siamese67
04.10.09, 18:53
Dzięki pomocy Dzidki i P.aulinki mam już w domu Czarnego Gacka. Czy to będzie jego stałe imię, czy mu się zmieni z czasem,np. na Cezara, to się jeszcze okaże.
Chyba poznały się z Antonim. Pyszczki obwąchały bez większych emocji. Czarny najpierw dał się wziąć na rączki, a potem zwiał na szafki w kuchni. Syczał i warczał, kiedy tylko się na niego zwracało uwagę. Pozostawiony w spokoju mył się. Może i kompulsywnie, ja tam się nie znam. W tym czasie Tosiek równie
kompulsywnie leżał na łóżku w sypialni.
Kiedy dziewczyny pojechały i zostaliśmy sami we troje, Tosiek poszedł do kolegi na szafkę, posiedział trochę, ale zrezygnował z towarzystwa i udał się z powrotem na łóżko.
Zajrzałam do niego i ja - Czarny ofukał mnie strasznie i nasyczał, lutnął pazurzastą łapą, zbił mój sweter i nawarczał na wołowinkę. Był baaardzo groźny i strrraszny. Bardzo. Przynajmniej on tak uważa...
Potem przez jakieś 2 godzinki nie zwracałam na niego uwagi, chociaż mój głos słyszał, bo gadałam w tym czasie przez telefon. Było ok. Nawet skusił się na mięsko postawione na talerzyku. Ale dalej nie schodził na dół.
Kiedy zakończyłam rozmowy, zajrzałam znów do kota i zdjęłam go z szafek - dał się wziąć na ręce, nie złościł się. Ale tylko przez chwilkę. Teraz zwiedza mieszkanie, chociaż wciąż najlepiej to chować się za wersalką, albo pod łóżkiem w sypialni.
Zagląda też w inne kątki, ociera już pyszczkiem co się da, zaznacza swoim zapachem meble
Zawołałam, podszedł, pozwolił wziąć się na kolanka.
Jest wielki i smukły. Ciężki. Wysoki. Czarniusieńki. Gładziutki. I ma rozczulające woreczko brzuszne...