Przede wszystkim bardzo dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim poprzednim tematem "Randki internetowe po raz milionowy". Głupio mi, że się w nim nie udzielałam, ale tak się rozrósł, że nie wiedziałam komu odpowiedzieć

Pojawiło się w nim kilkanaście naprawdę sensownych wyjaśnień i jestem za nie bardzo wdzięczna. Żeby jednak nie być totalnym pasożytem forumowym, w uzupełnieniu do problemu randek internetowych, opisze może kilka "kwiatków" savoir-vivre'owych, z jakimi się spotkałam w ciągu ostatniego miesiąca. Przypominam, że nie piszę tu o osobach przypadkowych, poznanych na jakieś dwuznacznej stronie, tylko o ludziach pozornie na poziomie, którzy sami siebie uważają na ogół za bardzo kulturalnych.
1. Pan 35 lat, tłumacz popularnego języka azjatyckiego, pięknie piszący i wypowiadający się, z licznymi zainteresowaniami, bez nieakceptowalnego bagażu przeszłości w postaci rozwodów, alimentów, dzieci itp. Pozornie ideał. Spotykamy się o 18:00 w znanej kawiarni. Pan kupuje mi kawę, bardzo przyjemna rozmowa, a zarazem konkretna. Praca, zainteresowania, wakacje, wizja domu i rodziny itp. W pewnym momencie Panu coś zaczyna "pikać" w teczce. Sięga, wyjmuje tajemnicze urządzenie, które wygląda jak miniaturowy zegar z alarmem. Wyłącza dźwięk, w połowie wątku przeprasza mnie, dziękuje bardzo za spotkanie, musi się niestety już zbierać. OK. Rozumiem, ważne sprawy, przegadaliśmy pół godziny, niedużo, ale spotkanie uznaję za udane. Dziwi mnie tylko ten alarm, no ale różne ludzie mają metody na przypominanie sobie o ważnych wydarzeniach. Wstaję, żegnam się z Panem, wychodzę z lokalu (Pan mnie odprowadza do drzwi), ale ponieważ z koleżanką umówiłem się dopiero za półtorej godziny, nie opłaca mi się wracać do domu, więc po paru minutach postanawiam wrócić do tej miłej kawiarni, wziąć jeszcze jedną kawę i poczytać pisma udostępnione gościom. Wracam, a tam Pan przy tym samym stoliku siedzi z inną panią. Oczywiście to nie moja sprawa, może się umawiać z kimś chce. Siadam nieco z boku, zamawiam kawę, przeglądam magazynu i... po pół godziny znajomy dźwięk

Pan wyjmuje alarm, wyłącza go, dziękuje pani, odprowadza ją do drzwi, za 10 minut przychodzi trzecia kandydatka

W tym momencie po prostu jest mi wesoło

Podziwiam kreatywność Pana i jego szacunek dla swojego czasu. Umówić się na kilka zapoznawczych spotkań pod rząd i nastawić sobie alarm, żeby przypominał, że już czas żegnać kandydatkę. Następnego dnia dostaję wiadomość od Pana, że dziękuje mi za spotkanie i odezwie się za 10-14 dni, bo ma "ważne sprawy na głowie". No jasne, trzeba wszystkie kandydatki przesłuchać, a później na spokojnie decydować, kto przeszedł pierwszą selekcję

Nie, nie obraziłam się o to, ale zastanawiam się czy to jest grzeczne. Jest?
2. Pan 36 lat, analityk finansowy w korpo. Grzeczny, elokwentny, elegancki. Spotkanie zapoznawcze to spacer po pracy w parku w centrum. Wrażenie bardzo dobre, rozmowa się klei. Po niecałych dwóch godzinach Pan odprowadza mnie do samochodu, dziękuje za spotkanie. Dwa dni później na portalu wiadomość (wklejam): "Cześć [moję imię]. Czuję, że złapaliśmy doskonały kontakt i fizycznie się pociągamy. Nie planuję z Tobą stałego związku, bo nie spełniasz moich kryteriów wiekowych. Jednak mogę Ci zaproponować niezobowiązujący seks. Gdybyś była zainteresowana, to w najbliższy piątek po pracy u mnie lub u Ciebie. Całuję. [imię Pana]". Spory dysonans. Portal jest dla ludzi z wartościami, którzy z założenia nie akceptują przedmałżeńskiego seksu, a na pewno nie "bez zobowiązań", rekreacyjnego. Ale dobrze, Pan przynajmniej szczery. Tylko o co chodzi z tymi kryteriami wiekowymi? Mam 32 lata, jestem od Pana młodsza o 4. Skoro sam mnie zaczepił na portalu, to chyba zdawał sobie sprawę, że spotyka się z kobietą a nie z 20-letnią dziewczyną. Czy postąpił grzecznie?
3. Pan mój rówieśnik, 1985 rocznik, prowadzi własną niewielką firmę. Spotkanie w kręgielni. Brawo za kreatywność. Godzinę sobie gramy, rozmawiamy, śmiejemy się. Później idziemy na piwo. Znowu: wszystko jest naprawdę OK. Żegnamy się ładnie. Kręgielnia bardzo mi się podoba, więc wyciągam tam następnego dnia (sobota) koleżanki. Oczywiście zastaję tam Pana z inną panią. Pani wyraźnie młodsza 24-25 lat, kojarzę ją ze zdjęcia profilowego z portalu, ładna, zadbana. Pan się bardzo stara, co widać po mowie ciała. Mnie nie zauważa, zresztą sama chcę być dyskretna. Po kręglach standardowo idą na piwo (obok jest barek). Parę dni później dostaję od Pana wiadomość, że chciałby się ze mną jeszcze spotkać. Nie mówię "nie", jasne jest, że poza mną Pan poznaje inne kobiety, a ja innych mężczyzn. Żartobliwie odpowiadam mu, że możemy się spotkać, że cieszę się, że przeszłam pierwszy etap rekrutacji i pytam czy dziewczyna z soboty też przeszła. Ale wszystko w lekkiej formie, żartobliwie, bez żadnych złośliwości. Pan na to całkiem szczerze odpowiada (wklejam): "Hehe przeszła, przeszła

ale niestety nie zgodziła się na kolejne spotkanie, miałem trochę doła przez nią bo wydawała mi się idealna z wyglądu i charakteru

Cóż bywa i tak trzeba wrócić na ziemię. To kiedy masz czas w tygodniu?". Znowu jestem pod wrażeniem szczerości. Pani, która Panu się bardziej podobała nie była zainteresowana, więc z braku laku dobra i parafina, wracamy do tych z niższej półki

Zachowanie Pana w porządku?
Strasznie zazdroszczę facetom ich bezpośredniości, szczerości i bezproblemowości. Mają jasne cele, kryteria, ale są też realistami. Mierzą wysoko, ale jak się coś nie uda, to nie mają problemu z obniżeniem poprzeczki. Nie, nie skarżę się, zostawiam do oceny takie zachowania.
Sama trochę marudzę, ale już mnie nic nie zdziwi. Po tych randkach internetowych po prostu książkę mogłabym napisać.
Pozdrawiam Forum!