej jako niebezpieczeństwo,

          gdyby pani była 8/10 to wychwalanie męża przyjmowałaby ze spokojem i zrozumieniem a teraz jest w niższej lidze niż mąż i wychodzą z niej kompleksy.

          ale spokojnie - facet ma swoje lata i nie sądzę żeby chciało mu się kręcić z personelem szpitala oddalonego o 300km
          • baba67 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 12:21
            Zastanawiam się czy rzeczywiście to się zaczęlo kiedy przytyła i tylko z tego powodu? Bo mogły byc tez inne czynniki. Mąż może mieć naprawdę duużo sexapilu który dla pań towarzysko zaprzyjażnionych może nie byc tak odczuwalny. Prawdopodobnie zawsze bardzo podobał sie kobietom ale po pierwsze panie 10, 15, 10 lat temu nie były tak statystycznie zdesperowane, po drugie, rzeczywiście obecność atrakcyjnej kobiety przy boku pana skutecznie panie zniechęcała.
            • lati7 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 13:40
              baba67 napisała:

              > Zastanawiam się czy rzeczywiście to się zaczęlo kiedy przytyła i tylko z tego p
              > owodu? Bo mogły byc tez inne czynniki. Mąż może mieć naprawdę duużo sexapilu kt
              > óry dla pań towarzysko zaprzyjażnionych może nie byc tak odczuwalny. Prawdopodo
              > bnie zawsze bardzo podobał sie kobietom ale po pierwsze panie 10, 15, 10 lat te
              > mu nie były tak statystycznie zdesperowane, po drugie, rzeczywiście obecność at
              > rakcyjnej kobiety przy boku pana skutecznie panie zniechęcała.
              >

              Ja tam nie wiem czy ma dużo sexapilu, bo dla mnie to wieloletni kolega i facet mojej koleżanki i nie rozpatruję go w tej kategorii. Ale masz rację Babo , z tego co pamiętam babki zawsze leciały na niego , nawet jak kumpela była laska. Sama jej powiedziałam, że nic się przecież nie zmieniło ... Ona chyba wie sama, że to jej wygląd zewnętrzny powoduje te wyostrzenie na śmielsze zaloty innych kobiet. Myślę, że jest to doskonały pretekst do większego zadbania o siebie. Tylko jak to jej powiedzieć ? sad Dochodzi kwestia jej choroby i kłopotów z hormonami ... To jest pewnie pośrednia przyczyną nadwagi.
              • baba67 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 14:02
                No i panie ok 50 czują że to juz ostatni dzwonek żeby sobie kogos upolowac i się tak nie obcyndalaja jak 30 tki czy wczesne 40tki. Czyste desperados. Tak to możesz przedstawic koleżance żeby nie czuła takiej presji że to tylko jej wygląd. Gdyby wyglądała lepiej problem by był, tylko odrobinę mniejszy. To zupełnie naturalne że za przyjaciól płci męskiej wybieramy sobie osoby których seksapil na nas nie działa tj nie mamy z nimi chemii ale jest płaszczyzna porozumienia.Dla nas chemie maja nasi męzowie i dlatego za nich się wydałyśmysmile Tym częściej się dziwimy "co te babki w nim widzą" skoro my nie widzimy.
          • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 21:52
            heniek.8 napisał:
            lati7 napisał(a): Nie bardzo rozumiem ? Koleżanka ma zachęcić męża do bliższej znajomości ???
            >a skąd to ci się wzięło z tym zachęcaniem?

            Ja tez nie wiem.po prostu wymyslila sobie to aby miec pretekst do dalszej dyskusji smile

            Minnie
    • engine8 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 00:49
      O rany, rob jak moja zona... Jak mnie ktoś chwali to ona zaraz jak to pozory mylą ponieważ mnie nie znają i ja jestem okropnym mężem a jedynie obcym się wydaje ze taki aniołek i ze jej się tez tak kiedyś wydawało a teraz się musi meczyc.. A ona go ciagnie ze soba wlasnie dlatego zeby w domu nie siedzial jak Ferdek Kiepski.
    • engine8 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 00:51
      A tak na serio to musze przyznac ze albo sie w takim towarzystwie obracasz albo z kobietami jest juz tak zle?
    • kolpik124 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 12:54
      przegadaj z mężem sprawę, na forum nie opisuj swoich problemów
    • matylda1001 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 14:56
      Katarzyna Niezgoda i Tomasz Kamel... do niedawna byli parą... On przystojny, zawsze nienagannie ubrany, ona - niezbyt ładna buzia, zwały tłuszczu widoczne pod obcisłymi, zupełnie niedobranymi do sylwetki strojami. Znam parę, która utrzymywała z nimi bardzo bliskie kontakty towarzyskie. Oboje twierdzą, że pod względem intelektualnym Kamel nie dosięga Niezgodzie do kolan, a jednak to jemu współczuła tzw "opinia publiczna"... że co on w niej widzi, że stać go na lepszą, że Kasia złapała Pana Boga za nogi a Tomuś taki szlachetny, że jej nie zostawił, pewnie z litości. Obrzydliwe! W końcu to ona zostawiła jego, chciała mieć dzieci a on nie chciał. Myślę, że wielu ludzi, nie tylko kobiet, pada ofiarą mody na szczupłość. Jak ktoś grubszy to już gorszy - tak jest postrzegany przez większość i taki człowiek traci przeważnie pewność siebie za to nabawia się kompleksów, staje się przeczulony na swoim punkcie i zaczyna "dostrzegać" takie rzeczy, jakich będąc szczupłym nie dostrzegłby nigdy.
      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 28.01.17, 21:54
        Masz racje Matyldo. pocieszajace jest to ze tak postrzega tylko pewna grupa tzw birdbrain czyli ptasie mozdzki big_grin
        Nimi nie ma sie co przejmowac!

        Minnie
      • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 11:59
        A po mojemu to trochę inaczej wygląda Matti. Owszem, pomiędzy wspomnianą parą była spora dysproporcja w atrakcyjności fizycznej, co pani Niezgoda no jak sama zauważasz podkreślała jeszcze niedobranymi strojami i stylizacją ogólnie. Tak, miała prawo, jej sprawa. Jednocześnie no będąc w związku z osobą jakoś tam rozpoznawalna jak Kamel na. trzeba liczyć się z tym, ze będzie się ze tak powiem pod obstrzałem fleszy, spojrzeń no i języków.

        Rzecz jednak w tym, że pani Niezgoda chyba (chyba, bo nie śledziłam, widziałam te parę kilka razy w TV i raz jeden na żywo) zawsze tak się prezentowała. A skoro tak, to znaczy, ze się panu Kamelowi taka spodobała - logiczne.
        W sytuacji gdy ktoś wcześniej atrakcyjny fizycznie gwałtownie takim byś przestaje np. wskutek choroby odbiera to inaczej. Raz, ze trudno mu samemu pogodzić się z brakiem dawnej atrakcyjności, dwa obawia się jak na te zmianę zareaguje partner/rka. Po prostu czuje się źle w tym nowym wcieleniu. Niewykluczone, ze tak jest z opisaną tu pania. Jak wspomniała Lati teraz sobie uświadomiła, że pan był w zasadzie od zawsze obiektem takich wychwalanek. I wtedy to jakoś zonie, którą Lati określiła jako dawniej "super laske", nie przeszkadzało. Zaczęło teraz, gdy sama nie czuje się atrakcyjna.
        Jak tak sobie uświadamiam teraz ja smile - to mój partner może nie jest, a bywa takim obiektem - często te wychwalanki są skierowane do mnie - że taki męski, przystojny, odważny itd. Nie odbieram tego źle - poniekąd uważam go przecież za ww. smile - dla mnie to oczywiste, że zniewieściałego, tchórza i niepasującego mi z wyglądu bym nie chciała smile Czasem on się spotyka z takimi uwagami na mój temat ze strony panów i też nie widzi w tym nic złego....
        • matylda1001 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 14:56
          Widzisz, Korciu... Rzecz w tym, że tzw opinia publiczna miała gdzieś preferencje pana Kamela. Opinia publiczna uznał autorytatywnie, że pani Katarzyna nie pasuje do pana Tomasza i na tej podstawie pan Tomasz urósł w ich oczach do rangi świętego/bohatera. Amen! Nie wiem co na to sama pani Niezgoda bo znajomym ze swoich osobistych przemyśleń sprawozdania nie zdawała. Może jej było przykro jak bohaterce wątku, a może miała w nosie ludzkie gadanie.
          Co do bohaterki wątku to nie od zawsze tak było, że mąż był przedmiotem westchnień pań z otoczenia. Zaczął być dopiero wtedy, gdy żona stała się (TYLKO WIZUALNIE!) mniej atrakcyjna. Lati o tym napisała. Może koleżance Lati trudno sie pogodzić ze zmianami, ale takie uwagi utwierdzają ją w przekonaniu, że jest gorsza. Może obawia się, że mąż też tak rozumuje i uzna siebie za postać wyjątkową? Trudno tu coś doradzić, dużo zależy od tego, kim ci ludzie byli dla siebie wzajemnie wtedy, gdy oboje byli młodsi, zdrowi, spokojni.
          • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 15:07
            matylda1001 napisała:

            > Widzisz, Korciu... Rzecz w tym, że tzw opinia publiczna miała gdzieś preferencj
            > e pana Kamela. Opinia publiczna uznał autorytatywnie, że pani Katarzyna nie pas
            > uje do pana Tomasza i na tej podstawie pan Tomasz urósł w ich oczach do rangi ś
            > więtego/bohatera. Amen! Nie wiem co na to sama pani Niezgoda bo znajomym ze swo
            > ich osobistych przemyśleń sprawozdania nie zdawała. Może jej było przykro jak b
            > ohaterce wątku, a może miała w nosie ludzkie gadanie.


            Matti, jak wspomniałam - jak się jest z jakimś znanym człowiekiem to trzeba liczyć się z tym, ze się będzie obserwowanym czy tam ocenianym.

