Dodaj do ulubionych

Kastracja - moja rada

09.01.10, 19:45
Wczoraj moj drugi kocurek zostal wykastrowany. Z pierwszym nie bylo problemu.
Po godzinie wszystko OK. Byl kastrowany o 14.00. Drugi byl kastrowany o 19.00.
Pani wet miala problemy z kastracja. stwierdzila, ze pracowala caly dzien i
jest zmeczona. Dlatego polecam nie kastrowac wieczorem. Moze to smieszna rada,
ale takie jest zycie.
Obserwuj wątek
    • wiesia.and.company Re: Kastracja - moja rada 10.01.10, 00:56
      Dobra rada. Dziękuję.
      Ja poszłam jeszcze dalej: kastruję i sterylizuję tylko u lekarzy ze
      specjalnością: ginekolog. Bo jednak nie każdy lekarz ogólnego przygotowania
      weterynaryjnego (czyli odpowiednik internisty) jest dobrym chirurgiem.
      • plastelinka.czerwona Re: Kastracja - moja rada 10.01.10, 01:10
        Mojemu kocurowi bardziej przydałby się o specjalności: anestezjolog. Kot był
        usypiany trzy godziny(w sumie potrójną dawką). Dostałam go do zabrania do domu
        po dziesięciu godzinach, a jedynym objawem wybudzenia było to, że języczek już
        mu z mordki nie wypadał.
        • maryshaa Re: Kastracja - moja rada 10.01.10, 13:07
          Plastelinka, ale szkoda kociaka bo się pewnie umęczył. Kot po zabiegu do
          właściciela podobno powinien trafiać wybudzony, co o tym myślicie?
          Co dorady... bardzo słuszna, w końcu wet też człowiek i zmęczony na konic dnia
          być może... ale nie każdy może przyjechać do weta rano sad
          • minerwamcg Re: Kastracja - moja rada 10.01.10, 13:24
            > Kot po zabiegu do
            > właściciela podobno powinien trafiać wybudzony, co o tym myślicie?

            Coś w tym jest, jak z górą dziesięć lat temu odjajczałam Psota, to
            specjalnie czekałyśmy z panią doktor, żeby kocio się ocknął.
          • annb Re: Kastracja - moja rada 10.01.10, 14:09
            Nasz lekarz rodzinny wink pani weterynarz oddaje wybudzone.
            Tylko i wyłacznie
            Co do specjalizacji to nie ma takiej, ale odkąd znalazła wnetrowi 3
            miesięcznemu jajko w brzuchu to niemalże ją wielbię.Przy okazji
            naprawiła malcowi przepuklinę.A raczej wykonała kastrację przy
            okazji naprawy przepukliny-bo przepuklina zagrażała życiu kota.
            Niestety słyszałam o przypadkach ze weterynarze przy wnetrach
            zostawiałą zagubioną niespodziankę w brzuchu.
    • gacusia1 Re: Kastracja - moja rada 11.01.10, 01:33
      Weterynarze z jakimi mialam do czynienia zawsze umawiali wizyty na 8-
      9 rano,zeby kot mogl do 16-17 pozostac w klinice pod kontrola.
      • br0mba Re: Kastracja - moja rada 12.01.10, 23:09
        gacusia1 napisała:

        > Weterynarze z jakimi mialam do czynienia zawsze umawiali wizyty na 8-
        > 9 rano,zeby kot mogl do 16-17 pozostac w klinice pod kontrola.

        ja tak mialam z Gruchem po kastracji dostalam juz wybudzonego, juz sie nie
        przewracal i mogl chodzic o wlasnych silach
        natomiast Funkę nie, tzn otwierala oczka, ale byla wychlodzona (ogrzewalam ja
        butelka z ciepla wodą) i strasznie miauczala i posikala sie biedulka, dla mnie
        widok straszny siedzialam przy niej i buczalam jak glupia
        • wiesia.and.company Re: Kastracja - moja rada 16.01.10, 18:15
          Kot po każdym zabiegu z narkozą MUSI być wybudzony. Ja oddaję kota (lub koty -
          też tak miałam, że od razu parkę) rano i odbieram ok. 16.00. A to dlatego, że
          koty przebywają po zabiegu w szpitaliku, gdzie są monitorowane. Bo gdyby coś się
          złego działo.. serce (zdarzają się zapaści), to kot natychmiast jest poddawany
          reanimacji, w odpowiednich warunkach, z tlenem i inkubatorem na miejscu.
          Właściciel nie ma takiej aparatury i możliwości.
          No i wszystkim będę opowiadać historię mojej sąsiadki, która poszła z kotką na
          zabieg usuwania kamienia. Weterynarz oddał jej kotkę niewybudzoną i powiedział,
          że dojdzie do siebie w domu. Ale kotka ciągle nie dawała znaku życia, była
          zimna. Telefonicznie zainterpelowany weterynarz był zniecierpliwiony i kazał
          właścicielce rozcierać łapki, żeby poprawić krążenie. A cham wiedział, że oddał
          kotkę umierającą... Pieniądze za zabieg wziął, nie przyznał się, że kotka nie
          wytrzymała narkozy.
          Dlatego TRZEBA ODBIERAĆ KOTA WYBUDZONEGO, mało tego, najlepiej chodzącego. Nie
          ma co się spieszyć myśląc, że nie ma to jak w domu.
          Taki pośpiech w usuwaniu kota sprzed oczu weterynarza może być ogromnym zagrożeniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka