kora3
23.10.17, 19:05
Przy okazji akcji #jateż pokazującej skalę zjawiska molestowania seksualnego kobiet spotkałam się z opinią , z którą w pewnej części się zgadzam.
Mianowicie chodzi o to, że mówiąc od lat wielu o przemocy seksualnej mówi się właśnie o kobietach, a mężczyzn zupełnie pomija. Tymczasem przemoc seksualna wobec nich także ma miejsce i to wcale nierzadko. Fakt, kobiecie trudno jest mężczyznę zgwałcić, ale dochodzi często do wymuszania seksu, tak w domu jak i w pracy, tudzież niewybrednych żartów w stosunku do panów, a także tzw. niemoralnych propozycji. Panowie częściej niż panie wstydzą się przyznać do tego, ze są molestowani, a do tego mniej mogą liczyć na pomoc nawet przypadkowych ludzi,. Jeśli w klubie np. pan pani się narzuca, to pani z reguły może liczyć na rycerskich panów i solidarne panie - także nieznajome osoby. Gdy sytuacja jest odwrotna, panu na ogół nikt nie pomaga, chyba ze jego przyjaciel, albo jego dziewczyna. Ponadto kobiecie wypada zareagować na molestowanie nawet tylko słowne i znajdzie sojuszników (na ogół) u może to zrobić także gwałtownie np. dając "z liścia". Pan jest zasadniczo bezbronny, bo odepchnąć, czy uderzyć kobiety nie wypada.
Oczywiście opinia nie jest krytyką samej akcji, tylko zwróceniem uwagi na to, że problem dotyczy także panów. Zrobiłam sondę wśród panów i wyszło, ze około 70 proc. z nich spotkało się z takim bądź innym molestowaniem.
Zrodziło mi się pytanie: czy grzeczne jest w tym przypadku takie nierówne traktowanie pan i panow? Nie chodzi o to, że nie ma adekwatnej akcji o molestowaniu panów - uprzedzam. Chodzi o brak reakcji w takich sytuacjach, o podejście typu "facet sobie poradzi", "ma branie, czego chce" itd.