            > Co do bohaterki wątku to nie od zawsze tak było, że mąż był przedmiotem westchn
            > ień pań z otoczenia. Zaczął być dopiero wtedy, gdy żona stała się (TYLKO WIZUAL
            > NIE!) mniej atrakcyjna. Lati o tym napisała.


            Wiesz, ja oparłam się na tym poscie wątkodawczyni: forum.gazeta.pl/forum/w,10226,163268224,163268224,Nadmierne_chwalenie_cudzego_meza_.html?p=163274078


            Może koleżance Lati trudno sie po
            > godzić ze zmianami, ale takie uwagi utwierdzają ją w przekonaniu, że jest gorsz
            > a.


            A być może TERAZ tak to interpretuje, bo sama siebie widzi jako nieatrakcyjną fizycznie? Wcześniej - z tego co pisze Lati nie miała problemu z tym, ze jej maż jest taki wychwalany...

            Może obawia się, że mąż też tak rozumuje i uzna siebie za postać wyjątkową?
            > Trudno tu coś doradzić, dużo zależy od tego, kim ci ludzie byli dla siebie wzaj
            > emnie wtedy, gdy oboje byli młodsi, zdrowi, spokojni.


            No ale z opisu wynika, że między nimi wszystko w porządku jest - mąż na pewno nie ideał, bo takich nie ma wcale, ale ok.

            Przecież z opisu wynika, że panie go wychwalają, a nie walą tekstami: Co taki wspaniały facet widzi w grubasce? To pani w tym wychwalaniu to "słyszy"
          • kora3 Yaja sytuacja Matti :) 29.01.17, 15:47
            Ten watek przypomniał mi o pewnej sytuacji, nieco podobnej. Otóż w oddziale lokalnym telewizji w moi rodzinnym mieście pracował operator mający ogromne powodzenie u pań. Rzeczywiście był to mężczyzna bardzo przystojny. Miał nawet na okoliczność owego powodzenia ksywkę smile coś jak "Miodzio" - z tego gatunku smile. Zyskał ja po tym, jak pewna nastolatka tak właśnie go nazwała smile Pan był zajęty, związany z kolezanką z pracy , wydawcą. Tam się zresztą poznali. Jego partnerka, a potem zona była osobą atrakcyjną, acz nie w tak uderzający sposób jak pan. To zainteresowanie nim pań bez względu na wiek bardzo ją śmieszyło, autentycznie, znałam ją w miarę dobrze. Wszystko zmieniło się, gdy pani zaszła w ciążę. Ponieważ ciąża była zagrożona poszła dość szybko na zwolnienie lekarskie. No, a pan pracował dalej...No i zaczęło się - sprawdzanie jego rzeczy, histeria gdy dłużej pracował itd. Wszyscy to kładli na karb zwyczajnie hormonow, no i tego, że kobita się nudzi w domu zwyczajnie. Przez te jazdy o mało się ten związek nie rozpadł, ale jakoś przetrwał.
          • baba67 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 15:57
            I to głęboka prawda że można całe lata patrzeć a nie widzieć, sluchać a nie słyszeć, a tu pstryk-zmieniaja się warunki nagle cos się niby pojawia, co było oczywiste dla otoczenia a dla zainteresowanego nie.Lati wyrażnie napisała że mąz zawsze przyciągał uwagę ale żóna tak bardzo nie zwracała na to uwagi, nic sobie z tego nie robiła dopóki jej atrakcyjnośc fizyczna znacznie zmalała. I tez tak myślę-ona się boi że mąż zacznie patrzec na siebie tak jak wychwalające go panie-biedaczek bohater trwa dzielnie przy grubasce.
            • matylda1001 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 16:19
              Nie wiem gdzie Wy wyczytałyście, że te pochwały dla męża były zawsze. Lati wyraźnie napisała, że koleżanka zauważyła je już po tym jak przytyła a i sama Lati potwierdza, że tez zauważyła (np. w czasie wspólnego pobytu na wczasach).
              • kora3 Tutaj Matti :) 29.01.17, 16:21
                forum.gazeta.pl/forum/w,10226,163268224,163268224,Nadmierne_chwalenie_cudzego_meza_.html?p=163274078
                w poście Layi do Baby, który już Ci linkowałam raz smile
                • matylda1001 Re: Tutaj Matti :) 29.01.17, 21:17
                  Dwa razy linkowałaś cały wątek i nie pomyślałam, żeby szukać niżej a w pierwszym poście było, że cała sprawa zaczęła się już w czasie choroby koleżanki. Trzeba było ten właściwy post wyciągnąć jako pierwszy, ale mniejsza o to.
                  Skoro sprawa ma się tak, że mąż cieszy się sympatią pań od zawsze, to jedynie potwierdza moje przypuszczenie, że chodzi o zmniejszone poczucie własnej wartości i niepewność w związku, poczucie zagrożenia. Myślę, że nawet najlepsza przyjaciółka nic tu nie pomoże, a gdyby mąż nagle zaczął zachowywać się jakoś przesadnie czule to mogłoby spowodowac skutek wręcz przeciwny - mąż przymila się bo chce uśpić moją czujność. Ja myślę, że ta żona mogłaby porozmawiać z psychologiem zanim popadnie w paranoję.
                  • kora3 Re: Tutaj Matti :) 29.01.17, 23:36
                    matylda1001 napisała:

                    > Dwa razy linkowałaś cały wątek i nie pomyślałam, żeby szukać niżej a w pierwszy
                    > m poście było, że cała sprawa zaczęła się już w czasie choroby koleżanki. Trzeb
                    > a było ten właściwy post wyciągnąć jako pierwszy, ale mniejsza o to.


                    No wiesz, nie dało się - nie da się zalinkowac postu be4xz cytatu, jeśli ów w nim jest smile

                    > Skoro sprawa ma się tak, że mąż cieszy się sympatią pań od zawsze, to jedynie p
                    > otwierdza moje przypuszczenie, że chodzi o zmniejszone poczucie własnej wartośc
                    > i i niepewność w związku, poczucie zagrożenia. Myślę, że nawet najlepsza przyja
                    > ciółka nic tu nie pomoże, a gdyby mąż nagle zaczął zachowywać się jakoś przesad
                    > nie czule to mogłoby spowodowac skutek wręcz przeciwny - mąż przymila się bo ch
                    > ce uśpić moją czujność. Ja myślę, że ta żona mogłaby porozmawiać z psychologiem
                    > zanim popadnie w paranoję.


                    Peenie jest to pomysł nie od rzeczy, na razie sobie wkreca
    • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 09:45
      Jakoś tak nie za bardzo wierzę, że przeciętny facet ma takie branie smile Ale może jest tak, że te panie jakieś zachowania pana - np. uprzejmośc źle interpretują. Możliwe też, że koleżanka jest przewrażliwiona, bo przytyła. Nie, nie ma to nic wspólnego z kultem szczupłości. Po prostu - inaczej do pewnych spraw się podchodzi, gdy są "od zawsze", inaczej - gdy zaistnieją...Moja dobra kolezanka jest nie tak puszysta, jak otyła. Nie ma z tego powodu kompleksów, zaczęła się odchudzać ze względów zdrowotnych. Z mezem jest chyba też coś od ćwierćwiecza, poznał ją i pokochał, gdy była już mocno otyła. W moim i nie tylko moim odczuciu jest to kobieta atrakcyjna. Ma śliczną buzię, włosy, jest zadbana i mąż no bywa o nią zazdrosny tym bardziej, że ma ona taką pracę, ze spotyka w niej sporo ludzi, w tym panówsmile A amatorów pań puszystych nie brakuje wcale smile Mąż koleżanki jest dość przystojny, szału nie ma, ale podobać się może. Raz jeden miałam okazję usłyszeć komentarz w temacie, że co takiego fajnego gościa trzyma przy takiej grubej babiesad Dodam, że komentarz ten wygłosiła pani z 15 lat od obojga starsza, zamężna i ...wcale nie szczupła.

      Na miejscu koleżanki zwyczajnie ignorowałabym te uwagi. Tym bardziej, ze nic za nimi nie idzie ze strony meza.
    • firlefanz Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 21:28
      to chyba jest przewrażliwienie spowodowane kompleksami (koleżanka podświadomie boi się, że ze względu na otyłość mąż ją zdradzi).
      Przecież patrząc realistycznie to szanse, że mąż zacznie romans z panią z recepcji z miasta oddalonego o 300 km są niewielkie - i nie sądzę, że te panie go podrywają - chwalą, bo liczą że dzięki komplementom taki romans się zacznie! No bez przesady.
      Może rzeczywiście ma "to coś" powodzenie u kobiet, które sprawia, że każda rozmowa się robi bardziej flirciarska w charakterze.
      A może to mówienie o pomocnym mężu to jest taki small talk pań z przychodni, które chcą być miłe. Bo o ile to nie jest choroba zagrażająca życiu to rzeczywiście jeżdżenie z kimś ZA KAŻDYM RAZEM 300 km świadczy o zaangażowaniu.
      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 29.01.17, 23:53
        firlefanz napisała:
        to rzeczywiście jeżdżenie z kimś ZA KAŻDYM RAZEM 300 km świadczy o zaangażowaniu.

        To jest przeciez normalne w malzenstwie. 300km to spora odleglosc. jak sie ma problemy zdrowotne mozna w czasie jazdy np zaslabnac, stracic orientacje itp. a nawet zwyczajnie czlowiek czuje sie lepiej, razniej z kims.
        jesli sa takie mozliwosci lub wrecz trzeba, to kto jak nie wlasnie maz lub zona ma jechac ze swoja polowa??

