kiwas
14.05.07, 21:28
Mieszkamy z moją dziewczyną od miesiąca w nowym miejscu .Kasia jest
skrzypaczką i pracuje na uczelni . Dorabia sobie lekcjami prywatnymi dla dzieci .
Do tej pory absorbowała nas przeprowadzka ,dopiero od dwóch tygodni zaczęła
zapraszać uczennice do domu .
Tydzień temu nic się nie wydarzyło , zaś dzisiaj ..
Doprawdy ,nie wiem jak to napisać ,bo wciąż nie mogę pojąć, że tak ktoś mógł
się zachować .
O 15 przyszła uczennica . O 15.20 mieliśmy trzy okna ubrudzone spływającymi
jajami ,żółtka ściekały też po ścianach , a skorupki wpadły do środka na podłogę .
Widziałem mniej więcej, z którego okna (z domu naprzeciwko) rzucano ,zresztą
tylko ci sąsiedzi wchodzą w rachubę ze względu na położenie . Maja małe dziecko .
Rozumiem ,że w społeczeństwie nie ma tolerancji dla muzyki ,ale czy nie można
było zejść na dół , zadzwonić do domofonu i poprosić o ciszę ,bo "dziecko śpi"
, "mąż dostaje wysypki na dźwięk szkrzypiec" ,czy cokolwiek ?
Godzina była normalna ,do tej pory nie zachowywaliśmy się głośno ,a zdarza się
w sąsiedztwie wiercenie wiertarą i walenie młotkiem o 6 rano oraz puszczanie
na full techno o 1 w nocy . Dzieci okoliczne biegają do 23 po podwórku i
wrzeszczą na głos .
Może rośnie młody dres naprzeciwko ?
Co mi radzicie - jak mam się zachować ? Na razie zostawiłem dowody na oknie
,choć dziewczyna już chciała umyć jaja sadzone na szybach (ścięły się w
wysokiej temperaturze ,trzeba będzie skrobać ).
Jak Wy zareagowalibyście na podobny przejaw złośliwości i wiochmeństwa ?
Dziękuję za pomocne rady ,
pozdrawiam ,
Konrad