        Minnie
        • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 00:08
          Może4 u Ciebie az smile małżeństwa potrzeba do tego, ale dla mnie w sytuacji gdy ktoś może zasłabnąć/ stracić orientację zwyczajne bliskie koleżeństwo a nawet niekoniecznie bardzo bliskie kazałoby mi to zrobić... Tylko, ze przedmówczyni mówiła o sytuacji gdy nie ma czegoś takiego. czy to dziwne ze mąż/żona/ partner/ka, matka/ojciec/brat/siostra/ przyjaciel przy braku takiej sytuacji jedzie ? Nie. nie jest, ale nie jest też dziwne, gdy nie jedzie jeśli nie ma takiej potrzeby. Przez kilka lat byłam w takim położeniu, ze nie było tu na miejscu mego partnera. Jasne było, ze gdybym miała sobie sama nie dac rady ma mi kto pomóc. Bywało tak w sytuacjach zdrowotnych także, ale bywały takie gdzie dałabym sama radę. Mimo to mój eksio zawsze mi towarzyszył, także - gdy nie musiał. I owszem, spotykało się to ze zdziwieniemsmile Ale to w końcu nasza sprawa...Ale zdziwienie też nie dziwne
          • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 20:45
            kora3 napisała:
            > Może4 u Ciebie az smile małżeństwa potrzeba do tego, ale dla mnie w sytuacji gdy ktoś może zasłabnąć/ stracić orientację zwyczajne bliskie koleżeństwo a nawet niekoniecznie bardzo bliskie kazałoby mi to zrobić...

            Koro, mysl - pojechac moze kazdy, nawet taksowka, ale akurat malzonek to robiac to w zaden sposob sie nie poswieca. A juz kolezanka ktora nie ma takiego obowiazku, owszem - robi ci przysluge.
            Maz- nie. nigdy. On po to jest. A ty dla niego.

            Minnie
            • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 31.01.17, 08:06
              Dziwne podejście Minnie ...
              • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.02.17, 13:29
                kora3 napisała:
                > Dziwne podejście Minnie ...

                Ze w pracy trzeba pracowac i umiec zachowywac sie profesjonalnie?
                rzeczywscie bardzo dziwne .. uncertain

                Minnie
                • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.02.17, 13:33
                  Pasowałoby wiedzieć co się wcześniej napisało i na co się komuś odpowiada. Dla mnie dziwnym podejściem jest podejście, że maz/zona jest zobowiązany towarzyszyć nam wszędzie i zawsze , także gdy to zbędne to to obowiązek. Nie, wcale nie. Sa sytuacje różne - takei w których to oczywiste, ze bliska osoba powinna być z nami i takie w których weypadaloby za to okazać wdzięczność, a nie traktować to jak należność- ale zapewne masz inne podejście
                  • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 02.02.17, 02:18
                    kora3 napisała:
                    Pasowałoby wiedzieć co się wcześniej napisało i na co się komuś odpowiada. Dla
                    mnie dziwnym podejściem jest podejście, że maz/zona jest zobowiązany towarzyszyć nam wszędzie i zawsze , także gdy to zbędne to to obowiązek.


                    Znowu Korciu sobie dospiewalas cos czego w ogole nie napisalam.

                    Sa sytuacje różne - takei w których to oczywiste, ze bliska osoba powinna być z
                    nami i takie w których weypadaloby za to okazać wdzięczność,


                    to przeciez oczywiste. i akurat 300 km w jedna strone to sytuacja gdzie jest oczywste ze maz jedzie z zona. no chyba, ze nie moze sie z pracy zwolnic.

                    Minnie
                    • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 02.02.17, 08:30
                      minniemouse napisała:

                      > Znowu Korciu sobie dospiewalas cos czego w ogole nie napisalam.


                      Rozumiem, ze nie ty to napisałaś:"Koro, mysl - pojechac moze kazdy, nawet taksowka, ale akurat malzonek to robiac to w zaden sposob sie nie poswieca. A juz kolezanka ktora nie ma takiego obowiazku, owszem - robi ci przysluge.
                      Maz- nie. nigdy. On po to jest. A ty dla niego." ?
                      >
                      > to przeciez oczywiste. i akurat 300 km w jedna strone to sytuacja gdzie jest o
                      > czywste ze maz jedzie z zona. no chyba, ze nie moze sie z pracy zwolnic.


                      Wg mnie oczywiste jest, gdy żona /inna bliska osoba wymaga pomocy, opieki, wsparcia. Tu to nie zachodzi, jak wynika z opisu wątkodawczyni. Pan jeździ z oną bo chce, a po wizycie spędzają sobie miło czas.. No i bardzo fajnie poniekądsmile Ale sądzę, ze gdyby szło o osobę np. niesprawną ruchowo, czy cierpiącą np. na złośliwego raka, to w nikim asysta bliskiej osoby nie zbudziłaby nijakiego zdziwienia.
                      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 03.02.17, 02:00
                        kora3 napisała:
                        Ale sądzę, ze gdyby szło o osobę np. niesprawną ruchowo, czy cierpiącą np. na złośliwego raka, to w nikim asysta bliskiej osoby nie zbudziłaby nijakiego zdziwienia.


                        Alez nie powinna budzic takze gdy w/g ciebie "żona /inna bliska osoba wymaga pomocy, opieki, wsparcia" - po prostu nie rozumiesz, i jak widze wiele ludzi ktorych tez to dziwi nie rozumie,
                        - na czym naprawde polega zwiazek.

                        Kolezanka?, Koro, zamiast meza bo "sprawa jest malo wazna (czyli: nie rak, sprawna ruchowo, itp)" ??? Chryste.
                        Dla mnie jezeli ktos Koro uwaza ze nie ma prawa fatygowac swojego meza 300km do lekarza bo jedzie "z za malo wazna sprawa" - to mam powazne obawy co do jakosci takiego zwiazku. I zony statusu w nim sad

                        Minnie
                        • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 03.02.17, 08:42
                          Tradycyjnie - masz problemy ze zrozumieniem po polsku Minnie. Napisałaś tak, że mąż ma obowiązek towarzyszyć zonie podczas takiej wizyty, bo od tego jest i nikogo nie powinno to dziwić. Tymczasem no ja uważam nieco inaczej - właśnie z tej przyczyny, że pani jest sprawna, a choroba nie jest źle rokująca, pani nie potrzebuje asysty - więc taka asysta dowolnej osoby bliskiej budzi czyjeś miłe zaskoczenie. Poza tym no w dobie gdy wszyscy ze tak powiem "pilnują" pracy być może kolo, który może sobie pozwolić na taka asyste zonie budzi zdziwienie.


                          Jak już pisałam - sama tego wiele razy doświadczyłam - tego zdziwienia i to że tak powiem z różnych pozycji. Nierzadko personel medyczny mówił mi, że hehe maż musi mnie bardzo kochac, bo tyle czasu czeka. Przeważnie szło o mego eksa smile - z czysto obiektywnych przyczynsmile Po prostu fakt, że niesędziwą kobietą "na chodzie" tak ktoś się opiekujesmile
                          Sama taką heh opiekunka byłam też budzącą zdziwienie - jak moja mam do nas przyjechała na dłużej, złamała sobie rękę po paru dniach. Na szczęście niegroźnie, no ale trzeba było odbyć wiele wizyt u lekarza. Moja mama poza tą ręką była całkowicie sprawna i przecież nie staruszka. Ale była tez nietutejsza, nie orientowała się w topografii itd. Stąd towarzyszyłam jej podczas każdej wizyty, także w gabinecie lekarskim i też spotykało się to z miłym zaskoczeniem personelu, że och córa bardzo pania kocha. Kocham bardzo, ale moja mama na co dzień mieszka gdzie indziej i nie potrzebuje niańki. Tu potrzebowała hmmm przewodnika i kierowcy smile w tej sytuacjo, a ja mam nienormowany czas pracy - co wcale nie jest standardem- stąd zwiezienie niektórych, że mamą obiektywnie nie potrzebującą takiej asysty dorosłe dziecko tak się opiekuje.

      • lati7 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 09:03
        firlefanz napisała:
        > A może to mówienie o pomocnym mężu to jest taki small talk pań z przychodni, które chcą być miłe. Bo o ile to nie jest choroba zagrażająca życiu to rzeczywiście jeżdżenie z kimś ZA KAŻDYM RAZEM 300 km świadczy o zaangażowaniu. <

        Koleżanka wypominała, że gdyby nie wyjazd do specjalisty, to czuje się jak na wycieczce i że jej M jedzie z nią bez niechęci. Po wizycie idą na obiad do restauracji lub do kawiarni na kawkę i spacer po mieście. Mają czas tylko dla siebie. Rzeczywiście widać, że kolega jest zaangażowany, nie wiedziałam , że potrafi to wzbudzić taki podziw i jest coś nadzwyczajnego w "zdrowym" małżeństwie ? Powiedziałam kumpeli , tak jak Firlefanz , że to tylko takie gadanie pań pitu , pitu smile I żeby następnym razem skwitowała te zachwyty , że gdyby by to on na jej miejscu, to też by mu popilnowała torbę i kurtki big_grin Ciekawi mnie tylko czy żona też otrzymałaby takie pochwały ?? Ale , jednak coraz bardziej skłaniam sie do tego , aby uznać te peany do kolegi za zwykły small talk , chociaż nie byłam i nie widziałam...
        • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 09:11
          Wiesz, ja też mam takie wrażenie. Po prostu gadanie, żeby coś powiedzieć. Sama się z tym spotkałam. Przez kilka lat byłam w takiej sytuacji, ze na mego partnera w sytuacjach drobnych w tygodniu nie mogłam liczyć - pracował ponad 400 km od naszego miejsca zamieszkania. więc pomagali mi w takowych inni ludzie, koledzy, koleżanki, ale przede3 wszystkim mój eks. Nie raz i nie dwa słyszałam "Mąż panią musi bardzo kochać"smile jak siedział ze mną np. u lekarza ...Wyjaśniałam, nie mąż, przyjaciel. Mój eks jest osobą bardzo opiekuńczą po prostu, a to były sytuacje niewymagające pomocy fizycznej ani psychicznej. Do tego ma nienormowany czas pracy, co też jest niebagatelne, bo wszak nie każdy ot tak może sobie z pracy wyjść, by kogoś zawieźć do lekarza, szczególnie, gdy ten ktoś z powodzeniem dałby rade pojechać sam ...
          • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 20:53
            kora3 napisała:
            Po prostu gadanie, żeby coś powiedzieć.

            To sie mowi o pogodzie, komplementuje torebke pacjentki, albo komentuje popularny serial telewizyjny, albo po prostu o najnowszych ciuchach w sklepie.

            Minnie
            • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 31.01.17, 09:54
              Pewnie tak, ale normalnej kobiecie by latało takie coś, jak gadka o jej mężu ze jaki fajny. Ta kobita ma problem z sobą, to i wszystko widzi w krzywym lustrze - proste
              • horpyna4 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.02.17, 13:55
                Koro, ja to jednak widzę trochę inaczej. Nie sądzę, żeby ta pani miała problem ze sobą, a na pewno nie jest to sprawa kluczowa.

                Problem jest zupełnie inny - uprzedmiotowienie kobiet w naszym społeczeństwie za zgodą również większości kobiet. Dla nich to normalne, że kobieta jest paprotką, bibelotem, a jeżeli nie jest zbyt urodziwa (lub przestała być), to nie zasługuje na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony mężczyzny.

                I dlatego właśnie facet towarzyszący niezbyt urodziwej żonie uważany jest za ponadnormatywnie szlachetnego, takiego poświęcającego się. Stąd to chwalenie.

                A jeszcze jak się znajdzie w pobliżu jakaś ładna pusta lala, to uważa ona za swój obowiązek umilić życie takiemu wspaniałemu mężowi, który codziennie musi patrzeć na brzydką żonę. Niech biedny misio też ma coś od życia, należy mu się, skoro tak się męczy...
                • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.02.17, 15:17
                  A ja nadal uważam, ze to kwestia podejścia tej pani - niewłaściwego - niezależnie od całej reszty. A sprawę znam niejako z własnego doświadczenia, a czego dopiero teraz zdałam sobie sprawęsmile po tym watku.
                  Otóż mój eks jest osobą bardzo opiekuńczą i często towarzyszył mi w ciągu tych lat, gdy mój partner pracował daleko np. u lekarza. Mowa tu o sytuacjach, gdy właśnie nie było obiektywnie takiej konieczności. Jest to pan przystojny, owszemsmile A ja no jestem normalną kobietąsmile nic specjalnego, ale jestem ogólnie zadowolona ze swego wyglądu. I pomimo tego, że raczej nie jestem w tym układzie "brzydką żoną" to owszem, spotykaliśmy się nie raz i nie dwa z takimi komentarzami, że "mąż musi panią bardzo kochać, tyle czasu czeka.." czy "maz bardzo w pani zakochany, taki przejęty.."Prostowałam, ze nie mąż a przyjaciel i nie zakochany zaraz smile ale kompletnie nie czułam, żeby to było jakies złośliwe czy coś
    • chris1970 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 09:34
      W całej tej historii zastanawia mnie, co to jest za placówka medyczna, w której panie recepcjonistki mają czas na parzenie kawy mężowi pacjentki. Nie mówiąc już o możliwościach technicznych, gdzie raczej kawę robi się nie w recepcji a w pomieszczeniu socjalnym. Dla pacjentów generalnie to są dystrybutory wody albo maszyny vendingowe na poczekalni.
      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 30.01.17, 20:49
        chris1970 napisał:
        > W całej tej historii zastanawia mnie, co to jest za placówka medyczna, w której panie recepcjonistki mają czas na parzenie kawy mężowi pacjentki

        No dokladnie - parzenie kawy mezusiowi???? tez tego nie pojmuje. Niech sie baby praca zajma.
        jak klient nabierze ochoty na kawe to sobie sam naleje z maszyny - one lepiej niech dbaja o to zeby byla w niej zawsze swieza i do pelna.

        Minnie
        • chris1970 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 02.02.17, 10:14
          Minnie,
          panie w recepcji są wystawione na widok i raczej nie mają czasu na pierdy. Mają naprawdę co robić. Placówki medyczne oszczędzają na kosztach, a zarządzający doskonale potrafią wykorzystać każdą minutę czasu pracy personelu.
          • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 03.02.17, 01:42
            Wiec wytlumacz laskawie dlaczego mezusiowi sie ochuje i achuje "jaki dobry" i jeszcze kawke mu parzy, jak laskawie SAM na to zwrociles uwage - a ja sie tylko z tym zgodzilam...

            Minnie
            • matylda1001 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 03.02.17, 13:55
              Nie bardzo wierzę w tę kawę, ale też nie dostrzegam niczego złego w fakcie, że panie, mając chwilę czasu poczęstują kawą faceta, który właśnie przejechał 300 km i w perspektywie ma drugie tyle. Nie we wszystkich placówkach medycznych panuje ruch jak we młynie, za to w wielu traktuje sie pacjenta podmiotowo, szczególnie w prywatnych, gdzie właściciel i personel bardzo dbają o wizerunek placówki. Być może stąd też miłe słowa pod adresem osoby towarzyszącej pacjentce. Niestety słowa źle odebrane przez niedowartościowaną pacjentkę.
              • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 03.02.17, 14:16
                U mojego gina w prywatnym gabinecie można liczyć na kawę/herbatę/wodę/ sok. Osoba towarzysząca pacjentce - także.
                A co do niewłaściwego odbioru przez przewrażliwioną na punkcie "misia" pacjentkę - zgadzam się w pełnismile
              • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 04.02.17, 00:09
                matylda1001 napisała:
                > Nie bardzo wierzę w tę kawę, ale też nie dostrzegam niczego złego w fakcie, że
                > panie, mając chwilę czasu poczęstują kawą faceta, który właśnie przejechał 300
                > km i w perspektywie ma drugie tyle.

                właściciel i personel bardzo dbają o wizerunek placówki. Być może stąd też miłe słowa pod adresem osoby towarzyszącej pacjentce.

                To i ja moge zrozumiec. Ale jest wielka roznica Matyldziu pomiedzy uprzejmym zaoferowaniem kawy komus o kim sie wie ze regularnie pokonuje w sumie 600km specjalnie na te wizyte w tym gabinecie i pare milych acz neutralnych slow na temat dlugiej jazdy
                a rozwodzeniem sie jaki to mezus cudowny ze mu sie tak chce i latanie nad nim z kawka (niedopuszczalne).

                Poza tym, o ile dopuszczam neutralne uwage w stylu " jak to milo ze jezdzicie zawsze razem, razem zawsze przjemniej" to nie do konca jestem pewna czy to wlasciwe komentowac fakt "poswiecenie" meza - w jakiejkolwiek sytuacji.

                Jak historia pokazuje, zonie sie to wybitnie nie podoba, to po pierwsze. po drugie, jak juz pisalam, osobiscie uwazam iz zadnego poswiecenia tu nie ma, dla mnie normalne jest
                ze o ile nie ma przeszkod typu praca zawodowa, pilne zajecia domowe typu remont cieknacego dachu itp to jesli zona czuje taka potrzebe to po to jest maz aby przy niej byl.
                i vice versa.
                zatem komentowanie "ach jaki dobry maz" moze byc przyjete dobrze albo nie - jak, nie wiadomo. jedna klientka moze byc dumna ze ma takiego "pelnego poswiecenia" meza, druga moze uznac jak autorka ze maja ja za jednostke zbyt brzydka wiec niegodna meza, a jeszcze trzecia uzna z irytacja iz za bardzo sie tu czci instytucje "pana meza i wladcy" a nie pojmuje kobiety i zony, i jej sie to barrrdzo nie podoba..
                Lepiej wiec z gory zaprzestac takich komentarzy i porozmawiac o modzie i pogodzie. ew o samochodach i jakosci nawierzchni drogowych wink

                Minnie
                • minniemouse Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 00:16
                  Dodam jeszcze w tym wszystkim kwestie ekscesu, ktory wyraznie widac w tym momencie:
                  (cytat autorki)
                  Koleżanka powiedziała, że było jej miło za drugą i trzecią wizytą w ten deseń , ale kolejne kadzenie biernemu i nierozumiejącego o co chodzi męża ??? już ją zniesmaczyło... Panie wręcz ćwierkają i oczekują wpatrzone w koleżankę peanów nt swojego małżonka smile Dwa razy owszem, przyznała, że ma dobrego męża jak przystało na 25-letni związek , pomagają sobie.... Ale więcej tego ćwierkania, powiedziała że nie wytrzyma

                  Pomijajac niestosownosc komentarzy mocno wchodzacych w zakres prywatnego zycia pacjentki bo dotyczacego jej, jej meza i ukladow w ich zwiazku,
                  to ILOSC tych komentarzy jest niesamowicie niestosowna. Juz pierwszy raz dla mnie taki komentarz jest mocno watpliwy, a co dopiero znowu, i znowu, i znowu, i znowu, i znowu!!.
                  Totalna kompromitacja ze strony obslugi tego gabinetu. Nie maja pojecia co to znaczy profesjonalizm i zawodowy dystans. O SV pewnie w zyciu nie slyszaly/eli.

                  Minnie
                  • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 10:26
                    Może i masz racje Minnie, że nie powinno się komentować takich spraw. Ale tu ewidentnie pani zona ma problem z sobą i DLATEGO te komenty się jej nie podobają, czy też ją draznią.
                    Mieliśmy taką sytuację, ze mój partner w miejscu swej ostatniej pracy (ponad 400 km od nas) trafił do szpitala. Trafił tam z dolegliwością banalną - dodam. Ponieważ w roboczym tygodniu tam no mieszkał w służbowym mieszkaniu to współpracownicy wszystko mu dowieźli, codziennie go też odwiedzali. Ja mogłam przyjechać dopiero w piątek (a do szpitala trafił we wtorek). Mój partner doskonale się już czuł, a jak wykazały badania nic złego mu się nie działo. Pan ordynator oddziału, starszy nobliwy pan powiedział doń przy mnie "Ale pan ma dzielną zonę, w taki czas (była zima, śnieżyca) taki kawał drogi przyjechała do zdrowego smile" - sprostowałam tylko z uśmiechem, ze nie żona a partnerka, a warunki mi nie straszne, bo tyle lat za kółkiem. Podobnie wypowiedziała się pani pielęgniarka "Ach zona pana musi kochać, taki śnieg, tyle drogi" - może i nie powinna tego mówić, ale przecież no nic złego. Na bank mój partner nie odczytał tego, ze ach jak mnie wychwalają, bo on na mnie nie zasługuje, albo ten starszy lekarz mnie podrywa.

                    Niezależnie od tego czy takie uwagi sa stosowne czy nie - problem tu ewidentnie tkwi w pani żonie,. jak napisała Matylda.
                    • lati7 Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 13:24
                      kora napisała:
                      >Niezależnie od tego czy takie uwagi sa stosowne czy nie - problem tu ewidentnie tkwi w pani żonie,. jak napisała Matylda. <

                      A ja zaczynam powoli dochodzić do wniosku , że problem tkwi we wkładaniu nosa w nie swoje sprawy ... Bo powiedzmy sobie szczerze, kto tak naprawdę dał nam prawo do oceniania cudzego związku ? Kto daje nam prawo do oceniania z kim ma żyć i jak ma on/ona wyglądać ? Wszystkie panie posiadające "poczucie własnej atrakcyjności" rzucają się na pomoc ucieleśnionemu przez pulchna zonę mężowi. Każda z nich uważa się za bardziej atrakcyjną... Dlaczego ? Nie ważne, że np. dziobata na twarzy , nie ważne , że z "orlim" krzywym nosem który dumnie nazywa "rzymskim" , nie ważne że z krzywymi nogami i rzadkim włosami itd itp. Ważne, że obok grubaski pojawił się szczupły facet ! Cóż za poświecenie ! Należy natychmiast uwolnić rycerskiego misiaczka, bo pani ma problem. Otóż nie pani ma problem , tylko jak widać po wpisach, problem ma otoczenie, bo nadmiernie zwraca na to uwagę i daje to odczuć koleżance, która twierdzi, że nie sposób tego nie zauważyć.
                      Należy się zastanowić, co mają na celu osoby uświadamiające męża, że dokonał złego wyboru ? Będą spokojniejsze że "misiaczka" w końcu po 25 latach olśni i porzuci swoją grubą żonę ? Takie ocenianie i "uświadamianie" jest wtrącaniem się w cudze sprawy. Nikt o zdrowych zmysłach nie pozwoliłby sobie na takie traktowanie.
                      Abstrahując już od okoliczności okołoszpitalnych i "poświęceń" męża w dowożeniu do placówki.Po kolejnej rozmowie z koleżanką, która podała mi kilka przykładów , nawet ja zaczynam mieć wątpliwości.... czy serce wam nie zadrży gdy kolejny raz wasz mąż, partner jest wychwalany pod niebiosa przez atrakcyjniejsze panie ? No pewnie cieszymy się do czasu , aż ta sama pani nie powtórzy tego enty raz ... i wtedy nie wierzę, że nie zaczynacie się zastanawiać " czy coś jest "na rzeczy"? I o co jej chodzi ? .... Przecież jestem szczupła, zgrabna i nic mi nie brakuje.. ;D
                      • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 13:51
                        Ależ masz rację, ze komentowanie nawet pozytywne czyjegoś związku, gdy się nie jest z kimś blisko i nie wie się jak to odbierze jest rzekłabym mocno ryzykowne pod względem SV.
                        Tylko, ze niezależnie zupełnie od tego podejście Twej koleżanki do tego jest delikatnie mówiąc niezdrowe i wynika z jej poczucia niskiej wartości. Zamiast przytakiwać koleżance jakie to inne kobiety są złe i jak to chcą jej odebrać "misia" bo jest gruba zachęć ją raczej do terapii i pracy nad sobą.
                        Sama przyznałaś, że mąż koleżanki był wychwalany także, gdy nie była ona ta grubaską i wówczas jej to nie przeszkadzało. Czyli nic się nie zmieniło poza jej wagą i jej stosunkiem do siebie sad
                        Czy mój partner bywa tak wychwalany? No bywa czasem. Nie odbieram tego źle, bo i dlaczego miałabym.

                        Natomiast kiedyś miałam okazję widzieć i słyszeć następująca sytuację: koleżanka, której mąż pracuje poza domem żaliła się, ze cos jej tam w domu się zepsuło i musi znaleźć fachowca. Znajoma pani serdecznie powiedziała, ze a po co, jej mąz na pewno to koleżance zrobi po znajomości zony , bo się zna. Ba , nawet zadzwoniła do tego męza, którego koleżanka nie znała wcześniej i sama ich umówiła! No o ok. Pan przyszedł naprawił, nie chciał kasy, bo przecież koleżanka zony, ale tamta mu wcisnęła, pożegnał się i poszedł - normalnie. Przy okazji kolejnego babskiego spotkania kolezanka dziękując osobiście znajomej za kontakt z jej mezem powiedziała, że super fachowiec, naprawił szybko, działa bez zarzutu, porządek po sobie zostawił - no skarb smile i dodała, że jej mąż pewnie by nie potrafił tego zrobić. Na te miłe przecież słowa ta znajoma zareagowała absurdalnie: powiedziała, ze skoro jej maż taki wspaniały, to może niech koleżanka sobie go weźmie. Tamta jako i reszta zbaraniała. Teraz sobie uświadomiłam, że kolezanka jest osobą bardzo atrakcyjną fizycznie, a znajoma no nie (nie chodzi o tusze - uprzedzając). Być może to było powodem takiej reakcjo, ale na[prawdę była ona wariacka i powiem Ci - nie chcę poznac meza tej pani,. a o ile poznam przypadkiem, to ograniczę kontakty z nim do "dzień dobry" ...
                        • lati7 Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 15:07
                          Kora3 napisała:

                          >Na te miłe przecież słowa ta znajoma zareagowała absurdalnie: powiedziała, ze skoro jej maż taki wspaniały, to może niech koleżanka sobie go weźmie. Tamta jako i reszta zbaraniała. Teraz sobie uświadomiłam, że kolezanka jest osobą bardzo atrakcyjną fizycznie, a znajoma no nie (nie chodzi o tusze - uprzedzając). Być może to było powodem takiej reakcjo, ale na[prawdę była ona wariacka i powiem Ci - nie chcę poznac meza tej pani,. a o ile poznam przypadkiem, to ograniczę kontakty z nim do "dzień dobry" ... >

                          I masz w zupełności rację Koro , tez bym zwiewała gdzie pieprz rośnie przed taką agresywną zazdrośnicą. big_grin
                          Lecz zasadnicza różnica jest taka, ze koleżankę przy takich wychwalaniach i zalotach (widziałam) zwyczajnie zatyka. Nie wie jak ma się zachować , poza uprzejmym uśmiechem i przytaknięciem. To spokojna i kulturalna osoba , co jest jak widać brane za słabość i przyzwolenie z jej strony...A przy bezpośrednich zalotach napalonych wdówek wycofuje się, licząc na rozsądnej męża ... Przecież nie będzie się z nimi biła ! No bo jak reagować na jawną bezczelność i zlekceważenie żony obok ? Następnym razem ma zwrócić rozkochanej adoratorce uwagę, aby powściągnęła swoje zapędy ? Wypada ? No jak postąpić w takiej sytuacji, kiedy taka namolna osoba dosiada się do towarzystwa na grillu na ogólnie dostępnym placu ośrodka wczasowego. Przecież nie zabierzemy wszystkich talerzy i wałówki przesiadając się w inne miejsce smile W jednym z takich sytuacji nie pomogło nawet ewidentne niezlekceważenie i ostentacyjna cisza po przybyciu wesołej wdówki. smile Gadała i gadała jak nakręcona, zwłaszcza do męża koleżanki smile No na bezczelnych ludzi nie ma rady, ewentualnie eliminacja z towarzystwa i tyle.
                          • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 15:38
                            Wiesz, koleżanka akurat postępuje dobrze ...Okazywanie zazdrości czy dezaprobaty byłoby tu najgorszym co mogłaby zrobić. Tak reagująca osoba zawsze jest upokorzona i śmieszna czy ma realne powody być niezadowolona czy nie.
                            Zrodziło mi się pytanie: dlaczego koleżanka w ogóle się tym przejmuje? znów sądze, ze przez niską samoocenę. Bo nawet jeśli jest jak opisałaś, to rozumiem, że ma do męża zaufanie, a ten nie odpowiada pozytywnie na te "zaloty"? No to nie ma się czym przejmować a sytuacji gadania jak nakrecona pani jakiejś do pana, piłeczka po stronie pana - powinien wciągnąć zonę w rozmowe np. - Och wie pani, ja nie bardzo się na tym znam, ale moja zona zna się doskonale. Kochanie, pani mówi o ...., ty się na tym swietnie znasz, może jej coś podpowiesz? A w przypadkui gdyu pani pana doń wychwala:- Ojej, dziękuje, bardzo mi miło. Przeważnie słyszę, nie bez powodu zresztą, że wszyscy mi zazdroszczą tak wspaniałej zony, a tu proszę, nie tylko moja zona mnie docenia.
                            Chodzi o to, żeby pan zaznaczając od siebie obecność zony i swój stosunek do niej dawał do zrozumienia takiej pani, ze jej wysiłki są daremne smile
                            • matylda1001 Re: Kwestia ekscesu... 05.02.17, 00:19
                              Mam (sporo młodszą) koleżankę w pracy, rozwódkę. Miła, sympatyczna, życzliwa i dosyć atrakcyjna, zadbana. Opowiadała, że z byłym mężem mieli spore grono wspólnych znajomych, no i miała też kilka dobrych koleżanek jeszcze ze szkoły, ze studiów. Po rozwodzie były mąż wyjechał z nową dziewczyną do innego miasta a ona spostrzegła, że wokół niej zrobiło się pusto. Koleżanki i znajome zapraszały ją do swoich domów bardzo niechętnie, jak już nie dało sie tego uniknąć, o wielu imprezach, spotkaniach (gdzie z mężem byłaby zaproszona) dowiadywała się po fakcie. Zaprosiła gości na swoje imieniny, te pary co zawsze... przyszły same koleżanki, każdemu z mężów/partnerów/narzeczonych/chłopaków coś właśnie wypadło wink Babski wieczorek, normalnie. Po którymś tam drinku dowiedziała się od kolezanek, że traktują ją jak potencjalne zagrożenie dla swoich związków bo skoro jest wolna to być może zechce urządzić polowanie na któregoś z kolegów. Podobno przepłakała po tym całą noc, tak ją to zabolało. Powiedziała też, że wiele razy rozmawiała o tych sprawach z innymi rozwiedzionymi kobietami i wszystkie zgodnie twierdziły, że coś w tym jest, że kobieta samotna - wszystko jedno panna, wdowa czy rozwódka traktowana jest przez te "sparowane" jak konkurencja.
                              • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 05.02.17, 09:53
                                Koleżanka wybrał kiedyś środowisko kołtunów - no to teraz ma - rzec by można.
                                Nigdy nie doświadczyłam takiej sytuacji, fakt ze będąc w separacji i w trakcie rozwody byłam już w nowym związku, ale ze tak powiem z różnych przyczyn mało to eksponował.
                                Kiedy rozstałam się z moim eksporterem i byłam wolna przez rok, też mnie takie coś nigdy nie spotkało, ale wiem, że takie hmmm zjawisko występujesad
                                Spotkała mnie natomiast zupełnie inna zabawna poniekąd sytuacja. Otóż jeszcze na studiach wybraliśmy z moim ówczesnym chłopakiem na Sylwestra z para znajomych - małżeńską. Ten mój chłopak był już po studiach i od niedawna pracował jako kierownik zmiany w hucie. W Sylwka miał zmianę 14-22. No nic, my poszliśmy na 20 w trójkę, on miał dojechać. Stolik mieliśmy 8- osobowy, z jakimiś obcymi 2 parami. Przyszliśmy przywitaliśmy się, no i siedzimy gadamy. W pewnym momencie para moja znajomych ruszyła w tany, a ja sobie zostałam przy stoliku. Nie stanowiło to dla mnie problemu, ale jak zaobserwowałam , dla części innych gości, głownie hehe pań, tak smile Potem zatańczyłam z kolegą - mężem koleżanki,. potem znów odpoczęłam przy stoliku. Podczas korzystania z toalety usłyszałam rozmowę dwóch pań z mego stolika, zastanawiały się jak można liczyć na sylwestrze na poznanie kogoś i przyjść samej, skoro tu same pary, ale teraz Matti skup się UWAZAC na mnie trzeba smile hehe i jeszcze tekst jaka to moja koleżanka naiwna i głupi, wzięła samotną z litości z sobą, a ta może jej faceta odbić. Tak nieprawdopodobnie śmieszne to dla mnie było, ze szok. Przede wszystkim nie zwracałam uwagi na tych facetów wokół. Ja mam takich charakter, ze takie coś mi na serio zwisa, ale nawet ja czułam się nieswojo, jak moi znajomi poszli tańczyć, ja zostałam, a panie wówczas staranie zajmowały swoich panów, żeby tylko przypadkiem na mnie nie spojrzeli. Dusza we mnie fikała radosne fikołki ze śmiechu, ale śmiać się do samej siebie nie wypadało. W sumie jednak było mi tych kobitek żal - jak niepewnie musiały się czuć, że zupełnie obca przypadkowo spotkana dziewczyna stanowiła dlań zagrożenie w ich pojęciu.
                                Około 23 pojawił się mój chłopak. I stał się Matti cud, teraz państwo chcieli się z nami zapoznać (wcześniej pary poznawały się między sobą, mnie i parę moich znajomych izolowano), panie pochwalić moją i koleżanki kreacje. No dziw nad dziwy, mówię Ci smile

                                Już jako dojrzała osoba, gdy rozstałam się z moim ekspartnerem, od mojej dalszej współpracownicy, wyjątkowej poniekąd kołtunki usłyszałam, że mi serdecznie współczuje, bo mam JUŻ 34 lata i będę teraz sama, ona by się chyba zabiła, gdyby ja w starszym wieku (heheheh) zostawił jej facet. Miała wówczas 28 lat smile Nie mówiła tego złośliwie Matti. Taką miała mentalność z czworaków sad że kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy, ze kobieta po 30- stce to matrona smile Sama miała wtedy spinke, żeby się z nią wreszcie ożenił chłop, więc w jej pojeciu naprawdę serdeczne mi współczuła hehe.

                                Czasem taka zazdrość o faceta jest uzasadniona jego wcześniejszym zachowaniem. Znam panią, której mąż zdradził ja z jej bliską koleżanką, poniekąd zamężną. Dośc skutecznie, bo poczęli dziecko. tak się złożyło że z obiektywnych przyczyn nie można było poczęcia przypisać mężowi tamtej pani i sprawa no wydała się. Pani żona mężowi "wybaczyla"- w cudzysłowie, bo pilnuje go jak cerber, nie pozwala na kontakty z tamtym dzieckiem, sprawdza. Raz urządziła awanturę o to, że podwiózł do szpitala swą pracownice, która skręciła noge. Oboje są totalnym pośmiewiskiem niestety, ale tak naprawdę to tylko współczuć takiego życia jednemu i drugiemu.
                                Częściej jednak chyba przyczyna takich zachowań jest niska samoocena i niepewność w związku.
                                • ciszej.tam Re: Kwestia ekscesu... 23.05.19, 08:48
                                  a z jakiego powodu ktos chcialby byc z osoba, ktora nie utrzymuje kontaktow z wlasnym dzieckiem ergo I nie dba?

                                  PRZEDZIWNA ta pani. I oboje siebie warci. Dulska I tchorz cywilny.

                                  jak SV zapatruje sie na porzucenie dziecka BTW?
                    • firlefanz Re: Kwestia ekscesu... 04.02.17, 19:39
                      No dokładnie - to są zwykle takie small talki, którymi lekarze/pielęgniarki starają się rozluźnić atmosferę, bo szpital czy przychodnia to nie jest najprzyjemniejsze miejsce na świecie... wielu pacjentów tez od nich oczekuje takiego "ludzkiego", cieplejszego podejścia, więc co mają robić.

                      mogę zrozumieć gdyby zachwyty nad mężem płynęły np. od koleżanki z pracy, bo rzeczywiście może się zacząć zastanawiać czy coś się za tym nie kryje - no i rzeczywiście takie osoby mogą nawiązać romans. Ale romans z panią z przychodni oddalonej o kilkaset kilometrów rodzący się z jednego komplementu? to nie jest REALNE zagrożenie dla związku, więc przeczulenie raczej świadczy o kompleksach.
                      • renn.ie77 Re: Kwestia ekscesu... 06.02.17, 16:25
                        Nigdzie nie wyczytałam, że żona obawia się stracić męża, zastanawia się tylko nad przyczyną szczególnego zwracania na niego uwagi.
                        Ja uważam, że to są własnie te podwójne standardy – kobieta musi się bardziej starać, zauważcie, że mówi się, że to kobieta musi 'utrzymać przy sobie męża', itd. W naszej kulturze uważa się, że to kobieta jest tą stroną, która z bycia w związku czerpie korzyści, natomiast mężczyzna to ten biedny bądź wart uznania miś, bo cierpi za miliony i pozostaje związany, poskromiony, a więc w domyśle, przetrzymywany w związku wbrew swojej naturze. Dlatego w założeniu to kobieta powinna się bardziej starać, także bardziej o siebie dbać, itd., ponieważ musi temu mężczyźnie REKOMPENSOWAĆ utratę wolności i niezależności. I tu pojawia się pewnie dyskryminacja osób z nadwagą, bo jak ona niby rekompensuje, jeśli nie jest Miss Universum?
                        Te podwójne standardy i konserwatyzm powodują także, używanie ciekawego zwrotu, że mężczyzna POMAGA w domu. To mnie zawsze rozczula ;P, 'pomaga', tak jakby przychodził do obcego domu i robił coś ekstra.
                        Nasze społeczeństwo jest, wbrew pozorom, bardzo konserwatywne. Spotkałam się kiedyś z tym, że pani opowiadająca mi o swoim siostrzeńcu powiedziała, że jego żona to 'brudas'. Chodziło o to, że w czasie wizyt ciocia uznała, że w domu mogłoby być czyściej, ale winny nie był siostrzeniec tylko jego żona i matka jego dzieci. Oczywiście nie wytrzymałam i zareagowałam pytając czy siostrzeniec jest sprawny fizycznie i czy oboje pracują zawodowo. Oboje pracowali, a siostrzeniec był zdrów jak ryba, winna była jednak kobieta.

                        • asia.sthm Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 09:28
                          > Nasze społeczeństwo jest, wbrew pozorom, bardzo konserwatywne.
                          > (...) że jego żona to 'brudas'.

                          Mam trocha odwrotna dykteryjke: ciezko oburzona sasiadka peroruje na klatce schodowej o rodzinie innych sasiadow.
                          - Rzucil ją jak smiecia, wyprowadzil sie z dnia na dzien ! A to taka dobra zona przeciez byla, przetwory na zime co lato robila, o dom dbala, zawsze uczesana. Jak mogl !!! Dlaczego?!!
                          • renn.ie77 Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 10:37
                            Asiu, ale to wynika z tego samego konserwatywnego podejścia: żona jest ozdobą męża, paprotką, Westalką, opiekunką domowego ogniska, ma gotować, sprzątać i dbać o dzieci. Mąż zarabia pieniądze i przynosi je do domu, często to on opłaca rachunki, rozlicza PITy, planuje wakacje, decyduje o większych zakupach, szkołach dzieci i innych ważnych, istotnych dla przyszłości rodziny rzeczach. Pani oczywiście ma do tego za mały móżdżek i lepiej, żeby się do tego nie wtrącała. On ma mieć wizję rodziny, jej bytu i losu, ona pełni rolę służebną.
                            Dla kobiety, która tak została wychowana, inna kobieta musi i powinna się tak zachowywać. Dobry mąż to taki, który utrzymuje rodzinę, dobra żona to taka, która się podporządkowuje, jest układna cicha, zna swoje miejsce w szeregu. I tych dobrych mężów ani dobrych żon się nie porzuca, bo jak się porzuca, to znaczy, że człowiekowi się poprzewracało wiadomo gdzie... Kto by tam od małżeństwa wymagał coś więcej, małżeństwo to nie zabawa wink.
                            • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 11:34
                              Wybacz Rennie, ale coraz bardziej mnie zastanawia w jakim środowisku Ty się obracasz, że masz takie obserwacje. Zastanawia mnie też skad masz przekonanie, że to co Ty obserwujesz w jakimś wycinku społeczeństwa odnosi się do większości.

                              Uprzedzając - tak , na pewno są takie środowiska, gdzie jest takie podejście. Ale nie stanowią wcale większości. Może kiedyś stanowiły ale teraz już nie.
                              Pochodzę ze Ślaska i faktycznie, w pokoleniu moich dziadków zony górników w większości nie pracowały i zajmowały się domem. Wynikało to z tego, że mąż - górnik zarabiał tyle, że starczało, a taka żona o ile nie miała wykształcenia mogła być kucharka, czy sprzątaczką zarabiającą grosze w porównaniu z zaroibkami męza. Moja babcia jako jedna z nielicznych wśród żon górników - pracowała. Zarabiała grosze w porównaniu z dziadkiem, była pielęgniarką. Dośc często sąsiadki się dziwiły, po co pracuje i to jeszcze na zmiany w szpitalu. Bo im doskonale pasowało nie pracować.
                              Ale w pokoleniu moich rodziców było już zupełnie inaczej - kobiety się kształciły, a nawet te które się nie kształciły szły do pracy. Z mojej klasy podstawkowej chyba tylko dwie mamy były gospodyniami domowymi. W jednym przypadku szło o rodzinę wielodzietną - 7 dzieci.
                              A teraz to już zupełnie - powiem brutalnie - nie jest wcale tak wiele rodzin, które stać na to, by jedno z małżonków/partnerów nie pracowało. I owszem, sa panie, które chcą żyć w takim modelu - mąż zarabia ona zajmuje się domem - wolno im poniekąd. Ale znam bardzo wiele związków, gdzie któreś z małżonków/partnerów mogłoby bez wyrzeczeń budżetowych nie pracować, ale pracuje, bo zwyczajnie CHCE.

                              Np. ja mogłabym nie pracować, ale do głowy by mi to nie przyszło smile I owszem, u nas rachunki płaci mój partner, bo tak się umówiliśmy. a tak się umówiliśmy, bo zarabiał parę razy więcej ode mnie. Tak, wiem straszna dyskryminacja, ze facet zarabia więcej od kobietysmile Otóż nie Rennie. Byłaby to dyskryminacja, gdybym ja wykonywała ten sam zawód co on, ale nie wykonuję. Nie mogłabym poniekąd go wykonywać ze względu na zdrowie, ale też nigdy o jego wykonywaniu nie myślałam, natomiast sa nieliczne panie w tym zawodzie. Nieliczne, bo mało pań chce taki zawód wykonywać.
                              • renn.ie77 Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 12:25
                                Nie wybaczam, twoje posty są coraz bardziej głupkowate i coraz bardziej mnie denerwują.

                                Te dziwne wywody o dyskryminacji są żenujące. Każdy powinien mieć prawo zarabiać najlepsze pensje w swoim zawodzie i każdy powinien mieć prawo wybierać zawód związany ze swoimi predyspozycjami. Dyskryminacja pojawia się wówczas, kiedy dwoje pracowników różnych płci ma podobne kwalifikacje, doświadczenie oraz zakres obowiązków, a jedno z nich ze względu na płeć zarabia mniej. I te dysproporcje są duże, bo wynoszą nawet ok. 30%. I nie jest to problem żadnego konkretnego środowiska a nawet kraju, to problem ogólnoświatowy i w niektórych krajach kobiety nawet decydują się masowo w tej sprawie protestować. Jest to zresztą UDOKUMENTOWANY problem.

                                Dyskryminacją jest to, kiedy ktoś pomimo swoich kwalifikacji i doświadczenia nie zostaje przyjęty ze względu na płeć. To jest dyskryminacja – odmienne traktowanie. Nie chodzi tu więc o przymuszanie wszystkich, aby robili to samo, wszystko i tak samo. Mają mieć możliwość wyboru. To naprawdę proste. I dyskryminacja kobiet jest zjawiskiem powszechnym i także dobrze udokumentowanym.

                                ind.pn/2eqol3s
                                bit.ly/1baHZaW

                                A jeśli chodzi o pracę zawodową, to tak samo udokumentowanym problemem jest to, że pomimo faktu podjęcia przez kobiety masowo pracy zawodowej, nie zmniejsza się zakres ich obowiązków domowych, dlatego często mówi się o tym, że kobiety pracują na dwa etaty. I bardzo często to mężczyzna nadal ma awansować, zarabiać coraz lepiej i zapewnić rodzinie stabilizację, skupić się na rozwoju zawodowym, na osiągnięciu limitu, natomiast pensja kobiety jest tylko dodatkiem, bo najczęściej nie wystarcza nawet na rachunki albo tylko na nie.
                                Oczywiste jest też, że jeśli dziewczynkę wychowuje się tak, aby jako dorosła kobieta nie miała ambicji zawodowych, to ona tych ambicji najczęściej nie będzie miała, więc panie które nie czują potrzeby posiadania własnego życia zawodowego mnie nie dziwią.

                                I zmartwię cię tutaj – mój partner jest cudownym człowiekiem. Nie gwałci mnie, nie bije, nie wykorzystuje, płaci swoją połowę rachunków, choć to ja funduję nam przyjemności, na dodatek na równi ze mną sprząta, gotuje lepiej ode mnie, pierze i w ogóle daje radę w wielu dziedzinach. Ba, on nawet nie przejmuje się tym, że to ja zarabiam kilkukrotność jego pensji, ale wiele kobiet nie ma tego szczęścia, bo w obiegu nie ma zbyt wielu mężczyzn, którzy naprawdę rozumieją istotę partnerskiego związku. I pomimo tego, że te problemy mnie nie dotyczą w tej chwili, to kiedyś mnie dotyczyły i nadal dotyczą innych, dlatego dla spokoju ducha jakiejś pani nie będę nagle udawała, że wszystko jest cacy i że żyjemy w równościowym społeczeństwie, bo nie żyjemy.

                                I tak w ogóle sugerowanie, że obracam się w jakimś WYNATURZONYM środowisku jest mega żenujące.
                                • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 12:52
                                  renn.ie77 napisała:

                                  > Nie wybaczam, twoje posty są coraz bardziej głupkowate i coraz bardziej mnie de
                                  > nerwują.


                                  Nad nerwa,mi warto panować, choćby po to by pozostawać grzecznym. Nie ze względu na płeć - dodam
                                  >
                                  > A jeśli chodzi o pracę zawodową, to tak samo udokumentowanym problemem jest to,
                                  > że pomimo faktu podjęcia przez kobiety masowo pracy zawodowej, nie zmniejsza s
                                  > ię zakres ich obowiązków domowych, dlatego często mówi się o tym, że kobiety pr
                                  > acują na dwa etaty.


                                  I tu jest ze tak powiem sedno. Pracują, bo CHCĄ - wybierają sobie do zycia mężczyzn, którzy oczekują "obsługiwania" i "brzydzą się " porządkami, zakupami, czy opieką nad dziećmi. SAME takich wybierają, bo u nas od dawna już nie ma kojarzonych związków wbrew woli smile


                                  I bardzo często to mężczyzna nadal ma awansować, zarabiać c
                                  > oraz lepiej i zapewnić rodzinie stabilizację, skupić się na rozwoju zawodowym,
                                  > na osiągnięciu limitu, natomiast pensja kobiety jest tylko dodatkiem, bo najczę
                                  > ściej nie wystarcza nawet na rachunki albo tylko na nie.


                                  To zależy od tego jakie zawody wykonują oboje. Jeśli pani jest załóżmy kasjerka w Biedronce, a pan strażakiem, to pan będzie zarabiał więcej od pani, będzie się szkolił itd. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

                                  > Oczywiste jest też, że jeśli dziewczynkę wychowuje się tak, aby jako dorosła ko
                                  > bieta nie miała ambicji zawodowych, to ona tych ambicji najczęściej nie będzie
                                  > miała, więc panie które nie czują potrzeby posiadania własnego życia zawodowego
                                  > mnie nie dziwią.


                                  Mnie też nie.

                                  >
                                  > I zmartwię cię tutaj – mój partner jest cudownym człowiekiem.


                                  Dlaczego miałoby mnie to zmartwić? Nie pojmuję, bardzo się cieszę.

                                  Nie gwałci mnie,
                                  > nie bije, nie wykorzystuje,


                                  To raczej normalne, prawda?

                                  płaci swoją połowę rachunków, choć to ja funduję na
                                  > m przyjemności, na dodatek na równi ze mną sprząta, gotuje lepiej ode mnie, pie
                                  > rze i w ogóle daje radę w wielu dziedzinach.


                                  No też normalne. Nie rozumiem dlaczego mężczyzna nie miałby prać, czy sprzątać oraz gotować.

                                  Ba, on nawet nie przejmuje się tym
                                  > , że to ja zarabiam kilkukrotność jego pensji, ale wiele kobiet nie ma tego szc
                                  > zęścia, bo w obiegu nie ma zbyt wielu mężczyzn, którzy naprawdę rozumieją istot
                                  > ę partnerskiego związku.


                                  Być może, ale każda pani ma prawo wyboru jakiego pana chce ...


                                  I pomimo tego, że te problemy mnie nie dotyczą w tej c
                                  > hwili, to kiedyś mnie dotyczyły i nadal dotyczą innych, dlatego dla spokoju duc
                                  > ha jakiejś pani nie będę nagle udawała, że wszystko jest cacy i że żyjemy w rów
                                  > nościowym społeczeństwie, bo nie żyjemy.


                                  Wg mnie należy rozgraniczać dwie sprawy - autentyczną dyskryminację, np. te zawodową oraz to, co wynika z wyboru danej pani. Jeśli pani chce być w związku z mężczyzną, który jest zdania, ze sprawy domowe to tylko sprawy kobiety, także gdy ta pracuje, to jest jej wybór przecież.
                                  >
                                  > I tak w ogóle sugerowanie, że obracam się w jakimś WYNATURZONYM środowisku jest
                                  > mega żenujące.


                                  Wiesz, no nie wynaturzonym, ale no specyficznym. Wnoszę z tych obserwacji, bo tak na serio układ pan i władca +pani harująca w pracy i zajmująca się tylko sama wszystkim w domu nie jest powszechny już od dawna poza pewnymi środowiskami, do których jak sądzę - Ty nie należysz akurat.
                          • minniemouse Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 23:33
                            asia.sthm napisała:
                            Rzucil ją jak smiecia, wyprowadzil sie z dnia na dzien ! A to taka dobra zona
                            > przeciez byla, przetwory na zime co lato robila, o dom dbala, zawsze uczesana.
                            > Jak mogl !!! Dlaczego?!!


                            On chcial koniecznie kiszone ogorki a ona mu na zlosc w kolko konserwowe?

                            Minnie
                        • kora3 Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 09:36
                          Pewnie masz sporo racji w tym co napisałaś, zważ jednak, że takie podejście dotyczy określonych środowisk i zważ, że niestety, ale same kobiety nierzadko takie postawy przejawiają - niektóre rzecz jasna.

                          Owszem, bywa tak, pewnie nawet nierzadko, że gdy między partnerami jest duża dysproporcja w atrakcyjności fizycznej, to ludzie doszukują się w tym jakiegoś drugiego dna, albo wyrażają zdziwienie. Jest to bardzo niegrzeczne. Działa jednak w obie strony jeśli chodzi i płcie. Znam małżeńską parę, gdzie pani jest młodsza od męża o ponad 20 lat. Teraz jest to pani 30+, która jest i była zawsze bardzo ładna. Do tego wykonuje zawód artystyczny z powodzeniem i napisała dwie książki, które dobrze się sprzedały. Zarabia dobrze. Jej mąz natomiast no nie jest atrakcyjnym jakoś szczególnie mężczyzną. Nie żeby układ "piękna i bestia" , ale na pewno "piękna i przeciętniak" - jeśli chodzi o aparycję rzecz jasna. Jak mi mówiła ta żona bardzo często ze strony osob, które ich nie znaja spotyka się z podejrzeniami, ze jest ze swoim mężem dla kasy smile Bo to właśnie taki stereotyp - skoro piękna, znacznie młodsza kobieta kobieta jest z takim nierzucającym się w oczy facetem, to MUSI to być dla kasy. A tu figasmile Pan był nauczycielem pani w szkole artystycznej no i zwyczajnie się w nim zakochała. Pan nadal zresztą jest nauczycielem, więc raczej kokosów nie zarabia jakichś.
                        • firlefanz Re: Kwestia ekscesu... 07.02.17, 22:11
                          oczywiście, że ona tego nie mówi wprost, ale mam wrażenie, że to jest ukryty powód zirytowania. Gdyby nie miała obaw, to naprzykrzanie się mężowi traktowałaby tylko jako głupie gadanie.

                          opisywana sytuacja wynika raczej z "urodyzmu" a nie z patriarchatu.
                          zresztą wytykanie dużej różnicy w atrakcyjności fizycznej partnerów moim zdaniem dotyka obu płci. Jeśli ludzie widzą piękną kobietę z brzydkim facetem, to też pojawiają się komentarze: co ona w nim widzi? na pewno go zdradza; wyszła za niego dla pieniędzy itp.

                • matylda1001 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 04.02.17, 00:43
                  Minnie, przede wszystkim to nie wiemy jak naprawdę te komplementy wyglądają. Zakładając, że Autorka nie przekręciła słów koleżanki to i tak nie mamy pewności, czy rozżalona koleżanka nie wyolbrzymiła "krzywdy" jaka ją spotkała. Myślę, że chodzi tu o uprzejme zaoferowanie kawy a nie latanie nad nim z kawką. W każdym razie na pewno nikt mu nie miesza cukru w filiżance, za to ręczę wink Kobieta zwyczajnie ma doła związanego z obniżonym poczuciem własnej wartości/atrakcyjności, czuje się zagrożona w związku (słusznie lub niesłusznie - kto to wie?) wydaje jej się, że każdy plus dla męża = minus dla niej. Na dodatek boi się, że mąż sobie uświadomi tę różnicę i zechce się pocieszyć poza związkiem. Jak już napisałam doradziłabym tej pani wizytę u psychologa zanim życie swoje i męża zamieni w koszmar. Zanim zacznie podejrzewać, śledzić, kontrolować, rozliczać z każdej minuty spóźnienia. Zanim zacznie się dręczyć i umartwiać, zanim dopadną ją stany lękowe i depresja. To typowa historia, trochę podobnych w życiu widziałam.
                  • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 04.02.17, 09:03
                    10/10 Mattismile
            • chris1970 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 06.02.17, 09:59
              Minnie, nie zrozumiałaś najwyraźniej mojego przekazu, którego wprost nie napisałem. Może teraz dosadnie i wprost - nie wierzę w tę historyjkę, aby była prawdziwa. Ograniczyłem się wcześniej do zakwestionowania takiej opcji, że mąż na poczekalni dostał kawę, w nadziei, że ktoś zrozumie. Jak widać, nie.
              • kora3 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 06.02.17, 10:15
                Ale Chrisie - nie ma niczego nadzwyczajnego w tej kawie w prywatnej przychodni - serio.
              • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 07.02.17, 00:31
                chris1970 napisał:
                Może teraz dosadnie i wprost - nie wierzę w tę historyjkę, aby była prawdziwa.

                Dobrze, przyjmuje do wiadomosci. Tylko....
                Jezeli wszelkie dyskusje bedziemy zaczynac od posegregowania tematu pod katem wiarygodnosci to tak z 95% zostanie z miejsca odrzuconych a forum trzeba bedzie zamknac.
                po co wiec o tym w ogole gadac? jaki sens?

                Minnie
    • bene_gesserit Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 04.02.17, 22:11
      Dziwny ten wątek, a jeszcze dziwniejsza dyskusja pod nim.

      Nikt się nei zachwyca matką z dzieckiem w publicznym miejscu. Natomiast ojciec z maluchem każdego dnia zdobędzie co najmniej kilka uśmiechów aprobaty (a do tego załatwi w sfeminizowanym urzędzie sprawę praktycznie nie do załatwienia. I to wśród gruchających do maleństwa i dzielnego taty kobiet).

      Nikt nie zachwyca się towarzyszącą męzowi w szpitalu czy przychodni kobietą. Wiadomo, normalka. A troszczący się o kobietę mąż stanowi sensację. Bo cudowny jest po prostu, przecież w tym czasie mógłby siedzieć w domu na kanapie.
      • minniemouse Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 05.02.17, 23:21
        Z ust mi to wyjelas Bene.

        Dokladnie o to chodzi. Dokladnie, w mezczyznie opiekujacym sie dzieckiem albo wlasna zona nie ma nic nadzwyczajnego. Kompletnie nic. a juz zupelnie nie ma tu zadnego poswiecenia, ani ekstra wysilku. po prostu robi to co niego NALEZY.

        Dlatego ten 'small talk', wszystko jedno co, gdzie, kiedy, jest zupelnie zbyteczny i nie na miejscu. naprawde warto to zrozumiec.

        Minnie
      • katja.katja Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.08.19, 23:09
        >Nikt się nei zachwyca matką z dzieckiem w publicznym miejscu.

        Bzdura, rzadko, ale zdarza się, że paraduję z wózkiem.
        Ludzie uśmiechają się, komplementują , zagadują. Ponieważ jestem introwertyczką nawet to dla mnie jest krępujące.
        Strach pomyśleć co by było gdybym musiała częściej wychodzić.
    • jadwiga1350 Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 16.05.19, 21:39
      Z mo
      > ich obserwacji facet jest naprawdę bierny i nienarzucający się. Nie umiem dorad
      > zić kumpeli, co robić w takich sytuacjach, bo nas zatyka smile Wiadomo, że jej mąż
      > jest dorosły i sam sobie radzi w takich sytuacjach...
      > Po zastanowieniu się , to ją rozumiem, bo ona mnie pyta dlaczego inne dziewczy
      > n z naszej paczki to nie spotyka, tylko jej męża się czepiają ? Co robi nie tak
      > i jak ma reagować na takie zachwalanie i jawny podryw żeby nie wyjść na idiotk
      > ę? Ja nie wiem co jej doradzić sad



      Uważam, że dużo winy jest po stronie męża. Chyba głupi nie jest i widzi, że żonie ta cała sytuacja sprawia przykrość. Powinien uciąć zachwyty nad sobą, aluzje, podchody, ostro i stanowczo.
      Nie wierzę, że jakakolwiek kobieta będzie komplementować faceta, gdy ten jasno da do zrozumienia, że sobie tego nie życzy.

      W mężu, w jego zachowaniu, musi być coś, co pozwala na takie sytuacje.
      Jest bierny i nie narzuca się, okej, (nic dziwnego, raczej rzadko ktoś dopomina się komplementów ) ale musi być w nim jakieś przyzwolenie na to wszystko.
      Koleżanka powinna machnąć ręką na przeróżne "wesołe wdówki", a zacząć więcej wymagać od męża.

      • szybki-lisek Re: Nadmierne chwalenie cudzego męża... 01.08.19, 10:58
        Lat temu 20 chodziłam na zakupy do centrum handlowego z moim maleńkim synkiem w wózku lub nosidelku i nikt jakoś nie rozczulał się nad nami. Wystarczyło że raz byłam na zakupach z moim tatą, który kilka metrów przede mną pchał ten wózek. Ilość rozczulonych uśmiechów nad nimi była... spora, mnie samej nigdy to nie spotkało. Mężczyzna w jakikolwiek sposób opiekujacy się kobietą wzbudza podziw i chyba pożądanie. Tak mi się to skojarzyło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka